<< Maj 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  9
14151618
212223
282930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Środa 10 stycznia

„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają.”

Centralne miejsce w dzisiejszej Ewangelii zajmuje krótkie zdanie o cichym „wymknięciu się” Jezusa z domu Szymona, gdy inni jeszcze spali. Nie przypadkowo św. Marek pokazał ten moment w życiu Jezusa, jak gdyby chciał nam powiedzieć: „Cokolwiek robisz, zacznij od modlitwy. Zacznij od spotkania z Tym, który wszystko ci daje. Zanim pójdziesz dalej, pobądź z twoim ukochanym Ojcem – Bogiem! Wsłuchaj się w Jego słowo.”. Co możemy jeszcze zobaczyć w tej ewangelii? Wieczór w Kafarnaum był bardzo pracowity dla Jezusa, a następnego dnia, po swojej modlitwie, Jezus idzie dalej, by nauczać i uzdrawiać. Mistrz jest utwierdzony w swojej misji i posłaniu, by nieść życie tym, którzy cierpią na różne choroby. Tym, co spaja wszystkie działania Jezusa jest Jego modlitwa – trwanie w obecności Ojca. Jeśli, w ciągu dnia napracujesz się w domu, miejscu pracy, spotykając się z pacjentami, to pomyśl o Jezusie, który jest cały czas przy tobie. On pragnie także, byś zatrzymał się na chwilę, byś pobył tylko dla Niego, w miejscu pustynnym, niekoniecznie wyjeżdżając poza miasto, ale we własnym sercu, w miejscu, w którym nic ci nie przeszkadza, abyś dał sobie kilka minut na słuchanie Jezusa i powierzył się Jemu. Możesz wyobrazić sobie, że kiedy wracasz z pracy do domu, jadąc autobusem, pociągiem, towarzyszy ci sam Pan, możesz oprzeć się o Jego ramię, wypłakać się, kiedy boli serce, przybić piątkę za zdany egzamin czy otrzymaną pracę; cokolwiek to będzie, mów o tym swojemu Przyjacielowi. On sprawi cuda w twoim życiu, gdy z wiarą będziesz z Nim rozmawiał, dlatego warto szukać Jego obecności w ciągu dnia, tym bardziej w zabieganym programie aktywności. „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza, ciało moje tęskni za Tobą jak ziemia łaknąca wody.” (Ps 63). Duchu Święty, ożywiaj nasze serce, by codziennie pragnęły Słowa Bożego, które daje światło i życie!


Wtorek 9 stycznia

„Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. (…) A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne.”

Głównym celem misji Jezusa wśród ludzi było ich uwolnienie z niewoli grzechu po to, by doświadczyli miłości Boga Ojca. Jezus ma taką władzę – autorytet Ojca, który pozwala Mu tak głosić i działać cuda, które nie są do podważenia. Zdumienie ludzi to najprościej obrazuje. Mówią: „Nowa jakaś nauka z mocą”. W naszym doświadczeniu codziennie słyszymy tysiące słów, a może i jeszcze więcej mówimy do innych w ciągu dnia. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze słowa też mają swoją moc? Moc budowania bądź rujnowania, moc pocieszania albo zasmucania, siłę przekonania bądź siania zamętu? Przebywanie ze Słowem Bożym kształtuje nas powoli, ale sukcesywnie na uczniów Jezusa, że w mocy Ducha Świętego możemy wskazywać na Pana swoim słowem, stylem życia, radością serca, wolnością ducha. Zanim będziemy cokolwiek mówić do bliźnich warto wpierw usłyszeć jak Pan mówi do nas. Nie tylko co mówi, ale i jak mówi, bo On zawsze mówi prawdę w miłości. Tak patrzy na nas, jako na swoich przyjaciół, braci i siostry, dlatego nie żałujmy czasu na modlitwę słuchania i czytania Słowa Bożego, najlepiej z rana, na dobry start w nowy dzień, by mieć do czego wracać w różnych momentach i wydarzeniach dnia. A Słowo, które przyjmiemy będzie nas oświecało, umacniało, wskazywało na to, jak by Jezus postąpił na moim miejscu. Na miarę naszej wiary doświadczymy także mocy Jezusa, który pokonał już Złego, zabrał jego łup, abyśmy nie byli poddani lękowi, lecz Duchowi Świętemu! Chwała Tobie, Jezu, Boże Mocny!


Poniedziałek 8 stycznia

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.”

Zwykle na początku nowego roku myślimy i planujemy, co zrobić dobrego dla siebie, jak być lepszym człowiekiem, jakie ważne decyzje podjąć dla własnego rozwoju, ale mamy też na myśli to, co nas niepokoi, przed czym uciekamy. Obawiamy się tego, co nieznane, jak przebiegną dni i miesiące w najbliżej rodzinie, co będzie z dziećmi. Trzeba dziś przejrzeć się w lustrze Słowa Bożego. To lustro nie ma zniekształceń. W Słowie możemy znaleźć prawdę i miłość. W słowach Jezusa można odnaleźć takie światło, które będzie nas prowadzić przez każdy dzień. On zna nas bardzo dobrze i dlatego nie ma przypadku, kiedy daje właśnie takie słowo. „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże.” Pomyśl dziś o swoim wyobrażeniu królestwa Bożego. Z czym je wiążesz? Jak ono wygląda? Skoro czas się wypełnił, to znaczy że na coś ktoś czekał. Czas się wypełnił, bo do tej pory brakowało w nim tylko jednego – jednej Osoby – Syna Bożego. Dziś warto dostrzec, że Jezus jest cały czas przy tobie jako twój najlepszy Przyjaciel, który zawsze ma dla ciebie dobre wiadomości i dlatego zaprasza cię do zwrócenia się ku Niemu całym umysłem i wolą. Dziś możesz zacząć na nowo żyć, bo jest przy tobie Jezus! Duchu Święty, wycisz nasze serca, oczyść nasze spojrzenie, byśmy mogli dostrzec każdego dnia tą dyskretną, czułą i ofiarną obecność Jezusa w naszym życiu!


Niedziela 7 stycznia

„A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany (…)”


Tyle razy szukamy swojej wartości w świecie, sami sobie próbujemy udowodnić, że jesteśmy dość dobrzy, wyjątkowi, ciekawi. Chcemy słyszeć,  że nasza obecność jest ważna, że ktoś bardzo tęsknił, że dobrze, że jesteśmy. W tę niedzielę, kiedy świętujemy Dzień Narodzenia Pana, On sam zwraca się do nas ze swoim słowem: „Tyś jest mój syn umiłowany”. To piękne, głębokie słowa, wypełniające pokojem i radością serca. Bo czego mamy się bać, skoro naszym Ojcem jest sam Bóg? Pozwólmy Mu dać nam nowe życie. W każdym z nas Bóg widzi swoje ukochane dziecko, na którym bardzo Mu zależy, którego nie zostawi bez pomocy, którym pragnie się opiekować. Otwierajmy się na tę Miłość. Niech Pan będzie uwielbiony! 


Sobota 6 stycznia

„A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.


Nie jest za późno. Na zmianę pracy, na zmianę otoczenia i środowiska, na zmianę leczenia… na zmianę życia. Z tego, co najlichsze, co najbardziej poranione, Pan może zrobić lekcję miłości, przebaczenia, może wytrwałości. Ze wszystkiego, co nam wydaje się bezsensowne, bolesne, zbędne, trudne, Pan potrafi wyprowadzić coś dobrego. Choćby nam się wydawało, że nasze życie jest już nie do „naprawienia”, to Bóg i tak ma moc uczynić nas władcami nowego życia, które jest w Nim. Życia na chwałę Boga poprzez bycie pasterzem dla innych dzieci Boga, poprzez wielbienie nie stworzenia, lecz Stwórcy. Panie, przenikasz i znasz nas. Rozpromień Twoje oblicze nad nami, to, co w nas kuleje, co słabe jeszcze i liche, weź to w swoje czułe dłonie i kształtuj nas na Twoje podobieństwo. Zdroju nieskończonego Miłosierdzia, chwała Tobie. 


Piątek 5 stycznia

„Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”.


Słowa dzisiejszej Ewangelii skłaniają do zagłębienia się w tajemnicę wszechmocy Boga, który „przenika i zna nas”. Boga, który jeszcze zanim utkał nas pod sercami naszych matek wiedział, że dziś będziemy się pochylać nad tym słowem. Wiedział, że właśnie dzisiaj będziemy zmagać się z tymi problemami, które mamy, że będziemy dokładnie w tym miejscu, z takim mężem u boku, z takimi wynikami badań. Co więcej – zna także nasze jutro. Mało tego - jest ono w Jego rękach. Sami nic nie możemy, z Jezusem – wszystko, bo On nas umacnia. Mimo czasu, jaki spędziliśmy kryjąc się w cieniu naszego drzewa figowego, naszych doświadczeń, różnej przeszłości, DZIŚ to najlepszy moment na spotkanie Chrystusa. Nie jest za późno. Czas wyjść z cienia, odważyć się w końcu ŻYĆ. Nie uciekajmy od odpowiedzialności, od podejmowania decyzji, od skrywanych w sercu marzeń, które w nas krzyczą, by wreszcie je zacząć spełniać. Jezus zna nas na wskroś, poprośmy Go o Jego wsparcie, o Jego prowadzenie, o światło Ducha Świętego i zawierzmy się Jemu w całości. Zacznijmy działać. „Statek jest bezpieczny, gdy kotwiczy w porcie, nie po to jednak buduje się statki”. Wypełniaj nas Twoją łaską, by nasze życie było głębokie, radosne, aktywne, by przynosiło Tobie chwałę. Jezu, bądź uwielbiony w każdym człowieku, który jest naszą drogą do Ciebie. 


Czwartek 4 stycznia

"Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa."

Choć zapowiedzi, nauk i pouczeń może być wiele, wciąż pozostaje niezawodna tzw. "poczta pantoflowa", "oferta" z polecenia, opinia "z pierwszej ręki". To przekłada się również na płaszczyznę wiary. W każdej chwili mamy dostęp do przeróżnych teologicznych ksiąg, kazań, encyklik... Mimo to, do większości z nas chyba nic nie przemawia tak dobitnie, jak świadectwo kogoś, kto opowiada nam jak wyglądało jego spotkanie z Jezusem, jak obecność Chrystusa przemienia jego codzienność - nie zabierając z niej przeszkód, ale pomagając mądrze, z miłocią je pokonywać i dalej radośnie kroczyć przez życie. Skoro wśród nas nie brakuje osób cierpiących, dlaczego mielibyśmy im nie pomóc, nie podzielić się tym, co dało nam wolność i sens istnienia, czyli relacją z wszechmogącym, miłosiernym Bogiem. Naszym zadaniem, jako chrześcijanina, bliźniego, jako... człowieka, jest wychodzić do drugiego człowieka. Nieść mu swój czas, swoją uwagę, a przede wszystkim, w swoim sercu nieść mu Jezusa. Obok każdego z nas żyje jakiś człowiek, który potrzebuje relacji z Bogiem, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy i wcale nie musi to być schorowana staruszka, żebrak, człowiek uzależniony od alkoholu. Być może jest to sąsiadka, która ma dość swojego życia - prania, zmywania, bycia służącą... może to młody, atrakcyjny, wysportowany sąsiad, który perfekcyjnie wyglądając i głośno się śmiejąc próbuje ukryć poczucie niedowartościowania i niską samoocenę. Nigdy nie wiemy, komu może pomóc nasze słowo, czasem przemienia tych, po których najmniej byśmy się tego spodziewali. Bóg posługuje się nami w różny sposób, choć może czasem czegoś nawet nie rozumiemy. Każda praca może być piękna, a każdy z nas może być doskonałą wersją siebie, jeśli w naszym życiu zagości Jezus, jeśli w Nim zechcemy wszystko zanurzyć, uwierzyć i przyjąć to, jakimi Pan chce, byśmy byli. "Panie, przenikasz i znasz mnie...". Dobry Jezu, posługuj się nami, bądź nam wskazówką na drodze do Nieba i pomóż nam innych prowadzić do Ciebie. W Twoim nieskończonym miłosierdziu - bądź uwielbiony Jezu Chryste. 


Środa 3 stycznia

"Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata."

Kolejny upadek pod ciężarem grzechu. I to uczucie przygnębienia, bo tym razem mieliśmy dać radę, w końcu miało być dobrze, czysto i lekko w sercu, a znowu siedzimy w błocie. Do nas, do mnie i do Ciebie, takich upapranych grzechem, właśnie teraz Pan kieruje swoje słowo: nadchodzi ku nam Jezus, "Baranek Boży, który gładzi grzech świata." Trudno to pojąć - coś z czym my się zmagamy, być może przez długie tygodnie, miesiące, a może nawet lata, Jezus w ułamku sekundy gładzi swoją miłością do nas. Słownik języka polskiego podpowiada, że słowo "zgładzić" znaczy tyle co "pozbawić kogoś życia". Jezus zabrał już wszystkie nasze grzechy na krzyż, aby je uśmiercić wraz z ofiarą z samego siebie. Ale z martwych powstał już tylko On. To znaczy, że grzech nie ma nad nami władzy, o ile zanurzymy się w Chrystusie, który jest silniejszy niż grzech. Mogłoby się wydawać, że aby zerwać z grzechem, potrzeba jakiejś specjalnej "recepty", nie jest ona jednak zbyt wyszukana, ale niezawodna. Przepisem na życie, które jest pełne sensu, głębi, miłości i prawdziwej wolności, jest na tyle częsty i dogłębny sakrament pokuty, by pomagał nam sukcesywnie walczyć z naszą ludzką słabością oraz przyjmowanie Chrystusa w sakramencie Eucharystii. Tak otulonym Bożą obecnością i miłosierdziem, będzie nam łatwiej przezwyciężać pokusy i wzrastać w wierze. Zanurzajmy samych siebie i naszą wolę bycia świętymi w Przenajświętszej Krwi Jezusa, która spływała po krzyżu z ran Chrystusowych, zmywając każdy grzech, mój i Twój. Tą pychę, chciwość, zazdrość, nieczystość, niszczący gniew i zawiść, lenistwo - Jezus już to pokonał, już nie musimy być temu poddani. Jezus czeka w sakramencie pokuty, aby każdemu z nas przekazać to osobiście. Nie pozwólmy złu trzymać nas na dystans od miłości Boga, kochającego Ojca. Jezu Chryste, Twoja łaska, Twoja miłość jest niepojęta, niemożliwa do ogarnięcia ludzkim umysłem. Prosimy Cię Panie, byś tę naszą małość i słabość wypełnił Tobą, by każda cząstka nas była przesiąknięta Twoją obecnością. W naszych upadkach, ale i staraniach w dążeniu do świętości, bądź uwielbiony Panie. 



Wtorek 2 stycznia

„Pośród was stoi Ten (…) któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała.”


Jan, który miał w życiu nie lada wyzwanie do spełnienia, jest dla nas wzorem nie tylko bohaterstwa i zaufania Bogu, ale również uniżenia wobec Jezusa Chrystusa. Jak wielką pokorę musi mieć w sobie ktoś, kto z miłości do Pana gotów jest za niego umrzeć,  jednocześnie mając przekonanie, że nie jest godzien tego, by chociaż Mu służyć? Kiedy zbliżamy się do Boga, staramy się żyć według Jego woli, czasem możemy wpaść w pułapkę pychy, może wydawać nam się, że już nazbieraliśmy sobie u Boga trochę punktów, że teraz już nam się to czy tamto należy… Nie chodzi o to, żebyśmy samych siebie poniżali, bo Bóg po to obdarzył nas godnością człowieka, byśmy na siebie patrzyli przez jej pryzmat. Ważne jednak jest to, byśmy pamiętali, że miłość Jezusa do nas jest tak ogromna, tak niepojęta, wykraczająca poza wszelkie ludzkie granice, że nie jesteśmy w stanie „zasłużyć” sobie na to, by choć odwiązać rzemyk u sandała Jezusa. Każda łaska, jaką otrzymujemy, wypływa nie z naszych zasług, ale z bezgranicznej, nieskończonej miłości Jezusa. Panie, bądź uwielbiony w Twoim miłosierdziu. Dziękujemy Ci Jezu, że jesteś pośród nas, że Ty Twoją miłością ścierasz grzech z naszego życia, dajesz nową kartę, którą możemy zapisywać na nowo, z Tobą. Niech Twoje święte imię JEZUS będzie uwielbione na wieki. 


Poniedziałek 1 stycznia


„A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli (…)”


Tak jak pasterze - byliśmy tam i my, przeżyliśmy to. Na nowo weszliśmy w tajemnicę narodzenia Pana w Betlejem. Teraz jest czas, byśmy pozwolili Bogu przez nas wydać owoce Jego przyjścia na Ziemię w naszym życiu. Właśnie dziś, 1 stycznia, wejdźmy w ten nowy rok z uwielbieniem, wysławiając Boga za wszystko, czego doświadczyliśmy. Za te łatwe, ale i trudne doświadczenia. Chyba większość z nas ma jakieś noworoczne postanowienia albo po prostu nadzieję, że ten rok ma dla nas coś pięknego – że spotkamy tą jedyną/tego jedynego, że spełnimy swoje największe marzenie, że w naszym życiu nadejdą dobre zmiany. Niech to co mamy w naszych sercach, wszystkie pragnienia, tęsknoty, plany, niech to wszystko przenika Boże Miłosierdzie. I choć może momentami płomień nadziei przygasa, może stoimy na rozdrożu i nie wiemy dokąd iść – ponad wszystko zaufajmy Jezusowi, który do każdego  i każdej z nas mówi: „Nie lękaj się! Ja Jestem”. I choć czasem myślimy, że już za późno, że już pozamiatane, nie ma dla nas szans, to pamiętajmy: Jezus nigdy się nie spóźnia. Jeśli w pełni! oddamy Mu swoje sprawy, by to z naszej woli On je prowadził – możemy być spokojni, wszystko ułoży się najlepiej jak się da. Niech Pan będzie uwielbiony w całym  nadchodzącym roku 2018!  Już teraz dziękujemy Ci Panie za wszystko, co dla nas przygotowałeś. Tobie cześć i chwała, na wieki. 


Niedziela 31 grudnia

 

„Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu”.

Dziś mamy Święto Świętej Rodziny - Jezusa, Maryi i Józefa. Nadchodzący koniec roku nasuwa wiele różnych refleksji związanych z upływającym czasem, jak go wykorzystaliśmy i z nadchodzącym – robimy sobie wielkie plany i postanowienia. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje jak ważna dla człowieka jest rodzina - miłość ojcowska, matczyna, ciepło domu rodzinnego. Powołaniem rodzica jest kochać, a nie posiadać. Często nasze rodziny nie są idealne. Często jako ludzie dorośli borykamy się z różnego rodzaju trudnymi doświadczeniami wyniesionymi z domów rodzinnych. Często nieświadomie powielamy błędy naszych rodziców, które kiedyś im wytykaliśmy. Jako ludzie świadomi ułomności innych, dziękujmy Bogu za te rodziny, które mamy (nawet jeśli wiele im brakuje do ideału). Jeśli jesteś rodzicem, dziękuj Bogu, że pozwolił Ci stworzyć rodzinę i proś Go o łaskę bycia mądrym i kochającym rodzicem. Módlmy się do Pana w intencji dzieci, które pozostały bez rodziców z różnych powodów, które przebywają w domach dziecka i wiele by dały, aby je ktoś pokochał. Prośmy, aby Bóg w swojej łaskawości pozwolił im zasmakować ciepła rodzinnego. Módlmy się za osoby, które mimo, że bardzo tego pragną nie mogą zostać rodzicami, aby Bóg dał im możliwość stworzenia pełnej rodziny. Módlmy się za kobiety, które spodziewają się potomstwa, aby je przyjęły bez względu na okoliczności w jakich się teraz znajdują. Pamiętaj, że każde życie pochodzi od Boga. Przyjmij je jak Maryja, módl się do Niej. Ona przyjęła dar macierzyństwa, bo zaufała Bogu. Panie Ty jesteś dawcą życia. Pozwól aby rodziny w których żyjemy i które tworzymy były na wzór świętej Rodziny z Nazaretu.


Sobota 30 grudnia

 

„Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą...Sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim".

Prorokini Anna (podobnie jak wcześniej Symeon), intuicyjnie dostrzega obecność Boga. Tym, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy w wymiarze politycznym, mówiła o Zbawicielu. Czasem trzeba czekać całe długie życie i nie zwątpić. Jak pokornie trzeba wtedy zaufać Bogu, że on dotrzyma obietnicy. Często próbujemy ponaglać Boga, aby przyspieszył swoje działanie, wątpimy, narzekamy. Wciąż chcemy dyktować Bogu warunki na swój sposób. W postaci prorokini Anny odnajdujemy postawę trwania na modlitwie i adoracji. Mówi ona o Bogu a nie o problemach ją otaczających. Zamiast oczekiwać na wyjście z jakiegoś grzechu, na pieniądze potrzebne do spłaty kredytu, na poprawę relacji w naszej rodzinie, powinniśmy posłuchać co Jezus ma nam do powiedzenia. Na wzór prorokini Anny  z postawy modlitwy prośby przejdźmy do modlitwy uwielbienia. Zacznijmy chwalić Boga nawet w trudnym położeniu, adorować Go na modlitwie i z pokorą oczekiwać na spełnienie obietnicy. Módl się słowami: „Panie, Ty wiesz jak oczekuję na wypełnienie Twojej obietnicy w moim życiu, dziękuję, że wypełnisz ją w swoim czasie, a będzie on najlepszy dla mnie. Chcę Cię uwielbiać w obecnym położeniu. Bądź uwielbiony Panie Jezu”.

Piątek 29 grudnia

 

„Duch Święty objawił mu, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza”.

Starzec Symeon całe swe życie czekał na spotkanie z Chrystusem. Nie ważne ile masz teraz lat: dwadzieścia, trzydzieści, czy może osiemdziesiąt. Nie wiesz ile lat życia ci jeszcze zostało. Nie znasz dnia w którym Pan powoła cię do siebie. Czy jak starzec Symeon spotkałeś już Jezusa w swoim życiu? Czy może odkładasz to na później? Jezus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,20). Jezus pozostawia nam wolną wolę. Nie przychodzi nieproszony. Jednak kocha każdego z nas ponad życie. „Kołatanie” do drzwi może to być wewnętrzny głos (działanie Ducha Świętego), który ci nakazuje pójście do spowiedzi. Może to być osoba którą Pan postawi ci na drodze i dzięki której odkryjesz Jezusa. Może to być to rozważanie które właśnie czytasz. Zaproś Jezusa do swojego życia. Spotkaj go, zanim będzie za późno. Oddaj Mu teraz swoje życie: „Jezu wybieram dziś życie z Tobą, by pójść drogą którą mi wskażesz. Pragnę żyć dla Ciebie i bardziej niż swoją- Twoją wolę wypełniać. Oddaję Ci swoje życie, plany, marzenia, to co we mnie dobre i to z czym sobie nie radzę. Jezu, proszę, zostań już na zawsze moim jedynym i wyłącznym Panem”.

Czwartek 28 grudnia

 

„Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uciekaj do Egiptu…bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”

Jezus, który przyszedł na świat aby zbawić ludzkość, musi się ukrywać przed ludźmi. Herod jest człowiekiem, który boi się panicznie utraty swojej władzy, utraty imperium, spisku na własne życie. Te obsesje doprowadziły Heroda do manii prześladowczej. Tak bardzo bał się utraty posiadanej władzy i  życia, że gdy usłyszał, że narodził się Ktoś silniejszy od niego, zarządził pozbawić życia wszystkie nowonarodzone dzieci. Jego celem było utrzymanie władzy za wszelka cenę. Był więźniem swoich ambicji i planów. Czego uczy nas dzisiejsza Ewangelia? Uczy, że byli, są i prawdopodobnie będą na tym świecie ludzie, dla których w ich odczuciu Jezus i Jego nauka będzie zagrożeniem. Nasz Pan doskonale wie, że pójście za nim oznacza utratę życia w takiej formie do jakiej się przyzwyczailiśmy, jaką sobie wywalczyliśmy i jakiej się trzymamy. Na ile trzymasz się kurczowo własnego stylu życia, własnych przyzwyczajeń, bo uważasz je za jedyne właściwe? Czy nauki Jezusa nie traktujesz jako zagrożenia dla zbudowanej przez siebie wizji własnego życia? Czy nie obawiasz się, że jeśli Jezus wkroczy do Twojego życia zmieni je, a niekoniecznie będzie to zgodne z twoim wyobrażeniem? Czy nie boisz się zaprosić Jezusa do swojego serca z obawy przed zburzeniem zbudowanego przez siebie „imperium”? Jezu, Ty jesteś jedynym i największym Panem i Królem mojego życia. Zabierz mi lęki przed oddaniem swojego życia w Twoje ręce. „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, ten je zachowa”( Łk 9, 23-24). 

Środa 27 grudnia

 „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.

W dniu Narodzenia Pana, Anioł oznajmił pasterzom, ze grota w Betlejem jest pełna, przyszedł na świat Zbawiciel. Liturgia Kościoła od groty Narodzenia prowadzi nas do groty Zmartwychwstania. W dzisiejszym czytaniu Maria Magdalena oznajmia, że grota- grób Jezusa jest pusta. Narodzenie i Zmartwychwstanie są ze sobą ściśle powiązane. Bez Narodzenia, Zmartwychwstanie byłoby niemożliwe, a bez Zmartwychwstania, Narodzenie nie miałoby sensu. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas i oglądaliśmy Jego chwałę” (J 1,14). Kiedy pasterze patrzyli na niemowlę w żłobku, widzieli Zbawiciela, który odkupi całą ludzkość, mędrcy przynosili dary, Aniołowie śpiewali tej nocy. Przyjście Mesjasza wiązało się z ogromną nadzieją i radością. Sam Jezus wiąże swoje Narodziny ze Zmartwychwstaniem. „Zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełnić wolę swoją, lecz wolę tego który mnie posłał. A to jest wola tego, który mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co mi dał, nic nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym” (J 6,38-39). Jezus  przyszedł, aby wziąć ciebie i mnie. On się narodził aby żyć i umrzeć i dać nam życie wieczne z Nim. Aby z Chrystusem doświadczyć Zmartwychwstania, trzeba najpierw pozwolić mu się w sobie narodzić. Przy pustym grobie Jezusa pierwsi wcale nie byli Apostołowie, ale Maria Magdalena, wielka grzesznica, która doświadczyła na sobie Bożego miłosierdzia i zmieniła swoje życie dzięki Jezusowi. Czy mimo swoich grzechów pozwalasz narodzić się Jezusowi w swoim sercu, aby przeprowadził cię przez życie aż do wieczności?