<< Lipiec 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      
  3  4  6  7
  91011
1617182021
2324252728
3031     

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 5 kwietnia

"Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam".

Dziś Jezus przychodzi z darem pokoju nie tylko do uczniów, ale do nas, często zakłopotanych, słabych w wierze, z różnymi wątpliwościami. Jezus nie robi uczniom wyrzutów, nie wspomina ich ucieczki, tylko zaprasza do Siebie, by dotknęli Jego ciała, żeby uwierzyli na nowo w zmartwychwstanie. Czy łatwo było im wykonać ten krok, by zmierzyć się z tajemnicą, która wymyka się ludzkiej logice? Z pewnością mieli zmaganie w sercu. A my? Czy wobec tak wielkiej dobroci Pana, którą często zawodzimy, czy mamy odwagę, by ponownie dotknąć się Pana, wziąć w swoje ręce Jego dłonie, by być świadkiem Zmartwychwstałego, pomimo własnych grzechów? Jezus pyta o przyczynę ich wątpliwości, skoro na własne oczy widzą Jezusa w ciele. Co mogło im przeszkadzać w dotarciu do podstawowej prawdy – wydarzenia, które odmieniło losy człowieka? Obawy co będzie dalej? Czy będą rozliczenia za przeszłość? Niepewność przyszłości, ich drogi życia? To, że Jezus powstał ze śmierci skłania każdego z nas do podjęcia osobistej misji w życiu, która polega na osobistej więzi z Panem, który posyła do świadectwa o nowym życiu, które się nie kończy. My dostajemy Jezusa w ciele, kiedy przyjmujemy Go w Komunii Świętej. On pozwala się nam połamać, by w naszym życiu dokonało się zmartwychwstanie, czy to będzie w rodzinie, we wspólnocie, w jakiejkolwiek posłudze na rzecz bliźnich, będziemy doświadczać mocy Jezusa właśnie przez bycie rozdanym, podobnie jak Jezus rozdaje się nam. W tym dynamizmie możemy odkryć nowe życie, nowe tchnienie Ducha Świętego, który uzdalnia nas do ogłoszenia swoim życiem tego, co słyszymy, co widzimy, czego smakujemy właśnie w Kościele, gdzie Jezus daje się nam dotknąć. Jezu Chryste, dziękujemy Ci za Twój pokój, który jest nam zawsze potrzebny, byśmy we właściwej perspektywie przeżywali wszelkie trudności i kryzysy, by nie zatrzymać swojego wzroku na własnych przeświadczeniach i lękach, ale we wszystkim zaufać Tobie, bo do Ciebie należy cała rzeczywistość, całe nasze życie! Chwała Tobie, Panie!


Środa 4 kwietnia

„Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem.”

Bardzo bliska może być dla nas ta ewangelia o uczniach uciekających z Jerozolimy po „przerażających” porannych wiadomościach, bo trzeba się zmierzyć w prawdą o pustym grobie i o swoich zawiedzionych nadziejach i oczekiwaniach na rozwiązanie bieżących problemów. Być może masz nadal ten sam problem w rodzinie, te same rozmowy w pracy, ciągnąca się spłata kredytu, odłożony czas na przejście, bo nowotwór, bo inne choroby i ta ciągła niepewność własnej przyszłości… Czy masz z kim porozmawiać o swoich smutkach, problemach, które spędzają sen z twoich powiek? Być może powodem smutku często są zawiedzione nadzieje na realizację własnego planu na udane i szczęśliwe życie rodem z dobrego filmu, który jakoś się nie spełnia we własnym życiu, bo miało być inaczej… Czy masz taką zaufaną osobę, z którą możesz podzielić się sercem, tym, co przeżywasz? Bo dwaj uczniowie w niedzielny poranek byli w sytuacji kryzysowej i wyszli ze wspólnoty, by ochłonąć po niezwykłych newsach. Jednak i ta droga i rozmowa z Jezusem nie od razu rozwiązała ich problem, bo musieli zmierzyć się z własną niewiedzą, bo ich serca były nieskore do wierzenia w to, co prorocy przepowiedzieli o Mesjaszu. W całej tej dramaturgii drogi i dysputy najpiękniejszy i najbardziej przekonywujący jest najprostszy znak, który przemienia serca, otwiera oczy na jedyną Prawdę. Tym znakiem jest stół przy którym Jezus dzieli chleb. Dosłownie jeden moment wystarczył im do tego, by od własnego smutku przejść do radości odkrycia Zmartwychwstałego Pana. Tej radości nie da się zatrzymać dla siebie. Nie można siedzieć na „kanapie”, w bezpiecznej gospodzie, tylko trzeba wyjść ponownie do ludzi, nawet pośród nocy, co dla Żydów było oznaką niebezpieczeństwa. A jednak, moc tego chleba, Eucharystii, daje wszystkim taką łaskę, takie życie, że ruszają w świat z najważniejszą wiadomością: Jezus żyje! On wszystko, co dziś ciebie dołuje, już odkupił, zwyciężył, tylko przyjmij Jego życie. Jezu, proszę Cię, niech coraz bardziej dostrzegam Cię w każdej Eucharystii, kiedy wyjaśniasz mi Pisma oraz łamiesz chleb, bym tylko w tym znaku szukał mojego sensu życia, a w Twojej Krwi zanurzał moją codzienność, cokolwiek się dziś dzieje. Nie jestem sam, bo Ty żyjesz we mnie, Jezu!


Wtorek 3 kwietnia

„Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę".”

Maria Magdalena przyszła do grobu, by chociaż zobaczyć ciało Pana. Widok pustego grobu był dla niej jeszcze smutniejszy, bo myślała, że ktoś ubiegł ją i zabrał ciało Jezusa. Jaki ujmujący musiał być jej płacz, skoro sami aniołowie oraz Jezus pytają ją: „dlaczego płacze?”. Czy masz w sobie taką wielką tęsknotę za Panem jak Maria Magdalena? Czy wytrwale szukasz Jezusa, pragnąc doświadczyć Jego miłości? Maria przez swoje łzy nie rozpoznała wpierw Jezusa, ale gdy tylko usłyszała swoje imię, od razu rozpoznała  Zmartwychwstałego. To było jej spotkanie z żywym Jezusem. A moje spotkanie? Czy też miałeś takie momenty w życiu, że ostatkiem sił wołałeś z duszy: „Gdzie jesteś Jezu w moim życiu? Dlaczego znowu mam pod górkę? Dlaczego znowu popadam w te same grzechy?”. Maria Magdalena odpowiedziała Jezusowi z całego serca, że przyszła po ciało, bo to był dla niej Odkupiciel, więc nie mogła wyobrazić sobie życia bez Niego. Czy już doświadczasz mocy zmartwychwstania Jezusa przez to, że usłyszałeś swoje imię, które On wypisał na swoich dłoniach? Gdy tylko zobaczysz, że Jezus zmartwychwstał w tobie, nie będziesz miał powodu do płaczu, użalania się nad swoim losem, obawami o przyszłość, bo Chrystus pokonał złego, każde cierpienie, a przede wszystkim śmierć, więc nie ma powodu do lęku. Pozostaje tylko powód do największej radości i uwielbienia: Jezus jest ze mną, gdziekolwiek będę w życiu, co się będzie działo ze mną i z moją rodziną. Pan jest z nami! Ten, który powstał ze śmierci, gwarantuje nam życie wieczne z Bogiem! Jezu, dziękuję Ci za to, że pozwalasz się szybko rozpoznać, nawet pośrodku mojego smutku. Moje imię brzmi niezwykle ujmująco w Twoich ustach. Wywyższam Cię i błogosławię w moim życiu!


Poniedziałek 2 kwietnia

„A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: "Witajcie!" One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: "Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą."

Pusty grób i słowa Anioła są obwieszczeniem dla kobiet wydarzenia, które na zawsze odciśnie swoje znaczenie na ludzkiej historii. Jezus daje się szybko rozpoznać kobietom przez słowa pełne miłości, pełne nadziei i radości. One nie potrzebują dywagować wobec tego, że Jezus rzeczywiście powstał z grobu. Z drugiej strony, dla arcykapłanów powstał o wiele większy problem niż myśleli, że już się z jednym uporali. Ale cóż mogą pieniądze? Właśnie one mogą obrócić prawdę w pogłoskę, zaciemnić rzeczywisty obraz do tego stopnia, że wielu uwierzy temu kłamstwu, bez sprawdzania źródła. Czy Jezus dał się rozpoznać arcykapłanom? Nawet gdyby tak zrobił, to by i tak nie uwierzyli, bo spotkanie z Jezusem musi dokonać rewolucji w myśleniu i życiu każdego człowieka. Kto spotkał Jezusa w swoim życiu, kto objął Jego nogi z wielkiej wdzięczności i miłości, ten nie może pozostać dawnym człowiekiem. Dziś na nowo Jezus mówi do ciebie: Mój bracie, moja siostro, idź do Galilei, do początku naszej wspólnej drogi, tam Mnie zobaczysz, „a serce twe zadrży i rozszerzy się” (Iż 60, 5b), bo od dziś nie ma takiej sytuacji, która by cię przerosła, bo wszystko odkupiłem i wziąłem na siebie, razem z twoim grzechem. Nie bój się! Jestem z tobą, Twój Odkupiciel!”. Panie Jezu, ukaż mi na nowo swoje cudowne oblicze, bym zawsze wybierał Ciebie, jako najwyższe Dobro. Pozwól mi przytulić się do Twojego serca, bym zaczął na nowo kochać Ciebie, a bliźnich ze względu na Ciebie!


Niedziela 1 kwietnia

"Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali."


Jezus jest wśród nas! Dzisiaj, właśnie teraz - kroczy obok, ramię w ramię. W pięknym słońcu, w delikatnym wiosennym deszczu, nie znika też gdy przychodzi burza z piorunami. Nie zapominajmy o tym, kiedy będziemy najbardziej Go potrzebować. Nie pozwólmy, by mnogość trosk i problemów przesłoniła nasze oczy sprawiając, że będziemy wołać: "Gdzie jesteś? Dlaczego pozwalasz na to, co się dzieje!?" Dziękujmy za każdą chwilę, przyjemną, ale i trudną i pamiętajmy o Jezusie również wtedy, gdy wszystko układa się po naszej myśli. Niech zwykła codzienność zawiera momenty uwielbienia Jezusa, w zwykłych czynnościach. Gdy my przeklinamy pod nosem, bo nie możemy złożyć nowej szafy, Jezus szepce nam do ucha: "No spytaj Mnie, podpowiem, Ja się tym zajmę". Jest z nami. Nieustannie. Otwórzmy nasze oczy, otrzyjmy z nich łzy, wyzujmy żale z naszych serc - Jezus żyje! Pokonał wszystko, co wydawało się nie do pokoknania - siłę grzechu, szatana i śmierci, aby móc żyć w nas i z nami. Bądź uwielbiony Zmartwychwstały Jezu, Panie miłości, która jest silniejsza niż śmierć, Panie miłości bez granic, Tobie cześć i chwała na wieki! 


Sobota 31 marca


"Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa (...)".


...bo "kto szuka, znajduje". Jeśli w swoim życiu nie zauważamy w tym momencie obecności Jezusa, to co pojawia się w naszym sercu? Gorycz i ból wywołany Jego, jak myślimy, nieobecnością, czy wiara w Jego "Ja Jestem"? Droga życiowa każdego z nas jest inna, niepowtarzalna. Często pełna upadków, samotnego dźwigania naszego krzyża, niezrozumienia, opuszczenia przez bliskich. Szukajmy Jezusa, w każdym dniu. Budząc się uwielbiajmy Go w rozpoczynającym się dniu, bo On już nasz każdy trud przeżył. Każde nasze przewinienie zaniósł na krzyż, dając wyraz swojej miłości do nas, a przecież Jego miłość, doskonała miłość, usuwa lęk. "Wy się nie bójcie!" Bo jeśli Jezus z nami, któż przeciwko nam? A Jezus z nami jest. Nieustannie trwa, nie opuszcza nas nigdy. Z Jezusem damy radę przezwyciężyć każdy trud, z Nim przetrwamy wszystko. Jezu Chryste, Synu Boga, który dla nas zstąpiłeś w otchłań śmierci i samotności, bądź uwielbiony w wielkości tej ofiary. Przebacz nam to, że porzucamy Cię za każdym razem, kiedy wybieramy grzech, na nowo Cię osamotniając. Jak pisał Jan Paweł II: "Jaka męka to była bezbrzeżna, ta samotność na krzyżowym drzewie...". Nie cierniowa korona przebijająca skronie, nie gwoździe rozkrajające ciało, nie pięści okładające twarz i nie upokorzenie poprzez obnażenie, oplucie, fałszywe pokłony... ale samotność. To było największym cierpieniem Jezusa. Panie, nie pozwól nam oddalać się od Ciebie, odrzucając Twoją miłość. Przepraszamy za to, że każemy Ci czekać na siebie, kiedy Ty oddajesz nam się w każdej chwili, mamy Twoją miłość 24 godziny na dobę. Ucz nas takiej wiernej miłości Panie, która trwa niezłomnie w każdym czasie. Miłości do ukochanego, do rodziców, dzieci, rodzeństwa, do ludzi wokół, ale przede wszystkim - do Ciebie Jezu. Bądź uwielbiony Panie! 


 Piątek 30 marca 


"Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu."


Mirra - "symbol cierpienia, daru dla człowieka", "zapowiedź męki na krzyżu". Aloes - "symbol pokut i pokory". Mirra i aloes - obie te rośliny były używane do namaszczenia zmarłych. Jednak gdy zaczniemy szukać głębiej, dowiemy się, że mirra wiąże się z ofiarą miłości, a aloes już w Starym Testamencie, w Pieśni nad Pieśniami, wymieniany był pośród "wszystkich najprzedniejszych balsamów", jako symbol upojenia. Aloes, który "w Palestynie stosowano do balsamowania ciał zmarłych, z czasem zyskał sławę leczniczej rośliny niemal na całym świecie. Traktowano go jako środek o wszechstronnym działaniu – na oparzenia, do leczenia ran, kontuzji, skaleczeń, przeciw..." Jezus Chrystus. Poniżony, ukrzyżowany, po ludzku słaby, pobity... Ten, który stracił życie, kojarzący się... ze śmiercią? Przecież miał przezwyciężyć wszystko... w dodatku jeszcze nas miał poić wodą życia wiecznego. A tu co? Na krzyżu zawisła głucha cisza, tęsknota, pustka, ból... śmierć. Ale my, uczniowie Jezusa, nie możemy zatrzymać się w tym punkcie. To my jesteśmy powołani do tego, by wiernie trwać przy Jezusie, nawet, jeśli w tym momencie w naszym życiu jesteśmy na Drodze Krzyżowej. My jesteśmy tymi, którzy mają ufać, że Jezus wraz z ofiarą ze swojego życia daną za nas, jest "środkiem o wszechstronnym działaniu – na oparzenia, do leczenia ran, kontuzji, skaleczeń, przeciw..." złu, przeciw grzeszności i śmierci. I to w"aśnie my mamy przyczyniać się do tego, by Jezus zyskiwał sławę na całym świecie. Sam jest nie symbolem, ale pełnią upojenia w prawdziwej miłości. Jezu Chryste, Ty znasz nasze serca i ich tęsknotę, Ty rozumiesz najlepiej nasze poczucie samotności, odejścia bliskich... Naucz nas przy Tobie trwać, mimo wszystko, do końca, zawsze wiernie. Chwała Tobie, ukochany Jezu. 


Czwartek 29 marca

"Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście".


Dziś. Nie tysiące lat temu, to dzieje się dziś. Triduum Paschalne prowadzi nas do najważniejszego momentu w życiu – do Zmartwychwstania Chrystusa, można powiedzieć – do naszych narodzin. Dziś Chrystus daje nam Siebie pod postacią chleba i wina, zwracając się do każdego z nas: Moje ukochane dziecko, które siedzisz ze Mną przy jednym stole, jedz i pij, czyń to na Moją pamiątkę. Czyń to na pamiątkę tego, że właśnie za ciebie jutro pójdę Drogą Krzyża, na którym umrę, abyś Ty mógł narodzić się na nowo, abyś mógł powstać z duchowej martwoty, jaką spowodował twój grzech. Nie bój się, będziesz żyć, Ja dam swoje życie za ciebie, bo cię kocham. 
Jeszcze dziś przyjdą, by pojmać Jezusa. Jeszcze dziś kolega zadzwoni do Ciebie i będzie namawiał na wyjście na piwo, próbując rozproszyć twój czas skupienia. Jeszcze dziś możesz zostać obrzucony „katolem”, „moherowym beretem”. Jeszcze dziś, siedząc przed komputerem będziesz walczył o to, by nie wejść na strony 18+. Jeszcze dziś żona będzie miała zły humor i ty za to oberwiesz bez powodu i będziesz próbował nie odpowiedzieć tym samym, jeszcze dziś koleżanka z pracy kolejny raz wyprowadzi cię z równowagi i będziesz walczyła z pokusą obmowy , jeszcze dziś odezwie się do ciebie kochanka, z którą zerwałeś kontakt… Jeszcze dziś przyjdą, żeby wyrwać Jezusa z twojego życia! Czy masz na tyle odwagi, by nie puścić ręki Jezusa, która Cię prowadzi, kiedy przyjdą trudności i ból? Jeśli nie, to nie poddawaj się, tylko módl się o tą łaskę, o odwagę do tego, by iść z Jezusem przez życie niezależnie od miejsca, sytuacji, ludzi wokół. Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. Bądź uwielbiony w Twojej miłości, której moc o stokroć przewyższa siłę pokusy i grzechu. Bądź uwielbiony Ty, którego miłość pokonała szatana i zwyciężyła śmierć, otwierając nam drogę do wiecznego życia w Domu Ojca. Panie, wypełnij Tobą nasze serca przeniknięte nieukojonym pragnieniem Ciebie. Tobie jedynemu Panie – cześć i chwała, na wieki! 


Środa 28 marca

"A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników.”


Nie była to zawrotna fortuna, kwota ta również nie zabezpieczyłaby finansowo Judasza na resztę jego życia. Trzydzieści srebrników… A za ile ostatnio Ty wydałeś Jezusa? Judasz był tylko człowiekiem, doświadczał pokus tak samo, jak my dzisiaj. Różnimy się słabościami, ale mamy je wszyscy. Ile dostałaś za wyparcie się Go, jaki słodki grzeszek wpadł na Twoje konto? Za jaką cenę sprzedałeś swoją wierność? Ile z tego masz? A może… nic już nie masz, bo upicie się kolejny raz skończyło się tylko bólem głowy, a po nocy z kochanką przyszła prawda poranka? Tak często dla chwili przyjemności, dla uniesienia się honorem, dla bycia najlepszym w oczach innych, zapominamy o miłości Jezusa. Żądza, nieuporządkowane pragnienia, kierowanie się tym, że „wszyscy tak robią” zamiast słuchania głosu Boga, nasz egoizm - zdrada za zdradą. A co jest odpowiedzią Jezusa dla nas? - Przebaczenie za przebaczeniem, nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy... Jesteśmy dziećmi Świętego Boga, a więc świętość jest naszym powołaniem. Pan stworzył nas dobrymi, uczynił nasze ciała świątynią swojego Ducha. Bóg chce naszego dobra, nie potępienia. Niezależnie od tego, jak bardzo się pogubiliśmy, nie pozwalajmy, by grzech zawładnął naszym życiem, by odgradzał nas od miłości Boga, odcinajmy go od siebie już w zarodku poprzez sakrament Pokuty. Jezus wciąż na nas czeka. Jezu, otwieraj nasze oczy, byśmy potrafili dostrzegać prawdę, że Ty jedyny nadajesz wszystkiemu sens. Ty jedyny możesz nakarmić nasze głodne prawdziwej miłości serca. Synu Boga, wzorze pokory, wierności, miłości, bądź uwielbiony na wieki. 


Wtorek 27 marca

"Co masz uczynić, czyń prędzej!"


Tymi słowami Jezus zwrócił się do Judasza, który miał go zdradzić, aby się wypełniły Pisma, było to wpisane w „plan” zbawienia ludzkości. Podobnie jest z naszym życiem – Bóg ma na nie plan, który ma nas doprowadzić do zbawienia, dlatego tak ważne jest, aby to Jego pytać co mamy robić, dokąd iść, jaką decyzję podjąć. Odpowiedzi na to, co dzieje się w naszym życiu, mamy szukać u Jezusa. Być może Pan już daje Ci wskazówki, w którą stronę masz iść, tylko brakuje Ci odwagi, jeszcze nie oddałaś/eś się w całości Jezusowi, w 100% wierząc Jego słowom, Jego prowadzeniu. Dziś Pan mówi do każdego z nas: „Co masz uczynić, czyń prędzej!”. Nie mówi: „jeśli jeszcze nie masz pewności, to schowaj się gdzieś w cieniu, żeby nie rzucać się w oczy”. Jezus wzywa nas dziś do tego, byśmy zamknęli oczy duszy i z bezgranicznym zaufaniem Mu podjęli się tego, do czego nas wzywa. Ty wiesz do czego. Jezu Chryste, Synu Boga, przymnóż nam odwagi, kiedy zadania, jakie przed nami stawiasz, wydają nam się zbyt trudne. Nie pozwól nam się poddać, bo chcemy iść za Tobą, Panie Jezu. Daj nam łaskę wytrwałości i wierności. Bądź uwielbiony, Panie! 


Poniedziałek 26 marca

„A dom napełnił się wonią olejku.”


Dziś rozpoczynamy Wielki Tydzień. Za sprawą Marii z dzisiejszej Ewangelii, która nardowym olejkiem namaściła stopy Jezusa, po czym otarła je swoimi włosami, cały dom „napełnił się wonią olejku”. Jak mówi Jezus w Ewangelii wg św. Marka: „już naprzód namaściła moje ciało na pogrzeb”. Już wówczas wchodziła ona w Tajemnicę Zbawienia, która miała się wypełnić poprzez ofiarną miłość Jezusa, miłość aż po krzyż. A czy w naszych domach już pachnie…? I bynajmniej nie chodzi tu o zapach ciast, płynu do szyb, czy świeżo upranych firanek... Jak my przygotowujemy swoje serce na ten najważniejszy czas? Czy jest ono gotowe na przyjęcie miłości, jaką chce nas wypełniać sam Jezus, oddając za nas życie? Dołóżmy starań, by te święta były piękne, kolorowe, radosne, pełne rodzinnego ciepła… ale przede wszystkim zadbajmy o to, byśmy trzepiąc dywany, malując pisanki i piekąc mazurki nie zapomnieli o Jezusie dźwigającym na Golgotę krzyż, na którym za nas umrze. Spróbujmy sobie wyobrazić, że ktoś z naszych bliskich przygotowuje nasze ciało na nasz własny pogrzeb… jak byśmy się czuli? Jak trudne musiało to być dla Jezusa, który przecież dla nas stał się człowiekiem, przyjmując ludzkie ciało z całą jego słabością i ludzkim lękiem. Jednak się nie wycofał. Jezu, który pokazałeś nam, że miłość jest silniejsza od grzechu, od śmierci, ucz nas tak kochać – bezwarunkowo, do końca. Ty, który cały jesteś krystalicznie czystą miłością - bądź uwielbiony Panie! 


Niedziela 25 marca

 

„Ukrzyżuj Go!...A cóż złego uczynił?...Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Ukrzyżuj Go!”

 

Śmierć Jezusa jest wydarzeniem, które zmienia wszystko. Rozsypuje się stary świat i robi miejsce nowemu. Śmierć, szczególnie osób bliskich pozwala inaczej patrzeć na ludzi i życie. Jaką masz postawę wobec śmierci Jezusa? Czy ja zasługuję na Jego miłość? To przecież dla mnie On umarł na Krzyżu. Czy swoim życiem daję przykład miłości do Niego? Czy godzę się na krzyż i cierpienie którego doświadczam? Podobnie jak Jezusowi w czasie męki, tak i nam, życie nie oszczędza ciosów i ran. Mają one różny charakter. Od jakichś dolegliwości i chorób fizycznych po dotkliwe i ciężkie rany emocjonalne i psychiczne. Rany te pozostają nieraz długo otwarte. Najmniejsze dotknięcie ich powoduje dotkliwy ból. I choć każde cierpienie bardzo trudno zaakceptować, to jednak wydaje się, iż nieraz łatwiej radzimy sobie z cierpieniem natury fizycznej niż psychicznej. Trudniej jest nam pogodzić się z głębokimi ranami emocjonalnymi niż fizycznymi: z odrzuceniem przez najbliższych, z wieloletnią manipulacją, z wykorzystaniem w różnej formie, znęcaniem się nad nami. To tylko przykłady możliwych cierpień. Nasze niepokoje, poczucie krzywdy, smutki czy wręcz rozpacz są objawami istniejących w nas głębokich ran emocjonalnych. Samo jednak odkrywanie naszych ran oraz ich źródeł, nie zmniejsza poczucia bólu i cierpienia. Wpatrywanie się w nie, rozważanie ich powiększa jedynie zgorzknienie, odczucie beznadziejności i upokorzenia. Co możemy zrobić z naszymi ranami? Jak zaradzić, aby nie powodowały one w nas jakiejś wewnętrznej destrukcji: zamykania się w sobie, buntu wobec Boga i Jego woli, agresywnego nastawienia do innych? Na te pytania ostatecznie może nam odpowiedzieć tylko Krzyż Jezusa Chrystusa. Panie Jezu, Ty byłeś głęboko zraniony przez ludzi. Ty jesteś w stanie zrozumieć moje cierpienie, które obecnie odczuwam. Mój krzyż jest niczym w porównaniu z Twoim. Proszę, ulecz je, zabierz ciężar, którego już nie jestem w stanie dźwigać lub daj mi siłę aby go nieść jeśli jest taka Twój wola.


Sobota 24 marca

 

 "…lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niż miał zginąć cały naród."

 

Kajfasz nie rozumiał, co mówił wypowiadając te słowa. Ważne jednak, byśmy my to zrozumieli. Śmierć Jezusa ma znaczenie także dla mnie i dla Ciebie. Pamiętaj o tym… Kogo widzę w Jezusie? Jakimi oczyma  patrzę na Jego śmierć na Krzyżu? Skazano na śmierć Syna Bożego, który z miłości dla nas opuścił niebo, aby oddać życie w okrutnych cierpieniach i otworzyć nam drogę do Królestwa Bożego. Czy śmierć Jezusa Chrystusa była potrzebna? Czy Bóg Wszechmogący nie mógł znaleźć lepszego sposobu na zbawienie ludzkości…? Faktycznie znajdujemy się w stanie duchowej śmierci, czyli oddzielenia od Stwórcy. Dlaczego? Z powodu naszej grzeszności, która przejawia się w naszych myślach, słowach, czynach. Jednak „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”(J 3:16). Chrystus musiał umrzeć, gdyż tylko On był bezgrzeszny i mógł całkowicie zapłacić za grzechy wszystkich ludzi - również Twoje. Czy Chrystus stanie się dla Ciebie tym, kim być powinien - osobistym Zbawicielem i Panem? Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto oddaje życie za drugiego człowieka. Jezus oddał je za ciebie, a więc cię kocha. Pamiętaj o tym!


Piątek 23 marca

 

„Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za które z tych czynów chcecie mnie ukamienować?” 

 

Jezus nauczał, uzdrawiał, przebaczał, uwielbiał Boga, dbał o ubogich i szedł do potrzebujących. Teraz ci ludzie potępiają Go, szemrzą przeciw Niemu. Otacza go terror. Nawet ci, których uważał za przyjaciół teraz czyhają na jego potknięcie. Stoi więc przed nimi i żąda wyjaśnienia, za który z tych czynów chcą Go ukamienować. Jak łatwo wziąć kamień i rzucić, naprawdę łatwo…Tłum nie myśli. Podpadniesz, uważaj, bo dostaniesz…Czy zdarzyło ci się kiedyś „oberwać za niewinność”? Może za dobre serce, które komuś okazałeś dostałeś „zapłatę” w postaci zła, wykorzystania. Zdarzyło ci się, że osoby, które uważałeś za przyjaciół wystąpiły przeciw tobie, choć ty tyle dobrego dla nich zrobiłeś? Jak się wtedy czułeś? Oszukany, wykorzystany, czułeś chęć odwetu, zadawałeś sobie pytania „dlaczego”? Dzieje się tak, bo ten świat nie lubi ludzi odmiennych. Jesteśmy „akceptowani”, jeśli bezproblemowo „wtapiamy” się w otoczenie. Każdy, kto „odstaje", bywa często nieakceptowany. Nie ominęło to nawet Jezusa. Jednocześnie świat bardzo potrzebuje ludzi wyróżniających się swoją dobrocią. Każdy człowiek, który wyróżnia się z tłumu, bo jest „dobry” i wytrwa przy swoim, nie zniechęci się, zaczyna bardzo przyciągać innych. Nie poddawaj się w byciu dobrym, nie rezygnuj. Proś Jezusa o siłę, bo kto jak nie On bardziej cię zrozumie. Panie Jezu pozwól mi być dobrym mimo braku wdzięczności, mimo odrzucenia i niezrozumienia. Naucz mnie również wyznaczać osobiste granice, aby nie dać się wykorzystywać innym. 



Czwartek 22 marca

„Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki…”

Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie mówił o tej śmierci, którą lekarze nazywają zgonem, ale o śmierci naprawdę strasznej, która polega na nieobecności Boga w człowieku. Jakie masz podejście do życia wiecznego? Czy idziesz za Bogiem po to, aby doświadczyć życia wiecznego, czy aby mieć ulgę w życiu doczesnym? Paradoksalnie, gdy idąc za Jezusem skupiamy się na życiu wiecznym wtedy przemienia się nasze ziemskie życie. I na odwrót: gdy idąc za Jezusem skupiamy się wyłącznie na wymiarze ziemskim, prosząc Go jedynie o poratowanie nas tu na ziemi, wtedy umyka nam życie wieczne. Pamiętajmy, że życie wieczne już w nas od chwili chrztu. Nasze troski mają być skupione na tym, aby zachować naukę Jezusa. Aby nasze codzienne życie i wybory były chrześcijańskie. Aby Jezus był fundamentem naszego życia. Mamy troszczyć się o to, aby iść za Jezusem. Wtedy On zajmie się resztą, nawet najtrudniejszymi, ziemskimi sprawami. Prośmy Ducha Świętego o prowadzenie nas do jak najgłębszego przeżywania ostatniego okresu Wielkiego Postu, by móc przyjmować obiecane przez Jezusa życie wieczne.