<< Styczeń 2018 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
  1  2  3
  8  910
151617
2223242627
293031    

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Poniedziałek 4 grudnia

 

"Zapewniam was: u nikogo w Izraelu nie spotkałem tak wielkiej wiary..."

 

Prośbę setnika o uzdrowienie sługi z ciężkiej choroby możemy odnieść do siebie w różnych trudnych sytuacjach naszego życia. Kiedy człowiek doświadcza bezradności i traci nadzieję, wtedy wkracza Bóg. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Warunkiem otrzymania łaski jest jednak silna wiara. Zbawiciel i Jego uczniowie oczekiwali ufnej wiary od ludzi, którzy zwracali się z prośbą o uzdrowienie. Chwalili tych, którzy posiadali taką wiarę. Prosisz o uzdrowienie z choroby, nałogu, o uzdrowienie relacji w rodzinie, wewnętrzne uzdrowienie zranionej duszy... Czy głęboko wierzysz, że Jezus Ci to da? Czy w twojej niepowtarzalnej historii życia twoja wiara jest największa z możliwych? A może trochę wierzysz, a trochę nie wierzysz. Albo jak Tomasz Apostoł - uwierzysz jak zobaczysz. W czasach ciągłego pośpiechu, braku cierpliwości, w czasach "potęgi rozumu" wiara jest dobrem deficytowym. Jezus mówi "...wszystko możliwe jest dla tego kto wierzy..."(Mk 9,23). Kiedy nie zostajemy uzdrowieni, mimo że się o to modlimy, często mówimy "taka była wola Boża"... Może tak było, a może twoja wiara nie była wystarczająco silna. Jezus, kiedy nauczał swoich Apostołów nigdy nie mówił jak wielki jest problem, ale często mówił: "jak mała jest wasza wiara". Podstawą do uzdrowienia jest wiara. Setnik w dzisiejszej Ewangelii w postawie pokory i z ogromną wiarą prosi Jezusa o uzdrowienie swojego sługi. Módlmy się o łaskę wiary, aby nasze modlitwy o uzdrowienie były napełnione ufnością. "Panie, Ty powiedziałeś, ze bez wiary nie można Tobie się podobać. Proszę Cię: przymnóż mi wiary. Panie naucz mnie wierzyć; spraw, by moja wiara była jak ziarnko gorczycy, bym potrafił słuchać Ciebie, ponieważ Ty powiedziałeś, że wiara rodzi się ze słuchania Twego słowa."


Niedziela 3 grudnia

„Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!”

Rozpoczęliśmy Adwent. Kolejny Adwent w naszym życiu. Kolejny taki sam? A może jednak inny, nowy, specjalny, gdyż my jesteśmy inni niż rok temu. Wezwanie do czuwania jest to samo co rok wcześniej, pięć lat wcześniej, dwadzieścia lat wcześniej, ale właściwie, po co mamy czuwać? Po to, żeby nie przegapić najlepszej promocji w supermarkecie? Nie zaspać na aukcję w Internecie? Skorzystać z prosperującej oferty pracy? Te rzeczy, na które czekamy są jakoś wpisane w nasze życie, ale przecież czuwamy jeszcze bardziej i uważniej ze względu na stan powołania i pracy, do której nas zaprosił Pan. A w tym względzie mamy wiele okazji do ćwiczenia w czuwaniu serca i umysłu. Rodzice czuwają przy chorym dziecku, ochroniarz strzeże mienia, kontroler na lotnisku czuwa nad bezpieczeństwem samolotu… Tyle jest sytuacji, w których czuwanie jest nieodzowne i konieczne ze względu na ludzi, którym służymy. Nie można pozwolić sobie na opieszałość, lenistwo, lekceważenie okazanego zaufania. Ostatecznie czuwamy ze względu na Jezusa, który na pewno przyjdzie, aby zakrólować w całej pełni. W tym oczekiwaniu czuwać musi przede wszystkim nasze serce. A czym jest owo czuwanie jak nie nieustannym wzdychaniem z miłości i tęsknoty za Umiłowanym? Czy może być inny powód dla którego będziemy podejmować konkretne dzieła w trakcie Adwentu? Warto już dziś nastawić swoje „duchowe radary” na momenty łaski, na te chwile przyjścia Pana do naszych serc, abyśmy czekali tylko i wyłącznie na wypełnienie Bożych obietnic w naszym życiu, a nie na prezenty, o których być może zapomnimy. Duchu Święty, poszerz nasze serca, by więcej było w nich miłości do Oblubieńca, który przyjdzie z wielką mocą i chwałą, abyśmy nie mogli się doczekać kolejnej Eucharystii w naszym życiu, a napełnieni miłością Bożą z radością świadczyli dobre czyny naszym bliźnim!


Sobota 2 grudnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask.”

Czekamy wciąż na ostateczne przyjście Pana, aby nas zabrał do siebie na zawsze. To będzie niezwykłe spotkanie, zupełnie poza naszym wyobrażeniem. Przyjdzie inaczej, ale Ten sam, który codziennie przychodzi pod osłoną znaków, wydarzeń, w naszej modlitwie, w każdym spotkanym człowieku. Czy nie jest tak, że z pozoru nie wiele znaczące wydarzenia i znaki nie zauważamy i pomijamy, kiedy właśnie tam możemy doświadczyć żywego Boga? Dziś Jezus przypomina nam: „Uważajcie na siebie…”. Pamiętamy dobre rady rodziców, którzy nam mówili, kiedy gdzieś wyjeżdżaliśmy na dłużej, abyśmy uważali na siebie, pilnowali ważnych rzeczy, nie zbaczali z kursu, zachowali bezpieczeństwo na drodze itp. Dla Jezusa każdy z nas jest drogocenną perłą, dlatego tym bardziej zależy Mu na nas, osobiście, by nasze serca były wypełnione Jego łaską, a wtedy nie będzie sensu ani potrzeby zapełniać tego miejsca w sercu rzeczami, które sprawiają przytłumienie duchowej wrażliwości, bystrości spojrzenia, wyczucia momentów łaski, aby kształtować w sobie wyobraźnię miłosierdzia i być gotowym w każdym momencie na przejście do Pana. Dlatego Jezus mówi dalej: „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie…”. Mamy swoje szczególne chwile na modlitwę osobistą i wspólnotową, ale tym, co wyróżnia ucznia jest postawa czujności i stałej modlitwy, a więc takiego spojrzenia na świat, na własny dom, pracę i naukę, w którym odnajdujemy Bożą obecność, a swoją aktywność wzmacniamy przez widzenie Boga, który jest w nas „sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą.” (Flp 2, 13). Panie Jezu, przyjdź do nas, do naszych serc, jak chcesz i kiedy chcesz, abyśmy byli całym sercem przy Tobie i uwielbiali Cię, bo jesteś wspaniałym Bogiem! Marana tha!


Piątek 1 grudnia

„Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.”

Gdy patrzymy na różne wydarzenia w kraju i za granicy, pytamy sami siebie: jaki jest sens tego wszystkiego? Jak będzie wyglądało moje życie za miesiąc, za rok? Co się będzie działo z pokoleniem moich dzieci, bo ten świat tak bardzo szybko się zmienia, a problemy narastają wokół nas. Jesteśmy świadkami wielu zamian. Nawet w sobie możemy dostrzec proces zmiany ze względu na wydarzenia, przeżytą chorobę, naprawę relacji w domu. Jesteśmy świadkami tak wielu sytuacji, które jakoś wpływają na nasze życie, na przeżycia, na stan ducha. Cokolwiek by się nie działo zawsze trzeba szukać światła w Słowie Bożym, które tyle lat trwa i zawsze przynosi mądrość i odpowiednie rozwiązania problemów. Warto mieć w głowie i w sercu powtarzające się pytanie – modlitwę: „Co zrobiłby Jezus na moim miejscu?”. Nieraz pośród gąszczu różnych emocji, stresu, pośpiechu łatwo o nieprzemyślaną i nie omodloną decyzję. A Jezus, jako najlepszy Przyjaciel towarzyszy nam w codziennych troskach, dlatego od samego rana warto zwrócić się do niego z ufną prośbą: „Jezu, Ty się tym zajmij!”. Jezu, Ty jesteś Panem i Królem naszych serc, dlatego dziękujemy Ci, że prowadzisz nas do Ojca, abyśmy mieli zawsze pokój w sercu!


Czwartek 30 listopada

 

„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.”

Na podstawie tej sceny ewangelicznej możemy zobaczyć dynamikę powołania uczniów, przyjaciół Jezusa i apostołów. W tej ewangelii może nas zadziwiać „zwyczajność” w sposobie powoływania pierwszych uczniów, w tym św. Andrzeja, patrona dnia. Zupełnie inaczej wyglądało powołanie do misji prorockiej Eliasza, Elizeusza, Izajasza, gdzie Bóg działał przez wymowne znaki i wizje pewną dramaturgią. W Ewangelii dostrzegamy, że Jezus, być może o poranku idzie przy brzegu jeziora, gdzieś dociera szum wody, śpiew ptaków, a w oddali pracują wytrwale bracia. Oni mieli łaskę powołania w danej chwili, i jej nie zmarnowali. Zaryzykowali pójście za Nieznajomym. Zostawili sieci i dochodową robotę ze względu na Jezusa. Każdy z nich być może zwrócił uwagę na coś innego w Jezusie. W pójściu za Jezusem musi być pierwotna fascynacja Jego osobą, Jego światem, autorytetem, jednym słowem mistrzem życia. A skoro dał jeszcze realną propozycję na życie, to tym bardziej poszli za Nim. Czy mam w sobie takie doświadczenie spotkania z Jezusem, które zupełnie zmieniło moje dotychczasowe, często przeciętne życie? Czy umiem określić, jaka cecha osobowości Jezusa mnie najbardziej fascynuje i pociąga, i staram się upodabniać do Niego? Istotnym zapewnieniem Jezusa dla uczniów jest to, że gdy pójdą za Nim, On uczyni ich rybakami ludzi. Sami z siebie nie moglibyśmy „łowić” ludzi, gdyby Pan nam tego nie dał. Teraz „pójdźcie za Mną”, a w przyszłości „uczynię was rybakami ludzi”. Najpierw trzeba ruszyć z przysłowiowej „kanapy”, wyjść z domu za Jezusem, aby będąc z Nim, stawać się rybakiem ludzi, a więc być apostołem w środowisku, gdzie żyję i pracuję, by łowić ludzi dla Pana. To uczyni przez nas Jezus. Jaka jest dziś moja dyspozycja serca na głos Pana, na Jego spojrzenie pełne miłości, by nie przedkładać przed Niego swoich problemów, ale pójść z Nim z tymi samymi problemami? Czy dostrzegam w sobie to, jak Pan mnie kształtuje na rybaka ludzi? Duchu Święty, proszę Cię, przyjdź do mojego serca, abyś kierował moimi krokami, udzielał rady w sytuacjach, gdy nie wiem jak postąpić, abym pomimo słabości, był odważnym rybakiem ludzi!


Środa 29 listopada

„Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.”

Słowo Boże jest cały czas aktualne. Nie ma przypadku, że właśnie dziś słyszymy te słowa o prześladowaniach chrześcijan. Modlitwa za tych, którzy żyją w ciągłym strachu i obawie jest nader konieczna, gdyż co kilka minut ginie na świecie jeden wyznawca Chrystusa. To jest bolesna prawda o byciu uczniem Jezusa. W tę drogę wpisana jest ofiara życia ze względu na Jezusa, który pierwszy oddał życie na nas. Mamy zatem tę moc płynącą ze Słowa Bożego i Eucharystii do odważnego świadectwa o Panu w każdych warunkach. Jeśli jesteśmy w grupie, gdzie ludzie otwarcie sprzeciwiają się Jezusowi i Kościołowi, to również jest to dla nas okazja – sposobność do złożenia dobrego świadectwa. Jezus zapewnił nas, że da nam odpowiednie słowa w danym momencie, abyśmy „zamknęli” usta prześladowcom. Nikt z nas nie szuka na siłę wrogów, ale przez sam fakt bycia uczniem Jezusa wzbudzamy duchowy rezonans wśród otoczenia. Nie da się ukryć swojej wiary, więc każde słowo świadectwa wobec innych może być dla nich punktem zwrotnym w życiu. To zależy, czy będziemy mówić z serca, z miłością i radością, gdyż takie świadectwo ma moc czynienia cudów. Może nie od razu, ale za pewien czas. Duchu Święty, wlej w nasze serca moc i miłość, abyśmy zawsze mówili o tym, jak dobry jest Bóg i co uczynił dla nas, abyśmy mieli życie wieczne!


Wtorek 28 listopada

„Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony.”

Kilka dni wcześniej byliśmy świadkami sceny, kiedy Jezus zapłakał na widok Jerozolimy. Powodem tego poruszenia serca i smutku Jezusa był żal nad mieszkańcami, iż nie rozpoznali czasu nawiedzenia. Dziś słyszymy proroctwo o zniszczeniu świątyni, które miało dokonać się w niedalekiej przyszłości. Warto spojrzeć na ten fragment symbolicznie w odniesieniu do własnego życia oraz obserwacji innych ludzi. Nie da się ukryć tego, że oceniamy siebie jak i innych na podstawie zewnętrznych przejawów zachowań, ubioru, sposobu bycia, zdobytej pozycji społecznej, kariery i statusu posiadania różnych rzeczy. Być może pod zachwytem, że kolega ma najnowszy samochód, a koleżanka nosi lśniącą biżuterię, przedziera się zazdrość o to, co ktoś zdobył. Często uganiamy się za pragnieniem akceptacji, podziwiania i posiadania różnych rzeczy, by poprawić swoje samopoczucie, zapomnieć o problemach w domu, w jakiś sposób zapełnić dojmujący głód gdzieś w głębi nas, a konkretnie w sercu. W tym miejscu, niewidocznym dla ludzi, w tej świątyni codziennie rozgrywają się poważne dylematy i decyzje. Przez serce przebiega codziennie setki myśli, pobudzając różne uczucia i tęsknoty. Nie ma w nim przestoju. Być może dziś czujesz się jak rozwalona świątynia, bo niespodziewanie ktoś lub coś uderzyło w delikatną tkankę twojego serca. Kiedy patrzysz na to, co wcześniej było takie wielkie i wspaniałe, a dziś leży w gruzach, to ze zdziwieniem pytasz się Boga, dlaczego na to pozwolił? Dlaczego mnie to spotkało? Co będzie dalej? To są istotne pytania, które mogą przynieść odpowiedź Boga, jeśli tylko pozwolimy, by przemówił do głębi naszych serc. Może właśnie czas rozsypki dotychczasowego życia jest okazją do otwarcia się na Boga żywego, bez Którego nawet najpiękniejszy dom z zewnątrz, z najlepszym wyposażeniem, mógłby być nadal ziemskim piekłem. Jeśli masz taki czas w swoim życiu, to podziękuj dziś Bogu za to, że jest cały czas z tobą i buduje cię na nowo, aby On był twoim Gospodarzem, Przyjacielem, nie tyle z deklaracji, ale z głębi serca. Najpiękniejszy skarb jest ten niewidoczny dla oczu. Tym, który daje ci mądrość i piękno jest sam Bóg! Duchu Święty, otwórz nasze serca na działanie Pana, Jego miłosierdzia, które czyni wielkie rzeczy nawet pośród kryzysu, czasu strapienia i ruiny planów i zamierzeń. Przyzywamy Twojej obecności, Duchu Pocieszycielu, abyśmy zawsze uwielbiali Boga, cokolwiek się dzieje w naszym życiu!


Poniedziałek 27 listopada

„Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie.”

Czy nie na tym polega prawdziwe zaufanie Bogu, że cokolwiek się dzieje w naszym życiu, jesteśmy w stanie oddać Mu ostatnie nasze zabezpieczenia? Warto dziś zobaczyć ubogą wdowę we własnej duszy. Ona przychodzi do świątyni i oddaję do skarbony wszystko, co miała. I pozostaje bez grosza na kolejne godziny. Może liczyć tylko i w zupełności na najlepszego Ojca, dla którego oddaje swój los. Uboga wdowa zrezygnowała z własnego zabezpieczenia, gdyż mogła jeden pieniążek zachować dla siebie. A jednak, oddała wszystko. Nie wiemy, jaką miała historię rodziny, ale jedno jest pewne - Jezus ją zauważył i pochwalił jej akt wiary, a więc nie chodzi tylko o uznanie, że Bóg jest, ale o pełne, bez reszty zawierzenie swego życia w najlepsze dłonie Ojca. On na pewno nie zawiedzie. Można wrzucić niewiele, ale z wiarą i nadzieją, a można też mechanicznie wrzucać to, co zbywa, co niewiele kosztuje. Gdzie jest dziś twoje serce? Do której postawy jest ci bliżej? Czy ufam na tyle Bogu, że gdy sytuacja życia jest trudna, mogę Mu podziękować za to, co zrobi dziś, jutro, za rok? Duchu Święty, wlej w nasze serca swoje światło, abyśmy w czasie doświadczenia z pokorą i ufnością zawierzali samych siebie najlepszemu Ojcu!


Niedziela 26 listopada

„Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? (…) A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”

Katalog dobrych czynów, które sprawiedliwi pełnili względem swoich bliźnich, a szczególnie tych najmniejszych, pokazuje sposób realizacji bycia człowiekiem. Bóg stworzył nas nie jako samotników, ale we wspólnocie, w której potrzebujemy siebie nawzajem. Przyjęcie do Królestwa przebiegało nie na podstawie kryteriów awansu społecznego, zdobytych tytułów, świetnego wyniku w sporcie, czy chociażby udanej kariery zawodowej, ale na podstawie wypisanej dobrymi czynami w sercu. Kto miał wyciągniętą dłoń z chlebem, podał szklankę wody, odwiedził chorego, zatroszczył się o smutnych… Jednym słowem, kto zobaczył w drugim swojego brata, a nie patrzył na siebie, na to ile brakuje mu środków, ten spotkał się z prawdziwym Jezusem. Co ciekawe, w kończącym się roku liturgicznym poświęconym szczególnie św. Bratu Albertowi, możemy doświadczać mocy Ewangelii właśnie w spotkaniu z ubogimi. Znamienne słowa powiedział kiedyś święty malarz, że nie można namalować obrazu Jezusa bez spojrzenia na ubogich. Tak samo dziś, możemy zobaczyć Jezusa nie tylko w Hostii, ale również w obliczach ludzi potrzebujących naszej uwagi, uśmiechu, „straconego” czasu na słuchanie historii życia, pomocy materialnej. Każdy z nas potrzebuje miłosierdzia od Boga, a także od drugiego człowieka. Przyjęcie miłosierdzia wyzwala jeszcze większe miłosierdzie. Czyn miłosierdzia jest kartą wstępu do nieba. Jezus mówił o tym wyraźnie do św. Faustyny: „Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa.” (Dz. 742). Stale potrzebujemy przyzywać obecności Ducha Świętego, aby przekształcał nasze serca, obarczone bardziej troską o siebie niż o drugich, na podobieństwo Serca Jezusa, aby On mógł przez nas działać w tym świecie przez czyny, słowa i modlitwę. Jezu, Ty jesteś moim Panem i Królem, zapraszam Cię do mojego życia, abym widział w potrzebujących Twoje oblicze, i tym bardziej śpieszył z pomocą, bo Ty uzdalniasz mnie do daru z siebie dla bliźnich!


Sobota 25 listopada

„A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa "O krzaku", gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.”

Zadziwiająca jest odpowiedź Jezusa jak i sposób jej przekazu. Jezus mógłby oburzyć się na saduceuszów, którzy przygotowali kuriozalną historię. Ich zadaniem było dowieść absurdu samego zmartwychwstania, które Jezus zapowiadał. Nie mieściło się im to w głowie. I poniekąd mieli rację, że to po ludzku jest niemożliwe. Nie mogli pojąć na swój ograniczony umysł wspaniałego planu, jaki Bóg przygotował dla wszystkich ludzi, w tym dla takich niedowiarków. To jest dla każdego dobra wiadomość – życie nie kończy się na akcie zgonu, na pożegnaniu, na najpiękniejszych wspomnieniach. Może dla części z nas, śmierć kogoś bliskiego z rodziny, jest powodem żalu i pretensji do Boga, dlaczego zabrał kochaną osobę, gdy teraz była bardzo potrzebna rodzinie. Pomimo trudności, jakie mogą przygniatać naszą duszę, trzeba dziś usłyszeć słowo Jezusa, który mówi, że wszyscy żyją dla Niego. Żyjemy, bo On jest naszym Życiem. Co więcej, jesteśmy, bo On nas pierwszy ukochał i niezmiennie okazuje nam miłość. Ci, którzy odeszli od nas, już wpatrują się w oblicze Ojca w niebie. Czy możemy mieć pretensje do Boga, że oni już są u Niego i że żyją na wieki? Jezus mówi o miłości Ojca, która jest zasadą naszego życia. Czy budząc się o poranku mamy takie poczucie w głębi serca zupełnej darmowości miłości Ojca, który ma niezliczone pomysły na nasze życie, i bardzo pragnie, abyśmy żyli pełnią życia? Czy nie zasłaniają nam tej miłości codzienna lista zadań, spraw do załatwienia, problemów z wczoraj, trosk o jutro? Tym, co nie pozwala nam zatrzymać się tylko na sprawach doczesnych, jest głębia naszego serca, które pochodzi od Boga, „bo do nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności.” (Mdr 2, 23). Nosimy w sobie to podobieństwo do Boga w pragnieniu życia bez kresu, więc uwielbiamy Go w radościach jak i smutkach życia! Jezu, prowadź nas w coraz głębsze przeżywanie miłości Boga Ojca w naszej codzienności!


Piątek 24 listopada

„Mówił do nich: Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinią zbójców. I nauczał codziennie w świątyni.”

Oczyszczenie świątyni z handlarzy było skutkiem oburzenia Jezusa na sytuację, w której kult składany Bogu zamieniono na handel, jakby chodziło tylko o rzeczy materialne. To można porównać do takiej sytuacji, że ktoś prowadzi handel na terenie twojego podwórka, przychodzą ludzie, zamieniają walutę, jest ogromny harmider, a ty nie możesz spokojnie przejść do własnego domu, a w dodatku jesteś rozgoryczony i oburzony całą sytuacją. Jezus pragnie, by każdy z nas odkrył swoje miejsce w świątyni – w Kościele jako wspólnocie oraz miejscu modlitwy. Przyjrzyj się dziś miejscu w Kościele jakie zajmujesz. Czy jesteś z niego zadowolony? Czy jest coś we wnętrzu świątyni, co ci przeszkadza w spotkaniu z Bogiem? A może to multum twoich myśli, hałas lęków zakłóca twoje patrzenie i słuchanie Pana? Czy wierzysz w to, że Jezus codziennie naucza w świątyni i jest dostępny dla ciebie, dla twoich pytań, rozterek, łez oraz radości? Panie Jezu, udziel nam prawdziwej troski o naszą świątynię, o ten dom, w którym szczególnie można spotkać się z Twoim Ojcem i doświadczać radości bycia dzieckiem Bożym! Duchu Święty, zwracaj naszą uwagę na świątynię własnego serca, aby nie było w nim handlu z Bogiem, ale najgłębsze oddanie się Jemu jako odpowiedź na Jego nieogarnioną miłość dla nas!


Czwartek 23 listopada

„Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi.”

Jezus nie po raz pierwszy doznaje rozczarowania i zawodu z powodu zamknięcia serc swoich rodaków. Bycie niezrozumiałym, pogardzanym i odrzucanym przez współziomków jest powodem płaczu Jezusa nad przyszłością Jerozolimy. Z ust Zbawiciela pobrzmiewa żal, który ma głębokie źródło w kochającym sercu, które pragnie szczęścia i pokoju dla każdego człowieka. Można w tej Ewangelii być podobnym do miasta, które nie rozpoznało przyjścia Zbawiciela, a więc przyjęcia Jego władzy, królowania, które zapewnia pokój serca. Jeśli serce człowieka będzie zajęte czymkolwiek innym niż Jezusem, może ona rozpaść się na kawałki jak świątynia jerozolimska w czasie oblężenia. Kiedy ludzie wypraszają Jezusa ze swoich domów to z początku wydaje się, że zyskali większą wolność, ale to jest iluzją i kłamstwem. Szybko można dojść do ruiny życia osobistego i rodzinnego. Jezus przez różne sytuacje, ludzi, głos Kościoła woła do człowieka, a nadto walczy o człowieka, aby ten rozpoznał prawdziwego Boga i doświadczył Jego miłości. Módlmy się za nas samych, a także za tych, którzy sami układają życie bez Jezusa, abyśmy wszyscy przyjęli miłość i ofiarowane życie Jezusa, które daje prawdziwe szczęście! Duchu Święty, uwrażliwiaj nasze serca na momenty łaski, na czas nawiedzenia Pana w naszych duszach!


Środa 22 listopada

„Stawił się więc pierwszy i rzekł: Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min. Odpowiedział mu: Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami.”

Dziś Jezus pochwala taką zaradność sługi, która łączy w sobie takie cechy jak: wdzięczność, zaufanie, podjęcie ryzyka i wierność w małych rzeczach. Tak, każdy ze sług otrzymał minę, ale co nią zrobił, jak ją pomnożył, zależało tylko od nich samych. Bóg na tyle ufa człowiekowi, że może oczekiwać pewnego zysku, który zdobywa się pracą i przedsiębiorczością oraz możliwością stracenia części swoich dóbr. Nie ma nikogo, kto byłby aż tak biedny, żeby nie mógł podzielić się tym, co ma. Człowiek może nie tylko przyjąć dar, ale może dać drugiemu dobre słowo, chociażby proste: „dziękuję!”. Zysk zależy od pojemności serca. Im bardziej dajesz od siebie, tym więcej zbierasz. To jest taka zależność. Miłość jest tą jedyną miną, która z początku jest mała, ale im częściej po nią sięgasz, rośnie i wzrasta w tobie. Tak jak powiedział św. Jan od Krzyża: „Pod wieczór naszego życia, będziemy sądzeni z miłości”, to ile tylko sił mamy, patrzmy na Jezusa, który jest Mistrzem Miłości, aby później nie wyrzucać sobie, że byliśmy leniwi i małostkowi. Dziś jest kolejny i niepowtarzalny dzień, aby przynieść dla Pana nowe prezenty – oblicza miłości w świecie. Jesteś uzdolniony i powołany do wielkiej miłości! Pan pamięta o tobie i cieszy się, gdy upodabniasz się do Niego. Przyjdź, Panie Jezu, do mojego serca i poszerzaj jego możliwości, abym niestrudzenie dążył do osiągnięcia pełni życia!


Wtorek 21 listopada

„Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę.”

Wydarzenie w Jerychu pokazało jak bardzo różni się sposób patrzenia na osobę publiczną przez ziomków, a jak inny, boski sposób widzenia Jezusa. Kto by pomyślał o takim zwrocie akcji w przeciągu kilkunastu minut. Taki jest Bóg! Imię Zacheusza z pewnością wzbudzało wśród mieszkańców Jerycha niemało kontrowersji. Przecież był na usługach okupanta. Pobierał daniny i podatki na rzecz wroga, a nadto był konsekwentny w dążeniu do swoich celów. A co się stało, że Jezus właśnie zatrzymał się przy sykomorze? Mógł wybrać odwiedziny u kogoś bardziej godnego dla Siebie. A jednak, Bóg zaskakuje, chyba najbardziej tych religijnych mieszkańców, dla których w głowie się nie mieści, jak można iść do takiego grzesznika. Jezus, zwracając do Zacheusza, po pierwsze przywraca mu własną tożsamość, o której być może zapomniał. A imię to pochodzi od hebrajskiego Zakkai, co oznacza „czysty”. Spotkanie z Jezusem, w tak przedziwnej dynamice, powoduje w Zacheuszu zmianę myślenia i życia. Nie są to tylko słowa, ale konkretna postawa zmierzająca do naprawy tego, co zepsuł przez swoją niepohamowaną pychę i władzę. Dziś, kiedy patrzysz na pokręcone życie Zacheusza, możesz dostrzec i to podobieństwo, że Jezus bardzo pragnie zatrzymać się w twoim domu, byś na nowo usłyszał swoje imię, tak jak Bóg cię stworzył i ukochał. To jest pierwszy moment przemiany, kiedy usłyszysz swoje imię wypowiedziane z miłością i radością, że jesteś synem albo córką Boga. Jeśli widzisz, że twoje imię nosi brudną historię, obarczoną słabościami, grzechami, odrzuceniem przez innych, to Jezus jednym słowem może przywrócić ci zapomnianą godność i czystość, za którą bardzo czekasz. Może warto czasem wspiąć się na sykomorę, zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę, aby tylko zobaczyć Jezusa, a wtedy cały twój dom doświadczy zbawienia. Przemiana świata zaczyna swój bieg od spotkania Jezusa z tobą, tam, gdzie jesteś. I to już dziś! „Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama.” Jezu, zapraszam Cię dziś do mojego domu, do mojej historii życia, to tych wszystkich miejsc i sytuacji, których się boję i lękam. Proszę, niech dziś doświadczę właśnie tam wylania Twojego miłosierdzia, abym czuł w głębi serca, że jestem kochanym grzesznikiem.


Poniedziałek 20 listopada

„Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”

Trudno nam przyznać się przed samymi sobą, że jesteśmy żebrakami i jeszcze w dodatku ślepymi. Jesteśmy podobni do tego bohatera spod Jerycha. Niemalże codziennie oczekujemy od innych odrobiny uwagi, zainteresowania własnymi problemami, pocieszenia w bólu, ulgi w cierpieniu, nieraz i pomocy finansowej, gdy brakuje środków na koncie. Siedzimy gdzieś na drodze naszego życia, często mijani przez ludzi, którzy nie widzą świata wokół siebie, a tym bardziej ludzi potrzebujących. Często przywiązujemy się do takiego stanu letniości w wierze, że jakoś to będzie, powoli chowając smutek w sercu, rozżalenie i pretensje do świata. Tym samym ślepota dotyka naszego serca, bo gniew i złość zabrudziły okno duszy, przez które można zobaczyć świat we właściwych kolorach, widząc również bliźnich. Może to stan przygnębienia dotyka nieraz naszego ducha, że kompletnie widzimy wszystko inne w czarnych barwach, bez życia. Jeśli dziś to słowo słyszysz, że teraz Jezus przechodzi przez twoją drogę, to zacznij wołać, jak potrafisz, wierząc, że On cię nie ominie. Niewiadomo, czy ten niewidomy był pobożnym Żydem, czy modlił się wcześniej. Tak samo i ty, jeśli nie wiesz jak zwracać się do Jezusa, to skopiuj najpiękniejszą modlitwę żebraka, którą później przejęli pustelnicy: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Wołanie o miłosierdzie samego Jezusa pobudza Go jeszcze bardziej do okazania ci czułej miłości, która uzdrawia, podnosi, przywraca radość i pokój życia, twojego życia, gdziekolwiek jesteś i jak bardzo się pogubiłeś. Jezus właśnie przechodzi przez twoją, ciemną dolinę! Jezus zwraca się do nas przez rozmowę z św. Faustyną: „Niech pokładają nadzieję w miłosierdziu Moim najwięksi grzesznicy. Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia Mojego. (…) Roskosz Mi sprawiają dusze, które odwołują się do Mojego miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia.” (Dz. nr 1145). Jezu, dziękuję Ci, że przywracasz mi wzrok serca, za każdym razem, kiedy oczyszczasz mnie w sakramencie pokuty! Uwielbiam Twoje niezgłębione miłosierdzie!