<< Maj 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
   1  2  3  4  5
  7  8  9
14151618
212223
282930   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Sobota 24 lutego

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi…”

Wezwanie do modlitwy za nieprzyjaciół jest nader aktualne, gdy pomyślimy o tych sytuacjach zagrożenia naszego bezpieczeństwa, jako narodu, wspólnoty, rodziny i życia osobistego. Trudno na ludzką logikę kochać tych, którzy prześladują, którzy obmyślają złe zamiary względem nas. A Jezus wiedział o tym, że być może dziś, a może za jakiś czas, będziemy w takiej sytuacji, że bez modlitwy i miłości nie poradzimy sobie z ludźmi, którzy nas prześladują. Z perspektywy tu i teraz taka miłość może się nie opłacać, bo polega na pewnej stracie, jakieś przegranej dla dobra tego bliźniego. A Bóg w sobie wiadomym momencie, może tak sprawić, że ta osoba, która obecnie jest naszym nieprzyjacielem, przez doświadczenie tej miłości doświadczy radykalnej przemiany, nawrócenia, powrotu do Boga i przyjaźni również z nami. Jesteśmy wezwani do doskonałości na sposób Boga, który okazuje miłość wszystkim i we właściwej formie do danej osoby. Czasem doskonałość wyrabia się w pocie czoła, przez wytrwałą modlitwę, wyrzeczenia, niezachwianą ufność w to, że serce tego prześladowcy po latach przejdzie swoją wspaniałą przemianę. Jako synowie i córki Boga mamy stawać zawsze po stronie człowieka, nigdy przeciw niemu, aby nie stawiać tamy przed nawróceniem człowieka, a ta zmiana jest zawsze możliwa. Maryjo, Pokorna Służebnico Pana, pochyl się nad tymi, którzy jeszcze nie poznali prawdziwego obrazu Boga, aby również przez Twoją miłość i nasze świadectwo jak najszybciej odnaleźli drogę do Boga i do własnego serca!


Piątek 23 lutego

„A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego.”

Dziś Jezus ponawia swój apel o naszą większą sprawiedliwość od tych, którzy są przewodnikami we wspólnocie, bo taką pozycję mieli w tamtym czasie faryzeusze i uczeni w Piśmie. O jaką większą sprawiedliwość zabiega Pan Jezus? Czy nie wystarczą wskazania w przykazaniach Bożych? Jak widzimy na przykładach z życia społecznego, do zachowania pełnej sprawiedliwości nie wystarczy tylko nie zabijać bliźniego. Sprawiedliwość dotyczy wpierw twojego i mojego serca. Ostatecznie to „centrum dowodzenia” podejmuje każdą decyzję i ponosi jej konsekwencje. Spójrz na swoje decyzje i zobacz jaki wpływ na nie ma twoje serce, co w nim jest, czym się kieruje wysyłając, chociażby krzywdzące słowa pod adresem bliźniego. Czy nie chcesz na siłę dominować nad bliźnim? Ten, kto jest słaby w swoim duchu łatwo da się ponieść emocjom, subiektywnym poczuciu niższości, aby przez ten pryzmat zrewanżować się na swoim bliźnim, używając takich słów, które rujnują być może czyjąś długą pracę nad sobą. Jak można wydawać sąd o bliźnim, skoro sami nie jesteśmy w stanie objąć i poznać własnego serca? Tylko Bóg, który ukształtował każdego od łona matki, który dał ducha osobie, ma pełne spojrzenie na tę osobę, której ty nie znosisz. Zanim cokolwiek powiesz na temat drugiej osoby, czy to będzie sąsiadka, nielubiana koleżanka z pracy, szef w firmie, postaw siebie na miejscy właśnie tej osoby i powiedz to o sobie, co miałeś zamiar powiedzieć o tej drugiej stronie. Jak będziesz się czuł w tej sytuacji, nawet tylko przeżuwając w głowie złośliwe myśli? Czy czujesz się bardziej sprawiedliwym od tej osoby? Największym przeciwnikiem, z którym mam walczyć, zmagać się w tym czasie pokuty jestem ja sam, bo nader często w myśleniu i przeżywaniu staję się sędzią bliźnich, i właśnie z tą postawą muszę się zmierzyć, by ją ukrzyżować, aby żyć pełnią życia w radości i wolności, patrząc z wdzięcznością na braci i siostry, którzy żyją obok mnie. Trudna jest ta miłość, ale ona jest podstawą większej sprawiedliwości, która zapewnia otwarcie dla nas bramy nieba. Patrząc na mękę Zbawiciela oddajmy Mu własne serca, aby były przekształcone na wzór Jego serca, cichego i pokornego, które szuka każdego, kto się pogubił w życiu, kto jest jeszcze zaplątany w grzeszne układy. Duchu Święty, przyjdź do naszych serc, oczyść to, co zniekształca nasze spojrzenie na bliźnich i użyźnij glebę naszych serc do postawy wyciągniętej dłoni w stronę bliźnich, z którymi się pokłóciliśmy, z którymi nam nie po drodze, abyśmy byli budowniczymi mostów między sobą!


Czwartek 22 lutego

„Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.”

W zgłębianiu Bożych tajemnic, odkrywając Bożą miłość na różnych drogach życia, doświadczając szczególnych łask trzeba mieć w sobie pokorę. W tej sytuacji pokora polega na uznaniu, że sam z siebie nie doszedłbym do poznania i doświadczenia w Jezusie Syna Bożego. Tym, co uprzedza własne dojście do poznania Jezusa jest łaska Boża. Nie ma powodu do tego, by się przechwalać tym, co odkryłem w swojej wierze, ale przez to doświadczenie mam umocnić swoją więź z Bogiem, by również innym dać świadectwo, by umocnić bliźnich. To jest istotą daru, że jest on darmo dany oraz zadany dla rozmnożenia. Popatrz wstecz na te sytuacje, pewnego rodzaju duchowe „przebudzenia” i zadaj sobie pytanie: jak to doświadczenie zmieniło mój sposób myślenia, przeżywania oraz postępowania? Czy jest pewna konsekwencja między tym, co odkryłem w wierze, a jak dziś żyję? Św. Piotr wyznał wiarę w Jezusa jako Mesjasza i przez ten akt wiary został przeznaczony do nauczania innych. Zanim zacznę kogoś nauczać, to muszę stanąć najpierw w prawdzie przed Bogiem i wyznać swoją wiarę, swoim sercem przylgnąć do Niego, aby moje słowa nie były tylko i wyłącznie wiedzą, ale miały oparcie w modlitwie, aby miały moc. Jednocześnie warto uświadomić sobie, że jestem małym prochem w obliczu Boga i mogę na tyle coś poznać z tej tajemnicy Boga, na ile jestem na nią otwarty jako dziecko, słabe, ale kochane. Duchu Święty, wlej w moje serce swoje światło, swoją mądrość, abym cieszył się z poznawania umysłem jak i sercem tego, kim jest Bóg, w którego wierzę. Udziel też odpowiednich słów, abym umiał opisać to doświadczenie, które już dostałem z góry!


Środa 21 lutego

„Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz".

Z pewnością dla wielu ludzi do przyjęcia byłaby taka wiara w wyobrażenie Boga, który jest jak automat ze znakami, który by wziął odpowiedzialność za ich decyzje i ich konsekwencje. Takie życie wyglądałoby prościej i łatwiej. Mówisz i masz znak. Jezus nie pozwolił się wprowadzić w taką pokrętną logikę rodaków. On jest ponad ich żądaniami, bo ma tak silną i piękną więź ze swoim Ojcem, że nie będzie zabawiał ludzi znakami dla swojej popularności, ale zbawi ich przez jeden znak – najbardziej wymowny i niepojęty. Tym znakiem jest całego Jego życie, a przede wszystkim ten czas wydania, sądu, męki, śmierci i zmartwychwstania. To wobec tego wydarzenia człowiek zajmuje w swoim życiu decydującą postawę, która ma wieczne konsekwencje – przyjąć albo odrzucić. Św. Paweł ukazuje głęboki sens głoszenia zbawienia w Jezusie w opozycji do różnych żądań ludzi: „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych, zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1 Kor 1, 22-24). W tym kontekście można zapytać się siebie: Czy nie przyzwyczaiłem się do tego znaku Bożej miłości? W jaki sposób przyjmuję ten znak do swojego życia? Czy inni ludzie, w tym niewierzący, patrząc na moje życie, zaczną się pytać: dlaczego tak żyjesz? I skąd masz taką siłę, by znosić to, co życie przynosi? Warto pamiętać, że dzięki łasce chrztu świętego jestem również znakiem w tym świecie. Nie tyle przez moralną doskonałość, ale przez ukierunkowanie swojego życia, z całym swoim bogactwem i biedą grzechu i słabości, w stronę Jezusa, Jego ofiary i zwycięstwa nad grzechem. Kiedy odkryję w głębi swojego serca, że jestem zbawionym grzesznikiem, to nie będę się bał świadczyć wobec innych o jedynym znaku, którym jest JEZUS. „Modlę się Panie żebym nie zasłaniał/ był byle jaki ale przezroczysty/ żebyś widział przeze mnie kaczkę z płaskim nosem/ (…) miłość jak odległość trudną do przebycia/ (…) aby już Ciebie tylko było widać” (Przezroczystość, Ks. J. Twardowski).


Wtorek 20 lutego

„Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie.”

Słowo Jezus zaprasza ciebie byś na nowo odkrył w Bogu swojego Tatę, który troszczy się o ciebie jako o swoje dziecko. Dzięki tej ewangelii przypominasz sobie, że taki jest Bóg Ojciec, ale za chwilę możesz o tym zapomnieć, jeśli będziesz się gorączkował z powodu problemów, które nastaną. Tym, co dzieje się między tobą a Bogiem na modlitwie, jest działanie Ducha Świętego, który sprawia, że dostrzegasz czułą miłość Ojca. Pierwszym znakiem miłości Boga jest ten właśnie moment, że oddychasz, żyjesz dziś tu i teraz, bo Bóg cię kocha i utrzymuje twoje życie. To jest bezcenny dar. Możesz ze spokojem prosić Ojca o cokolwiek ci jest potrzebne, bo najlepszy Tata zawsze daje dziecku to, co w danym momencie jest dobre, słuszne i konieczne. Jeśli teraz ci czegoś nie daje, to też jest to znakiem Jego miłości. Kiedy rano wstajesz, to myślisz o sprawach do załatwienia, o spotkaniach w pracy, zajęciach, kursach, o swoich dzieciach, o chorej przyjaciółce i o wielu jeszcze rzeczach, to wtedy powinna uruchomić się już pierwsza prośba, a jednocześnie dziękczynienie Bogu, który wie, że zależy ci na tych sprawach. Możesz to powiedzieć w stylu: „Mój Tato, proszę Ciebie w tych sprawach, które zajmują moje myśli i serce, bo wierzę Ci, że masz dla mnie i dla tych osób swoją łaskę, którą przygotowałeś od wieków. Ty o wszystkim pomyślałeś, bo masz swój najlepszy plan, dlatego dziękuję Ci za to wszystko, co dziś otrzymam od Ciebie, choćbym nie zrozumiał tego, co się dzieje. To mi wystarcza – Twoja wiedza, życzliwość i miłość!”. Jesteś dzieckiem Boga! Uciesz się tym, jak bliskiego masz Tatę w niebie, który z nieskończoną miłością obsypuje cię darami. Otwórz Panie, moje oczy serca, abym widział codziennie jak dobry jest Bóg! Uwielbiam Cię, mój Tato!


Poniedziałek 19 lutego

„Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię?”

Jesteśmy na początku drogi w Wielkim Poście. Mamy pewnie swoje postanowienia, aby być lepszym, może świętszym. Można jednak myśleć o tym czasie pokutnym w kategoriach samodoskonalenia się, ćwiczenia swojej woli. To ma rację bytu. Ale nie jest wystarczające. Bo przecież jedynym kryterium na sądzie będzie to czy nakarmiliśmy kogoś, daliśmy pić spragnionemu, mieliśmy otwarte serce na potrzeby bliźniego z drogi. Pułapką pokutnych praktyk może być to, że uznamy na końcu Wielkiego Postu, że ograniczyliśmy posiłki, mniej oglądaliśmy seriali, może mniej zakupów zrobiliśmy i przez to jesteśmy super. Tylko pozostaje pytanie: dla kogo to zrobiliśmy? Po co ten wysiłek, jeśli nadal będziemy koncentrować się na sobie? Dlaczego nie ograniczyliśmy własnego czasu, by być dłużej z bliźnim, który tego czasu bardzo potrzebował? Jedynym kryterium podejmowania postanowień, wyrzeczeń, postów ma być miłość Boga i bliźniego, ale nie tak ogólnikowo, że starałem się kochać bardziej Boga i ludzi, ale wybierając konkretne postawy, czyny, które przyniosę korzyść, dobro dla drugiego, a przez to oddam chwałę Panu. A najlepiej zacząć od małych spraw. Jeśli mam tendencję do słowotoku, zagadywania, to zrobię coś przeciwnego – zacznę bardziej słuchać, patrzeć na reakcję, uczucia tego, z kim rozmawiam. Jeśli do tej pory nie angażowałem się w życie rodziny, wspólnoty, użyczając swoich uzdolnień, to właśnie teraz zmienię nastawienie z biorcy na dawcę, ofiarując komuś więcej czasu, uśmiechu, pomocy w nauce, a może zadzwonię do kogoś, z kim już dawno nie rozmawiałem. Św. Jan od Krzyża powiedział kiedyś znamienne słowa: „Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości”. W codziennym rachunku sumienia, w dialogu z Panem, możemy zobaczyć na ile żyliśmy miłością Bożą i jakie owoce płyną z naszych postaw. Może właśnie wtedy przeżyjemy ponowne zaskoczenie, że w kilku sytuacjach, pomagając bliźniemu, uczyniliśmy dobro samemu Jezusowi, który utożsamia się z każdym człowiekiem. Duchu Święty, oczyść nasze serca z zamartwiania się o własne doskonalenie się, abyśmy przez dobre czyny połączone z miłością stawali się świętymi, którzy są podobni w miłości do Boga!


Niedziela 18 lutego


"Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię, gdzie przez czterdzieści dni był kuszony przez szatana".


Czytając dzisiejszą Ewangelię, część z nas może odnosi ją do pustyni, która akurat ogarnęła jego serce. Może wśród osobistych problemów właśnie toczy walkę z samym sobą o kroplę nadziei. Pośród nas może jest ktoś, kto stracił poczucie sensu, bo ostatkiem sił idzie błądząc i nie znajduje oazy na żadnej płaszczyźnie swojego życia - czuje, że pustynny żar spala jego związek, pracę, zdrowie, małżeństwo, relację z dziećmi, marzenia... Jeszcze ktoś inny może w tej czterdziestodniowej pustyni widzi odbicie swoich wielkopostnych postanowień, które wciąż siłują się na rękę z pokusami. W pierwszej chwili pustynia nie budzi pozytywnych skojarzeń. Zauważmy jednak, że pustynia jest wolna - od naszych problemów, pracy, rozterek - od wszystkiego.Pustynia może być dobra, bo kiedy wyjdziemy na nią pamiętając, że jesteśmy dziećmi Boga, odeprzemy pokusy mocą od Ducha Świętego. A kiedy już podamy się oczyszczeniu nas przez Niego, kiedy pozwolimy Mu "powymiatać" z nas wszystko, co nie pochodzi od Niego, zrobić w nas miejsce, wtedy tę naszą pustkę swoją obecnością wypełni Bóg. Tak nas skrusz, tak nas złam, tak nas wypal Panie, byś został tylko Ty, jedynie Ty. Chwała Tobie Jezu. 

 

 

""

Sobota 17 lutego

„Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: "Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?".


Skąd faryzeusze wiedzieli kto jest celnikiem, kto grzesznikiem? Prawdopodobnie dlatego, że celnicy byli tymi, którzy jawnie wyzyskiwali lud, a grzesznicy raczej nie kryli się ze swoimi występkami, próbując się wybielić przed innymi. Warto jednak zwrócić uwagę na początek tego zdania z dzisiejszego fragmentu Ewangelii: „Na to szemrali faryzeusze…” Już w pierwszych słowach oskarżycieli, którzy chcą wytknąć nieprawość innym, zawarty jest ich własny grzech. Szemranie oznacza brak odwagi do stanięcia z drugim człowiekiem twarzą w twarz i porozmawiania w sposób szczery i pełen szacunku. Szemranie kierowane jest często zazdrością, niezdrową podejrzliwością i ciekawstwem, wścibstwem, chęcią obmowy… Każdy z nas niech zada sobie dzisiaj pytanie: kim ja jestem? To, że grzesznikiem – to na pewno. Ale czy mimo swojej grzeszności nasłuchuję Jezusa, który wciąż wyciąga ku mnie swoją dłoń i mówi: „Pójdź za Mną”, czy dwulicowością pudruję twarz, naprężam się ukrywając słabość, chowam się pod płaszczem pychy i udaję, że mnie grzech nie dotyczy? Panie Jezu, prosimy Cię, żebyś dzisiaj poruszył nasze serca do stanięcia w prawdzie o sobie. Nie pozwól nam oceniać innych, nie pozwól, by z naszych ust wychodziły osądy i obmowa, ale błogosławieństwo. Ucz nas Panie Twojej pełnej szacunku miłości do drugiego człowieka. 


Piątek 16 lutego

„Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi?”.


Dzisiejsza Ewangelia przywodzi na myśl słowa pewnej romantycznej piosenki: „Żyć – znaczy życie dzielić z Tobą, a nie być z Tobą – znaczy nie żyć”. Podobnie jest w relacji z Jezusem. Kiedy dzielimy z Nim swoją codzienność, sprawy ważne i ważniejsze, życiowe decyzje i chwilowe rozterki, Boża, przepełniona niezgłębioną miłością obecność sprawia, że od czubka głowy do koniuszków palców u stóp czujemy, że żyjemy. Jezus nie daje nam gwarancji, że będzie zawsze łatwo i przyjemnie i jak za dotknięciem magicznej różdżki znikną problemy. Czego nauczyłaby nas taka gładka droga? Ale Jezus nadaje naszemu życiu taki smak, że wieczorem, nawet po ciężkim dniu, nawet ze stosem znaków zapytania o jutrzejszy dzień, mamy ochotę wylizać swój talerz i prosić o dokładkę wołając: „Jeszcze! Jezu, proszę, daj mi jeszcze takiego życia z Tobą!”. Doświadczenie Bożej miłości jest tym, co sprawia, że już nie da się tego odwrócić, to zmienia serce, zmienia życie. Czasem ktoś słyszy takie słowa i myśli sobie: „Ja tego nie znam, też chcę tego doświadczyć”. Jezu, za każdą siostrę i brata, który pragnie Twojej miłości, prosimy Cię dzisiaj o łaskę osobistego spotkania z Tobą. Twoje szalone kochanie porywa do tańca miłości, który trwa i trwa i trwa… Jezu, powtarzając słowa piosenki: „Serce trzepoce się ze strachu na myśl, że mógłbym z Tobą nie być (…) dla mnie największą jest udręką trwanie pośrodku dni bez Ciebie”. Dziękujmy Panu za każdy dzień, za każdą kolejną chwilę, jaką nam daje. Za wiarę, nadzieję i miłość, za każdy oddech, za każdą myśl, za każde pragnienie i za każde drgnienie serca, chwała Tobie, Nauczycielu Miłości. 


Czwartek 15 lutego

"Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie (…) Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.”


Co znaczy zaprzeć się samego siebie? Dużo mówi się o poznawaniu siebie, o wsłuchiwaniu się w siebie, dążeniu do odkrycia naszych najgłębszych pragnień, aby móc żyć pełniej, bardziej świadomie, by wykorzystać drzemiący w nas potencjał. Praca nad sobą jest czymś pięknym, trudnym i niezbędnym, jednak to wszystko „nabiera smaku” i ma sens dopiero wtedy, jeśli uświadomimy sobie, że te ukryte w nas pragnienia, ten potencjał, który w nas drzemie – to wszystko włożył w nas Pan, który nas całych utkał ze swojej miłości, Ten, który stworzył nas i zupełnie wszystko, co nas dotyczy. Kiedy staramy się zachować swoje życie, stracimy je, gdy na wszystko, co sami odkryliśmy i stworzyliśmy przyjdzie kres. Ale jeśli stracimy życie z powodu Boga – czyli gdy Jemu oddamy ster, wtedy zachowamy życie na wieki. Jeśli otworzymy swoje serce na wolę i prowadzenie Pana, On otworzy nasze oczy i pozwoli widzieć więcej. On da nam życie, które nie ma końca. Jezu, życie z Tobą jest nieopisanie piękne, głębokie i pełne miłości, która unosi ponad zwykłą codzienność. „Dusza moja wielbi Ciebie, a duch mój się raduje w Tobie”... Bądź uwielbiony Jezu! 


Środa 14 lutego

"(...) wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie".

Słowo, które dzisiaj Jezus do nas kieruje, jest doskonałym fundamentem na rozpoczynający się Wielki Post. Najlepszym sposobem na to, aby faktycznie był to wielki czas w naszym życiu, jest zapraszanie Chrystusa do każdej jego chwili. Do chwili, w której próbujemy wystawić nogę spod cieplutkiej kołdry, bo budzik nieubłaganie wyrywa ze snu, w chwili, kiedy znakiem Krzyża powierzamy Bogu siebie i ten rozpoczynający się dzień, w chwili parzenia kawy, wyjścia do pracy lub szkoły, w chwili powrotu, spotkania z bliskimi, wieczornej modlitwy... i wielu innych codziennych czynności. W czasie Wielkiego Postu przeznaczmy także szczególny czas na to, co dzisiaj Jezus poleca nam wprost: "wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu." To bywa dziś niełatwe - wyłączyć telefon, komputer, uklęknąć przed Krzyżem i po prostu trwać, oddać Bogu swój czas, pozwolić się wprowadzić w Tajemnicę Męki naszego Pana. Dziś oznaką szczerego szacunku jest to, jeśli wyciszamy telefon w towarzystwie, jeśli obdarowujemy kogoś czymś, czego nie możemy już odzyskać - naszym czasem i uwagą poświęconą drugiemu człowiekowi. A ile chemy ofiarować z siebie Temu, który oddał za nas życie? Może to będzie trudny czas, może wiele się zmieni... ale czy Jezusowi, który właśnie długotrwałą pustynią rozpoczyna drogę po nasze zbawienie, jest łatwo? Jezu, prosimy Cię, umocnij nas na ten Wielki Czas, byśmy potrafili być Twoimi wiernymi uczniami. Oczyść nasze serca, by były zdolne do ofiarnej, głębokiej miłości. 


Wtorek 13 lutego

„Jezus zauważył to i rzekł do nich: "Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chlebów? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiałe są wasze umysły? Mając oczy, nie widzicie; mając uszy, nie słyszycie?”


Każdy z nas niech zada sobie dzisiaj pytanie: o czym najczęściej rozmawiam z innymi? Czym się martwię? Co zajmuje mój umysł i na czym najbardziej się skupiam? Czy słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii nie mają na celu uporządkowania właśnie mojego życia? Codzienność jest tak „ludzka”, że potrafi pochłonąć nas bez reszty, na tyle, że zapominamy o tym, że jesteśmy mieszkaniem Ducha Świętego. Praca, wizyty u lekarza i promocje w sklepach potrafią tak nas otumanić i wprawić w dziki pęd nie wiadomo za czym, że mając oczy nie widzimy i mając uszy nie słyszymy, że do naszego serca pragnie dotrzeć Jezus. Jak tysiące lat temu do swoich uczniów, tak dziś Jezus mówi do nas, daje nam wciąż wskazówki jak żyć, ostrzega przed tym, co nas zabija. A my? Czy słuchając, słyszymy? Czy zbywamy dobre rady przytakując księżom, innym ludziom, przykazaniom i dalej działamy po swojemu, czy naprawdę pracujemy nad sobą, by rzeczywiście Jezus był na pierwszym miejscu? Chrystusie, Synu Boga, oczyść nasze oczy, by zawsze pragnęły widzieć na pierwszym miejscu Ciebie i przez Ciebie patrzeć na wszystko inne. Oczyść Panie nasze uszy, żeby potrafiły przyjmować Twoje słowo jako to najważniejsze. Wypełniaj nas Tobą Jezu. 


Poniedziałek 12 lutego

„(…) a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku.”


Pismo Święte wiele mówi nam o wytrwałości w cierpieniu, o tym, że trudny czas kształtuje nasze serce, że nas uczy, ubogaca. Często sami chcąc kogoś pocieszyć, wesprzeć w ciężkich doświadczeniach, prawimy o tym, że trzeba być niezłomnym, silnym mimo wszystko. I jest w tym wiele prawdy. Jednak w życiu każdego z nas przychodzi tak ciemna noc, że może nawet nie widzimy w niej Jezusa. Z mroku niepewności i lęku dochodzą nas tylko napełniające trwogą szmery: że nie może się udać, że prawdziwa miłość tak naprawdę nie jest prawdziwa bo istnieje tylko w filmach, że jesteśmy w grupie tych, którzy z chorobą nie wygrali, że nasz status bezrobotnego nigdy się nie zmieni, że wszyscy wokół jakoś potrafią radzić sobie z problemami, tylko nie my. Nierzadko w tym mroku dopada nas żal, poczucie, że tracimy grunt pod nogami i właśnie wtedy pojawia się w nas chęć dyrygowania Bogu: „pokaż mi, że istniejesz!”, „Boże, daj mi znak!”, „czy mnie w ogóle słyszysz Jezu? Wysłuchaj w końcu mojej modlitwy”. Ten sam moment, w którym chcemy sami interweniować, bo wydaje nam się, że Bóg jakoś się opóźnia, a tymczasem musimy uznać swoją totalną bezradność jest momentem, który uczy nas zaufania Bogu naprawdę. Moment, w którym nasze siły nie znaczą już nic jest momentem, który ukazuje nam rzeczywisty obraz naszej (nie)wiary. Na każdą trudną chwilę niech światłem na naszej drodze będą dla nas słowa Jana Pawła II: „Nadzieja zawiera w sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach”. Panie, wypełnij nas taką nadzieją i daj nam łaskę wierności Tobie, byśmy w chwilach ciemności naszego serca nie domagali się znaków Twojej mocy, ale byśmy z pokorą potrafili Ci dziękować. 


Niedziela 11 lutego

„Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. A Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”

Trąd opisany w dzisiejszej Ewangelii może być symbolem grzechu. Atakując określone partie ciała powoduje, że w miejscach chorych zanika najpierw czucie, potem następuje obumieranie tkanki. Grzech, zwłaszcza często powtarzany, prowadzi do znieczulenia sumienia. Zło w jakiejś dziedzinie przestaje nas boleć, nie czujemy już, że robimy coś złego. W tym miejscu człowiek zaczyna „gnić”. Trąd odcina ludzi od innych, powoduje odizolowanie. Podobnie grzech odcina duszę człowieka od Boga. Posłuchaj fragmentu rozmowy Sł. Bożej s. Leonii Nastał z Jezusem: „Raz ujrzałam własną duszę w postaci białej gołąbki, wybijającej się do lotu, lecz powstrzymywanej przez jakaś nić pajęczą przy ziemi. Jezus stał opodal i mówi: „Gołąbko moja jesteś zraniona przez miłość - serce pragnie żyć już tylko moją miłością. Skrzydła rozpięte do lotu - czemu nie wzlatujesz? Czemu zatrzymujesz się przy ziemi”? Poznałam w tej chwili wadę, nad którą za mało dotąd pracowałam. Czułam, że nie mogę jeszcze dojść do oglądania Boga, dopóki tej wady nie wyrwę z duszy. Jezus jakby chcąc mi odpowiedzieć na moją bolesna refleksję - powiedział: „Nic zmazanego nie może wejść do królestwa niebieskiego, a przyobiecałem ci niebo bez oglądania czyśćca. Chcę dotrzymać obietnicy, ale musisz zerwać tę nić pajęczą, która cię wiąże do ziemi”Sami nie jesteśmy w stanie się uzdrowić. Trzeba przyjść do Jezusa i prosić o uzdrowienie. Jezus wtedy mówi nam coś bardzo prostego: „Idź do księdza, wyspowiadaj się”.Czy dam się uzdrowić Jezusowi z trądu jakim jest grzech? Czy zdecyduję się wreszcie upaść na kolana i błagać: „Panie, jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”.

Sobota 10 lutego

 

„Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy mnie a nie mają co jeść…”

 

Jezus wie wszystko o człowieku. On dobrze wie, jakie pragnienia i potrzeby ma człowiek. To przypomina nam, że Jezus i tylko On jest w stanie dzisiaj nasycić każdego z nas tym pokarmem, który daje prawdziwe życie. Każdy może otrzymać tyle, ile zechce, bez ograniczeń. Tak jak w dzisiejszej Ewangelii, po modlitwie Jezus nakarmił wielki tłum kilkoma bochenkami chleba i rybami, tak w naszym życiu oczekujmy cudu rozmnożenia łaski. Rozmnożenie chleba pokazuje, że dla Chrystusa nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma takiej sytuacji, w której nie mógłby pomóc. Dla Niego nie istnieją żadne ograniczenia. On ma pełną władzę nad wszystkim. Wszyscy najedli się do syta. Jego moc i miłość nigdy się nie wyczerpuje, nigdy jej nie zabraknie. Trwaj przy Jezusie tak jak ten tłum. Nie zamartwiaj się zbytnio przyziemnymi sprawami- On się nimi zajmie. Otrzymasz do syta i jeszcze Ci zostanie. Na ile ufasz Jezusowi? Ile czasu Mu poświęcasz? Czy wierzysz, że On zatroszczy się o to, aby niczego Ci nie brakowało? Panie, proszę Cię, zaspokój mój głód wewnętrznego pokoju, zaufania i bezpieczeństwa. Nakarm mnie chlebem prawdy. Nasyć mnie Twoim błogosławieństwem.