<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Piątek 21 lipca

"Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary (...)"


Od każdego z nas Bóg oczekuje miłosierdzia względem drugiego człowieka. Lubimy to uczucie, kiedy spełniamy swoje obowiązki na medal, jesteśmy dokładni w przestrzeganiu prawa, składamy regularnie daninę i dzięki takim straniom czujemy się lepsi. Taka "dyscyplina" względem siebie jest OK, pod warunkiem, że nie jest źródłem pychy i nie przesłania nam człowieka. Bo czasem wrzucamy monetę do puszki bezdomnego i obrastamy w dumę, że spełniliśmy chrześcijański obowiązek i przez tą zasłonę z dumy nie dostrzegamy, że ten siedzący na chodniku człowiek potrzebuje spojrzenia z miłością, jakiegoś naszego słowa. Albo sprzątamy cały dom tak, że lśni jak diament i dobrze wypadniemy przed gośćmi , a w tym pięknym domu nie ma choć jednej godziny na herbatę i rozmowę ze starą, chorą babcią, która spędza całe dnie sama w swoim pokoju. Jezus pragnie, byśmy go szukali i spotykali w innych ludziach. By prawo, jakie nam daje, pomagało nam kształtować siebie w ramach prawdziwych wartości, ale nie przesłaniało drugiego człowieka. Panie, ucz nas ciągle na nowo kochać i przebaczać innym, ale też sobie. Ty, który wciąż nas podnosisz, bądź uwielbiony w Twoim nieskończonym miłosierdziu.


Czwartek 20 lipca

"Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych."


W codzienności, czasem w obowiązkach, czasem w relacjach, przytłaczają nas różne trudności. Problem w dojściu do porozumienia ze współpracownikiem, choroba, praca, której nie lubimy, ale zapewnia utrzymanie rodzinie, niespełnione marzenia, ból straty, trudna przeszłość, niepewna przyszłość... wiele trosk nosimy na swoich barkach. Jezus zachęca, by wziąć swój krzyż i pójść za Nim. On chce to wszystko nieść razem z nami, chce nas przeprowadzić przez te trudności. Zamiast narzekania proponuje pokorę, w której znajdziemy pokój serca. Powierzając wszystko Jezusowi, idzie się łatwiej. Kiedy oddajemy nasze życie Temu, który wie, co dla nas najlepsze, to nie mamy się o co martwić. Czemu więc tak często liczymy tylko na własne siły, myślimy, że musimy wziąć sprawy w swoje ręce? A gdyby tak każdy dzień zaczynać od zawierzenia go Jezusowi? Panie, otocz nas swoją Miłością, która usuwa lęk. Błogosław nam we wszystkich trudnościach, z jakimi przychodzi nam się mierzyć. We wszystkim bądź uwielbiony Panie.


Środa 19 lipca

"Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi (...) gdyż takie było Twoje upodobanie."


Wszystkiemu, co zaistniało w naszym życiu, towarzyszyła wola Boga. Czasem były to rzeczy złe, ale Bóg dopuścił je w jakimś celu, bo On ze wszystkiego potrafi wydobyć dobro. "Nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie" - niezależnie od sytuacji w jakiej się znajdujemy, mamy wielbić Bogu, bo właśnie w tym wyraża się nasza ufność Jemu, wiara w to, że nie zatoniemy, mimo ogromnych fal wokół nas. Bywa nam trudno, nie wiemy co robić... pytajmy Boga, prośmy o wskazówki. Ale nie przestawajmy wierzyć, że wszytko co dzieje się w naszym zyciu okryte jest Bożą opatrznością. Panie, wypełnij nas dającym pokój serca głębokim przekonaniem, że czuwasz nad nami nieustannie. Pomóż nam z ufnością trwać przy Tobie, zwłaszcza w najtrudniejszych chwilach. W Twoim planie na życie każdego z nas, bądź uwielbiony Panie.


Wtorek 18 lipca

 

„Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły.”

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus dostrzega, że w niektórych miejscowościach Jego głoszenie i działalność nie zaowocowały. Jego słowo padło na nieurodzajną glebę, gdyż Ci ludzie słuchali, ale nie wprowadzali to w życie. Postawmy sobie pytanie: jak jest z nami? Na ile, to co usłyszymy i przeczytamy w Piśmie Świętym wprowadzamy w życie? Kiedy Jezus mówi o jakimś mieście stańmy w prawdzie i pomyślmy o sobie, o swojej duszy i w miejsce nazwy tego miasta wstawmy swoje imię. Zastanówmy się też, czy mamy zawsze, w duszy tę wrażliwość na małe i większe dary i z wdzięcznością wielbimy Pana? Przecież mamy ogromną łaskę, że możemy każdego dnia doświadczać zbawczej mocy Jezusa w Eucharystii, w Słowie Bożym, może również karmić się Jego Ciałem. Mamy Sakramenty Święte. Codzienna rozmowa z Chrystusem jest pokarmem dla duszy i jest nawet bardziej niezbędna niż posiłek dla ciała. Jezus nawołuje do poważnego podejścia do Jego nauki i dzieł, gdyż chodzi o nasze zbawienie. Drażni Jego obojętność osób słuchających Go i zapominających co usłyszeli. Chrystus potępia nie wierność. Starajmy się, by nasze życie było świadectwem wierności Bogu. Jezu, dziękujemy Ci, za wszystko co czynisz w naszym życiu. Daj nam niczym niezamącone serca, abyśmy widzieli i doceniali każdy Twój gest Miłości. Prowadź nas!


Poniedziałek 17 lipca

 

„Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

 

Krzyż jest źródłem zbawienia i darem nieskończonej bezinteresownej Miłości Boga. Codzienna rezygnacja z kolejnych sfer swego ja, jest braniem krzyża i pójściem za Chrystusem. Tylko w Bogu odnajdujemy prawdziwe życie, przezwyciężamy grzech i słabości. Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Panu! On daje to, co jest najlepsze! Pójście za Jezusem, wiąże się z przyjęciem Jego nauki, która wymaga, zobowiązuje, ale tylko ona daje szczęście, wolność i prawdziwy pokój. Jeśli więc ludzie nas przyjmują, to tym samym przyjmują też Chrystusa, który nas posyła. Człowiek który przyjmuje z dobrocią, szczerością serca drugiego człowieka, otrzymuje nieskończenie więcej, bowiem przychodzi do niego sam Bóg! Patrząc na drugiego człowieka właśnie w ten sposób, możemy doświadczyć daru spotkania, przyjęcia Pana i Jego błogosławieństwa! To jest nasza nagroda! Jezu, bądź uwielbiony w naszym życiu! Daj nam łaskę zawierzenie Tobie do końca. Niech tym co nas łączy, będzie Twoja zbawcza Miłość, przelana na Krzyżu.

 

Niedziela 16 lipca

„Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. (…) On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano.”


Jeśli chcemy być uczniami Jezusa, żyć jak Jezus i głosić Go innym ludziom, musimy… wyjść z domu. Wyskoczyć ze swojej strefy komfortu i spróbować wejść tam, gdzie niekoniecznie wchodzić chcemy, gdzie wejść trudno. Jeśli mamy swoje miejsce modlitwy, w którym zaczynamy i kończymy dzień, to bardzo dobrze. Ale nasza modlitwa nie może się kończyć wraz ze słowem ‘amen’. Wiara to nie teoria, ale czyny. „Błogosławieni miłosierni”, nie ci, którzy znają na pamięć cały pacierz. Oczywiście w znajomości modlitw nie ma nic złego, wręcz przeciwnie, ale najważniejsze, byśmy potrafili je nie tylko odmawiać, ale kierować się nimi w życiu. Jest tylu ludzi, którzy szukają Jezusa, którzy Go jeszcze nie spotkali… Naszym zadaniem jest zanieść Jego słowo tym ludziom. Mamy głosić na dachach to, co Duch Święty szepce nam do ucha, mamy kochać drugiego człowieka. Może czasem wydaje nam się, że to dość oklepany zwrot „kochaj bliźniego”, może zadajemy sobie pytanie: Co to znaczy kochać bliźniego, skoro bliźni to każdy obcy spotykany człowiek, jak mam kochać wszystkich? Jak kochać? Wystarczy, jeśli zaczniemy od uśmiechu. Tak tak, to też może brzmi dość banalnie. Ale spróbujmy - nie od jutra, ale od dzisiaj – uśmiechnąć się do każdego człowieka, którego mijamy. Może kogoś z klatki obok kojarzymy tylko z widzenia i zwyczajnie nas denerwuje, bo notorycznie zajmuje nasze ulubione miejsce na parkingu. Uśmiechnijmy się do niego - od tego naszego pierwszego uśmiechu Bóg może rozpocząć przyjaźń życia. Uśmiechnijmy się do koleżanki z pracy, z którą prawie nie rozmawiamy. Może ona potrzebuje się wygadać z jakiegoś problemu, a może nie ma z kim się wybrać na babskie zakupy? OTWÓRZMY SWOJE SERCA DLA INNYCH. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi jednego Boga. Nie bójmy się siebie nawzajem. Panie, który nas jednoczysz, bądź uwielbiony we wspólnocie Kościoła. 

Sobota 15 lipca

„Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.


Tak często boimy się o nasze jutro. Bo nie dajemy sobie rady z ciągle powracającym grzechem, bo czujemy się mało zaradni, bo czekamy na wyniki badań, bo dowiedzieliśmy się o zdradzie bliskiej osoby, bo lata mijają a my nadal nie wiemy co chcemy w życiu robić, bo mąż stracił pracę. By drżeć o naszą przyszłość, powodów mamy wiele. Ale mamy też jeden, by się jej nie lękać. Jeden, która przebija wszystkie inne. Powodem, dla którego powinniśmy odrzucić strach, jest fakt, że naszym Ojcem jest Bóg. Bóg, który może wszystko, przebacza nam nasze słabości i bardzo, bardzo nas kocha. Tato, wypełnij nas Twoją miłością i opieką, byśmy czuli Twoją dającą poczucie bezpieczeństwa obecność, na każdej drodze, w którą się udamy. Panie, kieruj nasze wszystkie myśli ku Tobie. 


Piątek 14 lipca

„Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! (…) Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”


Jezus mówi nam, że jako Jego uczniowie posłani do głoszenia Dobrej Nowiny drugiemu człowiekowi, mamy być nieskazitelni – zimni, albo gorący, ale jednocześnie mamy zachować roztropność. Spotykamy na swojej drodze różnych ludzi: dobrej i złej woli, o innych niż nasze poglądach i upodobaniach. Ktoś, kto nie zna Boga, raczej nie się Nim nie zachwyci poprzez to, że ktoś zacznie mu narzucać swoje racje. Ktoś, kto nie zna Boga, potrzebuje zobaczyć obraz Bożej miłości, bezwarunkowej, obejmującej każdego, niezależnie od tego, w jakim momencie życia i sytuacji człowiek się znajduje. I właśnie my mamy być dla innych obrazem życia w pełnej miłości relacji z Bogiem. To bardzo trudne trwać w takiej pokorze – bo miłość wymaga pokory. Niełatwo jest pokazującemu nam środkowy palec kierowcy odpowiedzieć uśmiechem, albo czepiającej się o każdy drobiazg koleżance z pracy nie wytknąć w równie uszczypliwy sposób jej zachowania. Niełatwo jest „zło dobrem zwyciężać”. Ale… „kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” – mówi Pan. Tego mamy się trzymać. Fakt – łatwo nie jest. Ale na drodze do rzeczy wielkich zawsze są przeszkody. Panie, idź z nami wszędzie tam, gdzie nas posyłasz. Pomagaj nam, napełniaj Twoim świętym Duchem, abyśmy głosili nie siebie, ale Ciebie Jezu. Niech w każdym naszym słowie kierowanym do drugiego człowieka Bóg będzie uwielbiony.


Czwartek 13 lipca

„ Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!”


Ile razy, gdy ktoś nas prosi o przysługę, albo gdy widzimy potrzebującą osobę, to zamiast w odruchu serca pomóc, zaczynamy kalkulować, czy ktoś zasługuje na naszą pomoc, czy nam się to opłaca, czy będziemy coś z tego mieć. Tym samym łamiemy prawo miłości, które zakłada bezinteresowność. Gdyby Jezus zaczął się zastanawiać pod krzyżem, czy zasłużyliśmy na Jego ofiarę, to, krótko mówiąc – byłoby po nas. Robimy straszne głupoty, włazimy w grzech i beznadzieję, logicznie myśląc - nie opłaca się stawać murem za kimś, kto tak się zachowuje. Sęk w tym, że tu nie o logikę chodzi, ale o miłość. A w miłości nie ma kalkulacji, ale dawanie z siebie. Jak mówił  Jan Paweł II: „Bogaty jest nie ten, kto posiada, ale ten, kto daje”. Wszystko, co mamy, dostaliśmy, więc dzielmy się z innymi. Dobrym słowem – darem z serca, ale też materialnie. Wiara nie zawiera się tylko w słowach, ale przede wszystkim w czynach. Dlatego „stąpajmy twardo po Ziemi, ale z głową w chmurach” – tzn. myślmy o Bogu i działajmy dla Boga, ale pamiętajmy, że bezdomny człowiek może bardziej potrzebuje ciepłego posiłku, niż teologicznego wykładu. Dzielenie się tym, co mamy, pomnaża dobro. Ucz nas Panie pokory i oddania drugiemu człowiekowi, byśmy potrafili dzielić się Twoimi darami z bliźnimi. Zabierz od nas Boże przywiązania do materialnych rzeczy i pokazuj prawdziwe wartości oraz daj nam łaskę wdzięczności za to, czym nas w swojej hojności obdarzasz,
„(…) bo to wszystko Twoje, cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje”. 


Środa 12 lipca

„Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo Niebieskie.”


Nie raz pozwalamy, by naszym życiem kierował strach. Kiedy tracimy Boga z pola widzenia i patrzymy na życie po ludzku, licząc na swoje możliwości, obraz przed naszymi oczami zaczyna się rozmywać. Pojawia się lęk przed przyszłością. Czy znajdę pracę? Czy się ożenię? Czy będę potrafił prowadzić własną firmę? Czy będę dobrą matką i żoną? Miliony pytań tworzą dla nas jedną wielką niewiadomą, aż zmartwienia zaczynają nas przygniatać. Co robić…? Zacznijmy służyć, być dla drugiego człowieka. Zamiast oddawać ster troskom, zanurzmy się w ufności Bogu, który przecież ma wszystko pod kontrolą. Zajmijmy się tym, co najważniejsze – idźmy do tych, którzy się pogubili, głośmy im, że Pan jest blisko. Takich ludzi mamy wokół siebie, na wyciągnięcie ręki. Każdy z nas się czasem gubi, każdy z nas potrzebuje Boga, więc i każdemu trzeba o Bogu mówić. A jeśli my zajmiemy się służeniem Bogu, On zajmie się naszymi sprawami. Ilekroć oddajemy (czasem nawet wydaje nam się, że marnujemy) czas dla Boga, On nam to po stokroć wynagradza. Kiedy zaufamy Bogu i zamiast się bać o przyszłość, czynimy dobro tam, gdzie możemy, nasze sprawy zaczynają się układać, problemy rozwiązywać. Bóg działa na różne sposoby: przez drugiego człowieka, przez pomyślny bieg wydarzeń, przez opóźniony pociąg albo promocyjną zniżkę w sklepie, kiedy akurat zabrakło nam pieniędzy. Panie Jezu, przymnóż nam odwagi, byśmy każdy dzień swojego życia zawierzali Tobie, byśmy w każdej sytuacji na pierwszym miejscu stawiali Ciebie. Na chwałę Boga, idźmy i głośmy: bliskie już jest Królestwo Niebieskie. 


Wtorek 11 lipca

„(…) I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy.”

Czy my jesteśmy w stanie w każdej chwili opuścić swoje obecne życie w imię Jezusa? Niekoniecznie. Rezygnacja z własnej rodziny, pracy czy ulubionego zajęcia jest tym, co trudno nam zostawić. Ta doczesność jest dla nas tak ważna, że w codzienności umyka nam gdzieś myślenie o Niebie, o życiu wiecznym, o tym, że Ojciec przygotował dla nas miejsce w swoim Domu, a my cały czas jesteśmy w drodze do Niego. Tylko czy aby z niej nie zbaczamy w imię tego, co tu i teraz…? Niech każdy z nas zada sobie pytanie: co dzisiaj jest tym, co mnie trzyma na uwięzi, co nie pozwala mi w pełni oddać się Bogu, co nie pozwala mi pójść za Nim? Do czego jestem przywiązana/y za bardzo, co wcale nie przybliża mnie do Nieba? Jezus tyle razy zapewnia nas o mocy Jego obietnicy. Ufajmy. Bóg nie zabiera nic nigdy człowiekowi , by zostawić go z niczym. Pan ma plan na życie dla każdego z nas, naprawdę nie musimy pisać swojego, opartego na naszych siłach, tylko nasze nam nie wystarczą. Wsłuchujmy się w Jezusa, pytajmy Go co mamy robić, co zostawić za sobą, dokąd iść. Panie Jezu, prowadź nas i dodawaj Twojej siły do kroczenia za Tobą, drogą Twoich przykazań, byśmy nie zgubili się w drodze do Ciebie, ale dotarli do Domu Ojca.  


Poniedziałek 10 lipca

 

„…podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła.”

Czasem, kiedy przez grzech i różne życiowe zawirowania oddalimy się od Boga, wydaje nam się, że nie jesteśmy godni przebywania w Jego obecności. I jest to prawda- jesteśmy tak grzeszni, że nie jesteśmy godni, aby Pan do nas przychodził. Ale właśnie w tej naszej niemocy i braku godności Bóg ukazuje nam swoje miłosierdzie i wzywa, aby do Niego przychodzić. Wzywa nas wszystkich - utrudzonych, grzesznych, małych, bezsilnych, pogubionych. Takich, jacy jesteśmy w tej chwili, Pan wzywa do siebie, do zaufania Mu. Nawet, jeśli przestaliśmy się modlić, dawno nas nie było na Mszy Świętej, nie wiemy jak się zabrać do Spowiedzi, zawołajmy „Panie Jezu, pomóż mi”. Choć my poprzez grzeszne życie  wytworzyliśmy granicę między nami a Bogiem, dla Boga nie ma żadnych granic. On i tak wie o nas wszystko, zna nas do szpiku kości i właśnie takich kocha bezgranicznie. Nawet w naszej beznadziei UFAJMY Bogu. Wiara ma niesamowitą moc. Przylgnijmy do Boga choćby myślą, módlmy się, nawet jeśli nam wydaje się, że to tylko mechanicznie wypowiadane słowa. Moc modlitwy może zdziałać cuda. Pan włożył w Twoje serce pragnienia, złożył Ci obietnicę wielkiej miłości, wszyscy znajomi zasypują portale społecznościowe zdjęciami ze ślubu, a Ty wciąż jesteś samotny? Ufaj Bogu i w Nim szukaj miłości, a każdej innej Ci doda, w odpowiednim czasie. Studia skończone, pracy nie ma, perspektywy wydają się marne…  a miało być tak pięknie. Będzie pięknie – proś Pana o pracę, On jest najlepszym pośrednikiem. „Ufaj, córko!” – mówi Pan. Córko, Synu, ufajmy naszemu Ojcu. On spełnia dane nam obietnice i przychodzi do każdego, kto Go szuka w swoim życiu. Niech we wszystkim Pan będzie uwielbiony. W naszych ranach i w naszym uzdrowieniu. W naszych pragnieniach i w ich wypełnieniu. W każdym naszym oddechu i na każdym kroku. Chwała Tobie Panie. 


Niedziela 9 lipca

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”

Jezus zaprasza do siebie wszystkich utrudzonych i obciążonych swoimi obowiązkami, wybraną drogą powołania, sytuacją w rodzinie i w sąsiedztwie, przygniecionych perspektywą spłacania rat kredytu, niewiadomą co przyniesie kolejny dzień. Do Niego możemy przynieść każdy problem, a właściwie nasze serca, która bardzo przeżywają to, co się dzieje w najbliższym otoczeniu. Zanim zaczniemy rozwiązywać nasze problemy, musimy zatankować nasze serca w Jego miłość, w Jego mądrość i siłę, by móc razem wchodzić w każde doświadczenie. Sami z siebie nie wiele możemy zdziałać. A jeśli nasza perspektywa oscyluje wokół własnego nosa, wtedy możemy szybko zakręcić się wokół siebie. Wziąć jarzmo oznacza dla każdego z nas budowanie więzi z Jezusem w codzienności, kiedy wstajemy i robimy zwyczajne czynności w sposób łagodny i z pokorą, wiedząc, że Jezus wspiera nas w naszej drodze. Kiedy razem z Nim spełniamy nasze obowiązki, a nade wszystko staramy się iść drogą przykazań, to stopniowo przemienia się nasze serce, bo już tak bardzo się nie lęka przyszłości, nie boi się przeciwności, ale już na początku za wszystko dziękuje Bogu Ojcu, bo On jest zawsze po naszej stronie i obdarza czułą miłością. Psalmista woła i zachęca nas: „Przeczuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma; nie dopuści nigdy, by miał się zachwiać sprawiedliwy.” ( Ps 55, 23). Niech ten nowy dzień w naszym życiu zacznie się od uwielbienia Pana w Jego wszechmocy i miłości, w planie na nasze życie, które jest w Jego rękach. Uwielbiamy Cię, Jezu, że jesteś naszym pokrzepieniem, naszą pomocą w słabości, naszą radością i nadzieją!


Sobota 8 lipca

„Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje.”

Nowość nauki i sposobu życia Jezusa jest na tyle fascynująca, co też dla niektórych trudna do przyjęcia i asymilowania. Patrząc na to z zewnątrz, bez odniesienia do osoby Jezusa, nie można byłoby przyjąć nowego stylu życia do starych zasad. To było groziło rozjechaniem się na skrzyżowaniu dróg. Człowiek jest w pełni szczęśliwy, kiedy jest zintegrowany w duszy i ma pokój serca wynikający z oddania się Bogu. To jest proces rozłożony na całe życie, niemniej kluczowym momentem – stania się nowym bukłakiem – jest osobiste spotkanie z Jezusem, który już zbawił każdego z nas. To w znacznej mierze początek drogi przemiany myślenia, odczuwania razem z Jezusem, a w końcu pogłębienie sensu praktyk religijnych, których celem jest pogłębienie zażyłości z Bogiem. Modlitwa zatem jest otwarciem się na nowe wino, na Bożą łaskę, która spływa na nas na miarę naszego otwarcia się na działanie Ducha Świętego. Przyjmując światło i moc od Boga możemy być wiarygodnymi świadkami Ewangelii w codziennym życiu. Będziemy wtedy promieniować radością, gdyż w sobie będziemy przechowywać ciągłe świeże doświadczenie Bożej miłości, jak młodego wina. Duchu Święty, wypełnij nas swoją obecnością, która niesie orzeźwienie dla znużonych, pokrzepienie dla słabych, radość dla smutnych! Maryjo, wypełniona łaską, Ty jesteś naszą Przyjaciółką, prowadź nas do Jezusa!


Piątek 7 lipca

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.”

Grzesznik nie ma nic na swoją obronę. On wie, że jest chory i potrzebuje lekarza. Sprawiedliwy zaś jest przekonany o swojej mocy i zasługach, dlatego nawet nie myśli o jakimś lekarzu, bo sam troszczy się o własne życie. Powołanie Mateusza oraz uczta Jezusa z grzesznikami pokazuje coś z tajemnicy Serca Jezusa i Jego miłosierdzia, które pochyla się nad biedą człowieka – jego serca. Jezus przychodzi do każdego z nas z ogromem miłosierdzia, bo sami z siebie nie wiele możemy dobrego uczynić, a z jaką łatwością przychodzi nam upadać i odwracać się od Boga. Grzech z jednej strony utrudnia relację z Bogiem, bo wybieramy coś, co jest przeciwne woli Bożej, a z drugiej strony to właśnie w sytuacji grzesznej spotykamy się z przebaczającym spojrzeniem Jezusa, który widzi w nas podobieństwo do Boga i uzdrawia nas z choroby duszy. Jezus pragnie miłosierdzia, a nie ofiary, to znaczy: On pragnie cały czas rozlewać strumienie miłosierdzia na nas, na nasze rodziny, przyjaciół, a także naszych wrogów. To jest powód większego szczęścia niż składane ofiary i dary. Miłosierdzie Boże czyni w nas swoje cuda! Uwielbiajmy dziś niepojęty przymiot Boży jakim jest Jego miłosierdzie!