<< Lipiec 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      
  3  4  6  7
  91011
1617182021
2324252728
3031     

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 5 maja

„Ponieważ nie jesteście ze świata…świat was nienawidzi…”

 

Jezus proponuje nam dziś, abyśmy nie przejmowali się światem i jego opinią. Gdy idziesz za Jezusem, zmienia się twój sposób patrzenia i odbierania rzeczywistości. Priorytety są inne i „reguły gry” są również inne. Otoczenie, które cię obserwuje, jest „zdezorientowane” bo przestałeś „grać w ich grę”. Przestałeś pędzić, dorównywać innym. Wybaczasz, zamiast się odpłacić. Wyciągasz rękę na zgodę, zamiast nosić urazę. Stałeś się wyrozumiały dla ludzi, zamiast krytyczny i oceniający. Wydajesz się „odmienny”. Świat nie lubi ludzi „odmiennych”, bo nie może ich „wyczuć”, i włożyć w pewne ramy. Jest to Boża „odmienność”. Nie pochodzi z tego świata. Już ci nie zaimponuje ktoś, kto „kręci na podatkach”, kto jest „twardy” (bo zwolnił pracownika i się nie ugiął), pożyczał pieniądze, aby się zabawić i nie myślał kiedy i jak je odda. Będziesz na to patrzył innymi oczami… Jak mają cię lubić, skoro ich nie podziwiasz, nie rozumiesz... Zależy ci na sympatii takiego otoczenia? Czy warto się przejmować, że cię nie lubią? Jezus mówi ci, że nie warto. Skup się na relacji z Nim. On ci znajdzie prawdziwych przyjaciół. Zaproponował ci Siebie za przyjaciela. Pójście za Chrystusem oznacza odrzucenie "tego świata”. Powstaje nieprzezwyciężalna opozycja między tym, co światowe i tym, co wyrasta z żywej więzi z Bogiem. Idź za Jezusem!


Piątek 4 maja

 

„Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.”

 

Pamiętaj, że mógłbyś być dla Boga tylko marnym służącym. Sam Jezus jednak wynosi cię do rangi przyjaciela. Czy spotkałeś się z sytuacją, kiedy ktoś oczekiwał od ciebie służalczej postawy? Może współmałżonek, może szef w pracy, może jakiś członek twojej rodziny? Jak się wtedy czułeś? Czy nie czułeś się kimś „gorszym”, czy nie budziło to w tobie sprzeciwu? Często człowiek od człowieka oczekuje postawy typu: bądź spolegliwy, niekłopotliwy, bez własnego zdania, bez prawa do błędów… A może ty sam wobec innych przyjmujesz postawę roszczeniową, stawiasz siebie wyżej niż innych, chcesz być obsłużony? Może czujesz się z „innej gliny”, kimś lepszym, ważniejszym, bo masz wyższe stanowisko, bogatszych rodziców, lepiej usytuowaną rodzinę? Takiego zachowania często oczekują od nas osoby wyżej postawione. Może pracodawca, który przyjmie do pracy na beznadziejnych warunkach i jeszcze nie płaci w terminie wynagrodzenia, czy też członkowie rodziny, którzy wykazują postawę roszczeniową wobec siebie. Popatrz jaki jest Jezus. Jest Bogiem, od Niego wszystko zależy, jest wszechmogący, a proponuje ci, abyś został Jego przyjacielem. Przyjaciel rozmawia z przyjacielem, otrzymuje od niego wsparcie, pomoc. Przyjaciel, jeśli jest przyjacielem, nie zawodzi. Czy jesteś przyjacielem Jezusa? Czy masz dla Niego czas? Czy znajdujesz czas na rozmowę z Nim? Może nie dowierzasz jej skuteczności? Nie dorastamy do przyjaźni z Bogiem. Pomyśl jaki musisz być ważny dla Boga, skoro proponuje ci przyjaźń. Czy zostaniesz prawdziwym przyjacielem Jezusa?


Czwartek 3 maja

 

„Niewiasto, oto syn Twój…Oto Matka twoja.”

 

Wszyscy tu na ziemi potrzebujemy matki. Wsłuchaj się teraz w słowa Jezusa, które On kieruje do Ciebie: Oto Matka Twoja… Jak reagujesz? Co robisz? Maryja jest Twoją Matką. Co to dla Ciebie znaczy? Pomyśl teraz o swojej relacji ze swoją ziemską mamą. Zobacz jaka jest/była ta relacja. Zobacz te dobre momenty, zobacz całe dobro, jakie doświadczyłeś, jej troski, czułość, miłość. Przypomnij sobie też te trudne momenty, kiedy czułeś się niekochany, zaniedbany, odrzucony. Co teraz rodzi się w Twoim sercu? Pretensje czy postawa przebaczenia? Popatrz na te niedomagania swojej mamy i powiedz o tym Maryi. Jezus pragnie dać ciebie Maryi, a Ją tobie. Pragnie, abyś stworzył z nią więź. Maryja jest Matką, a matka kocha i troszczy się nade wszystko o zdrowie (zbawienie) swych dzieci. Maryja strzeże naszego zbawienia. Pomaga nam wzrastać, zmierzyć się z życiem, być wolnymi. Matka pomaga dzieciom dorastać. Dlatego uczy je, by nie ulegały lenistwu, które pochodzi także z pewnego dobrobytu; by nie przyzwyczajały się do wygodnego życia, zadowalając się tylko posiadaniem rzeczy. Matka dba o to, aby dzieci nieustannie się rozwijały, aby stawały się coraz silniejsze, zdolne do bycia odpowiedzialnymi i do działania, do osiągania wielkich ideałów. Mama pomaga dzieciom spoglądać z realizmem na życiowe problemy, tak by się w nich nie zagubiły, ale stawiały im odważnie czoło. Uczy nie być słabeuszem, ale umieć pokonywać trudności. Życie bez wyzwań nie istnieje. Jako dobra Matka jest blisko nas, abyśmy nigdy nie utracili odwagi w obliczu życiowych przeciwności, w obliczu naszej słabości, grzechów. Ona daje nam siłę. Dobra matka nie tylko towarzyszy dzieciom w ich wzrastaniu, nie uciekając od problemów i życiowych wyzwań. Dobra matka pomaga również w podejmowaniu ostatecznych decyzji w wolności. A wolność to nie czynienie wszystkiego, co zapragniemy, uleganie namiętnościom, przechodzenie z jednego doświadczenia w drugie bez wyciągania wniosków na przyszłość. Wolność jest nam podarowana, abyśmy umieli dokonywać właściwych wyborów w życiu! Maryja jako dobra Matka wychowuje nas, byśmy tak jak Ona, byli zdolni do dokonywania wyborów z pełną wolnością, z jaką odpowiedziała „tak” na Boży plan dotyczący Jej życia. Przez ręce Maryi zanoś swoje prośby do Jezusa. Ona Mu je przedstawi i wstawi się za Tobą, bo jest twoją Mamą.


Środa 2 maja

 

„Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza…”

 

Czy trwasz w Bogu? Jaka więź łączy cię z Jezusem? Skąd czerpiesz życiodajne soki do swojej aktywności, działania? Czy twoje trwanie w Bogu owocuje w codziennym życiu? Jakie owoce przynosi twoje życie? Człowiek może dać innym tylko to, co najpierw otrzymał. Wszystko, co masz, zawdzięczasz innym, zwłaszcza Bogu. Mówienie, że sobie zawdzięczam to, czy tamto jest błędne i szkodliwe. Taki pogląd niczego nie buduje, bo nawet jeśli podnosi na chwilę poczucie własnej wartości, to jest ono kruche. Dużo lepiej buduje w nas poczucie własnej wartości świadomość tego, jak wiele otrzymaliśmy. Skoro inni, a zwłaszcza Bóg, tak wiele ci dał, to znaczy, że jesteś dla Niech bardzo ważny. Byle kogo się nie obdarowuje. Dar jest potwierdzeniem godności obdarowywanego. Mamy obowiązek wytrwać w ścisłym zjednoczeniu z Jezusem. Bądź przywiązanym do Jego osoby, rozmiłowanym w Jezusie, żyj Jego życiem, bądź latoroślą rosnącą na Nim. Swoje życie, pracę, relacje zakorzeniaj w Jezusie. Bądź jednym z Chrystusem, jak z kimś, kogo się dobrze zna, żarliwie kocha. Żyj na co dzień w osobistej przyjaźni z Nim. Z każdym dniem lepiej Go poznawaj, by lepiej Mu służyć. „Ten, kto zachowuje przykazania trwa w Bogu, a Bóg w nim”. Bóg podejmuje wobec ciebie pracę, odcina pędy zbędne i pasożytnicze czyli twoje przywiązania, pragnienia tak, abyś cała swą energię poświecił odkrywaniu i pełnieniu woli Ojca. Panie, pozwól mi wzrastać na Tobie i z Ciebie, usuwaj co zbędne i szkodliwe, abym był taki jak Ty tego pragniesz.


Wtorek 1 maja

 

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam…”

 

Jaką stwarzasz atmosferę wokół siebie? Czy jesteś człowiekiem pokoju, czy zamieszania, zamętu, konfliktu? Jaką postawę przyjmujesz w relacjach w rodzinie, pracy? Czy dobrze się czujesz w atmosferze zgody, czy może powodując napięte atmosferę szukasz „adrenaliny”? Być może jest w tobie duże napięcie emocjonalne, które uwalniasz kosztem innych? Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak inni się czują, kiedy atakujesz ich, lub oskarżasz? Kiedy mówisz podniesionym, niezadowolonym tonem głosu? Jak ty byś się czuł gdyby ktoś podnosił głos na ciebie? Może jesteś po tej drugiej stronie? Może musisz znosić czyjeś (męża, żony, pracodawcy, współpracownika) agresywne zachowanie? Jak sobie z tym radzić, aby nie dotykało ono twojego poczucia własnej wartości? Proś Ducha Świętego o pokój serca, abyś swoją postawą nie powodował niepotrzebnego napięcia wśród osób, z którymi przebywasz. Proś o spokój, abyś nie odpowiadał agresją na agresję. „O Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju, abym siał miłość tam, gdzie panuje nienawiść; wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda; jedność tam, gdzie panuje zwątpienie; nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz; światło tam, gdzie panuje mrok; radość tam, gdzie panuje smutek. Spraw abym mógł, nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać; nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć; nie tyle szukać miłości, co kochać; albowiem dając, otrzymujemy; wybaczając, zyskujemy przebaczenie, a umierając, rodzimy się do wiecznego życia. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.” (św. Franciszek z Asyżu).



Poniedziałek 30 kwietnia

 

„…Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy…”

 

Żyjemy w takim świecie, w którym złe duchy próbują nas zniewolić na wiele różnych sposobów poprzez: nienawiść, chciwość, gniew, bożki, zaspokajanie siebie i swoich potrzeb. Każdy z was wie, gdzie leży jego słabość, ale czy się jej przeciwstawia w pełni broniąc wejścia do swego serca i duszy? Współczesnemu człowiekowi dokucza niepewność, lęk przed ludźmi, lęk przed samym sobą. Znikają z kiosków gazety z horoskopami, wielu szuka adresów do wróżki, Najlepiej sprzedają się książki z cyklu „jak być szczęśliwym”, „jak osiągnąć sukces”. Współczesny człowiek szuka recepty na szczęście. Chce żyć w poczuciu bezpieczeństwa przed nadchodzącym jutrem. Tylko, czy zawsze patrzy w dobrym kierunku? Czy nie szuka iluzji szczęścia, lub szczęścia rozumianego: „mam żyć dobrze, bo ja jestem tutaj najważniejszy”? W każdym z nas jest taka sfera, do której ma dostęp tylko Pan Bóg. Człowiek nam może doradzić (nie zawsze dobrze), jednak tylko Bóg jest w stanie nas przemieniać, uświęcać, zaradzić naszym potrzebom, bo Bóg patrzy na serce. Bóg Ojciec nie pozostawił nas sierotami. Posłał na świat swojego Syna, który wziął na siebie nasze grzechy i odchodząc do Ojca zapowiedział Ducha Pocieszyciela. Duch Święty czuwa nad nami i do każdego przemawia indywidualnie. Każdy z nas może Go słyszeć w swoim własnym języku, według własnego położenia i doświadczeń. Posłuchaj siebie i w swoim wnętrzu Boga, stań się wrażliwym na Jego obecność. Warto pomyśleć jakie miejsce zajmuje Duch Święty w twoim życiu? A może zupełnie już dla Niego nie ma miejsca? Czy możesz powiedzieć, że uzależniasz każdy swój życiowy krok od omówienia go z Bogiem? Czy jest to dla ciebie tak niezbędne jak powietrze dla życia? Módl się o Ducha Świętego o Jego obecność. On pomoże Ci przejść przez trudne sytuacje w twoim życiu.


Niedziela 29 kwietnia

„Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami.”

Wyobraź sobie, że przez tydzień nie ma w twoim życiu prądu. Masz tak ważną pracę, że bez używania urządzeń elektronicznych właściwie jesteś bezużyteczny. Jest to sytuacja bardzo stresująca, bo jak można żyć nie mając dostępu do informacji, do kontaktów z ludźmi przez media społecznościowe, bez użytkowania z domowych urządzeń? Tak wiele to wprowadza komplikacji w funkcjonowanie, że tracimy poczucie bezpieczeństwa, stajemy się opóźnieni z wieloma sprawami, wyrwani z biegu najważniejszych wydarzeń na świecie, w których chcemy mieć swój udział, choćby przez śledzenie najważniejszych newsów na pasku informacji. Czy dostrzegamy, jak wiele to energii, czujności nas kosztuje? Jak bardzo poświęcamy się temu, by być cały czas na bieżąco ze wszystkim? Czy mamy w sobie taką samą energię do tego, by nie stracić żywego i najważniejszego kontaktu z Panem wszystkiego na świecie i w naszym życiu? Jak się zachowujemy, kiedy przez grzech ciężki tracimy łączność przyjaźni z Jezusem? Czy nie od razu szukamy drogi wyjścia z problemu? Czy nie od razu wyskakuje w naszym sercu komunikat, niczym program antywirusowy, wykrywający niebezpieczeństwo utraty pokoju serca, ostrzegający przed wirusem złego ducha, który chce zafałszować nasz system dowodzenia? Jedynym wyjściem z każdej skomplikowanej sytuacji jest wejście, za darmo, w najlepszy program na szczęśliwe życie, który proponuje sam Jezus. Wystarczy zrobić aktualizację pierwszego programu, którym był chrzest święty w naszym życiu, co dokonuje się przez częste oczyszczenie naszej duszy w sakramencie pokuty, w przyjmowaniu światła na życie w Słowie Bożym i wzmacnianie więzi z Chrystusem w Komunii świętej. Codziennie warto sobie powtarzać, że sam z siebie nie wiele mogę dobrego uczynić, dlatego potrzebuję upaść na kolana przed Panem, by dać mu swoje ręce, nogi, oczy, serce, by On mógł we mnie działać dla chwały swojego Ojca. Jezus mówi do nas najprościej – trwajcie we Mnie, a więc kochajcie tak jak Ja was kocham. Duchu Święty, otwórz w nas te przymknięte miejsca w sercu na ożywczy strumień życia – miłości Bożej, abyśmy przynosili zawsze owoce, a kiedy dojrzeją pozwolili oczyszczać się z wszelkich form egoizmu, szukania swojej chwały i miłości własnej! Ożyw w nas, Pocieszycielu, radość w pełnej zależności od Jezusa, winnego krzewu!


Sobota 28 kwietnia

„Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie.”

Znamy wiele historii spotkań i cudów Jezusa zapisanych w Ewangelii. Widzieliśmy przemianę wielu osób, które przyjęły miłość Zbawiciela w swoim życiu. Do tego dziś również jesteśmy świadkami działania Jezusa w ludziach, których znamy, a czasem tylko z opowieści o osobach, które doznały życiowej przemiany. Tym, co łączy te wszystkie historie, w tym również i moją osobistą, jest zawsze spotkanie z Jezusem, a w Nim z samym Bogiem Ojcem. Miłość Boża stała się bardziej widzialna, wręcz namacalna, dla nas przez życie i dotyk miłości Jezusa, który uzdrawia, przebacza, pociesza, rozraduje nasze dusze. To jest przedziwna jedność Osób Boskich, którą poznajemy dzięki słowom w Ewangelii. Jezus zaprasza nas jeszcze głębiej, do naszego własnego miejsca – sanktuarium, którym jest serce, a On zamieszkuje w nim, jeśli Go nie wypraszamy z naszego mieszkania duszy. W takim miejscu, w sposób często nieuchwytny możemy dostrzec działającego Ojca, który cały czas zachwyca się pięknem naszej duszy, tego, w jaki sposób nas stworzył. On pragnie być dostrzeżony, upragniony, kochany, wysłuchany, gdyż ma zawsze dobre słowo dla naszego życia, a nadto wie, czego nam najbardziej potrzeba, zanim zwrócimy się do Niego w modlitwie. Tego właśnie Jezus pragnie dla nas, abyśmy weszli w taką zażyłość z Bogiem Ojcem, z której będą rodzić się wspaniałe dzieła, dobre słowa dla bliźnich, otwarte serce na ich potrzeby, czyli będzie więcej miłości w nas i wokół nas w zwykłej codzienności, która składa się na mozaikę całego życia. Popatrz dziś na swoją drogę do Ojca. Być może jeszcze wiele czasu upłynie, aż odkryjesz źródło w swoim sercu, czyli to miejsce, gdzie w ciszy Bóg najgłośniej mówi do ciebie językiem, który znasz tylko ty sam. Duchu Święty, pozwól nam wejść jeszcze głębiej we własne serce, byśmy zobaczyli i jeszcze bardziej pokochali Boga!


Piątek 27 kwietnia

„Odpowiedział mu Jezus: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie".

Jedno z tłumaczeń najbardziej znanego zdania św. Augustyna z „Wyznań” bardzo trafnie ukazuje podstawowy cel życia człowieka. „Stworzyłeś nas Boże jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie.”. W głębi naszego serca jest wpisane to skierowanie ku Bogu, a więc całe nasze życie, myśli, uczucia, decyzje w jakiejś mierze są próbą odnalezienia swego miejsca w Bogu, ciągłym szukaniem szczęścia, spełnienia najgłębszych pragnień, tęsknot za pięknym domem. Dziś na nowo Jezus mówi do każdego z nas, w konkretnej sytuacji życiowej, jaką mamy, że On już przygotował dla nas miejsca w domu Ojca, a więc usunął przeszkodę, która tkwiła w naszym grzechu, w odwrocie od Boga żywego, a zwróceniem się do siebie. Tu jest epicentrum każdej naszej życiowej porażki, zawieszenia systemu dowodzenia, zafiksowania na pewnym punkcie. Sami z siebie nie możemy się wydostać z tego miejsca niewoli, a w głębi czujemy, że jest jakieś inne życie. To, co wydaje się najprostsze w życiu, bywa najtrudniejsze. Skoro Jezus powiedział, że są dla nas miejsca w domu Ojca, że On jest drogą do tego domu, że w Nim jest prawda, której pragniemy, to potrzebujemy nieraz wielu lat, żeby dostroić swoje serce do serca Jezusa, żeby przyjąć do siebie to nakierowanie serca na Boga Ojca, który bezgranicznie kocha swoje dzieci. Nie ma innej drogi do pełnego szczęścia jak tylko przez Jezusa, w Którym spełniły się wszystkie zapowiedzi Prawa i Proroków, a dziś On jest nam dany jako najlepsza, najkrótsza droga do poznania prawdy o życiu Ojca, a w Nim o naszym życiu. Tak, On nas takich właśnie stworzył, ale nigdy nie wymusi miłości od nas, tylko czeka nasz wolny wybór. Święty Paweł jasno odpowiedział kiedyś w swoim liście: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć to zysk.” ( Flp 1, 21). Czy dziś mam w sobie taka postawę serca, że mogę się podpisać pod tym zdaniem obiema rękami? Czy nie szukam swoich sposobów na udane życie bez rozmowy z Przyjacielem, jakim jest Jezus? Co dziś Jezus mówi do mnie, kiedy kłopoczę się z różnymi sprawami, niepewnością sytuacji w pracy, z moimi finansami, ze słabym zdrowiem, z oczekiwaniami na poprawę relacji w domu? Jak sobie wyobrażam spotkanie z kochającym Bogiem w chwili własnej śmierci? Duchu Święty, tchnij w nas, obudź do pięknego życia dla chwały Boga Ojca!


Czwartek 26 kwietnia

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał."

Na mocy chrztu świętego wszyscy jesteśmy włączeni w jeden żywy organizm jakim jest Ciało Chrystusa. W różnych spotkaniach doświadczamy łaski płynącej właśnie z tego, że jesteśmy dla siebie nawzajem potrzebni, aby budować piękne więzi w Kościele. Zagrożeniem dla tożsamości wielu praktykujących chrześcijan jest myślenie o Kościele w kategoriach usługowych, punktu, w którym można zaspokoić swoje potrzeby duchowe, wyciszyć sumienie, kiedy dotyka trudnych spraw, aby zapewnić sobie pewną stabilizację. Ograniczenie życia wiary tylko do załatwienia sobie kilku rzeczy podczas życia bardzo zuboża życie wewnętrzne, a Jezus pragnie dla nas fascynującego życia, która ma w Nim swoje źródło, a dla nas dostępne jest przez przyjęcie Słowa Bożego i odpowiedź wiarą w przyjęciu łaski sakramentu dla życia duszy w pokucie i Eucharystii, w umocnieniu do wyznawania wiary w bierzmowaniu, w uzdrowieniu płynącym z ran Chrystusa w sakramencie namaszczenia chorych, a w końcu w przyjęciu jednej z form życia w Kościele na drodze służby bliźnim w małżeństwie bądź w kapłaństwie. Przez te kanały spływa na świat Boże błogosławieństwo, które przemienia ten grzeszny świat przez nasze, osobiste nawrócenie, by myśleć zawsze po Bożemu, tak jak Jezus przekazał wolę Ojca w Dobrej Nowinie. Przyjmując głosiciela – świadka spotkania z Jezusem, przyjmujemy samego Jezusa w prostocie znaku jakim jest drugi człowiek i jego słowa, które wskazują na Autora najważniejszych wydarzeń w życiu posłanego. Warto wyrabiać w sobie taką właśnie czujność na wszystkie momenty, w których doświadczymy przyjścia Jezusa w zwykłej codzienności przez dar spotkania z bliźnim, którego posłał dla nas sam Jezus, a w Nim Ojciec. Czy nie przegapiam takich spotkań myśląc i koncentrując się na swoich problemach i sprawach do załatwienia? Czy dziękuję bliźniemu za pomoc, jaką mi wyświadczył? Jak patrzę na ludzi, którzy są ubodzy, może jakoś dziwni, odstających od poprawnej normy? Czy wierzę w to, że w nich jest również ukryty sam Jezus? Duchu Święty, spraw w nas to, abyśmy nigdy nie gardzili człowiekiem, który przychodzi do nas z jakimś słowem, z prostym sercem, ale tym bardziej byli otwarci na jego historię, na bogactwo ukryte pod powierzchnią ubóstwa. Daj nam, Pocieszycielu, umieć wysłuchać i przyjąć każdego, którego stawiasz na naszej drodze życia, byśmy już doświadczali tego, jak jesteśmy sobie bliscy w ludzkich doświadczeniach, a jeszcze bardziej w jednym Ciele, którym jest Kościół.


Środa 25 kwietnia

 
„Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.”

W tym słowach święty Marek zwięźle relacjonuje misję Kościoła, którą jest ogłoszenie Dobrej Nowiny wszędzie, każdemu, w możliwie jak najlepszej formie. To jest jedyna propozycja jaką ma Kościół, a więc zaproszenie do spotkania z Jezusem, który już zbawił człowieka przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, aby nikt nie zginął, ale miał udział w życiu Boga Ojca. To jest mały szczegół w tym słowie, ale apostołowie głosili Ewangelię wszędzie. Nie ma miejsc wyłączonych z ewangelizacji, jak gdyby niegodnych, gorszych, może mało prosperujących w ludzkiego punktu widzenia. Czy mam w sobie taką gotowość, by tam, gdzie jestem, wśród osób, którzy nie wiele słyszą w Kościele, bo im tak wiele spraw przygłusza serce, żeby im dać dobre słowo, gest miłości, by skłonić do rozmowy o tym, jak wiele dla mnie już uczynił Jezus. Świadectwo życia jest tym nośnikiem treści Ewangelii, którą przyjęliśmy, która nas przemienia, odnawia w myśleniu i w działaniu, żeby zaprosić bliźnich do tej samej przygody z Jezusem. Ewangelia według świętego Marka powstała jako pierwsza, a także zwarta w swej formie i treści jasno wskazuje na dzieło Syna Bożego, na Jego słowa, czyny, znaki i Paschę. Każdy z nas może na swój własny sposób kontynuować Dobrą Nowinę o Panu Jezusie właśnie przez swoje życie naświetlane promieniami Słowa Bożego oraz karmiąc się Eucharystią. Sami z siebie niewiele możemy, ale Pan nas posyła ze swoim błogosławieństwem, byśmy doświadczyli mocy Słowa, które zbawia, które uzdrawia, a także przynosi szczęście człowiekowi. Duchu Święty, uczyń z nas świadków Ewangelii, byśmy całym naszym życiem, a nie tylko słowami, pokazywali innym jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa! Utwierdź i pomnóż w nas dary, jakie otrzymaliśmy w sakramencie bierzmowania, abyśmy opierali się bardziej na Twojej mocy niż na własnych możliwościach.


Wtorek 24 kwietnia

„Rzekł do nich Jezus: "Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je.”

Każdy z nas jest chrześcijaninem. Już w samej nazwie tego, kim jesteśmy, nosimy najważniejszą treść, bo ona wynika właśnie z chrztu świętego. Otóż każdy z nas został zanurzony w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, by przez życie dorastać do tego daru, słuchać we wszystkim Boga jak dzieci słuchają rodziców. To jest szczególna relacja z Pasterzem właśnie przez słuchanie Go i wypełnianie Jego woli. To, co czynimy na co dzień, jacy jesteśmy w domu czy w miejscu pracy jest świadectwem wobec bliźnich naszej więzi z Jezusem. Może to być pogodna twarz, spokój w sytuacji kryzysowej, otwartość na potrzeby drugiego, dobre słowa, poświęcenie czasu na wysłuchanie kogoś. Mamy tak wiele możliwości czynienia dobrze, bo one wynikają z tego jedynego Źródła, które mamy w sobie od momentu chrztu świętego. Warto każdego dnia, o poranku, podziękować Panu z góry za moc i działanie łaski chrztu świętego, bo gdy czujemy się słabi, zrezygnowani, osamotnieni, to możemy odzyskać duchowe siły właśnie przez powrót do tej łaski, co często dzieje się w sakramencie pokuty i pojednania. „On daje siłę zmęczonemu i pomnaża moc bezsilnego.” (Iz 40, 29). Duchu Święty, ożyw nasze siły i zapał do świadectwa o naszym Panu, który powstał z grobu i daje nowe życie!


Poniedziałek 23 kwietnia

 

„Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec".

Każde życie jest darem od Boga. W sposób niezasłużony otrzymaliśmy ciało i duszę, byśmy upodobnili się w miłości do Boga, który ma „instrukcję obsługi” naszego życia. Być może nie od razu przyjmujemy takie słowa, które są zaczerpnięte z Janowej ewangelii, bo stawiają nas przed decyzją wyboru sposobu bycia w tym świecie. Z jednej strony uczestniczymy w normalnym biegu życia, kiedy załatwiamy mnóstwo spraw w domu, w urzędach, w pracy, na studiach i kręcimy się wokół tego, jak się dobrze urządzić. Zwykle przy takim pędzie nie zadajemy sobie pytań: „ale po co to wszystko? Jaki sens ma ta ciągła gonitwa, skoro życie ucieka przez palce, a ślady upływającego czasu można dostrzec w obolałych kościach albo stojąc przed lustrem?”. Czy gdzieś w głębi naszego „ja” nie wznosi się tęsknota, by zatrzymać choć na chwilę ten czas, tę młodość, czasem beztroskę, czułą opiekę rodzicielską? A jednak nie możemy się zatrzymać w pielęgnowaniu wspomnień ani w zamartwianiu się przyszłością, bo choć mamy na nią realny wpływ przez konsekwencje naszych myśli, uczuć i decyzji, to nie możemy bardziej zajmować się tym, co jeszcze nie przyszło niż tym, co właśnie dzieje się teraz, w tej chwili, w której jest Bóg. On przedstawia się nam najprościej i najmocniej w słowach: „Ja jestem”. Jezus jest cały czas w twoim życiu, cokolwiek się dzieje, On nad tym panuje. Dlatego tak mocno zachęca każdego z nas, by nie bać się tracić życia dla Niego, iść za Nim, by odnaleźć szczęście właśnie w tym oddaniu swego życia w ofierze. Trzeba zadać sobie pytanie: Czy to, co robię obecnie, jest najpierw służbą Jezusowi i bliźniemu, czy samemu sobie? Ile wkładam swojej miłości w drobne czynności w domu, czy we wspólnocie, aby budować piękne więzi między sobą? Święty Wojciech, Patron Polski, pokazał nam jak można spalać się dla dobra wielu, oddać życie w pełnionej misji i zwyciężyć pomimo ludzkiej porażki, a właściwe ciągu porażek. Duchu Święty, pozwól nam doświadczyć mocy życia Bożego w sytuacjach, gdy po ludzku przegrywamy, tracimy na uznaniu, kiedy nasze plany zawodzą i czujemy się bezsilni. Właśnie przyzywamy Twojej obecności do tych naszych kryzysów, niedomagania w wielu wymiarach. „Bez Twojego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia, jedno cierń i nędze”.


Niedziela 22 kwietnia


„Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.”


„Pan moim Pasterzem, niczego mi nie braknie” – śmiało możemy tak powiedzieć, kiedy idziemy za Jezusem, bo faktycznie kiedy Pan nas prowadzi, to nawet, kiedy przychodzą trudności, z Nim możemy przezwyciężyć wszystko. Kościół, wspólnota, stanowią dla nas drugi, a dla niektórych dopiero pierwszy prawdziwy, dom. W Jezusie mamy wszystko, czego potrzeba do pełni szczęścia, nawet materialnie mając niewiele. Ale dzisiaj Jezus zwraca uwagę na to, że jeszcze nie wszyscy nasi bracia i siostry do tego domu wrócili, że przy stole Pańskim jest jeszcze wiele pustych miejsc, które na nich czekają. Czy nie jest czasem tak, że gdy w naszym zasięgu pojawia się osoba deklarująca, że jest ateistą, albo „wierzącym – niepraktykującym”, to wrzucamy ją do szufladki z napisem „obcy” i uznajemy, że to jej/jego sprawa? Jezus mówi, że owce, które musi przyprowdzić będą słuchać Jego głosu. Czy pamiętamy o tym, że przecież to nas Jezus wzywa do tego, byśmy byli Jego ustami. To właśnie nam wczoraj, dzisiaj i jutro daje swoje Słowo, byśmy je nieśli dalej. Nie chodzi o to, byśmy swoją wiarą „atakowali” tych, którym jej brakuje, o to, byśmy mieli odwagę być głosem Jezusa. To, czy swoim życiem damy świadectwo koledze z pracy ma znaczenie. Nie musimy mówić komuś jak ma żyć. Ale jesteśmy wezwani do tego, by pokazywać swoją wiarą, że Jezus mówi jak najpełniej żyć. Panie, przymnóż nam wiary i odwagi do głoszenia Twojego Słowa. 


Sobota 21 kwietnia


"Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Bożym".


Gdybyśmy dzisiaj usłyszeli pytanie, które Jezus zadał uczniom, jak byśmy na nie odpowiedzieli? „Czy i wy chcecie odejść?” Każdy z nas potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, przekonania, że mamy jakąś wyższą władzę nad sobą, że ktoś bierze za nas odpowiedzialność. W każdym z nas jest wciąż cząstka dziecka potrzebującego rodzicielskiej opieki i troski. Słysząc odpowiedź Piotra może nam się w pierwszej chwili wydawać, że uczniowie Jezusa trwają przy Nim, bo znaleźli u Jego boku jakiś „punkt zaczepienia”, azyl. Ale czy przy Jezusie naprawdę było im dobrze…? Dalsze słowa Piotra pokazują, że dotknął już tajemnicy tego, po co Jezus przyszedł na świat. Uczniom nie zawsze było przy Jezusie łatwo i przyjemnie, ale trzymało ich przy Nim coś więcej – odkryli, że On jeden ma słowa życia wiecznego. Nie chodzi więc już tylko o znalezienie bezpiecznego miejsca, ale o dotarcie do sensu istnienia - czyli zrozumienia, że tylko w Jezusie jest nasze zbawienie. Przypatrzmy się dzisiaj naszej wierze, czy jest ona znalezieniem ciepłego kąta, chowaniem się w Bogu, czy przepełnia ją miłość do Chrystusa, która pozwala nam przechodzić ponad „ja” i mimo, że czasem jest trudno – żyć na chwałę Boga? Wiara nie jest kolorową bajką. Jest wręcz czasem niewygodna – kiedy czynimy znak krzyża przed jedzeniem w restauracji, wśród ludzi dziwnie na nas patrzących, kiedy pościmy i odmawiamy alkoholu wśród drwiących z niepijących, kiedy musimy wybierać pomiędzy dobrze płatną, ale nieetyczną pracą, a sumieniem. Głębia wiary nie pociąga nas do tego, by nam było wygodnie, ale by „prześwitywał” przez nas Bóg, abyśmy w pełni oddali Bogu nasze życie. Poprzez akt zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij” oddajmy dziś Bogu chwałę powierzając każdą naszą sprawę. Chwała Tobie Panie.