<< Listopad 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   
  5  6  7  9
121314
192021
26272830  

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Poniedziałek 22 października

"Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia".


W dzisiejszym świecie, pełnym bogactwa i różnego rodzaju atrakcji, nowych mebli, samochodów, ubrań, łatwo jest się w tym wszyskim pogubić. Często jesteśmy świadkami, a może bezpośrednio "ofiarami" stawania się niewolnikiem dobrobytu. Wczytując czy wsłuchując się w słowa dzisiejszej Ewangelii, przypomnijmy sobie, że dla Boga nie mamy mieć, lecz być. Jesteśmy niezmierzenie mali wobec Jego wszechmocy, więc On nie oczekuje od nas grubego portfela. Pan obdarzył nas talentami, wyjątkowymi zdolnościami, ale nie po to, byśmy stawali się panami w oczach tego świata. Ważna jest dbałość o rodzinę, o godne życie, o swój rozwój, ale ważniejsze jest to, by pogoń za pieniędzmi na ładniejsze meble nie wpędziła nas kozi róg, w którym zostaniemy sami, bo po drodze zatracimy gdzieś relacje z Bogiem i drugim człowiekiem. Zdanie "Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym" zawiera w sobie ogrom mądrości. Obecność Boga i poddawanie się Jego prowadzeniu nadaje życiu sens. Panie, okaż nam swoje miłosierdzie i daj nam zbawienie, mimo naszych ludzkich słabości. Przyjdź, pozwól nam siebie spotkać. Obdarz nas łaską wiary i gorącego pragnienia przebywania w Twojej obecności. W talentach, jakimi nas obdarzasz i w zadaniach, do których nas wzywasz - bądź uwielbiony Panie! 


Niedziela 21 października

„A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”

 

Pewien człowiek wyruszył w daleką podróż, aby znaleźć odpowiednie dla siebie zajęcie. Szedł drogami, zachodził do wsi i miast, ale nigdzie nie mógł znaleźć pracy, która dawałaby mu pełną satysfakcję i szczęście. Pewnego dnia, zmęczony gorącym południem, usiadł w cieniu przydrożnego drzewa. Zobaczył człowieka pracującego z wielkim zapałem na swojej roli. Długie godziny przypatrywał się pochylonej ku ziemi postaci. Potem pełen podziwu podszedł do niego i powiedział: „Widzę, że jesteś szczęśliwy ze swej pracy, bo wykonujesz ją z wielkim zapałem”. Pochylony mężczyzna wyprostował się i rzekł: „Jestem szczęśliwy, bo wykonuję swą pracę myśląc o Wielkim Władcy, Panu Nieba i Ziemi, o swoich najbliższych, o żonie, o dzieciach i o wszystkich, komu ona może służyć”. Wędrowiec zamyślił się i po chwili powiedział: „Wiem, dlaczego nie mogłem znaleźć pracy: myślałem tylko o sobie”.  O kim ty myślisz, wykonując swoja pracę? Czy nie nadużywasz swojej zwierzchności, aby zaspokoić swoje ego? Czy ludzie którzy są od ciebie zależni widzą w tobie dobrego człowieka, czy tylko bezwzględnego przywódcę?


Sobota 20 października

 

„lecz temu, kto bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone…”

 

Grzech przeciw Duchowi Świętemu jest wyrazem wewnętrznego oporu przeciw Niemu i świadomym odrzuceniem zbawienia, z wszystkimi tego konsekwencjami.Trzeba stanowczo podkreślić, że stan grzechu przeciw Duchowi Świętemu trwa, dopóki dusza nie zwróci się ku Bogu, dopóki nie zmieni swojego nastawienia serca. Wtedy otwiera się możliwość zyskania przebaczenia w sakramencie pokuty przy spełnieniu pięciu warunków dobrej spowiedzi. Całkowicie błędny jest więc pogląd, że dusza, która trwa w takim grzechu już wszystko straciła i na pewno będzie potępiona. Katechizm Kościoła Katolickiego św. Jana Pawła II wyjaśnia, że choć miłosierdzie Boże jest nieskończone, to ten, „kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego”. Katechizm konkluduje, że „taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby”. Współczesny Katechizm uważa zatem, że istotą grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, przed którym szczególnie ostrzegał Pan Jezus, jest odrzucenie Bożego miłosierdzia. Spójrzmy teraz na mechanizm działania ludzkiego serca oparty na Bożym darze rozumu i wolności. Tylko wolna wola człowieka, wzmocniona łaską Bożą, jest w stanie otworzyć swe serce na Boga. Panie Jezu daj mi serce otwarte na Twoją łaskę, pozwól mi je skierować je na Twoje miłosierdzie.


Sobota 20 października

 

„lecz temu, kto bluźni przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone…”

 

Grzech przeciw Duchowi Świętemu jest wyrazem wewnętrznego oporu przeciw Niemu i świadomym odrzuceniem zbawienia, z wszystkimi tego konsekwencjami.Trzeba stanowczo podkreślić, że stan grzechu przeciw Duchowi Świętemu trwa, dopóki dusza nie zwróci się ku Bogu, dopóki nie zmieni swojego nastawienia serca. Wtedy otwiera się możliwość zyskania przebaczenia w sakramencie pokuty przy spełnieniu pięciu warunków dobrej spowiedzi. Całkowicie błędny jest więc pogląd, że dusza, która trwa w takim grzechu już wszystko straciła i na pewno będzie potępiona. Katechizm Kościoła Katolickiego św. Jana Pawła II wyjaśnia, że choć miłosierdzie Boże jest nieskończone, to ten, „kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego”. Katechizm konkluduje, że „taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i do wiecznej zguby”. Współczesny Katechizm uważa zatem, że istotą grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, przed którym szczególnie ostrzegał Pan Jezus, jest odrzucenie Bożego miłosierdzia. Spójrzmy teraz na mechanizm działania ludzkiego serca oparty na Bożym darze rozumu i wolności. Tylko wolna wola człowieka, wzmocniona łaską Bożą, jest w stanie otworzyć swe serce na Boga. Panie Jezu daj mi serce otwarte na Twoją łaskę, pozwól mi je skierować na Twoje miłosierdzie.


Czwartek 19 października

 

„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą…”

 

Coś w tym jest prawda? W dzisiejszej Ewangelii Jezus aż trzy razy mówi nam: „nie bójcie się”. Pomyśl, czego najbardziej się boisz i czy nie pielęgnujesz w sobie swoich lęków, czy ich ciągle nie podsycasz? O co można się bać? Lista jest bardzo długa: o zdrowie, pieniądze, powodzenie, wygląd, karierę, zaspokojenie pokładanych w Tobie oczekiwań, akceptację w grupie, o to jak ludzie Cię oceniają, znalezienie chłopaka/dziewczyny, wychowanie dzieci? Tę listę można by ciągnąć jeszcze bardzo długo, ale jedno jest pewne ‒ lękamy się o wiele rzeczy. Ale czy strach powinien gościć w życiu chrześcijanina? Czy chrześcijanin ma prawo powiedzieć: boję się? Oczywiście, że tak. Sam Jezus odczuwał trwogę, modląc się w Ogrójcu. Nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować strachu z naszego życia, ale z pewnością możemy go zredukować. Jak to zrobić? Spojrzeć na nasze lęki we właściwej perspektywie. Te sprawy, które wymieniłem wyżej, często spędzają nam sen z powiek i na pewno są dla nas ważne, ale dla człowieka wierzącego nie mogą być najistotniejsze i nie powinien ciągle żyć strachem, że się nie spełnią. Najważniejsze przesłanie z tego fragmentu? Nie bać się...Jezus wiele razy zachęca nas do odwagi...Bardziej niż prześladowania ze strony otoczenia, jakichś braków związanych z „tu i teraz” należy bać się potępienia...należy bać się grzechu....Ludzie tak naprawdę nie mogą nam nic zrobić... Chrześcijanin to człowiek, który boi się, że nie zamieszka w niebie. Pomyśl, analizując swoje czyny, a nie teorie, które świetnie znasz, czy życie wieczne jest dla Ciebie wartością, o którą walczysz?


Czwartek 18 października

 

„Idźcie, oto was posyłam…”

 

Każdy, kto doświadcza Bożej obecności, powinien o tym świadczyć, mimo tego, że czasami może być to tak trudne, jak praca  żniwiarzy w czasie zbiorów. Chociaż wcale nie muszą to być wielkie czyny i gesty, często najbardziej przemawiają te najmniejsze. Pan nie posyła nas jak owce, aby nas zniszczyć i dać na pożarcie wilkom. Jeśli mamy mówić o Nim, sami nie możemy być wilkami dla innych. Musimy być łagodni i dobrzy. Czasem nawet trzeba dać się „pogryźć”, choć my sami nie możemy kąsać. Bo tylko miłość rodzi miłość. Bóg dał nam siebie jako doskonały przykład miłości i pokory. Mów o Nim i o tym co czyni w twoim życiu. A nasza nagroda to „imiona zapisane w niebie”, więc warto...


Środa 17 października

„Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie”

Każdy z nas w życiu doświadcza różnych sytuacji. Czy potrafisz spełniać swoje obowiązki względem swoich najbliższych, czy tylko od nich wymagać? Wypełnianie obowiązków względem swoich pragnień przychodzi o wiele łatwiej. Każdy z nas jest dla kogoś przewodnikiem. Mamy przyjaciół, kolegów, małżonków i inne osoby, które kochamy: dzieci, rodziców, wychowanków. Wszyscy żyjemy w relacjach. Właśnie w tych relacjach, nawet jeśli bezpośrednio od kogoś zależymy, jesteśmy odpowiedzialni za życie drugiego człowieka. I w każdej relacji możemy na drugiego nakładać ciężary praw, nakazów czy naszych wizji ich życia. Często ludzie obarczają innych swoimi frustracjami, niezrealizowanymi pomysłami na swoje życie. Ilu nauczycieli wymaga od swoich podopiecznych niestworzonych rzeczy, tylko dlatego, że ich dyrektor też od nich wymaga? Ilu mężów oczekuje od swoich żon całkowitej uległości? Ile żon stawia swoim mężom tak wysokie poprzeczki, że ci nie są w stanie im sprostać? Ilu pracodawców wymaga od swoich pracowników pracy ponad siły, podczas gdy sami liczą tylko wyniki i słupki sprzedaży? Zamiast nakładać ciężary, możemy je zdejmować. Spróbuj zdjąć z innego człowieka ciężar niepewności, zaniżonej samooceny, zwątpienia. Powiedz zmęczonemu, że ma prawo do zmęczenia, do zwątpienia, do emocji, łez. Panie bądź Miłosierny względem mnie, naucz mnie być miłosiernym względem bliźniego. Chcę byś miłosierny dla tych, którzy zadają mi krzyże, są dla mnie krzyżem. Boże daj mi siły, Chryste prowadź drogą, a ja idę tam za Tobą...

Wtorek 16 października

 

„…wy, faryzeusze dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości…”

 

Jezus potępia stworzone przez faryzeuszy i pełne obłudy nakazy oraz nauczanie, w myśl którego ważniejsze jest to co zewnętrzne, a nie to, co pochodzi z wnętrza człowieka. Jakie cechy posiadali faryzeusze? Jakie postawy przyjmowali? Co ich charakteryzowało? Spędzali oni więcej czasu na tym, czego nienawidzą, niż na tym, co kochają. Faryzeusze powiększają grzechy innych, minimalizując, czy nawet ignorując, własne. Wierzą i rozpowszechniają oskarżenia przeciwko innym, nie zwracając się do nich bezpośrednio. Faryzeusze szybko wydają wyroki, lecz wolno zadają pytania i słabo im idzie słuchanie tych, których osądzają. Nie przyznają się do błędu, nie przepraszają. Faryzeusze zadają się tylko z faryzeuszami. Przypisują złe motywacje sercom innych, lecz nie mają pojęcia o tym, że w ten sposób po prostu ujawniają to, co jest w ich własnych sercach. Mają problem z równowagą między miłością a prawem. Czy będziesz umiał odnieść to do swojego życia? Ile masz w sobie z faryzeusza? Proś Jezusa, aby oczyścił twoją postawę, aby dał ci serce czyste, pełne miłości do Boga i bliźniego.

Poniedziałek 15 października

„To plemię jest plemieniem przewrotnym”

 

Również dziś wielu "żąda znaku" od Pana Jezusa, czyli oczekuje, aż On zrobi jakiś cud w ich życiu. Bez tego powstrzymują się od zaufania Jezusowi i pójścia za Nim. Jezus czyni cuda i w ten sposób uwiarygodnia siebie, ale nade wszystko liczy, że zaufamy Mu i pójdziemy za Nim dzięki "znakowi Jonasza", czyli dzięki Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Jaki musisz dostać znak, który zatrzyma cię w pustym, nerwowym biegu każdego dnia, w dreptaniu wokół małych spraw, skupianiu uwagi na sobie, zamiast na Bogu? Jakiego znaku oczekujesz, aby poprawić sobie samopoczucie? Zmiany kursu dolara czy franka, uznania żony/męża, zrozumienia u dzieci, życzliwości kogokolwiek, wyniku badania, który nie okaże się wyrokiem? Mamy Ewangelię,  mamy znaki naszego Pana, doświadczamy Jego obecności, a i tak żyjemy coraz gorzej. Niekiedy gorzej, niż mieszkańcy Niniwy. Nie dostrzegamy ani Chrystusa, ani Jego nauki, ani  Jego znaków, bo zaślepia nas coraz bardziej konsumpcjonizm i grzech. Jakich znaków ty potrzebujesz,  by się nawrócić? Jeśli widok ukrzyżowanego Boga nie przekona cię do nawrócenia i uwierzenia w Jego zupełnie szaloną miłość do ciebie, to wątpię, żeby cokolwiek innego mogło tego dokonać.

Niedziela 14 października

„Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: "Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną". Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.”

Widzimy dziś pewnego człowieka, który przybiegł do Jezusa z ważnym pytaniem. Można dostrzec, że samo przestrzeganie przykazań jest dobre, ale tenże człowiek poszukiwał czegoś więcej, może chciał nadać głębszy sens swojemu życiu. Postawił Jezusowi jedno z najważniejszych pytań. Każdy z nas nosi w sobie jakieś jedno ważne pytanie przez większość swojego życia. Mężczyzna może w sercu pytać się: „Czy jestem wystarczająco zaradny, silny, kompetentny i mądry?”. Kobieta zaś na głębinach serca wciąż szuka odpowiedzi na pytanie: „Czy jestem piękna i zdolna do prawdziwej miłości?”. Jak widzimy Jezus szybko odpowiada na pytanie młodzieńca, więc warto w spotkaniu z Jezusem otwarcie postawić swoje, często długo skrywane pytanie, które nurtuje w głębi serca. Ale to nie wszystko. Z postawionym pytaniem wiąże się nie tylko odpowiedź Jezusa, ale zaproszenie do czegoś więcej. Zanim usłyszymy konkretną propozycję Jezusa, najpierw warto zobaczyć Jego spojrzenie na każdego z nas, osobiście. Nie można pojąć wymagań Ewangelii, a tym bardziej wprowadzić je w życie, w tzw. krwioobieg, bez podstawowej więzi z Jezusem, którą jest miłość. Z pewnością Jezus powie każdemu z nas: „Jednego ci brakuje.” Jezus patrzy na nas jako na dzieło Boga, a więc widzi to, kim możemy się stać w pełni według myśli Boga. A najpierw zaczyna się od serca. Jeżeli moje serce jest przywiązane do różnych rzeczy bardziej niż do Jezusa, to prędzej czy później ujawni się smutek, który może prowadzić do poważnej choroby. Trzeba dziś zlokalizować w swoim sercu ukryte przywiązania, do tych wielu posiadłości, którymi mogą być rzeczy nabyte, uzdolnienia, sukcesy, związki, tytuły, godności i pieniądze. Czy troska o te rzeczy nie obciąża mojego serca, że jest ono coraz bardziej smutne? Co chcę w życiu osiągnąć? Jaką rolę ma dla mnie spotkanie z Jezusem, zwłaszcza w niedzielę? Czy dostrzegam to w jaki sposób Jezus patrzy na mnie? Co wtedy czuję? Nauczycielu dobry, powiedz mi, co mam uczynić, aby z radością i wolnością serca iść za Tobą. Pokaż mi, który skarb ziemski mam zainwestować dla dobra wielu ubogich, a tym samym mieć skarb w niebie. Prowadź mnie do pełni szczęścia. Jezu, ufam Tobie!


Sobota 13 października

„Lecz On rzekł: "Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają".

Dwa zdania dzisiejszej ewangelii jasno pokazują na istotę bycia uczniem Jezusa. Błogosławieństwo kobiety adresowane do Maryi, która wychowała takiego Mistrza, jest wyrazem zachwytu i zdumienia nad tajemnicą macierzyństwa Matki Jezusa. W istocie Maryja była najbardziej otwarta na Słowo Boże ze wszystkich ludzi na ziemi, więc zrodziła Syna Bożego. Błogosławieństwo Jezusa rozciąga się nad wszystkimi, którzy podobnie jak Maryja, słuchają i wypełniają Słowo Boże – najlepsze pomysły na prawdziwe i szczęśliwe życie. Każdy, kto systematycznie sięga po Słowo Boże, kto daje się przeniknąć temu Światłu i żyje tym Słowem, ten staje się stopniowo błogosławionym, może nawet nie wiedząc o tym. Często tak wiele rzeczy nas przytłacza, powoduje rozproszenia, a pomimo tego dajemy czas Bogu, by w nas działał, to w takim właśnie trudzie kształtuje się nasza tożsamość ucznia – wiernego Mistrzowi w każdych warunkach. Warto już dziś podziękować Panu, że czyni nas przez swoje Słowo błogosławionymi – szczęśliwymi, bo jesteśmy obdarowani Słowem prawdy i miłości, byśmy żyli cały czas w Jego świętej Obecności. Maryjo, wskazująca drogę do Pana, prowadź nas do źródła szczęścia najlepszą drogą, aby przez nas widoczny był sam Jezus!


Piątek 12 października

„Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy.”

Królestwo Boże przychodzi w osobie Jezusa w postaci pokornej, ciche, ale jakże mocnej w skutki. Jednym ze znaków Jego obecności jest uwalnianie ludzi spod władania księcia ciemności. Jezus, którego imię oznacza „Bóg zbawia”, daje ludziom prawdziwą wolność, radość i pokój serca, jednocześnie biorąc łupy mocarza ciemności. Co to oznacza dla nas? Łup, który zbiera szatan to nasza dusza, która przez grzech staje się zakładnikiem mocarza. Dopiero, gdy Jezus umarł na krzyżu, a później zmartwychwstał, odzyskał wszystkich ludzi, każdą duszę dla Boga. W swojej śmierci Jezus pozbawił władzy szatana nad śmiercią, dlatego kto uwierzy Jezusowi, będzie wyzwolony od lęku przed umieraniem. Nie będzie się bał stracić czegoś z siebie ze względu na największą stratę, którą poniósł Jezus, czyli gdy oddał za nas swoje życie. Zbawiciel przez ten wybór okazał posłuszeństwo Ojcu i przez haniebną śmierć pokonał śmiertelnego wroga naszej duszy. Dlatego tak ważne są późniejsze słowa Jezusa: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza”. Czy staram się o tę stałą bliskość z Jezusem? W jaki sposób mogę jeszcze być bliżej Jezusa? Czy pozwalam, by słowa Ewangelii przesiąkały mnie, wchodziły do głębi mojego „ja”? Czy inni ludzie mogą zobaczyć przeze mnie Jezusa? Maryjo, Niepokalana Matko Słowa Wcielonego, uproś mi łaskę, bym nigdy nie odstępował od Twojego Syna, ale tym bardziej przylgnął do Niego sercem, poznawał umysłem i naśladował Go ze wszystkich sił! 


Czwartek 11 października

Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane;”

W tym słowie wybrzmiewa postawa natręctwa w modlitwie. Wydaje się, że nie lubimy być natrętni, bo żyjemy w czasie dobrobytu, że sami sobie potrafimy poradzić. Nie lubimy też, gdy ktoś czegoś od nas wciąż chce, jak chociażby dziecko prosi wciąż o tę samą rzecz, bez której nie wyobraża sobie funkcjonowania, albo gdy koleżanka natrętnie domaga się od ciebie jakiejś rzeczy czy wyjazdu. To pokazuje, że natręctwo jest cechą ludzi, którzy nie tyle chcą jakieś rzeczy od przyjaciół, ale że to sprzyja budowaniu relacji w sytuacjach, w których jesteśmy potrzebni dla siebie nawzajem. Tak nas Bóg wyposażył, że mamy różne uzdolnienia, dary, którymi możemy obracać, żeby dawać komuś, kto nie ma tego. Ale żeby dawać, najpierw trzeba umieć przyjąć dar od kogoś. To stawia nas w pozycji ubogiego, który zdaje się pokornie na pomoc bliźniego. Mając taką postawę można być dobrze natrętnym również na modlitwie, a tym, czego najbardziej potrzebujemy jest Duch Święty. Można powiedzieć, że życie chrześcijańskie ogniskuje się wokół ciągłego przyjmowania i napełniania się Duchem Świętym. „Bez Twojego tchnienia/ Cóż jest wśród stworzenia/ Jeno cierń i nędze.” (Sekwencja do Ducha Świętego). Bez Ducha Świętego nawet dobre rzeczy mogą nas znudzić, albo zniewolić przez przywiązania do nich. A Duch Święty przynosi właśnie ciągłą świeżość i radość w wierze, daje pokój serca, rozlewa miłość, bez której człowiek nie potrafi żyć. Maryjo, Oblubienico Ducha Świętego, wypraszaj nam łaskę otwartości na dar Ducha Świętego, aby owoce Jego obecności utwierdziły nas w miłości Ojca, w wytrwałej modlitwie i służbie bliźnim! 


Środa 10 października

„A On rzekł do nich: "Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!”

Dziś w Ewangelii mamy jedną z najważniejszych próśb do Jezusa – „Panie, naucz nas modlić się…”. Uczniowie chcą wyróżniać się niepowtarzalną modlitwą, bo taką widzieli u Jezusa. I to jest najlepszy adres do Nauczyciela modlitwy. To właśnie Jezus przynosi nam nową perspektywę w modlitwie. Można powiedzieć, że Jezus otwiera nam szeroko drzwi i okna na czyste powietrze, na promienie słońca, które zmienia nasze życie. A tym, co Jezus dał nowego jest wprowadzenie nas w bliską więź ze swoim Ojcem. Możemy mówić do Boga: Ojcze nasz, wierząc, że On jest naszym najlepszym Tatą, który od wieków ma nieskończenie wiele łask, aby nasze życie uczynić szczęśliwym. Z tego względu najlepsza i najprostsza modlitwa na świecie zaczyna się od postawy dziecka, które woła: „Ojcze, jesteś cudowny, wspaniały, niesamowicie dobry, niech Twoja miłość wypełni moje życie!” To jest najlepszy start w każdy dzień, bo zaczynamy od uwielbienia, z góry dziękując za to, co przyniesie ten dzień, bo ufamy, że Ojciec jest z nami cały czas i w Jego dłoniach czujemy się najbezpieczniej, cokolwiek by się działo. Maryjo, Umiłowana Córko Boga, niech przez Ciebie płynie nasza modlitwa z synowskim oddaniem siebie Bogu – Ojcu, by nasze życie i postawy były przesiąknięte łaską z nieba, byśmy byli świadkami, że Bóg jest kochającym nas Tatą!


Wtorek 9 października

„A Pan jej odpowiedział: "Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona".

Postawa Marty jest bliska każdemu z nas, kto z wielką starannością przygotowywał posiłki i cały dom dla oczekiwanego gościa. To zabieganie wokół wielu spraw w domu jest potrzebne, by w najlepszy sposób przyjąć ważną osobę dla nas. Ale te same czynności są w pewnej mierze stresujące do tego stopnia, że dobry porządek może nam przysłonić cel tego działania, jakim jest spotkanie z gościem – przyjacielem. Dziś może potrzebujemy usłyszeć słowa Jezusa, który z miłością uspokaja nasze serca, często zakłopotane wieloma rzeczami do załatwienia, a głębiej jeszcze Jezus dotyka trawiącego w nas lęku, żeby się jak najlepiej zaprezentować przed kimś. Otóż Jezus pokazuje w sposób bardzo delikatny i współczujący, że do spotkania z Nim nie musimy być doskonale przygotowani, bo Jezus pragnie w nas tego, co małe, co pochodzi od serca w postaci skromnego miejsca, posiłku, chwili milczenia, bo On chce coś ważnego powiedzieć do każdego z nas. Właśnie o to jedno warto się najbardziej troszczyć, by zachować podstawową więź przyjaźni z Jezusem, a wtedy inne rzeczy będą miały w nas swoje właściwe miejsce, a przez to nie będziemy do nich tak bardzo przywiązani. Dziś jest czas, by przyjąć to słowo Jezusa do swojego życia, zobaczyć rzeczy, które mnie za bardzo absorbują, kłopoczą, stresują i denerwują, by usiąść przy Przyjacielu i oddać Mu to wszystko. Tą najlepszą cząstką jest bycie z Nim w bliskiej relacji, w sposób szczególny w trakcie modlitwy, adoracji Najświętszego Sakramentu, na Eucharystii, by uczyć się przyjmować od Niego miłość, tak bardzo potrzebną do życia, jak woda i tlen. Duchu Święty, tchnij w nas swoją miłość, oświeć nas mądrością, byśmy każdego dnia dbali o tę przestrzeń w sercu na spotkanie z Jezusem, najlepszym Przyjacielem, który ma dla nas zawsze dobre słowo!