<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Piątek 3 listopada


„Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?”


Modlimy się, bierzemy udział w nabożeństwach, przestrzegamy Bożych przykazań… i to jest dla nas fundament, ale to nie może być jednocześnie granica naszej wiary. Taka kształtna i regularna wiara nadawałaby się najwyżej do tego, by ją obsadzić w ramkę i powiesić na ścianie, bo mało wspólnego ma z tym, czego naucza Chrystus. On pokazuje nam, że wiarą w Boga jest wychodzenie poza granicę siebie, to odwaga, by wyjść z łodzi na głos Boga, na Jego wezwanie, to nadzieja, że nawet, jak nie widać brzegu, a my tracimy siły, nie utoniemy, bo Bóg jest z nami. Spotykamy na co dzień takie sytuacje, w których trzeba się ośmieszyć wobec tłumu, narazić swoją opinię, żeby ratować jednego człowieka, żeby pokazać Mu Boga. Zbyt często uznajemy, że „nie wypada”, że inni pomyślą, że jesteśmy jakimiś dziwolągami, że oszaleliśmy. No bo jak pójść głosić Ewangelię do swojej szkoły, gdzie już i tak się „nabijają” z naszej wiary? Jak składać ręce na mszy świętej, żeby osoba siedząca obok nam się nie przyglądała? Jak modlić się za brata czy mamę swoimi słowami, skoro w domu całe życie odmawiany był tylko pacierz z książeczki do nabożeństwa? Wiara w Boga wymaga… miłości. PRZEDE WSZYSTKIM, MIŁOŚCI. Otwierajmy nasze serca na miłość, niech nas rozpala, niech nadaje sens naszemu życiu, wszystkiemu, co czynimy. Jezu, wlewaj w nas swoją gorącą miłość. Ucz nas kochać, by nasza wiara opierała się na uczynkach miłości. 


Czwartek 2 listopada

"Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech się nie trwoży serce wasze."


Pośród naszych codziennych spraw do załatwienia, czekania na wyniki badań, troski o innych, o własną przyszłość, wobec nowych wyzwań, dopada nas lęk. Czasem pojawia się nagle, nie wiadomo skąd, łapie za kark i nie pozwala iść do przodu, a nie raz latami drżymy o przyszłość, pielęgnując w sobie niepokój. Siadamy wieczorem z kubkiem herbaty w ręku, bliskie osoby obok, a jednak nasze serce męczy niepokój. I właśnie w te momenty wchodzi Jezus i mówi do nas: Niech się nie trwoży serce wasze. Co za łagodność! Co za miód na serce, ocean miłości i bezpieczeństwa. Słodkie zapewnienie, że Bóg ciągle przy nas jest, bo prawdziwa miłość usuwa lęk, a Bóg jest miłością. Zatrzymajmy w sercu te słowa Jezusa, niezależnie od tego, czy czeka nas dziś rozmowa z szefem, czy jutro mamy położyć się na stole operacyjnym, czy nasze dziecko straciło włoscy, mimo, że niedawno dopiero mu urosły, czy trzymamy w ręku telefon żony z jednoznacznymi wiadomościami od "kolegi z pracy". Niech się nie trwożą serca nasze... Jezu, daj nam łaskę zanurzenia się w Twojej obecności, w Twojej miłości, usuń nasz lęk, wypełnij nas pokojem i ufnością, że jesteś Panie w każdej chwili naszego życia. 


Środa 1 listopada

„Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.”


Błogosławieni, którzy się smucą, ubodzy w duchu, cisi, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, którzy wprowadzają pokój, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, ci, którym ludzie urągają i prześladują z powodu Chrystusa… To jednocześnie trudne i zarazem pokrzepiające słowa. Nie łatwo jest wybierać w życiu krzyż, nie raz chciałoby się pójść prostą drogą zabawy, zamykania się tylko na swoje ‘ja’, droga doczesności. Wiemy, jak czasem trudno walczyć o sprawiedliwość, cierpieć dla niej, bronić słusznej sprawy, jak trudno być miłosiernym, okazywać miłość czystym sercem wobec tych, którzy uprzykrzają nam życie, którzy są dla nas ciężarem, ranią. Tak trudno jest nam wprowadzać pokój tak, gdzie brak szukania obecności Chrystusa, w skłóconej rodzinie, w zaognionej relacji z małżonkiem, w konflikcie z sąsiadem… Najchętniej byśmy od tego uciekli, zostawili sprawę do załatwienia komuś innemu. Tymczasem, to na nas jest obowiązek podejmowania tych trudności, bo to nam Jezus dał przykład jak to robić. Nie możemy uciekać, ale z pokorą i ufnością Bogu, każdego dnia, wchodzić w te zadania, z którymi musimy się zmierzyć. Bo właśnie ta, tak często kręta i wyboista droga, prowadzi do nieba. Po śliskiej, gładkiej, łatwej i szybkiej – jak byśmy się tam wspięli? Nie mając po drodze czasu na refleksje, na naukę płynącą z cierpienia i doświadczeń, jako jacy ludzie byśmy stanęli przed Bogiem? Jak mielibyśmy osiągnąć głębię człowieczeństwa? We wszystkich trudach dziękujmy Bogu pamiętając, że tak jak złoto, i człowieka wypala się w ogniu doświadczeń. Cieszmy się i uwielbiajmy Pana, bo On już przygotował dla nas mieszkanie w niebie, największą nagrodę za podejmowane trudy, Jego Obecność. 


Wtorek 31 października

„Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło.”


Może nieraz wydaje nam się, że nasza opinia nic nie znaczy, że jesteśmy bezużyteczni w porównaniu z innymi, że nasze miejsce zawsze jest w kącie, z tyłu. Z innej strony – może przyzwalamy sobie na „małe grzeszki”, uważając je za nic nieznaczące. Jednak wszystko, co się w nas, w naszym życiu wydarza, ma znaczenie, ma moc. Wypowiedziane przez nas miłe słowo, którego my może nie będziemy jutro pamiętać, może stać się czyimś pocieszeniem w najodpowiedniejszym momencie. Mały gest może pokazać drugiemu człowiekowi, że nam na nim zależy. Tak samo w druga stronę – jeśli ulegamy małej pokusie, zakwasza ona nasze sumienie jak zaczyn całą mąkę, powoli, stopniowo… Dlatego musimy wzrastać w tym, co dobre, sukcesywnie eliminując z naszego życia to, „co ma choćby pozór zła”. Panie Jezu, prowadź nas i wypełniaj Tobą, Twoją odwagą do życia w pełni, byśmy z ziarnka gorczycy przemieniali się w wielkie drzewo, które będzie wsparciem dla innych, bezpiecznym azylem dla drugiego człowieka. „Moc w słabości się doskonali”. Pomóż nam Panie rozkwitać w Tobie. 

Poniedziałek 30 października

„Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy.”


Chyba każdy z nas ma swoją niemoc. Niemoc walki z nałogiem, niemoc kochania, niemoc fizyczna. I chyba każdy z nas chciałby usłyszeć to, co Jezus mówi do kobiety, która od 18 lat nie mogła się wyprostować. Ale dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam nie tylko postać owej kobiety, przedstawia nam także wskazówkę, jaka prowadzi do uzdrowienia. Zawarta jest ona w słowach „Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta (…)”. To ona, ze swoją niemocą i nędzą, poszła do Jezusa! Wiedziała, że Jezus będzie nauczał w synagodze, więc i ona tam podążyła, ufnie pragnęła, by Jezus ją ZOBACZYŁ. Jezus pragnie, byśmy i my pokazali mu swoje niemoce. Przywołuje nas do siebie, chce zdjąć z nas nasze kajdany. Idźmy do Niego ze wszystkim, co jest naszą niemocą. Pozwólmy się uwolnić. Panie Jezu, prosimy Cię, zobacz dziś naszą niemoc i zamień ją na pełnię wolności w Tobie. 


Niedziela 29 października

"Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy."

Pan mówi: "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. (...) Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość". W jednej z piosenek słyszymy: "Nie ma takiej siły, która wygra z siłą miłości", ksiądz Twardowski napisał: "...i to wszystko psu na budę bez miłości"... Miłość - coś, do czego wszyscy mniej lub bardziej świadomie dążymy, bez czego nasze życie traci sens. Sam Bóg, pośród tylu przykazań, wskazówek, napomnień, mówi nam, że w tym wszystkim najważniejsza jest miłość, że tak naprawdę chodzi właśnie o nią, bo to ona jest siłą napędową każdego dobra, jakie istnieje w świecie, jest jedyną drogą do spełnienia. Kto z nas nie chciałby mieć przy sobie osoby, która z miłości gotowa byłaby oddać za nas życie? Otóż... dobra wiadomość jest taka, że każdy z nas ma taką osobę - jest nią Jezus Chrystus, który już pokazał nam, jak niezmierzona i szalona jest Jego miłość do nas. Warto, byśmy patrząc na Jezusa, zwracając się do Niego, pamiętali nie tylko o tym, żeby wymienić nasze prośby, ale przede wszystkim o tym, że nieustannie możemy zanurzać się w Jego miłości. W naszą codzienność wkrada się tyle pułapek, ogłuszaczy, przykrywek dla tego, co najważniejsze. Zamiast gorączkować się, bo mieszkanie nie jest idealnie posprzątane, bo awansu nie ma, bo nie mamy najmodniejszej w tym sezonie kurtki, bo sąsiad ma nowe auto, a nasze się rozsypuje, bo nie stać nas na wakacje pod palmami, zastanówmy się, jak DZISIAJ możemy bardziej kochać, Boga i tych, których mamy wokół siebie. Spróbujmy znaleźć to, co sprawia, że czasem spotykamy ludzi, którzy pozornie nic nie mają, a jednak ich serce przepełnia radość. Panie, ucz nas kochać tak jak Ty, ucz nas kochać coraz głębiej i pełniej. Otwieraj nasze serca, zabierz lęk przed zranieniem, przed odarciem się ze skorupy, w której chowamy się przed miłością. Jezu, Synu Wszechmogącego Boga, dzisiaj, teraz, po brzegi wypełniaj nas miłością. 


Sobota 28 października

"Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu (...) przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób."

... bo w Jego ranach jest nasze zdrowie. Bo nikt nie ma mocy większej, niż Jezus Chrystus. Jego potęga jest nieskończona, niewyczerpalna, nigdy nie zabraknie jej dla nikogo, kto przychodzi "aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie". Często słyszymy wokół "z niego już nic nie będzie", "ona nigdy się nie odważy", "do końca życia będę śmierdzącym pijakiem, z tego nie da się wyjść", "nigdy mu nie przebaczę, nie ma mowy, to nie ojciec, to tyran"... a może nam samym zdarza się oceniać w ten sposób? Halo! Zaraz zaraz... przecież naszym Ojcem jest WSZECHMOGĄCY Bóg! Zamiast porzucać nadzieję, mamy wołać: Panie pomóż mi! Bo tonę... chcę, byś dał mi nowe życie, chcę Ciebie słuchać, iść za Twoim głosem, Panie odnów mnie, proszę! Nie przekreślajmy wszystkiego, kiedy nasze siły i możliwości się wyczerpały, kiedy znajdziemy się w sytuacji pozornie bez wyjścia, bo będąc żyjącym wiarą dzieckiem Boga, zawsze mamy wyjście. Gdzie możliwości naszych kres, tam Jego - początek! Oddajmy się Panu w pełni. Oddajmy Mu ten dzień, siebie samego, bliskich sercu ludzi, otoczenie, marzenia, przeszłość, to co jest teraz i co dopiero nadejdzie. Wejdź Panie w to wszystko i bądź Królem naszego życia. Chwała Panu! 


Piątek 27 października

„I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?”


Często nie podejmujemy działania, bo brakuje nam odwagi i zrzucamy to na Boga: „Pan Bóg mi to poukłada”. Zależy nam na jakiejś pracy, ale bojąc się porażki nawet tam nie idziemy żeby przedstawić swoją kandydaturę, z góry zakładając, że to zbyt piękne, by mogło się udać. Kiedy ktoś nam się podoba, zamiast zaprosić na spacer czekamy, aż „Bóg się tym zajmie”. Wierząc, że Bóg o nas dba, pozwalamy sobie kolejny raz na śmieciowe jedzenie… i tym podobne. Możemy zauważyć wśród nas coraz więcej bierności. Bierność zabija – nasze marzenia o świetnej pracy, o gorącej, pełnej Boga miłości małżeńskiej, o dobrym, zdrowym życiu i spełnianiu naszych pasji. Potrzebujemy więcej działania, aktywnego życia pełną parą, nie zużywania go, ale korzystania z niego. Nie bójmy się żyć na 100%, to właśnie takiego życia chce dla nas Bóg. Odwagi! Nie analizujmy zbyt wiele, nie zastanawiajmy się, nie marnujmy Bożych natchnień. Zamiast gdybać, lepiej będzie z uśmiechem na ustach i ufnością Bogu zanieść CV do miejsca, w którym chciałoby się pracować, zadzwonić do dziewczyny, z którą chce się po prostu rozmawiać i iść przed siebie, a po powrocie z pracy, zamiast włączać telewizor, spakować ręcznik i strój i pojechać na basen, albo wsiąść na rower. Bóg chce, żebyśmy ufali Mu w pełni i powierzali swoje sprawy Jemu, ale byśmy i my działali na tyle, na ile możemy. Jezus, przyszedłszy na Ziemię, nie czekał, aż Ojciec wypełni Jego misję w jakiś spektakularny sposób, ale każdego dnia działał, czerpiąc mądrość i moc z nieustannej modlitwy. Również my mamy żyć w ten sposób – nie naginać przykazań, nie podporządkowywać ich dla wygodnictwa, ale starać się być czystym, przejrzystym, korzystać z łask od Pana, który daje nam moc Ducha Świętego, byśmy potrafili dzięki Niemu rozeznawać, co jest słuszne. Spróbujmy docenić to, jak ważni jesteśmy w oczach Boga. Panie, otwieraj nas na Twoją wolę. Dodaj nam odwagi do działania, nie pozwól nam trwonić czasu na bierne czekanie, ale udzielaj nam „wskazówek” poprzez modlitwę, innych ludzi, Twoje słowo i prowadź nas. 


Czwartek 26 października

"Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie."

Jezus dzisiaj poprzez Ewangelię przypomina o swojej misji, jaką ma spełnić na Ziemii, o tym, co dokona się w skutek Jego działania. Jednak w tych słowach można znaleźć coś jeszcze - wyrażają one tęsknotę za byciem w jedności z Bogiem, za Sakramentem. Nam często tak trudno jest pamiętać o tym, że podczas Chrztu zostaliśmy zanurzeni w Chrystusie, że Pan tchnął w nas swojego Świętego Ducha i jesteśmy przeznaczeni do życia w Bogu. Pierwsza Komunia Św., Bierzmowanie... Czy pamiętamy o tym, jak się do nich przygotowywaliśmy? Warto spytać siebie dzisiaj - czy korzystam z łask sakramentów, czy ich nie zaniedbuję, czy tęsknię za płynącymi z nich łaskami? "Dostęp" do sakramentów mamy nieograniczony - Bóg oddaje nam się każdego dnia w sakramencie Eucharystii, codziennie czeka, by oczyścić nasze serca w sakramencie Pokuty. Bóg chce nam w codziennym życiu pokazywć jego głębię, pełnię, korzystajmy z tych łask i prośmy o nie. Panie, prowadź nas przez życie drogą Twoich Świętych sakramentów, aby one były naszym fundamentem na codzień, aż do Domu Ojca. 


Środa 25 października

„Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę.”


Bardzo trudne słowa. Nie dlatego, że ciężko je zrozumieć, wręcz przeciwnie – wprost ukazują nam prawdę o nas samych i mocno potrząsają naszym sumieniem. Niełatwo przyjąć fakt, że jest się, brutalnie mówiąc, wygodnym leniem. Tym, który słucha Słowa Bożego, ale z dystansem, boi się przyjęcia Go osobiście, bo wcielenie Go w życie może wymagałoby podjęcia ryzyka, wyjścia z naszego wygodnego miejsca w życiu, w którym się usadowiliśmy i nie chcemy zmian, bo tak łatwiej. „Szału” nie ma, ale jakaś tam praca jest, w niedzielę do kościoła, wizyta u teściowej, co miesiąc fryzjer, po wypłacie piwo z kumplami, wieczorem się serial obejrzy, jakiś mecz czasem… i jakoś leci. Szara monotonia. Po co wprowadzać jakieś zmiany, po co komplikować… Nie! Jezus nie chce dla nas takiego życia. Nie po to umarł za nas na krzyżu, żebyśmy „jakoś to wszystko ciągnęli”. On nie chce dla nas bylejakości. Ma dla nas o wiele więcej, ma dla nas piękny plan. Ale to wymaga odwagi, zawarcia z Bogiem „układu” – On daje nam słowo, że nas nie zostawi, że nad nami nieustannie czuwa, więc my w zamian dajmy Panu nasze zaufanie Mu. Obdarzył wszystkich  nas jakimś zadaniem do wykonania, konkretną, niepowtarzalną misją dla każdego z nas. W nasze serca włożył talenty i pragnienia i tęsknota za realizacją ich aż boli, ale my nic nie robimy, bo boimy się porażki, tego, że się nie nadajemy, że wszystkim wokół się udaje, bo są zdolniejsi, mają lepsze warunki, są pewniejsi siebie, bardziej atrakcyjni, więcej potrafią itd., itd., itd.... Ale Pan nie wymaga, by każdy z nas był herosem na skalę światową, On pragnie tylko, byśmy szukali Jego woli w naszym życiu i nieodłącznie od jej poznawania WYPEŁNIALI ją. Bóg nas zna najlepiej, nie wprowadzi nas w maliny, więc oddajmy się Mu nie tylko w słowach, ale w czynach – bo to one są świadectwem Miłości. Panie, wypełniaj nas Tobą, Twoją Miłością i odwagą, byśmy w końcu wypłynęli na głębię, byśmy wystawili nogę za burtę, byśmy chodzili z Tobą po wodzie. Bądź wola Twoja w naszym życiu, Panie. 


Wtorek 24 października

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie.”


Kolejny raz Jezus przypomina nam, byśmy czuwali, byśmy nie ustawali w modlitwie, w trwaniu przy Nim. Przypomina, że choć martwimy się o wiele, potrzeba nam tylko jednego. Niech w trudnych momentach, albo długiej duchowej pustyni, nasza wiara nie gaśnie! Jezus w swojej przypowieści mówi, że szczęśliwi Ci słudzy, których Pan zastanie czekających na Niego, być może na Jego "powrót" właśnie z tej ich duchowej pustyni, jaką i my dzisiaj może przeżywamy. Im bardziej skomplikowane wydaje nam się nasze życie, im trudniej, tym więcej uwielbiajmy Boga w całym tym zagmatwaniu. Czasem Jezus próbuje do nas dotrzeć w dziwny, a może nawet chaotyczny dla nas sposób. Na przykład bardzo zależy nam, by zdążyć na spotkanie naszej wspólnoty, a wtedy słyszymy komunikat, że nasz pociąg ma opóźnienie. Gorycz i żal sięga zenitu: „Tak starałam się ze wszystkim wyrobić, pędzę  wprost z pracy, a tutaj – totalna klapa, hamulec, Boże, dlaczego!?” I właśnie w takiej sytuacji, w tym, co nam zepsuło humor, rozwaliło nasz plan, zdenerwowało, zawiodło, w tej burzy niekoniecznie pozytywnych emocji, można usłyszeć delikatny, łagodny głos: „Czy jechałaś tam dla Mnie…? Bądź ze Mną, tu i teraz, Ja Jestem”. Nie gońmy za niewiadomym, nie pozwólmy, by nasz pęd przesłonił nam Jezusa, który przychodzi i chce do Nas mówić, w każdym momencie. Dajmy Mu szansę… poświęćmy Mu czas, byśmy mogli Go usłyszeć. Nawet, gdy wydaje nam się, że sytuacja w jakiej się znaleźliśmy jest beznadziejna. Dla Jezusa nie jest! „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Panie otwieraj nasze serca, przychodź, rozgość się w naszym życiu, wypełniaj je Tobą, przenikaj nas i prowadź. W każdym momencie naszego życia – bądź uwielbiony Panie! 


Poniedziałek 23 października

"Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia."

Dzisiejszy poniedziałek to zdecydowanie wspaniały dzień, m.in. do kochania. Pan powiedział, że będziemy sądzeni z... miłości. Kochanie Boga, również w drugim człowieku, oczyszcza z pychy, z chciwości, egoistycznych pobudek. "Ja" ustępuje miejsca trosce o drugą osobę, o jej zbawienie, dobro, bezpieczeństwo, radość, zdrowie i in.. W dzisiejszej Ewangelii Jezus swoją przypowieścią przypomina nam, żebyśmy nie skupiali się na gromadzeniu dóbr doczesnych i leniwemu oddawaniu się im, ale byśmy zabiegali o to, co najważniejsze, nieskończone, co przetrwa nawet śmierć. A, jak pokazał nam Jezus, od śmierci potężniejsza jest miłość. "Miłość nigdy nie ustaje". W sercu człowieka jest takie miejsce, w którym rodzi się niezmierzona tęsknota. Często próbujemy ją czymś zakryć, przypudrować - nadmiarem zajęć, szukaniem potwierdzenia samego siebie u innych ludzi, ciągłymi wyjazdami, aby tylko coś się działo, uciekaniem od ciszy, w której, wbrew pozorom, słychać tak wiele... Tej tęsknoty, nie jest w stanie wypełnić nic i nikt, poza Bogiem. Serce, które całym sobą pragnie Boga i otwiera się dla Niego na oścież, Boża Miłość przenika na wskroś, wypełnia pragnieniem ciągłego zanurzania się w tej Miłości. Panie Jezu, te wszystkie miejsca w naszych sercach, które świecą pustką, dzisiaj wypełnij Twoją Miłością. 


Niedziela 22 października

„Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.”

Odpowiedź Jezusa zaszła w pięty uczniom faryzeuszy. Nie przewidzieli takiego rozwiązania trudnej sztuczki słownej. Właśnie, bo Jezus przejrzał ich serca i myśli. To, co siedzi w sercu człowieka to jego przewrotność względem Boga i bliźniego. Ale tak nie było od początku. Ostatnie słowa Jezusa pokazują pierwotny zamysł Boży, Jego plan względem nas. Zostaliśmy stworzeni na obraz Boży, tak jak to podaje autor Księgi Rodzaju: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” (Rdz 1, 27). Już od samego początku nosimy podobieństwo do Boga jako naszego Ojca. Rzeczy materialne mają swoją wartość i przynależą do swoich właścicieli, a ludzie? Właśnie wszyscy przynależą do Boga przez Chrystusa, tak jak to opisuje św. Paweł: „czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe, wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga.” (1Kor 22-23). W tej perspektywie możemy zupełnie dać sobie spokój z wszelkim pragnieniem zdobywania poważania u innych, skoro wiemy i doświadczamy, że jesteśmy najbardziej sobą w szczerym oddaniu się naszemu Bogu – Ojcu. Szukanie uznania u ludzi, którzy coś znaczą i mają jakąś władzę jest raczej oznaką braku dobrej relacji z Bogiem, w której brakuje zaufania i pełnego oddania. Bóg jest spełnieniem wszystkich tych pragnień, tęsknot, marzeń, które nosimy w sercu, a które przez grzech chcemy zaspokajać poza Nim, zazwyczaj w rzeczach materialnych. Jesteśmy stworzeni na obraz Boży, a więc posiadamy w sobie tak ogromną przestrzeń, którą może zaspokoić tylko sam Bóg. Z tego względu warto oddawać Bogu to, co boskie, a więc nas samych – naszego ducha, serce, umysł, wolę, pamięć, wyobraźnię, uczucia, wszelkie decyzje, aby Bóg w tym wszystkim działał! Duchu Święty, ukaż nam piękno naszego bycia dziećmi Bożymi, świątyniami, w których mieszka sam Bóg, aby On był w nas wszystkim!


Sobota 21 października

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.”

W słowie „przyznać się” zawarte jest mniejsze i jakże ważne słowo „znać”. Każdy z nas jest powołany właśnie do świadectwa o Jezusie słowem, postawą, stylem życia pośród rodziny, przyjaciół, osób w pracy i innych. Na jakość naszego świadectwa – przyznawania się do Jezusa wpływa czas, który Jemu właśnie poświęcamy, aby być razem, słuchać Jego głosu i przyjmować Jego miłość. W języku biblijnym słowo „poznać” oznacza zażyłą relację z wybraną osobą, którą się zna jakby od wewnątrz, a więc jej myśli, przeżycia, uczucia, wszystko to, co ją tworzy. Jeśli Jezus pragnie byśmy przyznawali się do Niego, to jest to w naszym interesie, abyśmy bardziej Go poznawali, a przez to nie bali się świadczyć wobec innych ludzi. Jezus będzie za nami się wstawiał u swego Ojca. Mocne są słowa Jezusa o wyparciu się tego, kto wobec ludzi zaprze się wiary, bo Jemu bardzo zależy na nas, abyśmy razem żyli w wieczności. Dlatego warto wykorzystywać wszelkie środki i formy, by świadczyć o miłości Jezusa we własnym środowisku. W tym dziele potrzebujemy Ducha Świętego, by On napełnił nas mądrością i odwagą w przyznawaniu się do Jezusa, aby to On przez nas przemawiał. Duchu Święty, ogarnij mnie, umocnij mnie na czas świadectwa, abym z radością mówił innym, co dla mnie uczynił Jezus, mój Zbawca!


Piątek 20 października

„Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome.”

Wszystko, co mówi Jezus wynika z Jego poznania miłości Ojca i z miłości do człowieka, którego zna od wewnątrz i z troski o jego szczęście wieczne. To samo dziś mówi do ciebie w Słowie Bożym. Jeśli nieraz zmagasz się z pewnym lękiem, który dotyczy twojej wiary i wyznawania jej przed ludźmi, którzy sprzeciwiają się tobie, to błędem byłoby pokazywać, że nie znasz tak dobrze Jezusa, jak to zrobił Piotr w pałacu arcykapłańskim po wydaniu Jezusa przez Sanhedryn. Obłuda, czyli samooszukiwanie się okazuje się błędną drogą, która zżera wewnętrzną energię człowieka i przyprawia później o nieprzyjemne wyrzuty sumienia, jeśli ktoś jeszcze zachował swoją wrażliwość. Jeśli widzisz w swoim życiu takie przestrzenie rozmijania się dwóch światów wewnątrz ciebie, to dziś Jezus chce Cię wyciągnąć z tego twojego Egiptu, miejsca niewoli, uzdrowić zakwaszone przestrzenie swoją Krwią i dać Ci wolność o jakiej pewnie bardzo pragniesz. Wołaj dziś do Pana: „Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną grzesznikiem!”.