<< Sierpień 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
    1  2  3  4  5
  6  7  8  9101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Piątek 17 Sierpnia

 

„Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela…”

 

Jak zbudować dobre, zgodne z wolą Bożą małżeństwo, skoro tyle w nas nieuporządkowania i rozbicia wewnętrznego? Skąd mamy czerpać siły? Mężczyzna i kobieta potrzebują pomocy łaski, której Bóg nieustannie udziela w swym miłosierdziu. Łaska ta zostaje rozlana w sercach małżonków przez dar sakramentu małżeństwa. Chrystus wchodzi w życie męża i żony, by już zawsze im towarzyszyć, by czynić możliwym to, co po ludzku wydaje się nie do przejścia, by pomóc im wypełnić zadania, których się podejmują. Bóg przez sakrament uświęca małżonków oraz wszystko, co będą robili. Dzięki temu to, co ludzkie i zwyczajne, staje się nadprzyrodzone i święte. W tym momencie może zrodzić się pytanie: skąd tyle nieszczęśliwych małżeństw sakramentalnych – czyżby Chrystus o nich zapomniał? Łaska sakramentu nie działa automatycznie. Nie daje gwarancji na to, że małżonkowie będą szczęśliwi, że będą się kochali i szanowali. Sakrament jest darem – ale także zobowiązaniem. Jako małżonkowie, musimy współpracować z Chrystusem. Otwórzmy nasze serca i zgłębiajmy tajemnicę małżeństwa, przypominajmy sobie o naszych zobowiązaniach, starajmy się budować jedność w codzienności, a nade wszystko codziennie módlmy się i korzystajmy z sakramentów: Eucharystii i pojednania, módlmy się razem, czytajmy Pismo Święte, praktykujmy dobre uczynki. Chrystus ze swoją mocą czeka u naszych drzwi. Nie zamykajmy ich przed Nim przez trwanie w grzechach, brak przebaczenia, brak czasu, występowanie przeciw małżeńskiej wierności. Panie Jezu pomóż mi zbudować szczęśliwe małżeństwo. Uświecaj je i daj mi siłę w pokonaniu moich słabości.




Czwartek 16 Sierpnia

 

„Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.”

 

Czy zostałeś kiedyś przez kogoś mocno skrzywdzony? Czy ktoś wyrządził ci zło, o którym nie potrafisz zapomnieć? Jaką przyjmujesz postawę wobec swego winowajcy? Są w relacjach międzyludzkich takie rany, które jątrzą się latami. Są takie krzywdy, które trudno sobie wyobrazić, a co dopiero poczuć je na własnej skórze. Przeżywany ból doprowadza nas do szeregu trudnych emocji: zagubienia, lęku, smutku, żalu, złości i gniewu, nienawiści i chęci odwetu. Z jednej strony te emocje trzymają nas z dala od osoby, która nas skrzywdziła, z drugiej jednak dzięki nim zajmuje ona wciąż dużo miejsca w naszych myślach. Często instynktownie czekamy, aż lawina trudnych emocji się przetoczy, a czas zacznie leczyć stare rany. Przebaczenie innym często przysparza nam wiele trudności. Pamiętajmy, że przebaczenie nie jest zgodą na zło. Nie jest emocją, lecz aktem woli. W sytuacji, gdy jesteśmy krzywdzeni, powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo własne i pozostałych członków rodziny. Brak przebaczenia jest bardzo destrukcyjny. Dopóki nie dojdzie do przebaczenia i pojednania, historia będzie się powtarzać, a człowiek nie uwolni się od bólu i zamieszania. Brak przebaczenia rodzi zgorzknienie, które z kolei prowadzi często do poważnych chorób.  Przebaczenie to nasz wewnętrzny akt, do którego nie potrzebujemy drugiej strony. Po prostu decydujemy się na odpuszczenie naszemu winowajcy wszystkich jego przewinień wobec nas. Co on z tym zrobi - jego sprawa. To już nie zależy od nas. My przebaczamy. Dlatego twierdzenie, że przebaczenie ma sens tylko wtedy, gdy druga strona uzna swoją odpowiedzialność za popełnione zło, jest niesłuszne. Przebaczenie zawsze ma sens, niezależnie od postawy drugiej strony.  Nade wszystko warto zapatrzyć się w Tego, który przebacza nam nieustannie, który jest źródłem wszelkiego przebaczenia. Przyjmujesz Boże przebaczenie w każdej spowiedzi świętej. Podaj dalej – przebaczaj!

Środa 15 Sierpnia

 

„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.”

 

Miłość, dobroć, pokora, rozwaga to atrybuty, z którymi jest pięknie każdej kobiecie. Spędzamy godziny na pielęgnowaniu cery, włosów, paznokci, wszystko po to, byśmy były piękniejsze. Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Dla nas samych, naszego samopoczucia, dla bliskich, dla męża naprawdę warto. Są jednak takie cechy, które czynią nas piękniejszymi i nie wymagają od nas wielu godzin spędzonych w salonach piękności. To dobroć i pokora. Taka właśnie była Maryja. Tak po prostu. Bez kalkulowania, rozmyślania. Dobroć w najczystszej postaci. W sytuacji gdy dowiedziała się, że jest najlepsza, że właśnie Bóg Ją wybrał na Matkę swojego Synanie nie stała się zadufana w sobie. Pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy, to podzielenie się swoją radością z krewną Elżbietą, oraz radość z tego szczęścia, które spotkało Elżbietę. Myślała o drugim człowieku w jego szczęściu i czuła radość z tego szczęścia. Jaką masz postawę wobec swoich bliskich? Czy potrafisz zapominać o sobie, a widzieć pragnienia męża? Poświęcić czas na przytulenie, rozmowę, zabawę z dziećmi? Zamiast przeglądania internetu czy oglądania telewizji - zadzwoń do dawno niewidzianej babci. W miejsce narzekania nad własnym losem – zatroszcz się o rodziców. Czy widzisz tych, którym potrzebne jest wsparcie, uwaga, czasem pomoc materialna? Często dajemy się porwać pokusie „szukania sprawiedliwości nade wszystko”, zapominając o innych. W trosce o to, byśmy nie były nazwane „frajerkami”, pozostajemy asertywne do granic możliwości. Nasze aplikacje do pracy, profile zawodowe, wymagane cechy, rozmowy kwalifikacyjne czynią z nas kogoś zupełnie innego niż jesteśmy. Czy potrafimy być pokorne na wzór Maryi? Maryja jest przykładem tego, jak otworzyć nasze serce i życie Bogu, jak przyjąć to, co do nas mówi i czego od nas oczekuje. Warto wejść na drogę Maryi, warto mieć w sobie tę radość, mądrość, siłę, entuzjazm i pokorę. Może wtedy uda się nam ustawić wszystkie wartości na swoim miejscu. Tak jak zrobiła to Ona- Maryja!


Wtorek 14 Sierpnia

 

„Wy jesteście przyjaciółmi moimi.”

 

Wiele razy jako dziecko słyszałeś od rodziców czy dziadków, od siostry katechetki czy księdza głoszącego homilię dla dzieci, że Jezus jest twoim przyjacielem. Może sam też tak mówisz. Jesteś o tym przekonany?. Zastanawiałeś się co to znaczy? W jaki sposób to powinno być widoczne w twoim postępowaniu? Czym jest dla ciebie przyjaźń Jezusa? Jak ją rozumiesz? Czy uważasz, że na nią zasługujesz, że ona ci się należy? O przyjaźń, o relację z przyjacielem trzeba dbać.  Być przyjacielem Jezusa to iść za Nim wszędzie tam, gdzie On nas poprowadzi. To kochać to, co On kocha. Gdy mówimy o kimś "przyjaciel", mamy na myśli kogoś bliskiego, kogoś, komu można się zwierzyć, zaufać. Kogoś, kto pomoże, nie zostawi nas w trudnych chwilach. Często przyjacielem jest ktoś, kto nas rozumie, zna nasze potrzeby i umie im zaradzić. Zazwyczaj to my decydujemy z kim się przyjaźnimy. Przyjaciele są partnerami, są sobie równi. Jak w takim kontekście rozumieć słowa Jezusa: "Nazwałem was przyjaciółmi"? Poprzez słuchanie Słów Bożych możesz być blisko Jezusa . Jezus mówi ci prawdę , jak to czyni przyjaciel. Prawdę, która nie zawsze jest wygodna i łatwa do przyjęcia. Jednak jako Przyjaciel musi ci to powiedzieć. Chcesz mieć prawdziwego Przyjaciela? Takiego, który nigdy nie zawiedzie? Który pragnie bardziej twojego dobra, niż ty sam? „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”. Jezus chce podzielić się posiłkiem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Jedynym warunkiem jest otwarcie drzwi! 

Poniedziałek 13 Sierpnia

„…gdy otworzysz jej pyszczek, znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie…”

 

Zastanów się nad swoją uczciwością. Czy nie kombinujesz tak, aby jak najwięcej zostało dla ciebie? Czy nie uczestniczysz w tzw. „lewych interesach” tak, aby jak najwięcej i jak najszybciej zarobić? Czy uczciwie płacisz podatki? Jezus nie tylko sam płacił podatek świątynny, ale wyraźnie zalecał to innym. Należy oddawać „cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie” (Mt 22, 21). Co więcej, pośród Jego uczniów znalazł się poborca podatków, celnik Mateusz. Święty Paweł w Liście do Rzymian wskazuje na konieczność podporządkowania się władzy, której się podlega. Podkreśla, że owo posłuszeństwo wynika z nakazu sumienia, a nie tylko z lęku przed karą. Dodaje również: „Każdemu oddajcie, co się mu należy: komu podatek – temu podatek, komu cło – cło; przed kim należy odczuwać lęk – lęk, wobec kogo szacunek – temu szacunek” (Rz 13, 7). Dla chrześcijanina nieuczciwe uchylanie się od płacenia podatków jest wykroczeniem moralnym i grzechem, a nie przejawem życiowej mądrości i sprytu. Dobry człowiek powinien przeznaczać swoje pieniądze nie tylko na cele dobroczynne, ale odpowiednią ich część również na opłacenie podatków. „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mk 12,17) – odpowiedział Jezus Żydom, gdy ci zapytali się go czy należy płacić podatek Cezarowi. Będąc na ziemi powinniśmy uznawać władzę państwową i przestrzegać prawa podatkowego. Żyjemy obecnie w wolnym państwie, a podatki idą m.in. na porządek publiczny, służbę zdrowia, naprawę ulic. Jezus powiedział, by nie sprzeciwiać się ich płaceniu. Nam może to wydawać się niezrozumiałe, ale skoro Jezusa tak nas uczy, tak też powinniśmy postępować. Nie zapominajmy przy tym, że Bogu należy się chwała i ona zawsze jest ważniejsza od ludzkiej.



Niedziela 12 sierpnia

„Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. 

Tego jeszcze nie było! Kto by wpadł na pomysł, żeby dać się po prostu zjeść, aby przekazać życie? Kto jest bardziej kruchy i delikatny od kruszyny chleba, a jednocześnie najmocniejszy na świecie? Dlaczego właśnie ten chleb jest tak szczególny, że bez niego nie da się żyć w pełni? A dlaczego w ogóle słyszymy o chlebie, a nie o warzywach, owocach, nabiale czy mięsie? Czy raz nie wystarczy zjeść tego chleba i mieć problem z głowy tak jak raz skasowany bilet na życie wieczne? Odpowiedź jest zawarta w każdym zdaniu z Ewangelii Janowej o chlebie życia. Bóg pociągnął nas do siebie po najprostszej linii. Daje się poznać przez nasze pragnienie życia, nasycenia wszelkiego głodu, który nosi znamiona głodu życia wiecznego. Właściwie to każdy z nas został stworzony w sercu Boga, z przeogromnej miłości, i tej miłości najbardziej łakniemy jak wody, gdy w gardle przysycha. Rodzice najbardziej wiedzą jak wiele poświęcenia trzeba włożyć, by zapewnić godne życie sobie i dzieciom. Praca przynosi zyski, ale równie wiele kosztuje wysiłku umysłu i ciała, by przynieść do domu to, co najbardziej potrzebne. Bóg Ojciec zrobił najwięcej dla nas, bo oddał swojego Syna w nasze ręce, a my wpierw odrzuciliśmy ten dar, ale On nie odwołał swojej miłości, tylko poszedł jeszcze dalej. Ukrył się dla nas w chlebie – w Hostii, by każdy z nas przyjmował samą miłość wyrażoną na krzyżu oraz świecącą w mocy Zmartwychwstania. Ta tajemnica mieści się dla ciebie w małym chlebie – w Komunii świętej. Wielka tajemnica przemienia nas pod zasłoną rzeczywistej obecności Jezusa w chlebie. To się wydarza każdego dnia dla ciebie, człowieku głodny miłości! Za darmo! Tylko przyjdź i przygarnij do siebie tę Miłość! Maryjo, ukochana Matko, pokaż nam w jaki sposób mam przyjmować do siebie Jezusa, którego miałaś szczęście karmić. Niech moje serce będzie podobne do Twojego Serca, w którym rozgości się z całą radością Twój Syn, a mój Przyjaciel i Odkupiciel. 


Sobota 11 sierpnia

„Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwego".

Stajemy podobnie jak uczniowie Jezusa wobec problemów, chorób osób nam bliskich jakby bezradni, zdani na bieg wydarzeń. Pomyśl dziś o swoim jakimś problemie, który spędza ci sen z oczu; pewnie są sprawy, które nie pozwalają ci w pełni oddychać, bo wciąż jakiś lęk towarzyszy w sercu. Czy myślałeś o tym, że dar wiary, jaki otrzymałeś, jest kluczem do uczynienia czegoś niemożliwego? Od strony ludzkiej mogą być różne argumenty, że nie da się zmienić sytuacji w rodzinie, związanej choćby z chorobą alkoholową członka rodziny, albo z diagnozą o nowotworze. Są takie momenty w życiu, że kolana same się uginają pod ciężarem problemów, strapień, nieoczekiwanych wiadomości. Czy to oznacza, że każdy kryzys jest z góry przegrany? W żadnym wypadku! Sytuacje kryzysowe są trampoliną, po której możemy być bardziej pokorni, a także dojrzalsi w drodze życia. Każdy z nas dostał dar wiary na chrzcie świętym. Ten dar wymaga ciągłego otwierania, by nie zakonserwował się nietykalny, ale by ciągle się rozwijał. Kto z nas sięgnie do tego „dynamitu” w sercu, ten zobaczy jak wiara stawia go na nogi. Nawet lepiej – dzięki wierze odkryje, że to Jezus stawia go na nogi, by mógł przenosić góry. Ile razy można usłyszeć takie zdanie: „Tego nie da się już zmienić”. To zdanie może być usprawiedliwieniem mojej niewiary i braku ufności Jezusowi. Wiara ożywiana modlitwą sprawia, że staje się otwarty na zmianę najpierw w sobie, w moim myśleniu i przeżywaniu życia. Mogę dostrzec znaki Bożego działania w konkretach życia. Wystarczy słuchać słowa Pana i w zaufaniu żyć nimi, by cuda uwolnienia, uzdrowienia i uświęcenia wydarzyły się w moim życiu. Maryjo, Oblubienico Ducha Świętego, Ty nieustannie towarzysz nam w każdych sprawach i smutkach życia, ogarnij nas swoją opieką i miłością, abyśmy mogli cieszyć się darem wiary, takiej małej, ale mocnej, a przez to coraz bardziej ufali we wszystkim Bogu, tak jak Ty cała byłaś oddana woli Bożej!


Piątek 10 sierpnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. 

Życie każdego człowieka jest podobne do ziarna ukrytego w glebie. Punktem przełomowym jest odkrycie, że moje życie przyniesie obfity owoc wtedy, gdy nie będę koncentrował uwagi na sobie, nie zabiegał o mój komfort życia, ale ofiaruję swoje życie Bogu, by było jak piękny kantyk dla Stwórcy i Pana, a także moje życie przyniesie radość i dobro bliźnim. W dzieleniu się swoim czasem, możliwościami, talentami, a także przyznając się do swojej słabości i ograniczeń, możemy rzeczywiście przynosić obfity plon w budowaniu więzi miłości z bliźnimi. Nie od razu zobaczymy efekty naszej decyzji podjętej w sercu, ale możemy być pewni, że już przygotowujemy sobie miejsce dla owoców naszej posługi. Warto mieć przed oczami Jezusa, który tak się uniżył, że stał się ostatnim i sługą wszystkich, aby każdy z nas doświadczył miłości Bożej właśnie w postawie służby – daru dla bliźnich. Potrzeba czasu, aby odkryć w głębi serca prawdziwy skarb, który złożył w nas Bóg Ojciec. Duchu Święty, otrzymaliśmy Ciebie w darze chrztu świętego i bierzmowania, posyłaj nas w nowe miejsca, do nowych ludzi, z nowym entuzjazmem wiary, abyśmy nie bali się otworzyć naszych serc na potrzeby i pragnienia tych, których spotkamy dzięki Bożej Opatrzności. 


Czwartek 9 sierpnia

„Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. (…) Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny".

Czuwanie chrześcijan ma jedną decydującą cechę: jest to radosne czekanie na najważniejsze spotkanie z Oblubieńcem duszy. Popatrzmy na nasze przygotowania do przyjęcia wizyty ważnego gościa w naszym domu. Ile tam starań o czysty dom, o godne przyjęcie gościa, niecierpliwego oczekiwania, kiedy gość się opóźnia. A cóż powiedzieć, kiedy codziennie Jezus przychodzi do nas w różnych momentach dnia? Tym najważniejszym jest moment spotkania z Żywym Słowem, które staje się fizycznie dotykalne przez czytanie głosem Pisma Świętego, a pełnia spotkania z Jezusem ma swój punkt kulminacyjny w Eucharystii. Właśnie podczas Eucharystii nabieramy tej mądrości życia, żeby żyć stale w obecności Zbawiciela, który jak nikt na świecie kocha nas najmocniej, ofiarnie i z wielką żarliwością uczuć serca. Warto czerpać obficie z tego Serca Jezusa jedyną mądrość, która umocni nas do każdej próby życia, tak jak to stało się w życiu Patronki Europy, św. Teresy Benedykty od Krzyża. Ona odnalazła Pana z pragnienia poznania prawdy, a znalazła niezmierną Jego mądrość i miłość. Dla takiej miłości warto oddać swoje życie. Duchu Święty, otwórz nas na pełne miłości spotkanie z Oblubieńcem naszej duszy, abyśmy nie mogli doczekać się wiecznej radości widzenia Boga twarzą w twarz! Niech to pragnienie nas orzeźwia! 


Środa 8 sierpnia

„Wtedy Jezus jej odpowiedział: "O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!" Od tej chwili jej córka była zdrowa.”

Tym, co zachwyca Jezusa jest głęboka wiara ludzi, którzy przychodzą do Niego. Najczęstszym powodem jest jakiś problem w rodzinie, związany z chorobą fizyczną lub duchową dziecka. Wiara jest postawą serca człowieka, który wszystkiego oczekuje od Boga i od Niego zależy życie. Wierzący uznaje w swym sercu, że tylko Jezus jest Panem życia, więc przychodzi zawsze na czas, kiedy brakuje tego życia przez różne wydarzenia, nieszczęścia, grzechy i choroby. Tym, co nas prowadzi w modlitwie jest zawsze jakaś sprawa do załatwienia, od rzeczy codziennych po wielkie sprawy życiowe. Pod spodem jednak jest pragnienie życia w miłości i radości, poczucia, że moje życie jest napełnione sensem. I to właśnie nie pozwala nam zostać na mieliźnie przeżyć, ale szukamy samego źródła, a jest ono w Jezusie. Panie Jezu, bądź uwielbiony w Twojej obecności w moim życiu! Pragnę być Twoim uczniem, słuchając Ciebie, idąc za Tobą i być pokornym, wiedząc jak wiele Tobie zawdzięczam!


Wtorek 7 sierpnia

„Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: "Panie, ratuj mnie!" 

W tej krótkiej historii wyjścia Piotra z łodzi w kierunku Jezusa możemy jak w soczewce zobaczyć swoje życie, a w nim decydujące spotkanie ze Zbawicielem. Z różnych łodzi wychodzimy. Z przeróżnych historii, łodzi różnych doświadczeń, słabości i grzechów. To wyjście jest pierwszym krokiem, kiedy zauważamy, że Bóg jest obecny w naszym życiu. On nas kocha, dlatego nie opuszcza nawet, kiedy wiatr jest przeciwny. To mógł być jeden szczególny moment w naszym życiu, kiedy zobaczyliśmy w duszy Jezusa. Dla kilku osób może to być codzienne doświadczenie, kiedy zmagają się z niepewną sytuacją w rodzinie, w miejscu pracy. Czwarta straż nocna to przecież ostatnia część cyklu nocy w zegarze żydowskim, czyli przedział godzin od 3 do 6, a wtedy część z nas najczęściej wstaje do dnia pełnego pracy, a także chodzenia po fali różnych sytuacji. Z pewnością Piotr przekonał się jak bardzo jest słaby, bo zaczął się lękać fal. Warto zobaczyć jakich fal się boję? Co jest tym, co mnie najbardziej zatrważa, a tym samym odsuwa moją uwagę od wzroku Jezusa? Punktem centralnym w życiu każdego ochrzczonego jest pełne ufności zawołanie: „Panie, ratuj mnie!”. To jest najbardziej płodne doświadczenie w wierze, kiedy toniemy, nie mając w sobie siły ani oparcia, a jedyną i ostateczną „deską ratunkową” jest sam JEZUS. Z wyciągniętą dłonią, mocnym ramieniem, Jezus wybawia każdego z nas z wód grzechów, z każdej niewoli, a potrzebuje od nas tylko małej wiary i zaufania do końca. Bez tego spotkania z Jezusem trudno mówić o prawdziwym życiu chrześcijańskim, o pogłębianiu więzi z Jezusem w Słowie Bożym, w sakramentach, we wspólnocie. Uratowani są uradowani w całym życiu. Bądź jednym z nich! Panie Jezu, wierzę, że jesteś przy mnie, gdziekolwiek pójdę jesteś ze mną! Panie, wybacz mi, że częściej patrzę na zło wokół mnie niż na Ciebie, bo Ty już dawno pokonałeś autora zła. Panie Jezu, daję Ci swą dłoń. Prowadź mnie, bo Tobie ufam! 


Poniedziałek 6 sierpnia

„Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

 

Przemienienie Pańskie, a właściwie odsłonięcie boskiej chwały Jezusa, która była zakryta w człowieczeństwie Zbawiciela, jest dla każdego z nas zapowiedzią tego, co będziemy kiedyś oglądać na wieki. Ta wizja bardzo przerosła Piotra. Nie wiedział co należy powiedzieć. Mamy w różnych sytuacjach podobnie, bo nie mamy gotowych scenariuszy, tak jak w dramacie. A wobec spraw niebieskich jesteśmy dziećmi, które uczą się języka powoli i mozolnie. Nie jesteśmy w stanie objąć rozumem tajemnicy, którą odsłania nam Pan. Miłości nie da się w pełni zrozumieć. Wystarczy ją przyjąć prostym sercem. Pozwolić, aby Ona przemieniała moje serce, które często patrzy na siebie i oczekuje miłości tylko od innych. Bóg przychodzi w ciągłości objawienia. Najpierw Mojżesz – Prawo, a później Eliasz – Prorocy. W centrum jest Jezus. I tak oto mamy przyjąć największą miłość, jaką dał nam Bóg Ojciec – Syna i Jego słowo. Wtedy będziemy do głębi przemienieni. Wtedy świat wokół nas również się przemieni, jeśli będziemy otwarci na Słowo Życia. Matko Życia, Maryjo, ucz nas przebywania w ciszy, słuchania Twojego Syna i rodzenia Go przez czyny i słowa miłości! 


Niedziela 5 sierpnia


„Odpowiedział im Jezus: "Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie".


W sercu każdego z nas jest miejsce, które może wypełnić tylko Bóg. Relacja człowieka z Wszechmogącym jest niezastąpiona. Często w codziennym pędzie próbujemy to miejsce, tą tęsknotę wypełnić, odwiedzając nowe miejsca, kupując drogie ubrania, szukając aprobaty u innych ludzi. Jednak to wszystko na dłuższą metę nie wystarczy. Karmienie się dobrami doczesnymi nie przynosi pełnego ukojenia, dlatego powinniśmy dbać o relację ze Stwórcą – Tym, który najlepiej zna nasze pragnienia i potrzeby i jedynie On może wypełnić nas głębokim pokojem, niezależnym od tego, w jakiej znajdujemy się sytuacji. Jezu Chryste, Synu Boga, oświecaj nas, abyśmy potrafili podążać za Tobą i w Tobie szukać ukojenia. W Twojej nieskończonej miłości bądź uwielbiony Panie! 


Sobota 4 sierpnia

"Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła wobec gości córka Herodiady i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. (...) Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać."


Człowiek jest tak zaślepiony żadzą posiadania czegoś, że aby zdobyć - jak mu się wydaje - ten wymarzony skarb, traci po drodze wiele tego, co naprawdę cenne. W Piśmie Świętym czytamy: "unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła". Tymczasem wielokrotnie, tak jak Herod, wchodzimy na niebezpieczny teren pokus, rozpusty i napawamy się jej doznaniami, nie wiedząc nawet kiedy tracimy kontrolę nad sytuacją. Tak działa zły duch - na początku poprzez naszą pychę stawia nas na pozycji władzy, napełnia przekonaniem, że my wiemy co robimy, że my możemy tak tylko trochę, dla spróbowania, dla chwili przyjemności... I mężczyzna wchodzi do domu publicznego "tylko zobaczyć jak to jest", gimnazjalistka chowa do kieszeni garść batonów w sklepie, bo "przecież od tego nie zbiednieją"... Odstępstwo od Jezusa, od patrzenia na Niego jako na wzór do postępowania sprawia, że zaczynamy zbaczać z dobrej drogi. Dzisiejszy świat nie lubi wyrzeczeń, poskramiania samego siebie, swoich pragnień, hołduje mu powiedzenie "hulaj dusza! piekła nie ma". Ale piekło jest. Co ważniejsze - jest też niebo, w którym Ojciec przygotował miejsce dla każdego z nas i pragnie dać tam nam życie wieczne. Panie, pomóż nam dostrzec piękno podejmowania wysiłku i wyrzeczenia, które pozwala głębiej wchodzić w tajemnicę Twojej miłości, które pomaga wzrastać naszej duchowości. Prowadź nas Panie i trzymaj Twoją silną, ojcowską ręką przy sobie, byśmy "nie stracili głowy" i nie zeszli z drogi, jaką nas prowadzisz. 


Piątek 3 sierpnia

"Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? (...) I powątpiewali o Nim. "

Jezus powiedział, że najtrudniej być prorokiem wśród swoich. Te słowa niejednokrotnie odnoszą się do naszego życia. Przebywając wśród bliskich nam osób jesteśmy narażeni na zranienia często dużo bardziej bolesne, niż te doznawane ze strony obcych ludzi. Najbliższe otoczenie, nasi bliscy, znają nasze słabości, czułe punkty, słabe strony, dlatego też potrafią zadać ostry cios - słowem złośliwej krytyki, przykrego żartu, wątpieniem w nasze możliwości czy podcinaniem skrzydeł, kiedy chcemy coś osiągnąć, bo "po co ci to?", bo "to się nie uda", bo "nie dasz rady". Może będąc dzieckiem doświadczaliśmy dokuczania ze strony kolegów i koleżanek, bo nie stać nas było na markowe buty. Ilu z nas nieobcy jest ból odrzucenia przez rodzinę, bo wybraliśmy inną drogę niż ktoś nam zaplanował? Znamy dobijające "a nie mówiłem", kiedy mimo wielkich starań nie osiągnęliśmy jakiegoś wyznaczonego sobie celu. Co w takiej sytuacji robi Jezus? Mógł zrezygnować, poddać się odczuwanemu tak jak przez nas zniechęceniu, przeciwnościom ze strony otoczenia, mógł odpuścić i nie poświęcać swojego życia za grzechy tych, którzy wątpili w Jego moc i wielkość. Tymczasem Jezus nieustannie się modli do Ojca, czerpiąc od Niego siłę na każdy kolejny dzień, na każdy kolejny odcinek drogi, jaką wyznaczał Mu Ojciec. To samo dzisiaj możemy zrobić my. Niezależnie od tego, z jakiej biedy wyszliśmy, jaki jest nasz status społeczny, czy udało się nam przetrwać kryzys małżeński, skończyć szkołę, znaleźć pracę - Bóg ma dla każdego z nas niepowtarzalny plan. Ten trud, którego być może właśnie doświadczamy, jest widocznie jego potrzebną częścią, choć może teraz nie widzimy dlaczego. Zaufajmy Bogu i pójdźmy za Nim. Niezależnie od tego, jak trudna jest nasza obecna sytuacja, być może pełna bólu i poczucia samotności, jeżeli wytrwamy przy Bogu - czeka nas Zmartwychwstanie. Panie, bądź uwielbiony w trudach, przez jakie nas przeprowadzasz. Pomagaj nam nieustannie, by to, jak żyjemy przynosiło Tobie chwałę.