<< Styczeń 2018 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
  1  2  3
  8  910
151617
2223242627
293031    

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 18 stycznia

 

„…Wielu bowiem uzdrowił i dlatego wszyscy, którzy byli chorzy, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć…”

Czytając dzisiejszą Ewangelię widzimy, jak w czasie swej największej „popularności” Jezus przyciągał do siebie tłumy. Ludzie szukali różnych sposobów, by móc przynajmniej na chwilę Go dotknąć, być w jego pobliżu, słuchać Go, iść za Nim. On uzdrawiał, nauczał, brał w obronę słabych, chorych. To wszystko z miłości do człowieka. On nikogo nie lekceważy, nie odrzuca. Pojawia się pytanie: gdzie byli ci wszyscy ludzie, których Jezus uzdrowił w momencie, kiedy umierał na krzyżu, kiedy został wydany na śmierć? Świadków ostatnich dni Jezusa i Jego męki nie brakowało. W sumie mogło być to nawet kilkusetosobowe grono, lecz absolutną większość stanowili tzw. gapie, patrzący m.in. na akcję pojmania Jezusa, proces, drogę na Golgotę, umieranie. Dla nich los Chrystusa był obojętny. Poeta pisze „Kto właściwie wydał wyrok skazujący? To ja byłem twym sędzią! To ja w tłumie stałem i wołałem: „Ukrzyżuj!” (W. Bąk). Jezus opuszczony niemalże przez wszystkich, nawet przez swoich uczniów (nie licząc Jana), umiera praktycznie w samotności. Otoczony tłumem jak w trakcie nauczania, czy uzdrowień… Jednak ten tłum był już zupełnie inny, obcy, wrogi. Jaka jest nasza ludzka natura? Czy bez względu na okoliczności tak samo idziemy za Jezusem? Czy tylko wówczas, gdy przestajemy sobie radzić z własnym życiem? Łatwo nam jest iść za Nim, gdy coś na tym zyskujemy, gdy doświadczamy uzdrowienia, gdy wysłuchuje naszych próśb, gdy po ludzku „coś z tego mamy”. Jezus zna nas lepiej niż my sami siebie. Nie robi nam wyrzutów, nie odrzuca nas. Nie wytyka nam naszych błędów, nie punktuje ile razy się Jego wyparliśmy. Zawsze jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. On kocha nas nie za coś, ale mimo wszystko i zawsze będzie nas kochał. Nie zapominajmy o tym!

Środa 17 stycznia

„…Wtedy spojrzawszy na nich dookoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc…”

 

Czy Jezus się złościł? Czy odczuwał gniew? Czy dawał temu wyraz? Czy wyrażanie gniewu może się podobać Bogu? Przyjrzyjmy się dzisiejszej Ewangelii. Jezus spojrzał z gniewem na faryzeuszy, gdyż było im obojętne dobro cierpiącego człowieka. Dojrzały emocjonalnie człowiek nie może przejść obojętnie obok ludzi, którzy doznają krzywdy albo ją wyrządzają. Jeśli zaś doświadczają jej szczególnie dzieci, osoby chore czy bezbronne, rodzi się w nas smutek i poczucie sprzeciwu, gniew, wywołane przez naruszenie porządku miłości, który ustanowił Bóg. Taki gniew wynika wprost z miłości. Gniew odczuwamy także wtedy, gdy sami stajemy się ofiarami niesprawiedliwości, złego traktowania przez innych. Mamy prawo występować w obronie własnej godności i dobrego imienia, czego uczy nas Nauczyciel z Galilei. W Liście do Efezjan czytamy: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (4, 26). Czyżby wobec tego gniew nie był grzechem? "Gniewajcie się"- tzn. mówcie sobie prawdę, nawet wtedy, gdy okazuje się trudna do przyjęcia. Słowa: "nie grzeszcie", to przestroga, by wymianie zdań nie towarzyszyła nienawiść, by każde słowo było powodowane troską i miłością. "Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce"- to znaczy nie noście w sercu urazy, nie pozwólcie, aby złość przerodziła się w nienawiść. Pomyśl w jakich  momentach swojego życia nie wyraziłeś złości/gniewu, choć sytuacja tego wymagała? Dlaczego? Zastanów się jak wyrazić swoja złość, gniew, sprzeciw spowodowany czyjąś postawą wobec nas lub innych, bez ranienia drugiej osoby. Spróbuj nazwać słowami, jak cię dotyka postępowanie tej osoby, a jednocześnie zrób to w taki sposób, aby nie ubliżać, nie poniżać, nie „odgrywać się”. Oceniaj postępowanie, nie osobę. Nazywaj emocje, które odczuwasz. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje, że wyrażanie emocji nie jest niczym złym. On sam nie daje się „ponieść emocjom”. Wyrażając je, ma jednocześnie nad nimi kontrolę. Gniew jest potężną energią. W zależności od sposobu wyrażania może być niszczący, grzeszny, bądź wręcz przeciwnie - może być dobry, chroniący nas samych przed destrukcyjną postawą innych. Zastanów się czy potrafisz w odpowiedni sposób wyrażać gniew, złość, sprzeciw? Czy może spychasz to uczucie do podświadomości, udając, że go nie ma, a ono cię niszczy od środka? Może czekasz, dusisz w sobie emocje, aż pewnego dnia „eksplodują” one z ciebie jak bomba, siejąc spustoszenie i zadziwienie wszystkich wokół? Może poprzez tłumienie emocji niszczysz samego siebie? Ważne jest kiedy i jak wyrażamy gniew. Nasz Pan bierze nas w obronę przed naszymi „krzywdzicielami”. Uczy nas jak się obchodzić z emocjami, które odczuwamy. Chce nas nauczyć, jak sami mamy bronić naszej godności, naszego wewnętrznego piękna. Jezus mówi: ”wyjdź na środek”, nie chowaj się, nie uciekaj. Pokazuje jak wyrażać uczucia, ale zaprasza do wcześniejszej refleksji kiedy i w jaki sposób to zrobić. Zanim wyrazisz swoje emocje, pomódl się o do Ducha Świętego o pomoc w doborze słów i sposobu ich wyrażenia. Panie Jezu, Ty zawsze stajesz w obronie słabszych i skrzywdzonych. Dałeś nam emocje, abyśmy dzięki nim mogli bronić siebie i innych. Pomóż nam je tak przeżywać, aby były dla nas błogosławieństwem, a nie dawały furtki szatanowi.

 

"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""

Wtorek 16 stycznia

 

 „Szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”

 

Co Jezus mówi do nas w dzisiejszej Ewangelii?  Gdy Jezus i Jego uczniowie przechodzili pośród zbóż, ci, prawdopodobnie z głodu zaczęli zrywać kłosy. Ponieważ był szabat (dzień odpoczynku), faryzeusze zwrócili Jezusowi uwagę. Jezus stając w obronie swoich uczniów przytoczył faryzeuszom historię Dawida ze Starego Testamentu. Dawid, uciekając przed Saulem, przyszedł do świątyni w Nob. Poprosił o pięć chlebów dla siebie i swoich kompanów, ponieważ byli oni głodni. Arcykapłan nie posiadał innego pożywienia jak tylko chleby pokładne. Było ich dwanaście. Kładziono je na stole akacjowym pokrytym szczerym złotem, który był ustawiony poza zasłoną miejsca najświętszego. Chleby były rodzajem ofiary złożonej Bogu. Zmieniano je raz w tygodniu. Stare stawały się wyłączną własnością kapłana i nikt inny nie mógł ich poza nim spożywać (Kpł 24,9). Mimo to, kiedy nastała taka życiowa potrzeba, kapłan, upewniwszy się, że osoby głodne są czystego serca (1 Sm 21,5-6), dał im święty pokarm. Faryzeusze słysząc słowa Jezusa nie potępiają ani Dawida, ani arcykapłana, mimo że z prawnego punktu widzenia wina ich była większa niż Apostołów. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje, że dobro człowieka jest dla niego na pierwszym miejscu. Pokazuje faryzeuszom brak obiektywizmu. Wskazuje, że Bóg nie chce zakładać nam kajdan. Chce, abyśmy żyli w wolności Dzieci Bożych. Prawo winno uwzględniać potrzeby i dobro człowieka. Zastanów się, czy nie jesteś zbyt radykalny w swoich poglądach? Czy jesteś obiektywny w ocenie sytuacji? Czy potrafisz dostrzec potrzeby drugiego człowieka, czy widzisz tylko zbiór zakazów i nakazów? Czy widząc bezduszne, nie liczące się z dobrem żywych ludzi podejście do prawa, umiesz stanąć po stronie słabszych? Czy masz świadomość tego, że "prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa"? Idąc o krok dalej... Jeśli jesteś pracodawcą, miej na względzie to, iż "praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy". Jeśli ktoś ma bałwochwalczy stosunek do swojego samochodu, domu, rzeczy materialnych, warto aby uświadomił sobie, że „przedmioty (dobra materialne) są dla człowieka, a nie człowiek dla nich". Zostaliśmy stworzeni dla Boga i dla Jego chwały. Bóg chce, abyś słuchał Jego i tylko Jego. Z miłości stworzył nas i dał nam Prawo dla naszego dobra. Jezus zawsze jest na pierwszym miejscu. Jest Panem wszystkich praw, jakie stanowi człowiek. Panie Jezu daj mi wrażliwość na potrzeby innych ludzi. Daj mi odwagę, abym umiał stanąć w obronie słabszych, skrzywdzonych. Daj mi mądrość, abym żył tak jak Ty tego pragniesz.


Poniedziałek 15 stycznia

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania…Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków…”

Jezus w dzisiejszej Ewangelii kilkakrotnie odnosi się do „nowego/młodego i starego”. Bynajmniej nie ma tutaj na myśli wieku. Mimo, że lat nam nie ubywa, to możemy być młodzi (odnowieni) duchowo. Być jak „młode wino”, „nowy materiał” w rękach Pana. Świetnie przekazuje to Psalm 103:„Odnawia się młodość twoja jak orła”. Co to oznacza dla nas? Jak mamy się „odmładzać”, kiedy nasz PESEL wskazuje na coś zupełnie innego. Jak mamy być jak „młode wino”, kiedy lata młodości mamy już za sobą, a trudne doświadczenia nie dają o sobie zapomnieć? Popatrzmy na orła. Legenda głosi, że w górach mieszka pewien gatunek orła, którego dziób, pazury i pióra rosną przez całe życie. Ptaki te żyją bardzo długo. Jednak po około 40 latach życia ich skrzydła są zbyt ciężkie, aby mogły latać, dzioby są zbyt zakrzywione, aby mogły spożywać pokarm. Przerośnięte pazury uniemożliwiają żywienie się i chwytanie zwierzyny. Gdy taki stan nastąpi, orzeł ma do wyboru: umrzeć, albo przejść bolesny proces odnowienia. Aby odrodzić się na nowo, orzeł znajduje miejsce w górach i w tym miejscu poddaje się odnowieniu: roztrzaskuje dziób o skały, wyrywa stare ciężkie pióra i wyłamuje sobie pazury. Przez jakiś czas jest bezbronny, nie może latać, nie może polować. Żywi się resztkami pozostawionymi przez inne orły lub zwierzęta. Jednak po pewnym czasie pazury, dziób i pióra na skrzydłach odrastają na nowo. Dzięki temu może on ponownie wzbić się w powietrze i polować. Jeśli ktoś obserwowałby takiego orła, odniósłby wrażenie, że ten ptak zwariował. Tak naprawdę to stały się w tym czasie dwie bardzo ważne rzeczy. Orzeł jest teraz zupełnie goły i choć wygląda jak marne kurczątko, to jednak pozbył się tego zakrzywionego dzioba i zbyt ciężkich starych piór. Odnieśmy ten opis do naszego życia. Przede wszyst­kim musimy pozbyć się starych schematów, przyzwyczajeń, powtarzanych grzechów. Często popełniamy błąd i uderzamy w inne orły, oskarżając je o to, że są przyczyną utraty w naszym życiu błogosławieństwa i radości. Nie oskarżaj innych, to domena złego ducha (oskarżyciela). Podejdź do ska­ły, którą jest Jezus Chrystus. Przyjdź do Niego taki, jaki jesteś. Uderzaj wówczas tak długo, aż pozostaniesz zupełnie nagi. Obnażysz się przed Bogiem i przyznasz, że pragniesz narodzić się na nowo. Radykalna kuracja jest początkiem Bożej odnowy. Jeżeli jesteś zestarzały duchowo, masz szansę jak orzeł zrzucić z siebie stare skrzydła, wyrzucić „stare bukłaki”, aby mocą Ducha Świętego odzyskać utraconą radość z obcowania z Jezusem. Panie pozwól mi cieszyć się Tobą jak Twoi uczniowie. Pozwól mi narodzić się na nowo, abym był jak „młode wino”, „nowy materiał” w Twoich rękach.


Niedziela 14 stycznia

„Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.”

Zdumiewa nas na początku wolność Jana Chrzciciela i jego dwóch uczniów. Jan wskazuje prostymi słowami na Jezusa: „Oto Baranek Boży.”, a dwaj uczniowie w wolności przechodzą do Jezusa. Jan nie broni im tego, gdyż zna swoją misję, a jest nią przygotowanie ludzi do spotkania z Jezusem. Czy myślałeś kiedyś o sobie, że możesz komuś wskazać kierunek, gdzie może znaleźć sens swojego życia? Czy nie próbujesz zatrzymać kogoś tylko dla siebie? Jan pokazał na Jezusa, a uczniowie zupełnie bez dywagowania poszli, by zapoznać się z samym Barankiem Bożym. Jak bardzo musiało w nich podziałać oblicze Jezusa, że z entuzjazmem poszli do Niego. „Gdzie mieszkasz?” – to pytanie nasuwa wpierw skojarzenie domu, tego ziemskiego, ale to pytanie wykracza poza sferę geografii miejsca, a bardziej dotyczy geografii serca Jezusa. A więc pytają: jak wygląda Twoje życie? Kim jesteś? Co głosisz? Czy przypominasz sobie ostatnie pytanie jakie zadałeś Jezusowi? Czego dotyczą twoje pytania na modlitwie? Ile w nich jest spraw tylko doczesnych, a ile dotyczą samego Jezusa? Mistrz z Nazaretu nie od razu odpowiada, ale zaprasza do przygody, do wyjścia poza swój obraz, by zobaczyć jak faktycznie Jezus mieszka – żyje. To zakłada ryzyko pozostawienia tego, co znane, co już wiem o Nim, by wejść na stałe do Jego mieszkania, w Jego sposób życia, w Jego pojemność serca. Jezus zaprasza dziś właśnie ciebie! W nowym roku możesz jeszcze raz, na nowo wybrać się za Jezusem, by zamieszkać z Nim pod jednym dachem, będąc bliżej siebie jeszcze bardziej niż w poprzednim roku, niż tydzień wcześniej. Bo z Jezusem nie ma granic w rozwoju własnego serca, umysłu i przestrzeni wolności. Życie z Jezusem jest pasjonujące, dlatego wzorem Andrzeja możesz być świadkiem wobec najbliższych i przyprowadzać ich do spotkania z Jezusem, by i oni zobaczyli skąd płynie twój entuzjazm i pokój serca. Świadectwo ma ogromną moc! Z pewnością wtedy ktoś może zadać ci pytanie: „Dlaczego żyjesz w taki sposób?”. I to będzie okazja dla ciebie, by wskazać na Baranka Bożego, tak jak to zrobił Jan. Jezu Chryste, Baranku Boży, pragnę na nowo wejść do Twojego mieszkania, zamieszkać w Twoim sercu, by całe moje życie było przeniknięte Twoją obecnością, abym nigdy nie odszedł od ogniska miłości, którą płonie Twoje serce. Pomóż mi, bym w codzienności świadczył o tym, jak wspaniałym jesteś Przyjacielem! Bądź uwielbiony mój Panie!


Sobota 13 stycznia

Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim.”

Papież Franciszek, który w swoim zawołaniu biskupim odwołał się do historii powołania Lewiego, powiedział kiedyś znamienne słowa: „Każdy święty ma przeszłość, każdy grzesznik – przyszłość.” Te słowa świetnie pasują do każdej historii powołania na ucznia Jezusa. Pan Jezus gdyby miał wybierać ludzi pod względem moralnej doskonałości, to by nie założył wspólnoty Kościoła, bo niby z kogo miały ją utworzyć i dla kogo? To jest wspaniała wiadomość dla każdego: kto jest pobrudzony po szyję grzechami jak i dla tych wiernych, którzy z całego serca walczą o czystość serca. Pan Jezus powołuje uczniów nie dlatego, że są wyjątkowi, ale że są kochanymi grzesznikami. Myśląc o sobie nie warto zatrzymywać wzroku na tym, co grzeszne, na każdym upadku, wadach, lecz trzeba podnieść wzrok na Tego, który jest w centrum stołu uczty. Dlaczego tak wielu chodziło za Jezusem? Czy On był takim celebrytą, który nie wymagał niczego od swojej publiczności? Nie. O zbyt wielką cenę tu chodzi, by zrezygnować z człowieka. Właśnie dlatego wielu chodziło za Jezusem, bo On patrzył na każdego w sposób wyjątkowy, ze wzruszeniem miłości. To spojrzenie, uśmiech, słowo Jezusa ma taką moc przyciągania, że nawet Lewi nie oparł się, by pozostać przy swoim dochodowym zawodzie. Czy już doświadczyłeś tego spotkania z Jezusem? Jak patrzysz na innych w kościele, jeśli wiesz, co się dzieje w ich domu i jak są nieraz pokręceni? Czy przyjmując Jezusa w komunii masz świadomość wspólnoty z innymi grzesznikami? Jezus tworzy nieidealną wspólnotę, byśmy wciąż na nowo uczyli się kochać, tak jak On nas pierwszy ukochał. Nieodwołalnie, mądrze, ofiarnie i pełnią uczuć – z całego serca. Duchu Święty, oczyść serce me, chcę lśnić pięknem świętości, którą dajesz przez więź miłości z Jezusem, którego pragnę przyjmować w Słowie Bożym, w Eucharystii i wspólnocie Kościoła. Prowadź mnie do radości bycia usprawiedliwionym – odkupionym – wezwanym do świadectwa!


Piątek 12 stycznia

„Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.”

Nie ma bardziej wymownego świadectwa człowieka jak słowo połączone z czynem, ze znakiem mocy. Tak się stało w historii z paralitykiem. Z jednej strony przyjaciele, może wspólnicy w handlu, w sąsiedztwie, dali słowo choremu, że zrobią wszystko, aby on wstał na nogi. Mieli w sobie dość zaparcia się siebie i zdecydowania, by przez czyjś dach spuścić przyjaciela do Jezusa. Zrobili wszystko, co mogli, a więc doprowadzili do spotkania z Jezusem, nawet o nic nie prosząc słowami. Wystarczyła ich wiara i determinacja. Z drugiej strony jest sam Jezus, który głosi słowo życia do wielu, a ten, który był sparaliżowany odbiera to słowo jako ostatnią deskę ratunku. Najpiękniejsze słowa Jezusa stają się uzdrowieniem człowieka, który nie miał w sobie żadnej mocy. W sensie duchowym, grzech zawładnął w nim na całego i pozostał unieruchomiony. Jednak to Jezus wydobywa go z największej niemocy zwracając się do niego najpierw: „Synu…”. Tak Jezus patrzy dziś na ciebie. On nazywa ludzi po imieniu, a więc dziś jest szansa dla ciebie, byś w sercu usłyszał czułe słowo Jezusa: „Synu/ Córko, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Nie potrzeba więcej tłumaczyć tych słów, bo serce odbiera je bezpośrednio, a w słowach odpuszczenia grzechów można odzyskać na nowo utracone podobieństwo do Syna Bożego. Do tego, aby wstać, chodzić, wybierać dobro, okazywać sobie i innym miłość, cieszyć się życiem potrzebne jest słowo Jezusa, dar odpuszczenia grzechów, które zatruwają życie nam i innym. Tylko Jezus daje ci nowe życie, takie o którym w głębi marzysz i pragniesz! Panie Jezu, udziel nam swojego Ducha, abyśmy żyli jak ukochane dzieci Ojca! Cokolwiek się wydarzy, Ty możesz to odnowić i uleczyć, abyśmy zawsze byli blisko Ciebie, jedynego Pana i Zbawiciela!


Czwartek 11 stycznia

 

„Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony!"

Zdumiewająca jest pokora trędowatego. Zaczyna swoją prośbę od „Jeśli chcesz,…”. Już ten pierwszy zwrot pokazuje wiarę chorego – wyrzuconego poza miasto człowieka, który spotkał się z kochającym Zbawicielem. Czy analizując swoje życie trędowaty w jednej sekundzie nie postawił wszystko na jedną kartę? Owszem, zrobił to, ale zostawił ostatnie słowo Jezusowi. Owo „jeśli chcesz” jest wskazówką i wyzwaniem dziś dla nas, bo zanim ułożymy listę życzeń do Boga, zanim będziemy prosić o zdrowie, o wyleczenie z ciężkiej choroby, o wybór studiów, kolejny kurs, o uzdrowienie relacji w rodzinie, czy będziemy w stanie paść przed Nim na kolana i powiedzieć w sercu: „Jeśli Panie chcesz, jeśli widzisz to, jako dobro dla mnie, dla najbliższych, możesz to spełnić.”? Cóż możemy zrobić, jeśli Pan wcześniej nam tego nie da? W postawie pokory, dziecięcej ufności uczymy się tego, że wszystko jest darem od Pana, a nie czymś, co nam się należy. Dlatego oddanie siebie Panu, bez poddawania mu scenariuszy na wysłuchanie naszej modlitwy porusza Jego serce, szybko wyciąga ku nam swoje ręce, dotyka tego, co słabe i oczyszcza z wszelkiego grzechu. Bóg odpowiada natychmiast, choć czasem my musimy poczekać, aż zobaczymy tę odpowiedź. Jezus nie traktuje ludzi seryjnie, ale na serio. Patrzy na to, co gra w twoim sercu i okazuje ci głębokie współczucie. Czy nie takich spotkań z Jezusem pragniesz z całego serca? Za każdym razem możesz doświadczać mocy Jezusa, kiedy padasz na kolana przed kapłanem wyznając swoje grzechy. Jezus podnosi cię wtedy z kolan i natychmiast puszcza w niepamięć wszystkie twoje grzechy, że możesz wracać zawsze odnowiony do swojego domu! Ewangelia spełnia się dziś w twoim życiu. Gdziekolwiek jesteś, Jezus idzie do ciebie, aby cię uzdrowić! Dziękuję Ci, Jezu, za wyciągnięta dłoń, za dotyk miłosierdzia, które odnawia struchlałe moje serce i ciało!



Środa 10 stycznia

„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają.”

Centralne miejsce w dzisiejszej Ewangelii zajmuje krótkie zdanie o cichym „wymknięciu się” Jezusa z domu Szymona, gdy inni jeszcze spali. Nie przypadkowo św. Marek pokazał ten moment w życiu Jezusa, jak gdyby chciał nam powiedzieć: „Cokolwiek robisz, zacznij od modlitwy. Zacznij od spotkania z Tym, który wszystko ci daje. Zanim pójdziesz dalej, pobądź z twoim ukochanym Ojcem – Bogiem! Wsłuchaj się w Jego słowo.”. Co możemy jeszcze zobaczyć w tej ewangelii? Wieczór w Kafarnaum był bardzo pracowity dla Jezusa, a następnego dnia, po swojej modlitwie, Jezus idzie dalej, by nauczać i uzdrawiać. Mistrz jest utwierdzony w swojej misji i posłaniu, by nieść życie tym, którzy cierpią na różne choroby. Tym, co spaja wszystkie działania Jezusa jest Jego modlitwa – trwanie w obecności Ojca. Jeśli, w ciągu dnia napracujesz się w domu, miejscu pracy, spotykając się z pacjentami, to pomyśl o Jezusie, który jest cały czas przy tobie. On pragnie także, byś zatrzymał się na chwilę, byś pobył tylko dla Niego, w miejscu pustynnym, niekoniecznie wyjeżdżając poza miasto, ale we własnym sercu, w miejscu, w którym nic ci nie przeszkadza, abyś dał sobie kilka minut na słuchanie Jezusa i powierzył się Jemu. Możesz wyobrazić sobie, że kiedy wracasz z pracy do domu, jadąc autobusem, pociągiem, towarzyszy ci sam Pan, możesz oprzeć się o Jego ramię, wypłakać się, kiedy boli serce, przybić piątkę za zdany egzamin czy otrzymaną pracę; cokolwiek to będzie, mów o tym swojemu Przyjacielowi. On sprawi cuda w twoim życiu, gdy z wiarą będziesz z Nim rozmawiał, dlatego warto szukać Jego obecności w ciągu dnia, tym bardziej w zabieganym programie aktywności. „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza, ciało moje tęskni za Tobą jak ziemia łaknąca wody.” (Ps 63). Duchu Święty, ożywiaj nasze serce, by codziennie pragnęły Słowa Bożego, które daje światło i życie!


Wtorek 9 stycznia

„Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. (…) A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne.”

Głównym celem misji Jezusa wśród ludzi było ich uwolnienie z niewoli grzechu po to, by doświadczyli miłości Boga Ojca. Jezus ma taką władzę – autorytet Ojca, który pozwala Mu tak głosić i działać cuda, które nie są do podważenia. Zdumienie ludzi to najprościej obrazuje. Mówią: „Nowa jakaś nauka z mocą”. W naszym doświadczeniu codziennie słyszymy tysiące słów, a może i jeszcze więcej mówimy do innych w ciągu dnia. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze słowa też mają swoją moc? Moc budowania bądź rujnowania, moc pocieszania albo zasmucania, siłę przekonania bądź siania zamętu? Przebywanie ze Słowem Bożym kształtuje nas powoli, ale sukcesywnie na uczniów Jezusa, że w mocy Ducha Świętego możemy wskazywać na Pana swoim słowem, stylem życia, radością serca, wolnością ducha. Zanim będziemy cokolwiek mówić do bliźnich warto wpierw usłyszeć jak Pan mówi do nas. Nie tylko co mówi, ale i jak mówi, bo On zawsze mówi prawdę w miłości. Tak patrzy na nas, jako na swoich przyjaciół, braci i siostry, dlatego nie żałujmy czasu na modlitwę słuchania i czytania Słowa Bożego, najlepiej z rana, na dobry start w nowy dzień, by mieć do czego wracać w różnych momentach i wydarzeniach dnia. A Słowo, które przyjmiemy będzie nas oświecało, umacniało, wskazywało na to, jak by Jezus postąpił na moim miejscu. Na miarę naszej wiary doświadczymy także mocy Jezusa, który pokonał już Złego, zabrał jego łup, abyśmy nie byli poddani lękowi, lecz Duchowi Świętemu! Chwała Tobie, Jezu, Boże Mocny!


Poniedziałek 8 stycznia

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.”

Zwykle na początku nowego roku myślimy i planujemy, co zrobić dobrego dla siebie, jak być lepszym człowiekiem, jakie ważne decyzje podjąć dla własnego rozwoju, ale mamy też na myśli to, co nas niepokoi, przed czym uciekamy. Obawiamy się tego, co nieznane, jak przebiegną dni i miesiące w najbliżej rodzinie, co będzie z dziećmi. Trzeba dziś przejrzeć się w lustrze Słowa Bożego. To lustro nie ma zniekształceń. W Słowie możemy znaleźć prawdę i miłość. W słowach Jezusa można odnaleźć takie światło, które będzie nas prowadzić przez każdy dzień. On zna nas bardzo dobrze i dlatego nie ma przypadku, kiedy daje właśnie takie słowo. „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże.” Pomyśl dziś o swoim wyobrażeniu królestwa Bożego. Z czym je wiążesz? Jak ono wygląda? Skoro czas się wypełnił, to znaczy że na coś ktoś czekał. Czas się wypełnił, bo do tej pory brakowało w nim tylko jednego – jednej Osoby – Syna Bożego. Dziś warto dostrzec, że Jezus jest cały czas przy tobie jako twój najlepszy Przyjaciel, który zawsze ma dla ciebie dobre wiadomości i dlatego zaprasza cię do zwrócenia się ku Niemu całym umysłem i wolą. Dziś możesz zacząć na nowo żyć, bo jest przy tobie Jezus! Duchu Święty, wycisz nasze serca, oczyść nasze spojrzenie, byśmy mogli dostrzec każdego dnia tą dyskretną, czułą i ofiarną obecność Jezusa w naszym życiu!


Niedziela 7 stycznia

„A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany (…)”


Tyle razy szukamy swojej wartości w świecie, sami sobie próbujemy udowodnić, że jesteśmy dość dobrzy, wyjątkowi, ciekawi. Chcemy słyszeć,  że nasza obecność jest ważna, że ktoś bardzo tęsknił, że dobrze, że jesteśmy. W tę niedzielę, kiedy świętujemy Dzień Narodzenia Pana, On sam zwraca się do nas ze swoim słowem: „Tyś jest mój syn umiłowany”. To piękne, głębokie słowa, wypełniające pokojem i radością serca. Bo czego mamy się bać, skoro naszym Ojcem jest sam Bóg? Pozwólmy Mu dać nam nowe życie. W każdym z nas Bóg widzi swoje ukochane dziecko, na którym bardzo Mu zależy, którego nie zostawi bez pomocy, którym pragnie się opiekować. Otwierajmy się na tę Miłość. Niech Pan będzie uwielbiony! 


Sobota 6 stycznia

„A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.


Nie jest za późno. Na zmianę pracy, na zmianę otoczenia i środowiska, na zmianę leczenia… na zmianę życia. Z tego, co najlichsze, co najbardziej poranione, Pan może zrobić lekcję miłości, przebaczenia, może wytrwałości. Ze wszystkiego, co nam wydaje się bezsensowne, bolesne, zbędne, trudne, Pan potrafi wyprowadzić coś dobrego. Choćby nam się wydawało, że nasze życie jest już nie do „naprawienia”, to Bóg i tak ma moc uczynić nas władcami nowego życia, które jest w Nim. Życia na chwałę Boga poprzez bycie pasterzem dla innych dzieci Boga, poprzez wielbienie nie stworzenia, lecz Stwórcy. Panie, przenikasz i znasz nas. Rozpromień Twoje oblicze nad nami, to, co w nas kuleje, co słabe jeszcze i liche, weź to w swoje czułe dłonie i kształtuj nas na Twoje podobieństwo. Zdroju nieskończonego Miłosierdzia, chwała Tobie. 


Piątek 5 stycznia

„Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”.


Słowa dzisiejszej Ewangelii skłaniają do zagłębienia się w tajemnicę wszechmocy Boga, który „przenika i zna nas”. Boga, który jeszcze zanim utkał nas pod sercami naszych matek wiedział, że dziś będziemy się pochylać nad tym słowem. Wiedział, że właśnie dzisiaj będziemy zmagać się z tymi problemami, które mamy, że będziemy dokładnie w tym miejscu, z takim mężem u boku, z takimi wynikami badań. Co więcej – zna także nasze jutro. Mało tego - jest ono w Jego rękach. Sami nic nie możemy, z Jezusem – wszystko, bo On nas umacnia. Mimo czasu, jaki spędziliśmy kryjąc się w cieniu naszego drzewa figowego, naszych doświadczeń, różnej przeszłości, DZIŚ to najlepszy moment na spotkanie Chrystusa. Nie jest za późno. Czas wyjść z cienia, odważyć się w końcu ŻYĆ. Nie uciekajmy od odpowiedzialności, od podejmowania decyzji, od skrywanych w sercu marzeń, które w nas krzyczą, by wreszcie je zacząć spełniać. Jezus zna nas na wskroś, poprośmy Go o Jego wsparcie, o Jego prowadzenie, o światło Ducha Świętego i zawierzmy się Jemu w całości. Zacznijmy działać. „Statek jest bezpieczny, gdy kotwiczy w porcie, nie po to jednak buduje się statki”. Wypełniaj nas Twoją łaską, by nasze życie było głębokie, radosne, aktywne, by przynosiło Tobie chwałę. Jezu, bądź uwielbiony w każdym człowieku, który jest naszą drogą do Ciebie. 


Czwartek 4 stycznia

"Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa."

Choć zapowiedzi, nauk i pouczeń może być wiele, wciąż pozostaje niezawodna tzw. "poczta pantoflowa", "oferta" z polecenia, opinia "z pierwszej ręki". To przekłada się również na płaszczyznę wiary. W każdej chwili mamy dostęp do przeróżnych teologicznych ksiąg, kazań, encyklik... Mimo to, do większości z nas chyba nic nie przemawia tak dobitnie, jak świadectwo kogoś, kto opowiada nam jak wyglądało jego spotkanie z Jezusem, jak obecność Chrystusa przemienia jego codzienność - nie zabierając z niej przeszkód, ale pomagając mądrze, z miłocią je pokonywać i dalej radośnie kroczyć przez życie. Skoro wśród nas nie brakuje osób cierpiących, dlaczego mielibyśmy im nie pomóc, nie podzielić się tym, co dało nam wolność i sens istnienia, czyli relacją z wszechmogącym, miłosiernym Bogiem. Naszym zadaniem, jako chrześcijanina, bliźniego, jako... człowieka, jest wychodzić do drugiego człowieka. Nieść mu swój czas, swoją uwagę, a przede wszystkim, w swoim sercu nieść mu Jezusa. Obok każdego z nas żyje jakiś człowiek, który potrzebuje relacji z Bogiem, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy i wcale nie musi to być schorowana staruszka, żebrak, człowiek uzależniony od alkoholu. Być może jest to sąsiadka, która ma dość swojego życia - prania, zmywania, bycia służącą... może to młody, atrakcyjny, wysportowany sąsiad, który perfekcyjnie wyglądając i głośno się śmiejąc próbuje ukryć poczucie niedowartościowania i niską samoocenę. Nigdy nie wiemy, komu może pomóc nasze słowo, czasem przemienia tych, po których najmniej byśmy się tego spodziewali. Bóg posługuje się nami w różny sposób, choć może czasem czegoś nawet nie rozumiemy. Każda praca może być piękna, a każdy z nas może być doskonałą wersją siebie, jeśli w naszym życiu zagości Jezus, jeśli w Nim zechcemy wszystko zanurzyć, uwierzyć i przyjąć to, jakimi Pan chce, byśmy byli. "Panie, przenikasz i znasz mnie...". Dobry Jezu, posługuj się nami, bądź nam wskazówką na drodze do Nieba i pomóż nam innych prowadzić do Ciebie. W Twoim nieskończonym miłosierdziu - bądź uwielbiony Jezu Chryste.