<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 18 listopada

 

"A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego....? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę..."

Czy modląc się do Boga modlitwą prośby w konkretnej sprawie, a nie otrzymując tego, o co prosisz, nie zniechęcasz się? Nie pytasz, dlaczego nie chce ci tego dać? Może gdy nie dostałeś tego o co prosiłeś obraziłeś się na Boga? Może sprawa, w której się modliłeś była dobra, słuszna (w naszym ludzkim pojmowaniu rzeczywistości), a jednak sytuacja ułożyła się inaczej, niż o to prosiłeś. Nawet jeśli wydaje ci się, że sprawy zaczynają wymykać sie spod kontroli, to nie jest to prawda. Nawet jeśli cały świat rozpada się na kawałki... Bóg pomaga nam przetrwać. Nie zawsze wiemy, o co prosić Pana. A nawet jeśli jesteśmy przekonani, że wiemy, co chcemy otrzymać w modlitwie, to niekoniecznie jest rzeczywiście dobre dla nas. Zwracaj się do Boga z pozycji zaufania i proś "... jeśli taka jest Twoja wola, wysłuchaj mnie Panie... Jeśli dasz mi inne rozwiązanie, niż bym chciał, pogodzę się z nim." Bóg zna nas lepiej niż my sami siebie. Jeśli coś dopuszcza, lub czegoś nie daje to znaczy, że jest to w tej chwili najlepsze dla nas. Nawet jeśli nie dostajesz tego, o co prosisz w takiej formie, jak ty byś chciał, to poprzez modlitwę Bóg pokaże ci nowe rozwiązanie sytuacji, może przemieni twoje serce, albo da ci siłę wytrwać w tym położeniu. Może po prostu to, o co prosisz w danej chwili, nie byłoby dla Ciebie dobre. Ty tego nie wiesz, Bóg to wie. Może niska skuteczność modlitwy prośby bierze się stąd, że o wiele łatwiej przychodzi nam koncentrować się w niej na sobie i swoich problemach niż na Panu Bogu. Zwracaj się do Boga słowami "Jezu, Ty się tym zajmij". Wtedy już nie myśl o problemie, czas i energię spożytkuj na modlitwie uwielbienia. Jezus zajmie się twoim problemem. Polecam Ci modlitwę uwielbienia: Wielbię Cię Jezu w Twoim Bóstwie, Mądrości, Mocy, Majestacie i Chwale. Wielbię w Twoim Miłosierdziu, Dobroci, Delikatności, Bliskości i Trosce, zwłaszcza wtedy, gdy niespecjalnie je odczuwam. Koncentruj sie na Nim, a nie na sobie. Wtedy Pan czuje się zaproszony do twojego życia i zaczyna działać. Uwielbienie to jest taki moment, kiedy w końcu nie mówisz Bogu jak wielkie są twoje problemy, ale mówisz problemom, jak wielkiego masz Boga. Bóg odpowiada na modlitwy swoich dzieci, osób które przyjęły Go do swojego serca i starają sie Go naśladować. On chce, abyśmy zwracali się do Niego z każdą sprawą w modlitwie i zapewnia, ze odpowie na nasze prośby zgodnie ze Swoją wolą.


Piątek 17 listopada

"Jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali... Miejcie w pamięci żonę Lota."

Jezus w Ewangelii wraca do wydarzeń opisanych w Księdze Rodzaju, a konkretnie nawiązuje do zniszczenia Sodomy i Gomory. "Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli" (Rdz. 19, 26). Było jej żal zostawić swój dobytek, na który pracowała być może całe życie. "Obejrzała sie z żalu za miską ze srebra... /Tknięta ciszą, w nadziei, że Bóg sie rozmyślił..." ("Żona Lota" W. Szymborska). Zastanów się, czy nie pochłania Cię zbytnio pomnażanie dóbr materialnych? Czym jest dla Ciebie pieniądz? Środkiem do celu, czy celem samym w sobie? Czy zabiegasz o dobra materialne, bo są Ci potrzebne do życia, bo ułatwiają je, a korzystając z nich masz więcej czasu dla swoich bliskich? Czy też powód jest zupełnie inny? Może sąsiad kupił nowy samochód i Ty musisz mieć przynajmniej takiej samej klasy, albo jeszcze lepszy? Może znajomi wyjechali na zagraniczne wakacje, a Ty musisz im zaimponować i również pojechać na podobne... Bo przecież nie możesz być "gorszy", bo jak się wtedy będziesz czuł...? Czy nie uzależniasz swego szczęścia od ilości pieniędzy i pozycji społecznej jaką zajmujesz? Czy pogoń za bogactwem nie odwraca Twojej uwagi od Jezusa? Kto przeżywa swoje istnienie głównie w perspektywie doczesności, a w swoim człowieczeństwie dostrzega jedynie ciało i potrzeby materialne, ten łatwo pomyli bogactwo ze szczęściem. Materialista staje sie sługą tego, co już zdobył. Czuje obsesję ciągłego bogacenia się. Problem współczesności polega na tym, że dobra materialne postrzegamy jako cel sam w sobie. "Miejcie w pamięci żonę Lota..." mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Dobra materialne nie są czymś złym, wręcz przeciwnie. Jednak pod warunkiem, że są środkiem, a nie celem. Módlmy się, aby nie popaść w pułapkę materializmu i chciwości. Prośmy Pana o życie w godności. Aby nasze sprawy materialne tak się układały, abyśmy mogli zaspokoić nasze potrzeby dnia codziennego i zadbać o godną przyszłość. Prośmy Jezusa o życie w dostatku, abyśmy nie myśleli ciągle o pieniądzach właśnie z powodu ich braku. Módlmy się o dar szczodrości, abyśmy potrafili się dzielić z innymi tym, co posiadamy. Pamiętajmy skąd pochodzą bogactwa materialne. Pamiętaj, że to Pan Bóg daje Ci siłę do ich zdobywania. Módlmy się słowami księgi Przysłów: "...Nie daj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty nie stał się niewierny i nie rzekł: "A któż jest Panem"? Lub z biedy nie poszedł kraść i imię mego Boga znieważać..."(Prz 30, 8-9)


Czwartek 16 listopada

 

"Królestwo Boże jest bowiem pośród was..."

 

Czy spotkałeś w swoim życiu osoby, które swoim ciepłem i dobrocią przyciągają do siebie innych ludzi? Którzy z każdego potrafią wydobyć dobre cechy. Może ty jesteś taką osobą dla innych? Dobrą, ciepłą, mądrą, empatyczną, do której ludzie zwracają się ze swoimi problemami i chętnie spędzają czas, wiedząc, że mogą na ciebie liczyć? A może lepiej cię omijać z daleka i nie wchodzić ci w drogę? Może masz postawę roszczeniową, a rozmowa z tobą to jedynie: "A wiesz, a ona to kupiła sobie znowu nową kieckę, ciekawe skąd ma na to pieniądze?". Albo: "A słyszałeś, Krzyśkowi znowu zepsuł się samochód, dobrze mu tak... on to jest taki, no wiesz..."? Lub: "Jak to? Dostałeś z klasówki czwórkę? Ania dostała piątkę, ty to się do niczego nie nadajesz!". Jakie komunikaty wysyłasz otoczeniu? Jaką tworzysz atmosferę wokół siebie? Jacy ludzie lgną do ciebie? Jak się czują po rozmowie z tobą? Może ktoś czuje się "gorszy", nic nie warty, może czuje, że znów cię zawiódł lub nigdy nie będzie wystarczająco dobry w twoich oczach? Królestwo, o którego przyjściu mówi Jezus nie jest z tego świata. Nie oznacza żadnej materialnej potęgi, ale jest we wnętrzu poszczególnych ludzi, w ich sposobie myślenia, odczuwania i życia. Miłość, Dobro, Pokój, Prawda, Sprawiedliwość są przymiotami Królestwa Bożego. Kto według tych przymiotów żyje, Królestwo jest w nim. Czy ty, jako uczeń Jezusa, odnajdujesz Królestwo Boże w sobie? Bardzo trafnie mówi o tym Księga Mądrości: "Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością"(Mdr 7,28). Mądrość polega na tym, że potrafimy zauważyć to, co w naszym życiu jest najważniejsze: spotkanie z Bogiem i dostrzeżenie drugiego człowieka. Królestwo Boże obecne pośród nas jest tajemnicą naszego serca, przychodzi poprzez Słowo i wzrasta w nas na co dzień. Prośmy o dary Ducha Świętego, a wsłuchując się w Słowo Boże i karmiąc się Eucharystią, napełniajmy nasze serca mądrością.

Środa 15 listopada

"Gdy wchodzili do pewnej wsi, spotkało Go dziesięciu trędowatych mężczyzn."

Trędowaci w ówczesnych czasach wzbudzali najwyższy wstręt. Trąd zżerał powoli tkankę ciała, powodując odpadanie skóry i członków. Wówczas była to choroba nieuleczalna. Dlatego też zabezpieczano się przed rozprzestrzenianiem choroby izolując trędowatych od zdrowych. Trędowaci byli więc odłączeni od reszty wspólnoty, których ludzie zdrowi woleli unikać. Poza podsyłaniem im od czasu do czasu żywności, ówczesne społeczeństwo nie interesowało się nimi, traktując ich jak wyrzutków ludzkości. Dziesięciu mężczyzn w takim stanie stoi przed Jezusem i prosi o uzdrowienie... Dziś trądem współczesności jest grzech. Powoduje, że jak palec usycha nasze sumienie. Pociąga za sobą oddzielenie od innych, wycofanie się, zamknięcie, poczucie winy, izolację nawet od najbliższych. Zastanów sie, co jest w Twoim życiu trądem? Co nie pozwala Ci żyć pełnią życia? Co sprawia, ze zamykasz sie w sobie, bo "nie chcesz o tym rozmawiać", bo "sam sobie z tym poradzisz", lub czujesz sie na tyle nieswojo, że wolisz zostać sam... Może jest to jakiś grzech z przeszłości, może jakaś sytuacja, w której tkwisz teraz? Czy chciałbyś zostać oczyszczony w imię Jezusa Chrystusa? Chciałbyś stanąć przed Jezusem i prosić o uzdrowienie? Czy może tak się przyzwyczaiłeś do obecnej sytuacji, że nie masz nawet siły tego zmienić? Może łatwiej jest uznać, że nie ma grzechu, może łatwiej pogrążyć sie w beznadziei, narzekaniu i użalaniu nad sobą, niż pójść do Jezusa, stanąć przed Nim i wołać "Jezu, Ty sie tym zajmij!". Jezus w Ewangelii mówi: Idźcie, pokażcie się kapłanom w konfesjonale. Pokażcie kapłanom to, co jest dotknięte śmiertelna chorobą w waszym życiu. Oni mocą Jezusa Chrystusa ją uleczą.


Wtorek 14 listopada

 

„Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.”

 

Czy czyniąc komuś dobro spodziewamy się nagrody, docenienia, dobrego słowa, podziękowania, rewanżu? Czy jeśli ktoś nie doceni naszej pomocy, czy nie mówimy "ostatni raz mu pomogłem, żadnej wdzięczności..."? Jezus w dzisiejszej Ewangelii oczyszcza nasze intencje. Chce rozpalić w nas postawę miłości i bezinteresowności. Próbuje nas chronić przed pułapką wzajemnych uwikłań i manipulacji. Łatwo dajemy się wykorzystać ludziom, którzy znając naszą próżność dają nam to, czego oczekujemy (pochwały, docenienie), jednocześnie wykorzystując naszą przychylność i życzliwość dla własnych celów. Kiedy niczego nie oczekujemy jesteśmy wolni od takiej manipulacji. Pomagamy z miłości i potrzeby serca. Jezus pragnie, aby nasze intencje były czyste. Pragnie, aby nasze służenie innym wynikało z miłości i chęci pomocy, a nie z oczekiwania na rewanż i słowa uznania. Właściwe jest okazywanie wdzięczności za dobro, które otrzymujemy od innych. Dziękowanie czyni nas dobrymi ludźmi. Postawą niewłaściwą jest natomiast żądanie podziękowań i uzależnianie naszych dobrych uczynków względem innych od ich wdzięczności. Nie ma dobrego czynu, który nie przyniósłby korzyści temu, który go spełnił z miłości. Dobro czynione dla otrzymanej wdzięczności nas nie ubogaca. Jaka jest moja postawa wobec Jezusa? Czy jest służbą z przymusu w oczekiwaniu na nagrodę, czy raczej wynika z miłości względem Niego i bliźnich? Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją miłość i proszę o odwagę do czyniania dobra ze względu na to, że Ty jesteś dobry!

Poniedziałek 13 listopada

 

"I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: „Żałuję tego”, przebacz mu".

 

Każdy z nas kiedyś został skrzywdzony, urażony. Często zastanawiamy się nad sobą dlaczego jesteśmy tacy nerwowi, boimy się otworzyć na innych ludzi, ciężko nam zaufać. Bywają to konsekwencje zranień spowodowanych przez innych ludzi. Czasem zranienia są tak głębokie, że nie chcąc o nich pamiętać, spychamy je do podświadomości. Z niektórych zranień nie zdajemy sobie sprawy, a one nas blokują i powodują, że tkwimy w naszym wewnętrznym więzieniu. Często możemy tam znaleźć: odrzucenie przez najbliższych, poczucie bycia niekochanym, słyszane w dzieciństwie: "Ty się do niczego nie nadajesz", lekceważenie naszych problemu przez najbliższe osoby. Często sami sobie nie możemy czegoś wybaczyć ("jak ja mogłem wtedy tak postąpić?") Jezus nawołuje nas do przebaczenia. Sam modlił się na krzyżu: "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią". Brak przebaczenia niszczy nas samych, blokuje na łaskę Bożą i na drugiego człowieka. Przebaczenie jest aktem woli, nie uczucia, jest to proces. Pierwszym etapem jest decyzja: "Tak, chcę przebaczyć"! Poprzez przebaczenie Jezus uzdrawia, nie tylko nasze relacje z innymi, ale i nas samych. Jezu, prosimy Cię, dodaj nam siły, abyśmy przebaczyli wszystkim ludziom, którzy nas skrzywdzili!


Niedziela 12 listopada

„Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć.”

Może wydawać się nam, że odpowiedź roztropnych panien była pewną ironią, pokazaniem swej zapobiegliwości, bardzo słusznej zresztą. Ale pod tą odpowiedzią kryje się głębsza i daleko ważna sprawa. Naczynie z oliwą oznacza stałą gotowość panien na asystowanie w orszaku pana młodego. To ogromny zaszczyt być tak blisko oblubieńca. Zatem wszystkie owe panny zostały zaproszone do tej wielkiej uroczystości. Światło w lampie jak i oliwa w naczyniu oznacza konkretną duszę, która nie tylko przyjęła zaproszenie, czyli dar zbawienia, zupełnie niezasłużony, ale nadto zebrała owoce tej odpowiedzi w postaci czynów miłości i miłosierdzia. Oliwa w naczyniu była tym bardziej istotna, że kiedy pan młody opóźniał się z przyjściem, to można było liczyć, że nie zabraknie światła w decydującym i najważniejszym momencie – spotkaniu z Panem. Nieraz pewnie zaśniemy w oczekiwaniu na Pana. Słabość i znużenie weźmie górę nad duchem, ale nikt nie ukradnie nam tego, co przez całe życie zbieramy do naczynia, którym jest nasze serce. Jeśli dbamy o modlitwę, o słuchanie Słowa Bożego i dajemy się przemieniać i prowadzić Panu, to naczynie z oliwą będziemy mieli wypełnione, po brzegi. Warto zapytać siebie: jak często tankuję oliwę do mojego serca? Czy proszę Ducha Świętego o taki właśnie dar mądrości i pobożności w oczekiwaniu na przejście do wieczności? Bóg napełnia nas zawsze dobrem i miłością! Dziękujmy Panu za miłosierdzie, które jest naszym największym skarbem, byśmy zawsze z radością wychodzili na spotkanie z Oblubieńcem naszej duszy, który nas poślubił na krzyżu, a w zmartwychwstaniu ukazał swoją potęgę miłości, która jest silniejsza niż śmierć. Bo do końca nas umiłował… Jaka jest dziś moja odpowiedź?


Sobota 11 listopada

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.”

Bóg dał nam jedno życie – największy skarb, który możemy zapisać w niepowtarzalny sposób. Tym, co nadaje głęboki sens naszemu życiu jest dobro, które dostajemy od innych, a także dobro, które dajemy bliźnim. W ten sposób dostrzegamy jak wielkim bogactwem są więzi łączące nas w jedną, wielką rodzinę. Dlatego Jezus poleca, byśmy zdobywali – zaskarbiali sobie przyjaciół właśnie przez mamonę. Mamy więcej bądź mniej tej mamony, ale ona nabiera wartości wtedy, kiedy robimy z tego użytek dla bliźnich, a nie zatrzymujemy tylko dla siebie. Ciągle się uczymy, jak posługiwać się pieniędzmi, by przynosić dobre owoce, a z drugiej strony nie uwiązać swego życia tylko wokół kasy. Jezus mówi, że nie tylko można, ale i trzeba pozyskiwać przyjaciół w taki sposób, by później przyjęto nas do nieba jako wiernych przyjaciół Boga w małych rzeczach. Mamy tak naprawdę niewiele czasu, by go marnować, dlatego warto wykorzystywać wszelkie możliwe okazje, by opowiadać innym o miłości Boga, zaczynając od prozaicznych spraw, można by powiedzieć, że przy okazji picia kawy z ciastkiem. Duchu Święty, pomóż nam odkrywać własną pomysłowość i kreatywność w pozyskiwaniu przyjaciół tym, co jest przemijające, ale ma bardzo trwałe efekty! Oświecaj nasze serca i umysły, by służyły Panu na różne sposoby, bo pragniemy być wierni otrzymanym darom i charyzmatom dla budowania Królestwa Bożego w nas i wokół nas! Chwała Tobie, Panie!


Piątek 10 listopada

 

„Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. (…) Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił."

Co takiego dobrego zrobił rządca, że go pan pochwalił? Nie było powodem do chluby to, że rządca trwonił majątek. Zresztą, był to nie jego własny majątek, ale opłata wliczona w udzieloną pożyczkę przez dłużników. Sam rządca nie był opłacany przez swego pana, a jego utrzymanie pochodziło z lichwy, którą sam wyznaczał na rachunku. W tej perspektywie zrozumiałe staje się dla nas to, co zrobił w sytuacji „podbramkowej”. Najzwyczajniej zrezygnował ze swego zysku, a dług obniżył do realnej wartości pożyczki u pana. Tym gestem okazał się zapobiegliwy i roztropny, pomimo panującego wówczas zwyczaju pobierania lichwy. Czy łatwo mu było zrezygnować ze swego interesu? Na pewno nie, ale rezygnując ze swego zysku, zyskał przez ten gest przychylność dłużników. Przez taki roztropny i sprytny czyn pokazał, w jaki sposób można wyjść z trudnych sytuacji życiowych. Kiedy mamy przed sobą przeszkody, to z jednej strony można się poddać i mówić sobie: „Widocznie tak Bóg chce, żebym nie pracował, żebym był chory, żeby się nie pokazywać ludziom”. A z drugiej, aktywnej strony, można powiedzieć: „Co ja mogę dziś zrobić, by uczynić jeden krok ku poprawie sytuacji? Umiem rozmawiać, to pójdę do urzędu, zadzwonię po znajomych, by mogli mi pomóc, odważę się prosić o pomoc”. Bóg pragnie, abyśmy z Jego pomocą pokonywali wszelkie trudności na drodze życia, a przez to zdobywali pewną sprawność ducha pomimo bólu, uniżenia i trudu szukania. Święty Ignacy z Loyoli zaleca: „Niech to będzie pierwszą zasadą w działaniu: Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało od ciebie, a nie od Boga; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakby Bóg sam miał wszystko zdziałać, a ty nic zgoła.”. Ufność i roztropność - o to warto gorliwie prosić Pana na modlitwie, zwłaszcza w sytuacjach, których na pierwszy rzut oka nie mamy bladego pojęcia, co zrobić i jak dobrze postąpić. Duchu Święty, Ty jesteś Nauczycielem od wewnątrz, od głębi naszego serca, oświecaj nas, prowadź nas, abyśmy korzystali dla dobra nas samych i bliźnich z tych darów, które złożył w nas Bóg Ojciec!



Czwartek 9 listopada

„Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie."

Świątynia Jerozolimska stanowiła centralny punkt w życiu religijnym Żydów. To miejsce stanowiło o ich tożsamości jako narodu. Tak samo i Jezus wybrał się na święto paschy właśnie do tej świątyni. Być może była to Jego pierwsza pascha od momentu pielgrzymki w wieku dwunastu lat. A to, co zobaczył, musiało w Nim wywołać ogromny sprzeciw, bunt, dlatego użył bicza, by zburzyć ten, „ludzki” targ w miejscu, które jest przeznaczone do modlitwy. Jezus przez ten raban pokazuje, że dom Jego Ojca to nie miejsce do uprawiania handlu i do nieznośnego harmideru. Gorliwość o dom Ojca w całości pochłonęła Jezusa, a najpełniej była widoczna w trakcie Jego Paschy. On cały się oddał Ojcu w jedynej, doskonałej i czystej ofierze. To właśnie przez Jego zmartwychwstanie mamy otwartą drogę do Ojca, by doświadczać obecności Bożej na co dzień, by oddawać cześć w Duchu i prawdzie. Czy mamy tę świadomość, że jesteśmy świątynią Boga? Czy nie uprawiamy handlu z Bogiem, w taki sposób, by przekonywać Go do swoich racji, pomysłów za pomocą jakiś ofiar? Być może nieraz nasze kryzysy mają swoją przyczynę w nieprawdziwym obrazie Boga, a On pragnie zburzyć ten fałszywy obraz. Warto pozwolić Jezusowi, żeby wyrzucił z nas to wszystko, co zakłóca prawdziwą pobożność. Duchu Święty, otwórz nasze serca na działanie Jezusa, byśmy byli piękną świątynią dla Boga!


Środa 8 listopada

„Wielkie tłumy szły za Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. (…)Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.”

Jezus zawczasu uprzedza swoich uczniów przed identyfikowaniem się z Mistrzem na podstawie tylko znaków i cudów. On są pewnym potwierdzeniem głoszonej nauki, ale nie stanowią o tożsamości bycia chrześcijaninem. Jezus nie chce mieć wielu sympatyków, ale wielu wyznawców!  Łatwo i sympatycznie jest w uczęszczać na takie spotkania, w których nie ma wymagań, w których nie jest dookreślony program i zadania. W takim miejscu można łatwo pobłądzić w życiu, a nawet zawieść się na kimś bądź na grupie, która nie pomogła w trudnych chwilach życia. Jezus nikogo nie wyklucza, ale stawia wymagania. Tak, krzyż i wyrzeczenie jest tym, czego nasza ludzka natura nie lubi, a nawet się wzbrania. Tymczasem Jezus wiele razy mówił o krzyżu, a później zrobił to, co tylko mógł, aby nas zbawić właśnie na krzyżu. Przez analogię, możemy zrozumieć trud wyrzeczenia i krzyża właśnie w tym, kiedy jesteśmy na początku szlaku górskiego. Od razu myślimy o przeciwnościach, o kamieniach, a im wyżej i cieplej, tym czujemy na sobie upływającą wodę z naszego ciała. Ale czymże jest podjęty trud wobec zapierającego tchu w piersiach widoku z samego szczytu? Każdy, kto przeszedł tę drogę, może w podobny sposób podejść właśnie dziś do swoich krzyży, czy to będzie sytuacja w domu, w sąsiectwie, w pracy czy w szkole. Na każdym etapie życia mamy okazję do zdobywania szczytów. Nie można spocząć na laurach. Jezus mówi w czasie teraźniejszym: „… kto nie wyrzeka się…”, a więc jesteśmy stale w czasie czuwania i zmagania o prawdziwe podążanie za Jezusem – byciu Jego umiłowanym uczniem. Trudne to, ale możliwe! Duchu Święty, ześlij swoją moc dla nas, często słabych i bojących się krzyża, abyśmy patrzyli na wszystkie sytuacje w naszym życiu jako na wezwanie do większej miłości, do powierzania tego, co mamy w głowie i w sercu tylko Jezusowi, by On mógł przez nas działać w tym świecie!


Wtorek 7 listopada

„Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych. Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce.”

Dziś możemy wczuć się w przeżycia głównego bohatera przypowieści, a więc Gospodarza. Punktem centralnym całej dynamiki zaproszenia jest ogromna miłość Boga do swoich dzieci. Zaproszenie skierowane do wielu na wspaniałą ucztę ukazuje ogromne bogactwo Gospodarza, bo nikt inny nie dał tak wiele ludziom, jak On sam. Odpowiedź człowieka na zaproszenie okazała się ogromnym ciosem dla Boga. Była ona podyktowana przekazaną człowiekowi wolnością, a także osobistymi interesami. Każdy z nas jest zaproszony do uczty, a więc do wspólnoty stołu z Bogiem. Można przyjąć zaproszenie, albo je odrzucić. Tylko pozostaje pytanie: z jakiego powodu? W imię czego nie chcę skorzystać z zaproszenia? Co zaprząta moją głowę i serce, że zwlekam ze spowiedzią, z przyjęciem komunii świętej? Bóg nie spocznie w miłości do człowieka, dlatego Jego gniew służy ku uratowaniu wielu, a zwłaszcza tych, którzy czują się mało wartościowi w społeczeństwie nastawionym na sukces i sławę. Bóg daje nam zawsze tyle, na ile otworzymy przed Nim nasze serce. Wszyscy mamy w sobie taki głód, który ma wielkość samego Boga. Jeśli przez dłuższy czas szukaliśmy, a może jeszcze szukamy czegoś, co zaspokoi naszą tęsknotę poza Nim, to będziemy cały czas smutni i znerwicowani, bo szukając pełni szczęścia w rzeczach bądź osobach, nie ukoimy naszego serca. Dlatego tak mocno brzmią słowa Gospodarza, aby sługa zmuszał do wejścia wszystkich, których spotka, bo tylko będąc w domu Gospodarza doświadczą nieskończonego szczęścia. Pierwsi chrześcijanie w trakcie prześladowań z mocą świadczyli: „My nie możemy żyć bez Eucharystii”. Dziś możemy świadczyć w podobny sposób, każdy osobiście: „Żyję dzięki Eucharystii!”. Duchu Święty, uzdolnij mnie do przezwyciężenia lenistwa i ospałości, bym mógł za każdym razem odpowiedzieć „tak” na Boże zaproszenie na ucztę. Jezu, dziękuje Ci, że dajesz mi nowe życie najpełniej w Eucharystii! Bądź uwielbiony!


Poniedziałek 6 listopada

„Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.”

Propozycja Jezusa nie mieści się w mierze ludzkiej kalkulacji i opłacalności. Nikt z nas nie lubi tracić czasu, środków, siły i talentów w to, co nie przyniesie zamierzonych korzyści. Jeśli zamierzamy komuś pomóc, to mamy gdzieś w głębi serca pragnienie, żeby mieć coś z tego, czyli czekamy na zapłatę. Odwzajemnienie sprawia pewną przyjemność dla ducha i ciała. Czy łapiemy się nieraz na tym, że czujemy w sobie pewien głód odpłaty od kogoś, komu w jakiś sposób pomogliśmy, a nie przychodzi ta zapłata? Kiedy czujemy w sobie to „niespełnienie” jest to dobry punkt wyjścia do spotkania z Jezusem. Być może w spotkaniu z faryzeuszem tylko Jezus czuł się najbardziej ubogi pod względem materialnym od innych znamienitych gości, i dlatego zaproponował gospodarzowi pójście o krok dalej. O krok milowy, bo zupełnie wykracza poza ludzki system opłacalności. System operacyjny Jezusa wykracza poza ziemskie układy, a związuje taką postawę człowieka z wieczną odpłatą sprawiedliwych od Boga. Potrzebujemy nie tyle organizować ucztę dla biednych, ale dać im siebie, swój czas, obecność, wysłuchać nieraz zawiłej historii życia, a także dać coś do jedzenia. Być może dla nas to jest niewielki koszt, ale dla potrzebującego może to być jak światełko w tunelu. Bądźmy świadkami miłosierdzia i niezachwianej nadziei, że Bóg jest kochającym Tatą! Duchu Święty, przemieniaj nasze serca, aby miały tę moc i odwagę do spotkania z ubogimi w tym świecie, abyśmy wzbogacali nasz skarbiec uczynkami z odłożoną odpłatą. Pozwól nam już teraz doświadczać szczęścia w dawaniu siebie innym!


Niedziela 5 listopada

"Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus."

Kiedy mówimy innym ludziom o Chrystusie, Jego zbawczej miłości, o tym, że ma plan na życie każdego z nas, o otwieraniu się na Niego, czyńmy to w służbie Bogu i miłości do bliźniego. Jak pisze ks. Twardowski: "zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz" - a głoszenie innym Chrystusa jest właśnie wyrazem miłości. Nie skupiajmy się na tym, MY kogoś nawróciliśmy, nie czekajmy na brawa za to, że nakierowaliśmy kogoś na dobrą drogę, uważajmy, byśmy nie popadli z tego powodu w pychę. Może czasem pojawia się w nas iskierka żalu, za to, że ktoś nie docenił naszych starań, naszej pomocy...? Wtedy my dziękujmy Panu za to, że zechciał się nami posłużyć, że mogliśmy być narzędziem w rękach samego Boga. Panie Jezu, prowadź nas, ukazuj nam Siebie we wszystkim, co robimy, co nas spotyka, byśmy nieustannie pamiętali, że naszym największym zadaniem jest kochanie drugiego człowieka. Bądź dla nas wzorem ofiarnej miłości. Ucz nas, jak głosić Ciebie innym nie tylko słowem, ale przede wszystkim własnym życiem. 


Sobota 4 listopada

"(...) gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej".


Pokora zawsze jest właściwą postawą. Nie bezmyślne wykonywanie poleceń innych, ale czysta, szczera pokora. Dzisiaj świat, media pokazują nam, że powinniśmy zdobywać wysokie pozycje, rządzić, robić karierę... a brak miejsca na te "małe", a tak samo ważne role. Dziś dużo mówi się o budowaniu własnej wartości, często mamy z tym problem przez porównywanie się z innymi. Patrząc na to w ten sposób, zawsze znajdzie się ktoś lepszy, mający więcej, ktoś "bardziej". A dla Pana Jezusa, każda owca jest tak samo ważna... każdą stworzył tak cudownie. Chociaż jedna kuleje, druga ciągle włazi na inne, trzecia przesypia całe dnie, a inna wciąż nie umie trzymać się stada... Każda zupełnie inna, ale w oczach pasterza tak samo ważna, tak samo cudowna. Tak jak my w oczach Pana. I właśnie wobec Niego - naszego jedynego Pana, bądźmi pokorni. Przyjmujmy z pokorą Jego wolę, bo kiedy Jemu zaufamy, On nas wywyższy. Panie Jezu, ucz nas pokory na wzór pokornej Służebnicy Pana, pokory także wobec drugiego człowieka, bo ona uczy słuchać, rozumieć, kochać.