<< Marzec 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
111213
1819202223
2526272930

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 10 listopada

 

„Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!”

 

W kim lub w czym ty pokładasz nadzieję? Na co liczysz? Kto jest twoim Bogiem? Jeżeli pokładasz nadzieję w bogu fałszywym, to musisz zaznać goryczy i rozczarowania, bo jest to pan, który wcześniej czy później cię zawiedzie. Co może być tą mamoną, która zniewala twoje serce? Mogą nią być zarówno dobra materialne, jak i duchowe, na przykład przywiązanie do pieniędzy, do pracy, a więc do tego, co tworzysz, nad czym pracujesz, do spokoju, a nawet przywiązanie do własnej doskonałości. Wszystkie te przywiązania powodują twoje zniewolenie, przynoszą ci niewolę. Człowiek winien przywiązywać się tylko do jednej jedynej rzeczywistości - do woli Boga. Napięcie, stres, niepokój, pośpiech, smutek, które ci towarzyszą w życiu, to znaki wskazujące, że służysz jakiejś postaci mamony. Są na przykład ludzie, którzy żyją w nieustannym napięciu. Jak więc wielkie musi być ich przywiązanie do czegoś przeciwnego Bogu. Ludzie wolni od przywiązań są pełni Bożego pokoju. Boży pokój buduje i umacnia zdrowie psychiczne, które rzutuje z kolei na stronę somatyczną. Mamona systematycznie niszczy człowieka. Ona nie tylko blokuje cię w twoim dążeniu do Chrystusa i przylgnięciu do Niego, ale niszczy również twoje zdrowie i twoją psychikę. Wyraźnym przejawem przywiązań jest również twój smutek w sytuacjach, gdy Pan Bóg ci coś zabiera. Będzie ci zaś zabierał to, czym jesteś zniewolony, a więc wszystko, co jest twoim największym wrogiem, co powoduje, że twoje serce nie jest wolne dla Pana. Dopiero, gdy tego rodzaju sytuacje zaczniesz akceptować i przyjmować pogodnie, będziesz stawał się coraz bardziej wolny. Panie daj mi mądrość i rozwagę abym wybierał to co jest najważniejsze, czyli służbę jedynemu Bogu którym jest Jezus Chrystus.


Piątek 9 listopada

 

„…nie róbcie z domu mego Ojca targowiska…”

 

Czy w naszym życiu nie zdarza się tak, że w świątyni spotykamy kupców? A może my jesteśmy takimi kupcami? Kiedy przychodzimy do kościoła by "pohandlować" z Bogiem. Czy nasze modlitwy nie są próbą dobijania interesów? A nie powinny takie być. Powinny być autentyczną, szczerą rozmową dziecka z kochającym Tatusiem. Bóg nie jest inwestorem, z którym możemy negocjować, dobijać targu. Prosić o coś mówiąc: w zamian Boże zrobię "to i to". Tak postępując stajemy się kupcami. Wiele osób publicznych często próbuje się "uwiarygodnić" siadając w pierwszych ławach kościoła. Albo deklarując publicznie swoją wiarę. Trzeba odróżnić autentyczne świadectwo wiary od próby uwiarygodnienia się...bo wiele aktorów, sportowców, polityków jest autentycznie wierzących, ale są też tacy, którzy próbują zrobić karierę wchodząc "po plecach" kościołowi. Jezus reaguje rozgniewaniem na takie postawy. W jakich sytuacjach mojego życia Jezus mógłby zareagować gniewem? Czy nie traktuję świątyni jako miejsca "handlu wymiennego"? W jaki sposób przeżywam liturgię i modlitwę? Czy mają one wpływ na moje życie moralne? Co jeszcze muszę uporządkować w moim życiu, by mój dar, moja ofiara była miła Bogu?


Czwartek 8 listopada

 

„Tak samo powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca…”

 

Bóg musi z wielką miłością patrzeć na tę odłączoną od stada owcę, która „sama się prowadzi” na manowce. Pan, choć czasem pozwala na takie odejścia, to idzie krok w krok za zabłąkaną owcą. Kiedy przychodzi taki moment, kiedy czujemy się bezradni, nie umiemy już „sami się prowadzić”. To błogosławiony moment. Najlepszy, by przekonać się, że On zawsze jest tuż obok. Czeka na ciebie i szuka ciebie. On ma pewną słabość miłości wobec tych, którzy się najbardziej oddalili, którzy się zagubili... Idzie i ich szuka. A jak szuka? Szuka aż po kres, jak ów pasterz, który idzie w ciemno, szuka, aż znajdzie zagubioną owcę, jak kobieta, która gdy straci tę monetę, zapala lampę, wymiata dom i dokładnie szuka. Bóg cierpi, gdy człowiek gardzi łaską Jego przebaczenia. Mimo wszystko wytrwale szuka człowieka, idzie za nim jak cień. Nie męczy się grzesznością człowieka. To grzesznik zmęczony swą nieprawością, ogromnie cierpi, traci smak, wartość i sens życia. Bóg raduje się nawróceniem człowieka, jego nieustannymi powrotami z krainy zła, ciemności, lęku, osamotnienia i zagubienia. Wzrusza się pokornym wyznaniem człowieczej grzeszności i słabości. Właśnie wtedy uzdrawia, umacnia, uświęca i pociesza.  Pasterz znajdując zagubioną owcę nie zostawia jej tam, gdzie ją znalazł, ale przyprowadza do stada. Kobieta znajdując zagubioną drachmę nie pozostawia jej tam gdzie upadła, ale podnosi. A co robi Bóg, kiedy ktoś się rzeczywiście nawraca? Wyprawia w Niebie ogromną imprezę, bo Jego radość jest niesamowicie wielka. Zaprasza na nią wszystkich mieszkańców Nieba. Cieszą się z twojego powodu…


Środa 7 listopada

„Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem…”

 

Aby być uczniem Jezusa, aby należeć do Niego, aby móc iść za Nim, musisz prawdziwie postawić Boga na pierwszym miejscu. Słowa Jezusa są nawet dość ostre: masz mieć w nienawiści pozostałe rzeczy, osoby. Oczywiście, nie chodzi tutaj o nienawiść, a więc uczucie złe. Chodzi o zobaczenie tego, co tak naprawdę jest dla ciebie ważne, jaka jest twoja hierarchia ważności poszczególnych spraw, rzeczy i osób. W tej hierarchii na pierwszym miejscu powinien być Bóg, a jednak ty w sposób szczególny liczysz się z opinią otoczenia, ze zdaniem innej osoby. Najważniejsze powinno być zdanie Boga i Jego opinia o tobie. W wyrażeniu „iść za Jezusem” jest pewna nutka tajemniczości, a jednocześnie gwarancja czegoś pewnego. Tym, którzy za Nim pójdą, daje obietnicę Życia w pełni! Tajemniczość zaś wypływa z tego, że my tak naprawdę nie wiemy, jak Bóg pokieruje naszymi życiowymi drogami. Możesz na przykład usłyszeć Boże wezwanie do kapłaństwa, może Jezus zmieni twoje podejście do dóbr materialnych (które tak po ludzku lubisz i ich w pewien sposób pragniesz), może każe ci „schować do kieszeni” twoje zranione ego i wyciągnąć rękę na zgodę…Nie wiesz jak Jezus odmieni twoje serce. Jeśli chcesz pójść za Nim, musisz zaryzykować. W końcu sam Bóg mówi: „Myśli moje nie są waszymi myślami”. Pójście za Jezusem to bycie w zgodzie z Nim. Jesteś na to gotowy?


Wtorek 6 listopada


”Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe…”

 

Wyobraź sobie sytuację, ze wydajesz przyjęcie, potocznie mówiąc organizujesz "imprezę”, „domówkę”, zapraszasz gości, dzwonisz, czekasz. Jednak osoby zaproszone mówią że nie przyjdą, bo mają swoje sprawy, swoje życie, swoje problemy. Czujesz się zignorowany, odrzucony. Myślisz, że osoby które wyróżniłeś zaproszeniem nie mają czasu dla ciebie, bądź jesteś dla nich mało ważny. Nie chcą spędzić z tobą czasu szukając wymówek. Wszystko jest ważniejsze od ciebie. Ile razy zdarzyło ci się postąpić w podobny sposób w stosunku do samego Boga? On cię zaprasza na ucztę. Mówi do ciebie: przyjdź, chodź, zapraszam cię na wyjątkowy poczęstunek. Własnoręcznie wszystko przygotowałem i czekam z radością, aż wreszcie do mnie przyjdziesz. Zobacz, wszystko już gotowe…Czy nie szukasz wymówek z serii- mam swoje problemy, boli mnie głowa, mam problemy w pracy, jestem zmęczony. Lub przyjmujesz zaproszenie, bo nie wypada odmówić. Przychodzisz często spóźniony i nieobecny myślami, patrzysz na zegarek, nie zamienisz nawet słowa z Gospodarzem. Tacy goście zadają ból, prawda? Najwyższy czas to zmienić. A może wydaje ci się, że Bóg czeka na innych, ale nie na ciebie? A ty tak wpadasz, zwyczajowo, ale bez specjalnego zaangażowania, no bo przecież gdzieżby z takim marnym tobą, sam Bóg chciałby świętować? Otóż chce. Właśnie z tobą pragnie ucztować. Cieszy się, że ciebie zobaczy i właśnie z tobą chce rozmawiać. To ciebie wygląda i to dla ciebie szykuje całe to piękne nabożeństwo. Bóg się stara, by ten czas był dla ciebie efektywny. Bóg pokrzepia cię samym sobą. Przyjmij zaproszenie i przyjdź. Bądź sobą. Stań w prawdzie, przyznaj się do swojej ułomności. To jest Wasza uczta we dwoje, jesteście tylko wy. To twoje serce ma się tam posilić, a twoja dusza wzmocnić. To twoje łzy mają być otarte, a rany zaleczone. To twoje prośby mają być wysłuchane. To ma być poważna rozmowa. Ojciec i Ty – Jego ukochane dziecko. Przestań ubarwiać fakty i zniekształcać rzeczywistość. Bóg zaprasza cię na ucztę i nie wymaga, że przyjdziesz na nią wypucowany, wystrojony, doskonały i…obojętny. Bóg oczekuje prawdziwego ciebie. Przyjmij to zaproszenie i zachowaj się z godnością Dziecka Bożego. Pokaż Bogu prawdziwego siebie.



Poniedziałek 5 listopada

„Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy…”

Bezinteresownie - samo słowo ma w sobie coś niezwykłego . Potrafisz pomagać bezinteresownie, czy raczej myślisz tylko i wyłącznie o tym co ty z tego będziesz miał? Dlaczego warto bezinteresownie pomagać innym ludziom? Przede wszystkim dlatego, że pomoc słabszym, pokrzywdzonym sprawia, że możemy naprawdę nazwać się ludźmi. Pomaganie innym bez oczekiwania na policzalne korzyści sprawia, że każdy czuje się lepszy, bardziej wartościowy. Pomoc innym nadaje życiu głębszy sens, sprawia, że można poczuć, po co się żyje. Miłosierdzie, zrozumienie, słuchanie drugiego człowieka pozwalają też dowiedzieć się wiele o nas samych, odkryć i poznać siebie. Pomoc innemu to najbliższa forma przebywania z drugim człowiekiem. Na co dzień jesteśmy skupieni na sobie, swoich potrzebach, swoich sprawach. Często nie zauważamy innych, ich problemów, ich ograniczeń. Wówczas to, co nas dotyka, odbieramy jako gigantyczne problemy, z którymi nie można sobie dać rady. Trzeba zawsze patrzeć na tych, którzy mają gorzej – to pomaga docenić to, co się samemu posiada, i wyzwala chęć niesienia pomocy w miarę swoich możliwości. Nigdy też nie wiadomo, jak potoczy się nasze życie. Jeśli do ludzi wyślemy dobro, naszą pomoc, nasz czas – to na pewno zaprocentuje. Los może się szybko odmienić, każdy zna przecież kogoś, kto był „królem życia”, a nagle wszystko się odmieniło – wypadek czy choroba. Nigdy nie wiadomo, kiedy my będziemy potrzebowali pomocy. Bezinteresowna pomoc drugiej osobie to najlepsza nauka człowieczeństwa. To też nauka udzielania pomocy i proszenia o nią. Choroba, bieda, ograniczenia – nie są wstydliwymi sprawami. To część życia i trzeba pamiętać, że w każdej chwili mogą one dotknąć każdego. Jezus w dzisiejszej Ewangelii obiecuje wynagrodzić ci trud niesienia bezinteresownej pomocy. Obiecuje, że swoją nagrodę otrzymasz od Niego.


Niedziela 4 listopada

„Pierwsze jest: "Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą". Drugie jest to: "Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego". Nie ma innego przykazania większego od tych”.

Bóg jako nasz najlepszy Ojciec i Stwórca pragnie, abyśmy byli do Niego podobni w miłości. Przykazania zostały nam dane jako wyraz ojcowskiej miłości i troski o nasze szczęście, więc może z jednej strony nie lubimy w swoim życiu wymagań, ale czy wyobrażamy sobie życie bez znaków bezpieczeństwa, wyznaczonych szlaków górskich, znaków i świateł na drodze, a w końcu ochrony dobra bliźniego? Warto zwrócić uwagę, że największe przykazanie Starego Przymierza zaczyna się od słów: „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nas, Pan jest jedyny.”. To słuchanie ma ogromny sens, bo w postawie milczenia otwieramy się stopniowo na Bożą obecność w nas samych. Przez słuchanie jesteśmy zdolni usłyszeć szept Bożej miłości, który przebija się przez różne nasze skorupy, rany, lęki, przyzwyczajenia z niezwykłą czułością i szacunkiem dla naszej godności. Słuchanie Boga w modlitwie, przez czytanie Jego Słowa, otwiera nas również na świat bliźniego, aby nie zasypać go wieloma rzeczami, ale odkryć w nim to, czego mu potrzeba, a co mogę mu dać. Bardzo potrzeba każdemu z nas takiej postawy zasłuchania, bycia przy drugim w sposób łagodny i cierpliwy, by w odpowiednim czasie dać coś od siebie. Przykazanie miłości wskazuje nam na całościowe zaangażowanie w relację z Bogiem. Znakiem naszej miłości jest nie tylko uczuciowe poruszenie serca, ale całkowite wejście w tę więź, która polega na oddawaniu Panu wszystkiego, co myślę, co czuję, wszelkie decyzje, wysiłki woli i najskrytsze drgnienia serca. Słuchać Boga, słuchać głębi swojego serca i słuchać bliźniego to trójkąt harmonii w nas samych, a z tego trójkąta wynikają inne, mniejsze przykazania, które są pochodną tego największego. Czy widzę w sobie taką harmonię w miłości? Jaki aspekt miłości jest dla mnie najtrudniejszy? Czy potrafię ucieszyć się miłością Boga i bliźniego? Duchu Święty, wycisz w nas hałas codzienności, abyśmy wśród różnych spraw i problemów mieli w sobie taką przestrzeń spotkania, zasłuchania w słowo Boga i wyjścia w świat przemienionym tym darem. Jezu, kocham Ciebie! 


Sobota 3 listopada

„Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: "Przyjacielu, przesiądź się wyżej". I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. 

To jest ciekawa zależność w świecie ludzkich spraw i dążeń, że nie spotkaliśmy się z kłótnią o ostatnie miejsce. Nikt nie chce wypaść z pasjonującej gry o pierwsze miejsce na konkursach, w meczach, wśród kolegów. To dążenie do znaczenia wśród ludzi jest w nas zakorzenione jako skłonność do przyciągania do siebie tego, co najlepsze, największe, żeby nam było wygodnie. Upadamy w te same błędy, bo wciąż czujemy się zagrożeni o własną pozycję w rodzinie, w miejscu pracy, a w grupie towarzyskiej nie czujemy się najlepiej, bo… nie jesteśmy w centrum uwagi. Ta ewangelia pokazuje nam inną perspektywę. Ostatnie miejsce jest z pewnością dla każdego. Ostatnie miejsce zajął sam Jezus, gdyż wziął na siebie wszystkie nasze porażki, został oskarżony i wyrzucony poza miasto, aby Jego widok nie był wyrzutem sumienia… A jednak przez zmartwychwstanie Jezus zajął pierwsze miejsce, abyśmy razem z Nim zajęli najlepsze miejsca na uczcie miłości w niebie. Trzeba zatem zająć swoje własne miejsce, a nie samemu szukać najwyższego, bo to Gospodarz wie, gdzie będzie każdemu najlepiej. Czy w głębi serca noszę w sobie jakiś żal, frustrację, zazdrość z powodu tego, że inni mają lepiej niż ja? Jak podchodzę do wszelkich awansów, które dostają znajomi? Maryjo, oddana Panu Niewiasto, prowadź nas na właściwe miejsce, by bliźniego traktować zawsze wyżej od siebie!


Piątek 2 listopada

„Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał".

Chrześcijański sens modlitwy za zmarłych ma sens o tyle, o ile wierzymy w życie wieczne, które Jezus udostępnił nam przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. On pierwszy żywy wrócił z cmentarza, aby wszystkich ludzi przekonać, że Bóg Ojciec czeka na każdego w niebie, by wiecznie się radować i kochać. Czas ziemskiej pielgrzymki jest czasem próby, uczenia się tego jedynego języka, jakim będziemy posługiwać się w wieczności. Tym językiem jest miłość. Tak wiele mówimy do siebie nawzajem, że nie słyszymy siebie, brakuje w nas cierpliwości, stałości, pokornego bycia przy bliźnim. Chrystus, kiedy powrócił po zmartwychwstaniu do uczniów obdarzył ich swoim pokojem, bo lęk o siebie trawił ich serca. Przez dar modlitwy za zmarłych pomagamy im, aby pokój Jezusa w pełni w nich zadziałał, gdyż za życia byli bardziej skupieni na sobie niż na miłości Pana, a przez to nagromadzili w sobie wiele zranień i bólu. Ofiarujmy zatem w ich intencji drobne wyrzeczenia, ufną modlitwę oraz uczynki miłosierdzia, aby przyśpieszyć im wejście do chwały nieba, do oglądania w pełni Boga Miłości. Maryjo, Matko Miłosierdzia, przygarnij do Jezusa wiele dusz, które cierpią ogień oczyszczenia, aby mogły wychwalać niezgłębione miłosierdzie Boże! 


Czwartek 1 listopada

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.(…) Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.”

W Kazaniu na Górze Pan Jezus dał nam przepis na święte życie. Tą samą droga przeszedł najpierw Jezus, będąc ubogim, cichym, współczującym, miłosiernym, czystym, sprawiedliwym oraz prześladowanym, by później każdy z nas odnalazł się na drodze do świętości. A czym jest ta świętość? Czy w moim życiu myślę o tym, jak realizuje powołanie do świętości? A może wystarcza mi taka przeciętność, nieraz bylejakość, aby jakoś tam było? Święci pokazują nam, że droga błogosławieństw jest dla każdego, a ogniskuje się ona wokół miłosnego dialogu Boga z człowiekiem. Jeżeli człowiek odpowie TAK na Bożą propozycję na szczęśliwe życie, to prędzej czy później taki człowiek zobaczy owoce łaski Pana. A jeśli człowiek zwróci się ku sobie, by po swojemu urządzać życie, prędzej czy później przekona się o przemijalności własnych złudzeń na temat szczęścia. Bóg powołał każdego z nas do niepojętego szczęścia; stworzył nas z miłości i do miłości, dlatego proces stwarzania wciąż trwa w nas, a każdy dzień jest kolejnym etapem Bożego dzieła w nas samych. Wystarczy powiedzieć proste słowa: „Tak, Ojcze, zgadzam się na Twój plan na moje życie, prowadź mnie!”. W takiej postawie zawiera się ubóstwo ducha oraz czystość serca, bo w mojej decyzji zwracam się do Ojca, chcę być podobnym do Jezusa i napełniać się Duchem Świętym, a nie koncentruję swojej uwagi tylko na sobie. Dzięki takiej postawie będę przyjmował miłość od Boga i przekazywał ją dalej moim bliźnim. Taka harmonia wewnątrz siebie prowadzi do pięknego i dobrego życia. Świętymi stajemy się wychodząc od siebie ku Bogu i bliźnim. Świętość jest darem łaski, która rozlewa się w nas przez nasiąknie Słowem Bożym i spotkaniem z żywym Bogiem w sakramentach, a rozwija się przez naszą wdzięczność Bogu i ludziom. Warto zaprzyjaźnić się ze świętymi, by mieć w nich wsparcie na własnej drodze do nieba. Maryjo, Najpiękniejsza z Wszystkich Świętych, prowadź nas za rękę do pełni naszego szczęścia ukrytego w Bogu, w rozmiłowaniu się w Nim bez reszty, abyśmy już dziś ucieszyli się tak wielką wspólnotą świętych, którzy czekają na nas w niebie, na wieczne gody Baranka. 


Środa 31 października

„Raz ktoś Go zapytał: "Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?" On rzekł do nich: "Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają.”

Jezus mówi dziś, że nie ma innej drogi do zbawienia jak tylko przez ciasne drzwi. To jest obraz przejścia przez wąską drogę, a wąski jest przecież krzyż – obie belki, które łączą górę z dołem i obie strony poziome. Można powiedzieć, że każdy dzień w naszym życiu jest jakimś wyzwaniem, jakimś zmaganiem wewnątrz siebie, kiedy dokonujemy wielu wyborów w oparciu o rozpoznanie dobra w danym momencie. To jest wysiłek umysłu, serca i sumienia, by stawiać w centrum Jezusa i pytać siebie: „Co Jezus uczyniłby na moim miejscu?”. No właśnie, łatwiej jest nie pytać się mądrzejszych od nas, niż wziąć Ewangelię i wyciskać z niej pomoc w jaki sposób przeżywać trudne sytuacje rodzinne, problemy szkolne czy zawodowe i inne dylematy. Jezus zawsze odpowiada na wołanie człowieka, a Jego odpowiedzią jest słowo i przykład. Słowo zapowiada wydarzenie, a wydarzenie Paschy wypełnia serce człowieka mocą, by przejść przez każdą sytuację życia. Przyjąć logikę Jezusa to wejść w sytuację krzyża, który najpierw boli, ale już w sobie niesie piękne owoce. Trzeba nieraz trwać w milczeniu, w pokornym zawierzeniu swojego losu Jezusowi, by móc doświadczyć w sobie mocy Jego życia i Jego zbawienia w nas samych. To jest ta wąska brama, która prowadzi do zbawienia. Jezusowi nie chodzi tylko o nasze dobre chęci bycia przy Nim, ale o rzeczywiste przylgnięcie sercem i czynami do Niego przez wierność w modlitwie, dbanie o stan łaski uświęcającej, odpowiedzialne pełnienie swoich obowiązków stanu i pracy, a także rozwój swoich zainteresowań i hobby. Każdy, kto doświadczył mocy Jezusa w swoim życiu będzie jeszcze bardziej kochał i pracował dla dobra najbliższych i innych ludzi. Maryjo, Pokorna Służebnico Pana, ucz nas prostoty i piękna życia jako najlepszej odpowiedzi na dar odkupienia przez Pana, abyśmy stawali się podobnymi do Twojego Syna – Jezusa Chrystusa! 


Wtorek 30 października

„I mówił dalej: "Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło".

Porównanie jest często najlepszą metodą do wyrażenia tego, co trudne do opisania bezpośrednio. Wielu świętych miało z tym poważny problem, by jak w najlepszy sposób oddać w słowach to, co dostali na modlitwie. W przypowieściach Jezusa o królestwie Bożym dominuje metoda porównania, gdyż jest ona dostępna dla wielu współczesnych osób. Samo zaś królestwo Boże można streścić w osobie Jezusa, gdyż to On jest owym zaczynem, który przemienia nasze serca na podobieństwo Syna Bożego. Każdy, kto przygotowywał chleb wie, jak bardzo istotny jest zaczyn. Ta masa ma w sobie jakiś ukryty dynamizm rozwoju, przenikania przez mąkę, aby nadać odpowiednią konsystencję i połączyć wszystkie składniki w jedną masę. Tak działa Chrystus w świecie. Jednak czy otwieramy się w pełni na ten zaczyn? Czy przyjmujemy w sobie to królestwo Boże, które św. Paweł określa jako „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym”. ( Rz 14, 17). Duchu Święty, poszerzaj nasze serca na przyjęcie zaczynu miłości i pokoju, które Jezus przynosi, aby to królestwo działało w nas i wokół nas!


Poniedziałek 29 października

„A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.”

Jezus zna całą prawdę o każdym z nas. Ta wiedza jest również miłością Jezusa, który przychodzi do nas, aby każdy z nas przyjął nowe życie. To jest przedziwna wymiana między Jezusem a człowiekiem, bo człowiek nosi przez wiele lat swoją biedę, swoje przywiązanie do złego, wszelkie wady i nałogi, który przygniatają życie, a z drugiej strony właśnie Jezus otwiera ręce, by przyjąć to wszystko, co nasze, a dać nam życie w obfitości, w wolności, w pełnej radości. W tej perspektywie, kurczowe przestrzeganie zasad z pominięciem miłości do człowieka okazuje się niewystarczające, a nawet grzeszne. Uwolnienie każdego z nas od niewoli jakiegokolwiek grzechu jest radością dla Jezusa i całej wspólnoty. Dziś Jezus działa z tą samą mocą jak kiedyś w Galilei, więc warto dziś postawić wszystko to, czym wiąże nas szatan, aby Mesjasz odwiązał nas z każdego lęku, który przygniata naszą duszę. On to zrobi, jeśli podejdziesz do Niego właśnie pochylony, żeby On cię wyprostował. Nie zawiedziesz się na Nim nigdy! Zaufaj Słowu Pana, który daje Ci swoje życie. Duchu Święty, Źródło Miłości, przeniknij każde serce światłem, by postępować drogą miłości i być podobnym do Jezusa!


Niedziela 28 października

"On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa."


Bartymeusz, o którym słyszymy w czytanej dzisiaj Ewangelii, miał dość życia jako ślepiec i żebrak. Jego życie było otoczone nędzą, a wszystko, co miał, to płaszcz jakim okrywał się przed chłodem i światem, jakby był niegodny choć dostrzeżenia go. Mijany niezauważenie przez ludzi, którzy wręcz go uciszali, chcieli zepchnąć w "cichy kąt", w swojej desperacji zawołał do Jezusa. W Nim złożył całą swoją nadzieję, Jezus był dla niego ostatnią deską ratunku. Kiedy tylko usłyszał, że przechodzi niedaleko, nastąpił moment, który zmienił jego życie o 180 stopni. Zwróćmy uwagę na ten mający ogromne znaczenie gest: "On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa". Bartymeusz zrzucając z siebie płaszcz nie tylko pozbył się całego "majątku", jaki posiadał, on zrzucił z siebie także dotychczasowe życie. Nie zastanawiał się długo - od razu zerwał się na równe nogi, bo wiedział, że w nikim innym nie ma wybawienia, tylko w Jezusie. "...i przyszedł do Jezusa" - tak jak stał, bez niczego, z całą swoją nędzą, niedostatkiem i doskwierającą ułomnością. W ich dialogu nie ma zbędnych dyskusji: "(...) A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał". Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą." Dziś Jezus przychodzi do nas. Będziemy uczestniczyć w Eucharystii, będziemy klęczeć przed Panem. Porzućmy swoje płaszcze dotychczasowych złych przyzwyczajeń, które nas oddzielają od Pana. Stawiając Boga na pierwszym miejscu, będziemy mieć wszystko, bo On jest Tym, który wie najlepiej, czego nam potrzeba. Panie, nie pozwól nam przechodzić koło Ciebie obojętnie. Daj nam łaskę, byśmy przejrzeli, zauważyli w naszym życiu Ciebie i poszli za Tobą. 


Sobota 27 października

"Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc.”


W obraz czytanej dziś przypowieści można wkleić nas samych, jako te figowe drzewa. Tak często przez grzech nasze życie i sumienie jest jak wyjałowiona gleba, w której ciężko złożyć nadzieję na wydanie owocu. Ile modlitw matek za uzależnione i pogubione dzieci wzniosło się już w niebo? Ile żon prosi o nawrócenie niewiernego męża? Ilu z nas prosi Boga o zdrowie, dla siebie lub ukochanej osoby, której straty się boimy? Tyle modlitw, tyle próśb... a w odpowiedzi często tylko drwiny czy litościwe spojrzenia ludzi wokół. Bo przecież już dla niego nie ma nadziei, bo gdyby miał wyzdrowieć to już by dawno wyzdrowiał, a jest tylko gorzej, bo złe towarzystwo już ją pochłonęło... ale Pan nas słyszy. Tyle razy ktoś nas dołuje słowami, podcina nam nogi w naszej trudnej drodze. A może my sami stanęliśmy po stronie tego, który osądza, z góry przekreślając jakiegoś człowieka za jego niecne czyny i twierdzimy, że najlepiej byłoby go odizolować, bo i tak już nic dobrego z niego nie będzie? Z ratunkiem i pocieszeniem przychodzi Pan. Ten, który nigdy nie przekreśla nas, ani naszego życia. Czy to przez cierpienie, jakiego doświaczyliśmy, czy przez nasze grzechy, Bóg z nas nie zrezygnuje. Gdy świat wokół często chce z nas wyrwać nadzieję jak chwast, a Bóg przychodzi do nas mówiąc: "pozwól mi się użyźnić łaską wiary we Mnie, napełnić nawozem mojego miłosierdzia i mądrości. Otwórz się na mnie, a wydasz piękne owoce, Moja miłość Cię uleczy". Nigdy nie traćmy nadziei i nie przestawajmy wierzyć, że na Nowe Życie w Chrystusie nigdy nie jest za późno. Ty Panie, który wiesz najlepiej co dla kogo i w jakim czasie jest dobre, prowadź nas, pielęgnuj, by nasze dusze stawały się spichlerzami, w których będziemy gromadzić skarby, jakie kiedyś złożymy przed Twoim tronem. Bądź uwielbiony, Najwyższy.