<< Wrzesień 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1
  3  4  5
101114
1718192122
242526

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 7 lipca

 

„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania…”

 

„Po rozgrzeszeniu nie odchodzimy w połatanej, pozszywanej szacie, ale w szacie całkiem czystej. Mówimy: Wierzę w grzechów odpuszczenie, a stale opłakujemy dawne dziury. Spowiedź jest oderwaniem się od tego, co było niedobre i co już utonęło w miłosierdziu Bożym” (ks. Jan Twardowski). Czy zmieniasz swoje stare przyzwyczajenia, czy też ciągle drepczesz w starych „łatach”? Chcesz iść za Jezusem, a jednocześnie nie chcesz rezygnować ze starego życia? Bo przecież jak przestać walczyć z teściową, jak żyć w zgodzie z sąsiadem, jak zacząć doceniać męża/żonę…to takie nie twoje, inne? Przyzwyczaiłeś się do starych schematów i całkiem nieźle sobie z nimi radzisz? Jeżeli tak dobrze się zabunkrowałeś i jest ci „cieplutko”, bądź pewny, że DobraNowina, z którą przychodzi do ciebie Jezus, narobi sporego zamieszania. Pomiesza ci szyki, zrobi bałagan w twoim sterylnym, poukładanym na pozór życiu…Każdy człowiek potrzebuje nowego początku, radykalnej zmiany. Wszyscy potrzebujemy przebaczania grzechów. Wszyscy potrzebujemy Bożego usprawiedliwienia. Potrzebujemy nowego wymiaru i nowej rzeczywistości, którą może dać jedynie życie w Jezusie. Życie poprzez naśladowanie Jezusa wydaje się takie nieosiągalne, trudne, nierealne. A jednak małymi kroczkami, drobnymi gestami…próbuj. Składaj w Nim swoją całkowitą ufność. Pamiętaj, że On cię zbawił, że umarł by zapłacić za twoje i moje grzechy oraz Zmartwychwstał, by dać ci nowe życie. Oddaj swoje życie Jezusowi. Jest to decyzja bardzo osobista i jedynie ty możesz ją podjąć. Zrób to teraz!


Piątek 6 lipca

 

„Nie potrzebują lekarza zdrowi…”

 

Czy czujesz się chory wewnętrznie, przygnieciony grzechem? Czy masz przekonanie, że nie ma już dla Ciebie ratunku? Jest ratunek...tym ratunkiem jest Chrystus...Trzeba tylko z ufnością się do Niego zwrócić...Jak dziecko rzucić się w Jego ramiona. Oddaj Mu swój grzech. Nie ma innej drogi. Myśląc, że poradzisz sobie sam, stajesz się samowystarczalny, "sprawiedliwy" ale tylko we własnych oczach...i czasem w oczach otoczenia. Ale czy tak samo wyglądasz w oczach Chrystusa? Pamiętaj o tym, że tylko w swoim mniemaniu człowiek może być zdrowy. To może być jego subiektywne odczucie. Obiektywnie, każda dusza jest słaba i każda potrzebuje Lekarza. Każda potrzebuje ciągłej opieki i obecności Boga. Nie ma znaczenia kim dotychczas byłeś. Ważne kim jesteś teraz i kim będziesz w przyszłości, kim chcesz być...To jest właśnie droga ucznia: każdego dnia przemieniać się, przechodzić proces uzdrowienia. Módl się do Jezusa, najlepszego Lekarza, aby uzdrowił Cię wewnętrznie. W przejściu tego procesu pomoże ci modlitwa: „Panie Jezu, Ty przyszedłeś po to, aby uzdrowić serca zranione i udręczone. Proszę Cię, abyś uzdrowił urazy powodujące niepokoje w moim sercu. Proszę Cię w szczególny sposób, abyś uzdrowił tych, którzy są przyczyną grzechu. Proszę Cię, abyś wszedł w moje życie i uzdrowił mnie od urazów psychicznych, które mnie dotknęły w dzieciństwie i od tych ran, które mi zadano w ciągu całego życia. Panie Jezu, Ty znasz moje trudne sprawy, składam je wszystkie w Twoim Sercu Dobrego Pasterza. Proszę Cię, odwołując się do Twej wielkiej rany, otwartej w Twoim Sercu, abyś uleczył małe rany mojego serca. Ulecz rany moich wspomnień, aby nic z tego, co mi się przydarzyło, nie przysparzało mi cierpienia, zmartwień, niepokoju. Ulecz, Panie, wszystkie te urazy, które w moim życiu stały się przyczyną grzechu. Pragnę przebaczyć wszystkim osobom, które mi wyrządziły krzywdę. Wejrzyj na te urazy wewnętrzne, które mnie czynią niezdolnym do przebaczenia. Ty, który przyszedłeś uleczyć serca strapione, ulecz moje serce. Ulecz, Panie Jezu, moje wewnętrzne urazy, które są przyczyną chorób fizycznych. Oddaję Ci moje serce. Zechciej je przyjąć, Panie, i oczyścić. Napełnij mnie uczuciami Twego Boskiego Serca. Pomóż mi być pokornym i cichym. Ulecz mnie, Panie, z bólu, który mnie przytłacza z powodu śmierci drogich mi osób. Spraw, bym mógł odzyskać pokój i radość dzięki wierze, że Ty jesteś Zmartwychwstaniem i Życiem. Uczyń mnie prawdziwym świadkiem Twego Zmartwychwstania, Twego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, Twojej obecności jako Żyjącego wśród nas. Amen”.


Czwartek 5 lipca

„Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach?”

Myśli mają wpływ na decyzje i czyny. Bóg zna wszystkie nasze myśli. Myśl podobna jest do nasienia: gdy zagnieździ się w sercu i jest pielęgnowana, to wzrasta i jej owoc wychodzi na zewnątrz, dobry lub zły. Błogosławieństwo przynosi realizowanie w praktyce dobrych myśli. Może być też odwrotnie: gdy realizowane są złe myśli, to konsekwencje tego są bardzo przykre – dla ludzi, dla danej sprawy – lub też przynosi to niesławę imieniu Pana Jezusa. Gdy człowiek nosi w sercu swoim złe myśli, mają one bardzo negatywny wpływ na jego osobisty stan duchowy. Skoro od naszych myśli uzależnione są nasze relacje z Bogiem oraz z ludźmi, to bardzo ważną sprawą jest, abyśmy kontrolowali nasze myśli od razu w tej chwili, gdy tylko pojawią się w naszym sercu. Wg Ignacego Loyoli mogą być trzy źródła myśli: pochodzące ode mnie samego, od dobrego ducha i złego ducha. Wtedy też mówić możemy o złych, czy dobrych myślach. W jaki sposób rozeznać, skąd one pochodzą? Pierwszym takim narzędziem jest Słowo Boże. Czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków: "Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osadzić zamiary i myśli serca" (Hebr. 4,12). Następnym narzędziem, które nam pomoże to rozeznać, jest modlitwa do Boga z prośbą o mądrość i zrozumienie. Wzór takiej modlitwy podany jest w Psalmie 139: "Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje!" (Ps. 139,23). Pokój Boży w sercu człowieka stoi na straży serca, aby nie zagnieździły się tam złe myśli. Tak pisał apostoł Paweł w Liście do Filipian: "A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie" (Fil. 4,7). Czy mamy na to wpływ, aby selekcjonować nasze myśli? Bóg obdarzył nas wolną wolą i to my decydujemy, które myśli zaakceptujemy, a które odrzucimy. Jeżeli doświadczasz myśli, które cię dręczą, to wzbudź w sobie szczere pragnienie uzdrowienia i módl się: "Panie Jezu, jeśli te myśli nie pochodzą od Ciebie, wyrzekam się ich i oddaję je Tobie. Uwolnij mnie od nich. Amen".


Środa 4 lipca

 

„Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa, a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice.”

 

Czy obecność Boga wzbudza w Tobie lęk? Jeśli ktokolwiek mówi Jezusowi, żeby odszedł, to znaczy, że boi się wolności. Zastanów się, komu najbardziej zależy na tym, aby człowiek bał się wolności?…Jezus ma moc przemienić również twoje życie. On niczego nie popsuje, ale wszystko naprawi. Wyprowadzi cię na głębię i otworzy przed tobą nowe horyzonty. Musimy jednak pamiętać, że Bóg niczego nie uczyni na siłę. On z delikatnością i miłością będzie cię szukał, wołając: Małgorzato, Iwono, Krzysztofie! Gdzie jesteś? Nie chowaj się przede mną!Spotkanie z Jezusem przynosi zmiany. Każdy, kto pragnie spotkać Go, musi mieć świadomość, że już nigdy nie będzie tak samo. To spotkanie Światła z ciemnością, Dobra ze złem. Wtedy nawet złe duchy się poddają, bo wiedzą, że On jest Synem Bożym. Zależy od ciebie, czy naprawdę chcesz spotkać Jezusa, czy też będziesz uciekał przed Nim. Panie Jezu daj mi odwagę spotkania z Tobą…


Wtorek 3 lipca

„Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli…”

„Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25) – mówi do Apostołów Tomasz. Widzimy emocje, które nim targają: wściekłość, żal, pretensje, zazdrość... Inni widzieli Zmartwychwstałego, a on nie. Gdzie tu sprawiedliwość? Potem jednak czekał z innymi i modlił się. Któż nie chciałby być bliżej Boga, przekonać się, że to wszystko prawda? „Święty Tomaszu niewierny, ze mną było inaczej. On sam mnie dotknął, włożył dłonie w grzechu mego rany, bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany, Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy, za trudne, i po co tłumaczyć (J. Twardowski). Tak jak śmierć spowodowała to, że Tomasz przestał wierzyć, że Jezus żyje, tak grzechy powodują to, że przestajemy wierzyć, że Bóg nas kocha. Tak jak Tomasz potrzebował dotknąć Jezusa, by przekonać się, że On żyje, tak my potrzebujemy przyjść po grzechu do Jezusa i pozwolić się dotknąć, by przekonać się, że Bóg nas naprawdę dalej kocha. Dobry Boże, wiele razy przychodzi mi mierzyć się z wątpliwościami. Ile razy byłem świadkiem, jak przychodzisz do innych ludzi, a sam czuję się opuszczony. Obdarz mnie łaską wiary niezależną od cudów. Daj mi spojrzenie, które dostrzega Twoje najmniejsze działanie i obecność. Dziękuję, że obdarzyłeś mnie właśnie taką wrażliwością. Już nigdy nie zwątpię w Twoje przyjście. Amen.


Poniedziałek 2 lipca

„Jezus mu odpowiedział „Pójdź za mną…”

Czy doświadczyłeś już w swoim życiu miłosnego spojrzenia Jezusa? Co dominuje w twoim życiu: kalkulacje, ludzka mądrość i oparcie na sobie czy zaufanie Jezusowi? Co z twojego dotychczasowego życia byłoby ci najtrudniej pozostawić, by podążać w sposób radykalny za Jezusem? Jezus zawsze czyni pierwszy krok, wzywa, zaprasza do siebie. Oczekuje bezzwłocznej decyzji. W obliczu wezwania Jezusa człowiek nie może się wahać, zwlekać ani odkładać decyzji na później.  Powołując, Jezus oczekuje zawierzenia, zaufania. Nie mówi, czego chce ani dokąd cię zaprowadzi. Mówi jedynie „Pójdź za mną…” Czy jesteś gotowy na takie zaufanie? Wołanie Boże często przerywa, zmienia bieg wydarzeń zwyczajnego życia. Nie bój się! "Pójdź za Mną!" może oznaczać np. zmianę jakiegoś grzesznego nawyku lub zmiany nastawienia do jakiejś osoby. Lubimy wymigiwać się z bycia powoływanymi przez Jezusa, bo boimy się, że to na całe życie, że coś stracimy, że Jezus nam zagraża, zrobi nam jakąś krzywdę…Nawet jeśli coś stracisz dla Jezusa, to zyskasz dużo więcej. Może będziesz musiał zrezygnować z czegoś do czego się przyzwyczaiłeś, a co Jezusowi się nie podoba. Jeśli ci to „zabierze”, to dla twojego dobra. Zobaczysz to z perspektywy czasu. Do czego dziś Jezus Cię powołuje? Jesteś na to gotowy? Chcesz za Nim pójść?


Niedziela 1 lipca

„On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”. (…) Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat.”

Mamy różne skojarzenia i doświadczenia związane z dotykiem. Dziś w dwóch historiach pojawia się dotyk wiary i życia. Kobieta z wiarą w moc Jezusa dotyka się Jego szaty. Tak wielu cisnęło się na Jezusa, ale chyba tylko ta jedna kobieta, ze swojej niemocy, zaryzykowała uchwycenie szaty Jezusa. Czy już przez opowieść o Nim dostrzegała w sobie moc łaski, która pchnęła ją do wyjścia na spotkanie z Lekarzem duszy i ciała? Nie miała nic do stracenia, więc zaryzykowała gest, który wydawał się szalony na ówczesne czasy. A jednak wygrała przez to ryzyko. Ale to nie wszystko. Jezus poszukiwał w tłumie tę właśnie kobietę, bo nie chce być tylko „automatem” do załatwiania spraw. On szuka tej najgłębszej i skrywanej przed światem prawdy, którą nosimy w głębi serca. To jest centrum wszystkich naszych doświadczeń, krzywd, grzechów, poczucia osamotnienia, braku miłości… Jezus uważnie i z miłością wysłuchuje tej opowieści, a przez nią dochodzi do uzdrowienia naszego serca. To jest pełne uzdrowienia. Warto zobaczyć dotyk Jezusa, który nie boi się wziąć ręki zmarłej dziewczynki, aby ją obdarzyć nowym życiem. I tak się dzieje, że potrzebujemy nie raz przyjąć pomoc Jezusa w postaci bliźniego, czy to będzie przyjaciel, rodzic, a może kapłan, by podnieść nas na duchu, kiedy po ludzku leżymy jak umarły. Dotyk i słowo Zbawiciela – proste gesty i troska o życie najwymowniej świadczą o tym, że Bóg jest Miłośnikiem życia, a każda niedziela jest świętowaniem powstania ze śmierci Syna Bożego, abyśmy razem z Nim żyli, cieszyli się każdym dniem, tworzyli trwałe i piękne więzi między sobą, by nie być „samotną wyspą”. Każdy z nas jest mniej lub bardziej wrażliwy na dotyk. Warto podziękować Panu za ten dar, że możemy czuć obecność bliskich osób przez wymianę uścisków, dotyk ręki, uśmiech na twarzy. Nie wiele potrzeba, by cieszyć się życiem w prostych znakach, ale zawsze płynących z serca. Panie Jezu, dotknij naszych serc, uzdrów w nas te głęboko schowane rany związane jakąkolwiek przemocą, abyśmy mogli żyć z radością, służąc sobie przez nasze dłonie. Dziękujemy Ci, Jezu, że z miłością i delikatnością dotykasz naszego ciała przez Komunię świętą, aby działać przez nas dla bliźnich!


Sobota 30 czerwca

„Do setnika zaś Jezus rzekł: "Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś". I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.”

Dziś setnik przychodzi do Jezusa z problemem, który nie daje mu spokojnie żyć. To spotkanie pokazuje wysoką kulturę obu mężczyzn, bo setnik przedstawia swój problem Jezusowi, a On odpowiada jak lekarz na dyżurze, że już idzie do chorego. I w tym punkcie setnik wyznaje Jezusowi część swojego życia żołnierskiego, a więc sposób życia związany ze słowem, rozkazem i poczuciem honoru. Od setnika możemy uczyć się zawierzenia słowu Jezusa w każdych warunkach, żeby polegać tylko na tym, co On powie do nas. To słowo ma moc uczynienia cudów w naszym życiu na miarę naszej otwartości na przyjęcie woli Bożej. Ufność w Boże Miłosierdzie jest tym naczyniem, czerpakiem, dzięki któremu możemy wziąć tyle łaski, na ile otwieramy swoje serce. Wtedy nic nie będzie niemożliwe, bo słowo Pana czyni cuda. Może czasem trzeba będzie poczekać, przetrzymać pewien czas, jakby w zawieszeniu, ale nigdy Pan nas nie zawiedzie, bo On jest wierny we wszystkich swoich słowach. Postawa setnika, poganina, jest dla nas piękną modlitwą przed przyjęciem Komunii świętej w czasie Mszy świętej. Wyznajemy wtedy, że wystarczy tylko słowo Jezusa, aby nasza dusza była zdrowa, uwolniona od grzechów, napełniona radością. Czy jednak naprawdę ufamy, że już w tym momencie Jezus przemienia nas, a dopełnia tego przez wejście w naszą duszę? To jest dla nas tajemnica Jego miłości, że On się ukrywa w nas, bo bardzo nas kocha, abyśmy mieli piękne życie. W jaki sposób przypominam sobie o Jego obecności we mnie w trakcie dnia pracy, przy odpoczynku, czy też przy spotkaniu z ludźmi? Czy to proste doświadczenie Jego obecności nastraja mnie do zaangażowania na rzecz moich bliskich, osób we wspólnocie, chorych, bezdomnych, smutnych? Przyjmując Jezusa do swojego serca jestem równocześnie posłany, by dzielić się Nim jak dobrym chlebem, by nasycić każdego z kim się spotkam. Duchu Święty, niech zawsze będę otwarty na słowo Jezusa, by żyć według tej obietnicy, a także coraz mocniej wierzyć, że Pan ma dla mnie najlepszy plan, nawet pośród utrapienia i piętrzących się trudności. Bądź uwielbiony, Panie, mój Zbawco!


Piątek 29 czerwca

 

„Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.”

Jezus zbudował Kościół na trwałym fundamencie, którym jest Piotr – Skała. W pierwszym znaczeniu odnosi się to do św. Piotra, ale urząd papieski trwa od początku Kościoła, więc Jezus nadal buduje wspólnotę chrześcijan opierając się o swojego zastępcę na ziemi, czyli papieża. Jak zawsze pozostaje aktualne pytanie o wiarę, czyli pełne zawierzenie swojego życia Jezusowi, by On mógł przez nas działać w świecie, również szanując i przemieniając nasze słabości, aby tam, gdzie nie domagamy, była widoczna Jego moc. Dodatkowo wspierają nas święci oraz ludzie, którzy modlą się za współbraci w wierze, zwłaszcza za tych prześladowanych. To jest piękny wymiar powszechności Kościoła stworzonej na jednej osobie, która jest Pasterzem ludu. Czy polecam Bogu w modlitwie papieża Franciszka, który coraz prosi o modlitwę w swojej intencji? Jak często sięgam po teksty papieży, by pogłębiać swoje rozumienie Kościoła, wiary, różnych spraw? Czy wykorzystuję dary odpustów zupełnych, by przekazać zasługi Jezusa dla kogoś cierpiącego w czyśćcu, albo za siebie? Mamy ogromne bogactwo w Kościele przez to, że sam Jezus daje codziennie Siebie w całości, abyśmy mieli życie szczęśliwe, pełne radości oraz pięknych więzi między sobą. Duchu Święty, uzdolnij nas do mężnego wyznawania wiary, do świadectwa życia z Jezusem w swoich środowiskach, aby coraz więcej osób mogło spotkać się z żywym Bogiem, który daje nowe życie! Udziel nam mądrości w podejmowanych decyzjach, abyśmy mieli ten jeden cel przed oczami: chwałę Bożą i życie wieczne w niebie! Święci Piotrze i Pawle, wstawiajcie się za nami u Pana w naszej drodze do świętości!


Czwartek 28 czerwca

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.”

Dom zbudowany na skale jest podobny w formie zewnętrznej do tego zbudowanego na piasku. Jest między nimi jednak podstawowa różnica – fundament. Całość konstrukcji trzyma się na solidnej podstawie bądź na lichym podłożu. Budowa swojego życia na żywym kontakcie z Jezusem, na słuchaniu Jego głosu oraz na wypełnianiu czynem Jego wskazań zapewni bezpieczeństwo w każdych warunkach. Jezus nie powiedział, że nie przyjdą burze na dom usytuowany na skale. Burza była, ale nie zdołała pokonać skały. Być może w tych dniach przetacza się ogromna burza przez twoje życie. Dostałeś może trudną wiadomość z pracy, od lekarza, a może ktoś z rodziny roztacza burzowe chmury nieprawdziwych oskarżeń w twoją stronę. Warto dziś zlokalizować burze, które przechodziły przez własne życie, oraz te obecne. Co one mówią mi o wydarzeniach wokół mnie, o ludziach, o doświadczeniu mojej wiary? Czy odnoszę każde wydarzenie do Jezusa, czy sam próbuję naprawiać świat w oparciu o swoją zawężoną perspektywę postrzegania problemów. Warto otworzyć ponownie swoje uczy na słowa Jezusa nawet w środku burzy: „Nie bój się, Ja jestem z tobą. Wierz tylko…”. Panie Jezu, Ty jesteś moim jedynym fundamentem, dlatego chcę tak wybierać w swoim życiu, bym był podobny do Ciebie w miłości, w roztropności oraz w wierności w przyjaźni. W Tobie mam całą nadzieję na każdy dzień, bo zapewniasz mi życie w obfitości, nawet kiedy przetaczają się fale przez moje życie. Chwyć mnie i przeprowadź przez każdą próbę, abym był mocniejszy w wierze i w miłości!


Środa 27 czerwca

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi?”

Jezus podaje nam kryterium oceny prawdziwości misji proroka. Tak wielu jest dziś ekspertów w różnych dziedzinach, którzy roszczą sobie prawo do decydowania o naszych wyborach, kreowaniu rzeczywistości wokół nas, że możemy czuć się niepokojąco zniewoleni. Z jednej strony forma przekonywania jest łagodna, niemalże przyjacielska, a pod spodem kryje się niebezpieczna trucizna, która odrywa człowieka od Boga, by samemu kreować świat według własnej koncepcji. Czy można pozwolić sobie, by ktoś urządzał nam życie, oprócz samego Boga? Nikt na ziemi nie kocha nas tak jak Bóg Ojciec w niebie, dlatego miarą prawdziwości proroka, kimkolwiek on by nie był, jest to, czy jest świadkiem miłości Boga, nie w deklaracjach, ale w postawie życia, w wyborach. Potrzebujemy być blisko Jezusa, słuchać Jego Ewangelii, by szybko rozpoznać z którego ducha przemawia do nas prorok. Czy są to Boże słowa, czy tylko własne, bądź zakamuflowane projekty złego ducha? Nie można być bezkrytycznym w słuchaniu tego, co mówią różni nauczyciele, współcześni prorocy. Święty Paweł zaleca: „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie. Unikajcie wszelkiego rodzaju zła.” ( 1 Tes 19-22). To słowo odnosi się również do nas z powodu tego, iż jesteśmy świadkami Jezusa, poniekąd i prorokami dla ludzi z nami żyjących, więc jesteśmy odpowiedzialni za naszą postawę, przez którą możemy komuś pomóc w spotkaniu z Jezusem, albo poważnie przeszkodzić w drodze do Niego. Duchu Święty, zintegruj nasze wnętrza z czynami i słowami, aby nie było w nas rozdźwięku w naszych postawach względem bliźnich, ale byśmy zawsze wydawali dobre owoce przez nasze nawracanie się, codzienne zwracanie się do Boga, Ojca wszystkich ludzi na ziemi!


Wtorek 26 czerwca

„Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!"

Pewien biskup powiedział kiedyś, że ewangelia jest piękna jak wiosna, ale trudna jak krzyż. Z pewnością wielu chce iść za Jezusem, ale na swoich warunkach. Wielu chce być szczęśliwymi, ale kosztem innych. Jezus nie proponuje łatwego szczęścia, które można sobie zamówić na allegro, kupić za pół ceny, czy przypadkowo wygrać w totka. To jest droga pod górę. Droga na sam szczyt jest wymagająca, ale jednocześnie pasjonująca, bo idzie przed nami najlepszy Przyjaciel i Przewodnik. Nie jest problemem to, że będziemy zmęczeni, znużeni, że będziemy mieli odciski na stopach, że będziemy spoceni, ubrudzeni, czasem niewyspani, w jakimś napięciu w ważnych wyborach, z wieloma wątpliwościami. Właśnie taka jest droga zwycięzców. Problem jest wtedy, gdy zniechęcamy się przeciwnościami i wybieramy drogę szeroką. Najlepsze jednak jest przed nami, bo na razie nie widzimy nagrody, a to z powodu wolności, którą dał nam Bóg. Gdybyśmy od razu wiedzieli, co nas czeka w niebie, to pewnie nie byłoby już naszej zasługi w odpowiedzi na dar zaproszenia na wieczną radość. A tak, Jezus pragnie, byśmy w drodze życia przygotowali nasze serca na przyjęcie tak wielkiego prezentu. Trzeba iść zatem codziennie, krok za krokiem, oczyszczając się w potokach miłosierdzia, by ożywczy strumień łaski wzmacniał nasze siły na trudnej drodze do celu życia jakim jest jedność z Bogiem. Tą wąską bramą może być właśnie częsty udział w Eucharystii, słuchanie Słowa Bożego, wypełnianie obowiązków stanu, choćby one nie przynosiły wielkiej satysfakcji, a do tego potrzeba, by pokonywać własne przyzwyczajenia do egoizmu, porównywania się z innymi, szukania siebie w relacjach. Duchu Święty, pokrzepiaj nasze serca na tej wąskiej drodze, a jeśli idziemy szeroką drogą, to potrząśnij nami, by zawczasu obrać właściwy kurs, a nie przejmować się wygodami drogi na manowce. Jesteśmy do tego zaproszeni, bo Bóg bardzo nas kocha!


Poniedziałek 25 czerwca

„Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.”

Jezus mówi najprościej o najbardziej złożonych sprawach w relacjach międzyludzkich. Problem sądzenia jest stary, ale każdy przechodzi przez niego w swoich warunkach i z ludźmi, z którymi przyszło mu żyć. Co Jezus proponuje? Jego propozycja idzie w poprzek naszym oczekiwaniom, bo po grzechu pierworodnym mamy tę „zdolność” do jedynie słusznej oceny i wyroku na bliźnim jaka nam się wydaje. Lubujemy się w osądach, bo mamy poczucie panowania nad rzeczywistością wokół nas. Ale czy na pewno? Czy przy osądzaniu bliźniego widzę w nim samego Jezusa? Czy raczej widzę doznane krzywdy, które wertuje w sobie jak najciekawszą książkę na świecie, a po tym odpowiadam tym samym z nawiązką? Na tę chorobę serca jest tylko jedno lekarstwo: częsta spowiedź i oskarżanie siebie przed Panem, aby doznać cudu usprawiedliwienia, odpuszczenia win, bo sami jesteśmy winni najbardziej przedziwnego sądu w historii świata, jaki wykonano na Jezusie. Na szczęście ten sąd nad Jezusem okazał się dla nas zbawienny, bo przez Jego uniżenie, my jesteśmy podniesieni do godności synów i córek Boga. A zatem prawdą jest, że „co z serca wychodzi, do serca wraca”, a więc siejmy dobre słowa wokół siebie, starajmy się dostrzec w bliźnich dobre cechy, zdolności, które złożył w ich sam Bóg Ojciec i okazujemy im wdzięczność za drobne uczynki, bo każdy dobry czyn ma swoją wagę miłości. Duchu Święty, wypalaj w nas chęć osądzania bliźnich, żeby tylko słuchać tego, co sam Bóg mówi o tej osobie, którą najlepiej zna od wewnątrz, a my mamy ją pokochać w Panu!


Sobota 23 czerwca

"Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie."


Te słowa wydobywają głębię wartości każdego dnia, najmniejszego momentu, pokazuje, że Pan mówi nam, byśmy żyli na 100 % TERAZ. Zbyt często poświęcamy za dużo czasu na martwienie się o to, by dobrze wyglądać, by dobrze wypaść, by być kimś w oczach świata, a przez to wszystko gubimy gdzieś po drodze życie tu i teraz. Nie pozwólmy, by nieustanna troska o przyszłość doprowadziła do momentu, w którym jako staruszkowie leżymy na łożu śmierci i zamiast ze spełnieniem patrzeć wstecz, stwierdzamy, że nie żyjemy już od dawna... Spróbujmy smakować każdą chwilę dzisiejszego dnia, każda jest dziełem Boga, jest pełna Jego chwały i obecności. Popatrzmy bez pośpiechu głęboko w oczy ukochanej osoby, zadziwmy się zielenią wokół, słońcem, pozwólmy sobie odpłynąć wraz z ulubioną piosenką i wirujmy w tańcu, tak po prostu. Doceńmy to, że możemy wypić popołudniową kawę z przyjaciółką - bo jest. Wejdźmy w świat zabawy naszego dziecka - i uczmy się od niego. Uwielbiajmy Boga w każdym czasie i nie czekajmy na wielkie wydarzenia, na "lepsze warunki", na lepszy czas, bo nasze życie trwa właśnie teraz, w tym miejscu gdzie się znajdujemy. Nie pozwólmy, by przepłynęło obok nas. Panie, wypełnij nas Twoim Świętym Duchem, by każdy poranek budził w nas dziękczynienie i zachętę do działania, do czerpania z życia pełnymi garściami, do szczęścia i dzielenia się nim z ludźmi wokół. Pomóż nam być Twoim światłem. W tym pięknym dniu, bądź uwielbiony Panie. 


Piątek 22 czerwca

"Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną."

Z pewnością każdego z nas dotyka czasem jakieś zwątpienie, zagubienie, "spadek" duchowej siły czy chęci do modlitwy. Zwłaszcza, gdy znajdujemy się na życiowym zakręcie - gdzie ciężko nam utrzymać ster, a mety jeszcze nie widać. I często wtedy wołamy, prosimy, modlimy się... i nawet jeśli nadzieja nie gaśnie, to zdarzają się momenty zastanawiania się, czy nie lepiej żyć chwilą, dążyć do tego co przyjemne tu i teraz, pójść drogą łatwiejszą, na skróty. Tylko, że... ta ziemska droga kończy się dla nas również tutaj. Dlatego Pan przypomina nam dzisiaj, byśmy mimo trudów dbali przede wszystkim o to, co stanowi skarb największy - o nasze zbawienie. Byśmy zatroszczyli się o to, by nasze serce mogło razem ze zgromadzonym skarbem trafić do nieba, by nie zostało pogrzebane wraz z całym naszym dorobkiem; drogim autem, najnowocześniejszym w okolicy domem, markowymi butami, z naszą twarzą na okładce pierwszych stron gazet o modzie. Każda chwila z oddaniem poświęcona Bogu owocuje, bardziej niż zdajemy sobie z tego sprawę. Mimo zmęczenia, mimo zniechęcenia, znużenia - walczmy! "Bądźmy mocni w Panu siłą Jgo potęgi. Obleczmy pełną zbroję Bożą, byśmy mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła". Bóg jest, już ma przygotowane najcenniejsze Królestwo dla nas, w którym On sam zabezpieczy nas i skarby naszych serc. Oprócz Boga - nic więcej nam nie potrzeba. Bądźmy Mu wierni, jak On nam jest wierny.