<< Styczeń 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  91112
15161819
2122232526
2930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 6 grudnia

"Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale."


Bardzo skupiamy się na tym, czego chcemy. Często sami planujemy swoje życie twierdząc, że najlepiej wiemy co będzie dla nas dobre, z niechęcią słuchając  o rezygnacji, choćby w małym stopniu, z własnych pomysłów. Ale czy to niesamowite, że możemy pójść drogą, którą chce nas poprowadzić sam Bóg? Ten, który stworzył cały świat i jest jedynym, nieomylnym, wszechmogącym Królem i Panem. Możemy wyruszyć w przygodę życia, zawierzając je całe Bogu, bez zostawiania spraw tylko dla siebie, bo "to chcę po swojemu". Jezus da nam życie w obfitości, tylko dajmy się Mu poprowadzić. Może właśnie myślisz nad zmianą pracy, wahasz się przed podjęciem ważnej decyzji? A może nosisz w sobie niespełnione marzenie, albo Twoja pasja leży odłogiem, bo uwierzyłeś, że takie rzeczy to tylko w filmach, że w prawdziwym życiu nie ma na to czasu i zbyt wielkich szans? Prawdziwe życie jest w Jezusie. Oddaj mu ster, a zobaczysz, że niemożliwe, z Nim, nie istnieje. Jezu, Ty pragniesz naszego szczęścia, bądź uwielbiony w pragnieniach, jakie wkładasz w nasze serca. 


Środa 5 grudnia

 

„Żal Mi tego tłumu. (...) nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”.

 

Jezus jest Tym, do którego możemy pójść z naszą niedołężnością, ułomnością. On jest najlepszym lekarzem, który sprawia, że odzyskujemy wzrok, by dostrzec bliźniego, który niemym z gniewu wkłada w serce i w usta słowo "przebaczam". On jest Tym, który godzien jest naszego uwielbienia. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje, że Jezus jest nie tylko jak lekarz, który po wystawieniu diagnozy i udzieleniu pomocy żegna pacjenta. On nie tylko oczyszcza rany i je zabliźnia, ale dalej nieustannie pozostaje cały oddany nam, pełen troski o nasz los, o to, czy nie jesteśmy głodni. Jezus pragnie nas karmić sobą, swoim Słowem, które umacnia, Eucharystią, która uświęca, swoją obecnością, która przepełnia pokojem i daje Boże światło do podejmowania mniej i bardziej ważnych decyzji. Jezus każdego dnia oddaje nam samego siebie, byśmy nie osłabli w drodze, ale krocząc przez naszą ziemską codzienność, doszli do nieba. Jezu, daj nam łaskę dostrzegania Twojej obecnści w naszym życiu w pracy, w codziennych obowiązkach, w drugim człowieku. Jezu, pomóż nam stawać się takimi, jak Ty, obudź w nas niegasnącą radość życia. Wszechmocny, bądź uwielbiony.

 

 

Poniedziałek 3 grudnia

„Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. (...)"

Właśnie rozpoczyna się czas adwentu, oczekiwania na przyjście Pana. Słowa „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój" przypominają, że to również dobry czas, by zrobić w swoim życiu porządki - powyrzucać to, co marnuje nasz czas, odkurzyć to, co w nas dobre, poukładać swoje sprawy tak, by Pan był na pierwszym miejscu. Samemu trudno nam byłoby tego dokonać, nie raz nasze postanowienia co do zmian kończyły się na niczym. Ale... "powiedz tylko słowo, Panie". Ten czas to dla nas dar od Boga, możliwość zmiany swojego życia. Nie w spektakularny sposób. Setnik nie prosił Jezusa o spektakularne widowisko towarzyszące uzdrowieniu jego sługi. Naprawdę wierzył w moc Chrystusa, dlatego z dziecięcą prostotą poprosił o uzdrowienie chorego sługi. Czy w nas jest taka wiara? Co dzisiaj jest w naszym sercu? Może to czas, by wyzbyć się przywiązania do czegoś, co nas zniewala, zabiera radość oczekiwania na przyjście Pana z lęku o to, co by zobaczył, gdyby wszedł pod dach naszego serca...? Panie, ogarnij nas Twoim miłosierdziem, byśmy dobrze wykorzystali ten czas, byśmy byli przygotowani na Twoje przyjście, aby nie było ono dla nas zaskoczeniem, ale wyczekiwanym spełnieniem. Ty, który mimo naszych niewierności, wciąż przychodzisz i kołaczesz do naszych serc, bądź uwielbiony Panie. 


Niedziela 2 grudnia

 

„Stawajcie się coraz doskonalszymi”

 

Trudne zadanie zostało nam powierzone - stawajcie się coraz doskonalszymi. Gdyby rozumieć te słowa przez pryzmat ludzkiego wysiłku, to rzeczywiście rzecz jest niewykonalna, mimo najszczerszych chęci. Jednak Paweł wskazuje nam rozwiązanie - nasze uświęcenie jest wolą. A wola Boga zawsze się wypełnia. Nasza świętość jest wolą Boga i Bóg czyni wszystko, byśmy tę wolę przyjęli. Najpierw po prostu uwierz, że jesteś powołany do świętości. Nie do bylejakości, nie do letniości, ale do świętości. Uwierz a resztę zostaw Panu . Powoli a nie za szybko trzeba podążać obraną drogą. Ważny jest mocny początek, ale jeszcze ważniejsza jest wytrwałość. Stawajcie się doskonalsi, mówi Paweł, a nie że jesteście doskonali. Dążcie do świętości, a nie że jesteście święci. Ważny jest każdy dzień, każda modlitwa, każde słowo... każdy krok na drodze by dojść do tego celu. Nawet najmniejszy wysiłek w doskonaleniu siebie zaowocuje i sprawi, że będziemy o krok do przodu.Może warto usiąść i zastanowić się jaka sfera naszego życia trochę kuleje, w czym moglibyśmy się udoskonalić? Może za mało czasu poświęcamy na czytanie Pisma Świętego? A może spędzamy zbyt dużo czasu przeglądając strony internetowe, czy oglądając telewizję. Może za mało czasu poświęcasz na modlitwę? Może za często wybuchasz rozmawiając z mężem czy dziećmi? Pomyśl co już dziś możesz zrobić, aby wykonać ten mały krok w drodze do świętości.


Sobota 1 grudnia

 

„Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić…”

 

Koniec świata, albo po prostu dzień śmierci, może przyjść znienacka. Obciążamy serce obżarstwem, pijaństwem i troskami doczesnymi. Mając lekkie serce jesteśmy zawsze gotowi na koniec życia na tym świecie. „Serce lekkie” , to serce żyjące już trochę w Niebie. Obżarstwo, pijaństwo i troski doczesne nie są czymś typowym dla życia w Niebie. Tam czymś typowym jest Miłość. Obżarstwo, pijaństwo i nadmierna troska o sprawy doczesne, czyli przemijające, są przyczyną "ociężałości serca". Ta ociężałość wewnętrzna czyni człowieka niezdolnym do robienia wielkich rzeczy, bo nie pozwala mu wznieść się na wyżyny dobra i piękna. A koniec świata to będzie właśnie triumf dobra i piękna. Ociężali wewnętrznie będą zaskoczeni tym triumfem, bo oni dążą do zwycięstwa na innym polu - posiadania jak najwięcej dla siebie. Ci ludzie są niestety skazani na porażkę. Dlatego bądźmy czujni! Zwłaszcza gdy chodzi o przeżywanie troski. Możemy być egoistycznie zatroskanym. A to czyni nas niezdolnymi stanąć przed Synem Człowieczym. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Jezusem.


Piątek 30 listopada

 

„A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.”

 

Jezus powołuje Apostołów. Oni zostawiają wszystko i idą za Nim. Co sprawiło, że wszystko przestało mieć nagle znaczenie? Co zobaczyli? Co ja ty musiałbyś zobaczyć by postąpić tak jak oni? Czego doświadczyć od Jezusa? Co dostać, by wszystko stracić? Pójść za Jezusem to znaczy: towarzyszyć Mu, być razem z Nim, chodzić już teraz razem, nie samemu. Być w Jego obecności. Zajmować się od tej chwili tym, co jest najważniejsze: relacją z Jezusem, towarzyszeniem Mu. To Jezus ich powołał, to On powołuje ciebie. To On chce byś towarzyszył Jemu. Z tego wspólnego chodzenia rodzi się Apostoł, ten, który przekazuje Ewangelię Co to dla Ciebie oznacza? Jak rozumiesz to zaproszenie? Do czego Jezus powołuje Cię dzisiaj, tu i teraz? Grupa Apostołów powołanych przez Jezusa jest zjednoczona wokół Niego, ma solidny fundament w osobie Piotra, jednak z drugiej strony cechuje się ogromną różnorodnością. Różnorodność uczniów powinna cieszyć. Nieraz pojawiają się tendencje sprowadzania innych do jednego sposobu myślenia, wyborów, wartościowania. Czasem trudno przychodzi pogodzić się z różnorodnością, bogactwem i niepowtarzalnością innych. Czy akceptujesz inność u drugiego człowieka? Czy odnajdujesz dla siebie miejsce pośród Apostołów Jezusa?

Czwartek 29 listopada

 

„Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą…”

 

Pan Jezus przedstawia dwie krańcowo różne reakcje na znaki zapowiadające zakończenie ludzkich dziejów. Jedni "ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi". Chodzi tu o tych ludzi, którzy sens swojego życia umieszczają wyłącznie w życiu doczesnym. Strachem napełni ich to, że oto wali się wszystko, na czym budowali sens swojego życia. Natomiast swoim uczniom Pan Jezus mówi tak: "A gdy to się dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie". Zakończenie ludzkich dziejów będzie przecież ostatecznym objawieniem Bożej dobroci względem nas oraz ostatecznym zwycięstwem prawdy i dobra nad kłamstwem i złem. Nie wiadomo, czy już w naszym pokoleniu Pan nasz zechce przyjść w swojej chwale i dokonać podsumowania i wypełnienia naszych ludzkich dziejów. U Boga tysiąc lat jest jak dzień, a jeden dzień jak tysiąc lat. Ale na pewno na każdego z nas - najpóźniej za kilkadziesiąt lat - przyjdzie koniec tego doczesnego życia. Jezus przychodzi już dziś. Tu i teraz! W swoim Słowie, w swoim Ciele pod postacią Chleba.. Stoi teraz pośród nas! Chce przychodzić w gestach miłości – wobec siebie nawzajem w naszym małżeństwie, rodzinie, w naszym sąsiedztwie, w spotkaniach z nieznajomymi. Jezus przychodzi. Zróbmy Mu miejsce.

Środa 28 listopada

 

„…Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.”

 

Jest coraz więcej osób, które wstydzą się przyznać do Jezusa i Jego wartości. Dzieje się tak z lęku przed wyśmianiem i odrzuceniem przez otoczenie. Czasami zdarza się, że osoby mocno wierzące są nieustannie atakowane różnymi argumentami przeciwko Bogu i Kościołowi. To jest dobra okazją do dawania świadectwa. Mówienia o Jezusie, o tym co dla ciebie znaczy, jak przemienia twoje życie. Mówi o tym dzisiaj sam Chrystus. Nie trzeba bać się konfrontacji. Przecież prawda może być tylko po jednej stronie. Prawdą jest Jezus i każde Jego zdanie zapisane na kartach Ewangelii. Jeśli będziesz miał w sercu naukę Jezusa i nie przestaniesz pogłębiać jej, to nie zawstydzisz się w teologicznych i życiowych rozprawach w pracy, szkole, czy domu. Jezus Chrystus nie mówi, że nie ma problemów, że wszystko jest pięknie poukładane, bo nie jest! Jakże miałoby być, skoro sami ludzie wpuszczają demony do własnego świata! Jezus nie mówi, że będzie łatwo, ale mówi wyraźnie, żeby wytrwać. Ileż bowiem znaczy czas naszego życia wobec wieczności, którą Bóg ma dla nas. Panie Jezu, z Tobą przestałem lękać się obowiązków, rozmów, spotkań, przyszłości, niespodziewanych zdarzeń. Gdy jesteś przy mnie, wszystko wydaje się takie proste i oczywiste. Dziękuję za Twoją bliskość!


Wtorek 27 listopada

 

„I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec…”

 

Ostatnimi czasy przepowiednie końca świata pojawiają się średnio raz na kilka miesięcy. W samym 2017 roku było ich około sześciu, zatem nie powinno dziwić, że już na początku roku 2018 pojawiła się kolejna przepowiednia- „koniec świata nastąpi 24 czerwca 2018”. Obecnie mamy listopad 2018 roku, a świat nadal istnieje. Pomimo tego, że zapowiedzi te nigdy się nie sprawdziły, to są ludzie, którzy w swej naiwności dają im wiarę. Czy zatem ktoś wie kiedy ten dzień nastąpi? Czy należy bać się końca świata? Na pytanie o dokładną datę końca świata Pan Jezus odpowiada w sposób jednoznaczny: „o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec (Mt 24,36)” . Tak więc ten dzień jest wiadomy tylko Bogu. Dla każdego z nas śmierć będzie swojego rodzaju "końcem świata". Wtedy wszyscy spotkamy Chrystusa "twarzą w twarz".  Powinniśmy zawsze czuwać i być gotowi na spotkanie ze Zbawicielem. Decydujące znaczenie dla naszej wieczności ma chwila śmierci. Ponieważ nie jest ona nam znana, podobnie jak nie wiemy, kiedy przyjdzie Chrystus w chwale, dlatego powinniśmy — według zachęty Zbawiciela — nieustannie czuwać. Czuwanie to polega na życiu zgodnym z Bożymi przykazaniami, na żałowaniu za grzechy, wynagradzaniu za nie Bogu i ludziom, na modlitwie itp. W każdej chwili naszego życia w naszej duszy musi być łaska uświęcająca, jak oliwa w lampach mądrych panien, które czekały na przybycie oblubieńca. Panie Jezu Ty jesteś moim Panem i Zbawicielem, daj mi łaskę życia w zgodzie z Twoją nauką, aby ziemski koniec był dla mnie początkiem…


Poniedziałek 26 listopada

 

„Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni…”

 

Dzisiejsza przypowieści porusza problem tego, że nieważne jak dużo dajemy, ważne jaka jest nasza intencja. Możemy bowiem dać coś o mniejszej wartości materialnej, ale będzie to miało zdecydowanie większą wartość duchową. Wdowi grosz związany był z licznymi wyrzeczeniami oraz poświęceniem, któremu kobieta się poddała. Zastanów się, czy umiesz się podzielić tym, co masz? Czy może jeśli już coś komuś dajesz to tylko to, co tobie zbywa, co jest ci już niepotrzebne? Może nie masz zbyt wiele, może myślisz „ja nie mam się czym dzielić…” Ważna jest duchowa wartość tego, co pragniemy komuś ofiarować oraz intencja, z jaką daną rzecz ofiarujemy. Interpretacja przypowieści o wdowim groszu skupia się najczęściej na przekonaniu, że to, co robimy dla innych ma tym większą wartość, im większe poświęcenie się z tym wiąże. Ważna jest intencja, która nam towarzyszy, a nie wartości materialne. Czasami mały czyn może znaczyć więcej niż szumnie rozgłaszana pomoc.Uboga wdowa pokazuje, że można dać bardzo wiele, nic nie znacząc i prawie nic nie posiadając. Wystarczy otworzyć swoje serce, nieraz bardzo skurczone. W dzisiejszym świecie rodzice chcą przekazać dziecku jak najwięcej rzeczy materialnych. Dzieci mają niemal wszystko. Brakuje im tylko jednego - miłości. To jest ten grosik, który przewyższa wszystkie inne dary.Co ja daję? W jaki sposób? Czy potrafię łączyć ludzką przezorność z zaufaniem Bożej Opatrzności? Czy potrafię uczyć się od ludzi prostych, ubogich, mało znaczących w ludzkiej hierarchii?

Niedziela 25 listopada

"Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu."

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata jest dla każdego z nas okazją do spotkania z tym Królem. To się dokonuje w Słowie i w Eucharystii. Dziś możemy spotkać się z Jezusem, do którego nie trzeba zapisywać się w kalendarium sekretarza i to z dużym wyprzedzeniem. On jest obecny, dostępny dla nas 24/h. To jest niespotykane w naszym świecie, kiedy jesteśmy tak bardzo zabiegani, że czasu jest jak na lekarstwo. A Jezus - Król nie żałuje dla nas czasu, w przeciwieństwie do nas, do najbliższych, do potrzebujących z ulicy. Gdy jesteśmy z kimś w bliskiej relacji, to stopniowo stajemy się podobni do siebie. Tak też, gdy w sercu szukamy prawdy, jesteśmy uważni na ten głos, to tym samym spotykamy się z Królem w naszym sercu. W ciszy i otwarciu serca możemy usłyszeć szept Króla. Gdy tylko wzbiera się w nas mnogość informacji, bodźców, a,nasze emocje są rozedrgane, to tym prędzej idźmy z tym wszystkim do Jezusa, którego nazywamy Królem, aby usłyszeć, co On by zrobił na naszym miejscu, co by powiedział, jakim był dla tych, których trudno zrozumieć, a tym bardziej kochać. Tak jest ten Król, łagodny i pokorny, który przychodzi do każdego z nas jak ten ostatni, niewolnik, służący, aby najpierw nam dać siebie, a później innym, których nieraz szufladkujemy na różne frakcje i antypatie. Jezus zupełnie inaczej widzi tych, których my widzimy tylko powierzchownie. Warto dziś pobyć dłużej na wyjątkowej audiencji u Króla nie z tej ziemi, aby każdy z nas zobaczył w jaki sposób może królować w swoim domu, we wspólnocie, w miejscu pracy i nauki, aby Jego królestwo przychodziło przez nasze świadectwo w prostocie i miłości, aby było w nas więcej radości i pokoju! Maryjo, Niepokalana Matko Kościoła, wypraszaj nam tę łaskę królowania w naszych sercach Jezusa Króla, aby On mógł w nas działać i kochać! 

Sobota 24 listopada

 

"Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją."

 

Nie raz zastanawiamy się nad rzeczywistością nieba, zwłaszcza kiedy nasi bliscy przekroczyli granicę śmierci. Odczuwamy przecież więź nas łączącą z nimi przez modlitwę i pamięć o dobru, które zostawili po sobie. To jest pewien paradoks, bo czas ziemskiej pielgrzymki skończył się dla nich, a oni w przedziwny sposób są z nami obecni. Z tą tajemnicą możemy dziś stanąć w modlitwie przed Panem, by jeszcze raz przyjąć Jego Słowo, które ożywia w nas wiarę, nadzieję i miłość. W Bogu znajdujemy się wszyscy, bo On ogarnia swoją nieskończoną miłością nas na ziemi oraz tych już spełnionych w niebie. W  Bogu mamy pełnię życia, szczęścia, pięknych wydarzeń, gdyż On tego hojnie udziela, abyśmy coraz bardziej tęsknili za życiem w chwale nieba. Tak zostaliśmy ukierunkowani, by żyć z Bogiem w trwałej i wiecznej więzi miłości, dlatego tak też szukamy i pragniemy miłości na tej ziemi. Maryjo, Matko Pięknej Miłości, prowadź nas najlepszą drogą do Pana, abyśmy byli blisko Niego teraz i w wieczności! 

 

 

Piątek 23 listopada

„Mówił do nich: „Napisane jest: "Mój dom będzie domem modlitwy", a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. I nauczał codziennie w świątyni.”

Trudne w odbiorze były słowa Jezusa do sprzedających w świątyni, ale przez mocne porównanie nasz Pan skłania ich do poważnego przemyślenia sensu jakiegokolwiek interesu na ternie świątyni. Nie chodzi tylko o samą transakcję wymienną przed złożeniem ofiary, podczas której ktoś się wzbogacał kosztem ubogich, ale o samo podejście do Pana Boga, które by miało polegać na obopólnej wymianie, żeby Bóg miał się dostosować do moich zamierzeń. To sprawia smutek i ból Jezusowi, gdy instrumentalnie podchodzimy do najlepszego Przyjaciela, do Boga, który ze wzruszeniem patrzy na nas jako na ukochane dzieci. Jezus pokazuje prawdziwy sens obecności w świątyni, a jest nim modlitwa, która jest umocnieniem przymierza człowieka z Bogiem. Pan Bóg ma upodobanie w modlitwie serca człowieka, który przychodzi do Niego z całym bagażem doświadczeń, z problemami domowymi, finansowymi, ze słabym zdrowiem, z poczuciem braku, lęku, z osamotnieniem, z poczuciem winy… To, co nosimy w sercu, co w nas mocno się zapisuje staje się prawdziwą ofiarą, kiedy pokazujemy to naszemu Bogu, kiedy mówimy o tym, a jednocześnie zapraszamy Go w te ciemne miejsca, w nasze mgliste miejsca, do których boimy się wejść. Kiedy zadomowimy się w świątyni, we własnym kościele parafialnym pod kątem własnego miejsca spotkania z żywym Bogiem, zobaczymy jak bardzo przestrzeń świątyni sprzyja naszemu otwarciu na spotkanie z naszym Ojcem, który na serio nas traktuje, że bardzo zależy Mu na naszym szczęściu. Nawet więcej, z biegiem czasu, po godzinach modlitwy – ufnej i wytrwałej – doświadczymy swojego miejsca w sercu Boga, że On przyjmuje nas z otwartymi ramionami, jak marnotrawnych synów. Nie ma czego się lękać, ale z wiarą i śmiałością rzucić się w Jego ramiona, aby doznać czułej i żarliwej Jego miłości, aby doświadczyć pokoju serca z bliskości z Nim. To właśnie jest droga modlitwy. Maryjo, Świątynio Słowa Wcielonego, ucz nas modlitwy jako postawy przebywania w mocnej i pięknej więzi z Bogiem, aby słuchać Jego słów i otwierać serce na Jego dary, a przez to żyć szczęśliwie jako córki i synowie Boga!


Czwartek 22 listopada

„Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.

Jerozolima była oczkiem w głowie każdego Izraelity, który co roku pielgrzymował do Święto Paschy. Słowa Jezusa oraz Jego płacz nad losami miasta są przejmujące, gdyż to nie chodzi tylko o mury i budowle, ale bardziej o każdego człowieka, który w swoim życiu staje przed wieloma wyborami, a szczególnie przed jednym wyborem: z Jezusem czy bez Jezusa? Obraz oblężenia Jerozolimy i jej zniszczenia jest w pierwszej warstwie zapowiedzią wydarzeń historycznych, tragicznych dla Izraela. W głębszej treści dotyczy ono każdego z nas, gdyż dla Boga nasza dusza jest tak ważna, że nie chce jej stracić. Dlatego Pan przychodzi do nas każdego dnia, nawiedza nas swoją łaską, miłością, czułą obecnością, przyjaźnią i mądrością. Na ile jestem wrażliwy na obecność Jezusa w moim życiu? W jaki sposób modlę się codziennie, aby przypominać sobie o Jego obecności? A może dziś, gdy czuję się powalony na ziemię przez ten sam grzech, nałóg, czy nie leżę w tym stanie za długo, gdy Pan przychodzi, by podnieść mnie na nogi? Nawet w takim stanie rozsypki może nastąpić cud scalenia, gdy tylko z głębi serca będę wołał do Pana o zbawienie, o pomoc w moim życiu. Trzeba gorąco prosić na modlitwie, by nie przegapić czasu nawiedzenia Pana we własnym życiu, kiedy od tego wydarzenia zależy pokój i szczęście w moim życiu i osób mi bliskich. Maryjo, która wiernie trwałaś przy swoim Synu, prowadź nas do takiej zażyłości z Jezusem, abyśmy zawsze trzymali się Słowa Życia, nosili w sercu to Słowo i żyli z Jezusem na co dzień, dając świadectwo miłości na wszelkie sposoby! 


Środa 21 listopada

„Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: "Zarabiajcie nimi, aż wrócę".

Przypowieść Jezusa jest odpowiedzią na myśli i wyobrażenia jego uczniów, którzy spodziewali się niedalekiego końca świata i objawienia Królestwa Bożego. A Jezus, jakby na przekór ludzkiej logice, mówi do nich, a przez to do nas dzisiaj: „Spokojnie, poczekajcie na Mnie wytężając siły do pracy nad darem, jaki otrzymaliście. Obracajcie tym darem, aż wrócę po was.”. Te słowa mogą być dla nas bardzo pocieszające, bo nie musimy przejmować się różnymi przepowiedniami, trwożyć się rozmaitymi tragediami na świecie, ale zupełnie ze spokojem i zaufaniem zająć się pomnażaniem dobra, jakie otrzymaliśmy od Boga. Tym niepowtarzalnym darem jest życie. A w nim mamy tyle darów, za które winniśmy być wdzięczni, a przez nie służyć bliźnim. Na tym właśnie polega oczekiwanie na Królestwo Boże, że będziemy żyć tym Królestwem na co dzień, będąc świadkiem Jezusa w różnych sytuacjach, w spotkaniach i rozmowach delikatnie i mądrze wskazywać na Zbawiciela. Warto zobaczyć na nowo dary, jakie mamy od Pana, aby je rozwijać i pracować dla dobra bliźnich. To jest piękne w Ewangelii, że Pan nam zaufał i przekazał każdemu z nas swoją minę. On wie, że możemy ten prezent rozwinąć, bo do tego też nas uzdolnił, a więc czy mamy jakiś powód by tego nie robić? Oczekujemy na Pana aktywnie, bo On przychodzi dziś w sposób ukryty, a kiedyś objawi się w pełni, abyśmy otrzymali wieczną nagrodę – pełnię życia w Bogu. Maryjo, oddana Panu Córko, ucz nas jak mamy podobać się Panu w naszej prostej i niezwykłej codzienności, aby każdy dzień zbliżał nas do radości spotkania w wieczności, w oceanie Bożej miłości!