<< Wrzesień 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
      1  2  3
  4  5  6  7  8  910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Justyna Kołodziejuk, Paulina Pawlak)

Niedziela 7 maja

„Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają.”

Codziennie ktoś do nas mówi. Począwszy od domu, gdzie rodzice mówią do swoich dzieci, a to w pracy szef stawia kolejną porcję dokumentów, a do tego swoje oczekiwania. Na studiach i w szkole nauczyciel przedkłada uczniom plik informacji, niezwykle cennych, by wzbogacić poznanie świata, a później móc osiągnąć kolejne cele w życiu. Być może najwięcej mówi do nas ktoś za szklanego ekranu, albo słyszymy głos ulubionej prezenterki w radio podającej najświeższe informacje dotyczące życia na planecie… Ale czy to jakoś zmienia moje życie? Człowiek jest jak gąbka, która chłonie multum obrazów i dźwięków podczas całego dnia, a im więcej wiadomości tym bardziej gubi w sobie drogę do autorytetu, osoby, która jedyna ma copyright na całą prawdę. W gąszczu tysiąca spraw, w małym i większym świecie, każdy z nas potrzebuje wytchnienia i oparcia się na Kimś większym od nas samych. Wobec dramatycznych wydarzeń każdy z nas szuka wsparcia i pomocy w Kimś, kto jest wszechmocny i potężny. Nawet patrząc w głąb samych siebie znajdujemy takie miejsca, do których boimy się sami wejść. Boimy się tych miejsc, bo nie lubimy przegrywać, a przyznać się do słabości wobec innych, może być dla nas jakby kolejną porażką. Jest jednak Ktoś, kto przeżył porażkę i zwyciężył jednocześnie, aby zawołać każdego z nas po imieniu, bo On jest naszym jednym Panem – Pasterzem. On ma klucz do naszych serc. On bezbłędnie rozszyfrowuje kod naszego życia, a szczególnie skomplikowanych sytuacji i naszych uwikłań. On nie przestaje nas szukać, kiedy wybieramy ciemności życia według swojego słusznego projektu. On nie zniechęci się naszymi kolejnymi odejściami i grzechami. Ten Pasterz nie może jednej rzeczy – zrezygnować z ciebie, dlatego będzie wołał do ciebie po imieniu za każdym razem, kiedy zagubisz się na drogach życia. Skoro już usłyszałeś Jego głos, słuchaj Go uważnie, abyś żył w obfitości szczęścia, bo to jest Jego specjalizacja. Całkowicie za darmo, bo kocha ciebie na wieki!

 

 

Sobota 6 maja

„Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca.”

Z pewnością razem z apostołem Filipem pragniemy doświadczyć czegoś cudownego, poznać choć w małym skrawku oblicze Boga i umocnić się na drodze do nieba. Pytanie Filipa, choć jest pewną natarczywością wobec Jezusa, pokazuje coś bardzo prostego. Osobiste doświadczenie miłości Bożej, przeżywanie każdego dnia w Bożej obecności jest spełnieniem najgłębszych naszych pragnień i niezgłębionej naszej tęsknoty za byciem w domu, w domu Boga, w zupełnym bezpieczeństwie i radości. Prawdziwie, to widzenie Boga w zupełności wystarczy do życia w szczęściu. A czy nie jest tak, że uganiamy się bardziej za namiastkami szczęścia, w byciu zawsze na pierwszym miejscu, podziwianym, dumnym ze swych osiągnięć i oczekujący większych gratyfikacji? Warto zobaczyć te środki, którymi napełniamy serce, by zapełnić głód miłości Boga? Gdzie jest w naszych sercach ten korzeń zła, skłonności do wybierania grzechu? Jezus zadaje Filipowi pytanie z pewnym wyrzutem: tak długo jestem z tobą, a jeszcze nie poznałeś Mnie? Nie wystarczy tylko przebywać ze sobą. Do lepszego poznania drugiej osoby potrzebna jest otwartość serca na tajemnicę, którą jest bliźni, a dalej sam Jezus. Kto widzi w swym życiu Jezusa, w różnych wydarzeniach dnia, ten widzi również samego Boga, bo poznaje Go sercem, a nie oczami. Jezu, Synu Boga żywego, zmiłuj się nad nami i prowadź nas do coraz większego otwarcia na życie, które Bóg daje w obfitości!

 

 

Piątek 5 maja

„Żydzi sprzeczali się więc między sobą mówiąc: Jak On może nam dać <swoje> ciało na pożywienie? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie.”

To nie mieści się w ludzkich kategoriach myślenia. Żydzi nie wiedzieli, czy dobrze słyszą to, co Jezus mówił, bo nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby być jedzonym przez innych, aż do zupełnego wydania. Te słowa musiały szokować. Warto postawić się na miejscu pobożnych Żydów, którzy mieli jasno sprecyzowaną wiarę w Boga, a tu, Jezus stawia kategorycznie sprawę: jeśli nie będziecie jedli Mnie, nie będziecie mieć życia w sobie. No właśnie, czy nie przyzwyczailiśmy się do tych słów, a także do komunii świętej, kiedy nawet przyjmujemy ją częściej niż raz w tygodniu? Czy wierzymy, że w białym chlebie jest żywy i prawdziwy Jezus, Jego serce? Kiedy dosłownie gryziemy Ciało Pana i pijemy Jego Krew mamy niepojętą łaskę bycia tak złączeni z Bogiem, że możemy być podobni do Niego w tym, że będziemy żyli w podobnym oddaniu dla najbliższych, przyjaciół, ludzi z pracy, ze wspólnoty, z każdym z kimś się spotkamy. Jezus uzdalnia nas do takiej jakości życia, dlatego że nosimy w sobie Jego życie, które nigdy się nie kończy. Takim wzorem życia wedle mocy Ciała Jezusa był święty Brat Albert, patron roku duszpasterskiego. Znamy jedną z najpiękniejszych dewiz życia tego świętego: „Powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”. Jezu, uwielbiamy Cię w każdej komunii świętej, w Twojej ogromnej miłości w prostych znakach Chleba i Wina! Jesteś z nami tak pokornie, że prawie nie zauważalnie. Umacniaj nas do życia wedle tego daru, jaki otrzymujemy z nieba!

 

 

Czwartek 4 maja

„Jezus powiedział do ludu: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. (…) Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.”

Jedno jest pewne: skoro Bóg posłał Swego Syna na świat, to nie po to, by Jezus zobaczył jak to jest żyć w ciele, z wszystkimi stanami, jakie my przeżywamy, ale właśnie po to, abyśmy doświadczyli w jaki sposób można być dzieckiem Boga. Z tej racji Bóg nie przestaje okazywać miłości swojemu ludowi, swoim dzieciom, bo taka jest Jego natura, a miłość Bożą jest potężną siłą przyciągającą. Jednak nie czyni tego wbrew naszej woli. Jeden z fragmentów z proroctwa Ozeasza ukazuje miłość Boga do każdego z nas, podobną do tego okresu, w którym bardziej czuliśmy niż rozumieliśmy miłość naszych rodziców: „ Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.” (Oz 11, 4). Bóg idzie dalej w formie miłości, gdyż ofiarował dla nas swojego Syna, aby każdy z nas poczuł w sobie, że jest kochany nie za coś, ale ze względu na to, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Dlatego Jezus codziennie wydaje się dla nas, dając swoje Ciało i Krew, a skoro przychodzimy do Niego, to wpierw przyciągnął nas Bóg Ojciec. Nie pojmiemy do końca sposobów działania Boga. Jemu chwała i dziękczynienie dziś i na wieki!

 

 

 

 

Środa 3 maja

„Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.”

Maryja – najpiękniejsza z kobiet na ziemi, Boże arcydzieło, umiłowana przed wiekami jest Królową Polski. Kult maryjny w naszej ojczyźnie jest bardzo żywy i rozpowszechniony, ale czy wystarczy tylko odmawiać różaniec i śpiewać piękne pieśni, by doświadczać czegoś z tajemnicy bycia dzieckiem Maryi. Owszem, ale to nie wszystko. Święty Maksymilian, gorliwy rycerz Niepokalanej, pokazał czcicielom pewną drogę dynamizmu w kulcie maryjnym. Otóż, żeby dojrzale przeżywać królowanie Maryi w swoim życiu, trzeba przejść od pobożności dwu literowej do pobożności trzy literowej, czyli nie wystarczy modlić się „DO” Maryi, ale poniekąd wymagane jest życie tak „JAK” Maryja. Przyjąć Maryję do siebie, jak zrobił to umiłowany uczeń Jezusa, jest najkrótszą drogą do zrealizowania pomysłu Boga na nasze życie. A Maryja przez całe swoje życie pokazała, jak odpowiedzieć na Bożą miłość – Ona cała poznała bezmiar miłości Boga i tym samym dała Bogu przystęp do serca w całości, bez żadnego „ale”. Wszyscy staniemy się prawdziwie zwycięzcami, kiedy na wzór Maryi, oddamy nasze serca Bogu, aby On był wszystkim w nas samych. A wtedy będziemy doświadczać królowania nad starym człowiekiem, nad każdym rodzajem zła, bo będziemy złączni z Pokorną Służebnicą Pana, Tą, która zmiażdżyła głowę węża. Maryjo, Królowo Polski, Ty wskazujesz nam swoją dłonią na Swego Syna – Jezusa, kieruj naszymi sercami, by pragnęły życia według Bożego zamysłu, a umocnione łaską, stawały się pięknym diamentem, jako świadectwo dla tych, którzy jeszcze błądzą! Maryjo, wyjątkowa Królowo, módl się z nami, słabymi i grzesznymi, abyśmy żyli podobnie jak Ty żyłaś i cieszyli się pełnią zbawienia!

 

 

Wtorek 2 maja

„Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.”

Manna z nieba oraz cud rozmnożenia chleba były tylko zapowiedzią największego cudu, jaki Bóg dokonał dla ludzi – dla każdego z nas osobiście. Bóg daje zawsze to, co najlepsze, a my często myślimy, zwodzeni przez pokusę, że On nas ogranicza i nie daje tego, o co my prosimy tak wytrwale. Codziennie mierzymy się z różnymi problemami, które dotyczą nas bezpośrednio. Chcemy znaleźć specjalny środek na rozwiązanie trudnych spraw, jednego lekarstwa na pojawiające się dolegliwości ciała i ducha. Ciągle męczy nas w środku jakieś pragnienie, poszukiwanie zadowolenia, akceptacji. Jesteśmy głodni prawdziwej miłości, bezpieczeństwa i dobrych ludzi wokół siebie. Wołamy podobnie do ludzi w ewangelii: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!”. Znaleźliśmy Kogoś, kto ma konkretną propozycję na nasze życie – na nasz głód Boga, a wszyscy w głębi serca pragniemy tylko życia w Nim. Dlatego nie ma innej drogi od tej, którą wskazał Jezus: Przyjdź do Mnie, a znajdziesz ukojenie i nasycę cię swoją miłością w prostych znakach, aby nie przesłonić mojej miłości! Tylko będąc blisko Jezusa mogę być prawdziwie szczęśliwy, bo będę miał Przyjaciela, który cały oddaje się dla mnie, abym mógł żyć w komunii z innymi. Czy pragnienie chleba życia jest głównym moim pragnieniem w ciągu dnia, czy też zostawionym na dalszej pozycji wśród spraw ważnych? Czy dostrzegasz to, jak zmieniasz się dzięki komunii z Jezusem? A może już bliscy powiedzieli ci o twojej zmianie, którą dostrzegli w twoim życiu? Jezu, dziękujemy Ci, że karmisz nas do syta i dajesz nam życie wieczne! Jesteś cudowny!

 

 

Poniedziałek 1 maja

„Gdy Go zaś odnaleźli na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»
W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości.”

Po rozmnożeniu chleba mieszkańcy Galilei wytrwale szukali Jezusa, ponieważ doświadczyli nasycenia ich głodu chleba, ale także głodu miłości i wspólnoty. Można by ten sam obraz zobaczyć dzisiaj, zwłaszcza w miejscach naznaczonych Bożą obecnością, w sanktuariach, a także tam, gdzie ludzie doświadczają przemiany życia. Pielgrzymują, szukają, nie ustają w pragnieniu bycia zdrowym, polepszenia sytuacji w rodzinie, kołatają do kratek konfesjonałów ze swoimi grzechami, by doświadczyć uzdrawiającej przemiany życia, aby poznać bardziej Jezusa. Można przy tej ewangelii zadać sobie pytanie: dlaczego szukam Jezusa? Kim On jest w moim życiu i co już dotychczas zrobił dla mnie? Czy odpowiadam z wiarą na zaproszenie Jezusa do żywej relacji, która przeniknie cały mój mały świat – rodzinę, moje plany i marzenia, pracę i naukę, przyjaźnie i trudne relacje? Czy to w jaki sposób wierzę w Jezusa przekłada się na świadectwo o Nim w mojej codzienności? Jezus daje najlepszy pokarm każdego dnia na swoim ołtarzu – pokarm życia, który nasyca każde serce zgłodniałe życia w pełni, życia szczęśliwego, pomimo trudów i upadków. Kluczem do życia w radości w Duchu Świętym jest wiara Jezusowi i powierzenie siebie Jemu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Jezu, ufam Tobie!

 

 

Niedziela 30 kwietnia 

 

„Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.”

 

Ileż to razy tak z nami jest, że kiedy coś pójdzie nie po naszej myśli, czujemy się rozczarowani. Mówimy: „Boże, dlaczego? Tak bardzo na Ciebie liczyłem, tak wierzyłem w Twoją moc… A nic z tego nie wyszło. Nie uzdrowiłeś jej, pozwoliłeś jej umrzeć. Pustka, ciemność… straciłem nadzieję.” I pogrążamy się w żalu i rozpaczy, rozsiewając wokół swój ból, nie dostrzegając, że Jezus jest cały czas przy nas. Tymczasem On pyta: „Co tak bardzo Cię trapi? Czemu tracisz ufność, nie rozpaczaj, wierz tylko”, ale my jesteśmy głusi na Jego Słowa, ślepi na Jego obecność i działanie w naszym życiu, bo nie spełnił się scenariusz, który sami napisaliśmy. Otwórzmy oczy, spójrzmy sercem i usłyszmy Jezusa, który do niego puka. Chce nam powiedzieć, że On już o wszystko zadbał, że nie mamy się czego bać, że jest. Dzisiaj, w tę piękną niedzielę, nośmy w sobie słowa Pana, który w każdej, dosłownie w każdej chwili naszego życia mówi: nie bój się, Ja Jestem.  

 

 

Sobota 29 kwietnia  

 

„(…) uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

 

Cichość i pokora nie muszą oznaczać stłamszenia czy ascezy, ale przejawiają się w głębokim zaufaniu Bogu. Jezus dał nam tego świetny przykład oddając za nas życie. Bo bezgranicznie oddał się woli Ojca. Jezus pragnie, żebyśmy czerpali radość z życia, byśmy już teraz byli szczęśliwi. Ale jednocześnie uczy nas, by to wszystko dokonywało się w Bogu, ku Jego chwale. Nasze tęsknoty, marzenia, wyobrażenia o przyszłości, relacje z innymi, często tak trudne… Niech w tym wszystkim będzie ufność, że w każdej naszej sprawie- Bóg z nami. Bądźmy pokorni wobec Pana w naszych pragnieniach, dążeniach. Prośmy przede wszystkim o Jego wolę w naszym życiu, bo przecież On najlepiej wie, jak ukoić nasze dusze, jak nas poprowadzić, więc… prowadź, Panie. 

 

 

Piątek 28 kwietnia  

 

„(…) rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?

 

Jak dobrze to znamy… Jezu, wiem, że konfesjonał jest za rogiem, ale jakoś nie mogę się zebrać, by tam pójść. Jezu, tak- skończyłam kurs fryzjerski, ale na pewno za mało umiem, by otworzyć swój salon. Jezu, wiem, że Ty dajesz mi pełnię życia w Tobie samym, ale nie będę szczęśliwy, dopóki nie będę miał żony. Jezu, dobrze zarabiam, ale to wciąż za mało. Jezu, wiem, że dajesz mi to, co dla mnie najlepsze, ale… cóż to jest dla pięciu tysięcy moich pragnień? Popatrzmy na swoje życie- na nasze chleby, na nasze ryby. Wznieśmy oczy ku Niebu i złóżmy szczere, płynące z głębi serca dziękczynienie. Za to, co mamy dzisiaj. Choć mielibyśmy niewiele, a może nawet nic, Bóg weźmie w swoje dłonie naszą marność i z niej stworzy wielkie dzieła. Zaufajmy Bogu, że pomnoży to, czego nam potrzeba w odpowiednim momencie. I choć może wydaje nam się, że to co mamy jest niewystarczające, biedne, zbyt skromne,
właśnie to- wystarczy. 

 

 

Czwartek 27 kwietnia 

 

„Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże (…) Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim.”

 

Kogo my słuchamy, czyje słowa bierzemy sobie do serca? Czy w codzienności postępujemy w myśl zasady „bardziej słucham Boga niż ludzi”? Bóg dał nam swojego Syna, a Ten nas wykupił. Nie dość, że zbawił nas, ocalił od wiecznej śmierci, to wciąż na nowo podnosi nas z martwoty naszych grzechów, każdego dnia daje nam Siebie w Bożym Słowie, w sakramentach, w cieple i serdeczności drugiego człowieka, w modlitwie, w łaskach, których przez zabieganie nie dostrzegamy i nie doceniamy. A wszystko, co otrzymujemy, płynie właśnie z łaski Pana. Czy w naszym życiu Ten, który pochodzi z nieba, jest ponad wszystkim? Czy jest ponad nami samymi? Tak trudno jest stanąć w drugim rzędzie, powiedzieć „nie moja, lecz Twoja wola Panie”. Aby być zdolnym do oddawania Bogu prowadzenia, także potrzeba nam Jego łaski. Prośmy Pana o łaskę ufności, wytrwałej wiary w Jego miłość do nas. W to, że kiedy w naszym życiu Bóg będzie na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na właściwym, bo On to poukłada.

 

 

Środa 26 kwietnia

 

„(…) światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.”

 

Miłość Boga jest tak miłosierna i w pełni doskonała, że człowiek nie jest w stanie jej pojąć. Choć nie potrafimy jej ogarnąć sercem ani rozumem, to Ona daje nam siłę, prowadzi nas w najlepszy dla nas sposób, nawet, jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bóg, choć wszechmogący, nigdy nie odbiera nam możliwości wyboru: trwania przy Nim lub odwrócenia się od Niego, nie podważa naszej wolności. Niestety my nie zawsze potrafimy z niej korzystać tak, by było to dla nas dobre i wchodzimy w ciemność, w grzech. A im dłużej w nim tkwimy, tym trudniej się od niego uwolnić. Grzech jest chorobą dla naszej duszy- nieleczona będzie się pogłębiać i zatruwać powoli kolejne zakamarki naszego życia. Nie możemy pozwolić na to, by zły wpędził nas w myślenie, że dla nas za późno na powrót do Boga, że jesteśmy skazani na potępienie, że jesteśmy już tak zepsuci, że wstyd się pokazywać ludziom i Bogu i prosić o pomoc. Jesteśmy grzesznikami, wszyscy. Nie jesteśmy i nie będziemy idealni. Będzie nam trudno miłować światło- bo droga do pełnienia dobra często jest trudna. Ale mamy się starać. Nie chować się w cieniu swojego grzechu. Nigdy nie jest za późno. Ewangelia nie mówi, że ten, kto już tu i teraz jest święty każdego dnia, ten kto służy Bogu nienagannie, kto nie kłamie, kto nie zdradza, kto nie przeklina i nie namawia do złego, ten, kto jest idealnym dzieckiem- ten zbliża się do światła. Pan mówi: „Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.” Jak to zrobić? Przede wszystkim nie szukać magicznych sztuczek, ale wybierać dla Boga. Wyciągnąć rękę, zamiast unieść się honorem. Wziąć do ręki różaniec, kiedy pojawia się myśl o „zakazanych” stronach w Internecie, odmówić kolegom wyjścia na piwo na rzecz wcześniejszego powrotu do domu, by pobawić się z synkiem. Może czasem wydaje nam się, że to mało istotne sprawy, ale to właśnie w codzienności tkwią nasze małe, wielkie misje, nasze zadania do spełnienia i nasze szukanie drogi do światłości. Panie Jezu. Prowadź nas Twoją drogą, byśmy nie błąkali się jak zagubione owce, ale zapatrzyli na najlepszego Pasterza, który prowadzi do światłości, do Domu Ojca. Panie Jezu, bądź uwielbiony w Twoim niepojętym, nieskończonym miłosierdziu. Tobie chwała, na wieki!

 

 

Wtorek 25 kwietnia

 

„Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi (…)”

 

Nie bójmy się żyć Ewangelią. Wszędzie, dokąd posyła nas Bóg, w każdym, kogo stawia na naszej drodze, we wszystkich sytuacjach, w jakich się znajdujemy, Pan współdziała z nami. Kiedy podejmujemy trud dla Boga, nie rezygnujmy z niego w połowie, tylko dlatego, że jest ciężko. Im wyższy szczyt, który chcemy zdobyć, tym droga bardziej wyboista i stroma. Droga na Golgotę też nie była łatwa. A jednak Jezus poszedł tam, poniósł tam swój krzyż. Bo wiedział, że jest z Nim Ojciec. Że każdy Jego krok dokonuje się w Bogu. I my jesteśmy dziećmi Boga, z nami też Pan chce wspólnie działać, potrzebna jest tylko nasza zgoda. Kiedy otworzymy serce na łaski, jakie Bóg chce nam dać, otrzymamy od Niego odwagę do dokonywania niemożliwego, do życia, jakiego pragniemy, do tego, by bez zażenowania mówić o swojej wierze i nią żyć. W pracy, w szkole, na zakupach, na ulicy. By swoim życiem przynosić chwałę Bogu. Przenikaj nas Panie, przenikaj nasze serca, oczy, myśli, każdy nasz krok, wypełnij nas Tobą, prowadź. 

 

 

Poniedziałek 24 kwietnia

 

” Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.”

 

Czasem, kiedy coś lub kogoś tracimy, nie potrafimy się z tym pogodzić, wydaje nam się, że zostało nam zabrane to, co było sensem naszego życia, jego dobrym smakiem, radością w codzienności. I choć ktoś będzie nam mówił, byśmy zostawili to Bogu, że On się wszystkim zajmie, to nam trudno jest temu ufać, gdy tu i teraz stoimy w piżamie przed spalonym domem z dzieckiem na ręku. Ciężko ufać, gdy w uszach dźwięczy jeszcze odgłos zatrzaśniętych drzwi, po odejściu męża do innej kobiety i w głowie krążą słowa „wierność, miłość… aż do śmierci”. Jak mamy ufać, kiedy nawet nasza nadzieja wisi na włosku, gdy w szpitalnej sali nasze kilkuletnie, łyse dziecko mówi, że wie, że niedługo umrze, i prawdopodobnie ma rację. Patrząc po ludzku, są to sytuacje, kiedy można powiedzieć „pas”, kiedy można złożyć broń, poddać się, wycofać, przestać o cokolwiek walczyć. Ale właśnie dlatego potrzebujemy Boga. Sami jesteśmy zbyt słabi, sami nie potrafimy przejść przez życiowe trudności, boimy się w nie zagłębić, nie chcemy obumierać, więc zamykamy się w swojej skorupie. Ale jeśli otworzymy swoje serce na wszechmogącego Boga, On wejdzie w te nasze problemy, rozbije skorupę bólu, żalu i bezradności, w której tkwimy i pomoże obumrzeć temu, co stare, by wydać nowy owoc. Dać nam nowe życie, w Nim. Otwórzmy serca dla Jezusa. Zaufajmy Jego nieskończonemu miłosierdziu, Miłości, która wszystko przezwycięża, która dla nas pokonała nawet śmierć. W Twojej Miłości, bądź uwielbiony Jezu. 

 

 

Niedziela 23 kwietnia

 

„Pokój wam!”

 

Doświadczenie spotkania Jezusa zintegrowało wspólnotę uczniów. Pan przyniósł im pokój, który był jak balsam i opatrunek na ranę ich wspólnoty. Podobnie może być w naszym życiu. Oddajmy swoje zranienia Chrystusowi i zapytajmy, czego może nas Pan nauczyć w przeżywaniu trudności, co pokazać? Pozwólmy, aby Boży pokój ogarnął nasze życie. Pan obdarza nas prawdziwym pokojem. Prośmy Jezusa, aby uzdolnił nas do przyjęcia Jego pokoju i Miłosierdzia. Miłosierdzie nie jest nam dane tylko po to, by osłodzić nasze życie, ale przede wszystkim by uczynić nas słodszymi dla bliźnich. Rozlewające się strumienie Miłosierdzia niosą też uzdrowienie, zagojenie, pokrzepienie, siłę. Jezus zaprasza Ciebie i mnie byśmy z wiarą zobaczyli Jego otwarte rany i dotknęli ich z największą naszą krwawiącą raną. Wiara jest Bożym darem, który przemienia całe nasze życie, myślenie i działanie. Chwała Tobie Jezu, bo Ty Jesteś samą Miłością i Miłosierdziem!