<< Marzec 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
111213
1819202223
2526272930

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Czwartek 24 stycznia

„Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć.”

Jezus nie stronił od dotyku, od bezpośredniego kontaktu z chorymi, ale ze względu na warunki i ilość osób zadbał również o swoje bezpieczeństwo, odpowiedni dystans, by być słyszalnym. Dlatego tak ważne było dla uczniów jak i dla nas dzisiaj, by słuchać Jezusa w drobnych sprawach naszej codzienności. Łódka służyła temu, by móc z odpowiedniej odległości przemawiać do wszystkich, widzieć wszystkich, i żeby słowo miało swoją „nośność”. Kto był na plaży ten wie, jak dobrze wszystko słychać, gdy ktoś mówi stojąc w jeziorze bądź w morzu. Dziś warto zwrócić swoją refleksję na punkcie łódki w moim życiu. Może właśnie Jezus potrzebuje moich zasobów, talentów, różnych rzeczy, by przez nie służyć innym, by stawać się bardziej widocznym dla bliskich, ale również osób w pracy, na drodze, w różnych miejscach. Trzeba posłuchać najpierw Jezusa czego potrzebuje, co poleca, abym zrobił dla Niego i był gotowy w każdym momencie, aby się tym posłużył dla swoich celów. Czy mam w sobie taką dyspozycję, wolne serce od różnych rzeczy, że nie zatrzymuje ich tylko dla siebie? Czy cenię sobie słowo Jezusa bardziej niż moje pomysły? Z drugiej strony warto zauważyć, że Jezus nie chciał, aby na Niego napierano w sprawie uzdrowienia. Często we Mszy świętej powtarzamy słowa: „...powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.” Droga do uzdrowienia fizycznego wiedzie przez odblokowanie umysłu i serca od przywiązania do siebie, a to się dzieje przez słuchanie słowa Pana. To ono już samo w sobie niesie uzdrowienie z mojego – własnego pomysłu na naprawienie wielu spornych spraw w moim życiu, moim domu, ciągłego zakręcenia wokół siebie. Łódka jest niepozorna, ale ważne kto do nas z niej mówi. Kogo najwięcej słuchamy w ciągu dnia? Kto wpływa na nasze myślenie? Jezu, daj nam uważnie słuchać Twoich słów, które niosą życie, głębokie uzdrowienie duszy i ciała. Bądź uwielbiony w Twoim Słowie!


Środa 23 stycznia

„Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?”Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc..."

Bardzo mocne pytania Jezus stawia faryzeuszom. Jezus nie boi się konfrontacji, gdy chodzi o dobro, o uratowanie życia człowieka, bo jak tu cieszyć się i świętować szabat, gdy obok mnie ktoś cierpi, a mając uschniętą rękę jest pozbawiony możliwości czynienia dobrze dla innych? Można sobie również wyobrazić twarz Jezusa, która wyraża ból i gniew z powodu zamkniętych serc na Boga i bliźniego. Warto dostrzec, że gniew Jezusa był słuszny, bo dostrzegał on jeszcze gorsze położenie tych uczonych niż chorego. Dla Boga grzech, słabość, choroba człowieka nie jest tak wielkim problemem, ale bardziej zasmuca go zamknięte serce uczonych, którzy zgubili gdzieś dawno klucz do Prawa. A wypełnieniem Prawa jest Miłość (por. Rz 13, 10), dlatego trzeba wciąż badać swoje serce, aby nie wyziębiło się z powodu ospałości, lenistwa, bylejakości, marnowania okazji do czynienia dobrze bliźnim. Gdy tylko zauważymy, że coś w nas usycha, nie mamy sił, stańmy blisko Jezusa i pokażmy Mu chore miejsce, aby On uleczył nas darem swojej miłości. Przybądź do naszych serc Duchu Ożywicielu, tchnij w nas moc i radość do wybierania życia, do każdego dobrego czynu, aby inni chwalili Ojca naszego ze względu na promieniowanie łaski przez nasze życie!


Wtorek 22 stycznia

„On im odpowiedział: "Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom.”

Na pytanie faryzeuszy o czyny uczniów Jezus odpowiada im również pytaniem. Ale to pytanie zmusza ich do stanięcia wobec własnej historii, a nawet szczegółu z życia króla Dawida, aby tam odszukać odpowiedzi na fakt zbierania przez uczniów kłosów i jedzenia ziaren. Ważne są pytania, które nosimy w sobie i część z nich stawiamy Jezusowi. Pytania odsłaniają odsłaniają nasz świat wewnętrzny, nasze odniesienie do bliźnich, wątpliwości do ich zachowań. Czy moje pytania do Jezusa dotyczą tylko innych ludzi i tego co robią? Tak łatwo jest kogoś oceniać i klasyfikować, ale zanim przyjdzie nam myśl i słowo, warto wpierw zapoznać się z tą osobą, zapytać jak się czuje, czy może jej czegoś brakuje, a może pocieszyć, gdyż nosi w sobie pewien smutek, ból i cierpienie. Jezus był spokojny o uczniów, bo znał ich serca i wiedział, że przez zrywanie kłosów zaspokajają swój głód i odpoczywają. Ta postawa różni się od legalizmu faryzeuszy, którzy w centrum swojej uwagi stawiają najdrobniejsze szczegóły z życia, a nie widzą tego, jak jest im dobrze z Jezusem. Prośmy Pana, za wstawiennictwem św. s. Faustyny, aby nasze słowa, spojrzenia i czyny były miłosierne, tak, by bardziej doceniać bliźniego niż go oceniać. „Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.” (Ef 1, 17-18)


Poniedziałek 21 stycznia

„Jezus im odpowiedział: "Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.”

Czymś naturalnym jest to, że człowiek nie myśli o poście, kiedy trwa uczta i wesele, a do tego jest ktoś, z kim miło upływa czas. Najprościej można to ująć, że kiedy jest powód do radości to się cieszymy, a kiedy mamy kłopot to się smucimy. I to jest naturalny stan w człowieku, że nie tworzy sobie uczuć, ale że one powstają z wydarzeń w naszym życiu – dobrych bądź złych. To samo dotyczy praktyk religijnych, które z definicji są sposobem kontaktu z Bogiem. Do postu różnie ludzie podchodzą. Dziś na potęgę można dostrzec, że prym wiodą różne diety dotyczące ciała, zdrowego sposobu odżywiania, różnych ćwiczeń, które mają za cel poprawę funkcjonowania człowieka. A o poście jakoś mniej słychać. Można by rzec, że to słowo jest jakoś spychane na margines, a najbardziej przypominane w dwa dni w ciągu roku. A Jezus ukazuje dziś pobożnym uczniom istotę postu, kierując ją nie na człowieka poszczącego, ale na siebie, bo On jest tym panem młodym, który przyszedł, aby poślubić człowieka przez to, że oddał swoje życie, aby nikt nie zginął na wieki. To jest najgłębszy powód każdego postu. Ta praktyka nie ogranicza się tylko i wyłącznie do ćwiczenia woli w odmawianiu sobie jakieś dobrej rzeczy, ale post ogarnia umysł, bo wtedy mniej koncentruje się na tym, co tak bardzo lubię, a więcej myślę o Bogu, a przez to serce staje się bardziej wolne w kochaniu Boga i człowieka. Kierunek postu powinien być odśrodkowy, czyli w stronę Boga i człowieka. Nie „ja” w centrum, lecz Jezus, który odnawia moje serce i życie. Czy i jak praktykuję post? Czy myślę o nim, jako o czymś uciążliwym, za trudnym? Tak, post kosztuje, i musi boleć, ale wtedy przynosi konkretny owoc, który mogę komuś ofiarować ze względu na miłość Jezusa, która poszerza moje serce. Duchu Święty, wlej w moje wnętrze swoje światło, abym dostrzegał nowe wymiary każdego postu, który podejmuje ze względu na Jezusa! Oczyszczaj mnie i odnawiaj, abym był bardziej podobny do Jezusa!


Niedziela 20 stycznia

"Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem (...) przywołał pana młodego i powiedział do niego: "(...) Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory".


Pan młody zaprosił wielu ludzi na swoje wesele i chciał wszystkich ugościć najlepiej jak umiał. Jednak jego niedokładne wyliczenia lub ograniczone możliwości sprawiły, że w którymś momencie zabrakło wina. Gdyby nie "interwencja" Maryi i Jezusa, imię gospodarza zostałoby znieważone. Gdy Jezus uratował sytuację, wyrazy uznania zebrał za to pan młody. Czego to uczy nas? Pan dzisiaj przez swoje Słowo pokazuje nam, że wystarczy, byśmy zapraszali Jezusa do wszystkich sytuacji naszego życia, a On zawsze wyratuje nas z opresji. Kiedy nasze starania okażą się zbyt małe, jeśli efekty naszej pracy zaczną zawodzić, relacje komplikować, to jeśli w to miejsce wkroczy Jezus - ocali wszystko. Pamiętajmy również o naszej Matce, która tak często wstawia się za nami u swojego Syna i troszczy się o nas. Maryjo, otaczaj nas płaszczem Twojej matczynej opieki. Jezu, Ty bądź najważniejszą osobą na naszej uczcie życia każdego dnia. Bądź uwielbiony w Eucharystii, w której oddajesz nam siebie pod postacią Chleba i Wina.


Sobota 19 stycznia

"Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników".


Ja i Ty jesteśmy powołani do tego, by słuchać głosu Boga. Jesteśmy Jego dziećmi, to właśnie do nas kieruje swoje słowa, każdego dnia, przed nami stawia nowe zadania, trudne wyzwania, czasami wymagające dużej pracy nad sobą i przełamania swoich barier. W domu w budowaniu relacji z dorastającym dzieckiem, w pracy z trudnymi współpracownikami, we wspólnocie. Często naszą odpowiedzią na Boże wezwania jest odmowa bez przemyślenia, tłumaczenie, że ja się nie nadaję, że są ludzie, którzy znają się na tym lepiej, a u mnie jest jak jest i mi moja przeciętność wystarcza. Czasem serce się wyrywa do czegoś większego, ale szybko da się je zagłuszyć, wybierając wygodę trwania w miejscu, nie podejmowania nowych zadań. Może właśnie to wezwanie nas przez Boga do czegoś nowego i Jego wymagania byśmy wyszli poza swoje granice jest dla nas drogą do wyjścia z naszej grzeszności, przejściem przez pewien próg, który sprawia, że tkwimy w bylejakości. Może właśnie to jest dla nas zaproszeniem do wejścia w bliską relację z Jezusem, która dzień po dniu przemienia nasze życie na lepsze, pełniejsze. Grzesznicy, celnicy, z jakimi Jezus zasiadał do stołu, do momentu spotkania Go wiedli życie pełne marności i grzeszności do tego stopnia, że opinia publiczna na ich temat była mało przyjazna. Jednak podążając za głosem Jezusa stali się nowymi ludźmi. Tymi, którzy z nizin ludzkiej słabości zostali wybrani na towarzyszy Boga. Panie, daj nam dzisiaj poczuć, że każdy z nas jest umiłowanym dzieckiem Boga, że każdy z nas jest dla Ciebie ważny, wyjątkowy i niepowtarzalny w Twoich oczach. W sercu każdego człowieka, bądź uwielbiony Panie!


Piątek 18 stycznia 


"(...) On głosił im naukę. I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech."


Powyższe słowa Ewangelii pokazują, jak ważne jest w naszym życiu to, z jakimi ludźmi spędzamy czas, pracujemy, robimy interesy. Nie chodzi tu o wywyższanie się nad innymi, o budowanie w sobie poczucia bycia lepszym, ale o to, byśmy otaczali się osobami, które ciągną nas ku górze, przy których się rozwijamy, stajemy lepszymi ludźmi, które wymagają od nas bycia dobrymi i dbają o nasz duchowy wzrost. To działa też w drugą stronę - również my mamy być dla ludzi wokół tymi, którzy zaniosą ich do Chrystusa, kiedy dopadnie ich paraliż grzechów, zmartwień, choroby, problemów w pracy. Nie możemy swojej wiary chować dla siebie, ale ma ona być światłem także dla ludzi dookoła nas. "Jedni drugich brzemiona noście" - mówi Pan. Jesteśmy jednym Ciałem Chrystusowym, jednym Kościołem. Być może obok nas żyje ktoś, kto jest "sparaliżowany" swoją obecną sytuacją i potrzebuje naszego niestandardowego pomysłu na wyjście na prostą, choćby miało to być wejście "przez dach" w ten problem? Pomyślmy, jak ogromną siłę może dać człowiekowi już sama świadomość tego, że jest ktoś, kto tak walczy, stara się pomóc w jego sprawie? Panie, daj nam serce otwarte na drugiego człowieka, pozbawione obojętności i oziębłości, abyśmy potrafili kochać bliźniego, jak siebie samego.


Czwartek 17 stycznia

"Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: "Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić".


Postawa trędowatego z ewangelicznej przypowieści jest dla nas doskonałym wzorem pokory i poddania się woli Boga. Chory nie przyszedł do Jezusa z żalem, złością, nie prawił Mu wyrzutów, ani nie rozpaczał. Zdając sobie sprawę z wszechmocy Boga, pokornie mówi: "jeśli zechcesz", tym samym godząc się na każdą opcję, jaką zaproponuje mu Pan. Tak często od Boga wręcz żądamy, powtarzamy Mu w kółko nasz plan na życie, nasze zachcianki, jakby nie rozumiejąc dlaczego jeszcze nie wykonał "poleceń" z naszych modlitw, przecież ma taką moc. Choroba trędowatego z pewnością nie była ani komfortowa, jeśli chodzi o jej aspekt fizyczny, ale też społeczny - człowiek ten musiał cierpieć wykluczenie, z pewnością czuł się samotny, odrzucony. Jednak to, czego on chciał, nie stało się dla niego ważniejsze, niż pokora wobec Pana. Całkowite poddanie się woli Boga wyniosło go na wyżyny szczęścia, radości, uzdrowienia. Dzięki jego wierze i pokorze Pan przemienił jego życie, dokonał w nim cudu. Również w naszym życiu Pan pragnie działać cuda, przemieniać to, co złe. Jednak sam Bóg wie najlepiej, co jest dla nas dobre, dlatego naszym głównym zadaniem jest pełne zaufanie Mu. Panie, wypełnij nasze serca pokojem i cierpliwością na trudny czas, abyśmy potrafili w ufności trwać przy Tobie.

Środa 16 stycznia

"Lecz On rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem".


Jezus już swoich pierwszych uczniów uczył tego, że człowiek nie został stworzony do życia w stagnacji. Wyjście Jezusw ustronne miejsce było czasem słuchania Ojca i rozpoznawania Jego woli na dalszą drogę, kolejny etap. Gdy do Jezusa przyszli uczniowie mówiąc, że szukają Go ci, którzy słyszeli Jego naukę, Jezus nie zawraca. Nauka, jaką zostawił tym ludziom wystarczyła, by Pan w swej mocy wydał jej owoce. Tak samo jest i dzisiaj w naszym życiu. Nie możemy tkwić w jednym miejscu, w jednym wygodnym środowisku. Jesteśmy uczniami Chrystusa, tymi, którzy mają wychodzić "do sąsiednich miejscowości", iść do tych, do których posyła Jezus. Nawet, jeśli to miejsca niewygodne, wymagające od nas przełamania pewnych barier, jakie w sobie mamy. Każdy z nas ma niejeden taki moment w życiu, że czuje, że to czas na zmianę, na zakończenie pewnych spraw, pewnego etapu. Jednak często ze względu na wygodę lub lęk przed czymś nowym tkwimy w miejscu. Panie, daj nam odwagę, by działać, by żyć pełnią życia, nie bać się ruszyć z miejsca, Ty wskaż nam drogę, poprowadź. Bądź uwielbiony Panie w twoim planie na życie każdego z nas.
 


Wtorek 15 stycznia

"Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie."


Jezus wprawił obecnych w synagodze ludzi w zdumienie, ponieważ Jego nauka nie opierała się na teorii, ale przede wszystkim na czynach miłości względem drugiego człowieka. Jezus to nauczyciel, który nie tylko chce przekazywać nam coś do wiadomości, ale jako ten, "który ma władzę", chce nas uczyć, jak to zastosować w życiu. Kiedy chodziliśmy do szkoły, władzę nad nami sprawowali nauczyciele - strzegąc panujących w szkole zasad i kryteriów oceniania, przekazując nam wiele wartościowych treści - tak, aby wszystko odbywało się zgodnie z programem nauczania. Po powrocie do domu również czekały na nas obowiązki i wyzwania, ale bardziej skupione na relacjach niż średniej ocen, a i władza nad nami kierowana była miłością naszych rodziców. Można do tego przyrównać sytuację z dzisiejszej Ewangelii - nauczanie uczonych w Piśmie oraz nauczanie Jezusa. Odpowiedzmy sobie dzisiaj na pytanie: jakich nauk ja słucham? Jestem uczniem teorii, czy praktyki, jeśli chodzi o Przykazania Miłości? Chrystusie, Synu Boga, daj nam łaskę życia wiarą. Panie Jezu, bądź uwielbiony w dzisiejszym dniu. 


Poniedziałek 14 stycznia

"Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą."


Jan ogłaszał nadejście Chrystusa, ponieważ Go kochał i całym sercem wierzył w Boże proroctwo. Moment uwięzienia go pokazuje nam całkowite oddanie się dla chwały Boga, ale też ludzką słabość - to, że nie wszystko zależy od człowieka, że nie na wszystko ma wpływ. Czy my, choć staramy się wypełniać Boże przykazania i żyć Ewangelią, nie zostajemy uwięzieni przez grzech? Bardzo często zdarza nam się przecież, że jesteśmy świadkami Chrystusa, którzy głoszą Dobrą Nowinę, a zaraz sami upadają w swoje słabości. Jednak nie możemy na tym poprzestawać. Nie możemy się poddawać i wierzyć podszeptom złego, że nie ma co się więcej starać, bo kolejny raz upadliśmy, znowu się nie udało. Kiedy my wpadamy w więzy grzechu, również do nas dzisiaj w sakramencie pokuty i pojednania przychodzi Jezus ze swoją Ewangelią, dając nam wolność w Nim. Daj nam Panie wiarę niezłomną, daj nam swojego Świętego Ducha, który będzie nas umacniał i podnosił z upadków, przemieniając nasze serca, przybliżając nas do Ciebie. Niech Twoje imię Panie będzie uwielbione w sercu każdego z nas.


Niedziela 13 stycznia

 

„idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów…”

Jan Chrzciciel jest wzorem pokory i oddania chwały Jezusowi. O ile człowiek pyszny chce zagarnąć całą chwałę i uznanie dla siebie, pokorny zawsze oddaje chwałę Bogu. Być pokornym, to nie znaczy negować nasze wartości, ale przypisywać je Panu. Pokornym jest nie ten, kto się nie wyróżnia czy nigdy nie robi rzeczy wielkich i ważnych, ani nie ten, kto się ukrywa. Pokornym jest ten, kto w tym wszystkim co robi, czy to będzie mało czy dużo, nie pozostawia chwały dla siebie, ale sprawiedliwie oddaje ją Bogu. Przeciwieństwem pokory jest pycha. Wszyscy jesteśmy zarażeni pychą. Jednak, chociaż w innych potępiamy pychę, w nas samych staramy się ją przemilczać, tuszować czy maskować. Bardzo łatwo rozpoznajemy osobę pyszną, ale jest bardzo trudno uznać nas samych za takich.  Osoba pyszna uważa, ze jest lepsza od innych. Zazwyczaj człowiek pyszny jest bardzo tolerancyjny wobec swoich niedoskonałości, ale upadki innych są niewybaczalne, nie mają usprawiedliwienia, nie można o nich zapomnieć. Człowiek pyszny zawsze krytykuje swojego bliźniego, oczernia go, żeby zmniejszyć jego prestiż, bo nie dopuszcza nikogo, kto by mu zagrażał. Musi rozgłaszać błędy innych, by w ten sposób pokazać swoją wyższość. Nie pozwala, by ktoś się przy nim wybijał, by ktoś go zasłaniał. Człowiek pyszny nie jest zdolny do miłości ubogiego, odwiedzenia uwięzionego, ugoszczenia starca czy tego, kto nie wykazuje zewnętrznych oznak potęgi i posiadania. Jest wyniosły, próżny, porywczy, skąpy, zazdrosny. Człowiek pyszny nigdy nie otwiera swego serca na oścież, toteż żyje jedynie domysłami. Nie ma przyjaciół, tylko nieprzyjaciół, bo nikogo nie ceni, ze wszystkimi współzawodniczy i nigdy nie nawiązuje szczerych relacji, bo wciąż czuje się lepszy. Zastanów się, czy masz w sobie więcej pychy czy pokory? Czy jesteś gotów naśladować Jana Chrzciciela w jego skromności i oddawać chwałę Bogu we wszystkim co masz i co osiągnąłeś? Panie Jezu dziś wyznaję, że staram się nie tylko mieć więcej, ale mieć więcej niż inni, nie tylko wiedzieć więcej, ale wiedzieć więcej niż ktokolwiek inny. Nie tylko więcej móc, ale móc więcej niż inni. Przebacz mi, Ojcze pokorny, moją pychę, która powoduje, że jestem w ciągłej rywalizacji z innymi. Uczyń mnie pokornym Twoją pokorą, Ojcze. Już nie chcę żyć ja, ale by Chrystus żył we mnie.


Sobota 12 stycznia

 

„Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba”.

 

 

Czy postrzegasz wszystko jako dar Boga? Ufność, którą pokładamy w Synu Bożym, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. Bóg daje nam zbawienie z Łaski przez wiarę. Jedyne co musisz zrobić, to uwierzyć w męczeńską śmierć Jezusa na krzyżu, za oczyszczenie cię w Jego krwi. Jeśli prawdziwie uwierzysz w to, że Bóg daje tobie przystęp do Niego samego za darmo, to twoje życie zostanie przemienione. Owoce tego w postaci dobrych czynów będą ci stale towarzyszyć. Będą znakiem dla innych, że jesteś dzieckiem Bożym. Pamiętaj również, że nie unikniesz chwil, w których upadniesz, zostaniesz pokonany przez jakiś grzech. Zwróć wtedy uwagę, że nic złego w twoich relacjach z Bogiem się nie stanie. Zbawienie i Miłość Ojca pozostanie stała, nie zmieni się, bo oparta jest na Łasce- darze, który nie jest zależny od twoich uczynków, ale jest dany przez Boga.


Piątek 11 stycznia

 

”Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić…”

 

Pomyślmy o nas, o naszych słabościach, grzechach, każdy ma swoje własne.... pomyślmy szczerze. Ileż razy pokrywamy je obłudą „dobrych manier”. Właśnie wtedy musimy być sami, uklęknąć przed Bogiem i modlić się: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezu, Ty dla mnie tego pragniesz, bym został oczyszczony z trądu grzechu. Ale czy ja naprawdę tego chcę? Można chcieć, ale to chcenie nic czasem nie pomaga, a można chcieć, i to pragnienie doprowadzi do świętości. Twoja wola musi opierać się na woli Jezusa. Czy jesteś w stanie zapanować nad swą próżnością, która lubi tak bardzo o sobie mówić? Czy jesteś w stanie zapanować nad swą kłótliwością, ciekawością, gadatliwością, lenistwem, chytrością...? Proś Jezusa całą siłą swojej woli i swoich pragnień o łaskę oczyszczenia z „trądu” grzechu, a wtedy Jezus wyciągnie wszechmocną rękę i złączy Swoją wolę z twoją. Jezu Chryste, jeśli chcesz, możesz mnie zbawić. Tak, jeśli tylko chcesz! Jeśli chcesz możesz mnie wyrwać z niewoli grzechu. Jeśli chcesz, Panie, spójrz na swojego sługę i pociągnij go do siebie. Objaw nam swoją nieskończoną chwałę.Jezus jest obecny wśród nas! Staje przede mną jako Ten, który odmienia los człowieka. Czy czujesz Jego świętą moc? Chcesz, by dotykał zranień? On dobrze je zna! On zna nie tylko nasze choroby, smutki i lęki, ale zna także przyczynę tego wszystkiego. Panie Jezu uzdrów nas!


Czwartek 10 stycznia

 

„Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie…”

 

Jeśli nie inwestuje się w relacje z drugą osobą, to nie ma co oczekiwać- tej relacji nie będzie. Jeśli chcemy mieć ją z Bogiem, musimy poświęcić na to czas. Wówczas nasza świadomość Boga się zmieni. Zmieni się nasze spojrzenie na Niego a nie On sam. Bóg wydaje się nam bliski, gdy mamy Jego Słowo przed oczami, a odległy gdy tracimy Jego Słowo z oczu. Obecność Boża wyraża się przez Słowo, które Duch Święty ożywia w różnych sytuacjach, np. gdy czytasz książkę lub Pismo Święte. Robiąc to należy mieć świadomość, ze spotykasz się wtedy ze Słowem Żywego Boga. Łatwo jest robić coś mechanicznie, bez głębszej analizy i otwartego serca. Bez Ducha Świętego nie rozpoznamy co jest z ciała, a co z ducha. Jak nauczyć się wrażliwości na Ducha Świętego? Po prostu słuchać i się modlić, szukać relacji. On chce być obecny w naszym codziennym, prozaicznym życiu. Każda modlitwa, jeśli jest szczerze wypowiadana, stanowi wejście w relację z Duchem Świętym. Duchu Święty, natchnij mnie. Miłości Boża, pochłoń mnie. Drogą prawdy prowadź mnie! Maryjo, Matko moja, spojrzyj na mnie, z Jezusem błogosław mnie! Od wszelkiego zła, od wszelkiego złudzenia, od wszelkiego niebezpieczeństwa zachowaj mnie! Amen.