<< Listopad 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   
  5  6  7  9
121314
192021
26272830  

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Środa 21 listopada

„Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: "Zarabiajcie nimi, aż wrócę".

Przypowieść Jezusa jest odpowiedzią na myśli i wyobrażenia jego uczniów, którzy spodziewali się niedalekiego końca świata i objawienia Królestwa Bożego. A Jezus, jakby na przekór ludzkiej logice, mówi do nich, a przez to do nas dzisiaj: „Spokojnie, poczekajcie na Mnie wytężając siły do pracy nad darem, jaki otrzymaliście. Obracajcie tym darem, aż wrócę po was.”. Te słowa mogą być dla nas bardzo pocieszające, bo nie musimy przejmować się różnymi przepowiedniami, trwożyć się rozmaitymi tragediami na świecie, ale zupełnie ze spokojem i zaufaniem zająć się pomnażaniem dobra, jakie otrzymaliśmy od Boga. Tym niepowtarzalnym darem jest życie. A w nim mamy tyle darów, za które winniśmy być wdzięczni, a przez nie służyć bliźnim. Na tym właśnie polega oczekiwanie na Królestwo Boże, że będziemy żyć tym Królestwem na co dzień, będąc świadkiem Jezusa w różnych sytuacjach, w spotkaniach i rozmowach delikatnie i mądrze wskazywać na Zbawiciela. Warto zobaczyć na nowo dary, jakie mamy od Pana, aby je rozwijać i pracować dla dobra bliźnich. To jest piękne w Ewangelii, że Pan nam zaufał i przekazał każdemu z nas swoją minę. On wie, że możemy ten prezent rozwinąć, bo do tego też nas uzdolnił, a więc czy mamy jakiś powód by tego nie robić? Oczekujemy na Pana aktywnie, bo On przychodzi dziś w sposób ukryty, a kiedyś objawi się w pełni, abyśmy otrzymali wieczną nagrodę – pełnię życia w Bogu. Maryjo, oddana Panu Córko, ucz nas jak mamy podobać się Panu w naszej prostej i niezwykłej codzienności, aby każdy dzień zbliżał nas do radości spotkania w wieczności, w oceanie Bożej miłości!


Wtorek 20 listopada

„Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.”

Dla Jezusa każda motywacja człowieka jest dobra do spotkania z nim. Czy to będzie ciekawość nauki Mistrza z Nazaretu, czy zasłyszane opowieści o cudach, które On uczynił, czy pragnienie uzdrowienia, czy długo noszona prośba – każde z tych naszych doświadczeń stanowi punkt wyjścia, a właściwie stanowi punkt startowy, by wejść wyżej, by dać się zobaczyć Jezusowi. Sykomora była dużym drzewem, na które można było łatwo wejść, dzięki niskim gałęziom, stąd Zacheusz, człowiek niskiego wzrostu mógł zobaczyć przechodzącego Jezusa. To właśnie nasze pragnienia, tęsknoty, wszelkie braki, a nawet grzechy prowadzą nas do spotkania z Jezusem. Czy On kocha nas mniej, kiedy stoimy ubrudzeni grzechem w kolejce do spowiedzi? To właśnie Jezus inicjuje spotkanie z Zacheuszem, a przez to doświadczenie przyjęcia Zacheusz wraca do swojego domu, do swojej głębokiej tożsamości, człowieka sprawiedliwego, czystego. To właśnie Jezus przywraca mu jego własne imię – tożsamość, o której zapomniał przez życie na własny użytek i interes, skoncentrowane na zagarnianiu tylko dla siebie pieniędzy. Tym, co odmienia nasze życie jest darmowa miłość Boga Ojca, której doświadczamy w spotkaniu z Jezusem, a rozwijamy przez „tracenie” czasu na byciu z Nim w modlitwie, w słuchaniu Słowa, w otwartym sercu na potrzeby bliźnich. Warto też zobaczyć dziś zbawienne przynaglenie Jezusa, który mówi do Zacheusza, że dziś musi się zatrzymać w jego domu. Tam, gdzie jest człowiek pogubiony, tam Jezus nie tylko pragnie, ale wręcz musi wejść do jego domu. To jest przedziwny wyraz miłości Jezusa, który nie może przestać kochać grzesznika. To jest dobra nowina dla każdego z nas. Ktoś napisał kiedyś: „Dałem Bogu wiele powodów, aby przestał mnie kochać. Jednak żaden z nich nie przekonał Go.” Dzięki Ci Jezu, że nigdy nie rezygnujesz ze mnie, nawet kiedy ja uważam się za … 


Poniedziałek 19 listopada

„A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Wymowna jest prośba niewidomego z Jerycha, która ogniskuje się wokół widzenia – przejrzenia we własnym życiu. Zapowiedź tego cudu można śmiało dostrzec w kantyku Zachariasza, który ogłasza: „Przez nią nawiedzi nas Słońce Wschodzące z wysoka, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju. ( 1 Łk 1, 78-79). To słowo spełnia się w życiu każdego kto woła na wzór niewidomego: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Panie, spraw abym przejrzał. Na co dzień widzimy wiele rzeczy, obserwujemy świat wokół nas, ludzi pędzących jak w kołowrotku, a wiele informacji przechodzi przez nas umysł i serce zostawiając pustkę, lęk, niepewność jutra. Tak wiele zdaje się zasłaniać nam Jezusa, Jego miłość bezgraniczną do nas, a w dodatku Zły podsuwa różne myśli, które mogą zaciemniać w nas światło wiary. To jego strategia, aby nas zająć wieloma rzeczami, byśmy stopniowo odstępowali od tej jednej, jedynej Miłości. Tam, gdzie brakuje żywej wiary i doświadczenia bycia kochanym i kochania, tam szybko zapanuje ciemność. Z tej ciemności wyprowadza nas sam Jezus, abyśmy pomimo różnych trudów żyli z darem pokoju serca, we właściwym i dobrym widzeniu świata, Boga, bliźnich i samych siebie. Czy w momentach niepewności, burzy emocjonalnej wołam z głębi serca do Jezusa, aby ulitował się nade mną? Jak wierzę Jezusowi w codziennych sprawach, w domu, w pracy, w czasie podróży, przebywając ze znajomymi? Czy mam odwagę powiedzieć innym, co Jezus uczynił dla mnie? Jezus dziś przechodzi przez twój dom, twoje serce. On jest blisko ciebie, więc nie zagłuszaj w sobie tego głosu niewidomego. Jezus dziś uzdrawia twój wzrok życia! Duchu Święty, uzdolnij mnie do wyczucia znaków obecności Jezusa w moim życiu! 


Niedziela 18 listopada

"Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba."


Wczytując się w słowa dzisiejszej Ewangelii, można by rzec, że przyjście Jezusa ma być nie sądem nad światem, ale zjednoczeniem nas, podsumowaniem naszego życia, kolejną pieczęcią miłości. Miłości, która jest największym przesłaniem dla nas płynącym z całego życia Jezusa. Jesteśmy wybrańcami Boga. Stworzył nas z miłości i do miłości i przyjdzie po nas, bo to właśnie dla nas przygotował miejsce w Domu Ojca. Czy pamiętamy o tym, wychodząc każdego dnia do pracy, robiąc kanapki dla męża, szykując dzieci do szkoły, albo wstając dziesiąty raz tej nocy do budzącego się znowu dzieka? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze życie jest pięknym, ale też niełatwym darem, powołaniem, zadaniem, szkołą miłości, i przede wszystkim, drogą, która ma nas zaprowadzić do jednego, konkretnego celu - do nieba? To niesamowite błogosławieństwo być w "drużynie" Jezusa, do której zostaliśmy przyłączeni już w sakramencie Chrztu Świętego. Dzisiejsza niedziela jest doskonałym dniem, by dziękować Panu za łaskę wiary i na nowo powierzyć Mu swoje życie, dać się prowadzić. Jezu, Synu Boga, Nauczycielu Miłości, pomóż nam przygotować się na spotkanie z Tobą, otworzyć serce na Twoją naukę już dziś. Pomóż nam wyrzec się wszystkiego, co nas od Ciebie oddala. Porwij nas mocą Twojej niepojętej miłości, byśmy porzucili wszystko, co nie jest od Ciebie i byśmy poszli za Tobą. Bądź wywyższony w naszym życiu, Panie. Jezu cichy i pokornego serca, Tobie cześć i chwała na wieki!



Sobota 17 listopada

"Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: "Obroń mnie przed moim przeciwnikiem".


Sędzia, wspomniany przez Jezusa w przypowieści, miał władzę, prawdopodobnie pieniądze i może nie tyle szacunek, co powodowany lękiem respekt ze strony ludu. Nie liczył się też z Bożymi przykazaniami, więc czując się panem samego siebie, decydował o wszystkim, co dzieje się w jego życiu, w jego otoczeniu. W tym samym mieście, obok niego, wdowa. Uosobienie (w tamtych czasach) słabości, gdyż status społeczny kobiety i zapewnienie jej bytu, zależne były od jej męża, który był nie tylko partnerem życia danym od Boga, ale też w dużej mierze opiekunem. I nagle okazje się, że w tej słabej na pozór kobiecie drzemie coś, co sprawia, że władczy sędzia zmienia swoje postanowienie i choćby - jak mówi - dla swojego spokoju, postanawia jej pomóc. Nauka płynąca z dzisiejszej Ewangelii zawiera w sobie conajmniej dwie lecke: ukazuje ogromną moc zaufania Bogu i wytrwałej modlitwy oraz to, że czasem "dobrym nękaniem" kogoś, słuszną prośbą czy zachętą, można wydobyć z każdego człowieka wielkie dobro, nawet, jeśli latami było w nim "uśpione" i dotychczas nikt po nie nie sięgnął. Nasze dobre słowo i nieudawana wiara w drugiego człowieka może sprawić, że w końcu zacznie żyć naprawdę, że w jego sercu poruszy się coś, co sprawi, że ujrzy siebie w nowym, lepszym świetle. Tak, jak widzi Go Bóg. Czy nie bardziej Sędzia potrzebował spotkania z wdową, niż ona sama...? Panie, wypełniaj nas Twoim Świętym Duchem, byśmy potrafili nieść Ciebie innym ludziom.



Piątek 16 listopada

"Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony."


"Posłanie" przywodzi na myśl łóżko, miejsce, które kojarzy się z najgłębszą intymnością i bliskimi relacjami pomiędzy ludźmi - pomiędzy mężem i żoną, pomiędzy matką, a jej niemowlęciem, pomiędzy umierającym ojcem i siedzącym przy jego łóżku synem. Wszystkie tego typu sytuacje wiążą się z jednością serc, współodczuwaniem, dzieleniem się sobą z drugim człowiekiem. Dzisiejsza Ewangelia bez znieczulenia odziera z ułudy doczesności, pozornego piękna "życia chwilą", bez zasad, bez zahamowań, bez Boga. Jej słowa ukazują nam prawdę, że jedyne, co nieprzemijalne, co nigdy nas nie zawiedzie, to Boża miłość. Przyjdzie dzień, że będziemy musieli się rozstać z ukochaną osobą. Będziemy musieli wysiąść z polerowanego latami ulubionego auta. Będziemy musieli przekroczyć próg domu, na który pracowaliśmy przez długie lata. Przyjdzie taki dzień, dla każdego z nas. Staniemy przed obliczem Boga, nadzy, bez polis na życie, bez drogecennej biżuterii, bez wizerunku z pracy. Tacy prości, tacy prawdziwi. I to spotkanie wcale nie ma nas przerażać, ale napawać nadzieją i pokojem. Odpowiedzmy sobie dzisiaj na pytanie - co czujemy na myśl o spotkaniu z Bogiem? "Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia". Bóg cały czas zaprasza... "Pójdź za mną". W naszej drodze do Ciebie, bądź uwielbiony Panie.



Czwartek 15 listopada

"Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego."

W tych słowach Pisma Świętego możemy odnaleźć pokój, który tak często zdarza nam się zatracać przez codzienne troski, obowiązki, nasze ludzkie słabości i niewierność Bogu. Tymczasem Pan przypomina nam o swojej stałości, o nieustającej, cierpliwej i nieskończonej miłości do nas. Nie musimy gonić, sami nie wiedząc dokąd i za czym, nie musimy szukać innego wypełnienia pustki w naszym sercu, innego Boga nie ma. Gdy pozwolimy Jezusowi zagościć w naszym życiu, będzie jak owa błyskawica, która rozświetli naszą codzienność, zarówno te drobne, jak i najważniejsze sprawy. Papież Franciszek powiedział: "Gdybyśmy zawsze mieli Słowo Boże w sercu, żadna pokusa nie mogłaby oddalić nas od Boga". Pozwólmy karmić się Słowem Bożym każdego dnia Temu, któremu zależy na nas najbardziej. To najlepszy pokarm, który da nam siłę do podążania za Chrystusem oraz światło do rozpoznawania woli Bożej, Jego Słowa kierowanego do nas. Otwórzmy nasze serca dla Jezusa, pozwólmy Mu nas przemieniać. Panie, rozbudź w nas gorące pragnienie spotkania z Tobą. Ty, który kochasz nas bezwarunkową miłością, bądź uwielbiony Panie. 


Środa 14 listopada


"Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni."

 

Siła i prawdziwość naszej wiary w Chrystusa i Chrystusowi nie jest ukazana w samej deklaracji, ale w tym, co z nią zrobimy - czy za słowami pójdą również czyny. Trędowaci z daleka krzyczeli do Jezusa prosząc o litość nad nimi, nad ich wyobcowaniem spowodowanym chorobą. Jako rozwiązanie ich problemu nie dostali od Jezusa gotowej "maści" na ich dolegliwość, ale zadanie, które miało ich poprowadzić ku uzdrowieniu, nie tylko fizycznemu. Również z naszej strony Pan pragnie pełnego zaangażowania, nie tylko pójścia na mszę niedzielną, ale życia nią przez cały tydzień. Nie tylko modlitwy za bliźnich, ale także codziennej pomocy im. Poprzez nasze działanie, czy to przez obowiązki domowe, czy zawodowe, Pan chce dokonywać rzeczy wielkich. Potrzeba do tego naszej wiary, nie tylko w to, czego Bóg właśnie dokonuje, ale przede wszystkim w to, że wie co robi, nawet, gdy dla nas sytuacja wydaje się beznadziejna lub niezrozumiała. Gdy trędowaci proszący Jezusa o pomoc usłyszeli: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”, mogli zwątpić, nie widząc "rezultatów" swoich próśb. Zwróćmy jednak uwagę, że "... gdy szli, zostali oczyszczeni." Gdy szli. Nasze pogłębianie relacji z Bogiem jest drogą do naszego uzdrowienia, do przemiany serca. Ale żeby to się dokonało, musimy IŚĆ. Wejść na drogę wiary Chrystusowi i na niej pozostać. Panie, przymnóż nam wiary i ufności Tobie, byśmy szli nie czekając na cud, ale Twoje cuda głosząc. We wszystkich cudach, jakich dokonujesz Panie każdego dnia, bądź uwielbiony na wieki. 

 

  <p> ""</p>"

Środa 14 listopada

"Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni."


Siła i prawdziwość naszej wiary w Chrystusa i Chrystusowi nie jest ukazana w samej deklaracji, ale w tym, co z nią zrobimy - czy za słowami pójdą również czyny. Trędowaci z daleka krzyczeli do Jezusa prosząc o litość nad nimi, nad ich wyobcowaniem spowodowanym chorobą. Jako rozwiązanie ich problemu nie dostali od Jezusa gotowej "maści" na ich dolegliwość, ale zadanie, które miało ich poprowadzić ku uzdrowieniu, nie tylko fizycznemu. Również z naszej strony Pan pragnie pełnego zaangażowania, nie tylko pójścia na mszę niedzielną, ale życia nią przez cały tydzień. Nie tylko modlitwy za bliźnich, ale także codziennej pomocy im. Poprzez nasze działanie, czy to przez obowiązki domowe, czy zawodowe, Pan chce dokonywać rzeczy wielkich. Potrzeba do tego naszej wiary, nie tylko w to, czego Bóg właśnie dokonuje, ale przede wszystkim w to, że wie co robi, nawet, gdy dla nas sytuacja wydaje się beznadziejna lub niezrozumiała. Gdy trędowaci proszący Jezusa o pomoc usłyszeli: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”, mogli zwątpić, nie widząc "rezultatów" swoich próśb. Zwróćmy jednak uwagę, że "... gdy szli, zostali oczyszczeni." Gdy szli. Nasze pogłębianie relacji z Bogiem jest drogą do naszego uzdrowienia, do przemiany serca. Ale żeby to się dokonało, musimy IŚĆ. Wejść na drogę wiary Chrystusowi i na niej pozostać. Panie, przymnóż nam wiary i ufności Tobie, byśmy szli nie czekając na cud, ale Twoje cuda głosząc. We wszystkich cudach, jakich dokonujesz Panie każdego dnia, bądź uwielbiony na wieki. 


Wtorek 13 listopada

"Jezus powiedział do swoich apostołów: „Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: "Pójdź i siądź do stołu"?"


To jedno pytanie Jezusa skierowane do uczniów zawiera w sobie ogrom miłości i wiele mówi o tym, jak czułym Panem jest Jezus. Patrząc na życie Jezusa widzimy, że nie jest najważniejsze to, że mamy wiele na głowie, że "padamy z nóg" po pracy lub myślimy tylko o tym, by się położyć po powrocie ze szkoły. Postawa, do jakiej wzywa nas Jezus to ta, w której oprócz swoich problemów i zmęczenia jesteśmy w stanie dostrzec, że żona, która zajmuje się domem i dziećmi też od rana była w pracy, że wiek stojącej w autobusie staruszki może być dla niej bardziej uciążliwy, niż dla nas nasze zmęczenie. To postawa pełna pokory i miłości względem bliźniego, w której jest miejsce na gest względem współpracowników na niższych stanowiskach, na zrobienie kawy pani sprzątającej, która może akurat ma gorszy dzień. Pilnujmy siebie samych, abyśmy w codziennych obowiązkach, poprzez swoje stanowiska w pracy, osiągnięcia w szkole czy wśród znajomych, nie popadli w pułapkę pychy i wywyższania się. Jezus - Król królów i Pan panów, uniżył się do słabego, śmiertelnego człowieczeństwa. Zrównał celników z bogobojnymi, największych z grzeszników z wiernymi Bogu. Nie wznośmy murów, nie twórzmy na nowo podziałów. W naszej codzienności kierujmy się miłością do drugiego człowieka na wzór miłości Chrystusa, szukajmy okazji nie do zbodycia pochwały, ale do sprawienia komuś choć drobnej przyjemności. Jezu, oblecz nas Twoją łaską i światłem, by nasza obecność była dla ludzi budująca, niosąca radość. W naszych wzajemnych relacjach, badź uwielbiony Jezu. 


Poniedziałek 12 listopada


"Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: "Żałuję tego», przebacz mu”.


Bóg jest wszechogarniający i jest miłością, nie
 dziwne więc, że i słowa dzisiejszej Ewangelii pełne są nauki miłości. W tych słowach zawarta jest piękna lekcja kochania - skupienie się nie tylko na sobie, ale na sobie nawzajem. Zadajmy sobie dziś pytanie, czy czasem nie "umywamy rąk" od odpowiedzialności mówiąc, że czyjś "brzuch" to nie nasza sprawa, że kwestia wiary jest tak delikatna, że nie można się wtrącać, więc nie będziemy dekalogiem umoralniać kogoś za wspólne mieszkanie bez ślubu. Kochający swoje dziecko rodzic nie pozwoli mu wsadzić ręki w ogień, bo wie, że to przyniesie złe skutki. Czy my, którzy mamy kochać bliźniego, możemy przejść obojętnie naszego brata, który coraz bardziej grzęźnie w grzechu? Albo czy możemy sobie pozwolić na unoszenie się honorem i nienawiść względem tego, kto rani nas kolejny raz i tym samym odtrącić naukę Jezusa? To bardzo trudne, ale nasze przebaczenie wobec czyjejś szczerej skruchy może być dla raniącego jedynym w życiu świadectwem życia nauką Chrystusa. Panie, przymnóż nam wiary, byśmy potrafili żyć nie według naszych przekonań, ale według Twojej, pełnej miłości, nauki. Bądź uwielbiony, Miłosierny.


Niedziela 11 listopada

 

„Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony…”

 

Dzisiejsza przypowieści porusza problem tego, że nieważne jak dużo dajemy, ważne jaka jest nasza intencja. Możemy bowiem dać coś o mniejszej wartości materialnej, ale będzie to miało zdecydowanie większą wartość duchową. Wdowi grosz związany był z licznymi wyrzeczeniami oraz poświęceniem, któremu kobieta się poddała. Ważna jest zatem duchowa wartość tego, co pragniemy komuś ofiarować oraz intencja, z jaką daną rzecz ofiarujemy. Interpretacja przypowieści o wdowim groszu skupia się najczęściej na przekonaniu, że to, co robimy dla innych ma tym większą wartość, im większe poświęcenie się z tym wiąże. Ważna jest intencja, która nam towarzyszy, a nie wartości materialne. Czasami mały czyn może znaczyć więcej niż szumnie rozgłaszana pomoc.Uboga wdowa pokazuje, że można dać bardzo wiele, nic nie znacząc i prawie nic nie posiadając. Wystarczy otworzyć swoje serce, nieraz bardzo skurczone. W dzisiejszym świecie rodzice chcą przekazać dziecku jak najwięcej rzeczy materialnych. Dzieci mają niemal wszystko. Brakuje im tylko jednego - miłości. To jest ten grosik, który przewyższa wszystkie inne dary.Co ja daję? W jaki sposób? Czy potrafię łączyć ludzką przezorność z zaufaniem Bożej Opatrzności? Czy potrafię uczyć się od ludzi prostych, ubogich, mało znaczących w ludzkiej hierarchii?

Sobota 10 listopada

 

„Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!”

 

W kim lub w czym ty pokładasz nadzieję? Na co liczysz? Kto jest twoim Bogiem? Jeżeli pokładasz nadzieję w bogu fałszywym, to musisz zaznać goryczy i rozczarowania, bo jest to pan, który wcześniej czy później cię zawiedzie. Co może być tą mamoną, która zniewala twoje serce? Mogą nią być zarówno dobra materialne, jak i duchowe, na przykład przywiązanie do pieniędzy, do pracy, a więc do tego, co tworzysz, nad czym pracujesz, do spokoju, a nawet przywiązanie do własnej doskonałości. Wszystkie te przywiązania powodują twoje zniewolenie, przynoszą ci niewolę. Człowiek winien przywiązywać się tylko do jednej jedynej rzeczywistości - do woli Boga. Napięcie, stres, niepokój, pośpiech, smutek, które ci towarzyszą w życiu, to znaki wskazujące, że służysz jakiejś postaci mamony. Są na przykład ludzie, którzy żyją w nieustannym napięciu. Jak więc wielkie musi być ich przywiązanie do czegoś przeciwnego Bogu. Ludzie wolni od przywiązań są pełni Bożego pokoju. Boży pokój buduje i umacnia zdrowie psychiczne, które rzutuje z kolei na stronę somatyczną. Mamona systematycznie niszczy człowieka. Ona nie tylko blokuje cię w twoim dążeniu do Chrystusa i przylgnięciu do Niego, ale niszczy również twoje zdrowie i twoją psychikę. Wyraźnym przejawem przywiązań jest również twój smutek w sytuacjach, gdy Pan Bóg ci coś zabiera. Będzie ci zaś zabierał to, czym jesteś zniewolony, a więc wszystko, co jest twoim największym wrogiem, co powoduje, że twoje serce nie jest wolne dla Pana. Dopiero, gdy tego rodzaju sytuacje zaczniesz akceptować i przyjmować pogodnie, będziesz stawał się coraz bardziej wolny. Panie daj mi mądrość i rozwagę abym wybierał to co jest najważniejsze, czyli służbę jedynemu Bogu którym jest Jezus Chrystus.


Piątek 9 listopada

 

„…nie róbcie z domu mego Ojca targowiska…”

 

Czy w naszym życiu nie zdarza się tak, że w świątyni spotykamy kupców? A może my jesteśmy takimi kupcami? Kiedy przychodzimy do kościoła by "pohandlować" z Bogiem. Czy nasze modlitwy nie są próbą dobijania interesów? A nie powinny takie być. Powinny być autentyczną, szczerą rozmową dziecka z kochającym Tatusiem. Bóg nie jest inwestorem, z którym możemy negocjować, dobijać targu. Prosić o coś mówiąc: w zamian Boże zrobię "to i to". Tak postępując stajemy się kupcami. Wiele osób publicznych często próbuje się "uwiarygodnić" siadając w pierwszych ławach kościoła. Albo deklarując publicznie swoją wiarę. Trzeba odróżnić autentyczne świadectwo wiary od próby uwiarygodnienia się...bo wiele aktorów, sportowców, polityków jest autentycznie wierzących, ale są też tacy, którzy próbują zrobić karierę wchodząc "po plecach" kościołowi. Jezus reaguje rozgniewaniem na takie postawy. W jakich sytuacjach mojego życia Jezus mógłby zareagować gniewem? Czy nie traktuję świątyni jako miejsca "handlu wymiennego"? W jaki sposób przeżywam liturgię i modlitwę? Czy mają one wpływ na moje życie moralne? Co jeszcze muszę uporządkować w moim życiu, by mój dar, moja ofiara była miła Bogu?


Czwartek 8 listopada

 

„Tak samo powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca…”

 

Bóg musi z wielką miłością patrzeć na tę odłączoną od stada owcę, która „sama się prowadzi” na manowce. Pan, choć czasem pozwala na takie odejścia, to idzie krok w krok za zabłąkaną owcą. Kiedy przychodzi taki moment, kiedy czujemy się bezradni, nie umiemy już „sami się prowadzić”. To błogosławiony moment. Najlepszy, by przekonać się, że On zawsze jest tuż obok. Czeka na ciebie i szuka ciebie. On ma pewną słabość miłości wobec tych, którzy się najbardziej oddalili, którzy się zagubili... Idzie i ich szuka. A jak szuka? Szuka aż po kres, jak ów pasterz, który idzie w ciemno, szuka, aż znajdzie zagubioną owcę, jak kobieta, która gdy straci tę monetę, zapala lampę, wymiata dom i dokładnie szuka. Bóg cierpi, gdy człowiek gardzi łaską Jego przebaczenia. Mimo wszystko wytrwale szuka człowieka, idzie za nim jak cień. Nie męczy się grzesznością człowieka. To grzesznik zmęczony swą nieprawością, ogromnie cierpi, traci smak, wartość i sens życia. Bóg raduje się nawróceniem człowieka, jego nieustannymi powrotami z krainy zła, ciemności, lęku, osamotnienia i zagubienia. Wzrusza się pokornym wyznaniem człowieczej grzeszności i słabości. Właśnie wtedy uzdrawia, umacnia, uświęca i pociesza.  Pasterz znajdując zagubioną owcę nie zostawia jej tam, gdzie ją znalazł, ale przyprowadza do stada. Kobieta znajdując zagubioną drachmę nie pozostawia jej tam gdzie upadła, ale podnosi. A co robi Bóg, kiedy ktoś się rzeczywiście nawraca? Wyprawia w Niebie ogromną imprezę, bo Jego radość jest niesamowicie wielka. Zaprasza na nią wszystkich mieszkańców Nieba. Cieszą się z twojego powodu…