<< Maj 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  9
14151618
212223
282930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Poniedziałek 26 marca

„A dom napełnił się wonią olejku.”


Dziś rozpoczynamy Wielki Tydzień. Za sprawą Marii z dzisiejszej Ewangelii, która nardowym olejkiem namaściła stopy Jezusa, po czym otarła je swoimi włosami, cały dom „napełnił się wonią olejku”. Jak mówi Jezus w Ewangelii wg św. Marka: „już naprzód namaściła moje ciało na pogrzeb”. Już wówczas wchodziła ona w Tajemnicę Zbawienia, która miała się wypełnić poprzez ofiarną miłość Jezusa, miłość aż po krzyż. A czy w naszych domach już pachnie…? I bynajmniej nie chodzi tu o zapach ciast, płynu do szyb, czy świeżo upranych firanek... Jak my przygotowujemy swoje serce na ten najważniejszy czas? Czy jest ono gotowe na przyjęcie miłości, jaką chce nas wypełniać sam Jezus, oddając za nas życie? Dołóżmy starań, by te święta były piękne, kolorowe, radosne, pełne rodzinnego ciepła… ale przede wszystkim zadbajmy o to, byśmy trzepiąc dywany, malując pisanki i piekąc mazurki nie zapomnieli o Jezusie dźwigającym na Golgotę krzyż, na którym za nas umrze. Spróbujmy sobie wyobrazić, że ktoś z naszych bliskich przygotowuje nasze ciało na nasz własny pogrzeb… jak byśmy się czuli? Jak trudne musiało to być dla Jezusa, który przecież dla nas stał się człowiekiem, przyjmując ludzkie ciało z całą jego słabością i ludzkim lękiem. Jednak się nie wycofał. Jezu, który pokazałeś nam, że miłość jest silniejsza od grzechu, od śmierci, ucz nas tak kochać – bezwarunkowo, do końca. Ty, który cały jesteś krystalicznie czystą miłością - bądź uwielbiony Panie! 


Niedziela 25 marca

 

„Ukrzyżuj Go!...A cóż złego uczynił?...Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Ukrzyżuj Go!”

 

Śmierć Jezusa jest wydarzeniem, które zmienia wszystko. Rozsypuje się stary świat i robi miejsce nowemu. Śmierć, szczególnie osób bliskich pozwala inaczej patrzeć na ludzi i życie. Jaką masz postawę wobec śmierci Jezusa? Czy ja zasługuję na Jego miłość? To przecież dla mnie On umarł na Krzyżu. Czy swoim życiem daję przykład miłości do Niego? Czy godzę się na krzyż i cierpienie którego doświadczam? Podobnie jak Jezusowi w czasie męki, tak i nam, życie nie oszczędza ciosów i ran. Mają one różny charakter. Od jakichś dolegliwości i chorób fizycznych po dotkliwe i ciężkie rany emocjonalne i psychiczne. Rany te pozostają nieraz długo otwarte. Najmniejsze dotknięcie ich powoduje dotkliwy ból. I choć każde cierpienie bardzo trudno zaakceptować, to jednak wydaje się, iż nieraz łatwiej radzimy sobie z cierpieniem natury fizycznej niż psychicznej. Trudniej jest nam pogodzić się z głębokimi ranami emocjonalnymi niż fizycznymi: z odrzuceniem przez najbliższych, z wieloletnią manipulacją, z wykorzystaniem w różnej formie, znęcaniem się nad nami. To tylko przykłady możliwych cierpień. Nasze niepokoje, poczucie krzywdy, smutki czy wręcz rozpacz są objawami istniejących w nas głębokich ran emocjonalnych. Samo jednak odkrywanie naszych ran oraz ich źródeł, nie zmniejsza poczucia bólu i cierpienia. Wpatrywanie się w nie, rozważanie ich powiększa jedynie zgorzknienie, odczucie beznadziejności i upokorzenia. Co możemy zrobić z naszymi ranami? Jak zaradzić, aby nie powodowały one w nas jakiejś wewnętrznej destrukcji: zamykania się w sobie, buntu wobec Boga i Jego woli, agresywnego nastawienia do innych? Na te pytania ostatecznie może nam odpowiedzieć tylko Krzyż Jezusa Chrystusa. Panie Jezu, Ty byłeś głęboko zraniony przez ludzi. Ty jesteś w stanie zrozumieć moje cierpienie, które obecnie odczuwam. Mój krzyż jest niczym w porównaniu z Twoim. Proszę, ulecz je, zabierz ciężar, którego już nie jestem w stanie dźwigać lub daj mi siłę aby go nieść jeśli jest taka Twój wola.


Sobota 24 marca

 

 "…lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niż miał zginąć cały naród."

 

Kajfasz nie rozumiał, co mówił wypowiadając te słowa. Ważne jednak, byśmy my to zrozumieli. Śmierć Jezusa ma znaczenie także dla mnie i dla Ciebie. Pamiętaj o tym… Kogo widzę w Jezusie? Jakimi oczyma  patrzę na Jego śmierć na Krzyżu? Skazano na śmierć Syna Bożego, który z miłości dla nas opuścił niebo, aby oddać życie w okrutnych cierpieniach i otworzyć nam drogę do Królestwa Bożego. Czy śmierć Jezusa Chrystusa była potrzebna? Czy Bóg Wszechmogący nie mógł znaleźć lepszego sposobu na zbawienie ludzkości…? Faktycznie znajdujemy się w stanie duchowej śmierci, czyli oddzielenia od Stwórcy. Dlaczego? Z powodu naszej grzeszności, która przejawia się w naszych myślach, słowach, czynach. Jednak „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”(J 3:16). Chrystus musiał umrzeć, gdyż tylko On był bezgrzeszny i mógł całkowicie zapłacić za grzechy wszystkich ludzi - również Twoje. Czy Chrystus stanie się dla Ciebie tym, kim być powinien - osobistym Zbawicielem i Panem? Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto oddaje życie za drugiego człowieka. Jezus oddał je za ciebie, a więc cię kocha. Pamiętaj o tym!


Piątek 23 marca

 

„Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za które z tych czynów chcecie mnie ukamienować?” 

 

Jezus nauczał, uzdrawiał, przebaczał, uwielbiał Boga, dbał o ubogich i szedł do potrzebujących. Teraz ci ludzie potępiają Go, szemrzą przeciw Niemu. Otacza go terror. Nawet ci, których uważał za przyjaciół teraz czyhają na jego potknięcie. Stoi więc przed nimi i żąda wyjaśnienia, za który z tych czynów chcą Go ukamienować. Jak łatwo wziąć kamień i rzucić, naprawdę łatwo…Tłum nie myśli. Podpadniesz, uważaj, bo dostaniesz…Czy zdarzyło ci się kiedyś „oberwać za niewinność”? Może za dobre serce, które komuś okazałeś dostałeś „zapłatę” w postaci zła, wykorzystania. Zdarzyło ci się, że osoby, które uważałeś za przyjaciół wystąpiły przeciw tobie, choć ty tyle dobrego dla nich zrobiłeś? Jak się wtedy czułeś? Oszukany, wykorzystany, czułeś chęć odwetu, zadawałeś sobie pytania „dlaczego”? Dzieje się tak, bo ten świat nie lubi ludzi odmiennych. Jesteśmy „akceptowani”, jeśli bezproblemowo „wtapiamy” się w otoczenie. Każdy, kto „odstaje", bywa często nieakceptowany. Nie ominęło to nawet Jezusa. Jednocześnie świat bardzo potrzebuje ludzi wyróżniających się swoją dobrocią. Każdy człowiek, który wyróżnia się z tłumu, bo jest „dobry” i wytrwa przy swoim, nie zniechęci się, zaczyna bardzo przyciągać innych. Nie poddawaj się w byciu dobrym, nie rezygnuj. Proś Jezusa o siłę, bo kto jak nie On bardziej cię zrozumie. Panie Jezu pozwól mi być dobrym mimo braku wdzięczności, mimo odrzucenia i niezrozumienia. Naucz mnie również wyznaczać osobiste granice, aby nie dać się wykorzystywać innym. 



Czwartek 22 marca

„Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki…”

Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie mówił o tej śmierci, którą lekarze nazywają zgonem, ale o śmierci naprawdę strasznej, która polega na nieobecności Boga w człowieku. Jakie masz podejście do życia wiecznego? Czy idziesz za Bogiem po to, aby doświadczyć życia wiecznego, czy aby mieć ulgę w życiu doczesnym? Paradoksalnie, gdy idąc za Jezusem skupiamy się na życiu wiecznym wtedy przemienia się nasze ziemskie życie. I na odwrót: gdy idąc za Jezusem skupiamy się wyłącznie na wymiarze ziemskim, prosząc Go jedynie o poratowanie nas tu na ziemi, wtedy umyka nam życie wieczne. Pamiętajmy, że życie wieczne już w nas od chwili chrztu. Nasze troski mają być skupione na tym, aby zachować naukę Jezusa. Aby nasze codzienne życie i wybory były chrześcijańskie. Aby Jezus był fundamentem naszego życia. Mamy troszczyć się o to, aby iść za Jezusem. Wtedy On zajmie się resztą, nawet najtrudniejszymi, ziemskimi sprawami. Prośmy Ducha Świętego o prowadzenie nas do jak najgłębszego przeżywania ostatniego okresu Wielkiego Postu, by móc przyjmować obiecane przez Jezusa życie wieczne.


Środa 21 marca

“...Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli...”

Coraz bardziej interesujesz się światem. Chcesz znać prawdę o świecie i o ludziach. Kiedy byłeś dzieckiem, wierzyłeś bez zastrzeżeń ludziom dorosłym. Z czasem zacząłeś dostrzegać, że nie wszyscy ludzie mówią prawdę. Może i ciebie już ktoś oszukał, wprowadził w błąd? Spotkałeś się więc i z prawdą, i z błędem, i z kłamstwem. Jakie wobec nich zajmiesz stanowisko? Wciąż spotykamy się z ludźmi, rozmawiamy z nimi. Chcemy o nich wiedzieć prawdę. Dzisiejszy świat zdaje się bardziej cenić wolność niż prawdę. Jeśli szuka prawdy, to aby zyskać więcej wolności. Niestety, często przedkładamy kłamstwo nad prawdę dla doraźnych korzyści. Jesteśmy krótkowzroczni. Jezus natomiast wyprowadza nas na przestrzenie i pokazuje dalekie horyzonty. Jednak to nie prawda nas wyzwala. Wyzwala sam Chrystus. To On jest ową Prawdą, która wyzwala z niewoli grzechu i sprawia, że dawny niewolnik staje się wolnym dzieckiem Boga Ojca. Warunkiem owego wyzwolenia nie jest poznanie jakichś faktów, ale trwanie w nauce Jezusa. Ta Prawda niesie z sobą prawdziwą wolność. Jest to wolność od grzechu i kłamstwa. Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu, żyje w więzach zależności od złych przyzwyczajeń i nałogów... „Ratuj, Panie, bo nie ma pobożnych, zabrakło wiernych wśród ludzi. Wszyscy mówią kłamliwie do bliźniego, mówią podstępnymi wargami i z sercem obłudnym. Niech Pan wygubi wszystkie wargi podstępne i język pochopny do wyniosłej mowy”(Ps11, 1-4). Panie, tylko Ty jesteś „drogą, prawdą i życiem”, pozwól mi żyć tak jak Ty tego pragniesz.


Wtorek 20 marca

„Gdy wywyższycie Syna Człowieczego…”

Wywyższeniem, o którym wspomina Jezus jest Krzyż. Dowodem największej miłości Boga do człowieka jest śmierć Jezusa. Miejsce największej niesprawiedliwości jaką mógł ujrzeć świat, a zarazem miejsce niezwykłej miłości jakiej człowiek może doświadczyć. Chwała Bożego Syna objawiła się w Jego największym uniżeniu. Chwała ta wymyka się naszemu ludzkiemu rozumowi. W trudnych momentach swojego życia wpatruj się w Krzyż. Patrząc na Krzyż uświadom sobie tę prawdę, że Bóg istnieje. Przyszedł do swojego stworzenia, które od Niego odeszło. Przyjął ludzkie ciało, aby każdy, człowiek mógł stać się podobny do Niego. Oddał życie za ciebie, bo cię kocha. Od tej chwili wszelkie cierpienie, które przeżywasz nawet w największej skrytości i zapomnieniu, oddaj Jezusowi, zanieś je pod Krzyż. Nie znaczy to, że znikną trudności, czy zniknie cierpienie. Nasze spojrzenie na nie będzie inne, zmieni się nastawienie. W związku z tym doświadczymy w swoim sercu słodyczy Bożej obecności, pokoju. Ciężar, jarzmo okażą się nie aż tak wielkie. Zrozumiemy, jak cudowna jest Boża opieka, jak słodko jest trwać sercem przy Jezusie z ufnością, z wiarą, nie zajmując się niepotrzebnymi myślami, Bogu zostawiając wszystko. „Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30).


Poniedziałek 19 marca

„Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie…”

Święty Józef był "człowiekiem sprawiedliwym", czyli po prostu dobrym dla innym.Uczy mężczyzn odpowiedniej postawy wobec kobiet. Józef wykazywał się ogromna dobrocią, miłosierdziem, litością, które powodowały, że wziął w opiekę Maryję. Dbał o Jej dobre imię. Jak bardzo dbasz o dobre imię swojej żony? Czy jako jej maż jesteś w stanie stanąć w jej obronie? Józef był człowiekiem uczciwym, prawym, kochającym, czułym, troskliwym, a przede wszystkim wypełniającym Bożą wolę podobnie jak Maryja. Musiał wiele poświęcić: własny plan na życie, bliskość kobiety, którą przecież kochał; pragnienie biologicznego ojcostwa. Wszystko to poświęca, by wypełnić Bożą wolę. Kiedy zadajemy sobie pytanie, dlaczego mamy zrezygnować z czegoś, co nam się należy, czego potrzebujemy, co chcemy mieć, Józef pokazuje, że powodem jest miłość do Boga, wierność Jego przykazaniom. Każde ludzkie wyrzeczenie jest bezsensowne, jeśli nie znajduje dopełnienia w Bogu. Praktyki pokutne, posty, umartwienia, tylko wtedy mają wartość, jeśli czynione są z intencją pełnienia woli Bożej. Postawa Józefa to nie postawa płaczu i lamentu, bezradności i narzekania na swój los – to wyrażenie zgody na Boży plan i zakasanie rękawów, by go wypełnić. Trud codziennej wędrówki przez życie z Bogiem, a nie siedzenie w kącie i czekanie na lepsze czasy. To nie wzdychanie, narzekanie, lecz naprawdę męskie podejmowanie wyzwań „rzucanych” przez Boga. Józef widzi przed sobą zadanie i nie pyta Boga, jak ma to zrobić, ale po prostu to robi. Myślę, że to wskazówka dla mężczyzn, by Boże przykazania, Bożą wolę traktować nie jako ciężar, ograniczenie, lecz jako zadanie, które chcemy wypełnić bez względu na wszystko. Panie pozwól mi na wzór św. Jozefa być prawym i wypełniać Twoją wolę. Nie pytać jak i dlaczego mam to zrobić. Pozwól mi zaufać i dać się prowadzić. Pozwól mi przyjąć męską postawę w obliczu trudności dla dobra rodziny i małżeństwa.


Niedziela 18 marca

„Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!”

Pamiętamy swój stan ducha przed egzaminem na studiach, przed ważną rozmową o pracę, a może bardziej dramatycznie czekaliśmy na diagnozę lekarską po badaniach. Kto z nas nie obawiał się o siebie przed ważną operacją? A może ktoś z nas przeżywa obecnie ból rozstania z bliską osobą, może dla kogoś zbliża się godzina śmierci? Ile mamy takich sytuacji w życiu, kiedy z niepokojem spoglądamy w przyszłość i w głębi serca tli się modlitwa o najlepsze rozwiązanie tego problemu, bo sami nie damy rady. Zdzwonimy do przyjaciół, by podzielić się swoim strapieniem, z nadzieją na dobre słowo, obecność i modlitwę. To jest dla nas tak ważne, że nie chcemy przeżywać w pojedynkę trudnej sytuacji, w której dominuje w nas lęk, masa pytań i wątpliwości. W ukryciu, często ze łzami wołamy do Boga o ratunek, o wybawienie od tego właśnie przesilenia, bo podskórnie boimy się jednego wymiaru wpisanego w życie, a którym jest obumieranie. Łatwiej wytłumaczyć się przed sobą, że spalam się dla innych, poświęcam czas na akcje charytatywne, niż wejść w postawę obumarcia dla samego siebie, by to Bóg przeze mnie mógł działać. Ta „godzina” oznacza czas największego ogołocenia i uniżenia przed Bogiem, tak jak to stało się z Jezusem na krzyżu. Boimy się tego, bo tak bardzo wiążemy wartość naszego życia z tym, co posiadamy w sensie materialnym oraz duchowym, że nie wyobrażamy sobie życia bez tego. A jak Jezus przeszedł przez to ogołocenie? Totalnie oddał się na krzyżu, niczego nie zachowując dla siebie, bo tak chciał, by uwielbić swego Ojca. Jezus właśnie przyszedł na tę godzinę, by każdy mógł doświadczyć Jego miłości w całym życiu, a zwłaszcza w naszych godzinach, kiedy wchodzimy w proces obumierania. Jezus dziś zaprasza nas do Siebie, byśmy z ufnością popatrzyli na Jego oblicze pełne miłości, by w Nim zatopić nasze lęki i obawy. On już to przeżył, więc nie będziesz sam, kiedy przyjdzie ci tracić siebie. Przejdziesz przez to zwycięsko tylko z Jezusem! I tak jak On to zrobił. Nie zawiedziesz się! Jezu, ufam Tobie!


Sobota 17 marca

„Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: "Czemu go nie pojmaliście?" Strażnicy odpowiedzieli: "Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek".”

Pozytywną cechą wszystkich bohaterów tej ewangelii jest ich szczerość względem siebie. Nikt nie ukrywa swoich przekonań. Nawet strażnicy nie wypełnili swojego polecenia, bo usłyszeli na żywo Jezusa i być może uwierzyli Jemu. To może nas zadziwiać jak Słowo Boże rozbraja człowieka, czyli jak działa na jego umysł i serce, że potrafi zmienić swoje patrzenie na życie. Tyle tylko zależy to już od każdego z nas, z jakim nastawieniem serca przyjmuje Słowo Boże. Największą blokadą do przeżycia przemiany życia jest, tak jak w sytuacji arcykapłanów i faryzeuszy, zamknięcie serca na Jezusa, w postawie: "bo my wiemy…" Bo my doskonale wiemy, skąd przyjdzie Zbawca… Bo my jesteśmy oświeceni i nie potrzebujemy od nikogo pouczenia. Można powiedzieć, że my jesteśmy autorami prawdy, więc po co w ogóle zastanawiać się na kimś takim, kto powoduje polaryzację w społeczeństwie. Lepiej go usunąć dla, jak to się mówi, świętego spokoju. Tylko pozostaje pytanie dla tych, którym obecność Jezusa przeszkadza w społeczeństwie czy w rodzinie – w imię czego chcą zachować święty spokój wyrzucając Jezusa poza skromny nawias swojego życia? Jeśli nie Jezus, to kto ma im pomóc w życiu, którego ograniczenia są dosyć dobrze znane i przeżywane? W kim albo w czym szukają sensu swojego życia? A w sytuacji granicznej, jaką jest śmierć, do kogo będą wołać o ratunek? Do samych siebie? Być może wtedy z przerażeniem zobaczą cały dobytek swojego życia, jak wymownie milczy wobec tajemnicy życia i śmierci. Dla każdego człowieka jest szansa na zwrot w swoim życiu w kierunku Boga. Nawet przez przysłowiowy przypadek można przeżyć najważniejsze spotkanie życia, które nie pozostawi człowieka obojętnym wobec osoby Jezusa Chrystusa. Dziś wybierasz swoją przyszłość. Jaka ona będzie zależy jak odpowiesz na spotkanie z Jezusem. Duchu Święty, wlej w nasze serca swoją łaskę, swoje światło poznania Boga, byśmy coraz bardziej Go kochali, ponieważ On jest wierny swojej miłości do człowieka, aż po krzyż, aż po swoje życie, które daje dla nas. Chwała Tobie, Jezu, Miłosierny Panie!


Piątek 16 marca

„A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: "I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie.”

Podczas Święta Namiotów zarysowują się coraz bardziej wyraźnie postawy Żydów wobec Jezusa. Z jednej strony Jezus budzi w nich zaciekawienie i fascynację, a z drugiej strony rośnie opór wobec Niego, z chęcią pojmania i usunięcia Go z obrębu ich wspólnoty. Jesteśmy świadkami dialogu ludu z Jezusem dotyczącym najważniejszego pragnienia Żydów na nadejście Mesjasza. Tylko, problem leży w tym, że ich wyobrażenia o przyjściu Mesjasza przesłoniły im oczy na faktyczną obecność Zbawcy pośród nich. Mają oni po części rację, mówiąc, że Go znają, skąd pochodzi, a kiedy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział skąd będzie pochodził. Jezus odpowiada im na te ich przekonania, przyjmując ich punkt rozumienia. Jednak zaprasza ich do tego, by przyjęli Go jako posłanego. On sam nie musi ich przekonywać kim jest faktycznie. Jezus wskazuje zawsze na swego Ojca, który cały czas potwierdza Jego misję. Trzeba dziś zapytać siebie: w której grupie jestem? Jak wierzę i ufam Jezusowi? A może gdzieś w głębi mojego serca krąży stale nieufność i podważanie działania Jezusa w moim życiu, bo czegoś mi nie dał, nie spełnił tego, czego ja chciałem, bo jest wymagający … No właśnie, trzeba się przyjrzeć bliżej tym miejscom swojego oporu wobec Jezusa w różnych sytuacjach. Bo może faktycznie sprzeciwiam się Jezusowi, którego jeszcze nie znam, a znam Go tylko na swój sposób, taki ziemski, którego utworzyłem sobie dla moich potrzeb i wizji swojego życia. A Jezus daje zawsze Siebie poznać tym, którzy Go szczerze proszą i szukają. On jest posłany przez Ojca właśnie dla ciebie, dla twojego szczęścia, więc w twoim „interesie” jest to, aby każdego dnia być blisko Niego, w postawie otwartości na sposób w jaki ci się On da poznać. Warto powtarzać w sercu te słowa: „ Szukam, o Panie, Twojego oblicza.” ( Ps 27, 8b) Na progu dnia, w trakcie różnych zajęć, przed modlitwą oraz Mszą świętą módl się o to, byś nie przeoczył tego momentu, kiedy Pan objawi ci swoje oblicze. A jest to oblicze pełne miłości, łagodności, odwagi i mocy, by przejść z twoim krzyżem do radości zmartwychwstania. O Jezu, dziękuję Ci, że jesteś tak blisko mnie, kiedy nie radzę sobie z życiem, z niepewnością jutra, z problemami w rodzinie. Ufam Ci, bo Ty nigdy nie zawodzisz, bo jesteś Miłosierdziem Ojca!


Czwartek 15 marca

 

„Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie.”

Te słowa Jezus powiedział do gorliwych Żydów, do tych, którzy całe swoje życie poświęcili badaniu Pisma – Słowa Bożego. Zwróćmy swoją uwagę, że zasadniczy motyw zgłębiania Pisma u Żydów był dobry – szukali pewnie mądrości życia, utrwalania pamięci o dziełach Bożych w historii Izraela. No właśnie, ale ta postawa była niepełna, tak, jak gdyby oni koncentrowali się na czcionce, a nie na treści. A cała treść i sens Pisma jako Objawienia Boga zmierzał do wypowiedzenia tej jedynej miłości w Osobie Jezusa Chrystusa, Słowa Boga Ojca. Jest taka opowieść o pewnym mężczyźnie, który będąc w Chinach, spotkał piękną dziewczynę, zakochał się w niej, spotkali się, ale z uwagi na to, że nie znał chińskiego, postanowił nauczyć się tego języka, żeby lepiej poznać ukochaną kobietę. Jak postanowił, tak też i zrobił. Wyjechał do swego kraju i zaczął się uczyć, codziennie. Po dłuższym czasie nauki, tak się zagłębił w tajniki i niuanse języka, że zapomniał o tej wspaniałej i dobrej kobiecie. Nie zrealizował swojego głębokiego pragnienia. Tak podobnie może stać się i w naszej postawie, że możemy utracić z oczu serca Jezusa, koncentrując się na małych swoich sprawach, na czytaniu nawet dobrych książek, ale gdy nie dojdzie do osobistego spotkania z Jezusem, nie doświadczymy nowości życia, które płynie od Ojca w Duchu Świętym. Maryjo, która miałaś najbliższą więź ze swoim Synem, prowadź nas do Jezusa, abyśmy poznając Go przez słuchanie i czytanie Słowa, byli otwarci na życie wieczne, które Jezus już dla nas wysłużył przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie!


Środa 14 marca


„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. (…) Ja sam z siebie nic czynić nie mogę".


Słuchać i wierzyć – tak wiele i niewiele zarazem. Tyle nam potrzeba, aby dojść do zbawienia – wsłuchiwać się w głos kochającego Ojca i iść za Nim. Dzisiejszy świat zagłusza nam Ten głos na wiele sposobów: poprzez internet, telewizję, modę, imprezy, podpowiada nam wciąż, że mamy się bawić do utraty tchu (i przytomności), pracować ponad miarę, zamartwiać się o byt, o rodzinę, zyskiwać, zarabiać, osiągać sukces. Zły działa właśnie w ten sposób – stopniowo zaprowadza w naszym sercu zamęt, wzbudza niepokój. Jeśli pozwolimy temu wszystkiemu przesłonić naszą uwagę, nasze oczy i uszy, zamkniemy się tym samym na Boga, który mówi: „Oddaj Mi swoje sprawy, a wszystko się uspokoi. (…) odpocznij we Mnie, ufając w Moją dobroć, a zapewniam cię na Moją miłość, że kiedy zwrócisz się do Mnie z tą dyspozycją: „Ty się tym zajmij”, oddam się tej sprawie całkowicie, pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę”. Pamiętajmy, że „sami z siebie nic czynić nie możemy”, ale za to „wszystko możemy w Tym, który nas umacnia”. Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego i wypełnij je ufnością względem Ciebie. Ucz nas Panie wciąż na nowo poddawania się Twojej woli bez reszty i miłości bez granic. Jezu, jesteśmy szczęściarzami, bo należymy do Ciebie, jeśli Ty jesteś z nami, któż przeciwko nam? Boże, jakie to szczęście być Twoim dzieckiem, czuć, jak przenikasz Twoim Świętym Duchem, pokazujesz głębię i radość życia. Ty, który jesteś Drogą, Prawdą i Życiem, bądź uwielbiony Panie! 


Wtorek 13 marca

„Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną". Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!"


Jednym z powodów chorób, które trawią nasze ciała i dusze jest ciągła rywalizacja między ludźmi, nieustanny „wyścig szczurów” oraz skoncentrowanie życia na sobie. Człowiek został stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo by w świece budował podobne więzi między sobą. To jest trudny proces, bo każdy z nas ma konsekwencje grzechu pierworodnego, więc mamy tę skłonność do życia po swojemu i dla siebie. Ile to razy byliśmy świadkami złośliwości i zazdrości między ludźmi, kiedy byliśmy w sklepie, może w przychodni. Każdy chce być pierwszym, najszybciej obsłużonym i żeby jak najmniej stracić własnych środków. Ta zaborczość o siebie powoduje życie w ciągłym stresie, bez pokoju w sercu, a to chore miejsce może wziąć na siebie i uleczyć tylko Jezus. On kieruje najpierw pytanie: „Czy chcesz wyzdrowieć?”. Dziś możesz przyjąć tę propozycję Jezusa i uwierzyć Jego słowu, które przywraca życie w duszy i w ciele. Kluczem do uzdrowienia jest bycie z Panem, serdeczna rozmowa, tak na co dzień i żywa wiara, że On jest w stanie pokonać każdą moją chorobę. Duchu Święty, udziel mi otwartości na działanie Jezusa, abym sam był tym, który będzie wsparciem i pomocą dla bliźnich, którzy są w potrzebie! 


Poniedziałek 12 marca

„Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje.”


Dynamika naszej wiary nabiera odpowiedniego tempa w sytuacjach, których najczęściej nie chcielibyśmy przeżywać. Jednak one są częścią naszej historii – drogi przez „łez padół”. W sytuacjach, gdy na pierwszy rzut oka tracimy grunt pod nogami, bo dotykają nas różne problemy, choroby własne bądź kogoś z rodziny, utrata pracy. Można się poddać i czekać, że jakoś to się rozwiąże. Można jednak zostawić swój dom, by wyjść na spotkanie z Jezusem, by wyznać Jemu najpierw swoją wiarę, często małą, oraz swój ból z powodu, którego przeżywamy dramat. Jezus pragnie od nas wiary na słowo. Jest to dla nas próba „wskoczenia” Jezusowi na ramiona w sytuacji naszej bezradności wobec tajemnicy życia i śmierci. On już pokonał śmierć oddając własne życie za nas, więc nie ma dla Niego sytuacji bez wyjścia. W tej ewangelii można jeszcze zobaczyć, że wiara jednej osoby wpływa na całą rodzinę. Pod koniec tej sceny, kiedy ojciec zobaczył zdrowego syna, ponownie uwierzył, a z nim cała rodzina. Nasza wiara umacnia przez akt zaufania Słowu Jezusa jak i przez oglądanie znaków działania Pana w naszym życiu. Ważne są te dwa wymiary, by widzieć ciągłość Bożego działania w naszym życiu. Nawet po latach możemy dostrzec, jak Pan zadziałał. Warto w swojej modlitwie spojrzeć na kilka sytuacji z przeszłości, które były dla nas wyzwaniem, a które Pan odmienił, a przez to nasza wiara się umocniła. Duchu Święty, uzdolnij nasze serca do przyjęcia Słowa Życia, które zawsze mówi do nas Jezus! Niech nic nas nie trwoży ani nie lęka, bo jest z nami Bóg, Miłośnik Życia!