<< Wrzesień 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1
  3  4  5
101114
1718192122
242526

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 6 września

„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów…”

 

Zdarzają się sytuacje w naszym życiu, w których ufamy Bogu wbrew racjonalnemu myśleniu. Po wielu latach pracy w pewnej firmie, pracownik składa wypowiedzenie nie mając innej alternatywy. Dlaczego? Bo sytuacja w firmie i atmosfera powoduje, że nie czuje się tam dobrze, że nie postępuje zgodnie z przykazaniami, że grzechy, które popełnia dotyczę ciągle tych samych sytuacji… Nie może patrzeć jak wartości, które wyznaje są deptane, a grzechy które popełnia są konsekwencją tego, co się tam dzieje. Otwiera Pismo Święte i czyta „Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach wyjdź z miejsca twojego pobytu na inne miejsce…” (Ks. Ez., 12). Tak też uczynił. Mijają dni, tygodnie i nic… szuka pracy, a tutaj pustka. Oferty pracy są, ale telefon milczy. Pojawiają się pytania ‘Panie Jezu, co ja zrobiłem… złożyłem wypowiedzenie nie mając innej pracy i zostanę bezrobotny. Co pomyśli moja rodzina, znajomi?”. Pojawia się zniechęcenie i bunt. „Panie Jezu, co ja zrobiłem, mogłem jeszcze wytrwać… popełnić kilka grzechów po drodze, ale mieć pensję, opłacić kredyt, czynsz, mieć na podstawowe wydatki…co ja zrobiłem…?” „Wypłyń na głębię” mówi Jezus…Po tej próbie zaufania nagle niesamowity zwrot „akcji”. Dwa zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne i jedna oferta pracy… Czy Jezus daje próbę naszej wiary? Pokazuje, że jeśli zaufasz dzieją się cuda? Też… Jaki będzie ciąg dalszy nie wiem…wiem jedno…”wypłyń na głębię”. Naprawdę warto. Warto poczuć jak jesteś ważny w oczach Boga i jaką masz wartość jako człowiek…. Pozwól dać się o tym przekonać.


Środa 5 Września

 

„On zaś na każdym z nich kładł ręce i uzdrawiał ich…”

 

Prosimy Boga o wiele rzeczy, ale chyba najbardziej pragniemy uzdrowienia. Uzdrowienia fizycznego, wewnętrznego, uzdrowienia relacji z innymi, uzdrowienia relacji z samym Bogiem. Pragniemy uzdrowienia, ponieważ chcemy przeżywać nasze życie w pełni. Wielu ludzi pragnie tylko uzdrowienia fizycznego, ale Jezus mówi do nas: „Najpierw chcę wam udzielić najważniejszego uzdrowienia – chcę, abyście stali się dziećmi mojego Ojca”. Jezus chce uzdrowić całego człowieka. Niektórzy przychodzą do Niego prosząc, aby zlikwidował zewnętrzne oznaki cierpienia (ból, chorobę), a zapominają o tym, że Bóg chce uzdrawiać przyczynę choroby, chce dać nam nowe życie, a nie środek przeciwbólowy, który tylko złagodzi objawy. Uzdrowienie to zgoda na Bożą wolę, nawet na to, że nie będę wyleczony. Modlitwa o uzdrowienie nie może być traktowana w sposób magiczny. Nie zwalnia ona nikogo z odpowiedzialności za własne życie i pracy nad sobą. Jest różnica w tym, jak patrzymy na kwestię uzdrowienia my, a jak patrzy Bóg. Po ludzku chcemy być zdrowi i nie ma w tym nic złego, jest to zupełnie zrozumiałe. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Ale w czasie trzech lat swojego nauczania Jezus też nie wszystkich uzdrowił. I z tym najtrudniej nam się pogodzić. Bóg może w swej mądrości wiedzieć to, czego my nie jesteśmy w stanie dostrzec – czasami to brak uzdrowienia jest łaską. Uzdrowienie pochodzi od Boga, który udziela go we właściwym czasie, ponieważ nawet cierpienie ma swoje ważne miejsce w naszym życiu. Jezus powiedział uczniom idącym drogą do Emaus: „Czyż nie wiecie, że koniecznym było dla Syna Bożego, aby został ukrzyżowany?”. Podobnie i dziś mówi: „Jeśli nie będziesz codziennie brał na siebie swojego krzyża i niósł go, i nie będziesz mnie naśladował – nie możesz być moim uczniem”. Panie, pragnę uzdrowienia fizycznego, ale o wiele bardziej pragnę uzdrowienie wewnętrznego – bym potrafił kochać każdego człowieka tak, jak Ty kochasz mnie. Abym potrafił przebaczyć tym wszystkim, którzy mnie zranili. Aby te zranienia, które spotkały mnie w życiu, nie uczyniły mnie człowiekiem zgorzkniałym. Wraz z uzdrowieniem fizycznym i wewnętrznym, o które proszę, udziel mi tej łaski, abym się stał Twoim synem.


Wtorek 4 Września

 

„Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą…”

 

Duch Jezusa jest duchem pokoju, jedności, dobroci, miłości i miłosierdzia. Jego Królestwo, to sprawiedliwość, radość i pokój w Duchu Świętym. Nie zapominajmy jednak, że szatan jak lew ryczący, krąży nieustannie, szukając kogo pożreć. Jego duch to duch wewnętrznie skłócony, duch niepokoju i nienawiści, prowadzący do ruiny i śmierci każdego kto padnie jego ofiarą. Pan Bóg daje wolność człowiekowi w stu procentach. Zdarza się, że człowiek w swej wolności zwraca się do złego ducha, który zaczyna nim kierować. Jeżeli ktoś przez kilkanaście lat był daleko od Pana Boga, złe duchy bardzo go ukształtowały. Chcąc się uwolnić, musi się powoli i systematycznie zwracać do Boga. Pan Bóg będzie mu pomagał, natomiast nie jest tak, że wkroczy w jego życie i powie: "Ja za ciebie to zrobię". Swoimi rękami musisz zasypać to, co odkopałeś. Pan Bóg będzie dawał łaskę, będzie prowadził, stawiał rożne osoby na drodze. Trzeba jednak wiedzieć, że w momencie, gdy człowiek zaczyna się nawracać, złe duchy robią wszystko, żeby go do tego zniechęcić. Człowiek, który zwraca się do Pana Boga, zaczyna żyć Sakramentami, staje się zniechęcający dla demonów i śmieszny dla niektórych ludzi ze swojego środowiska. Toczy się walka o duszę człowieka. „Zło dobrem zwyciężaj!” Jeśli grzech odrywa nas od Boga i oddaje pod panowanie złego ducha, to nasze wyzwolenie i bezpieczeństwo polega na zjednoczeniu się ze Stwórcą. Zwracajmy do Jezusa, bo tylko On pokonał szatana i tylko w Nim jest nasza siła, nasze Zbawienie. Uciekajmy się do Jego Przenajświętszej Krwi, mocą której nas wykupił i poprzez którą ma moc nas oczyścić z grzechu i ochronić jak tarczą przed wszelkimi atakami nieprzyjaciela.

Poniedziałek 3 Września

„Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta…”

Dzisiejsze czasy mimo dużej ilości dóbr materialnych niosą za sobą również wiele lęku, braku poczucia bezpieczeństwa, agresji. To sprawia, że potrzebujemy coraz większych zabezpieczeń. Zakładamy coraz mocniejsze kraty w oknach, wstawiamy podwójne drzwi, wynajmujemy ochroniarzy, ale życie pokazuje, że i to się nie sprawdza. Pomimo tylu zabezpieczeń doświadczamy rozpadu rodzin i jesteśmy świadkami, gdzie ludzie żyjący tak blisko nas – ślubujący sobie trwanie do końca życia i obiecujący sobie, że zawsze będą sobie wierni nagle odchodzą bez słów i bezpowrotnie pozostawiając w nas rany tak bardzo trudne do wyleczenia. Dobrobyt, czy potężne sumy spoczywające na kontach w banku nie pomagają w poczuciu bezpieczeństwa. Coraz częściej wpadamy w depresję, poczucie braku sensu, a nawet rozpacz, z której nie potrafimy się podnieść. Dużo dziś gestów nienawiści. Jedno czasami źle sformułowane słowo, gest czy reakcja, niszczą relacje między ludźmi. Tymczasem człowiek potrzebuje tak niewiele, aby być szczęśliwym. Zwykły gest miłości czy życzliwości ukazują piękno ludzkiego serca. Mały gest otwartego serca potrafi zmienić tak wiele w naszej codzienności. Zwykły uśmiech działa jak balsam. Gesty życzliwości ukazują nam w jaki sposób możemy sobie nawzajem pomagać i wspomagać, a nie współzawodniczyć i walczyć na śmierć i życie. Czy walka i nienawiść to jedyny sposób na życie? “Zabierz życzliwość, a zabierzesz światu słońce i uczynisz stosunki między ludźmi nie do zniesienia” (św. Grzegorz Wielki). Jezus przynosi każdemu to, co jest mu najbardziej potrzebne: ubogim pocieszenie i nadzieję, więźniom perspektywę wolności, a niewidomym możliwość widzenia otaczającego ich świata. Do przyjęcia tych darów potrzebna jest jednak wiara. U tych, którzy nie wierzą Jezusowi, nic się nie zmienia. Bóg nie chce nikomu narzucić swojej obecności, tak jak w dzisiejszej Ewangelii „On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się…” Czy przyjmujesz Jezusa i Jego naukę? Czy zapraszasz Go do swego życia? Czy może unosisz się gniewem i agresją jak ci obecni w synagodze w dzisiejszej Ewangelii?


Niedziela 2 września

„Odpowiedział im: "Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”.

Jezus przestrzega nas przed pułapką religijności utkanej z ludzkiej tradycji. Taka konstrukcja życia może być poniekąd bardzo bezpieczna, bo w ramach pewnych zasad i ich przestrzegania, będziemy przekonani, że jesteśmy w porządku wobec Boga, jakby Bóg miał wielkie upodobanie w chodzeniu z linijką i sprawdzaniu poprawności kultu. Na szczęcie Jezus ukazuje inny obraz Boga; Boga, który zaprasza każdego z nas do spotkania, do przyjacielskiej rozmowy, w której otwiera przed nami samego Siebie. Człowiek może zrobić na swój użytek własny kult, ale on nie będzie miał sensu, bo to nie chodzi o to, by człowiek zmienił Boga, ale by człowiek przemienił się dzięki spotkaniu z Bogiem. A Jezusowi najbardziej zależy, aby w nas objawił się obraz dziecka Bożego, które z ufnością zawierza siebie kochającemu Tacie, które mówi o wszystkim, co dzieje się w sercu, co cieszy, a co smuci. Wszystko to, co przeżywamy jest ważne dla Boga i niejako stanowi dobry punkt do spotkania pełnego bezpieczeństwa, czułości, przemiany, a w końcu doświadczenia miłosierdzia Boga Ojca. Widzimy to zatroskanie Boga już w raju, zaraz po grzechu Adama i Ewy, kiedy Bóg szuka Adama wołając: „Gdzie jesteś?”. Jezus dziś woła dość głośno do uczonych w Piśmie, a przez to do nas, (też niekiedy lepiej wiedzących od Niego), gdzie jest twoje serce? Czy nie zamykam się w swojej skorupie własnych tradycji, a przez to nie widzę brata lub siostry w potrzebie? W jaki sposób działa u mnie serce i z co niego wychodzi? Można to poznać przez poruszenia serca, przez refleksję nad własnymi myślami, postawami i uczuciami, które towarzyszą mi przy różnych sytuacjach i decyzjach. Czy modlę się sercem, wiedząc, że tam w głębi mieszka Bóg? On cierpliwie czeka na mnie w moim mieszkaniu. Warto więc szukać Go w ciszy serca, w wyciszeniu zewnętrznym, żeby usłyszeć Jego czuły głos w swoim wnętrzu, a przez to oddawać Jemu cześć w duchu i prawdzie. Maryjo, zasłuchana w Słowo Boże, prowadź mnie do prawdziwego kultu Jezusa przez własne serce, przez prawdę mojego życia, abym za Twoim przykładem żył z Jezusem w prostej i pięknej codzienności, mówiąc Mu o wszystkim, słuchając Go we wszystkim i lgnąc do Niego ponad wszystkim!


Sobota 1 września

„Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”

Kluczem do zrozumienia sensu tej przypowieści jest odkrycie we własnym życiu jak bardzo zostaliśmy obdarowani przez Boga. Talent oznacza pewną wartość złota lub srebra. Była to ogromna suma środków do pomnożenia. Bóg każdemu z nas dał wystarczającą ilość darów, abyśmy z nich zrobili użytek, pomnożyli i przynieśli zyski dla Pana. Postawa dwóch sług pokazuje, że każdy może podwoić swój talent, a ten talent pomnaża się przez obracanie nim. W tym względzie istnieje ryzyko pewnej straty na początku, która może niepokoić, ale tak jest właśnie w dziedzinie pomnażania dóbr. Nie od razy widać efekty inwestycji. Trzeba poczekać na wiele rzeczy. Niemniej najbardziej w tej ewangelii zdumiewa wielkoduszność, hojność i odwaga dwóch sług. Oni z dobrym sercem zajęli się prezentem od Pana. Inną postawę przyjął trzeci sługa, który z lęku przed uratą skarbu, utracił w końcu ten skarb, a także przez małoduszność rozgniewał Pana. Zakopanie daru jest wyrazem zachowawczości, krótkowzroczności, ale także wyrazem nieufności Panu, bo ten sługa miał fałszywy obraz Pana. Czy mam w sobie postawę wdzięczności i zapału w dzieleniu się z bliskimi swoimi zdolnościami? Czym kieruję się w decyzjach? Czy myślę o tym w jaki sposób sprawić radość Bogu i swoim bliskim? Czy jestem wierny w swoich obowiązkach, a także w swoich pasjach? Uczmy się od świętych sposobu życia, aby nasza modlitwa i praca przyniosły chwałę Panu, a pożytek ludziom. Duchu Święty, tchnij w nas swoją moc, umocnij nasze serca miłością, abyśmy wielkodusznie odpowiadali każdego dnia na Boże powołanie do pięknego i owocnego życia!


Piątek 31 sierpnia

„Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 

Mieć lampę z oliwą to mieć w sobie Bożą mądrość i miłość, którą zbiera się przez całe życie. Nic innego nie może wypełnić tego naczynia, którą jest nasza dusza, a otrzymujemy tę oliwę dając od siebie czas, uwagę i każdy dobry czyn dla bliźniego. W oczekiwaniu na najważniejsze spotkanie z Jezusem może ogarnąć nas senność. Może to być stan znużenia, zmęczenia, konkretnej słabości, które są znakiem naszej ludzkiej kondycji, że upadamy i powstajemy. Jednak tym motorem oczekiwania i czujności jest modlitwa rozumiana jako trwanie sercem przy Sercu Zbawiciela. Czym dla mnie jest czuwanie w prozie życia? Czy myślę w ciągu dnia o tym spotkaniu, które na pewno będzie, bo Pan zapowiedział, że przyjdzie do nas? Co jest dla mnie tym naczyniem, w którym jest miejsce na oliwę, by nie stracić w sobie światła? Jest jeszcze jeden szczegół w tej przypowieści, a dotyczy on oczekiwania panny wśród innych panien. Każdy z nas ma swoją lampę i naczynie z oliwą. Cała wspólnota oczekuje przyjścia Jezusa, a w niej każdy osobiście przygotowuje się na spotkanie z panem młodym. To spojrzenie na wspólnotę pomaga w indywidualnym oczekiwaniu na przyjście Oblubieńca. Warto więc dziś podziękować Panu za dar wspólnoty wierzących i kochających, bo bez nich samemu trudno byłoby trwać. Wspólnota niesie nas, kiedy nam jest trudniej, kiedy siły opadają z nas. Możemy zawsze znaleźć pomoc i wsparcie w różnych problemach. Duchu Święty, wypełniaj nasze naczynia – serca swoją mądrością i miłością, aby nigdy nie zabrakło w nas tych darów, które otrzymujemy, gdy prosimy w modlitwie, za które też dziękujemy Panu!


Czwartek 30 sierpnia

„A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”

Czuwanie to stan duszy człowieka, kiedy on czeka na ważne wydarzenie, żeby nie przeoczyć czegoś istotnego. Dla wyrażenie istoty czuwania Jezus ukazuje gospodarza, który czuwa przed złodziejem. Chodzi zatem o podobne nastawienie człowieka – chrześcijanina w oczekiwaniu swego Pana tak jak gospodarz czuwa przed potencjalnym złodziejem. Ile razy powtarzaliśmy sobie zdanie zaczynające się od: „Gdybym wiedział wcześniej, że …”, „Gdybym był bardziej ostrożny, gdybym posłuchał rady przyjaciela….”?  My wiemy już, że nasz Pan przyjdzie do nas, ale nie znamy godziny tego przyjścia. Ta konstrukcja duchowa jest dla nas potrzebna, bo ona nie pozwala nam osiąść w trakcie tego zmagania i drogi jaką mamy tu na ziemi. To czuwanie ma wynikać z miłości i bojaźni Bożej, żeby nie dać się zawłaszczyć różnym rzeczom, ambicjom, grzechom, by przygotować się jak najlepiej na najważniejsze spotkanie w swoim życiu. Jedno jest pewne: Jezusa możemy spotkać teraz i w godzinie naszej śmierci, dlatego czuwajmy z radością i z ufnością, że nasze wszelkie wysiłki, modlitwy, uczynki dla bliźnich znajdą swe spełnienie w wieczności ze względu na naszą odpowiedź na Boże zaproszenie do świętości. Duchu Święty, tchnij w nas nowe pragnienia, ożyw tęsknotę za Panem, abyśmy nie mogli doczekać się spotkania twarzą w twarz z Jezusem Chrystusem. Marana tha! 


Środa 29 sierpnia

„A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego.”

Sekwencja wydarzeń na dworze Heroda pokazuje nam głównie dwie rzeczy. Najpierw ukazana jest dynamika „pędzącego” pragnienia posiadania rzeczy i osób na swój użytek. Herod zatrzymał dla siebie Heroda w więzieniu, aby panować nad względnym spokojem w Judei, a dodatkowo wziął sobie żonę swego brata na własność. Wybór zła wiąże człowieka w niewolę czynienia kolejnego zła w imię swojego interesu, nieuporządkowania świata wewnętrznych pragnień, zaspokajania nienasyconej potrzeby wrażeń, informacji, ludzi, by mieć względną kontrolę na światem wokół nas. To jest droga niewoli bez kajdanek. Trzeba zlokalizować w sobie te miejsca, w których pragnę dominować nad innymi przez władzę, pieniądze, wiedzę i niezaspokojone potrzeby. Czy jestem wolny w tych obszarach swego ducha, że nie muszę wykorzystywać ludzi do swoich różnych celów? Druga sprawa jest związana bezpośrednia ze św. Janem Chrzcicielem. Został uwięziony, ale do końca pozostał wierny swojemu powołaniu, swojej tożsamości, i nawet z więzienia mocno oddziaływał na Heroda. To był największy prorok. Tak już jest z prorokami, że można ich zabić, ale nie można ich pokonać. Wierność prawdzie objawionej przez Boga oraz uczynki wypływające z miłości sprawiają, że stajemy się prorokami we własnym domu, w miejscu pracy, wśród znajomych. Czy jest to opłacalne? Każdy z nas doświadczył pewnych przykrości, ucinek słownych, plotek, obmów z powody swojej wiary, świadectwa umiłowania Kościoła. Prorok ponosi ofiarę ze swego życia dla dobra tych, którzy jeszcze błądzą. Niekiedy potrzeba świadectwa krwi, bo słowa nie trafiają do serc wielu ludzi. Warto więc zawierzyć się Bogu do końca, choćby to kosztowało nas życie. Bóg widzi nasze serca, więc możemy być mocni w każdym położeniu dzięki Jego miłości. Duchu Święty, wzmocnij nasze nieraz zatrwożone serca, abyśmy nie bali się ludzi, ani śmierci, bo zostaliśmy uwolnieni od największego wroga jakim jest szatan. Daj nam z radością żyć i mówić o Jezusie, Odkupicielu człowieka! 


Wtorek 28 sierpnia

 

„Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta”.

Jezus używa prostego porównania z życia wziętego, by pokazać co jest istotą sprawiedliwości, miłosierdzia i wiary. Człowiek w swej strukturze może być porównany do zwykłego kubka. Częściej zatrzymujemy się w swej ocenie na tym, co zewnętrzne; wnioskujemy z pozorów, z drobiazgów, bo to jest łatwo dostrzegalne. Mało kto sięga do środka rzeczy, czyli do wnętrza kubka, co w nim się znajduje. Łatwo dać się oszukać sferą pozorów, świecidełkami z różnych stron, że możemy przeoczyć truciznę sączoną w nasze wnętrza. Tak jest z postawą pychy, egoizmu, wygodnictwa, które zatruwa nasze wnętrza, a przez to stajemy się nieczyści przez sposób bycia. Oczyszczenie jest nieodzownym warunkiem do tego, aby żyć w harmonii i przyjaźni z Bogiem, bliźnimi i samym sobą. Warto zadać sobie pytanie o stan wnętrza mojego serca. Czy ono nadaje blask temu co robię i jak żyję, czy też żyję jakoś obok swojego serca, przejmując się bardziej swoim wyglądem, manierami? Czy w jakiś sposób nie gram kogoś innego przed innymi, żeby coś sobie uzyskać, choćby podziw i uznanie. Patron dnia, św. Augustyn przeszedł burzliwą drogę od życia światowego do życia świętego. Ta droga wiedzie przez poznanie siebie samego, aby w końcu spotkać się z Bogiem w sanktuarium własnego serca. Tu rodzi się prawdziwy człowiek – piękny od wewnątrz i wspaniały od zewnątrz przez styl życia. Duchu Święty, udziel nam mądrości życia, oczyszczaj nasze serca ze złych skłonności, abyśmy czystym sercem kochali Boga i bliźnich! 


Poniedziałek 27 sierpnia

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. 

Można by rzec, że Jezus nie bawi się słowami, jakby tu powiedzieć i przypodobać się zwierzchnikom religijnym, lecz woła głośno na alarm, bo sprawa dotyczy wielkiej wagi. To jest słowo do tych, którzy mają pewien autorytet, władzę w rodzinie, we wspólnocie, w hierarchii kościelnej, od których wymaga się przejrzystości w prowadzeniu ludzi. Łatwo jest skoncentrować się na korzyściach wynikających z udziału w grupie, która wzbudza wśród ludzi pewien respekt, którym powierzono prowadzenie wspólnoty. To może też dotykać każdego indywidualnie, bo jesteśmy obarczeni konsekwencjami grzechu pierworodnego, a przez to często wybieramy w życiu po swojemu, według własnej wizji, która nijak ma się do Bożego planu. Stąd zaciemniamy w sobie obraz dziecka Bożego, które chce być jak najbliżej Ojca, a kiedy kombinujemy, to tym samym chowamy się w krzaki, żeby nas nikt nie nakrył. Trzeba wciąż badać swoje serce, a w nim pragnienia, utrwalone postawy i uczucia, przez które tworzę takie a nie inne relacje z ludźmi. Jezus mówi „Biada wam,…”, bo to jest ostrzeżenie dla nas, chrześcijan, żeby nikt z nas nie stracił tego biletu wstępu do nieba, jaki otrzymaliśmy w momencie chrztu świętego. Co więcej, jesteśmy powołani do świadectwa, aby jak najwięcej osób poznało i pokochało Jezusa, którego słuchamy i przyjmujemy w Komunii świętej. Duchu Święty, daj nam się przejąć słowami Jezusa, aby nie było w nas zatwardziałości serca na Bożą miłość, która przynagla nas do życia godnością dzieci Bożych! Niech nasze świadectwo będzie jasne, czytelne, prawdziwe i radosne! 


Niedziela 26 sierpnia  

 

"Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".  

 

Słowa Maryi z czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii zawiera odpowiedź dla nas na sytuacje, które nas przerastają, których nie możemy pojąć. Kiedy Maryja widziała, że coś jest nie tak, nie zaczęła szukać rozwiązań, rad innych ludzi, nie poszła z tym problemem do starusty weselnego. Maryja widzi, że trzeba działać, więc idzie do Jezusa i po prostu przedstawia Mu problem. My robić dokładnie to samo - nie czekajmy, aż sami wyjdziemy z grzechu, podniesiemy się z dna, bo licząc na własne siły prędzej usłyszymy pukanie od dołu. Pójdźmy do Jezusa, jak Maryja oddajmy się Mu w całości i zróbmy wszystko, cokolwiek nam powie... Pan ma rozwiązanie dla trudnej sytuacji rodzinnej, finansowej, zawodowej... każdej. On zna ścieżkę, która wyprowadzi nas z grzechu. Nie traćmy ani godziny na życie bez jedności z Bogiem. Nawet, jeśli wydaje nam się, że jesteśmy od Niego daleko, wróćmy. On, właśnie dziś, już zastawił stół i czeka. Na Ciebie. W tej niedzieli, w sakramencie Eucharystii - bądź uwielbiony Panie! 

 

 

Sobota 25 sierpnia

"Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus."


Dorastając, wiele słyszymy o ważnej roli rodziców, o auturytecie ojca, jako tego, którego mamy szanować, słuchać jego rad, uczyć się z jego życiowego doświadczenia. Mówi się również, że trzeba dążyć do samorozwoju, osiągać wyznaczone cele i dążyć do doskonałości. Tymczasem Ewangelia mówi nam, żebyśmy nikogo spośród ludzi nie nazywali ojcem, ani siebie nie pozwalali nazywać mistrzem. Co Pan chce nam przez to powiedzieć? Odpowiedź znajdujemy w osobie i postawie Jezusa. Dla nas stał się człowiekiem, aby dać nam przykład tego, jak mamy żyć i w jakim miejscu stawiać naszych bliskich oraz samego siebie. Jezus, choć miał wspaniałego ojca ziemskiego, Józefa, który był człowiekiem prawym, szukającym woli Boga, to każdego dnia udawał się na spotkanie z Ojcem Niebieskim. Nauczając, także całą wartość swojej osoby zawsze odnosił do Ojca, w którym jest jej źródło. Ani bliskich sobie osób, ani siebie samego, nie stawiał w centrum. Jako sens i cel życia Jezus przyjął postawę dziecka Bożego, które jest w pełni poddane Najwyższemu. To dla nas niesamowita nauka, która pokazuje nam, że również my mamy stawiać Boga na piedestale. To On ma być w centrum naszego życia, naszych spraw w codzienności, a tak często, do większości spraw wcale Go nie zapraszamy. Uważamy, że "sam sobie z tym poradzę", "takimi drobiazgami się Bogu nie zawraca głowy". Tymczasem Pan czeka na nas, nieustannie, każdego dnia i nawet poprzez drobiazgi pragnie obficie nam błogosławić. Boże, który nieustannie jesteś przy nas, bliżej niż nasz własny oddech, rozpal nasze serca gorącą tęsknotą za Tobą, byśmy każdą chwilą naszego życia pragnęli oddawać Tobie chwałę. 


Piątek 24 sierpnia

"Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: " Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czyż może być co dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz".


Rozmowa Filipa z Natanaelem przypomina trochę rozmowę dwóch osób o różnych postawach - kiedy jedna patrzy na świat pozytywnie, widzi wiele otaczającego ją dobra, a druga dostrzega jedynie negatywy, nie dowierzając, że życie może być piękne i przyjemne. Być może sami prowadzimy takie rozmowy. Może nie raz dotyczą nas samych, kiedy ktoś prawi nam komplementy albo zachęca do czegoś, dopinguje, wierzy w nas, że damy radę, a my tylko kręcimy nosem, że "nie umiem", że "na pewno się nie uda" . Zastanówmy się, czy nie jesteśmy tym, który komuś z bliskiego otoczenia mówi: "a czy może być z twoich planów coś dobrego? Już nie raz próbowałaś i nic z tego", "Już tyle razy nawaliłeś, jak ma ci się udać?". Bądźmy jak Filip - pokonujmy niedowiarstwo wśród nas idąc za jego słowami: "Chodź i zobacz". Warto - niedowiarstwo Natanaela zostało zastąpione spotkaniem z Jezusem. Wiele mógł stracić, zamykając się na swoje zdanie. I my pójdźmy na spotkanie z Najwyższym i zobaczmy, jak dobry jest Pan. Wielkie rzeczy dla nas przygotował, bo do wielkich rzeczy nas stworzył. Pamiętajmy, jak wielką wartość i godność włożył w nasze serca i że każdy z nas jest bardzo cenny w Jego oczach. "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła". Ty, w którym jest pełnia Bóstwa, bądź uwielbiony Panie! 


Czwartek 23 sierpnia

„Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. (...) Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”


Każda Msza Święta jest ucztą, podczas której Chrystus zastawia dla nas stół, podając najlepsze pożywienie dla nas - Chleb i Wino, dzięki którym możemy mieć życie wieczne. Jezus do każdego z nas kieruje swoje zaproszenie na tę ucztę, jednak nie wszyscy je przyjmujemy. Zadajmy sobie dzisiaj pytanie - dlaczego moje miejsce w Kościele, przy Stole Pańskim między moimi braćmi i siostrami, jest puste? W imię czego lekceważę to zaproszenie? Zbieram plony, bo akurat w niedzielę jest dobra pogoda? Stoję za ladą swojego sklepu, żeby więcej zarobić? A może zwyczajnie poddaję się lenistwu i próżności, znieważając Pana i nasze powołanie do świętości? Król kieruje również do nas pytanie o nasz strój weselny - w co przodziewamy się idąc na spotkanie z Nim w Mszy Świętej? Nasz wygląd zewnętrzny ma odzwierciedlać szacunek do Boga i bliźnich, ale także nasze serce ma być ubrane w miłość, czystość, skromność i pokorę. Żeby takie było, musimy dbać o to poprzez sakramenty - regularną spowiedź i Komunię Świętą. Panie, przyodziewaj nas swoją łaską, by strojem Twoich córek była siła i godność, a synów - czystość i mężne serce na wzór świętego Józefa.