<< Styczeń 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  91112
15161819
2122232526
2930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 5 stycznia

„Jezus powiedział do niego: „Pójdź za Mną”. Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”.

Jezus zaprasza każdego z nas na nowo do pójścia za Nim. Spośród wielu postanowień dotyczących naszego życia warto zlokalizować to jedno, może najbardziej niezauważalne, a istotne. Czy moim pierwszym postanowieniem noworocznym jest słuchanie Jezusa i wspólna droga przez każdy dzień? A może bardziej kręcę się wokół swoich planów, aspiracji, niezrealizowanych oczekiwań kogoś z rodziny, większej ilości pieniędzy i wielu innych spraw? Warto popatrzeć ile w moim sercu jest miejsca na słowo Pana, a ile w nim własnych projektów? Potrzebna jest własna kreatywność, rozwijanie darów i talentów, ale nie dla siebie samego. Bo co z tego, co uważam za tak bardzo cenne w tej chwili, w najbliższym czasie, będzie ważne dla mnie, gdy Pan przyjdzie po mnie w godzinie śmierci? Czy będę się kurczowo trzymał moich małych interesów? Pan przychodzi codziennie do każdego z nas i mówi osobiście: „Pójdź za Mną.”. To jest zaproszenie do takiej więzi, do takiej przyjaźni, która pomaga zorientować wszelkie plany i postanowienia na dany czas wokół Jezusa i miłości bliźniego. Pójście za Jezusem wymaga od ucznia pewnego dystansu do własnych myśli, uczuć i planów. Bóg ma najlepszy pakiet – ofertę na moje życie. Poznam szczegóły propozycji Pana tylko wtedy, gdy będę z Nim, dla Niego jako uczeń i przyjaciel jednocześnie. Czy jest coś cenniejszego nad taką przyjaźń z Jezusem? Czy tak postrzegam słowo powołania na kolejny etap mojego życia, by bardziej być dla Jezusa niż robić w życiu po swojemu? Panie, dziękuję Ci za Twoje zaproszenie do bliskości z Tobą, bo to jest zaszczyt i szczęście żyć w Twojej obecności. Ufam, że to będzie dobra droga poznania Ciebie, a przy Tobie również i siebie, swojego życia oraz misji w tym świecie, aby dzielić się radością odnalezienia Zbawiciela świata. Maryjo, Matko Słowa Wcielonego, pomóż mi jak najlepiej słuchać Jezusa i odpowiadać życiem na Jego zaproszenie do ewangelizacji wśród najbliższych.


Piątek 4 stycznia

„Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu), gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.”

To, co jest najważniejsze w spotkaniu człowieka z Bogiem jest trudne do opisania ludzkimi słowami. W Ewangelii jesteśmy świadkami rozmowy dwóch uczniów Jana Chrzciciela z Jezusem, którzy są ciekawi sposobu życia Mistrza z Nazaretu. Można sobie wyobrażać jak wiele musiało być w ich sercach fascynacji osobą Jezusa, że zostawili swojego obecnego mistrza. Jak widzimy, to, co przemieniło postawę uczniów było wskazanie słowem na Jezusa oraz osobiste spotkanie z Jezusem w Jego mieszkaniu. To w takim czasie i miejscu zawiązała się wspólnota pierwszych uczniów wokół Jezusa. Warto dziś odświeżyć w sobie własne, osobiste i intymne spotkanie z Jezusem, które wydarzyło się dwadzieścia, dziesięć, trzy lata temu, a dalej miejsce, okoliczności tego spotkania, uczucia, które zagrały w naszym sercu. Pamięć o tym wydarzeniu jest istotna w momentach doświadczenia, kryzysu, każdego krzyża, aby zobaczyć blisko siebie Jezusa, który wciąż okazuje swoją miłość, by podnieść w górę każdego z nas. „Pozostali u Niego” to wyrażenie oznacza nie tylko fizyczny wymiar spotkania, ale przede wszystkim przymierze serc, trwanie w głębokiej przyjaźni z Jezusem, który pragnie również naszej przyjaźni, naszej obecności, rozmowy, uśmiechu, zwykłych pytań o Jego odczucia. A czasem Jezus pragnie, abyśmy z Nim pomilczeli, by posłuchać razem szumu wiatru, śpiewu ptaków… Być z Jezusem na co dzień, bez wielkich słów, ale z wielką miłością w sercu – tu rodzi się misja ucznia – świadka Jezusa, który innym wskazuje na Chrystusa pasją w oczach i sposobem życia. Maryjo, Matko pięknej Miłości, pokazuj nam jak przyjmować Jezusa we własnym sercu i dawać Go bliźnim!


Czwartek 3 stycznia

„Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

Jan Chrzciciel był jednoznaczny w swej misji. Wiedział, że będzie taki moment w jego życiu, że wskaże bezpośrednio na Mesjasza. W najprostszych słowach wskazywał na Jezusa, mówiąc: „Oto Baranek Boży” i „To jest Ten...”. Jan Chrzciciel jest typem każdego świadka, który ma osobiste odniesienie do Jezusa, a jednocześnie w najbliższym otoczeniu nie boi się przyznać do Tego, który przyszedł i stale przychodzi, by zgładzić grzechy świata. A tym grzechem świata jest niewiara w Syna Bożego i nie przyjęcie Go do swojego życia. Świadek zatem wskazuje na Tego, który jest Panem i Zbawicielem jego życia, na obiecanego Mesjasza. Z pewnością jest to tym trudniejsze zadanie, kiedy odczuwamy w najbliższym otoczeniu opór, zamknięcie na osobę Jezusa, ale nie można zupełnie zamilknąć, gdyż może tylko spośród dziesięciu osób jedna przyjmie to świadectwo i zacznie konfrontować je w swoim sercu. Trzeba jednocześnie pamiętać, by nasze świadectwo było radosne, autentyczne i chrystocentryczne, gdyż sami w jakimś stopniu zostaliśmy dotknięci łaską Słowa Bożego, tak samo ktoś obok nas może tez doświadczyć radości Ewangelii, a więc najpiękniejszego spotkania z żywym Bogiem, który przychodzi do każdego z nas z miłością. Warto dziś odnowić w sobie moc świadectwa, by wzorem Jana Chrzciciela wskazywać innym na najpiękniejsze imię na świecie – na Jezusa, który kocha ciebie dziś!


Środa 2 stycznia

„Powiedzieli mu więc: „Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?” Odpowiedział: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz”.

Jana Chrzciciela nazywa się największym spośród narodzonych z niewiast, ale gdy dziś słyszymy jego świadectwo nasuwa się pytanie o jego tożsamość. On sam nie uważał się za największego proroka Starego Testamentu, lecz w pokorze uznaje swoje miejsce przed Tym, który nadchodzi. Pokora Jana Chrzciciela bardziej zdumiewa niż jego płomienne i mocne mowy do Żydów. Jan udziela swego głosu Panu Bogu, by mówił przez niego do ludzi, którzy nosili w sercu nadzieję na nadejście Mesjasza. To jest piękne powołanie na bycie prorokiem, który mówi o sobie, że jego tylko głosem wołającego na pustyni. Uniżenie Jana do roli głosu jest poruszające do głębi, że w taki sposób można być narzędziem w ręku Boga. I to nie pomniejsza jego godności i pozycji w społeczeństwa. Dziś w gęstwinie różnych głosów mamy problem usłyszeć ten głos proroka. Może to być jakaś niepozorna osoba, nawet nie musi ona krzyczeć do wielu o nawróceniu, ale sama zabiera głos w różnych sytuacjach, kiedy potrzebne jest wskazanie na Boże prawo, na Bożą miłość. Czy mam w sobie taką postawę, że jestem otwarty na to, co Bóg chce do mnie powiedzieć, a później przeze mnie bliźniemu? W jaki sposób zwracam się do osób mi najbliższych w rodzinie? Z jakiej pozycji patrzę na ludzi wokół mnie? Czy mój język bardziej błogosławi czy przeklina? Święty Jan Chrzciciel jest dla nas wzorem świadka, który wskazuje swoim życiem i słowami na Tego, który pośród nas jest, na Jezusa, który żyje i działa pośród nas, raz bardziej widocznie i otwarcie, a nieraz skrycie i z zaskoczenia. Warto zadbać dla siebie o taką strefę ciszy, by móc stworzyć przestrzeń do modlitwy, do dialogu z Bogiem, by przez przyjęcie Jego miłości, dalej głosić bliźnim nowe życie w Jezusie, że jest otwarte źródło na pustyni obecnego świata. Duchu Święty, otwórz nasze serca na Słowo Życia, abyśmy z radością świadczyli o Bogu, który kocha każdego z nas osobiście i za każdą cenę.


Wtorek 1 stycznia

„A wszyscy, którzy to słyszeli, zdumieli się tym, co im pasterze opowiedzieli. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.”

Na progu nowego roku dostajemy słowo o zdumieniu i o sercu Maryi. Z pewnością Józef i Maryja byli zaskoczeni słowami prostych ludzi – pasterzy, którzy zaświadczyli o słowach Anioła. Najważniejsze jednak jest to, że Maryja przechodzi od zdumienia, zaskoczenia do przyjęcia tych słów do siebie i rozważania tych wydarzeń w swym sercu. W tych dniach spoglądamy na wydarzenie narodzenia Pana Jezusa, by jeszcze bardziej zobaczyć, że Słowo Boga staje się rzeczywiście w nas ciałem, jeśli Je przyjmujemy. Zdumienie i zachowanie tych spraw, które Bóg czyni, pozawala na widzenie sensu w naszym życiu. Potrzebujemy wszyscy tego zawierzenia siebie Bogu na początku nowego roku, by w pełni wykorzystać czas łaski, mocy Jego błogosławieństwa na każdy dzień. On będzie z nami zawsze i wszędzie, a chwile ciszy i modlitwy, tak jak Maryja żyła, pomogą nam utrzymywać bliską więź z Bogiem, abyśmy widzieli w naszym życiu owoce Jego błogosławieństwa. Wystarczy też otworzyć się na Boże niespodzianki, które On nam daje, a tą największą jest sam Jezus Chrystus, który kocha Ciebie dziś, jutro i na zawsze. Panie Jezu, dziękuję Ci za nowy rok, za to wszystko, co dla mnie przygotowałeś, abym był szczęśliwy i dzielił się tą radością z bliźnimi. Mówię „Amen” na Twój plan na moje życie. Jezu, ufam Tobie!


Poniedziałek 31 grudnia

„Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa.”

Tym, co nadaje sens naszemu życiu jest głębokie odczucie i pewność obecności Bożej w naszej codzienności. Przez wydarzenie Narodzenia Jezusa Bóg stał się bardzo bliski każdemu człowiekowi. Nikt nie może zarzucić Bogu, że nie zna ludzkich doświadczeń, że nie wie jak czuje się człowiek obarczony krzywdą, słabością, kto został zlekceważony, zdradzony, wyśmiany. Jezus przyjął na siebie całą naszą kondycję, by obdarzyć każdego z nas łaską nowego życia. A łaska to jest działanie Boga w naszym życiu, więc można by tak zrobić sobie przegląd tygodnia i wyliczyć te łaski – prezenty, które otrzymałem od Boga, o których wiem i dziękuję, a także o tych, których nie uświadamiam sobie. Wystarczy powiedzieć: „Panie, pokaż mi gdzie jesteś w moim życiu, w jakich momentach ofiarowałeś mi swoją pomoc, taką ukrytą, którą mogłem przeoczyć.” Kiedy będę widział każdą łaskę od Pana, zobaczę również prawdę, którą jest On sam, którą również mi objaśnia. Bez Jezusa nie mogę zrozumieć siebie, bo przez Niego zostałem stworzony do życia, więc On ma pełnię wiedzy o moim sercu, historii i mojej przyszłości. Żyć w prawdzie to przyjąć słowo Jezusa na moje życie, karmić się nim co dzień i świadczyć o Tym, który kocha każdego z nas z bliska, z oddaniem swojego życia, i mocą, której udziela w słabości. Duchu Święty, prowadź mnie do stałej wdzięczności Bogu za wszelkie Jego działanie w moim życiu! Maryjo, pełna łaski, pomóż jak najlepiej przyjmować łaskę od Pana i odpowiedzieć miłością na działanie Boga we własnym życiu!


Niedziela 30 grudnia

"Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany."


Jezus pytając Maryję i Józefa o to czemu Go szukali i czy nie wiedzieli gdzie powinien być, doskonale rozumie ludzką naturę swoich rodziców. Poprzez to pytanie przypomina Im, że jest Tym, który przyszedł na ziemię, by wypełnić wolę Boga, ale jednocześnie w pełni jest Ich "ziemskim" synem. "Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany." Słowa te pokazują nam, że Jezus jest Bogiem wszechmogącym, ale jednocześnie Bogiem bliskim, kochającym, który jest przy nas. Słowa te również uczą nas, że misją każdego chrześcijanina jest nie tylko pogłębianie życia duchowego poprzez modlitwę, ale co wbrew pozorom trudniejsze - poprzez budowanie relacji, służbę innym, czasem rezygnację z siebie na rzecz drugiej osoby. Panie, który z miłości do nas stałeś się Sługą, daj nam łaskę miłości względem innych i ucz nas, jak łamać swoją pychę i egoizm dla dobra drugiego człowieka. Bądź uwielbiony Boże, który jesteś Miłością! 


Sobota 29 grudnia

"Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni."


Symeon jest dla nas przykładem człowieka, który przez całe swe życie poddawał się natchnieniom Ducha Świętego. "Był to człowiek prawy i pobożny..." - wiódł życie dobre, bliskie Bogu, bo otworzył swoje serce na działanie Świętego Ducha, który zawiódł go do celu - do spotkania z samym Bogiem, do spojrzenia w oczy Panu, do wypełnienia proroctwa. My również zostaliśmy obdarowani Duchem Świętym, w sakramencie Chrztu zostaliśmy zanurzeni w Chrystusie, który chce nas wciąż obdarowywać łaskami płynacymi z Jego wielkości. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że poprzez ten sakrament Bóg nas usynowił, że jesteśmy synami i córkami wszechmogącego Boga? Tak często popadamy w zniechęcenie, podajemy się, zamiast z ufnością pójść za słowami "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia", a umacnia nas nasz Tata, sam Bóg. Panie, poprzez sakrament Chrztu Świętego wylej na nas potrzebne łaski. Niech Twój Święty Duch prowadzi nas do świątyni, na spotkanie z Tobą. 


Piątek 28 grudnia


"Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań (...). On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu (...)".


Józef miał przy sobie mędrców, ludzi uczonych, jednakże spotkanie z nimi nie wywarło na nim żadnej decyzji. Natomiast gdy tylko we śnie ukazał Mu się anioł Pański i polecił, co Pan chce mu przekazać, zrobił to od razu. Jak wielką wiarę musiał mieć ten człowiek, że odważył się na tak wielki krok, jednocześnie tak absurdalny w oczach ludzi? Czasem nasza wiara stawia nas w sytuacjach niezrozumiałych dla otoczenia, może wręcz nielogicznych, czy po ludzku bezsensownych. Dzisiaj zapatrzmy się na postawę Józefa - człowieka, które całe swe życie, całe zaufanie złożył w Bogu. Nie oznacza to, że miał łatwe życie, wręcz przeciwnie - godził się na inny plan, niż jego własny. Dzięki temu Pan dokonał przez niego rzeczy wielkich, co nigdy nie dokonało by się bez szaleńczego zaufania Bogu i "pójściem w ciemno" za Jego głosem. To odnosi się także do naszego życia, które często wydaje nam się bez wyrazu, szare, uciekające przez palce. Prośmy Boga w modlitwie z pełnym zaufaniem, aby dał nam odwagę do życia w pełni, jakie On dla nas przygotował. Panie, spraw, by najważniejsza była dla nas nie opinia świata, ale Twoja wola.


Czwartek 27 grudnia


"Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu."


Uczeń, który dotarł do grobu Jezusa jako pierwszy, nie wszedł do niego, bo ogarnął go strach. Mimo, że dobrze znał Jezusa, miłował Go, nie raz słuchał Jego nauk i chodził razem z Nim, odważył się wejść do grobu Pańskiego dopiero, gdy pojawił się Szymon Piotr. Podobnie jest z każdym z nas - wiele razy Pan stawia nas w sytuacji, która jest dla nas szansą, powołuje do czegoś, ale my stoimy w miejscu i patrzymy na działanie innych zamiast zaufać Panu, oprzeć się na relacji z Nim i Jego miłości i iść naprzód. Odpowiedzmy sobie dzisiaj na pytanie: do czego mnie dziś Pan powołuje, dokąd posyła? Ile jeszcze będę zastanawiać się, rozważać, w momencie kiedy wiem, czego Pan chce dla mnie? Polećmy nasze wszystkie sprawy, zamiary i powzięte decyzje Panu Bogu, na nowo oddajmy Panu swoje życie. Panie, napełnij nas wiarą i odwagą opartą na Twojej miłości, abyśmy potrafili z ufnością, w pełnej wolności, podążać wyznaczaną nam przez Ciebie drogą.


Środa 26 grudnia


"Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".


W okresie Świąt Bożego Narodzenia nie raz słyszymy smutne stwierdzenie "święta, święta i po świętach", które pokazuje, dla jak wielu ludzi nie znaczą one więcej, niż czas wolny, rodzinne spotkania i duże ilości jedzenia. Jednocześnie daje to obraz tego, jak bardzo potrzebne nam jest wzajemne dzielenie się świadectwami wiary, niesienie innym Jezusa poprzez szczere wyznanie jak my sami przeżywamy święta, powiedzenie głośno tego, że dla nas najważniejsze jest spotkanie z Panem. Nie jest to łatwe, kiedy spotykamy się z bardzo różnymi odpowiedziami, reakcjami, ale musimy pamiętać, że Pan daje nam swoje światło, łaski i błogosławieństwo, byśmy nieśli je też innym. Panie Boże, pomóż nam wytrwać w wierze. Napełnij nas odwagą do głoszenia Twojego imienia, do mężnego wyznawania wiary i dzielenia się nią. Daj nam łaskę łagodności, wyrozumiałości i miłości wobec bliźnich, byśmy byli odbiciem Twojej dobroci.


Wtorek 25 grudnia

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."


Początek. Narodziny. Wszystko, aby mogło trwać, musi mieć swój początek. Ty, ja, świat wokół nas. "Na początku było Słowo". Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ogromną ma moc? To, co wychodzi z naszych ust, może zabić, lub dać nowe życie. Umocnić w nadziei, albo ją odebrać. Poprzez naszą słabą, ludzką naturę, często z naszych ust wypływają potoki zbędnych słów, a potrzeba nam prosić Ducha Świętego, by dawał nam swoje światło wtedy, gdy trzeba powiedzieć coś naprawdę ważnego - dać świadectwo życia Chrystusem i w Chrystusie, przyznać się do winy, powiedzieć "nie" wobec zła, któremu wszyscy wokół przyklaskują. "(...) a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo." Pierwsze z pierwszych. Dał Je nam Pan, i dał nam w Nim siebie. Pismo Święte, pełne Bożych słów, mówi również o życiu każdego z nas, którzy dziś tu jesteśmy, bo tak chciał Pan w swej niezmierzonej miłości do nas. Bóg chce dziś narodzić się nie w pięknie przystrojonych szopkach w kościołach, ale w każdym sercu, otwórzmy je dla Niego. Dzisiaj, w święto Narodzenia Pańskiego, oddawajmy cześć i chwałę Bogu, który zamieszkał wśród nas, by dać nam zbawienie, który codziennie pragnie karmić nas swoim słowem. Prośmy, byśmy oświeceni światłem Ducha Świętego, poprzez słowo dawali innym pokój serca, wiarę, nadzieję i miłość.


Poniedziałek 24 grudnia


"A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów (...)”.

Każdy z nas jest dzieckiem Boga, dlatego też każdego z nas Pan wzywa do tego, by o Nim świadczyć, by to, jak przeżywamy te ostatnie chwile adwentu, czasu oczekiwania na Jego przyjście, były naszym świadectwem i proroctwem dla innych. Miłosierdzie Boga jest niepojęte. Nie pyta czy każdemu się udało, czy byliśmy na wszystkich roratach, czy dotrzymaliśmy adwentowych postanowień, Pan tak dobrze zna nasze słabości... Zamiast tego poprzez swoje Słowo obwieszcza nam, że dzisiaj "nas nawiedzi, pełen swojej serdecznej litości, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju". Dziś przychodzi do nas nowe życie, by wyrwać nas z grzechu, z naszej duchowej śmierci, do takich jacy jesteśmy. Nawet, a może zwłaszcza do tych, którzy na święta porządku w swoim sercu nie zrobili, którzy nadal tkwią w ciemności i czują, że nie mają warunków na to, by przyjąć do siebie Boga. A On właśnie tam chce dziś zamieszkać. To dobry moment, by zamiast postanowień noworocznych o odchudzaniu czy zrobieniu czegoś, co odkładamy od lat, zacząć iść przez życie z Chrystusem, a On ma moc je przemienić, odnowić. Pośród wielu potraw i prezentów nie zapomnijmy o Tym, który dziś puka do naszych serc, który na swoje mieszkanie chce wybrać właśnie Ciebie. Marana tha! Bądź uwielbiony Jezu, wyczekiwany Zbawicielu, przyjdź i daj nam pełnię życia, jaką możemy mieć tylko w Tobie."


Niedziela 23 grudnia

 

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę…”

 

Dzisiejsza Ewangelia kreśli przed nami obraz spotkania dwóch matek: Maryi i Elżbiety. Nasze życie rozgrywa się na płaszczyźnie różnych spotkań. Są to spotkania oficjalne i przyjacielskie, spotkania w konfesjonale i na Mszy Świętej, spotkania z ludźmi potrzebującymi wysłuchania, zachęty i dobrego słowa. Tym, co niezwykle istotne w naszych spotkaniach, jest niesienie innym Chrystusa. Maryja zaniosła Go pod swoim sercem do swej krewnej Elżbiety. Opis spotkania Maryi i Elżbiety uzmysławia nam, jak wielką wartość ma przyjaźń i dobre relacje. Jeśli szukamy przyjaciół wśród ludzi, którzy kochają Boga, to bez wątpienia zbliżymy się do Niego i będziemy się rozwijać duchowo. Czy masz przyjaciół, czy wybierasz ich w sposób mądry? Czy umiesz podtrzymywać i pielęgnować relacje z bliskimi osobami?


Sobota 22 grudnia

 

„Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim…”

 

„Magnificat” jest pieśnią uwielbienia wyśpiewaną w kontekście spotkania z Elżbietą. Co jest przedmiotem twoich spotkań? Czy są one okazją do dzielenia się doświadczeniami wiary? Albo też sprowadzają się do rozmów o jedzeniu, o pogodzie, do plotek, itd? Czy dostrzegasz zbawcze działanie Boga w twoim życiu, w życiu twojej rodziny? Czy umiesz wielbić Boga w każdym położeniu, czy twoja modlitwa sprowadza się raczej tylko do prośby? Czy oddajesz się do dyspozycji Bogu jako narzędzie w Jego rękach? Panie Ty pozwoliłeś nam zatrzymać się na chwilę nad „Magnificat”. Spraw, abyśmy umieli, tak jak Maryja, wyśpiewać Bogu nasze uwielbienie za wielkie rzeczy, które uczynił i czyni dla nas. Spraw, abyśmy byli narzędziami w wykonaniu Twego planu zbawienia i abyśmy wielbiąc Boga zachęcali także innych do dostrzegania i uwielbienia wielkich dzieł Bożych.