<< Maj 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  9
14151618
212223
282930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Wtorek 10 kwietnia

„Trzeba wam się powtórnie narodzić…”

 

Narodzić się ponownie to znaczy stać się na nowo dzieckiem Boga. Gdy narodzisz się na nowo, będziesz szedł tam, gdzie Pan Cię poprowadzi. Nie będziesz się bał, bo On jest z Tobą. Zaczniesz słyszeć Słowa Pana w Twoich myślach. Jeśli należysz do Chrystusa, twoje myśli są z Nim. Jemu poświęcisz wszystko, co masz. Zapragniesz stać się do Niego podobny, czynić Jego wolę. Będziesz pytał:” co zrobiłby Jezus na moim miejscu”? Zwrot „narodzić się ponownie” oznacza, że między Bogiem a osobą, która tego doświadcza, tworzy się nowa więź. Czy nie wstydzisz się swojej wiary? Czy przyznajesz się do niej każdego dnia publicznie? Czy nie boisz się powiedzieć Jezusowi ,,tak”? Co robisz, by narodzić się na nowo? Uwierz, nawróć się i ogłoś, że Jezus jest Panem. Teraz możesz odmówić modlitwę zawierzenia czyli wyznania Jezusa jako Pana i Zbawiciela, jednak najpełniej zawierzasz swoje życie gdy przyjmujesz Komunię Św. i tam się oddajesz Jezusowi. "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych - osiągniesz zbawienie" (Rz 10,9).


Poniedziałek 9 kwietnia

 

„Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.”

 

Bóg mówi do każdego z nas, tak jak wtedy do Maryi: „nie bój się..”. Agnieszko, Moniko, Adamie, Tomku, Beato…nie bój się!. Cokolwiek Bóg nam zaplanował, do czegokolwiek powołał, chce, abyśmy Mu ufali i pozwolili się poprowadzić. On uwolni nas od lęku, doda siły. Najczęściej sami sobie stawiamy granice, które uważamy za niemożliwe do przekroczenia. Tymczasem Bóg ma dla nas taką samą odpowiedź, jakiej udzielił Maryi przez Anioła Gabriela: „Nie ma dla Mnie nic niemożliwego!”. Bóg może wszystko, ale nic nie musi. Być może jesteś teraz w sytuacji, która wydaje Ci się bez wyjścia patrząc na nią po ludzku. Może szukasz rozwiązania i każde wydaje się złe. Może po prostu brakuje Ci sił, aby coś zmienić i tkwisz w czymś co jest złe, grzeszne… Jaką przyjmujesz postawę, gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia? Czy i jak modlisz się o cud? Czy oddajesz Bogu swoje trudności? Niech dzisiejsza Ewangelia będzie dla ciebie obietnicą, że Bóg może wszystko, z Nim wszystko jest możliwe. Musisz Mu zaufać i oddać swoje trudności. Być może rozwiązanie sytuacji będzie zupełnie inne niż ty je sobie wymyśliłeś, być może Bóg ma inny plan na twoje życie. On daje to, co najlepsze dla ciebie we właściwym czasie. "Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe."(Mk 10;27).


Niedziela 8 kwietnia

„Następnie rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym".

Druga niedziela po Wielkanocy z ustanowienia samego Pana Jezusa jest Świętem Miłosierdzia Bożego. Włączamy się w wielkie uwielbienie Ojca przez Jezusa, który przynosi nam pokój w pośrodku naszych największych ciemności, pośród nocy lęku, strachu wynikającego z grzechu. Jezus obdarowuje nas nowym życiem, które zrodziło się w największej ciemności na świecie, kiedy umierał na krzyżu nasz Zbawiciel. Patrzymy dziś na wodę i krew, które z jednego otwartego miejsca w sercu obejmują tego, kto z ufnością patrzy się na Jezusa, na Jego twarz. Sam Pan Jezus wyjaśnia św. s. Faustynie znaczenie tego znaku: „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz… Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.” (Dz. 299). Warto dziś na nowo popatrzeć na Jezusa, posłuchać tego, co mówi do mnie, osobiście, by znaleźć wszystko to, za czym biegnę, czego szukam w mojej codzienności, a przede wszystkim, by pokazać Jezusowi własne serce z konsekwencjami własnych grzechów oraz bliźnich. To przedziwne spotkanie z Jezusem najbardziej dotyka naszego serca, kiedy promienie miłosierdzia Bożego wypalają nasz grzech, kiedy rozpadają się wszystkie nasze iluzje i fałszywki, które nie pozwalają żyć w pełni dla Boga. Jezus mówi wyraźnie, że „nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego.” (Dz. 300). Szukasz pokoju? Idź do Jezusa, uklęknij przed kapłanem i wyznaj wszystko, co obciąża twoje serce. Idź z ufnością, zawierzając wszystko, co nosisz w swym sercu. Jezus już to pokonał i uśmiercił twój grzech sam stając się grzechem. Czy nie jest to szokujące? Bóg jest szalony w swej miłości do każdego z nas. Miłosierdzie Boże nie zna granic! Ile zapragniesz, tyle dostaniesz. Nie tylko od święta, ale każdego dnia możesz prosić o więcej, i jeszcze więcej … A On z otwartą ręką wysyła do ciebie promienie życia. Taki jest Bóg! Miłosierdzie Boże, dźwigające nas z nędzy grzechu, ufamy Tobie!


Sobota 7 kwietnia

„W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.”

W pielęgnowaniu smutku, w rozpamiętywaniu tego, co było naszą porażką, w notorycznym użalaniu się nad sobą, że zawiodłem siebie i innych, jesteśmy podobni do apostołów zamkniętych bardziej i mocniej w swym sercu niż ryglem w drzwiach Wieczernika. To jest bardzo trudny stan, w którym dominuje postawa zamknięcia na małe światełka, które Pan daje, zanim sam nie rozświetli naszego wnętrza. Ta ciemność niewiary, niedowierzania świadkom, uporu w swoim sercu wobec niepodważalnych świadectw kilku osób najbardziej rani Pana. Trzeba przed sobą przyznać, że zawiodłem Pana, uciekając od trudności, od większej miłości, od krzyża, a wybrałem swój bezpieczny kąt, swoją wygodną samotnię, gdzie przeżywam jeszcze wyraźniej swój egoizm, porażkę własnych ambicji, zawodny jednak spryt, że nie jestem herosem. Tak, to prawda, nie jestem mocarzem sam z siebie i częściej mam tendencję do uciekania od trudności. Ale co robi Pan dla mnie? Co już uczynił, bym znalazł drogę wyjścia z własnego zaułku? Posłał już do mnie swego anioła – świadka Zmartwychwstania. On daje światło życia dla każdego z nas, kto siedzi przy stole smutny i ciągle płacze. Być może muszę wpuścić to światło do jednego, a może do wielu pokoi w moim sercu, gdzie dawno nie było już światła, do tych sytuacji w mojej pamięci, gdzie zamknąłem siebie w płaczu i żalu z powodu doznanej krzywdy od bliskiej osoby, zdradę przyjaciółki, a nadto noszę gdzieś w głębi siebie wyciszoną urazę i nieprzebaczenie. Jeśli stawiam opór łasce uwolnienia, to jak mogę doświadczyć pełnej radości, skoro nie dowierzam Panu, że już to pokonał, odnosząc zwycięstwo nad każdym moim grobem, gdzie leży część mojego serca? Wystarczy tylko powiedzieć na głos Panu, że niech dokona się we mnie zmartwychwstanie tego, co umarło we mnie. Jezus wleje w to miejsce strumień łaski, światła, by każde miejsce w moim sercu było prześwietlone. Bez wiary, bez tego przyzwolenia mojej woli Pan nie dokona cudu nowych narodzin! Kiedy jednak zobaczę to światło w sobie, które jest darem od Pana, będę mógł wyjść i ogłosić Dobrą Nowinę każdemu, bo sam będę świadkiem Zmartwychwstałego we własnym życiu! Przyjdź, Panie Jezu! Amen!


Piątek 6 kwietnia

„Rzekł do nich Jezus: "Przynieście jeszcze ryb, które teraz złowiliście". Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się.”

Obraz morza, rybaków, łódki, sieci i wielkiej ilości ryb w sposób symboliczny wskazuje na rzeczywistość Kościoła, którą my jesteśmy, a w środku jest Jezus. Zmartwychwstanie Chrystusa wpuszcza nowe światło na sytuację życia rybaków. Oni dobrze znali swój teren pracy, pomimo przerwy na działalność z Jezusem. W liczbie stu pięćdziesięciu trzech ryb ewangelista Jan ukrywa obraz powszechnej działalności Kościoła skierowanej do wszystkich ludzi. Nikt nie jest wyłączony z objęć Zmartwychwstałego Pana. Jezus wszystkich odkupił, więc to dla każdego z nas jest wiadomość, by nie tracić nadziei wobec tych, których uważamy za dalekich od Kościoła. Być może znamy kogoś takiego. Może ktoś z pracy kontestuje to, co z dobrego serca mówimy o Jezusie, o Kościele, o sakramentach. Trzeba mieć w sobie taką odwagę i cierpliwość jednocześnie, jaką mieli rybacy, skoro jesteśmy posłani do świata z dobrą nowiną. A mamy naprawdę ważną wiadomość, która może komuś uratować nie tylko to życie, ale przede wszystkim wieczność: Bóg posłał na świat swego Syna, by poniósł za nasze winy okrutną mękę, umarł w najgorszy sposób jak złoczyńca, został pogrzebany, ale Bóg nie zostawił Go w grobie, ale dla nas przywrócił Mu życie, byśmy mieli życie na wieki i otwarty dostęp do Ojca. To jest odpowiedź na każdy problem człowieka. JEZUS żyje, więc nie bój się iść i zawołać z głębi serca tym, którzy tracą wiarę i sens swego życia. Warto pomóc apostołom w wyławianiu sieci z rybami. Niech to będzie twoja mała cząstka w przyprowadzeniu chociaż jednej osoby do Jezusa. Odmienione życie jednej osoby może być dla ciebie powodem niesłychanej radości, która właśnie jest radością Ewangelii! To wszystko zawsze dokonuje się w łączności z Panem, w słuchaniu Jego słowa i byciu przez Niego posłanym do każdej misji. Będą działy się cuda! To jest pewne! Przyjdź, Panie Jezu, na nowo do mojego serca, nakarm je swym Ciałem, bym tylko w Tobie szukał spełnienia wszelkich pragnień i tęsknot, jakie dziś noszę w swym sercu! Prowadź mnie do pełnej radości życia w Ojcu!


Czwartek 5 kwietnia

"Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam".

Dziś Jezus przychodzi z darem pokoju nie tylko do uczniów, ale do nas, często zakłopotanych, słabych w wierze, z różnymi wątpliwościami. Jezus nie robi uczniom wyrzutów, nie wspomina ich ucieczki, tylko zaprasza do Siebie, by dotknęli Jego ciała, żeby uwierzyli na nowo w zmartwychwstanie. Czy łatwo było im wykonać ten krok, by zmierzyć się z tajemnicą, która wymyka się ludzkiej logice? Z pewnością mieli zmaganie w sercu. A my? Czy wobec tak wielkiej dobroci Pana, którą często zawodzimy, czy mamy odwagę, by ponownie dotknąć się Pana, wziąć w swoje ręce Jego dłonie, by być świadkiem Zmartwychwstałego, pomimo własnych grzechów? Jezus pyta o przyczynę ich wątpliwości, skoro na własne oczy widzą Jezusa w ciele. Co mogło im przeszkadzać w dotarciu do podstawowej prawdy – wydarzenia, które odmieniło losy człowieka? Obawy co będzie dalej? Czy będą rozliczenia za przeszłość? Niepewność przyszłości, ich drogi życia? To, że Jezus powstał ze śmierci skłania każdego z nas do podjęcia osobistej misji w życiu, która polega na osobistej więzi z Panem, który posyła do świadectwa o nowym życiu, które się nie kończy. My dostajemy Jezusa w ciele, kiedy przyjmujemy Go w Komunii Świętej. On pozwala się nam połamać, by w naszym życiu dokonało się zmartwychwstanie, czy to będzie w rodzinie, we wspólnocie, w jakiejkolwiek posłudze na rzecz bliźnich, będziemy doświadczać mocy Jezusa właśnie przez bycie rozdanym, podobnie jak Jezus rozdaje się nam. W tym dynamizmie możemy odkryć nowe życie, nowe tchnienie Ducha Świętego, który uzdalnia nas do ogłoszenia swoim życiem tego, co słyszymy, co widzimy, czego smakujemy właśnie w Kościele, gdzie Jezus daje się nam dotknąć. Jezu Chryste, dziękujemy Ci za Twój pokój, który jest nam zawsze potrzebny, byśmy we właściwej perspektywie przeżywali wszelkie trudności i kryzysy, by nie zatrzymać swojego wzroku na własnych przeświadczeniach i lękach, ale we wszystkim zaufać Tobie, bo do Ciebie należy cała rzeczywistość, całe nasze życie! Chwała Tobie, Panie!


Środa 4 kwietnia

„Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem.”

Bardzo bliska może być dla nas ta ewangelia o uczniach uciekających z Jerozolimy po „przerażających” porannych wiadomościach, bo trzeba się zmierzyć w prawdą o pustym grobie i o swoich zawiedzionych nadziejach i oczekiwaniach na rozwiązanie bieżących problemów. Być może masz nadal ten sam problem w rodzinie, te same rozmowy w pracy, ciągnąca się spłata kredytu, odłożony czas na przejście, bo nowotwór, bo inne choroby i ta ciągła niepewność własnej przyszłości… Czy masz z kim porozmawiać o swoich smutkach, problemach, które spędzają sen z twoich powiek? Być może powodem smutku często są zawiedzione nadzieje na realizację własnego planu na udane i szczęśliwe życie rodem z dobrego filmu, który jakoś się nie spełnia we własnym życiu, bo miało być inaczej… Czy masz taką zaufaną osobę, z którą możesz podzielić się sercem, tym, co przeżywasz? Bo dwaj uczniowie w niedzielny poranek byli w sytuacji kryzysowej i wyszli ze wspólnoty, by ochłonąć po niezwykłych newsach. Jednak i ta droga i rozmowa z Jezusem nie od razu rozwiązała ich problem, bo musieli zmierzyć się z własną niewiedzą, bo ich serca były nieskore do wierzenia w to, co prorocy przepowiedzieli o Mesjaszu. W całej tej dramaturgii drogi i dysputy najpiękniejszy i najbardziej przekonywujący jest najprostszy znak, który przemienia serca, otwiera oczy na jedyną Prawdę. Tym znakiem jest stół przy którym Jezus dzieli chleb. Dosłownie jeden moment wystarczył im do tego, by od własnego smutku przejść do radości odkrycia Zmartwychwstałego Pana. Tej radości nie da się zatrzymać dla siebie. Nie można siedzieć na „kanapie”, w bezpiecznej gospodzie, tylko trzeba wyjść ponownie do ludzi, nawet pośród nocy, co dla Żydów było oznaką niebezpieczeństwa. A jednak, moc tego chleba, Eucharystii, daje wszystkim taką łaskę, takie życie, że ruszają w świat z najważniejszą wiadomością: Jezus żyje! On wszystko, co dziś ciebie dołuje, już odkupił, zwyciężył, tylko przyjmij Jego życie. Jezu, proszę Cię, niech coraz bardziej dostrzegam Cię w każdej Eucharystii, kiedy wyjaśniasz mi Pisma oraz łamiesz chleb, bym tylko w tym znaku szukał mojego sensu życia, a w Twojej Krwi zanurzał moją codzienność, cokolwiek się dziś dzieje. Nie jestem sam, bo Ty żyjesz we mnie, Jezu!


Wtorek 3 kwietnia

„Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę".”

Maria Magdalena przyszła do grobu, by chociaż zobaczyć ciało Pana. Widok pustego grobu był dla niej jeszcze smutniejszy, bo myślała, że ktoś ubiegł ją i zabrał ciało Jezusa. Jaki ujmujący musiał być jej płacz, skoro sami aniołowie oraz Jezus pytają ją: „dlaczego płacze?”. Czy masz w sobie taką wielką tęsknotę za Panem jak Maria Magdalena? Czy wytrwale szukasz Jezusa, pragnąc doświadczyć Jego miłości? Maria przez swoje łzy nie rozpoznała wpierw Jezusa, ale gdy tylko usłyszała swoje imię, od razu rozpoznała  Zmartwychwstałego. To było jej spotkanie z żywym Jezusem. A moje spotkanie? Czy też miałeś takie momenty w życiu, że ostatkiem sił wołałeś z duszy: „Gdzie jesteś Jezu w moim życiu? Dlaczego znowu mam pod górkę? Dlaczego znowu popadam w te same grzechy?”. Maria Magdalena odpowiedziała Jezusowi z całego serca, że przyszła po ciało, bo to był dla niej Odkupiciel, więc nie mogła wyobrazić sobie życia bez Niego. Czy już doświadczasz mocy zmartwychwstania Jezusa przez to, że usłyszałeś swoje imię, które On wypisał na swoich dłoniach? Gdy tylko zobaczysz, że Jezus zmartwychwstał w tobie, nie będziesz miał powodu do płaczu, użalania się nad swoim losem, obawami o przyszłość, bo Chrystus pokonał złego, każde cierpienie, a przede wszystkim śmierć, więc nie ma powodu do lęku. Pozostaje tylko powód do największej radości i uwielbienia: Jezus jest ze mną, gdziekolwiek będę w życiu, co się będzie działo ze mną i z moją rodziną. Pan jest z nami! Ten, który powstał ze śmierci, gwarantuje nam życie wieczne z Bogiem! Jezu, dziękuję Ci za to, że pozwalasz się szybko rozpoznać, nawet pośrodku mojego smutku. Moje imię brzmi niezwykle ujmująco w Twoich ustach. Wywyższam Cię i błogosławię w moim życiu!


Poniedziałek 2 kwietnia

„A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: "Witajcie!" One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: "Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą."

Pusty grób i słowa Anioła są obwieszczeniem dla kobiet wydarzenia, które na zawsze odciśnie swoje znaczenie na ludzkiej historii. Jezus daje się szybko rozpoznać kobietom przez słowa pełne miłości, pełne nadziei i radości. One nie potrzebują dywagować wobec tego, że Jezus rzeczywiście powstał z grobu. Z drugiej strony, dla arcykapłanów powstał o wiele większy problem niż myśleli, że już się z jednym uporali. Ale cóż mogą pieniądze? Właśnie one mogą obrócić prawdę w pogłoskę, zaciemnić rzeczywisty obraz do tego stopnia, że wielu uwierzy temu kłamstwu, bez sprawdzania źródła. Czy Jezus dał się rozpoznać arcykapłanom? Nawet gdyby tak zrobił, to by i tak nie uwierzyli, bo spotkanie z Jezusem musi dokonać rewolucji w myśleniu i życiu każdego człowieka. Kto spotkał Jezusa w swoim życiu, kto objął Jego nogi z wielkiej wdzięczności i miłości, ten nie może pozostać dawnym człowiekiem. Dziś na nowo Jezus mówi do ciebie: Mój bracie, moja siostro, idź do Galilei, do początku naszej wspólnej drogi, tam Mnie zobaczysz, „a serce twe zadrży i rozszerzy się” (Iż 60, 5b), bo od dziś nie ma takiej sytuacji, która by cię przerosła, bo wszystko odkupiłem i wziąłem na siebie, razem z twoim grzechem. Nie bój się! Jestem z tobą, Twój Odkupiciel!”. Panie Jezu, ukaż mi na nowo swoje cudowne oblicze, bym zawsze wybierał Ciebie, jako najwyższe Dobro. Pozwól mi przytulić się do Twojego serca, bym zaczął na nowo kochać Ciebie, a bliźnich ze względu na Ciebie!


Niedziela 1 kwietnia

"Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali."


Jezus jest wśród nas! Dzisiaj, właśnie teraz - kroczy obok, ramię w ramię. W pięknym słońcu, w delikatnym wiosennym deszczu, nie znika też gdy przychodzi burza z piorunami. Nie zapominajmy o tym, kiedy będziemy najbardziej Go potrzebować. Nie pozwólmy, by mnogość trosk i problemów przesłoniła nasze oczy sprawiając, że będziemy wołać: "Gdzie jesteś? Dlaczego pozwalasz na to, co się dzieje!?" Dziękujmy za każdą chwilę, przyjemną, ale i trudną i pamiętajmy o Jezusie również wtedy, gdy wszystko układa się po naszej myśli. Niech zwykła codzienność zawiera momenty uwielbienia Jezusa, w zwykłych czynnościach. Gdy my przeklinamy pod nosem, bo nie możemy złożyć nowej szafy, Jezus szepce nam do ucha: "No spytaj Mnie, podpowiem, Ja się tym zajmę". Jest z nami. Nieustannie. Otwórzmy nasze oczy, otrzyjmy z nich łzy, wyzujmy żale z naszych serc - Jezus żyje! Pokonał wszystko, co wydawało się nie do pokoknania - siłę grzechu, szatana i śmierci, aby móc żyć w nas i z nami. Bądź uwielbiony Zmartwychwstały Jezu, Panie miłości, która jest silniejsza niż śmierć, Panie miłości bez granic, Tobie cześć i chwała na wieki! 


Sobota 31 marca


"Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa (...)".


...bo "kto szuka, znajduje". Jeśli w swoim życiu nie zauważamy w tym momencie obecności Jezusa, to co pojawia się w naszym sercu? Gorycz i ból wywołany Jego, jak myślimy, nieobecnością, czy wiara w Jego "Ja Jestem"? Droga życiowa każdego z nas jest inna, niepowtarzalna. Często pełna upadków, samotnego dźwigania naszego krzyża, niezrozumienia, opuszczenia przez bliskich. Szukajmy Jezusa, w każdym dniu. Budząc się uwielbiajmy Go w rozpoczynającym się dniu, bo On już nasz każdy trud przeżył. Każde nasze przewinienie zaniósł na krzyż, dając wyraz swojej miłości do nas, a przecież Jego miłość, doskonała miłość, usuwa lęk. "Wy się nie bójcie!" Bo jeśli Jezus z nami, któż przeciwko nam? A Jezus z nami jest. Nieustannie trwa, nie opuszcza nas nigdy. Z Jezusem damy radę przezwyciężyć każdy trud, z Nim przetrwamy wszystko. Jezu Chryste, Synu Boga, który dla nas zstąpiłeś w otchłań śmierci i samotności, bądź uwielbiony w wielkości tej ofiary. Przebacz nam to, że porzucamy Cię za każdym razem, kiedy wybieramy grzech, na nowo Cię osamotniając. Jak pisał Jan Paweł II: "Jaka męka to była bezbrzeżna, ta samotność na krzyżowym drzewie...". Nie cierniowa korona przebijająca skronie, nie gwoździe rozkrajające ciało, nie pięści okładające twarz i nie upokorzenie poprzez obnażenie, oplucie, fałszywe pokłony... ale samotność. To było największym cierpieniem Jezusa. Panie, nie pozwól nam oddalać się od Ciebie, odrzucając Twoją miłość. Przepraszamy za to, że każemy Ci czekać na siebie, kiedy Ty oddajesz nam się w każdej chwili, mamy Twoją miłość 24 godziny na dobę. Ucz nas takiej wiernej miłości Panie, która trwa niezłomnie w każdym czasie. Miłości do ukochanego, do rodziców, dzieci, rodzeństwa, do ludzi wokół, ale przede wszystkim - do Ciebie Jezu. Bądź uwielbiony Panie! 


 Piątek 30 marca 


"Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu."


Mirra - "symbol cierpienia, daru dla człowieka", "zapowiedź męki na krzyżu". Aloes - "symbol pokut i pokory". Mirra i aloes - obie te rośliny były używane do namaszczenia zmarłych. Jednak gdy zaczniemy szukać głębiej, dowiemy się, że mirra wiąże się z ofiarą miłości, a aloes już w Starym Testamencie, w Pieśni nad Pieśniami, wymieniany był pośród "wszystkich najprzedniejszych balsamów", jako symbol upojenia. Aloes, który "w Palestynie stosowano do balsamowania ciał zmarłych, z czasem zyskał sławę leczniczej rośliny niemal na całym świecie. Traktowano go jako środek o wszechstronnym działaniu – na oparzenia, do leczenia ran, kontuzji, skaleczeń, przeciw..." Jezus Chrystus. Poniżony, ukrzyżowany, po ludzku słaby, pobity... Ten, który stracił życie, kojarzący się... ze śmiercią? Przecież miał przezwyciężyć wszystko... w dodatku jeszcze nas miał poić wodą życia wiecznego. A tu co? Na krzyżu zawisła głucha cisza, tęsknota, pustka, ból... śmierć. Ale my, uczniowie Jezusa, nie możemy zatrzymać się w tym punkcie. To my jesteśmy powołani do tego, by wiernie trwać przy Jezusie, nawet, jeśli w tym momencie w naszym życiu jesteśmy na Drodze Krzyżowej. My jesteśmy tymi, którzy mają ufać, że Jezus wraz z ofiarą ze swojego życia daną za nas, jest "środkiem o wszechstronnym działaniu – na oparzenia, do leczenia ran, kontuzji, skaleczeń, przeciw..." złu, przeciw grzeszności i śmierci. I to w"aśnie my mamy przyczyniać się do tego, by Jezus zyskiwał sławę na całym świecie. Sam jest nie symbolem, ale pełnią upojenia w prawdziwej miłości. Jezu Chryste, Ty znasz nasze serca i ich tęsknotę, Ty rozumiesz najlepiej nasze poczucie samotności, odejścia bliskich... Naucz nas przy Tobie trwać, mimo wszystko, do końca, zawsze wiernie. Chwała Tobie, ukochany Jezu. 


Czwartek 29 marca

"Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście".


Dziś. Nie tysiące lat temu, to dzieje się dziś. Triduum Paschalne prowadzi nas do najważniejszego momentu w życiu – do Zmartwychwstania Chrystusa, można powiedzieć – do naszych narodzin. Dziś Chrystus daje nam Siebie pod postacią chleba i wina, zwracając się do każdego z nas: Moje ukochane dziecko, które siedzisz ze Mną przy jednym stole, jedz i pij, czyń to na Moją pamiątkę. Czyń to na pamiątkę tego, że właśnie za ciebie jutro pójdę Drogą Krzyża, na którym umrę, abyś Ty mógł narodzić się na nowo, abyś mógł powstać z duchowej martwoty, jaką spowodował twój grzech. Nie bój się, będziesz żyć, Ja dam swoje życie za ciebie, bo cię kocham. 
Jeszcze dziś przyjdą, by pojmać Jezusa. Jeszcze dziś kolega zadzwoni do Ciebie i będzie namawiał na wyjście na piwo, próbując rozproszyć twój czas skupienia. Jeszcze dziś możesz zostać obrzucony „katolem”, „moherowym beretem”. Jeszcze dziś, siedząc przed komputerem będziesz walczył o to, by nie wejść na strony 18+. Jeszcze dziś żona będzie miała zły humor i ty za to oberwiesz bez powodu i będziesz próbował nie odpowiedzieć tym samym, jeszcze dziś koleżanka z pracy kolejny raz wyprowadzi cię z równowagi i będziesz walczyła z pokusą obmowy , jeszcze dziś odezwie się do ciebie kochanka, z którą zerwałeś kontakt… Jeszcze dziś przyjdą, żeby wyrwać Jezusa z twojego życia! Czy masz na tyle odwagi, by nie puścić ręki Jezusa, która Cię prowadzi, kiedy przyjdą trudności i ból? Jeśli nie, to nie poddawaj się, tylko módl się o tą łaskę, o odwagę do tego, by iść z Jezusem przez życie niezależnie od miejsca, sytuacji, ludzi wokół. Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. Bądź uwielbiony w Twojej miłości, której moc o stokroć przewyższa siłę pokusy i grzechu. Bądź uwielbiony Ty, którego miłość pokonała szatana i zwyciężyła śmierć, otwierając nam drogę do wiecznego życia w Domu Ojca. Panie, wypełnij Tobą nasze serca przeniknięte nieukojonym pragnieniem Ciebie. Tobie jedynemu Panie – cześć i chwała, na wieki! 


Środa 28 marca

"A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników.”


Nie była to zawrotna fortuna, kwota ta również nie zabezpieczyłaby finansowo Judasza na resztę jego życia. Trzydzieści srebrników… A za ile ostatnio Ty wydałeś Jezusa? Judasz był tylko człowiekiem, doświadczał pokus tak samo, jak my dzisiaj. Różnimy się słabościami, ale mamy je wszyscy. Ile dostałaś za wyparcie się Go, jaki słodki grzeszek wpadł na Twoje konto? Za jaką cenę sprzedałeś swoją wierność? Ile z tego masz? A może… nic już nie masz, bo upicie się kolejny raz skończyło się tylko bólem głowy, a po nocy z kochanką przyszła prawda poranka? Tak często dla chwili przyjemności, dla uniesienia się honorem, dla bycia najlepszym w oczach innych, zapominamy o miłości Jezusa. Żądza, nieuporządkowane pragnienia, kierowanie się tym, że „wszyscy tak robią” zamiast słuchania głosu Boga, nasz egoizm - zdrada za zdradą. A co jest odpowiedzią Jezusa dla nas? - Przebaczenie za przebaczeniem, nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy... Jesteśmy dziećmi Świętego Boga, a więc świętość jest naszym powołaniem. Pan stworzył nas dobrymi, uczynił nasze ciała świątynią swojego Ducha. Bóg chce naszego dobra, nie potępienia. Niezależnie od tego, jak bardzo się pogubiliśmy, nie pozwalajmy, by grzech zawładnął naszym życiem, by odgradzał nas od miłości Boga, odcinajmy go od siebie już w zarodku poprzez sakrament Pokuty. Jezus wciąż na nas czeka. Jezu, otwieraj nasze oczy, byśmy potrafili dostrzegać prawdę, że Ty jedyny nadajesz wszystkiemu sens. Ty jedyny możesz nakarmić nasze głodne prawdziwej miłości serca. Synu Boga, wzorze pokory, wierności, miłości, bądź uwielbiony na wieki. 


Wtorek 27 marca

"Co masz uczynić, czyń prędzej!"


Tymi słowami Jezus zwrócił się do Judasza, który miał go zdradzić, aby się wypełniły Pisma, było to wpisane w „plan” zbawienia ludzkości. Podobnie jest z naszym życiem – Bóg ma na nie plan, który ma nas doprowadzić do zbawienia, dlatego tak ważne jest, aby to Jego pytać co mamy robić, dokąd iść, jaką decyzję podjąć. Odpowiedzi na to, co dzieje się w naszym życiu, mamy szukać u Jezusa. Być może Pan już daje Ci wskazówki, w którą stronę masz iść, tylko brakuje Ci odwagi, jeszcze nie oddałaś/eś się w całości Jezusowi, w 100% wierząc Jego słowom, Jego prowadzeniu. Dziś Pan mówi do każdego z nas: „Co masz uczynić, czyń prędzej!”. Nie mówi: „jeśli jeszcze nie masz pewności, to schowaj się gdzieś w cieniu, żeby nie rzucać się w oczy”. Jezus wzywa nas dziś do tego, byśmy zamknęli oczy duszy i z bezgranicznym zaufaniem Mu podjęli się tego, do czego nas wzywa. Ty wiesz do czego. Jezu Chryste, Synu Boga, przymnóż nam odwagi, kiedy zadania, jakie przed nami stawiasz, wydają nam się zbyt trudne. Nie pozwól nam się poddać, bo chcemy iść za Tobą, Panie Jezu. Daj nam łaskę wytrwałości i wierności. Bądź uwielbiony, Panie!