<< Listopad 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   
  5  6  7  9
121314
192021
26272830  

Sobota 27 stycznia


„A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu.”


Ile razy w naszym życiu wieje gwałtowny wicher…? Może wiać z różnych stron – może to utrata dziecka, choroba bliskiej naszemu sercu osoby, bezradność względem cierpienia niepełnosprawnego dziecka, problem ze znalezieniem pracy, a może brak poczucia, że jesteśmy dla kogoś ważni, że coś jeszcze znaczymy, że nasze życie ma sens, że to czy jesteśmy nie jest komuś obojętne. I tak otulamy się szalem codziennego pędu, tłumaczymy sobie, że nikt nie mówił, że będzie łatwo, że jakoś się ułoży, jakoś to będzie, jakoś damy radę wiosłować mimo niesprzyjających wiatrów… Ale nadchodzi moment, kiedy czujemy, że w naszej łodzi zaczyna pojawiać się woda. Zakrywa nasze stopy, sięga do łydek, nasze wiosłowanie przestaje cokolwiek dawać… tracimy kontrolę nad życiem. Staramy się utrzymać na powierzchni, walczymy o rodzinę, i słyszymy, jak w nasze serce uderza kolejna fala w słowach: „nie kocham cię, chcę rozwodu, już nie ma czego ratować”. W takich momentach, kiedy zaczyna brakować tchu, kiedy ból zranionego serca rozrywa nasze wnętrzności, kiedy nie umiemy pomóc własnemu dziecku, kiedy wydaje nam się, że nie potrafimy dobrze żyć, musimy pamiętać, że na tej samej łódce płynie z nami Jezus. Wie lepiej niż my sami, co się z nami dzieje. Choć nasza sytuacja wydawałaby się nam totalnie beznadziejna, musimy ufać Jezusowi, bo On nie pozwoli nam zatonąć. Ufajmy bezgranicznie, wręcz szalenie. Tak, jak Jezus szalenie nas ukochał. Bo czy to nie szalone kochać aż po krzyż, gdy świat wokół tak często gardzi miłością? Jezu Chryste, Synu Boga, wypełniaj nas Twoją szaloną miłością. Wlej w nasze serca pokój i utwierdzaj nas w ufności, że z Tobą bezpiecznie możemy wypłynąć na głębię.