<< Marzec 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
111213
1819202223
2526272930

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Piątek 8 lutego

"A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę."


Jan Chrzciciel był jakby "głosem sumienia" Heroda. Choć ten postępował źle, nie bacząc na napomnienia i żyjąc z żoną swego brata, to czuł szacunek do osoby Jana, co więcej - "brał go w obronę". Tak, jakby czuł lub po prostu wiedział, że prawda jest nie w jego związku z Herodiadą, ale w słowach Jana. A z pewnością tak było - w związku, w relacji kierowanej rządzą, chęcią posiadania, nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Herodiada chciała kierować Herodem, mieć nad nim panowanie, posługując się nieuczciwymi zagrywkami. Głos prawdy nie był dla niej korzystny. A czy my czasem nie postępujemy w swoim życiu podobnie? Czy nie jest tak, że odsuwamy od siebie napomnienia? Czy nie uciekamy od osób, którym zależy na naszym zbawieniu, ale ich rady są dla nas niewygodne i wzięcie ich sobie do serca wymagałoby wyrzeczeń i pracy? Nie bójmy się prawdy, bo "tylko prawda nas wyzwoli". Panie, daj nam światło Ducha Świętego, byśmy potrafili rozpoznawać, co jest drogą do Ciebie, co jest prawdą i życiem. Daj nam odwagę, byśmy umieli odrzucać od siebie grzech, który wskazuje nam sumienie. Umocnij w nas Boże to, co prawe i dyktowane prawdziwą miłością.


Czwartek 7 lutego


"Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch."


Już będąc w przedszkolu czy podstawówce, kiedy chodziliśy całą klasą na spacery, dobieraliśmy się w pary. Również na lekcjach najczęściej siedzieliśmy po dwoje. Przy różnych okazjach w ciągu naszego życia wiele sytuacji rozpoczyna się od zwrotu "Proszę dobrać się w pary". Nie bez przyczyny Pan włożył w nasze serca pragnienie bliskości innych, poczucia, że ktoś przy nas jest. Czasem otacza nas wiele osób, ale mimo to, czujemy się samotni, bo brak nam relacji. Niezależnie od naszego powołania czy stanu, jesteśmy stworzeni do życia z drugim człowiekiem. Jest to oczywiste jeśli chodzi o małżeństwo, ale nie tylko. Nawet budząc się w pustym mieszkaniu czy celi zakonnej możemy być szczęśliwi i czuć się kochani, kiedy wiemy, że Bóg jest przy nas także w bliskiej nam osobie, na którą możemy liczyć. Każdy z nas potrzebuje bratniej duszy, ale to wymaga szczerego otwarcia się przed drugą osobą. Zastanówmy się, czy nie jest tak, że czujemy się samotni, bądź narzekamy na brak przyjaciela, a jednocześnie hamuje nas lęk przed pokazaniem komuś siebie, nie tylko od najlepszej strony? Każda relacja, zwłaszcza bliska, wiąże się z ryzykiem zranienia, jednak jest tego warta, gdy nagrodą jest prawdziwa, głęboka przyjaźń. Zaryzykujmy, doceńmy tych, którzy mają dla nas czas, którzy chcą nam go dawać, a może ich zbywamy tłumacząc się brakiem czasu. Panie, bądź uwielbiony w każdym człowieku, jakiego przed nami stawiasz, w każdej relacji. Bądź uwielbiony Jezu, który przychodzisz do nas w innych ludziach.


Środa 6 lutego

"Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu (...)".


Znając kogoś od dziecka, najczęściej mimowolnie mamy wyrobioną opinię o tej osobie, poprzez doświadczenia z nią związane, okoliczności wspólnego dorastania, środowisko, w jakim się wychowywaliśmy. Zapytani o nią, nawet nie musimy zbyt wiele rozmyślać, ale jesteśmy gotowi "z automatu" coś o niej powiedzieć, bo wydaje nam się oczywiste, że ją znamy. Ciekawym doświadczeniem są szkolne spotkania po latach, na których nierzadko można doświadczyć szoku, bo nagle gruby stał się chudy, ta, która zawsze milczała dziś robi karierę dziennikarki, a klasowa "wschodząca gwiazda" zgasła szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Czasem takie zdziwienie ogarnia nas również, gdy od obcej osoby usłyszymy o kimś bliskim coś, czego byśmy się nie spodziewali. Może to być np. komplement w stronę rodzeństwa typu "twój młodszy brat ma naprawdę niezły głos, zrobił forurę na ostatniej imprezie jak zaśpiewał na karaoke". I nie raz dopiero taka niezręczna sytuacja sprawia, że zaczynamy inaczej na kogoś patrzeć, bo w jakiś sposób nas to uwiera, że moja siostra czy brat otworzył się przed kimś obcym, a przez moje żarty o solówkach pod prysznicem mnie się krępuje. Spróbujmy dziś dostrzec DOBRE rzeczy w osobach z naszego otoczenia, z naszej rodziny, z którą żyjemy na codzień i powiedzmy im to! Prosto w oczy, z dumą, miłością i uznaniem. Z pewnością w każdym można znaleźć coś pięknego. Ale aby móc dostrzec w ludziach cuda, potrzebna jest nam wiara w nich. Jezus pokazuje nam, że prawdziwa miłość może zaczynać się nie hen daleko, ale tu i teraz, w miejscu, w jakim jesteśmy. Nie lekceważmy naszych najbliższych, których przecież nie przypadkowo dał nam Pan w darze. Podziękujmy dziś za nich i uwielbiajmy Boga w naszych rodzinach. Niech chwała Boża zagości w każdym Domu.


Wtorek 5 lutego

"(...) padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju (...)".


Chyba każdy z nas zna to uczucie lekkości, pokoju w sercu, kiedy w konfesjonale zostawiamy cały dźwigany na sumieniu ciężar. Może czasem czujemy się jak w błędnym kole, wracając niebawem do Pana z powrotem z na nowo popełnionymi grzechami. Może czasem jest nam zwyczajnie głupio przed Panem, że znowu, kolokwialnie mówiąc, "daliśmy ciała". Jednak wiemy, że nikt ani nic innego niż sam Bóg, nam nie pomoże. To wiara w to, że Jezus nas oczyści i ocali sprawia, że na nowo odnajdujemy drogę do Pana, który wypełnia nas swoim pokojem i miłością. Pierwszy krok należy do nas - by pójść do Pana i wyzbyć się tego, co nas od Niego oddziela. Wypowiedzmy Mu prawdę o sobie, a ona nas wyzwoli. Ta sytuacja z dzisiejszej Ewangelii pokazuje coś jeszcze: wielokrotnie człowiek kryje w sobie jakieś cierpienie, które może zostać uleczone przez obecność i wysłuchanie przez drugą osobę. A ja? Kiedy ostatni raz z uwagą wysłuchałam kogoś, kto był strapiony? Czy zwracam uwagę na czyjś smutek, czy dla własnej wygody pospiesznie mówię "trzymaj się, do zobaczenia"? Panie, naucz nas patrzeć na drugiego człowieka jak Ty - z pełną miłością i troską, byśmy dla Twojej chwały stanowili jedno.


Poniedziałek 4 lutego

"Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach."


Powiedzenie "czyste sumienie jest najlepszą poduszką do snu" zawiera w sobie wielką prawdę. Każdy z nas doświadczył ciężaru grzechu, bólu oddalenia od Boga. Być może przyszło nam poznać uczucie zniewolenia grzechem tak silnego, że serce wypełnia się lękiem, czy jest dla nas jeszcze jakakolwiek nadzieja. A może właśnie dziś Ty jesteś w takim miejscu? Jezus, dając nam w darze ten dzień, przychodzi do nas w Słowie, by przypomnieć nam, że jedynie On jest Panem. Jedynie Jezus ma moc pokonać w nas wszystko, wyrwać z serca chwasty grzechu i zasadzić w ich miejsce miłość, wiarę i nadzieję. Niezależnie od tego w jak wiele problemów się wplątaliśmy, z jak wielkim złem mieliśmy do czynienia i jak bardzo źle czujemy się sami ze sobą - Jezus ma moc to przemienić. Uwierz. Na imię Jezusa zgina się każde kolano, pęka wszelkie zło. Pan dzisiaj każdego z nas pragnie "ubrać", dać nam nowe zmysły - byśmy potrafili na nowo myśleć, czuć, widzieć. Nie według naszej ludzkiej miary, ale według Bożych "parametrów". Wypełnij nas Panie swym Świętym Duchem, niech Twoja chwała w nas rozbrzmiewa, choć jesteśmy tak mali. Przemieniaj nas Panie, oczyszczaj. Bądź uwielbiony w każdym Twoim dziecku Boże.


Niedziela 03 lutego

 

„Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie…”

 

Słowa Jezusa wzbudziły podziw, ale również wątpliwości. Mieszkańcy Nazaretu przechodzą stopniowo do sceptycyzmu, nieufności i krytyki. „Czy nie jest to syn Józefa?”. Trudno było im zrozumieć mądrość Jezusa i tajemnicze działanie Boga. Wobec krytyki Jezus reaguje zdziwieniem, zaskoczeniem, któremu prawdopodobnie towarzyszy ból. Spodziewał się od rodaków współdzielenia radości; tymczasem spostrzega, że ma przed sobą mur zawiści i zazdrości. Jego miłość i pragnienie uzdrawiania napotykają na przeszkody. Każdy człowiek potrzebuje wsparcia i pozytywnej motywacji. Niekiedy rodzice czy krewni wypowiadają pod adresem dziecka (często w złości) słowa: ”ty się do niczego nie nadajesz”, „z ciebie nic nie będzie”. W życiu dorosłym osoba z takim „posagiem” wyniesiony z domu nie potrafi uwierzyć w swoje możliwości, boi się iść do przodu, podejmować wyzwania. Z tyłu głowy ma zakodowane ”przecież ja się do niczego nie nadaję, więc na pewno mi się nie uda”. Jeśli masz dzieci, lub będziesz je miał, pamiętaj, że dla dziecka właśnie ty jesteś/będziesz pierwszym przewodnikiem po świecie. Dlatego jego poczucie własnej wartości w dużym stopniu będzie zależało od ciebie. Być może sam wszedłeś w życie dorosłe z takim balastem braku wsparcia i wiary we własne siły, który jest jak światło „stop” i który skutecznie podcina ci skrzydła. Może ominął cię awans w pracy, bo stwierdziłeś, ze sobie nie poradzisz. Może bałeś się podjąć studia, czy pójść na kurs, bo z góry założyłeś, że się do tego nie nadajesz i go nie ukończysz. Może sam zerwałeś znajomość, która dobrze rokowała na przyszłość, bo bałeś się, ze to ty zostaniesz porzucony. Dziś wiesz jak ważne jest dla człowieka, aby miał wsparcie i pozytywną motywację od osób bliskich: od rodziny, rodziców, dziadków, rodzeństwa. Jeśli tego nie otrzymałeś, wybacz im. Oddaj to Jezusowi i pamiętaj że masz Kogoś kto w ciebie wierzy. Jest Ktoś, kto zna ciebie lepiej niż ty sam, kto zna twoje serce. Tą Osobą jest Jezus Chrystus. Jeśli masz sytuację, sprawę której się po prostu boisz, która powoduje że uciekasz, zamiast podjąć wyzwanie- oddaj to Jezusowi. Powiedz: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Zaufaj, Jezus doda ci odwagi!


Sobota 02 lutego

 

„A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.”

 

Starzec Symeon całe swe życie czekał na spotkanie z Chrystusem. Nie ważne ile teraz masz teraz lat: dwadzieścia, trzydzieści, czy może osiemdziesiąt. Nie wiesz ile lat życia ci jeszcze zostało. Nie znasz dnia w którym Pan powoła cię do siebie. Czy jak starzec Symeon spotkałeś już Jezusa w swoim życiu? Czy może odkładasz to na później? Jezus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,20). Jezus pozostawia nam wolną wolę. Nie przychodzi nieproszony. Jednak kocha każdego z nas ponad życie. „Kołatanie” do drzwi może to być wewnętrzny głos (działanie Ducha Świętego), który ci nakazuje pójście do spowiedzi. Może to być osoba którą postawi ci Pan na drodze i dzięki której odkryjesz Jezusa. Może to być to rozważanie które właśnie czytasz. Zaproś Jezusa do swojego życia. Spotkaj go, zanim będzie za późno. Oddaj Mu teraz swoje życie: „Jezu wybieram dziś życie z Tobą, by pójść drogą którą mi wskażesz. Pragnę żyć dla Ciebie i bardziej niż swoją- Twoją wolę wypełniać. Oddaję Ci swoje życie, plany, marzenia, to co we mnie dobre i to z czym sobie nie radzę. Jezu, proszę, zostań już na zawsze moim jedynym i wyłącznym Panem”.

Piątek 01 lutego

 

„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię…”

 

Ziarno gorczycy posiadało dwie zasadnicze charakterystyki. Mianowicie było niezwykle odporne na wszelkiego rodzaju trudne warunki i rozwijało się w tempie zawrotnym potrafiąc inwazyjnie zająć ogromne połacie terenu! Jezus zatem uświadamia poprzez to porównanie, że Królestwo Boże posiada niezwykłą wewnętrzną zdolność do gigantycznego rozwoju, szczególnie w niesprzyjających warunkach! Wiara jest tym mocniejsza im warunki jej praktykowania trudniejsze. Zaczyn Królestwa Bożego jest w każdym z nas, ale to od naszych wyborów zależy, czy wyrośnie na potężne drzewo, czy też zostanie głęboko zakopane w naszej codziennej gonitwie. Pamiętajmy podstawową naukę, która płynie z dzisiejszego fragmentu Ewangelii: musimy się starać, musimy być ciągle w drodze, nie możemy poddać się duchowej gnuśności i rozleniwieniu. Ale wzrost Królestwa Bożego nie jest efektem naszego zaangażowania, lecz niczym przez nas nie zasłużonym Darem.


Czwartek 31 stycznia

„Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma…”

 

Znaczenie tych słów wydaje się być dosyć proste, biorąc pod uwagę jaki i kim jest Bóg. Bóg jest miłością! Im więcej miłości mamy do Boga, tym lepiej możemy rozpoznawać jego wolę i tak naprawdę więcej mamy. Jezus dał nam przykazanie miłości, abyśmy przede wszystkim miłowali Boga, a potem bliźniego swego jak siebie samego. Chcąc być posłusznym temu przykazaniu zacznijmy od miłości do Boga, jeśli ją będziemy mieli, będzie nam łatwiej mieć miłość do bliźnich i siebie samego. Bo przecież Bóg nas stworzył i jesteśmy na jego podobieństwo. Kto ma miłość do Boga, temu będzie dane i obfitować będzie, ale kto nie ma miłości do Boga, temu zostanie zabrane i to, co wydaje mu się że ma. Należy zachować kolejność: najpierw miłość do Boga, później miłość do człowieka. Jedynie wtedy, gdy miłujemy Boga, stwierdzamy, że człowiek staje się w naszych oczach wartościowy. „Chryste, powiększ we mnie miłość, żebym się nauczył w głębi serca smakować, jak słodka to rzecz kochać, w miłości się rozpływać i zanurzać. Niech mnie miłość ogarnie, bym w zapale i zachwycie przeszedł sam siebie. Obym śpiewał pieśń miłości i wznosił się w górę za Tobą, mym Ukochanym. Niech dusza moja ustaje, wielbiąc Cię i weseląc się z miłości. Obym kochał więcej Ciebie, niż siebie, a siebie tylko dla Ciebie i wszystkich ludzi abym kochał w Tobie, jak to nakazuje prawo miłości, które jak światło promieniuje z Ciebie”.




Środa 30 stycznia

 

„Oto siewca wyszedł siać…”

 

Przypowieść Jezusa o siewcy jest przenośnią głoszenia Słowa Bożego. Siewca to nauczyciel, sam Jezus, ale także każdy, kto naucza Ewangelii. Jego nauki są porównane do ziaren, a słuchacze do różnego rodzaju podłoża, na które upada ziarno. Ci, którzy przychodzą słuchać, ale nie rozumieją są jak ziarno rzucone na drogę, które ptaki natychmiast porwą. Z takiego ziarna nie będzie pożytku. Grunt kamienisty jest metaforą słuchaczy, którzy mają dobre chęci, ale brak im wytrwałości. Słowo Boga nie zdoła się zakorzenić w ich duszach i wyrzekną się go, kiedy tylko jakieś trudności i prześladowania zagrożą jego bezpieczeństwu. Im także nauka Chrystusa nie przyniesie korzyści duchowych. Kolejna grupa słuchaczy to ci, którzy dopuszczają do siebie naukę, ale zapominają o niej pod wpływem pokus światowych: bogactwa, przyjemności. Te ziemskie, złudne dobra zagłuszą w nich głos Boga, a słowa nauczania zmarnują się w ich duszach. Wreszcie są ludzie, którzy są otwarci i przygotowani na Słowo Boga, jak urodzajna gleba. W ich sercach nauczanie Ewangelii zakorzeni się, ponieważ chcą słuchać i starają się je zrozumieć. Tacy słuchacze są prawdziwymi chrześcijanami, którzy będą przekazywać Prawdę następnym pokoleniom i w ten sposób rozmnożą prawdziwą wiarę na świecie. Do której grupy słuchaczy ty należysz? Co robisz, aby stać się żyzną glebą?


Wtorek 29 stycznia

„Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.

Wiele razy jako dziecko słyszałeś od rodziców czy dziadków, od siostry katechetki czy księdza głoszącego homilię dla dzieci, że Jezus jest twoim przyjacielem. Może sam też tak mówisz. Jesteś o tym przekonany? Zastanawiałeś się co to znaczy? W jaki sposób to powinno być widoczne w twoim postępowaniu? Czym jest dla ciebie przyjaźń Jezusa? Jak ją rozumiesz? Czy uważasz, że na nią zasługujesz, że ona ci się należy? O przyjaźń, o relację z przyjacielem trzeba dbać.  Być przyjacielem Jezusa to iść za Nim wszędzie tam, gdzie On nas poprowadzi. To kochać to, co On kocha. Gdy mówimy o kimś "przyjaciel", mamy na myśli kogoś bliskiego, kogoś, komu można się zwierzyć, zaufać. Kogoś, kto pomoże, nie zostawi nas w trudnych chwilach. Często przyjacielem jest ktoś, kto nas rozumie, zna nasze potrzeby i umie im zaradzić. Zazwyczaj to my decydujemy z kim się przyjaźnimy. Przyjaciele są partnerami, są sobie równi. Poprzez słuchanie Słów Bożych możesz być blisko Jezusa. Jezus mówi ci prawdę, jak to czyni przyjaciel. Prawdę, która nie zawsze jest wygodna i łatwa do przyjęcia. Jednak jako Przyjaciel musi ci to powiedzieć. Chcesz mieć prawdziwego Przyjaciela? Takiego, który nigdy nie zawiedzie? Który pragnie bardziej twojego dobra, niż ty sam? Takim przyjacielem jest Jezus.


Poniedziałek 28 stycznia

„Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego…”

Jedynym grzechem, który nie może być odpuszczony, to grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Na czym polega ten grzech? W nauczaniu Kościoła wyróżniamy ich sześć: grzeszyć licząc zuchwale na miłosierdzie Boże, rozpaczać albo wątpić w miłosierdzie Boże, sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej, zazdrościć bliźniemu łaski Bożej, mieć zatwardziałe serce wobec zbawiennych napomnień, aż do śmierci odkładać pokutę i nawrócenie. Grzech przeciw Duchowi Świętemu jest wyrazem wewnętrznego oporu przeciw Niemu i polega na świadomej odmowie nawrócenia. Istotą grzechu przeciwko Duchowi Świętemu jest bunt człowieka przeciw Bogu, który tak zaślepia, że człowiek gardzi Bogiem, Jego Miłosierdziem, nie wierzy w możliwość przebaczenia ze strony Pana Boga. Taki stan duszy wskazuje na to, że człowiek tak dalece dał się omamić złemu duchowi, iż bardziej wierzy jemu niż nawet zdrowemu rozsądkowi – staje się niewolnikiem złego. Jeśli natomiast ktoś zdobył się na szczery żal i sakrament pojednania, to nie ma takiego grzechu, którego by Jezus nie odpuścił, bo właśnie za tych, którzy w życiu się pogubili, a teraz szukają drogi powrotu, Jezus zapłacił najwyższą cenę – oddał swoje życie. 


Niedziela 27 stycznia

„Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. Począł więc mówić do nich: "Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście".

Pewien młody człowiek, będący na terapii odwykowej, został poproszony, aby na spotkaniu modlitewnym przeczytać fragment Psalmu 69. Przed tą modlitwą dostał ten test, a później z mocą wypowiedział słowa autora natchnionego. Po skończonej modlitwie podziękował animatorowi spotkania za to, że napisali dla niego ten „wiersz”, bo odzwierciedla on dokładnie jego położenie w więzach nałogu. Na co ten animator odpowiedział, że nie ma za co dziękować, bo ten tekst napisano już trzy tysiące lat temu i jest w Piśmie Świętym. Jakie musiało być zaskoczenie młodego człowieka, skoro odkrył, że Bóg był z nim w najgorszych momentach jego życia. To oświecenie bardzo pobudza wiarę w człowieku. A cóż powiedzieć o Jezusie, który trzydzieści lat czekał na moment odczytania z mocą słów proroka Izajasza, które są prezentacją Syna Bożego, objawieniem Jego misji wśród ludzi ubogich, chorych, związanych różnymi grzechami, czekających na uwolnienie z jarzma niewoli. Proroctwo Izajasza nie było tylko przeczytane, ale było wprost ogłoszeniem posłannictwa Jezusa, że to Słowo właśnie się wydarza przed ludźmi. A oczy ludzi były w Niego utkwione, bo te słowa w ustach Jezusa musiały dotknąć ich serc. W jaki sposób odbieram czytane Słowo Boże w czasie liturgii Mszy świętej? Czy jest to dla mnie moment spotkania z żywym Jezusem, które te słowa zapowiadają i oznaczają? Jezus daje się rozpoznać w Słowie, ale potrzeba osobistego przygotowania do tego spotkania przez wybranie miejsca, wyciszenie zewnętrzne i wewnętrzne, stanięcie w obecności Bożej z pokorą i otwartością serca na Słowo prawdy o Bogu i o mnie samym. Przyjęcie i rozważanie słowa zawsze powinno prowadzić każdego z nas właśnie do tego utkwienia wzroku w obliczu Pana Jezusa, w którym można odnaleźć samo dobro i piękno, i to wszystko, za czym w głębi serca tęsknimy. Maryjo, Służebnico Pańska, udziel nam łaski, abyśmy otwartym sercem przyjmowali Słowo Boże i zgadzali się na Boży plan w naszym życiu za Twoim przykładem, mówiąc Panu z zaufaniem: „Niech mi się stanie według słowa twego.”


Sobota 26 stycznia

„Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże.”

 

Pan Jezus długo nie formował uczniów, których wysyłał jako zwiastunów przyjścia Mistrza do wielu miast. Polecił im prostą instrukcję, co zabrać, a czego nie zabierać na drogę, żeby nie być obciążonym myśleniem o rzeczach mało istotnych. Najważniejsze w tym posłaniu uczniów było ich obdarowanie w pokój serca, świadectwo miłości bratniej, a także moc czynienia cudów, którą podzielił się z nimi Pan. Jezus również dziś wysyła tych, którzy już w jakiś sposób doświadczyli miłości Bożej, w konkretnych znakach w swoim życiu, i pragną dzielić się tym doświadczeniem w swoim otoczeniu, przynosić pokój do tych, którzy ciągle się czegoś lękają, budować piękne więzi z ludźmi przy posiłku, aby w ten sposób przybliżać królestwo Boże. Jezus potrzebuje ciebie i mnie, by zanieść najważniejszą wiadomość na świecie do ludzi, że jest KTOŚ kto kocha ich bezgranicznie, nad życie, kto za nich umarł i zmartwychwstał, i pragnie, aby kolejne pokolenia ludzi otworzyło się na dar pokoju. Jezus potrzebuje ciebie i mnie, aby nie zatrzymywać tej miłości tylko dla siebie, ale dzielić się tym darem z ludźmi, którzy są smutni, odrzuceni, skrzywdzeni, aby otworzyli się na nowe życie, żyli z przebaczenia i w pokoju serca. Warto więc otworzyć na misję, do której nas Pan zaprasza i posyła, zaryzykować i dać się poprowadzić Duchowi Świętemu do spotkania z drugim człowiekiem. Maryjo, wskazująca drogę, prowadź nas do swojego Syna, a przez Niego do ludzi z darem pokoju i miłości!


Piątek 25 stycznia

„Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.”

Te słowa spełniły się w sposób zaskakujący w życiu świętego Pawła, którego moment nawrócenia dziś wspominamy. Wydarzenie pod Damaszkiem było dla Szawła tym właśnie ukazaniem się Jezusa uwielbionego, który bardzo mocno utożsamia się ze swoim Kościołem. Pytanie Jezusa o motyw prześladowania chrześcijan przez gorliwego Szawła jest istotne, bo ono całkowicie odmieniło serce Szawła, czego konsekwencją był chrzest mu udzielony. Spotkanie z Jezusem nie było jakąś zasługą Szawła, ale stało się dla niego okazją do głębokiej przemiany myślenia i życia, by stać się świadkiem Zmartwychwstałego w całym późniejszym życiu. To jest wyjątkowy dzień, bo nie wspominamy nawróceń innych świętych, ale tylko św. Pawła. Dlaczego jest to tak ważne? Zapisany na kartach Dziejów Apostolskich moment nawrócenia Szawła jest najpierw obietnicą, że Jezus nie rezygnuje z nikogo, nawet z zabójcy, ale pragnie na nich zlać ogrom łaski. Dlatego pomyśl dziś o osobie, która w jakiś sposób walczy z Kościołem, otwarcie bądź skrycie, a także atakuje ciebie za przynależność do Kościoła, do wspólnoty uczniów. Nie tylko pomyśl, ale i pomódl się za nią, aby i ona doświadczyła na swojej drodze życia spotkania ze Zmartwychwstałym. Wydarzenie spod Damaszku jest dla nas osobiście ważne, bo możemy przypomnieć sobie nasze spotkanie z Jezusem, które odmieniło nasze życie. Pamięć o tym, co dla nas uczynił Pan, jak nas uratował ze śmierci duchowej, kiedy już doświadczamy obecności Bożej w codzienności, jest tym bardziej ważne na przyszłość, aby łaski nawrócenia nie rozwodnić, nie zmarnować, ale wzmocnić naszym mocnym przylgnięciem do Mistrza. Niech Maryja, Matka rodzącego się życia z wiary, prowadzi nas do radosnego świadectwa o Panu, słuchania Jego Słowa i działania w mocy Ducha Świętego! Święty Pawle, módl się za nami!