<< Wrzesień 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1
  3  4  5
101114
1718192122
242526

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Poniedziałek 23 lipca

„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowo moje w was, poproście o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni”

Jezus daje konkretną obietnicę wysłuchania naszych modlitw. Zaznacza jednak, że mamy przy Nim trwać i żyć w zgodzie z Jego Słowem. Modlimy się w różnych intencjach: o zdrowie, lepsza pracę, dobrego męża/żonę, o dziecko, o zdanie egzaminu itd. Czy zdarzyło ci się, że modliłeś się w bardzo ważnej dla ciebie sprawie, a modlitwa nie została wysłuchana? Zastanawiałeś się dlaczego? Może nawet obraziłeś się za to na Boga. Pamiętajmy, że Bóg patrzy na nasze dobro z perspektywy ostatecznej. My je oceniamy tylko z naszej małej perspektywy. Niekiedy Bóg wysłuchuje nas inaczej, niż to sobie zaplanowaliśmy. Ale przecież udziela nam wówczas więcej, niż prosiliśmy. Pan Jezus, kiedy mówił na ten temat, podkreślał szczególnie potrzebę pojednania z bliźnimi. "Kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam grzechy wasze" (Mk 11,25). Bogu nie może być miła modlitwa kogoś, kto trwa w nienawiści. W innym miejscu czytamy „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55, 8). Nie możemy zatem oczekiwać, że jeśli się szczerze pomodlimy, to wszystko ułoży się po naszej myśli, a Bóg przyjmie nasze plany za swoje. Modlitwa to nie magiczne formuły i zaklęcia, które mają coś sprawić. To stawanie przed Bogiem albo raczej bycie z Nim w drodze z zaufaniem, że Bóg przeprowadzi mnie przez życie tak, że ostatecznie osiągnę zbawienie i życie wieczne. Pamiętajmy w modlitwie, aby oddać Bogu wszystko i przyjąć Jego plan na nasze życie. Jeśli nie dostaniemy tego o co się modlimy w tym konkretnym czasie czy w takiej konkretnej formie, to oznacza, ze Bóg może chce nas nauczyć zaufania lub pragnie dla nas czegoś innego. Jest naszym Ojcem i chce dla nas wszystkiego co najlepsze. Być może powinieneś popracować nad formą modlitwy. Mówi o tym dobitnie św. Jakub Apostoł: „Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4, 2-3). Zła modlitwa to taka, która koncentruje się na własnych, egoistycznych potrzebach. W Pierwszym Liście św. Jana Apostoła znajdujemy bardzo ważne stwierdzenie: „Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą” (1 J 5, 14). Człowiek zwraca się do Boga w konkretnej sytuacji, z której wypływają określone obawy i pragnienia, powinien je przed Bogiem wyrażać. Ale jednocześnie ta konkretna modlitwa powinna być otwarta na różne możliwości i pozwolić Bogu działać w naszym życiu. Panie Jezu, Ty wiesz co jest dla mnie dobre, proszę Cię abyś wysłuchał moich modlitw zgodnie z Twoją Wolą. Daj mi pokorę aby ją przyjąć. Amen.


Niedziela 22 lipca

„Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: "Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco". Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.”

Ten fragment Ewangelii może być punktem wyjścia dla każdego z nas do nowego spotkania z Jezusem. W środku wakacji dla młodzieży, przed albo po urlopie dla dorosłych, Jezus zaprasza do siebie. Najlepszy Przyjaciel bardzo pragnie usłyszeć naszą opowieść o tym, co zdziałaliśmy podczas minionego czasu w szkole, w pracy, w rodzinie, we wspólnocie. Takie podsumowanie w słowach i w spotkaniu z Jezusem bardzo dobrze działa na kolejny etap życia. Warto więc usiąść z Jezusem i ponazywać to wszystko, czym żyliśmy w ostatnim czasie. Może to być tydzień, miesiąc, ostatni wyjazd, czy chociażby dla niektórych posługa ewangelizacyjna nad Jeziorem Białym czy w innym miejscu. Dla Jezusa nie ma nudnych historii. Wszystko to, co powiemy jest dla Jezusa istotne, bo w naszych słowach odbija się nasze serce, a w nim wiele osób, sytuacji, słów, myśli i czynów rejestruje się jak na filmie. W dialogu z Jezusem możemy zauważyć takie rzeczy, na które byśmy nie zwrócili uwagi w biegu wydarzeń. Może to być drobna sprawa, jak zwyczajna pomoc bliźniemu, ciche zamknięcie drzwi w domu czy też każde poruszenie serca z miłości do Boga. To są małe, ale istotne ogniwa w budowaniu więzi z Bogiem i człowiekiem. Kolejnym etapem w drodze za Jezusem jest odpoczynek. Nie chodzi tylko o nic nierobienie. Regeneracja sił fizycznych jak i duchowych jest konieczna dla dobrej realizacji powziętych pomysłów, zobowiązań, wymogów w pracy, aby być jeszcze bardziej lepszym i skuteczniejszym w działaniu. Jezus zatem poleca uczniom, by wypoczęli osobno, a więc każdy z nas potrzebuje takiej przestrzeni, gdzie jest możliwość wyciszenia siebie oraz zachwytu nad pięknym światem wokół nas. W codzienności, w szeregu spraw do załatwienia umykają nam często podstawowe zjawiska w przyrodzie, a czas wypoczynku staje się najlepszą okazją do odnowienia swojej duszy.  Niech z naszego serca płynie okrzyk zachwytu dla Boga: „Błogosław, duszo moja, Pana! O Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki! (…) Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś, ziemia jest pełna Twych stworzeń.” ( Ps 104, 1.24.) Panie Jezu, chcę planować razem z Tobą mój czas odpoczynku, by nie był czasem straconym, ale bym jeszcze bardziej zaprzyjaźnił się z Tobą, bo Ty napełniasz mnie swoją miłością i życiem, którego najbardziej potrzebuję i pragnę. Bądź uwielbiony Jezu w Twojej cichej i wiernej obecności wszędzie tam, gdzie jestem! 


Sobota 21 lipca

„A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie.”

Sługa zajmował najniższe miejsce w społeczeństwie. Mówi się o nim jako o niewolniku, który wszystkim służy. To jest ciekawe, że Jezus Pan jest równocześnie naszym Sługą. Pozorna sprzeczność, bo właśnie na tym polega dzieło zbawienia, które Jezus przeprowadza przez głoszenie Słowa – Dobrej Nowiny, drogę z uczniami, liczne uzdrowienia, które są znakiem obecności Królestwa Bożego, a do tego dochodzi jeszcze usilna prośba Jezusa o dyskrecję uzdrowionych. Dlaczego dyskrecja jest tak ważna? Z pewnością Jezus nie był celebrytą, któremu by zależało na wielu fanach, szybkim sukcesie, samych tylko polubieniach na forach społecznościowych. To jest logika ducha tego świata. Jezus już ją pokonał. Z drugiej strony dyskrecja służy temu, by po drodze nie zgubić tego daru, jakim jest uzdrowienie, by w wielkiej euforii nie zapomnieć o osobistym spotkaniu z Lekarzem duszy i ciała, a przez to by pielęgnować w sobie ukrytą więź z Panem, a widoczną przez nasze świadectwo życia. Czy przychodzi nam przez głowę takie stwierdzenie, że jestem wybranym przez Boga sługą/ służebnicą, którego/ którą Bóg kocha bezgranicznie i za darmo? Tak, możemy tego być pewni, a nawet żyć tak, kiedy mamy mocną więź z Jezusem, Sługą, który oddał życie dla nas. Kiedy rezygnujemy ze swojej strefy komfortu na rzecz bliskich w rodzinie, a szczególnie do tych, których nam trudno kochać, to wtedy przełamuje się nasze serce na wzór Jezusa. Nigdy nie możemy z tego powodu uważać się za lepszych od innych, którzy jeszcze nie poznali Jezusa. To nasze życie może być niepowtarzalną kartą, którą pisze Duch Święty dla tych, którzy z różnych powodów boją się wziąć Pismo Święte do rąk, a nasza pokora i miłość może być mostem, przez który przejdzie Jezus do ich serc. Czy mam w sobie taką świadomość swojego miejsca w Kościele, że jestem posłanym uczniem – sługą? Maryjo, Pokorna Służebnico Pana, zawierzam się Tobie bez zastrzeżeń, by moje serce było ukształtowane na wzór Twojego Syna – Jezusa, a przez Niego w cichości i radości świadczył ludziom o Bogu ukrytym w głębi naszych serc! 


Piątek 20 lipca

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary", nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”.

To była prosta sytuacja dla Jezusa: uczniowie byli głodni, więc zaczęli zrywać kłosy zbóż. Dla faryzeuszów była to jednak praca fizyczna, porównywalna do żniw, których nie wolno przecież robić w szabat. Mówi się: „Gorszy się gorszy”, więc jak tu zachować zdrowe podejście do zewnętrznych zachowań ludzi z naszego otoczenia, gdy chodzi o przestrzeganie prawa? Przede wszystkim każdy z nas musi być miłosiernym na wzór Jezusa. Życie chrześcijańskie to nie jest system prawny, od którego zachowania zależy moje szczęście na ziemi. Owszem, życie według porządku, który Bóg zawarł w naturze i Słowie Bożym daje światło do dobrych wyborów. Gdy jednak ktoś będzie żył w kluczu masy przepisów, to może nie spotkać się z żywym Bogiem. A to spotkanie leży w centrum życia każdego człowieka. Bez tego doświadczenia miłosierdzia Bożego względem siebie nie będę w stanie przyjąć w pełni mojego brata bądź siostry z wszystkimi tego konsekwencjami, a więc także słabością, kruchością natury, niezrozumieniem wielu zachowań. W ten sposób mamy okazję ćwiczyć się w postawie miłosierdzia względem bliźnich, a ofiary będą miały wtedy sens, kiedy będą wychodzić z głębi serca. Tu widzimy, jak Jezus pogłębia życie człowieka, sięgając do intencji, a nie tylko zewnętrznych postaw. Prawdziwe nawrócenie dokonuje się w człowieku w przemianie serca, a więc przemianie ulegają postawy, wypływające często z nieuporządkowanych uczuć, a także z przekonań, które są ukryte na dnie serca. Właśnie Jezus pragnie tego miłosierdzia w nas, które obejmuje te najgłębsze motywacje i intencje, z których wynikają nasze postawy i czyny. Pozwólmy działać w nas Duchowi Świętemu, aby było w naszych sercach coraz więcej łagodności, cierpliwości, wyrozumiałości, a przede wszystkim miłosierdzia dla naszych bliźnich, a także dla samych siebie. Duchu Święty, przenikaj nasze serca swoim światłem, abyśmy poznali do jak wielkich rzeczy i spraw powołał nas Bóg Ojciec!


Czwartek 19 lipca

 

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”

Każdy, kto był na długiej wyprawie, pielgrzymce, czy też na wspinaczce górskiej, wie jak bardzo ważne są momenty wytchnienia, uzupełnienia płynów, posilenia się kanapkami czy chociażby herbatą w schronisku. W długiej wędrówce może przyjść oprócz fizycznego zmęczenia, również znużenie, utrudzenie, a napięcia między ludźmi są nie do uniknięcia, kiedy dochodzi do głosu przewrażliwienie na kilku punktach. Bez chwili odpoczynku, zatrzymania się w biegu drogi, można zapomnieć o najważniejszym – o celu wyprawy, o tym, co mamy osiągnąć, a także, że droga nas zmienia. Nie chodzi tylko o fizyczny odpoczynek, ale o spotkanie z żywym Bogiem, który działa z miłości do nas przez różne kanały. Tym, co orzeźwia człowieka jest woda źródlana, piękny widok pasm górskich, szum drzew, ale najbardziej podnosi na duchu sam Jezus, który daje Słowo i Chleb życia. To w takim zatrzymaniu, kiedy czas przestaje mieć decydujące znaczenie, a rozmowy i dźwięki milkną wobec najważniejszej transmisji w paśmie duszy, to można spodziewać się duchowego odrodzenia. Jezus zaprasza dziś szczególnie tych, którzy są utrudzeni codzienną wiernością w małych rzeczach, w wypełnianiu przykazań, kiedy otoczenie nie wiele przejmuje się Bożymi wskazówkami na szczęśliwe życie, a nadto nie brakuje bieżących problemów zdrowotnych, kłopotów w miejscu pracy, i szeregu innych spraw, które mogą nas przytłaczać. Jezus zaprasza nas do Siebie, abyśmy doznali ukojenia, wzmocnienia na duchu i przez pryzmat wiary dokonywali dobrych wyborów inspirowanych miłością Boga. Jak często w ciągu dnia myślę o Jezusie? Czy w duszy rozmawiam z Nim, kiedy nawet dobrze idzie mi w pracy, a odpoczynek mogę wykorzystać na dłużą modlitwę? Czy przyjmuję zaproszenie na kilka chwil adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie? Jezu, przychodzę dziś do Ciebie, chcę przytulić się do Ciebie, byśmy razem nieśli ciężar codzienności, tez zwykłej i szarej, ale nie bezsensownej, bo Ty nadajesz sens wszystkiemu, co czynię z miłości do Boga, bliźnich i mnie samego. Bądź uwielbiony w Twoim Sercu łagodnym i pokornym! 


Środa 18 lipca

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.”

Kiedy słyszymy słowo „znać” to mamy ogólne skojarzenia na temat wiedzy o świecie, o historii narodu, własnej rodziny. Znamy się na służbie zdrowia, na lekach, na chorobach, zwłaszcza kiedy one dotykają najbliższych. Znamy też ludzi z naszego otoczenia, sąsiadów, a i nie tylko, bo pewnie wiemy, co robią i jak żyją celebryci. Ale czy możemy powiedzieć, że łączy nas tak mocna więź, że poświęcimy wszystko, włącznie ze swoim życiem dla tych osób? Ile razy można usłyszeć w rozmowie, że znam się tym człowiekiem, a o tamtym słyszałem to i owo. Jak widać łączą nas różne stopnie poznania między sobą, które się wiążą z jakością zażyłości między nami. Na ile damy dostęp do własnego serca komuś bliskiemu, na tyle będziemy wysłuchani i poznawani. A do tego potrzeba bezpieczeństwa, zaufania do bliźniego. Kiedy dziś Jezus mówi o swojej więzi z Bogiem Ojcem, to odkrywa przed nami nieznany dotąd świat wewnętrznego życia Boga. Jest to świat, który kompletnie przekracza nasze wyobrażenia, stąd Jezus objawia swoje sekrety, tym, którym chce, i na ile są otwarci. Wielu świętych „męczyło” się na ziemi z jednego pragnienia: tak bardzo tęsknili za pełnym poznaniem Boga, że nie mogli spocząć na przeciętności, ale wszystko poświęcali dla Niego, by czym prędzej doświadczać Jego miłości. Dla nas jest to tajemnica. Możemy jednak prosić Jezusa, aby nas powoli wprowadzał w taki styl życia, który polega na zupełnej bezinteresowności względem Boga, na pełnym oddaniu Jemu swojego życia oraz na uległości względem Jego woli. Jezus pokazał nam, jak mamy żyć jako synowie i córki Boga. Duch Święty przychodzi do naszych serc, abyśmy przez ten kanał – centrum naszego życia – poznali miłość Boga, który kocha nas cały czas, nieodwołalnie, z bliska, czule, mądrze i ofiarnie. Niech pieśń wdzięczności płynie z naszych serc dla najlepszego Przyjaciela, który wzrusza się, kiedy patrzy na nas, na swoje arcydzieła! Jezu, pociągnij mnie w głębię serca Boga – Ojca, bym dał się pokochać we wszystkich sprawach i słabościach mojego życia! 


Wtorek 17 lipca

„Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły.”

Dziś Jezus ubolewa nad sercami ludzi, którzy doświadczyli tylu cudów, że się nie nawrócili. Można powiedzieć, że tyle pracy spoczęło na marnym efekcie. Bo po co Jezus zrobił taki czy inny cud człowiekowi? Czy tylko po to, by nie cierpiał na ciele? Owszem, ale Jezus pragnie, abyśmy mieli wolne serce do kochania, do wybierania dobra, a nie byli zniewoleni grzechem, jakimkolwiek. Cuda się dokonały na wielu osobach, a to ich nie skłoniło do przemiany życia. Jak to możliwe? Tak, to zagraża każdemu z nas, osobiście, że możemy pozostać w miejscu, w pewnej stagnacji ducha, pomimo, że na co dzień jesteśmy świadkami cudu życia, nieraz niewytłumaczalnych uzdrowień, cudu uniknięcia jakiegoś wypadku, i tylu jeszcze innych sytuacji, które powodują w nas podziw dla „losu”, a w najlepszej wersji dla Pana Boga. Nie możemy pozostać obojętni wobec takich znaków, uzdrowień chorych, nawróceń osób, które długie lata żyli owładnięci złem, żądzą władzy, z mroczną historią… To są ewidentne znaki działania Boga w tym świecie. Czy jednak dla nas, którzy na co dzień stykamy się z świętością Boga, z Jego działaniem w sakramentach, jesteśmy wciąż zadziwieni, jak dobry jest dla nas nasz Bóg? Co z tego w nas rezonuje na co dzień? Czy jest w nas więcej miłości niż w poprzednim tygodniu, miesiącu? Miarą nawrócenia naszego serca jest współczynnik miłości, otwartości na Słowo Boże, na świadectwo ofiarności, dobroci wobec bliźnich. Jeśli to w nas szwankuje to dziś kolejnym znakiem Bożej życzliwości i troski o nasze życie jest owo „Biada”. Biada nam, nawet wtedy, gdy mamy wszystko, czego potrzeba do życia, a nie mamy w centrum życia Jezusa. Duch Antychrysta zaoferuje nam wszystko oprócz najważniejszego: Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego – który jest kluczem do prawdziwego życia, a tego nie chce w nas zły duch. Wybór drogi w życiu zależy ode mnie. Duchu Święty, wzmocnij moje poznanie i wybór Jezusa, abym każdą łaskę – cud w życiu – rozwijał ku chwale Bożej przez okazywanie wdzięczności! 


Poniedziałek 16 lipca

„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.”

Jezus zrobił dla nas dosłownie wszystko, abyśmy mieli życie wieczne. W centrum Ewangelii znajduje się największa miłość, która przyjęła nasz krzyż – wszystkie grzechy i śmierci jakie nosimy z różnych powodów – aby uwolnić nas od tej niewoli właśnie poprzez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Czy pamiętamy o tym, co Jezus dla nas zrobił, kiedy żyjemy w domu, poświęcamy się dla najbliższych, pracujemy na utrzymanie domu? Albo inaczej: czy kogoś z rodziny nie stawiamy w miejscu, które Jezus ma zajmować? To są trudne słowa, ale wymagania Jezusa mają na celu nasze zbawienie, a kiedy postawimy cokolwiek na pierwszym miejscu, a więź z Jezusem zostanie osłabiona, bądź będzie tylko okazjonalna, to wtedy prędzej czy później doświadczymy zawodu, rozczarowania drugą osobą, bo skąd będziemy mieli taką miłość do kochania pomimo…? Warto spojrzeć na relacje te w domu, czy nie ma w nich jakiejś formy zaborczości, ograniczania wolności i odpowiedzialności osoby z rodziny, aby mieć pewność, że wszystko idzie zgodnie z naszym planem? Czy nie z tego rodzą się wszystkie nasze pretensje, rozczarowania, kłótnie jak z tego naszego nieporządku w priorytetach w miłości? Warto znaleźć czas na modlitwę – spotkanie z Jezusem, aby porozmawiać o tym, co nas najbardziej trapi w rodzinie, nawet o osobach, które sporo pochłaniają naszej uwagi i miłości, aby doznać ukojenia i światła do dojrzałych więzi między nami. Jezus pragnie być w centrum naszego życia, bo tylko słuchanie Go przynosi najlepsze rezultaty, a przede wszystkim daje pokój w nasze serca. Duchu Święty, ogarnij nas swoją mądrością, miłością i mocą, abyśmy ponad różne rzeczy i osoby stawiali zawsze w sercu Jezusa, który kocha nas bezgranicznie!


Sobota 14 lipca

"Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć."

Wyobraźmy sobie, że właśnie dowiadujemy się, że przez ostatni tydzień byliśmy obserwowani przez ukryte kamery, na każdym kroku. Co od razu nasuwa się na myśl? Raczej nie to, czy dobrze wyglądaliśmy, czy to było coś ciekawego, czym można byłoby się pochwalić. Pierwsza myśl prawdopodobnie każdego z nas skupiłaby się na początek na tym, czy nie wyszły na jaw nasze tajemnice, bardzo osobiste sprawy, może jakieś małe kłamstewka, lenistwo i brak zaangżowania w pracy, zdrada żony na wyjeździe służbowym, oglądanie sprośnych filmów, obmawianie koleżanki, z którą następnego dnia idziemy na kawę, udając jej przyjaciółkę, nieporządek w domu. A może udawana pobożność, by dobrze wypaść w oczach innych? Jeżeli tak wielkie znaczenie ma dla nas zdanie ludzi wokół na nasz temat, czemu wciąż zdarza nam się zapominać o tym, że Pan ciągle przy nas jest, że widzi, kiedy świadomie wybieramy grzech? To przede wszystkim przez wzgląd na Niego powinniśmy każdego dnia starać się o to, aby nasze działania, myśli, rozmowy były czyste, przejrzyste, jak mówi Pan: "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie". Bądźmy czujni, byśmy nie pozwalali, aby kierował nami nasz duch ludzki, ale Duch Boży. Kiedy pojawia się pokusa, by skorzystać z okazji zarobku kosztem kogoś innego, albo by w celu ułatwienia sobie jakiejś sprawy zataić prawdę, obrazić, ukraść, "bo nikt się nie dowie" i jednocześnie pojawia się myśl, że "przecież to moja sprawa co robię", wiedzmy, że te podpowiedzi nie są od Pana. Jeżeli pojawia się w nas chęć ukrycia się z czymś przed innymi, zróbmy sobie głęboki rachunek sumienia i prośmy Pana o wytrwałość w dobrym. Panie, który nas ukształtowałeś, który przenikasz i znasz nas, bądź uwielbiony na wieki! 


Piątek 13 lipca

"Jezus powiedział do swoich apostołów: "Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. (...)"


Kiedy wyobrazimy sobie dosłowność porównania Jezusa, który mówi o nas - Jego uczniach, jako owcach i wyzwaniach, którymi być może są dla nas inni ludzie, jako wilkach, ta perspektywa w pierwszej chwili wydaje się przerażająca. Ale czy nie tak czujemy się czasem wobec tego, co nas spotyka? Tyle razy paraliżuje nas strach przed tym, czy sprawdzimy się w nowej pracy. Tak często zastanawiamy się, czy będziemy potrafili wiernie, wytrwale kochać, kiedy okazuje się, że nasze małżeństwo to nie scenariusz jednej z komedii romantycznych, ale życiowe zadanie, które dał nam Pan, byśmy byli dla kogoś światłem na drodze do Nieba. Czy nie czujemy się w takich sytuacjach, jak bezbronna owca, na którą zewsząd czyhają wilcze kły? Pokusa, by się poddać, zwątpienia - czy warto, czy ta walka ma sens...? Ale jest coś silniejszego niż pokusy, niż nasze zwatpienia, niż nasz lęk - fakt, że posyła nas Jezus, jest argumentem nie do przebicia, że warto, że na końcu tej drogi czeka na nas On. Tak często w Piśmie Świętym pojawiają się słowa "Nie lękaj się!". Nie bójmy się więc, skoro sam Bóg zapewnia nas o swojej opiece i obecności. Dbajmy o trwanie w łasce uświęcającej i z sercem otwartym na wolę Bożą słuchajmy Pana i idźmy za Nim. W Twoim planie na życie każdego z nas - bądź uwielbiony Boże, ukochany Tato. 


Czwartek 12 lipca

"Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was!"

Postawa, do której wzywa nas dzisiaj Jezus wymaga nie lada odwagi i stanięcia w prawdzie przed samym sobą. Każdego dnia spotykamy wielu ludzi, zależnie od naszego powołania, Pan posyła nas w różne miejsca, czasami tam, dokąd my sami wcale nie chcielibyśmy pójść. Zwłaszcza w takich sytuacjach, nasze zaufanie Bogu ma być większe, niż nasz lęk, niepewność, czy niechęć. To trudne, dlatego musimy nieustannie sięgać do źródła siły i radości, którym jest Pan. Nie możemy dać innym tego, czego sami nie mamy, dlatego aby nieść Boże światło innym, sami musimy mieć bliską relację z Żywym Jezusem. Wtedy, wchodząc do czyjegoś domu, będziemy potrafili go z serca pozdrawiać i obdarzać pokojem. Wielką moc ma zarówno przekleństwo, jak i błogosławieństwo, dlatego tak ważne jest, byśmy byli siewcami dobrego słowa, pełnego nadziei, miłości i ludzkiej życzliwości. Bądź uwielbiony dobry Boże i błogosław nam na każdy dzień, byśmy potrafili wypełniać Twoje przykazania i dzieła, do których nas posyłasz. Chwała Tobie Panie! 


Środa 11 lipca

"Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach (...)".


Jezus zwracając się do uczniów, mówi również do nas, że w Domu Ojca przygotowane jest miejsce dla każdego z nas. Czy to nie wspaniała wiadomość i obietnica? Jest tylko jedno "ale": aby zająć przygotowane przez Pana miejsce, trzeba najpierw pójść za Jezusem, bo On jest jedyną Drogą, która prowadzi do Nieba. Choć wir codzienności potrafi wciągnąć tak, że czasem zapominamy, że to ziemskie życie w którymś momencie się skończy, musimy ciągle sięgać do źródła naszego życia doczesnego i nadziei na życie wieczne, a tym życiem i tą nadzieją jest Bóg. Każdego poranka uwielbiajmy Boga w rozpoczynającym się dniu i ogłaszajmy Go Panem naszego życia. Rozważajmy Słowo Boże z otwartym sercem - nie szukając potwierdzenia dla naszej woli, ale pytając Pana jaka jest Jego. Bądź uwielbiony Panie, który jesteś naszym Życiem, Prawdą i Drogą, która prowadzi do Domu Ojca. 


Wtorek 10 lipca

"Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.


W tych słowach Jezus wskazuje nam co mamy czynić, do czego nas wzywa. Pierwsze skojarzenie może dotyczyć kapłanów i osób życia konsekrowanego, jako Bożych żniwiarzy. W rzeczywistości jednak Pan powołuje każdego z nas do tego, by "chwycić za sierp", by wziąć się do "duchowej roboty", zacząć żyć wiarą nie tylko przez mówienie o niej, ale wprowadzanie jej w życie. Pan powołuje nas do tego, byśmy w końcu zaczęli zbierać plon, który dla nas przygotował, byśmy mogli spożywać ziarna wiary, które w nas zasiał, które są źródłem prawdziwego życia. Może to właśnie jest moment, w którym należy skończyć z wymówkami, że się tego nie czuje, nie rozumie? Pan daje łaskę wiary tym, którzy jej pragną. Niech każdy z nas spyta dzisiaj siebie: czy sięgam po to, co daje mi Pan, aby się do Niego zbliżyć? Kiedy ostatni raz spędziłam pół godziny sam na sam z Pismem Świętym? Kiedy byłem na Eucharystii w dzień powszedni? Wiara jest łaską, prośmy o nią. Niech dobry Bóg będzie uwielbiony w Jego bezgranicznym miłosierdziu, które doskonali naszą słabość Jego mocą. Chwała Tobie Panie. 


Poniedziałek 9 lipca

"A przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: "Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz". (...) Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: "Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca".

Dzisiejsza Ewangelia mówi o dwóch postawach, pomiędzy którymi często sami się miotamy w naszej codzienności. Przyjmując Chrystusa za Pana naszego życia, oddajemy Mu prowadzenie we wszystkim, jednak nierzadko bardzo trudno przejść ponad "ja" i wybrać Chrystusa zamiast naszych ludzkich pragnień, planów, według nas koniecznych do spełnienia. Wielokrotnie codzienne zajęcia pochłaniają nas tak bardzo, że w naszym grafiku brakuje miejsca dla Boga, który przecież temu wszystkiemu nadaje sens. Czy zdając sobie sprawę z tego, że najważniejszym, o co powinniśmy w życiu zabiegać jest zbawienie, zamiast usiąść w ciszy i rozważyć Słowo Boże, nie mówimy Jezusowi: "Panie, pozwól mi najpierw pójść i wstawić kolejne pranie", "Panie, pozwól mi najpierw pójść i skończyć jeszcze jeden projekt", "Panie, pozwól mi najpierw pójść i obejrzeć nowy odcinek mojego ulubionego serialu", "Panie, pozwól mi najpierw pójść i dokończyć naprawę auta"...? To wszystko jest potrzebne, ale jeżeli staje się ważniejsze od Boga i w naszym dniu brakuje czasu dla Niego, to cała reszta traci sens. Jezus przez Pismo Święte mówi nam: "Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane". Zaufajmy Mu. Pan błogosławi tym, którzy za Nim idą i szukają Jego woli. Bądź uwielbiony Panie w Twojej ojcowskiej opiece, w Twojej świętej obecności, która zabiera strach i wypełnia pokojem. 


Niedziela 8 lipca

„Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony…”

 

Każdy człowiek potrzebuje wsparcia i pozytywnej motywacji. Niekiedy rodzice czy krewni wypowiadają pod adresem dziecka (często w złości) słowa: ”ty się do niczego nie nadajesz”, „z ciebie nic nie będzie”, „Bóg mnie tobą pokarał”. W życiu dorosłym osoba z takim „posagiem” wyniesionym z domu nie potrafi uwierzyć w swoje możliwości, boi się iść do przodu, podejmować wyzwania. Z tyłu głowy ma zakodowane ”przecież ja się do niczego nie nadaję, więc na pewno mi się nie uda”. Jeśli masz dzieci, lub będziesz je miał, pamiętaj, że dla dziecka właśnie ty jesteś/będziesz pierwszym przewodnikiem po świecie. Dlatego jego poczucie własnej wartości w dużym stopniu będzie zależało od ciebie. Wystarczy bezwarunkowa akceptacja dziecka, poświęcanie mu dużej ilości czasu oraz dawanie prawa do popełniania różnych błędów i do wyrażania swoich uczuć, oraz zapewnianie, że jest chciane i kochane. Rodzice często są nieobecni w doświadczeniach i przeżyciach dzieci, nie dając im wystarczającego oparcia - co rodzi niepewność, nieufność i lęk oraz prowadzi do swoistego zagubienia. Dziecko jest bowiem uzależnione od dorosłych - potrzebuje ich pomocy, rady i uwagi. Poczucie wartości i ufność we własne siły otwierają dziecku drogę do spełniania marzeń i pomogą być szczęśliwym. Dziecko, które ma wysoką samoocenę czuje się chciane i kochane z chęcią podejmuje wyzwania i próbuje nowych rzeczy. Potrafi spontanicznie wyrażać swoje uczucia. Umie określić w czym jest dobre i co sprawia mu prawdziwą radość. Potrafi też pogodzić się z porażką. Być może sam wszedłeś w życie dorosłe z takim balastem braku wsparcia i wiary we własne siły, który jest jak światło „stop” i który skutecznie podcina ci skrzydła. Może ominął cię awans w pracy, bo stwierdziłeś, że sobie nie poradzisz. Może bałeś się podjąć studia, czy pójść na kurs, bo z góry założyłeś, że się do tego nie nadajesz i go nie ukończysz. Może sam zerwałeś znajomość, która dobrze rokowała na przyszłość, bo bałeś się, że to ty zostaniesz porzucony. Dziś wiesz jak ważne jest dla człowieka, aby miał wsparcie i pozytywną motywację od osób dorosłych: od rodziny, rodziców, dziadków, rodzeństwa. Jeśli tego nie otrzymałeś, wybacz im. Oddaj to Jezusowi i pamiętaj że masz Kogoś kto w ciebie wierzy. Jest Ktoś, kto zna ciebie lepiej niż ty sam, kto zna twoje serce. Tą Osobą jest Jezus Chrystus. Jeśli masz sytuację, sprawę której się po prostu boisz, która powoduje że uciekasz, zamiast podjąć wyzwanie- oddaj to Jezusowi. Powiedz: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Zaufaj, Jezus doda ci odwagi!