<< Maj 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  9
14151618
212223
282930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 25 stycznia


„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony (…) jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić.”


Wiara jest naszą drogą do Nieba, a chrzest naszą ochroną tu, na Ziemi. Iść drogą wiary, to znaczy pytać Boga o zdanie nawet w najdrobniejszych sprawach, starać się Jemu zawierzać każdą naszą myśl, każde nasze działanie. Silna więź z Jezusem to nasza droga do zbawienia. W drodze do pracy, szkoły, przy zmywaniu naczyń, przy desce do prasowania – każde miejsce i działanie jest dobre, by jednoczyć się w nim z Bogiem. Jesteśmy silni mocą chrztu świętego, poprzez ten sakrament Duch Święty ogarnia i ochrania nas przed pogubieniem się, nawet, jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Słowa „jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić” możemy odnieść do grzechu - dla nas trucizną duchową jest grzech. Nawet, jeśli popadniemy w grzech, a wierzymy w miłosierdzie Boga oraz czerpiemy z pełni łask płynących z sakramentu Chrztu Świętego, ta „trucizna” nie będzie miała nad nami władzy, bo miłość Boga do nas jest od niej silniejsza. Jest to dla nas lekcją mówiącą, że po każdym upadku mamy się podnosić, bo jesteśmy dziećmi samego Króla, najwyższego Boga. Panie Jezu, bądź uwielbiony we wszystkich sakramentach, obdarz nas łaską pragnienia karmienia się nimi. Nie pozwól nam zejść z Twojej drogi, nie pozwól, byśmy zatruli się grzechem. W Twojej czystej miłości – bądź uwielbiony Panie! 


Środa 24 stycznia


„Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać.”


„Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus (…)”. Słowo Jezusa nie jest sezonowe, Pan nieustannie zasiewa Je w naszych sercach. Pęd tego świata, natłok wrażeń, trosk, lęków, obowiązków, mnóstwo pokus i chęć życia chwilą, to wszystko wpływa na „żyzność” nas samych. Bóg nieustannie do nas mówi, ale żeby usłyszeć – trzeba słuchać. Zasłanianie się wymówkami, jakoby zagłuszały nas ciernie, czy też gnębiła duchowa susza, nie mają racji bytu. Tak, jak trzeba włożyć trud pracy w uprawę pola, tak samo musimy czasem napracować się nad sobą, aby otrzymać plon – „trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. Zamiast szukać usprawiedliwień, szukajmy rozwiązań. Jezu, pomóż nam przygotować dobry grunt w naszym sercu pod Twoje Słowo. Pomóż nam przekopać twarde miejsca w nas, byśmy nie stali się nieczułą skałą. Chryste, zmiłuj się nad nami i Twoją łaską podlewaj każde natchnienie, które pochodzi od Ciebie, każdy gest miłości do drugiego człowieka. Panie Jezu, wypełniaj nas odwagą płynącą z Twojej miłości i kieruj ku Twojemu światłu, byśmy mogli w Tobie wzrastać. 

Wtorek 23 stycznia

 

"Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.

 

Wyobraźmy sobie taką sytuację: wiemy, że do naszej rodzinnej miejscowości, czy do pobliskiego miasta, przyjechał Pan Jezus. Idziemy tam, żeby spotkać się z Nim twarz w twarz, posłuchać Go, wyżalić się, podziękować… Idziemy pełni radości i nadziei na to spotkanie, zobaczył nas człowiek, który przyszedł z Jezusem i uprzedzając nas mówi: „Jezu, przyszli Twoi przyjaciele, Twoje dzieci. Jest Andrzej, Tomek, Ania, Paulina, Magda… idą też następni. Pragną się z Tobą spotkać, pragną Cię widzieć Panie”. A my, stojąc tuż tuż za ścianą, słyszymy odpowiedź Jezusa: „Moi przyjaciele? Moje dzieci? Wy jesteście moimi przyjaciółmi. To wy wypełniacie przykazanie miłości, wy wyrzekacie się samych siebie, swoich żądz i pragnień, szukając mojej woli, to wy poznajecie Mnie przez Moje Słowo, wy jesteście gorący, jesteście solą tego świata. To Wy jesteście moi. Jeśli ktoś przychodzi do mnie, ale jest wciąż pełen tylko siebie, a nie chce stać się Mną, nie spotka Mnie.” Co pomyślelibyśmy słysząc takie słowa? W jakim miejscu stoimy dzisiaj? Czy jesteśmy blisko Pana, rozmawiając z Jezusem, będąc Jego wiernymi przyjaciółmi? Czy może oddziela nas ściana, zza której słyszymy głos Pana, ale egoizm i opieranie się na własnych siłach i woli nie pozwala wyjść za nią, by rzeczywiście spotkać się z Jezusem, by zanurzyć się w Nim po czubek głowy? Przyjdź Jezu, przyjdź, skrusz w nas wszystkie mury, które oddzielają nas od Ciebie. Twoją łaską otwórz drzwi serc, które zatrzasnął brak zaufania i wiara we własne siły zamiast w Twoje. Przyjdź Jezu i odnów nas, złącz w jedno Twoją miłością, przygarnij w swoje bezpieczne ramiona, byśmy mogli należeć tylko do Ciebie.


Poniedziałek 22 stycznia

„Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać.”


Czasem nie możemy ruszyć z miejsca. Staramy się coś osiągnąć, zmienić swoje życie, wejść w nową relację z drugim człowiekiem, ale ilekroć się za to zabieramy, nasze plany palą na panewce. Pytamy Boga: dlaczego? Co ze mną jest nie tak? A słowa dzisiejszej Ewangelii podpowiadają nam, że dobrym sposobem na ruszenie z miejsca, na wypłynięcie na głębię, jest uprzednie uporządkowanie swojego serca, swojego wewnętrznego królestwa. Jeżeli bez przepracowania trudnej przeszłości, problemów, z którymi się borykamy, grzechu, który wciąż wraca, będziemy próbowali iść dalej, to wszystko będzie się za nami ciągnęło jak przysłowiowa kula u nogi, to będzie zmaganie z niewidzialnym przeciwnikiem. Będzie jak stara, twarda skorupa, która nie pozwala wyjść i rozłożyć skrzydeł do lotu. Takie królestwo, pełne narastającego bałaganu i blokad, "nie może się ostać". Potrzeba nam nieustannej pracy nad sobą. Jan Paweł II mówił: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od Was nie wymagali”. Właśnie tego nam potrzeba, aby nasze królestwo dobrze funkcjonowało, abyśmy mogli w nim wzrastać, żyć w pełni. Przytulny jest dom, w którym na parapetach stoją piękne kwiaty, z piekarnika wydobywa się zapach gorącego jeszcze ciasta, w kominku pali się ogień, cicho, w tle, gra spokojna, radosna muzyka… Do takiego domu chce się wracać, w takim domu chce się być. Tam jest bezpieczeństwo, pokój, miłość, tam rodzi się piękno. Takiego upiększania potrzebujemy i my. Dla nas takim dobrym „wyposażeniem” są sakramenty, Słowo Boże i dzielenie się Nim z drugim człowiekiem, a poprzez to wszystko – relacja z Jezusem. To Jego obecność w naszym życiu jest światłem, które prowadzi,  muzyką, która wypełnia nas radością i pokojem, ogniem, który rozpala serce. Panie Jezu, dzisiaj, na początku tygodnia, pomóż nam uporządkować nasze serca, nasze wewnętrzne królestwa. Poukładaj nam po Twojemu nasze sprawy, ulecz rany, urazy wypełnij przebaczeniem. Tchnij w nas Twoją obecność, wypełniaj nas Tobą. W królestwach naszych serc – bądź uwielbiony Panie. 


Niedziela 21 Stycznia

 

„…A natychmiast, porzuciwszy sieci poszli za Nim…”

 

Jezus zaprasza ciebie, abyś poszedł za nim, jak Apostołowie. Porzucić wszystko nie oznacza dosłownie zostawić dom, rodzinę, pracę. Może to być wezwanie do porzucenia obecnego stylu życia, jaki prowadzisz, obecnych przyzwyczajeń. Czerp z Ewangelii. Naśladuj  Jezusa. Zmieniaj to, co by Mu się nie podobało w twoim dotychczasowym życiu. Może będzie to zmiana sposobu, częstotliwości uczestnictwa we Mszy Świętej, częstsza spowiedź, życie w stanie łaski uświęcającej. Może większa wrażliwość na innych, na ich potrzeby, większa wyrozumiałość dla ludzkiej ułomności albo częstsza lektura Pisma Świętego. Święty Hieronim mówi „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Proś Ducha Świętego o mądrość, aby pokazał ci co należy zmienić w twoim życiu i jak to zrobić. Proś o łaskę pokory w wypełnianiu woli Bożej w twoim życiu. Panie wskaż mi drogę którą mam podążać, aby iść za Tobą.


Sobota 20 Stycznia

„…Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”…

Jezus oszalał z miłości do ciebie. Tak, On „odszedł od zmysłów” na punkcie człowieka, zwłaszcza tego najuboższego, najbardziej zagubionego, cierpiącego, grzesznego. Zanim jeszcze cię stworzył, znał już twoje imię. Wiedział, że będziesz jego najukochańszym dzieckiem. Bóg twoją twarz nosi w sobie. Wiesz, że On kocha cię zupełnie za darmo? Choćbyś nie wiem co zrobił, nie wiem jaką listę grzechów miał na swoim koncie, On nadal będzie Cię kochał. Umiłował, czyli zapragnął twojego szczęścia bardziej niż ty sam. Pokochał cię miłością bez granic, która nigdy się nie kończy. Płaci za nią najwyższą cenę i oddaje za nas życie na krzyżu. Może nareszcie On – Chrystus stanie się tym dla ciebie, kim ty jesteś dla Niego – miłością. Panie Jezu daj nam siły do takiego przeżywania życia, abyśmy miłowali Ciebie i bliźniego nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem. Spraw, bym kochał Cię jeszcze bardziej. Napełnij nasze serca taką miłością do Ciebie, jaką Ty masz dla nas.


Piątek 19 stycznia

 

„Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał…I ustanowił Dwunastu…

Czy wiesz, że Jezus mówi również do ciebie? Miłoszu, Grzegorzu, Aniu, Magdo… dołączcie do grona Dwunastu. Dziś wybieram ciebie. Myślisz: „Mnie? Nie jestem godzien. Panie postawiłeś na niewłaściwa osobę. Ja się nie nadaję…”.„Nie bój się!”- mówi Jezus. Zastanawiasz się, co masz zrobić, jak się zachowywać, jak mówić, jak postępować? Po prostu idź za Nim. Przestań liczyć zbytnio na swoje ludzkie siły i możliwości, a pozwól Jego Świętemu Duchowi działać w tobie i przez ciebie. Pozwól Jezusowi Chrystusowi być Panem twojego serca i życia. Przekaż Jemu pełnię władzy nad sobą, nad całym swoim życiem i nad każdą jego dziedziną. Jan Chrzciciel powiedział: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym.” (J. 3, 30). Chrystus mówi: „…uczcie się ode mnie…” (Mat.11, 29b). Jezus zapewnia nas, że w godzinie próby sam Duch Święty będzie wkładał w nasze usta właściwe słowa i uzdolni nas do działania. Panie Jezu proszę Cię, abym potrafił przyjąć zaproszenie do grona Twoich uczniów. Posyłaj Twojego Ducha, otwieraj moje zmysły na wszystkie Jego natchnienia, ożywiaj moją wiarę, dodawaj odwagi, abym mężnie i autentycznie potrafił zaświadczyć przed światem, że tylko Ty jesteś jedynym Bogiem i Panem.


Czwartek 18 stycznia

 

„…Wielu bowiem uzdrowił i dlatego wszyscy, którzy byli chorzy, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć…”

Czytając dzisiejszą Ewangelię widzimy, jak w czasie swej największej „popularności” Jezus przyciągał do siebie tłumy. Ludzie szukali różnych sposobów, by móc przynajmniej na chwilę Go dotknąć, być w jego pobliżu, słuchać Go, iść za Nim. On uzdrawiał, nauczał, brał w obronę słabych, chorych. To wszystko z miłości do człowieka. On nikogo nie lekceważy, nie odrzuca. Pojawia się pytanie: gdzie byli ci wszyscy ludzie, których Jezus uzdrowił w momencie, kiedy umierał na krzyżu, kiedy został wydany na śmierć? Świadków ostatnich dni Jezusa i Jego męki nie brakowało. W sumie mogło być to nawet kilkusetosobowe grono, lecz absolutną większość stanowili tzw. gapie, patrzący m.in. na akcję pojmania Jezusa, proces, drogę na Golgotę, umieranie. Dla nich los Chrystusa był obojętny. Poeta pisze „Kto właściwie wydał wyrok skazujący? To ja byłem twym sędzią! To ja w tłumie stałem i wołałem: „Ukrzyżuj!” (W. Bąk). Jezus opuszczony niemalże przez wszystkich, nawet przez swoich uczniów (nie licząc Jana), umiera praktycznie w samotności. Otoczony tłumem jak w trakcie nauczania, czy uzdrowień… Jednak ten tłum był już zupełnie inny, obcy, wrogi. Jaka jest nasza ludzka natura? Czy bez względu na okoliczności tak samo idziemy za Jezusem? Czy tylko wówczas, gdy przestajemy sobie radzić z własnym życiem? Łatwo nam jest iść za Nim, gdy coś na tym zyskujemy, gdy doświadczamy uzdrowienia, gdy wysłuchuje naszych próśb, gdy po ludzku „coś z tego mamy”. Jezus zna nas lepiej niż my sami siebie. Nie robi nam wyrzutów, nie odrzuca nas. Nie wytyka nam naszych błędów, nie punktuje ile razy się Jego wyparliśmy. Zawsze jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. On kocha nas nie za coś, ale mimo wszystko i zawsze będzie nas kochał. Nie zapominajmy o tym!

Środa 17 stycznia

 

„…Wtedy spojrzawszy na nich dookoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc…”

Czy Jezus się złościł? Czy odczuwał gniew? Czy dawał temu wyraz? Czy wyrażanie gniewu może się podobać Bogu? Przyjrzyjmy się dzisiejszej Ewangelii. Jezus spojrzał z gniewem na faryzeuszy, gdyż było im obojętne dobro cierpiącego człowieka. Dojrzały emocjonalnie człowiek nie może przejść obojętnie obok ludzi, którzy doznają krzywdy albo ją wyrządzają. Jeśli zaś doświadczają jej szczególnie dzieci, osoby chore czy bezbronne, rodzi się w nas smutek i poczucie sprzeciwu, gniew, wywołane przez naruszenie porządku miłości, który ustanowił Bóg. Taki gniew wynika wprost z miłości. Gniew odczuwamy także wtedy, gdy sami stajemy się ofiarami niesprawiedliwości, złego traktowania przez innych. Mamy prawo występować w obronie własnej godności i dobrego imienia, czego uczy nas Nauczyciel z Galilei. W Liście do Efezjan czytamy: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” (4, 26). Czyżby wobec tego gniew nie był grzechem? "Gniewajcie się"- tzn. mówcie sobie prawdę, nawet wtedy, gdy okazuje się trudna do przyjęcia. Słowa: "nie grzeszcie", to przestroga, by wymianie zdań nie towarzyszyła nienawiść, by każde słowo było powodowane troską i miłością. "Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce"- to znaczy nie noście w sercu urazy, nie pozwólcie, aby złość przerodziła się w nienawiść. Pomyśl w jakich  momentach swojego życia nie wyraziłeś złości/gniewu, choć sytuacja tego wymagała? Dlaczego? Zastanów się jak wyrazić swoja złość, gniew, sprzeciw spowodowany czyjąś postawą wobec nas lub innych, bez ranienia drugiej osoby. Spróbuj nazwać słowami, jak cię dotyka postępowanie tej osoby, a jednocześnie zrób to w taki sposób, aby nie ubliżać, nie poniżać, nie „odgrywać się”. Oceniaj postępowanie, nie osobę. Nazywaj emocje, które odczuwasz. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje, że wyrażanie emocji nie jest niczym złym. On sam nie daje się „ponieść emocjom”. Wyrażając je, ma jednocześnie nad nimi kontrolę. Gniew jest potężną energią. W zależności od sposobu wyrażania może być niszczący, grzeszny, bądź wręcz przeciwnie - może być dobry, chroniący nas samych przed destrukcyjną postawą innych. Zastanów się czy potrafisz w odpowiedni sposób wyrażać gniew, złość, sprzeciw? Czy może spychasz to uczucie do podświadomości, udając, że go nie ma, a ono cię niszczy od środka? Może czekasz, dusisz w sobie emocje, aż pewnego dnia „eksplodują” one z ciebie jak bomba, siejąc spustoszenie i zadziwienie wszystkich wokół? Może poprzez tłumienie emocji niszczysz samego siebie? Ważne jest kiedy i jak wyrażamy gniew. Nasz Pan bierze nas w obronę przed naszymi „krzywdzicielami”. Uczy nas jak się obchodzić z emocjami, które odczuwamy. Chce nas nauczyć, jak sami mamy bronić naszej godności, naszego wewnętrznego piękna. Jezus mówi: ”wyjdź na środek”, nie chowaj się, nie uciekaj. Pokazuje jak wyrażać uczucia, ale zaprasza do wcześniejszej refleksji kiedy i w jaki sposób to zrobić. Zanim wyrazisz swoje emocje, pomódl się o do Ducha Świętego o pomoc w doborze słów i sposobu ich wyrażenia. Panie Jezu, Ty zawsze stajesz w obronie słabszych i skrzywdzonych. Dałeś nam emocje, abyśmy dzięki nim mogli bronić siebie i innych. Pomóż nam je tak przeżywać, aby były dla nas błogosławieństwem, a nie dawały furtki szatanowi.


Wtorek 16 stycznia

 

 „Szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”

 

Co Jezus mówi do nas w dzisiejszej Ewangelii?  Gdy Jezus i Jego uczniowie przechodzili pośród zbóż, ci, prawdopodobnie z głodu zaczęli zrywać kłosy. Ponieważ był szabat (dzień odpoczynku), faryzeusze zwrócili Jezusowi uwagę. Jezus stając w obronie swoich uczniów przytoczył faryzeuszom historię Dawida ze Starego Testamentu. Dawid, uciekając przed Saulem, przyszedł do świątyni w Nob. Poprosił o pięć chlebów dla siebie i swoich kompanów, ponieważ byli oni głodni. Arcykapłan nie posiadał innego pożywienia jak tylko chleby pokładne. Było ich dwanaście. Kładziono je na stole akacjowym pokrytym szczerym złotem, który był ustawiony poza zasłoną miejsca najświętszego. Chleby były rodzajem ofiary złożonej Bogu. Zmieniano je raz w tygodniu. Stare stawały się wyłączną własnością kapłana i nikt inny nie mógł ich poza nim spożywać (Kpł 24,9). Mimo to, kiedy nastała taka życiowa potrzeba, kapłan, upewniwszy się, że osoby głodne są czystego serca (1 Sm 21,5-6), dał im święty pokarm. Faryzeusze słysząc słowa Jezusa nie potępiają ani Dawida, ani arcykapłana, mimo że z prawnego punktu widzenia wina ich była większa niż Apostołów. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje, że dobro człowieka jest dla niego na pierwszym miejscu. Pokazuje faryzeuszom brak obiektywizmu. Wskazuje, że Bóg nie chce zakładać nam kajdan. Chce, abyśmy żyli w wolności Dzieci Bożych. Prawo winno uwzględniać potrzeby i dobro człowieka. Zastanów się, czy nie jesteś zbyt radykalny w swoich poglądach? Czy jesteś obiektywny w ocenie sytuacji? Czy potrafisz dostrzec potrzeby drugiego człowieka, czy widzisz tylko zbiór zakazów i nakazów? Czy widząc bezduszne, nie liczące się z dobrem żywych ludzi podejście do prawa, umiesz stanąć po stronie słabszych? Czy masz świadomość tego, że "prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa"? Idąc o krok dalej... Jeśli jesteś pracodawcą, miej na względzie to, iż "praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy". Jeśli ktoś ma bałwochwalczy stosunek do swojego samochodu, domu, rzeczy materialnych, warto aby uświadomił sobie, że „przedmioty (dobra materialne) są dla człowieka, a nie człowiek dla nich". Zostaliśmy stworzeni dla Boga i dla Jego chwały. Bóg chce, abyś słuchał Jego i tylko Jego. Z miłości stworzył nas i dał nam Prawo dla naszego dobra. Jezus zawsze jest na pierwszym miejscu. Jest Panem wszystkich praw, jakie stanowi człowiek. Panie Jezu daj mi wrażliwość na potrzeby innych ludzi. Daj mi odwagę, abym umiał stanąć w obronie słabszych, skrzywdzonych. Daj mi mądrość, abym żył tak jak Ty tego pragniesz.


Poniedziałek 15 stycznia

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania…Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków…”

Jezus w dzisiejszej Ewangelii kilkakrotnie odnosi się do „nowego/młodego i starego”. Bynajmniej nie ma tutaj na myśli wieku. Mimo, że lat nam nie ubywa, to możemy być młodzi (odnowieni) duchowo. Być jak „młode wino”, „nowy materiał” w rękach Pana. Świetnie przekazuje to Psalm 103:„Odnawia się młodość twoja jak orła”. Co to oznacza dla nas? Jak mamy się „odmładzać”, kiedy nasz PESEL wskazuje na coś zupełnie innego. Jak mamy być jak „młode wino”, kiedy lata młodości mamy już za sobą, a trudne doświadczenia nie dają o sobie zapomnieć? Popatrzmy na orła. Legenda głosi, że w górach mieszka pewien gatunek orła, którego dziób, pazury i pióra rosną przez całe życie. Ptaki te żyją bardzo długo. Jednak po około 40 latach życia ich skrzydła są zbyt ciężkie, aby mogły latać, dzioby są zbyt zakrzywione, aby mogły spożywać pokarm. Przerośnięte pazury uniemożliwiają żywienie się i chwytanie zwierzyny. Gdy taki stan nastąpi, orzeł ma do wyboru: umrzeć, albo przejść bolesny proces odnowienia. Aby odrodzić się na nowo, orzeł znajduje miejsce w górach i w tym miejscu poddaje się odnowieniu: roztrzaskuje dziób o skały, wyrywa stare ciężkie pióra i wyłamuje sobie pazury. Przez jakiś czas jest bezbronny, nie może latać, nie może polować. Żywi się resztkami pozostawionymi przez inne orły lub zwierzęta. Jednak po pewnym czasie pazury, dziób i pióra na skrzydłach odrastają na nowo. Dzięki temu może on ponownie wzbić się w powietrze i polować. Jeśli ktoś obserwowałby takiego orła, odniósłby wrażenie, że ten ptak zwariował. Tak naprawdę to stały się w tym czasie dwie bardzo ważne rzeczy. Orzeł jest teraz zupełnie goły i choć wygląda jak marne kurczątko, to jednak pozbył się tego zakrzywionego dzioba i zbyt ciężkich starych piór. Odnieśmy ten opis do naszego życia. Przede wszyst­kim musimy pozbyć się starych schematów, przyzwyczajeń, powtarzanych grzechów. Często popełniamy błąd i uderzamy w inne orły, oskarżając je o to, że są przyczyną utraty w naszym życiu błogosławieństwa i radości. Nie oskarżaj innych, to domena złego ducha (oskarżyciela). Podejdź do ska­ły, którą jest Jezus Chrystus. Przyjdź do Niego taki, jaki jesteś. Uderzaj wówczas tak długo, aż pozostaniesz zupełnie nagi. Obnażysz się przed Bogiem i przyznasz, że pragniesz narodzić się na nowo. Radykalna kuracja jest początkiem Bożej odnowy. Jeżeli jesteś zestarzały duchowo, masz szansę jak orzeł zrzucić z siebie stare skrzydła, wyrzucić „stare bukłaki”, aby mocą Ducha Świętego odzyskać utraconą radość z obcowania z Jezusem. Panie pozwól mi cieszyć się Tobą jak Twoi uczniowie. Pozwól mi narodzić się na nowo, abym był jak „młode wino”, „nowy materiał” w Twoich rękach.


Niedziela 14 stycznia

„Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.”

Zdumiewa nas na początku wolność Jana Chrzciciela i jego dwóch uczniów. Jan wskazuje prostymi słowami na Jezusa: „Oto Baranek Boży.”, a dwaj uczniowie w wolności przechodzą do Jezusa. Jan nie broni im tego, gdyż zna swoją misję, a jest nią przygotowanie ludzi do spotkania z Jezusem. Czy myślałeś kiedyś o sobie, że możesz komuś wskazać kierunek, gdzie może znaleźć sens swojego życia? Czy nie próbujesz zatrzymać kogoś tylko dla siebie? Jan pokazał na Jezusa, a uczniowie zupełnie bez dywagowania poszli, by zapoznać się z samym Barankiem Bożym. Jak bardzo musiało w nich podziałać oblicze Jezusa, że z entuzjazmem poszli do Niego. „Gdzie mieszkasz?” – to pytanie nasuwa wpierw skojarzenie domu, tego ziemskiego, ale to pytanie wykracza poza sferę geografii miejsca, a bardziej dotyczy geografii serca Jezusa. A więc pytają: jak wygląda Twoje życie? Kim jesteś? Co głosisz? Czy przypominasz sobie ostatnie pytanie jakie zadałeś Jezusowi? Czego dotyczą twoje pytania na modlitwie? Ile w nich jest spraw tylko doczesnych, a ile dotyczą samego Jezusa? Mistrz z Nazaretu nie od razu odpowiada, ale zaprasza do przygody, do wyjścia poza swój obraz, by zobaczyć jak faktycznie Jezus mieszka – żyje. To zakłada ryzyko pozostawienia tego, co znane, co już wiem o Nim, by wejść na stałe do Jego mieszkania, w Jego sposób życia, w Jego pojemność serca. Jezus zaprasza dziś właśnie ciebie! W nowym roku możesz jeszcze raz, na nowo wybrać się za Jezusem, by zamieszkać z Nim pod jednym dachem, będąc bliżej siebie jeszcze bardziej niż w poprzednim roku, niż tydzień wcześniej. Bo z Jezusem nie ma granic w rozwoju własnego serca, umysłu i przestrzeni wolności. Życie z Jezusem jest pasjonujące, dlatego wzorem Andrzeja możesz być świadkiem wobec najbliższych i przyprowadzać ich do spotkania z Jezusem, by i oni zobaczyli skąd płynie twój entuzjazm i pokój serca. Świadectwo ma ogromną moc! Z pewnością wtedy ktoś może zadać ci pytanie: „Dlaczego żyjesz w taki sposób?”. I to będzie okazja dla ciebie, by wskazać na Baranka Bożego, tak jak to zrobił Jan. Jezu Chryste, Baranku Boży, pragnę na nowo wejść do Twojego mieszkania, zamieszkać w Twoim sercu, by całe moje życie było przeniknięte Twoją obecnością, abym nigdy nie odszedł od ogniska miłości, którą płonie Twoje serce. Pomóż mi, bym w codzienności świadczył o tym, jak wspaniałym jesteś Przyjacielem! Bądź uwielbiony mój Panie!


Sobota 13 stycznia

Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim.”

Papież Franciszek, który w swoim zawołaniu biskupim odwołał się do historii powołania Lewiego, powiedział kiedyś znamienne słowa: „Każdy święty ma przeszłość, każdy grzesznik – przyszłość.” Te słowa świetnie pasują do każdej historii powołania na ucznia Jezusa. Pan Jezus gdyby miał wybierać ludzi pod względem moralnej doskonałości, to by nie założył wspólnoty Kościoła, bo niby z kogo miały ją utworzyć i dla kogo? To jest wspaniała wiadomość dla każdego: kto jest pobrudzony po szyję grzechami jak i dla tych wiernych, którzy z całego serca walczą o czystość serca. Pan Jezus powołuje uczniów nie dlatego, że są wyjątkowi, ale że są kochanymi grzesznikami. Myśląc o sobie nie warto zatrzymywać wzroku na tym, co grzeszne, na każdym upadku, wadach, lecz trzeba podnieść wzrok na Tego, który jest w centrum stołu uczty. Dlaczego tak wielu chodziło za Jezusem? Czy On był takim celebrytą, który nie wymagał niczego od swojej publiczności? Nie. O zbyt wielką cenę tu chodzi, by zrezygnować z człowieka. Właśnie dlatego wielu chodziło za Jezusem, bo On patrzył na każdego w sposób wyjątkowy, ze wzruszeniem miłości. To spojrzenie, uśmiech, słowo Jezusa ma taką moc przyciągania, że nawet Lewi nie oparł się, by pozostać przy swoim dochodowym zawodzie. Czy już doświadczyłeś tego spotkania z Jezusem? Jak patrzysz na innych w kościele, jeśli wiesz, co się dzieje w ich domu i jak są nieraz pokręceni? Czy przyjmując Jezusa w komunii masz świadomość wspólnoty z innymi grzesznikami? Jezus tworzy nieidealną wspólnotę, byśmy wciąż na nowo uczyli się kochać, tak jak On nas pierwszy ukochał. Nieodwołalnie, mądrze, ofiarnie i pełnią uczuć – z całego serca. Duchu Święty, oczyść serce me, chcę lśnić pięknem świętości, którą dajesz przez więź miłości z Jezusem, którego pragnę przyjmować w Słowie Bożym, w Eucharystii i wspólnocie Kościoła. Prowadź mnie do radości bycia usprawiedliwionym – odkupionym – wezwanym do świadectwa!


Piątek 12 stycznia

„Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.”

Nie ma bardziej wymownego świadectwa człowieka jak słowo połączone z czynem, ze znakiem mocy. Tak się stało w historii z paralitykiem. Z jednej strony przyjaciele, może wspólnicy w handlu, w sąsiedztwie, dali słowo choremu, że zrobią wszystko, aby on wstał na nogi. Mieli w sobie dość zaparcia się siebie i zdecydowania, by przez czyjś dach spuścić przyjaciela do Jezusa. Zrobili wszystko, co mogli, a więc doprowadzili do spotkania z Jezusem, nawet o nic nie prosząc słowami. Wystarczyła ich wiara i determinacja. Z drugiej strony jest sam Jezus, który głosi słowo życia do wielu, a ten, który był sparaliżowany odbiera to słowo jako ostatnią deskę ratunku. Najpiękniejsze słowa Jezusa stają się uzdrowieniem człowieka, który nie miał w sobie żadnej mocy. W sensie duchowym, grzech zawładnął w nim na całego i pozostał unieruchomiony. Jednak to Jezus wydobywa go z największej niemocy zwracając się do niego najpierw: „Synu…”. Tak Jezus patrzy dziś na ciebie. On nazywa ludzi po imieniu, a więc dziś jest szansa dla ciebie, byś w sercu usłyszał czułe słowo Jezusa: „Synu/ Córko, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Nie potrzeba więcej tłumaczyć tych słów, bo serce odbiera je bezpośrednio, a w słowach odpuszczenia grzechów można odzyskać na nowo utracone podobieństwo do Syna Bożego. Do tego, aby wstać, chodzić, wybierać dobro, okazywać sobie i innym miłość, cieszyć się życiem potrzebne jest słowo Jezusa, dar odpuszczenia grzechów, które zatruwają życie nam i innym. Tylko Jezus daje ci nowe życie, takie o którym w głębi marzysz i pragniesz! Panie Jezu, udziel nam swojego Ducha, abyśmy żyli jak ukochane dzieci Ojca! Cokolwiek się wydarzy, Ty możesz to odnowić i uleczyć, abyśmy zawsze byli blisko Ciebie, jedynego Pana i Zbawiciela!


Czwartek 11 stycznia

 

„Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony!"

Zdumiewająca jest pokora trędowatego. Zaczyna swoją prośbę od „Jeśli chcesz,…”. Już ten pierwszy zwrot pokazuje wiarę chorego – wyrzuconego poza miasto człowieka, który spotkał się z kochającym Zbawicielem. Czy analizując swoje życie trędowaty w jednej sekundzie nie postawił wszystko na jedną kartę? Owszem, zrobił to, ale zostawił ostatnie słowo Jezusowi. Owo „jeśli chcesz” jest wskazówką i wyzwaniem dziś dla nas, bo zanim ułożymy listę życzeń do Boga, zanim będziemy prosić o zdrowie, o wyleczenie z ciężkiej choroby, o wybór studiów, kolejny kurs, o uzdrowienie relacji w rodzinie, czy będziemy w stanie paść przed Nim na kolana i powiedzieć w sercu: „Jeśli Panie chcesz, jeśli widzisz to, jako dobro dla mnie, dla najbliższych, możesz to spełnić.”? Cóż możemy zrobić, jeśli Pan wcześniej nam tego nie da? W postawie pokory, dziecięcej ufności uczymy się tego, że wszystko jest darem od Pana, a nie czymś, co nam się należy. Dlatego oddanie siebie Panu, bez poddawania mu scenariuszy na wysłuchanie naszej modlitwy porusza Jego serce, szybko wyciąga ku nam swoje ręce, dotyka tego, co słabe i oczyszcza z wszelkiego grzechu. Bóg odpowiada natychmiast, choć czasem my musimy poczekać, aż zobaczymy tę odpowiedź. Jezus nie traktuje ludzi seryjnie, ale na serio. Patrzy na to, co gra w twoim sercu i okazuje ci głębokie współczucie. Czy nie takich spotkań z Jezusem pragniesz z całego serca? Za każdym razem możesz doświadczać mocy Jezusa, kiedy padasz na kolana przed kapłanem wyznając swoje grzechy. Jezus podnosi cię wtedy z kolan i natychmiast puszcza w niepamięć wszystkie twoje grzechy, że możesz wracać zawsze odnowiony do swojego domu! Ewangelia spełnia się dziś w twoim życiu. Gdziekolwiek jesteś, Jezus idzie do ciebie, aby cię uzdrowić! Dziękuję Ci, Jezu, za wyciągnięta dłoń, za dotyk miłosierdzia, które odnawia struchlałe moje serce i ciało!