<< Marzec 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
111213
1819202223
2526272930

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Niedziela 10 marca

„Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła.”

Już na początku tej ewangelii mamy ważną informację – wskazówkę jak przeżyć czas Wielkiego Postu. Te czterdzieści dni na pustyni Jezus przeżył w całkowitej zależności od Ducha Świętego. Jezus pozwolił się porwać Duchowi na pustynię, aby tam przeszedł swoją pierwszą próbę. Ten czas zmagania i kuszenia jest kolejnym dowodem dla nas, że Jezus przyjął całą naszą naturę i był kuszony przez diabła. W tym, co sam Mistrz przeszedł na pustyni, dalej przechodzi w każdym człowieku, bo my nadal jesteśmy kuszeni. W tym czasie próby i postu każdy z nas ma przyjąć do siebie Ducha Świętego, aby to On mógł nas prowadzić przez kolejne próby i kuszenia diabła. Bez pomocy Ducha Świętego jesteśmy bardzo łatwym terenem do zdobycia dla diabła, bo mamy tę skłonność do wyboru łatwiejszych rozwiązań problemów, do ulegania swoim zachciankom i namiętnościom, do zabiegania o poklask, sławę dla siebie samych. Duch Święty prowadzi nas przez pustynię, by najpierw nas wyciszyć, uwrażliwić nasze uszy na Słowo Boże, oczyścić serce od nieuporządkowanych przywiązań i uczuć, by wreszcie cieszyć się obecnością Jezusa w swoim sercu. A wtedy będziemy mieli tę moc, aby odrzucić zwodzące sugestie diabła, którego zawsze ukrytym celem jest zasianie w nas nieufności do Boga Ojca. Wszystkie pokusy skierowane do Jezusa miały ten sam cel: wzbudzić wątpliwość, zasiać niepewność do miłości Boga Ojca. Dzięki Panie Jezu, że przeżyłeś czas postu i kuszenia ze względu na nas, którzy dziś zmagamy się z różnymi problemami, tymi wewnętrznymi jaki i zewnętrznymi! Niech Duch Święty wypełnia nas po brzegi i podpowiada nam jak odeprzeć ataki diabła przez Słowo Boże. Bądź wywyższony, nasz Panie i Zbawicielu!


Sobota 9 marca

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników.”

Tajemnica powołania grzesznika jest znana samemu Jezusowi. To On wie najlepiej, co kryje się w głębi naszego serca, zna całą historię pod poczęcia aż po dzień dzisiejszy, i dlatego nie waha się powołać właśnie nas, słabych i grzesznych, do wspólnoty stołu. Stół jest bardzo ważnym miejscem, gdzie można wspólnie świętować, ucztować i cieszyć się razem z innymi. Stół zatem zacieśnia więzi między nami, jak to jest w rodzinie, w gronie przyjaciół, w spotkaniu zakochanych, dlatego Jezus zaprasza nas do stołu, by w przy nim leczyć nas z izolacji, z koncentracji na sobie samych, z każdego lęku, który zamyka nasze serca na prawdziwą miłość. Tak jak celnik Mateusz spotkał się z miłością Jezusa, tak każdy z nas, właśnie dziś, spotyka się z czułym i przebaczającym wzrokiem Jezusa, który jednocześnie powołuje nas do bycia z Nim, do przemiany własnego myślenia, sposobu odczuwania i reagowania w różnych sytuacjach, a najbardziej do okazywania miłości bliźnim. I tego można się wiąż uczyć siedząc przy stole z najbliższymi, a jednocześnie otwierać się na innych. Jezus pragnie by nasz stół nie był kręgiem zamkniętym, ale otwartym na innych. Szczególnie warto na to spojrzeć będąc przy stole Eucharystii, kiedy przychodzą różni ludzie, których znamy i nie znamy, mniejsi i więksi grzesznicy – każdy ma swoje miejsce przy Jezusie. Każdy ma szansę nawrócenia, dlatego uważajmy na siebie, abyśmy nie przeszkodzili szemraniem w drodze nawrócenia kogoś, kto dawno nie był w kościele, kto po omacku szuka Jezusa. Bądźmy otwarci, współczujący i miłosierni, myśląc sobie: „a gdybym to ja był na jego miejscu? Czego chciałbym doświadczyć od ludzi Kościoła?” Maryjo, Ucieczko grzeszników, uwolnij nas od jarzma niewoli grzechu i prowadź nas do jednego stołu z wieloma grzesznikami, abyśmy doświadczyli pięknej uczty z Jezusem, który na każdego patrzy z miłością miłosierną!


Piątek 8 marca

„Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?" Jezus im rzekł: "Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi?”

Zobaczmy jak w tej krótkiej rozmowie ujawniają się postawy i kierunki duchowe. Już same pytania pokazują bardzo dużo z tego, co dzieje się w uczniach Jana i faryzeuszy, a z jakim spokojem i łagodnością pyta ich sam Jezus, wykorzystując piękny obraz wesela. Pytanie uczniów Jana ma podwójny błąd, pewien rodzaj skrzywienia religijnego. O co tam chodzi? W ich pytaniu pobrzmiewa troska o siebie samych, o zauważenie ich dużego poświęcenia z jednoczesnym atakiem na uczniów Jezusa, którzy w ogóle nie poszczą. Pokusa stawiania siebie na pierwszym miejscu oraz porównywania siebie z innymi jest tym samym wirusem, który może bardziej nas atakuje, niż sezonowa grypa, a dotyka każdego w jego własnej drodze. Już od najmłodszych lat staramy się o to, bo „moje” było „naj”, by dalej się porównywać i poniżać wartość bliźniego, bo nie robi tak jak my. Drugim objawem tego wirusa jest robienie ciągle czegoś, nawet dobrego, aby innym pokazać, że mamy tego bardzo dużo, czyli punktowanie w zawodach o nagrodę dla najlepszych… Ale właściwie, czy Panu Bogu chodzi o to "dużo"? Jezus odpowiada pięknym obrazem. Przedstawienie siebie jako Pana Młodego tchnie w nas nowym spojrzeniem na życie, na nasze odniesienie do Boga w wierze, bo Bóg pragnie nas radosnych, tańczących ze szczęścia, pełnych dobroci jedni ku drugim, bo jest wśród nas Jezus – Umiłowany Syn Boga Ojca. Każdy post, wyrzeczenie, umartwienie ciała i ducha ma zawsze to podwójne odniesienie – z miłości do Tego, który oddał za mnie życie, abym nie zginął na wieki, oraz z miłości do człowieka, który jest obok mnie, abym w nim dostrzegał żywy obraz Boga i przez post stał się darem dla drugiego. Ten post będzie nas oczyszczał z egoizmu, uwalniał do koncentracji na sobie, pozwalał na uwrażliwienie zmysłów na potrzeby bliźniego, a także pogłębiał ducha ubóstwa, bo wtedy będę mógł dostrzec, jak bardzo potrzebuje Boga w swoim życiu. Może właśnie po to jest post, aby nie zgubić w sobie tego momentu smutku z powodu straty „najpiękniejszego z synów ludzkich” (Ps 45, 3), który oddał za nas swoje życie. Post ma nas kosztować i formować w miłości ku Bogu. Duchu Święty, umocnij nas słabych do poszczenia z miłości dla większej miłości Boga i bliźniego!


Czwartek 7 marca

„Potem mówił do wszystkich: "Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”

Na progu Wielkiego Postu Jezus pokazuje nam metę, do której On pierwszy dąży, a my za Nim. To, co wydarzyło się w Jerozolimie w trakcie Paschy Jezusa, ponownie staje przed nami do przeżycia, bo potrzebujemy interwencji Boga w naszym życiu. Jezus zaprasza na trudną drogę, która wiedzie przez zapieranie siebie każdego dnia, do wzięcia swojego trudu związanego ze swoimi obowiązkami, nauką, wiernością w okazywaniu miłości najbliższym, w byciu dobrym i uprzejmym tam, gdzie czujemy, że ktoś patrzy na nas złośliwie. Zaprzeć się odwetu, złego słowa, lekceważenia, kiedy ktoś nas prowokuje – to są okazje do małych zwycięstw mocą Jezusa, w cieniu Jego krzyża. W tym czasie możemy wybrać drogę błogosławieństwa, które Bóg codziennie nad nami roztacza, a my możemy w podobny sposób przekazywać je bliźnim, z którymi żyjemy. Jaką dziś drogą pragnę iść? Co mną kieruje w codziennych sprawach i decyzjach? Czy na kolanach proszę Boga o pomoc, bym z wiarą szedł ze swoim bagażem za Jezusem i uczył się od Niego jak kochać dziś, tu i teraz? Duchu Święty, tchnij w nas swoją moc, rozlej strumień łaski w nasze serca, aby nasze krzyże nie przygniotły nas, a były bardziej pomostem do prawdziwego życia!


Środa 6 marca

„Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.”

Bóg zaprasza nas do przeżycia Wielkiego Postu po raz kolejny w naszym życiu, ale jednak na nowo, bo jesteśmy w innej sytuacji niż rok temu, a dziś rozpoczyna się kolejny i wyjątkowy czas łaski dla naszego życia. Wielki Post jest dla wierzącego czasem łaski jak również czasem zmagania i walki. Walki o co dokładnie? Czy chodzi o to, by skoncentrować się na swoich „mięśniach” woli, żeby udowodnić sobie i innym jacy jesteśmy silni, albo bezsilni? Czy na święta Paschalne mamy sobie sprawić nagrodę, żeśmy wytrwali w postanowieniach, i na tym koniec? Z jakim nastawieniem i oczekiwaniami wchodzę w ten czas pokuty i nawrócenia? Jezus w Ewangelii rzuca nam światło na naszą drogę życia, aby w niej odkrywać w ukryciu, w niepozornych sytuacjach Boga, który pragnie naszego szczęścia. A to szczęście może w nas zakiełkować w drodze uproszczenia życia i budowania bliskich więzi z Bogiem i z drugim człowiekiem. Dlatego potrzebne są nam modlitwa, post i jałmużna, by zobaczyć, że nie jesteśmy samowystarczalni, a są obok nas ludzie, którzy potrzebują naszego czasu, uwagi, dobrego słowa, wsparcia modlitewnego i materialnego. Modlitwa w owej izdebce serca pozwala na odkrycie miłującego spojrzenia Boga Ojca i przyjęcia Jego miłości, która odnawia nas od wewnątrz i animuje wyjście ku bliźniemu, aby ofiarować coś z siebie. To jest nam potrzebne, aby z nową mocą i otwartością przeżyć Paschę wraz z Jezusem i w głębi swego serca. Duchu Święty, oświeć nasze umysły i wlej w serca swoją Miłość, abyśmy wielkodusznie weszli w czas pokuty i nawrócenia, współodczuwali z Jezusem Jego Pasję i z zaufaniem dali się poprowadzić Bogu Ojcu!


Wtorek 5 marca

 

„Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.”

Jezus daje swoim najbliższym najlepsze obietnice. To są obietnice z pokryciem, które mogą przerastać uczniów Jezusa, bo ich początek wiąże się z czasem na ziemi, a zwieńczeniem będzie przebywanie w niebie. Ale tym, co jest istotne to nasz wybór miłości w tym życiu, bo można chcieć wielu rzeczy przy Jezusie jako Jego uczeń, takich jak przynależność do ważnej grupy, chęć poznania nowych ludzi, przyjęcie różnych darów duchowych, żeby podbudować swoją wartość, poczucie pewnej misji do spełnienia w tym świecie… To wszystko jakoś wiąże się z naszymi ludzkimi wyobrażeniami i aspiracjami, ale możemy się czasem „minąć” z Panem, który pragnie od nas wyboru nie wielu rzeczy przy Jezusie, ale samego Jezusa i Ewangelii z wszelkimi tego konsekwencjami, a to już jest bardzo odważna decyzja, żeby nie pragnąć bardziej wielu korzyści duchowych i materialnych, jak tylko mocnej więzi z Jezusem i Jego Słowem. Jak dziś odbieram taką propozycję bycia uczniem – świadkiem Jezusa w mojej codzienności? Czy jest we mnie taka wolność serca od wielu rzeczy, że ponad to wybieram Jezusa i Jego miłość? Pan stopniowo prowadzi nas do pełnej wolności serca, ale potrzebuje naszej zgody, pragnienia, decyzji, aby wszystko, co mamy, nie przeszkadzało nam w drodze za Jezusem we własnym stanie i powołaniu. Maryjo, Matko Pięknej Miłości, Ty zawsze wskazujesz nam, dzieciom, na Jezusa, który jest Twoim i naszym największym skarbem. Pozwól nam widzieć Jezusa naszym sercem, radosnym, wolnym i ufnym, że On sam nam wystarczy.


Poniedziałek 4 marca

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.”

W życiu świętych dostrzegamy ten przejaw miłości Boga, którą w sobie przyjęli i żyli na co dzień. Tak stało się w życiu św. Kazimierza Królewicza. Trwanie w Bożej miłości stało się dla niego głównym motywem i motorem życia, działania, spotkań, troski o ubogich. Dziś każdy z nas, na swój sposób, w swoim powołaniu i stanie jest zaproszony do wytrwania w miłości Jezusa. A to trwanie przebiega przez poszanowanie przykazań Bożych, a zwłaszcza przykazania miłości Boga i bliźniego tak, jak to pokazał nam Jezus. Z pozoru jest to nic nadzwyczajnego, ale właśnie w takich drobnych sprawach możemy okazać miłość i być podobnymi do Jezusa. Najpierw we własnym domu mamy możliwość świadectwa o tym, jak kochamy Jezusa, a przez to jak troszczymy się o najbliższych, jak okazujemy im wdzięczność, cierpliwość w słuchaniu i rozwagę w mówieniu. A następnie będziemy okazywać tę miłość w życiu sąsiedzkim, w miejscu pracy i nauki, we wspólnocie i parafii. Jezus pragnie przez nas działać dla dobra wielu ludzi, ale potrzebuje naszego czasu na spotkanie, na modlitwę, na adorację, byśmy dali nasze serca pod działanie Ducha Świętego. Duchu Święty, który zamieszkujesz nasze ciała, udziel nam głębszego poznania Bożej miłości, wytrwania w niej przez decyzje i czyny zgodne z przykazaniami Bożymi, aby nasze świadectwo przybliżało innym drogę do Boga Ojca!


Niedziela 3 marca

"Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”.


W słowach czytanej dzisiaj Ewangelii zawiera się rachunek sumienia. Mniej lub bardziej świadomie, specjalnie lub nie, każdemu z nas zdarza się oceniać innych. Jest to dość naturalne i nie ma w tym nic złego, dopóki w naszych myślach pojawia się opinia na czyjś temat, przepełniona szacunkiem do tej osoby, bez osądzania jej. Czasem, jak na ironię - krytykujemy, czy wręcz potępiamy kogoś za czyny, których sami się dopuszczamy. Zastanówmy się, czy nie ma w naszej życiu osoby, do której oceniania tak się przyzwyczailiśmy, że stało się to dla nas normą. Może to młodsza siostra, która dla mnie dalej jest dzieckiem, choć skończyła 30 lat, a ja wciąż chcę układać jej życie po mojemu? Może to niepełnosprawna sąsiadka, która parkuje swój samochód zawsze zbyt blisko mojego miejsca i uznaję to za złośliwość, a ona po prostu potrzebuje więcej miejsca, aby wyjąć z samochodu wózek? A może to mój własny mąż, który robi coś inaczej niż bym chciała, a ja zamiast spróbować zobaczyć w nim jego dobrą wolę i indywidualność, upatruję lekceważenia mojego zdania? Każdy z nas idzie własną, odrębną, wytyczoną mu przez Boga ścieżką. Nie ma dwóch jednakowych osób, nie ma dwóch identycznych historii. Prośmy dzisiaj Boga, byśmy zamiast oceniać, potrafili kochać i wspierać się wzajemnie. Panie, jednocz nas mocą Ducha Świętego, abyśmy nie rzucali sobie nawzajem kłód pod nogi, ale byśmy jeden dla drugiego byli drabiną do nieba.



Sobota 2 marca

"I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je."


Każdy człowiek jest umiłowanym dzieckiem Boga. Niektórzy z nas zajmują odważnie "pierwszą ławkę" w codziennych sprawach, niektórzy wręcz przeciwnie - chowają się jak najdalej od tłumu, niektórzy są dobrą i opiekuńczą siostrą czy koleżanką, niektórym ciężko dla złośliwego żartu nie wystawić nogi, by ktoś się o nią potknął. Choć w swoim dorosłym i poważnym świecie codziennie wskakujemy w garnitur czy mundur, bierzemy na ręce własne dzieci, prowadzimy wielkie budowy, uprawiamy rolę i tworzymy projekty, to w oczach Boga wciąż jesteśmy Jego mniej lub bardziej niesfornymi, ale wciąż ukochanymi dziećmi. Pan nie oczekuje od nas braku odpowiedzialności, czy niezachowywania powagi w stosownej do tego sytuacji. Nie oczekuje również, byśmy zostawili przygotowywanie obiadu dla rodziny czy prowadzenie firmy i zajęli się zabawą lalkami i budowaniem domu z klocków. To, czego Pan pragnie dzisiaj od nas, to dziecięca szczerość i radość życia. Świadome przeżywanie tej konkretnej chwili... bez nadmiernego zamartwiania się o jutro, w pełnym zaufaniu Ojcu, że nasz najlepszy rodzic nieustannie nad wszystkim czuwa. Dziś, Ciebie i mnie, Pan bierze w swoje objęcia, kładzie na nas ręce i nas błogosławi. Otwórzmy dla Niego swoje serca, przyjmijmy łaski, którymi chce nas obdarzyć. Bądź uwielbiony najczulszy Ojcze w Twoim nieskończonym miłosierdziu.


Piątek 1 marca

"Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela".


Te słowa Jezusa niewątpliwie odnoszą się do małżeństwa i jego misji opartej na stałości, wierności i nierozerwalnej jedności. Jednak bogactwo nauki w nich zawartej dotyczy również innych kwestii naszego życia, niezależnie od stanu i powołania. W Bożym zamyśle, dzieci nieodłącznie wiążą się z dwojgiem rodziców, dziś tak często rozdzielanych rozwodem. Praca wiąże się z uczciwym wykonywaniem swoich obowiązków, a tyle jest wokół okradania pracodawców i pracowników, zagarniania dla siebie, czy po prostu udawania, że się pracuje. Nazywanie się chrześcijaninem wiąże się z życiem przykazaniami i Słowem Bożym, a dziś tak często książeczki do bierzmowania czy indeksy dla narzeczonych są podbijane, aby to "zaliczyć". Piękno relacji międzyludzkich przejawia się w zaangażowaniu, życzliwości i uczciwości względem drugiej osoby. Kiedy te elementy nie są pomijane, między ludźmi zostaje zachowana jedność tego, co łączy Bóg. Panie, pomóż nam żyć według Twoich wskazówek, strzec Twoich ścieżek, byśmy dla Twojej chwały potrafili jednoczyć się w Tobie.


Czwartek 28 lutego

"Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą".


Sól podkreśla i wydobywa smak. Dziś Pan w Słowie Bożym zwraca się do nas, byśmy "mieli sól w sobie". Może to oznaczać, że mamy w naszym życiu być aktywni, mamy nieść radość i nadzieję, a poprzez wykonywanie codziennych czynności, nieść światu dobro. Bóg w każdego z nas "włożył" również niepowtarzalne cechy i zdolności, różne talenty. Rozwijanie i korzystanie z nich jest tym, co stanowi o naszej wyjątkowości, dzięki czemu możemy się wzajemnie ubogacać. Otwierajmy się na natchnienia Ducha Świętego, który podpowiada nam, jak nadawać życiu smak. Czasem wystarczy naprawdę niewiele, by zmienić czyjś dzień na lepszy: miły gest, ciepłe spojrzenie, słowo otuchy. Jezu, przemieniaj nasze serca, byśmy dali się Tobie prowadzić tam, gdzie Ty chcesz. Kieruj naszymi słowami i czynami i działaj przez nas, rozdawaj siebie przez nas. Ty, który jesteś miłością, bądź uwielbiony Jezu.


Środa 27 lutego

"Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami".


Ważne jest, byśmy dzielili się swoją wiarą, doświadczeniem działania Boga w naszym życiu. Często zdarza się, że osoby, które rozwijają swoją wiarę we wspólnocie czy oazie, "zamykają się" w tej konkretnej grupie ludzi, skupiając się na niej i na sobie. Tymczasem, Jezus przypomina nam, że jesteśmy Ciałem Chrystusowym, jednością. Niezależnie od tego, czy przynależymy do danej wspólnoty, czy dopiero jej szukamy, czy chodzimy na mszę niedzielną, ale poza tym trudno nam jest otworzyć się na działanie Boga w naszej codzienności. Zadaniem każdego z nas jest być dla innych. Wszyscy jesteśmy jedną rodziną, dlatego trzeba starać się wspierać ludzi żyjących przy nas, nieść im nadzieję i radość. Zamiast obowiązkowego "dzień dobry" do sąsiadki, może warto czasem zagadać, spytać, jak minął jej dzień, pomóc wnieść zakupy? Dobro jest na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko po nie sięgnąć. I podać dalej. Panie, otwórz nasze serca na innych ludzi. Naucz nas kochać tak jak Ty.


Wtorek 26 lutego

"Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać."


Chyba każdy z nas czasem znajduje się w takim punkcie życia, że nie wie co robić, jaką podjąć decyzję. Często czujemy się zagubieni, ale biernie w tym trwamy. Bóg cały czas jest dla nas i pragnie udzielać nam pomocy, odpowiadać na nasze pytania poprzez Słowo Boże, poprzez ludzi stawianych na naszej drodze. Jednak aby dostrzec działanie Boga w naszym życiu, musimy Go świadomie pytać i szukać. Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o tym, jak uczniowie Jezusa bali się Go pytać o to, czego nie zrozumieli. Kiedy Jezus zaczął z nimi rozmowę, pytając o czym rozmawiają, rozwiał ich wątpliwości, dał odpowiedź na nurtujące ich kwestie. Również my nie pozwalajmy sobie na trwanie w bylejakości. Jezus jest dla nas tu i teraz. Jeśli szukamy wskazówek życiowych odnośnie pracy, powołania, zakupu czegoś, wejścia w daną relację, uklęknijmy. Zamiast sprzeczać się z innymi, czy z własnymi obawami, dajmy sobie usłyszeć głos Boga. Panie, pomóż nam stawać się jak dzieci, byśmy nie szukali samemu "dorosłych" rozwiązań, nie bali się Ciebie, ale zawsze pytali Cię o to, jaki Ty masz dla nas plan.


Poniedziałek 25 lutego

"Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: "On umarł". Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał."


Każdy kolejny dzień jest sprawdzianem dla naszej wiary. Będąc blisko Boga niejednokrotnie słyszymy, że wiara i pobożność dzisiaj się nie opłaca, że jest wiele współczesnych atrakcji, że trzeba korzystać z młodości, bawić się, jakby nie było jutra. Często spotykamy się z niezrozumieniem poświęcenia i cierpienia dla chwały Boga, dla zbawienia bliskiej nam osoby. Jednak mimo mnożących się przeciwności, musimy pamiętać, że nasze prawdziwe szczęście jest w Bogu. Nawet, jeśli komuś nasze życie wydaje się nudne, czy zbyt trudne, pełne wyrzeczeń, ale nie stara się tego zrozumieć, a jedynie oceniać - nie ma sensu zwracać na to uwagi. Nawet, jeśli komuś wydaje się, że "umieramy" dla tego świata, to naszą najlepszą odpowiedzią na to jest dalej trwać wiernie przy Bogu. Jedyne, co On w nas uśmierca, to grzech, po czym podaje nam rękę i na nowo podnosi do nowego życia w Panu. Jezu, daj nam silną, głęboką wiarę, byśmy potrafili trwać przy Tobie nie tylko w radości, ale też w trudnych i niezrozumiałych dla nas sytuacjach. Wypełnij nas Boże szczerym zaufaniem Tobie.


Niedziela 24 Lutego

 

„…miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze.”

 

Kim ja jestem, że mogę oceniać bliźniego? Skąd to przekonanie, że mój sąd jest zasadny i słusz­ny? Kto mi dał prawo? Ledwo sam siebie mogę upil­nować, a co dopiero innych. Przecież to, co robi­my - nieustanne osądzanie się nawzajem, ocenianie, hejtowanie - to wyrządzanie innym krzywdy, za którym kryją się łzy i frustracje. A co by się stało, gdybym uwolnił się od osadów, obowiązku nieustannego dokonywania ocen, podsumowań? Czy moje środki zostały do­brze spożytkowane, czy czas maksymalnie wykorzy­stany, czy kupiłem najtaniej, czy zyskałem najwięcej? Nieustanne napięcie. Co zatem stoi na przeszko­dzie, by się od tego uwolnić? Czy potrafimy inaczej? Wpadliśmy w takie kole­iny i nie sposób się z nich wydostać. Jezus zachęca w dzisiejszej Ewangelii, aby miłosiernie traktować bliźniego – nie osądzać, nie potępiać, nie chować względem niego urazy. To właśnie jest podstawowy dar miłosierdzia, który mamy ofiarować drugiemu człowiekowi, chcąc go podnieść, podtrzymać, uratować. To samo otrzymamy u kresu naszych dni stając wobec Bożego miłosierdzia. Każde darowane dobro zwróci się nam wedle tej samej miary, jaką stosowaliśmy.