<< Listopad 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   
  5  6  7  9
121314
192021
26272830  

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Piątek 24 sierpnia

"Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: " Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czyż może być co dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz".


Rozmowa Filipa z Natanaelem przypomina trochę rozmowę dwóch osób o różnych postawach - kiedy jedna patrzy na świat pozytywnie, widzi wiele otaczającego ją dobra, a druga dostrzega jedynie negatywy, nie dowierzając, że życie może być piękne i przyjemne. Być może sami prowadzimy takie rozmowy. Może nie raz dotyczą nas samych, kiedy ktoś prawi nam komplementy albo zachęca do czegoś, dopinguje, wierzy w nas, że damy radę, a my tylko kręcimy nosem, że "nie umiem", że "na pewno się nie uda" . Zastanówmy się, czy nie jesteśmy tym, który komuś z bliskiego otoczenia mówi: "a czy może być z twoich planów coś dobrego? Już nie raz próbowałaś i nic z tego", "Już tyle razy nawaliłeś, jak ma ci się udać?". Bądźmy jak Filip - pokonujmy niedowiarstwo wśród nas idąc za jego słowami: "Chodź i zobacz". Warto - niedowiarstwo Natanaela zostało zastąpione spotkaniem z Jezusem. Wiele mógł stracić, zamykając się na swoje zdanie. I my pójdźmy na spotkanie z Najwyższym i zobaczmy, jak dobry jest Pan. Wielkie rzeczy dla nas przygotował, bo do wielkich rzeczy nas stworzył. Pamiętajmy, jak wielką wartość i godność włożył w nasze serca i że każdy z nas jest bardzo cenny w Jego oczach. "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła". Ty, w którym jest pełnia Bóstwa, bądź uwielbiony Panie! 


Czwartek 23 sierpnia

„Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. (...) Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”


Każda Msza Święta jest ucztą, podczas której Chrystus zastawia dla nas stół, podając najlepsze pożywienie dla nas - Chleb i Wino, dzięki którym możemy mieć życie wieczne. Jezus do każdego z nas kieruje swoje zaproszenie na tę ucztę, jednak nie wszyscy je przyjmujemy. Zadajmy sobie dzisiaj pytanie - dlaczego moje miejsce w Kościele, przy Stole Pańskim między moimi braćmi i siostrami, jest puste? W imię czego lekceważę to zaproszenie? Zbieram plony, bo akurat w niedzielę jest dobra pogoda? Stoję za ladą swojego sklepu, żeby więcej zarobić? A może zwyczajnie poddaję się lenistwu i próżności, znieważając Pana i nasze powołanie do świętości? Król kieruje również do nas pytanie o nasz strój weselny - w co przodziewamy się idąc na spotkanie z Nim w Mszy Świętej? Nasz wygląd zewnętrzny ma odzwierciedlać szacunek do Boga i bliźnich, ale także nasze serce ma być ubrane w miłość, czystość, skromność i pokorę. Żeby takie było, musimy dbać o to poprzez sakramenty - regularną spowiedź i Komunię Świętą. Panie, przyodziewaj nas swoją łaską, by strojem Twoich córek była siła i godność, a synów - czystość i mężne serce na wzór świętego Józefa. 


Środa 22 sierpnia

"Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (...) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.


Bóg powołuje nas do rzeczy wielkich. To my sami szukamy wymówek. Chowamy się w swój ciemny, wygodny kąt i z obawy przed porażką czy niespełnieniem godzimy się na bylejakość, na przeciętność. Pozwalamy na stopniowe umieranie w nas naszych marzeń, uniesień serca, które wyrywa się do czegoś wielkiego, które gorąco pragnie czegoś więcej niż wtapianie się w tłum. Usprawiedliwiamy swój lęk mówiąc, że nie mamy odpowiednich kwalifikacji, by odważyć się przyjąć wymarzoną pracę, że przez pogmatwaną przeszłość nie zasługujemy już na znalezienie dobrej żony, że złe dzieciństwo jest odpowiedzialne za nasze obecne porażki itd. Po ludzku rzecz biorąc - jest w tym trochę racji. Jednak my - dzieci najwyższego Króla, nie możemy skupiać się na ludzkich słabościach bardziej, niż na wszechmocy naszego Boga. Jeżeli Bóg wskazuje nam co mamy robić, pójdźmy za tym. Jeśli tylko naszym pierwszym pragnieniem będzie pełnienie Jego woli, to w miejsca naszej niepewności i strachu Pan włoży potrzebną nam wypływającą z miłości odwagę, napełni nas swoim pokojem. Tylko odważmy rzucić się w Jego ramiona, pozwolić, by dokonał w naszym życiu czego tylko chce, uwierzmy Mu... bo "dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Panie, włóż w nasze serca pragnienie nieustannego przebywania w Twojej obecności. 


Wtorek 21 sierpnia

"Jezus powiedział do swoich uczniów:" Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. (...)"


To prawda, że dobra materialne i wygody są bardzo wiążące. Szybko i łatwo się do nich przyzwyczajamy, dlatego, aby w nich nie ugrzęznąć, musimy szukać prawdziwego bogactwa, które nie ma granic, które nie przemija nigdy. Nie tego, które zniewala, ale tego, które wyzwala. Naszym Bogiem jest przecież Bóg bogaty - w miłosierdzie, w bezinteresowną miłość, w przebaczenie. Jest Bogiem hojnym, nie daje nam swoich łask na kredyt, ale obdarowuje nas każdego dnia swoimi dobrami, nikomu niczego nie wypominając. Gonimy za pieniędzmi i dobrobytem, bez wzruszenia mijając staruszkę sprzedającą bukiety pięknych kwiatów z jej własnego ogrodu. W pośpiechu zapełniamy sklepowe wózki nie słysząc ani słowa z sączącej się w tle piosenki. Otulamy się coraz to modniejszymi kawałkami materiałów, a zapominamy przywdziać uśmiech i życzliwe spojrzenie. Jeśli chcemy posiąść prawdziwe bogactwo - to, które nie blokuje nam wejścia do królestwa niebieskiego, ale nas do niego prowadzi - musimy nauczyć się w pełni BYĆ w obecnej chwili i przeżywać ją całym sobą zanurzając się w Bogu, który JEST. Nieustannie, wszędzie, właśnie tu i teraz. Panie, obdarzaj nas bogactwem Twoich łask, wrażliwym sercem, byśmy nie przegapili tego, co najważniejsze, byśmy w naszych sercach gromadzili skarby, które wypływają z relacji z Tobą, z Twojej obecności w naszym życiu. By to, co najpiękniejsze nie działo się obok nas, ale byśmy mieli w tym pełny udział. Pomóż nam Boże tak kochać życie, każdą daną nam chwilę, byśmy potrafili dostrzegać Ciebie w pięknie otaczającego nas świata, w pocałunku ukochanej osoby, w rozgwieżdżonym niebie i płynącej w słuchawkach muzyce, w uścisku dłoni na znak pokoju, w ciepłym spojrzeniu mijanego na ulicy człowieka. W Twojej miłości, z której utkałeś każdego z nas, na wieki bądź uwielbiony Panie! 


Poniedziałek 20 sierpnia


"Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości."


Zapewne na drodze do zbawienia bardzo ważne jest zachowywanie przykazań, jednak  oprócz "podporządkowywania się" samym regułom przede wszystkim mamy nieustannie  budować relację z Bogiem. Czasem skupiamy się na modlitwach tak bardzo, że zapominamy o tym, by szukać Boga w codzienności, by dostrzegać Go w drugim człowieku, by słuchać tego, co Pan chce nam powiedzieć, do czego powołać, na jakie zadania nas przygotować. Być może właśnie teraz nadszedł czas odpowiedzi na wezwanie Pana do czegoś, co napawa niepewnością czy niezrozumieniem. Jeśli przyjdzie nam stanąć twarzą w twarz z czymś, czego się nie spodziewaliśmy, z rezygnacją z czegoś, na czym zwyczajnie nam zależy - nie pozwólmy, by opanował nas smutek i lęk. Uchwyćmy się mocno zaufania Bogu, Jego opiece nad nami, przekonaniu, że On najlepiej wie, co dla nas dobre. Idźmy za głosem Boga, choćby "w ciemno", a On wypełni pragnienia naszego serca. Bądź uwielbiony Panie w tym, do czego powołujesz nas każdego dnia. Niech Twoja miłość będzie naszą pomocą i siłą w trudach codzienności i pozwala nam dostrzegać piękno każdej chwili przeżywanej dla Twojej chwały!





Niedziela 19 Sierpnia

 

„Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”

 

Jezus daje nam jako pokarm Siebie... To On jest tym chlebem i winem, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii. To Nim mamy się karmić by zdobyć prawdziwą mądrość, by nie kroczyć ścieżkami nierozwagi. Pójście z Chrystusem to porzucenie głupoty. Spożywanie Go to "ładowanie baterii" na drodze ku zdobyciu mądrości dziecka bożego. Chrystus powiedział: „Jestem Chlebem”, a chleb to nasze codzienne pożywienie niezbędne do życia i do funkcjonowania. Dlatego tak bardzo potrzebujemy tego chleba i nigdy nie powinniśmy stwarzać sytuacji, by nie móc przystąpić do Komunii Świętej. Nie mówmy, że nie jesteśmy godni, pamiętajmy o Spowiedzi Świętej i nie gardźmy tym darem. Uczestniczmy zawsze w pełni w tej wielkiej uczcie, jaką przygotował dla nas Pan. Czy karmisz się Nim i Go przyjmujesz? Jak postępujesz z nauką Jezusa w odniesieniu do twojego życia? Czy wykorzystujesz dar Chleba Życia? Jak rozwijasz swoje życie wewnętrzne? Czy rozwijasz poczucie wspólnoty z Bogiem?  W naszych codziennych decyzjach, w zabieganiu o sprawy doczesne nie traćmy z oczu perspektywy życia wiecznego. Pamiętajmy, że nie tylko my oczekujemy Pana, ale także Pan czeka na nas i w każdej Eucharystii zapewnia nas, że "Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki". Spraw, o Panie, abym spożywając Ciebie, żył przez Ciebie (J 6, 57).


Sobota 18 Sierpnia

 

„Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie…”

 

Trzeba nam dzisiaj stać się jak dzieci – ufnymi, prostolinijnymi, radosnymi. Trzeba nam na nowo odnajdywać w sobie spontaniczność i prostotę, abyśmy potrafili zwracać się do Boga  Abba - Tatusiu i umieli prosić Go jak dziecko, bez pozorów i „masek”. Tylko On - Bóg wszechmocny i najpotężniejszy jest jednocześnie najczulszy, wysłucha bez przerywania. Z miłością i miłosierdziem pochyli się nad każdą naszą słabością i problemem - jeśli tylko Go poprosimy. Spróbujmy spotkać się z tym dzieckiem, które jest w nas - takim, jakie ono jest – przyjdźmy z nim do Jezusa, i powierzmy je Jezusowi. Naszym "wewnętrznym dzieckiem" trzeba się nam zaopiekować i przyjąć z taką miłością, na jaką nas stać. Zwróćmy uwagę na to, jak ono jest kruche, jak ono potrzebuje miłości. Czy nie słyszymy tego, jak ono codziennie woła, a nawet krzyczy o miłość? Jezus pragnie, byśmy przynieśli do Niego to dziecko, które jest w nas, bo On chce włożyć na nie ręce, chce je błogosławić, chce modlić się nad nim.

Piątek 17 Sierpnia

 

„Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela…”

 

Jak zbudować dobre, zgodne z wolą Bożą małżeństwo, skoro tyle w nas nieuporządkowania i rozbicia wewnętrznego? Skąd mamy czerpać siły? Mężczyzna i kobieta potrzebują pomocy łaski, której Bóg nieustannie udziela w swym miłosierdziu. Łaska ta zostaje rozlana w sercach małżonków przez dar sakramentu małżeństwa. Chrystus wchodzi w życie męża i żony, by już zawsze im towarzyszyć, by czynić możliwym to, co po ludzku wydaje się nie do przejścia, by pomóc im wypełnić zadania, których się podejmują. Bóg przez sakrament uświęca małżonków oraz wszystko, co będą robili. Dzięki temu to, co ludzkie i zwyczajne, staje się nadprzyrodzone i święte. W tym momencie może zrodzić się pytanie: skąd tyle nieszczęśliwych małżeństw sakramentalnych – czyżby Chrystus o nich zapomniał? Łaska sakramentu nie działa automatycznie. Nie daje gwarancji na to, że małżonkowie będą szczęśliwi, że będą się kochali i szanowali. Sakrament jest darem – ale także zobowiązaniem. Jako małżonkowie, musimy współpracować z Chrystusem. Otwórzmy nasze serca i zgłębiajmy tajemnicę małżeństwa, przypominajmy sobie o naszych zobowiązaniach, starajmy się budować jedność w codzienności, a nade wszystko codziennie módlmy się i korzystajmy z sakramentów: Eucharystii i pojednania, módlmy się razem, czytajmy Pismo Święte, praktykujmy dobre uczynki. Chrystus ze swoją mocą czeka u naszych drzwi. Nie zamykajmy ich przed Nim przez trwanie w grzechach, brak przebaczenia, brak czasu, występowanie przeciw małżeńskiej wierności. Panie Jezu pomóż mi zbudować szczęśliwe małżeństwo. Uświecaj je i daj mi siłę w pokonaniu moich słabości.




Czwartek 16 Sierpnia

 

„Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.”

 

Czy zostałeś kiedyś przez kogoś mocno skrzywdzony? Czy ktoś wyrządził ci zło, o którym nie potrafisz zapomnieć? Jaką przyjmujesz postawę wobec swego winowajcy? Są w relacjach międzyludzkich takie rany, które jątrzą się latami. Są takie krzywdy, które trudno sobie wyobrazić, a co dopiero poczuć je na własnej skórze. Przeżywany ból doprowadza nas do szeregu trudnych emocji: zagubienia, lęku, smutku, żalu, złości i gniewu, nienawiści i chęci odwetu. Z jednej strony te emocje trzymają nas z dala od osoby, która nas skrzywdziła, z drugiej jednak dzięki nim zajmuje ona wciąż dużo miejsca w naszych myślach. Często instynktownie czekamy, aż lawina trudnych emocji się przetoczy, a czas zacznie leczyć stare rany. Przebaczenie innym często przysparza nam wiele trudności. Pamiętajmy, że przebaczenie nie jest zgodą na zło. Nie jest emocją, lecz aktem woli. W sytuacji, gdy jesteśmy krzywdzeni, powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo własne i pozostałych członków rodziny. Brak przebaczenia jest bardzo destrukcyjny. Dopóki nie dojdzie do przebaczenia i pojednania, historia będzie się powtarzać, a człowiek nie uwolni się od bólu i zamieszania. Brak przebaczenia rodzi zgorzknienie, które z kolei prowadzi często do poważnych chorób.  Przebaczenie to nasz wewnętrzny akt, do którego nie potrzebujemy drugiej strony. Po prostu decydujemy się na odpuszczenie naszemu winowajcy wszystkich jego przewinień wobec nas. Co on z tym zrobi - jego sprawa. To już nie zależy od nas. My przebaczamy. Dlatego twierdzenie, że przebaczenie ma sens tylko wtedy, gdy druga strona uzna swoją odpowiedzialność za popełnione zło, jest niesłuszne. Przebaczenie zawsze ma sens, niezależnie od postawy drugiej strony.  Nade wszystko warto zapatrzyć się w Tego, który przebacza nam nieustannie, który jest źródłem wszelkiego przebaczenia. Przyjmujesz Boże przebaczenie w każdej spowiedzi świętej. Podaj dalej – przebaczaj!

Środa 15 Sierpnia

 

„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.”

 

Miłość, dobroć, pokora, rozwaga to atrybuty, z którymi jest pięknie każdej kobiecie. Spędzamy godziny na pielęgnowaniu cery, włosów, paznokci, wszystko po to, byśmy były piękniejsze. Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Dla nas samych, naszego samopoczucia, dla bliskich, dla męża naprawdę warto. Są jednak takie cechy, które czynią nas piękniejszymi i nie wymagają od nas wielu godzin spędzonych w salonach piękności. To dobroć i pokora. Taka właśnie była Maryja. Tak po prostu. Bez kalkulowania, rozmyślania. Dobroć w najczystszej postaci. W sytuacji gdy dowiedziała się, że jest najlepsza, że właśnie Bóg Ją wybrał na Matkę swojego Synanie nie stała się zadufana w sobie. Pierwsza rzecz, jaka przyszła jej do głowy, to podzielenie się swoją radością z krewną Elżbietą, oraz radość z tego szczęścia, które spotkało Elżbietę. Myślała o drugim człowieku w jego szczęściu i czuła radość z tego szczęścia. Jaką masz postawę wobec swoich bliskich? Czy potrafisz zapominać o sobie, a widzieć pragnienia męża? Poświęcić czas na przytulenie, rozmowę, zabawę z dziećmi? Zamiast przeglądania internetu czy oglądania telewizji - zadzwoń do dawno niewidzianej babci. W miejsce narzekania nad własnym losem – zatroszcz się o rodziców. Czy widzisz tych, którym potrzebne jest wsparcie, uwaga, czasem pomoc materialna? Często dajemy się porwać pokusie „szukania sprawiedliwości nade wszystko”, zapominając o innych. W trosce o to, byśmy nie były nazwane „frajerkami”, pozostajemy asertywne do granic możliwości. Nasze aplikacje do pracy, profile zawodowe, wymagane cechy, rozmowy kwalifikacyjne czynią z nas kogoś zupełnie innego niż jesteśmy. Czy potrafimy być pokorne na wzór Maryi? Maryja jest przykładem tego, jak otworzyć nasze serce i życie Bogu, jak przyjąć to, co do nas mówi i czego od nas oczekuje. Warto wejść na drogę Maryi, warto mieć w sobie tę radość, mądrość, siłę, entuzjazm i pokorę. Może wtedy uda się nam ustawić wszystkie wartości na swoim miejscu. Tak jak zrobiła to Ona- Maryja!


Wtorek 14 Sierpnia

 

„Wy jesteście przyjaciółmi moimi.”

 

Wiele razy jako dziecko słyszałeś od rodziców czy dziadków, od siostry katechetki czy księdza głoszącego homilię dla dzieci, że Jezus jest twoim przyjacielem. Może sam też tak mówisz. Jesteś o tym przekonany?. Zastanawiałeś się co to znaczy? W jaki sposób to powinno być widoczne w twoim postępowaniu? Czym jest dla ciebie przyjaźń Jezusa? Jak ją rozumiesz? Czy uważasz, że na nią zasługujesz, że ona ci się należy? O przyjaźń, o relację z przyjacielem trzeba dbać.  Być przyjacielem Jezusa to iść za Nim wszędzie tam, gdzie On nas poprowadzi. To kochać to, co On kocha. Gdy mówimy o kimś "przyjaciel", mamy na myśli kogoś bliskiego, kogoś, komu można się zwierzyć, zaufać. Kogoś, kto pomoże, nie zostawi nas w trudnych chwilach. Często przyjacielem jest ktoś, kto nas rozumie, zna nasze potrzeby i umie im zaradzić. Zazwyczaj to my decydujemy z kim się przyjaźnimy. Przyjaciele są partnerami, są sobie równi. Jak w takim kontekście rozumieć słowa Jezusa: "Nazwałem was przyjaciółmi"? Poprzez słuchanie Słów Bożych możesz być blisko Jezusa . Jezus mówi ci prawdę , jak to czyni przyjaciel. Prawdę, która nie zawsze jest wygodna i łatwa do przyjęcia. Jednak jako Przyjaciel musi ci to powiedzieć. Chcesz mieć prawdziwego Przyjaciela? Takiego, który nigdy nie zawiedzie? Który pragnie bardziej twojego dobra, niż ty sam? „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”. Jezus chce podzielić się posiłkiem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Jedynym warunkiem jest otwarcie drzwi! 

Poniedziałek 13 Sierpnia

„…gdy otworzysz jej pyszczek, znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie…”

 

Zastanów się nad swoją uczciwością. Czy nie kombinujesz tak, aby jak najwięcej zostało dla ciebie? Czy nie uczestniczysz w tzw. „lewych interesach” tak, aby jak najwięcej i jak najszybciej zarobić? Czy uczciwie płacisz podatki? Jezus nie tylko sam płacił podatek świątynny, ale wyraźnie zalecał to innym. Należy oddawać „cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie” (Mt 22, 21). Co więcej, pośród Jego uczniów znalazł się poborca podatków, celnik Mateusz. Święty Paweł w Liście do Rzymian wskazuje na konieczność podporządkowania się władzy, której się podlega. Podkreśla, że owo posłuszeństwo wynika z nakazu sumienia, a nie tylko z lęku przed karą. Dodaje również: „Każdemu oddajcie, co się mu należy: komu podatek – temu podatek, komu cło – cło; przed kim należy odczuwać lęk – lęk, wobec kogo szacunek – temu szacunek” (Rz 13, 7). Dla chrześcijanina nieuczciwe uchylanie się od płacenia podatków jest wykroczeniem moralnym i grzechem, a nie przejawem życiowej mądrości i sprytu. Dobry człowiek powinien przeznaczać swoje pieniądze nie tylko na cele dobroczynne, ale odpowiednią ich część również na opłacenie podatków. „Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mk 12,17) – odpowiedział Jezus Żydom, gdy ci zapytali się go czy należy płacić podatek Cezarowi. Będąc na ziemi powinniśmy uznawać władzę państwową i przestrzegać prawa podatkowego. Żyjemy obecnie w wolnym państwie, a podatki idą m.in. na porządek publiczny, służbę zdrowia, naprawę ulic. Jezus powiedział, by nie sprzeciwiać się ich płaceniu. Nam może to wydawać się niezrozumiałe, ale skoro Jezusa tak nas uczy, tak też powinniśmy postępować. Nie zapominajmy przy tym, że Bogu należy się chwała i ona zawsze jest ważniejsza od ludzkiej.



Niedziela 12 sierpnia

„Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. 

Tego jeszcze nie było! Kto by wpadł na pomysł, żeby dać się po prostu zjeść, aby przekazać życie? Kto jest bardziej kruchy i delikatny od kruszyny chleba, a jednocześnie najmocniejszy na świecie? Dlaczego właśnie ten chleb jest tak szczególny, że bez niego nie da się żyć w pełni? A dlaczego w ogóle słyszymy o chlebie, a nie o warzywach, owocach, nabiale czy mięsie? Czy raz nie wystarczy zjeść tego chleba i mieć problem z głowy tak jak raz skasowany bilet na życie wieczne? Odpowiedź jest zawarta w każdym zdaniu z Ewangelii Janowej o chlebie życia. Bóg pociągnął nas do siebie po najprostszej linii. Daje się poznać przez nasze pragnienie życia, nasycenia wszelkiego głodu, który nosi znamiona głodu życia wiecznego. Właściwie to każdy z nas został stworzony w sercu Boga, z przeogromnej miłości, i tej miłości najbardziej łakniemy jak wody, gdy w gardle przysycha. Rodzice najbardziej wiedzą jak wiele poświęcenia trzeba włożyć, by zapewnić godne życie sobie i dzieciom. Praca przynosi zyski, ale równie wiele kosztuje wysiłku umysłu i ciała, by przynieść do domu to, co najbardziej potrzebne. Bóg Ojciec zrobił najwięcej dla nas, bo oddał swojego Syna w nasze ręce, a my wpierw odrzuciliśmy ten dar, ale On nie odwołał swojej miłości, tylko poszedł jeszcze dalej. Ukrył się dla nas w chlebie – w Hostii, by każdy z nas przyjmował samą miłość wyrażoną na krzyżu oraz świecącą w mocy Zmartwychwstania. Ta tajemnica mieści się dla ciebie w małym chlebie – w Komunii świętej. Wielka tajemnica przemienia nas pod zasłoną rzeczywistej obecności Jezusa w chlebie. To się wydarza każdego dnia dla ciebie, człowieku głodny miłości! Za darmo! Tylko przyjdź i przygarnij do siebie tę Miłość! Maryjo, ukochana Matko, pokaż nam w jaki sposób mam przyjmować do siebie Jezusa, którego miałaś szczęście karmić. Niech moje serce będzie podobne do Twojego Serca, w którym rozgości się z całą radością Twój Syn, a mój Przyjaciel i Odkupiciel. 


Sobota 11 sierpnia

„Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwego".

Stajemy podobnie jak uczniowie Jezusa wobec problemów, chorób osób nam bliskich jakby bezradni, zdani na bieg wydarzeń. Pomyśl dziś o swoim jakimś problemie, który spędza ci sen z oczu; pewnie są sprawy, które nie pozwalają ci w pełni oddychać, bo wciąż jakiś lęk towarzyszy w sercu. Czy myślałeś o tym, że dar wiary, jaki otrzymałeś, jest kluczem do uczynienia czegoś niemożliwego? Od strony ludzkiej mogą być różne argumenty, że nie da się zmienić sytuacji w rodzinie, związanej choćby z chorobą alkoholową członka rodziny, albo z diagnozą o nowotworze. Są takie momenty w życiu, że kolana same się uginają pod ciężarem problemów, strapień, nieoczekiwanych wiadomości. Czy to oznacza, że każdy kryzys jest z góry przegrany? W żadnym wypadku! Sytuacje kryzysowe są trampoliną, po której możemy być bardziej pokorni, a także dojrzalsi w drodze życia. Każdy z nas dostał dar wiary na chrzcie świętym. Ten dar wymaga ciągłego otwierania, by nie zakonserwował się nietykalny, ale by ciągle się rozwijał. Kto z nas sięgnie do tego „dynamitu” w sercu, ten zobaczy jak wiara stawia go na nogi. Nawet lepiej – dzięki wierze odkryje, że to Jezus stawia go na nogi, by mógł przenosić góry. Ile razy można usłyszeć takie zdanie: „Tego nie da się już zmienić”. To zdanie może być usprawiedliwieniem mojej niewiary i braku ufności Jezusowi. Wiara ożywiana modlitwą sprawia, że staje się otwarty na zmianę najpierw w sobie, w moim myśleniu i przeżywaniu życia. Mogę dostrzec znaki Bożego działania w konkretach życia. Wystarczy słuchać słowa Pana i w zaufaniu żyć nimi, by cuda uwolnienia, uzdrowienia i uświęcenia wydarzyły się w moim życiu. Maryjo, Oblubienico Ducha Świętego, Ty nieustannie towarzysz nam w każdych sprawach i smutkach życia, ogarnij nas swoją opieką i miłością, abyśmy mogli cieszyć się darem wiary, takiej małej, ale mocnej, a przez to coraz bardziej ufali we wszystkim Bogu, tak jak Ty cała byłaś oddana woli Bożej!


Piątek 10 sierpnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. 

Życie każdego człowieka jest podobne do ziarna ukrytego w glebie. Punktem przełomowym jest odkrycie, że moje życie przyniesie obfity owoc wtedy, gdy nie będę koncentrował uwagi na sobie, nie zabiegał o mój komfort życia, ale ofiaruję swoje życie Bogu, by było jak piękny kantyk dla Stwórcy i Pana, a także moje życie przyniesie radość i dobro bliźnim. W dzieleniu się swoim czasem, możliwościami, talentami, a także przyznając się do swojej słabości i ograniczeń, możemy rzeczywiście przynosić obfity plon w budowaniu więzi miłości z bliźnimi. Nie od razu zobaczymy efekty naszej decyzji podjętej w sercu, ale możemy być pewni, że już przygotowujemy sobie miejsce dla owoców naszej posługi. Warto mieć przed oczami Jezusa, który tak się uniżył, że stał się ostatnim i sługą wszystkich, aby każdy z nas doświadczył miłości Bożej właśnie w postawie służby – daru dla bliźnich. Potrzeba czasu, aby odkryć w głębi serca prawdziwy skarb, który złożył w nas Bóg Ojciec. Duchu Święty, otrzymaliśmy Ciebie w darze chrztu świętego i bierzmowania, posyłaj nas w nowe miejsca, do nowych ludzi, z nowym entuzjazmem wiary, abyśmy nie bali się otworzyć naszych serc na potrzeby i pragnienia tych, których spotkamy dzięki Bożej Opatrzności.