<< Lipiec 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      
  3  4  6  7
  91011
1617182021
2324252728
3031     

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Wtorek 6 marca

"Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?"

Ewangelia daje nam dziś prostą, ale bogatą lekcję o tym co robić, gdy nie wiadomo co robić. "Piotr podszedł do Jezusa i zapytał (...)". Tyle. Mając coś komuś do wybaczenia, kiedy wydaje nam się to ponad nasze siły, często zamiast iść z tym do wszechmogącego Boga, my szukamy pociechy u koleżanek w pracy, w internecie. Karmimy się opiniami innych, może dodatkowo popadając w obmowę, w zawiść, zamiast od razu pójść do Tego, który jest wzorem miłosiernej, przebaczającej miłości. Może akurat dziś ktoś z nas ma wrażenie, że od samego rana wszystko się wali, plan dnia runął już na starcie, a granica naszej cierpliwości lada chwila zostanie przekroczona. Może właśnie przyszedł mail od szefa, że po raz tysiąc dwudziesty czwarty mamy poprawić sprawozdanie. Może to dzień odbioru wyników badań, które powiedzą nam, że czas rozglądać się za peruką. A może po prostu lewa noga wygrała wyścig z łóżka do podłogi. Ale to, co z tym zrobimy, zależy od nas. Możemy wybiec trzaskając drzwiami, wyjść na papierosa, zadzwonić do kumpla i umówić się na zakrapiany wieczór dla oderwania się od tej szaczyzny i trudności. Albo też zrobić coś więcej... W odpowiedzi na to wszystko możemy zamknąć oczy i z pełnym oddaniem powiedzieć: "Jezu, oddaję Ci tą sytuację, Ty mnie przez to przeprowadź". W kazdym położeniu dziękujmy Bogu, bo nie mamy pojęcia jak piękne rzeczy Bóg może wyprowadzić z - według nas - beznadziejnych sytuacji. Jezu, kiedy utkwimy w martwym punkcie, prowadź nas ku Tobie. Nie pozwól nam błądzić w naszych pomysłach na rozwiązanie problemów, ale Ty bądź naszym światłem, naszą odpowiedzią, naszą Drogą. 



Poniedziałek 5 marca

"Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić."

Reakcja ludzi, którzy byli w synagodze i słuchali słów Jezusa, jest bardzo gwałtowna i może nas zastanawiać: jak można zachować się w ten sposób, skąd w tych ludziach tyle brutalności, gdzie szacunek wobec drugiego człowieka? Jednakże warto się zastanowić, czy nie o nas mówią słowa dzisiejszej Ewangelii. Jakie słowa Pana sprawiają, że aż podrywamy się z miejsca? Może słowa, w których Pan próbuje nam przekazać Jego pomysł na nasze życie, tylko nam wydaje się on zbyt trudny i odmienny od naszego, więc uciekamy pędząc nie wiadomo dokąd i nie wiadomo za czym...? Może próbuje nas przekonać, byśmy w końcu otworzyli swoje serce na przebaczenie. Co w naszym życiu sprawia, że mamy ochotę wyrzucić Jezusa z naszego życia, zepchnąć Go z urwiska? Może ukryty w sercu żal do Boga, gniew, niezrozumienie dlaczego stało się inaczej, niż tego chcieliśmy? "Nie tak widzi człowiek, jak widzi Bóg" - my nie musimy wszystkiego rozumieć. My mamy po prostu ufać Bogu. Wierzyć, że On wie najlepiej, co dla nas jest dobre. Jezus nie wchodzi w nasze życie na siłę... jest przykładem szacunku, który powinniśmy okazywać drugiemu człowiekowi, dając mu pełnię wolności w relacji z Bogiem. Powtarzając za św. Augustynem: "Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu". Pozwól nam Panie spocząć w Tobie, Twoją Świętą Krwią zmywaj z nas wszystko, co nas od Ciebie oddziela, co nie przynosi Tobie chwały. "Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami". 


Niedziela 4 marca

 

„Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie”

 

Obszar świątyni, to obszar twojego serca. Coś należy z niego wyrzucić, wypędzić w zdecydowany sposób. Nie wszystko co jest w twoim sercu podoba się Jezusowi. Serce jest miejscem, gdzie spotyka się spojrzenie człowieka ze spojrzeniem Boga. Pan chce w tobie mieszkać na stałe. W Jezusie jest żar, który sprawia, że Bóg posługuje się nawet biczem, aby zrobić w tobie porządek - oczyścić świątynię serca z brudu i uciszyć wewnętrzny gwar. Ile jest w tobie niewoli z powodu grzesznych nawyków, niestałości, chaosu, dążenia za tym co przyziemne, zagłuszania głosu Boga? Jezus pokazuje, że są takie chwile, kiedy nie zawaha się użyć bicza. W jakim stanie dziś jest nasza świątynia? Czy Jezus, gdybyśmy Go teraz  spotkali i nam powywracałby stoły, porozrzucał  monety ?

Sobota 3 marca

 

 „Moje dziecko, ty zawsze jesteś za mną i wszystko, co moje, do ciebie należy…”

 

Każda z postaci przypowieści symbolizuje pewną postawę. Ojciec to Bóg – miłosierny, przebaczający, zapominający o grzechach ludzi, jeśli tylko przyznają się oni do winy. Młodszy syn to człowiek grzeszny, popełniający błędy, marnujący dary Boga, odchodzący od Niego. Bóg szuka i Bóg czeka. Szuka, gdyż miłość nigdy nie zrezygnuje z tego, kogo kocha. Bóg wie, że żadne inne miłości nie są w stanie uszczęśliwić człowieka. Nie ma większej radości dla Boga Ojca niż powrót zagubionego człowieka. Spróbujcie znaleźć się w tej scenie, kiedy ojciec tuli syna, który był przecież umarły, a znów ożył, zagubił, a odnalazł się. Może sami odnajdziecie się w tej sytuacji. Którym synem jesteś? Spróbuj przyjść do Niego ze swoim zagubieniem, z czym sobie nie radzisz w życiu. Pozwól, by On cię z tym wszystkim przyjął. A co ze starszym synem? Tym, który nie opuścił ojca, który przy nim trwał. Czy na pewno był poszkodowany? Przecież wszystko co było ojca i tak należało do niego. Nie zapominaj o tym.

Piątek 2 marca

„Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce…”

 

Dzisiejsza Ewangelia mówi o Bogu Ojcu i jego ogromnej miłości do człowieka. Gospodarzem jest sam Bóg, który jest panem stworzenia, który nie ma nic wspólnego z ziemskimi posiadaczami majątków. Bóg nie jest chciwy, zazdrosny. On zrobi wszystko, aby człowieka nawet tego najbardziej grzesznego przywołać do siebie. Bóg bardzo pragnie, aby jego winnica przyniosła owoce w postaci miłości do Niego i miłości wzajemnej do innych ludzi. Posyła swego jedynego Syna, choć wie, że ludzie go ukrzyżują. Bóg wierzy w człowieka i nie przyjmuje do wiadomości, że człowiek może się od Niego definitywnie odłączyć. Bóg się nigdy nie narzuca, pozostawia człowiekowi wolność. „Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenia i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im, czego pragną.”(św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 1728).W jaki sposób Bóg cię napomina, karci i zachęca? Jak Go słuchasz? Kogo posyła do ciebie ze swoim słowem? Czy wsłuchujesz się w głos Boga?

Czwartek 1 marca

„Między nami a wami zionie ogromna przepaść…”

 

Ta ogromna przepaść, która zionie między rzeczywistością nieba i piekła daje się już poznać i odczuć w naszym ziemskim życiu. Kto stworzył przepaść miedzy niebem a piekłem…? Nie Bóg. Stworzył ją człowiek jeszcze za swego życia. Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie potępia bogactwa, ani ludzi zamożnych. Pokazuje do czego może doprowadzić niewłaściwa postawa i niewłaściwe podejście do dóbr materialnych. Bogacz wszystkie swoje środki wydawał po to, aby stać się lepszym od innych, bardziej w swoim mniemaniu wartościowym, oddalając się przez to od Boga i drugiego człowieka. Stworzył przez to przepaść nie do pokonania. Jezus pokazuje, że nasze życie to jedynie krótkie „pięć minut” w porównaniu z wiecznością. To w jaki sposób wykorzystamy ten czas tutaj na ziemi wpłynie na to, co będziemy mieli przez całą wieczność. Wiele osób na tym świecie jest podobnych do bogacza, a wielu również dzieli los Łazarza. Ci pierwsi to ludzie egoistyczni, zabiegający jedynie o własna wygodę, a ich szczęście często odbywa się kosztem innych. Ci drudzy to dzielący los Łazarza, pozostają w biedzie, niedostatku, w postawie „służących”, bądź tych którzy dostają jedynie resztki, których nikt już nie chce. Zastanów się czy dążąc do celu nie robisz tego kosztem innych? Czy nie budujesz własnej kariery zawodowej krzywdząc innych po drodze. Czy dzielisz się dobrami z ubogimi? Czy nie omijasz ludzi, którzy są biedni nie tylko na ciele, ale i na duchu? Bogacz rozpaczliwie prosił o upomnienie swoich braci. Usłyszał, że oni maja Pisma i swoich nauczycieli. Tak samo ty masz wystarczające możliwości do nawrócenia się i zmiany swojego życia. Zawalcz o życie wieczne już tutaj na ziemi. Panie, Ty znasz moje ułomne serce. Przemieniaj je na miłe Tobie. Pragnę być cały dla Ciebie, a przez to cały dla innych…

Środa 28 lutego

„On ją zapytał: czego pragniesz?”

Jezus dziś pyta Ciebie: czego pragniesz? Pomyśl i spróbuj wypowiedzieć swoje pragnienia. Każdy z nas ma jakieś marzenia, chciałby coś osiągnąć, czegoś doświadczyć, coś zrobić, rozwiązać jakiś problem…Pragniemy czegoś dla siebie lub dla innych. Pragnienia mają wiele wspólnego z wiarą. Nie wiemy, dokąd nas zaprowadzą. Nie wiadomo, czy uda się je spełnić. Trudno przewidzieć, na jakie natrafimy przeciwności. Wzywają nas do ufności. Bóg czasem wystawia nas na próbę, aby oczyścić nasze motywacje, aby wydobyć z nas pragnienia. Czyni to dla naszego dobra. Nie będzie spełniał naszych zachcianek. Chce, abyśmy wiedzieli, czego naprawdę pragniemy. Dlatego często może nam się wydawać, że nie odpowiada na nasze prośby. Nasze pragnienia wcale nie są po to, aby były spełniane w taki sposób jak my sobie tego życzymy! One są do oddawania Chrystusowi! Od Jezusa wcale nie słyszymy jakichś poleceń, dotyczących tego, czego mamy pragnąć! On nas pyta, patrząc nam prosto w oczy: „Czego pragniesz?” Nasze pragnienia to składanka wielu doświadczeń, przeżyć, historii naszego życia. Istotne jest tylko jedno, czy pragnienie oddajemy Bogu! Czy pozwalamy Jemu działać? Może się okazać, że to czego chcemy dziś i wydaje nam się niezwykle istotne- już za miesiąc czy rok będzie mało ważne, lub stwierdzimy, że tak naprawdę wcale tego już nie chcemy. Prośmy Ducha Świętego o uświęcenie naszych pragnień. Prośmy o wypełnienie Woli Bożej w naszym życiu. Wówczas mamy pewność, że spotka nas to, co Bóg dla nas przygotował. „To Bóg – jak powie św. Paweł – jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą”.

Wtorek 27 lutego

 

"Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, zeby się ludziom pokazać..."

 

Czy jesteś wolna/wolny od potrzeby przyjmowania pochwał, pochlebstw? Czy gdy ich brakuje nie tęsknisz za nimi? Czy twoim motywem działania, mówienia nie jest czasem chęć przypodobania się ludziom, tym którzy cię słuchają? Czy nie stawiasz siebie wyżej od innych, nie pragniesz zajmować wyższego miejsca niż w rzeczywistości zajmujesz? Jezus ostrzega nas przed złą intencją naszych czynów. Jeśli nawet robimy największe rzeczy dla innych, ale jedyną naszą motywacją jest pokazanie się, wybicie ponad innych, to taki czyn nie jest miły Panu. Lepiej zróbmy coś małego, ale z serca, a nie z pychy czy dumy. Nasza religijność nie jest na pokaz, nie chodzi by się ukrywać z dawaniem, czynieniem dobra, ale by oczyścić nasze intencje, by czynienie dobra wypływało z naszego serca. Być może jesteś czyimś przełożonym w pracy, rodzicem, nauczycielem. Czy za twoimi słowami idą również czyny? Czy Twoja postawa jest spójna z tym co przekazujesz i nakazujesz innym? Pomyśl czy nie jesteś jak uczeni w Piśmie i faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii. Pamiętaj: „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”(1 Kor 10,31)”.

Poniedziałek 26 lutego

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni…”

 Czy zostałaś kiedyś przez kogoś niesprawiedliwie osądzony lub sam masz tendencję, żeby być sędzią dla innych? Skąd się bierze w nas tendencja do osądzania i czym jest powodowana? Osądzanie ma swoje źródło w wewnętrznym lęku i bardzo niskiej samoocenie. Żeby nie dotknąć swoich trudnych uczuć, ludzie kierują uwagę na niedoskonałości innych osób. Robią tak, bo w środku czują się gorsi, nieadekwatni. Bardzo się boją, żeby prawda o nich samych nie wyszła na jaw. Osoba skłonna do osądzania innych często ma problem z samooceną. Poprzez osądzanie innych chwilowo zagłusza brak akceptacji siebie. Inną przyczyną oceniania ludzi jest zazdrość i zawiść. Jeśli ktoś ma tendencję do tych grzechów, może mu się wydawać, że nie jest w stanie osiągnąć lub mieć tego, co ma ktoś inny. Dlatego osądza, mówiąc, że jest to coś złego, bo dla niego nieosiągalnego i budzącego ogromna tęsknotę. Kolejną z przyczyn osądzania innych jest perfekcjonizm. Jest w istocie kontrolą, pod którą kryje się lęk. Perfekcjoniści są okrutni dla samych siebie, bo nieustannie siebie odrzucają. Dążą do doskonałości, której nigdy nie będą w stanie osiągnąć. Tacy sami są też dla innych. Dlatego osądzają. Sami nie poradzimy sobie z naszymi skłonnościami do grzechu, jakim jest chęć oceniania i osądzania. Musimy prosić Ducha Świętego, aby uzdrowił w nas te miejsca napełnione lękiem, skażone zazdrością i zawiścią, aby zabrał brak akceptacji siebie. Oddajmy to Panu, prośmy o uzdrowienie. Pamiętajmy, że wzajemne osądzanie jest największym wrogiem miłości. Zamyka nas na drugiego człowieka.Jezus w dzisiejszej Ewangelii zapewnia, że tak jak my czynimy komuś, tak i nam uczynią. On spojrzy na nas naszymi oczami tak, jak my patrzymy teraz na innych. Jeśli wzrok nasz jest pełen miłości, to i Bóg spojrzy na nas z miłością. Jeśli wzrok nasz będzie miłosierny, to i On tym miłosierdziem nas obdarzy. Jeśli natomiast będziemy surowi w ocenach, sądach i będziemy potępiać to i Bóg surowo podejdzie do naszego życia. Posłuży się przede wszystkim Boską sprawiedliwością. Dostajesz to, co rozdajesz. Zbierasz to, co siejesz. „Odmierzą bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.” Spróbuj już dziś zmienić swoją „miarę”. Uśmiechnij się do kogoś, zrób drobną przysługę, bądź wyrozumiały dla niedoskonałości innych Nie znasz historii ich życia i nie wiesz dlaczego są tacy jacy są. Tylko Bóg to wie, a On jest miłosierny!

Niedziela 25 lutego

„Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła.”

Każdy, kto wchodził na górę, wie jak bardzo opłaca się trud wejścia na szczyt, aby później oddychać innym powietrzem, podziwiać wspaniałe widoki pasm górskich i krajobrazu w dolinie. Przez samo wejście w górę człowiek przechodzi również tę wewnętrzną drogę do spotkania z żywym Bogiem obecnym w głębi serca. Tak jak kiedyś Jezus zabrał trzech swoich uczniów na Tabor, by tam przeżyli objawienie tego, Kim jest w rzeczywistości sam Zbawiciel, tak dziś Jezus zaprasza nas do Siebie, byśmy pośród trosk, problemów, słabości i grzechów, wznieśli oczy ku Temu, który jest samą Miłością. Jezus jest z nami każdego dnia jako najlepszy Przyjaciel. O tym wiemy, ale gdy zmagamy się z różnymi sprawami, w codziennej trosce o utrzymanie własne, rodziny, to jesteśmy skoncentrowani na tym, co przyziemne, co przemija. Dlatego tym bardziej potrzebujmy takiego czasu, w którym Jezus zaprowadzi nas na górę spotkania – szczególnego czasu łaski – abyśmy zaczęli bardziej słuchać Syna Bożego niż siebie. Pan Jezus pragnie nam się ukazać jako Pan chwały i piękna. Spójrzmy na Niego z zachwytem i radością, kiedy dziś będziemy przyjmować Jezusa w Komunii świętej. On jest ten sam, który objawił się uczniom na Taborze oraz na Golgocie. Co więcej, On zmartwychwstał i swoim sercem łączysz się z Panem życia. Cóż może Ci się stać złego, kiedy masz w sobie Zwycięzcę śmierci i grzechu? Dlaczego masz się zamartwiać o swoją przyszłość, skoro nosisz w sobie Dawcę Życia? Warto dziś wejść na tę górę Tabor, aby więcej czasu dać tylko dla Pana, by Go uwielbiać i wysławiać, bo kiedy oddajesz chwałę Jezusowi, to wtedy w tobie dokonuje się prawdziwe przemienienie – oddajesz władzę Jezusowi nad swoim życiem, by On przeprowadził cię przez wszystkie doliny, ciemności, zwątpienia i słabości do pełni świętości! Duchu Święty, otwórz nasze serca na nowe doświadczenie miłości Pana, byśmy stali się radosnymi świadkami Jezusa w naszej codzienności!


Sobota 24 lutego

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi…”

Wezwanie do modlitwy za nieprzyjaciół jest nader aktualne, gdy pomyślimy o tych sytuacjach zagrożenia naszego bezpieczeństwa, jako narodu, wspólnoty, rodziny i życia osobistego. Trudno na ludzką logikę kochać tych, którzy prześladują, którzy obmyślają złe zamiary względem nas. A Jezus wiedział o tym, że być może dziś, a może za jakiś czas, będziemy w takiej sytuacji, że bez modlitwy i miłości nie poradzimy sobie z ludźmi, którzy nas prześladują. Z perspektywy tu i teraz taka miłość może się nie opłacać, bo polega na pewnej stracie, jakieś przegranej dla dobra tego bliźniego. A Bóg w sobie wiadomym momencie, może tak sprawić, że ta osoba, która obecnie jest naszym nieprzyjacielem, przez doświadczenie tej miłości doświadczy radykalnej przemiany, nawrócenia, powrotu do Boga i przyjaźni również z nami. Jesteśmy wezwani do doskonałości na sposób Boga, który okazuje miłość wszystkim i we właściwej formie do danej osoby. Czasem doskonałość wyrabia się w pocie czoła, przez wytrwałą modlitwę, wyrzeczenia, niezachwianą ufność w to, że serce tego prześladowcy po latach przejdzie swoją wspaniałą przemianę. Jako synowie i córki Boga mamy stawać zawsze po stronie człowieka, nigdy przeciw niemu, aby nie stawiać tamy przed nawróceniem człowieka, a ta zmiana jest zawsze możliwa. Maryjo, Pokorna Służebnico Pana, pochyl się nad tymi, którzy jeszcze nie poznali prawdziwego obrazu Boga, aby również przez Twoją miłość i nasze świadectwo jak najszybciej odnaleźli drogę do Boga i do własnego serca!


Piątek 23 lutego

„A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego.”

Dziś Jezus ponawia swój apel o naszą większą sprawiedliwość od tych, którzy są przewodnikami we wspólnocie, bo taką pozycję mieli w tamtym czasie faryzeusze i uczeni w Piśmie. O jaką większą sprawiedliwość zabiega Pan Jezus? Czy nie wystarczą wskazania w przykazaniach Bożych? Jak widzimy na przykładach z życia społecznego, do zachowania pełnej sprawiedliwości nie wystarczy tylko nie zabijać bliźniego. Sprawiedliwość dotyczy wpierw twojego i mojego serca. Ostatecznie to „centrum dowodzenia” podejmuje każdą decyzję i ponosi jej konsekwencje. Spójrz na swoje decyzje i zobacz jaki wpływ na nie ma twoje serce, co w nim jest, czym się kieruje wysyłając, chociażby krzywdzące słowa pod adresem bliźniego. Czy nie chcesz na siłę dominować nad bliźnim? Ten, kto jest słaby w swoim duchu łatwo da się ponieść emocjom, subiektywnym poczuciu niższości, aby przez ten pryzmat zrewanżować się na swoim bliźnim, używając takich słów, które rujnują być może czyjąś długą pracę nad sobą. Jak można wydawać sąd o bliźnim, skoro sami nie jesteśmy w stanie objąć i poznać własnego serca? Tylko Bóg, który ukształtował każdego od łona matki, który dał ducha osobie, ma pełne spojrzenie na tę osobę, której ty nie znosisz. Zanim cokolwiek powiesz na temat drugiej osoby, czy to będzie sąsiadka, nielubiana koleżanka z pracy, szef w firmie, postaw siebie na miejscy właśnie tej osoby i powiedz to o sobie, co miałeś zamiar powiedzieć o tej drugiej stronie. Jak będziesz się czuł w tej sytuacji, nawet tylko przeżuwając w głowie złośliwe myśli? Czy czujesz się bardziej sprawiedliwym od tej osoby? Największym przeciwnikiem, z którym mam walczyć, zmagać się w tym czasie pokuty jestem ja sam, bo nader często w myśleniu i przeżywaniu staję się sędzią bliźnich, i właśnie z tą postawą muszę się zmierzyć, by ją ukrzyżować, aby żyć pełnią życia w radości i wolności, patrząc z wdzięcznością na braci i siostry, którzy żyją obok mnie. Trudna jest ta miłość, ale ona jest podstawą większej sprawiedliwości, która zapewnia otwarcie dla nas bramy nieba. Patrząc na mękę Zbawiciela oddajmy Mu własne serca, aby były przekształcone na wzór Jego serca, cichego i pokornego, które szuka każdego, kto się pogubił w życiu, kto jest jeszcze zaplątany w grzeszne układy. Duchu Święty, przyjdź do naszych serc, oczyść to, co zniekształca nasze spojrzenie na bliźnich i użyźnij glebę naszych serc do postawy wyciągniętej dłoni w stronę bliźnich, z którymi się pokłóciliśmy, z którymi nam nie po drodze, abyśmy byli budowniczymi mostów między sobą!


Czwartek 22 lutego

„Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.”

W zgłębianiu Bożych tajemnic, odkrywając Bożą miłość na różnych drogach życia, doświadczając szczególnych łask trzeba mieć w sobie pokorę. W tej sytuacji pokora polega na uznaniu, że sam z siebie nie doszedłbym do poznania i doświadczenia w Jezusie Syna Bożego. Tym, co uprzedza własne dojście do poznania Jezusa jest łaska Boża. Nie ma powodu do tego, by się przechwalać tym, co odkryłem w swojej wierze, ale przez to doświadczenie mam umocnić swoją więź z Bogiem, by również innym dać świadectwo, by umocnić bliźnich. To jest istotą daru, że jest on darmo dany oraz zadany dla rozmnożenia. Popatrz wstecz na te sytuacje, pewnego rodzaju duchowe „przebudzenia” i zadaj sobie pytanie: jak to doświadczenie zmieniło mój sposób myślenia, przeżywania oraz postępowania? Czy jest pewna konsekwencja między tym, co odkryłem w wierze, a jak dziś żyję? Św. Piotr wyznał wiarę w Jezusa jako Mesjasza i przez ten akt wiary został przeznaczony do nauczania innych. Zanim zacznę kogoś nauczać, to muszę stanąć najpierw w prawdzie przed Bogiem i wyznać swoją wiarę, swoim sercem przylgnąć do Niego, aby moje słowa nie były tylko i wyłącznie wiedzą, ale miały oparcie w modlitwie, aby miały moc. Jednocześnie warto uświadomić sobie, że jestem małym prochem w obliczu Boga i mogę na tyle coś poznać z tej tajemnicy Boga, na ile jestem na nią otwarty jako dziecko, słabe, ale kochane. Duchu Święty, wlej w moje serce swoje światło, swoją mądrość, abym cieszył się z poznawania umysłem jak i sercem tego, kim jest Bóg, w którego wierzę. Udziel też odpowiednich słów, abym umiał opisać to doświadczenie, które już dostałem z góry!


Środa 21 lutego

„Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz".

Z pewnością dla wielu ludzi do przyjęcia byłaby taka wiara w wyobrażenie Boga, który jest jak automat ze znakami, który by wziął odpowiedzialność za ich decyzje i ich konsekwencje. Takie życie wyglądałoby prościej i łatwiej. Mówisz i masz znak. Jezus nie pozwolił się wprowadzić w taką pokrętną logikę rodaków. On jest ponad ich żądaniami, bo ma tak silną i piękną więź ze swoim Ojcem, że nie będzie zabawiał ludzi znakami dla swojej popularności, ale zbawi ich przez jeden znak – najbardziej wymowny i niepojęty. Tym znakiem jest całego Jego życie, a przede wszystkim ten czas wydania, sądu, męki, śmierci i zmartwychwstania. To wobec tego wydarzenia człowiek zajmuje w swoim życiu decydującą postawę, która ma wieczne konsekwencje – przyjąć albo odrzucić. Św. Paweł ukazuje głęboki sens głoszenia zbawienia w Jezusie w opozycji do różnych żądań ludzi: „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych, zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1 Kor 1, 22-24). W tym kontekście można zapytać się siebie: Czy nie przyzwyczaiłem się do tego znaku Bożej miłości? W jaki sposób przyjmuję ten znak do swojego życia? Czy inni ludzie, w tym niewierzący, patrząc na moje życie, zaczną się pytać: dlaczego tak żyjesz? I skąd masz taką siłę, by znosić to, co życie przynosi? Warto pamiętać, że dzięki łasce chrztu świętego jestem również znakiem w tym świecie. Nie tyle przez moralną doskonałość, ale przez ukierunkowanie swojego życia, z całym swoim bogactwem i biedą grzechu i słabości, w stronę Jezusa, Jego ofiary i zwycięstwa nad grzechem. Kiedy odkryję w głębi swojego serca, że jestem zbawionym grzesznikiem, to nie będę się bał świadczyć wobec innych o jedynym znaku, którym jest JEZUS. „Modlę się Panie żebym nie zasłaniał/ był byle jaki ale przezroczysty/ żebyś widział przeze mnie kaczkę z płaskim nosem/ (…) miłość jak odległość trudną do przebycia/ (…) aby już Ciebie tylko było widać” (Przezroczystość, Ks. J. Twardowski).


Wtorek 20 lutego

„Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie.”

Słowo Jezus zaprasza ciebie byś na nowo odkrył w Bogu swojego Tatę, który troszczy się o ciebie jako o swoje dziecko. Dzięki tej ewangelii przypominasz sobie, że taki jest Bóg Ojciec, ale za chwilę możesz o tym zapomnieć, jeśli będziesz się gorączkował z powodu problemów, które nastaną. Tym, co dzieje się między tobą a Bogiem na modlitwie, jest działanie Ducha Świętego, który sprawia, że dostrzegasz czułą miłość Ojca. Pierwszym znakiem miłości Boga jest ten właśnie moment, że oddychasz, żyjesz dziś tu i teraz, bo Bóg cię kocha i utrzymuje twoje życie. To jest bezcenny dar. Możesz ze spokojem prosić Ojca o cokolwiek ci jest potrzebne, bo najlepszy Tata zawsze daje dziecku to, co w danym momencie jest dobre, słuszne i konieczne. Jeśli teraz ci czegoś nie daje, to też jest to znakiem Jego miłości. Kiedy rano wstajesz, to myślisz o sprawach do załatwienia, o spotkaniach w pracy, zajęciach, kursach, o swoich dzieciach, o chorej przyjaciółce i o wielu jeszcze rzeczach, to wtedy powinna uruchomić się już pierwsza prośba, a jednocześnie dziękczynienie Bogu, który wie, że zależy ci na tych sprawach. Możesz to powiedzieć w stylu: „Mój Tato, proszę Ciebie w tych sprawach, które zajmują moje myśli i serce, bo wierzę Ci, że masz dla mnie i dla tych osób swoją łaskę, którą przygotowałeś od wieków. Ty o wszystkim pomyślałeś, bo masz swój najlepszy plan, dlatego dziękuję Ci za to wszystko, co dziś otrzymam od Ciebie, choćbym nie zrozumiał tego, co się dzieje. To mi wystarcza – Twoja wiedza, życzliwość i miłość!”. Jesteś dzieckiem Boga! Uciesz się tym, jak bliskiego masz Tatę w niebie, który z nieskończoną miłością obsypuje cię darami. Otwórz Panie, moje oczy serca, abym widział codziennie jak dobry jest Bóg! Uwielbiam Cię, mój Tato!