<< Marzec 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
111213
1819202223
2526272930

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Wtorek 25 grudnia

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."


Początek. Narodziny. Wszystko, aby mogło trwać, musi mieć swój początek. Ty, ja, świat wokół nas. "Na początku było Słowo". Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ogromną ma moc? To, co wychodzi z naszych ust, może zabić, lub dać nowe życie. Umocnić w nadziei, albo ją odebrać. Poprzez naszą słabą, ludzką naturę, często z naszych ust wypływają potoki zbędnych słów, a potrzeba nam prosić Ducha Świętego, by dawał nam swoje światło wtedy, gdy trzeba powiedzieć coś naprawdę ważnego - dać świadectwo życia Chrystusem i w Chrystusie, przyznać się do winy, powiedzieć "nie" wobec zła, któremu wszyscy wokół przyklaskują. "(...) a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo." Pierwsze z pierwszych. Dał Je nam Pan, i dał nam w Nim siebie. Pismo Święte, pełne Bożych słów, mówi również o życiu każdego z nas, którzy dziś tu jesteśmy, bo tak chciał Pan w swej niezmierzonej miłości do nas. Bóg chce dziś narodzić się nie w pięknie przystrojonych szopkach w kościołach, ale w każdym sercu, otwórzmy je dla Niego. Dzisiaj, w święto Narodzenia Pańskiego, oddawajmy cześć i chwałę Bogu, który zamieszkał wśród nas, by dać nam zbawienie, który codziennie pragnie karmić nas swoim słowem. Prośmy, byśmy oświeceni światłem Ducha Świętego, poprzez słowo dawali innym pokój serca, wiarę, nadzieję i miłość.


Poniedziałek 24 grudnia


"A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów (...)”.

Każdy z nas jest dzieckiem Boga, dlatego też każdego z nas Pan wzywa do tego, by o Nim świadczyć, by to, jak przeżywamy te ostatnie chwile adwentu, czasu oczekiwania na Jego przyjście, były naszym świadectwem i proroctwem dla innych. Miłosierdzie Boga jest niepojęte. Nie pyta czy każdemu się udało, czy byliśmy na wszystkich roratach, czy dotrzymaliśmy adwentowych postanowień, Pan tak dobrze zna nasze słabości... Zamiast tego poprzez swoje Słowo obwieszcza nam, że dzisiaj "nas nawiedzi, pełen swojej serdecznej litości, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju". Dziś przychodzi do nas nowe życie, by wyrwać nas z grzechu, z naszej duchowej śmierci, do takich jacy jesteśmy. Nawet, a może zwłaszcza do tych, którzy na święta porządku w swoim sercu nie zrobili, którzy nadal tkwią w ciemności i czują, że nie mają warunków na to, by przyjąć do siebie Boga. A On właśnie tam chce dziś zamieszkać. To dobry moment, by zamiast postanowień noworocznych o odchudzaniu czy zrobieniu czegoś, co odkładamy od lat, zacząć iść przez życie z Chrystusem, a On ma moc je przemienić, odnowić. Pośród wielu potraw i prezentów nie zapomnijmy o Tym, który dziś puka do naszych serc, który na swoje mieszkanie chce wybrać właśnie Ciebie. Marana tha! Bądź uwielbiony Jezu, wyczekiwany Zbawicielu, przyjdź i daj nam pełnię życia, jaką możemy mieć tylko w Tobie."


Niedziela 23 grudnia

 

„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę…”

 

Dzisiejsza Ewangelia kreśli przed nami obraz spotkania dwóch matek: Maryi i Elżbiety. Nasze życie rozgrywa się na płaszczyźnie różnych spotkań. Są to spotkania oficjalne i przyjacielskie, spotkania w konfesjonale i na Mszy Świętej, spotkania z ludźmi potrzebującymi wysłuchania, zachęty i dobrego słowa. Tym, co niezwykle istotne w naszych spotkaniach, jest niesienie innym Chrystusa. Maryja zaniosła Go pod swoim sercem do swej krewnej Elżbiety. Opis spotkania Maryi i Elżbiety uzmysławia nam, jak wielką wartość ma przyjaźń i dobre relacje. Jeśli szukamy przyjaciół wśród ludzi, którzy kochają Boga, to bez wątpienia zbliżymy się do Niego i będziemy się rozwijać duchowo. Czy masz przyjaciół, czy wybierasz ich w sposób mądry? Czy umiesz podtrzymywać i pielęgnować relacje z bliskimi osobami?


Sobota 22 grudnia

 

„Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, zbawicielu moim…”

 

„Magnificat” jest pieśnią uwielbienia wyśpiewaną w kontekście spotkania z Elżbietą. Co jest przedmiotem twoich spotkań? Czy są one okazją do dzielenia się doświadczeniami wiary? Albo też sprowadzają się do rozmów o jedzeniu, o pogodzie, do plotek, itd? Czy dostrzegasz zbawcze działanie Boga w twoim życiu, w życiu twojej rodziny? Czy umiesz wielbić Boga w każdym położeniu, czy twoja modlitwa sprowadza się raczej tylko do prośby? Czy oddajesz się do dyspozycji Bogu jako narzędzie w Jego rękach? Panie Ty pozwoliłeś nam zatrzymać się na chwilę nad „Magnificat”. Spraw, abyśmy umieli, tak jak Maryja, wyśpiewać Bogu nasze uwielbienie za wielkie rzeczy, które uczynił i czyni dla nas. Spraw, abyśmy byli narzędziami w wykonaniu Twego planu zbawienia i abyśmy wielbiąc Boga zachęcali także innych do dostrzegania i uwielbienia wielkich dzieł Bożych.

Piątek 21 grudnia

 

 „Błogosławiona jest, która uwierzyła…”

 

Wiara Maryi przemieniła życie świata. Twoja wiara najpierw przemienia twoje życie.  Jest to przemiana, której nie widać na zewnątrz, przynajmniej nie od razu. Kiedy zdobędziesz się już na odwagę, przekroczysz ten niewidzialny próg i powiesz „wierzę”, w twojej duszy pojawia się coś nowego. Wiara staje się jakby szóstym zmysłem, który pozwala dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie było widać. Niby wszystko dokoła jest takie samo, ale jednak nie to samo. Wiara pozwala pełnić wolę Bożą. Czynić to, czego żąda od nas Bóg. Bez wiary wydaje się to często za trudne lub absurdalne. Gdy uwierzysz, staje się to nie tylko proste, ale i pełne treści.  W wierze świat doprawdy staje się bardziej kolorowy, a człowiek staje się błogosławionym. I tylko ten niewidzialny próg, przez który tak trudno przejść… Jakże trudno powiedzieć „wierzę”… Nie rezygnuj, spróbuj znowu! Jakim słowem otrzymanym od Boga żyjesz aktualnie? Jaką obietnicę ono w sobie zawiera i do czego cię wzywa? Czy zawierzyłeś swoje życie Jezusowi?


Czwartek 20 grudnia

 

„Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.”

 

Bóg mówi do każdego z nas, tak jak wtedy do Maryi: „nie bój się..”. Agnieszko, Moniko, Adamie, Tomku, Beato…nie bój się!. Cokolwiek Bóg nam zaplanował, do czegokolwiek powołał, chce, abyśmy Mu ufali i pozwolili się poprowadzić. On uwolni nas od lęku, doda siły. Najczęściej sami sobie stawiamy granice, które uważamy za niemożliwe do przekroczenia. Tymczasem Bóg ma dla nas taką samą odpowiedź, jakiej udzielił Maryi przez Anioła Gabriela: „Nie ma dla Mnie nic niemożliwego!”. Bóg może wszystko, ale nic nie musi. Być może jesteś teraz w sytuacji, która wydaje Ci się bez wyjścia patrząc na nią po ludzku. Może szukasz rozwiązania i każde wydaje się złe. Może po prostu brakuje Ci sił, aby coś zmienić i tkwisz w czymś co jest złe, grzeszne… Jaką przyjmujesz postawę, gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia? Czy i jak modlisz się o cud? Czy oddajesz Bogu swoje trudności? Niech dzisiejsza Ewangelia będzie dla ciebie obietnicą, że Bóg może wszystko, z Nim wszystko jest możliwe. Musisz Mu zaufać i oddać swoje trudności. Być może rozwiązanie sytuacji będzie zupełnie inne niż ty je sobie wymyśliłeś, być może Bóg ma inny plan na twoje życie. On daje to, co najlepsze dla ciebie we właściwym czasie. "Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe."(Mk 10;27).


Środa 19 grudnia

 

„Tak uczynił mi Pan wówczas, kiedy wejrzał łaskawie, by zdjąć ze mnie hańbę wśród ludzi.”

 

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam wszechmoc Boga. Jeśli tylko posiadamy dostateczną wiarę, która pokrywa się z planem Najwyższego, wystarczy cierpliwość i wytrwałość. A kiedy to Najwyższy bierze sprawy w swoje ręce, wypełnia się również dzisiaj Ewangelia wśród małżonków. Zachariasz średnio uwierzył w zamysł Boga, przekazany mu przez Gabriela, lecz Bóg nie wycofał obietnicy i realizacji swojego planu względem życia Jana. Kiedy Bóg wypowiada słowo, to jest wierny, pomimo słabej wiary człowieka w rzeczy ponadnaturalne. Pamiętajmy kto jest Panem życia i śmierci, oraz kto jest autorem i dawcą życia. Tylko Bóg może decydować o życiu, w szczególności zaś o jego poczęciu i końcu. Małżeństwa oczekujące bezskutecznie na potomstwo, zawierzające Bogu swoje życie mogą również doświadczyć cudu.  W pewnych wyjątkowych sytuacjach i dla wyjątkowych ludzi Bóg przygotował cuda, jakie się nikomu nie śniły i składa w serca małżonków pragnienie przysposobienia sieroty. Taki cud – cud adopcji – jest darem Boga i został wymodlony przez małżonków i inne osoby. Każde małżeństwo jest powołane do rodzicielstwa, lecz nie każde doświadcza rodzicielstwa biologicznego. Bóg powiedział do pierwszych ludzi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, jednak nie zaznaczył, że płodność dotyczy tylko biologicznego rodzicielstwa. Chodzi także o rozmnażanie miłości i o rodzicielstwo duchowe. Bóg nie chce dla nikogo czegoś, co jest ograniczeniem. Bóg pragnie, by wszyscy kochający się małżonkowie byli płodni, także biologicznie. A gdy dzieje się inaczej, Bóg pomaga małżonkom dorastać do miłości wobec dzieci adoptowanych, dla których taka miłość staje się błogosławieństwem. Pomódlmy się dziś za rodziny adopcyjne, oraz za małżonków, którzy podjęli decyzję o adopcji, aby dobry Bóg pozwolił im się spełnić w roli rodziców.


Wtorek 18 grudnia

„Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł: wziął swoją Małżonkę do siebie…”

„Powiedz, co czułeś Józefie święty w godzinę Twego zwiastowania, kiedy Bóg odebrał ci wszystko i wszystko dał ci w zamian?” Józef mógł zatrzymać się na swoim lęku, konsekwentnie realizując swoje zamierzenia i podtrzymując w sobie przekonanie, że tak będzie najlepiej. Mógł. Bóg do niczego go nie zmuszał. A jednak przyszły opiekun Zbawiciela ugiął się przed Bożą propozycją, potrafił schować do kieszeni męską dumę i przeświadczenie o własnej racji. Chociaż nie czuł się komfortowo, pewnie i może pojawiały się myśli, że Bóg tak wiele mu zabiera — cały plan na stworzenie z Maryją dużej i szczęśliwej rodziny. O tym marzył każdy Żyd, a temu jednemu pobożnemu i sprawiedliwemu zostało to odmówione. Kiedy więc dziś ojcowie czują pokusę, by uciec przed podjęciem zadania i przed życiem, które w jakiś sposób się skomplikuje, bo przyjdzie na świat dziecko, mają na wyciągnięcie ręki przykład Józefa. Człowieka, który w swej pokorze podejmuje się roli mężczyzny, roli ojca i męża. „Trwają w nas wiara, nadzieja i miłość, zaś najważniejszą z nich jest miłość”. Jakże bardzo Józef kochał Maryję. Ale zauważmy też, jak bardzo i Maryja kochała Józefa. Kochać to znaczy szukać zawsze dobra osoby kochanej. Kochać to znaczy pragnąć szczęścia dla drugiej osoby. Czasami z własną szkodą, z umniejszeniem siebie, nie szukając własnej korzyści, własnej przyjemności, nie szukając siebie…. Kocha się za nic, kocha się dla kogoś. A źródłem tej miłości jest Bóg. Czy umiesz kochać wzorem Józefa i Maryi?


Poniedziałek 17 Grudnia

"Tak więc od Abrahama do Dawida jest w sumie czternaście pokoleń, od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń, od przesiedlenia Babilońskiegod do Chrystusa czternaście pokoleń..."

Czytamy dziś rodowód Jezusa. Imiona, osoby i ich historie. Za każdym imieniem stoi konkretny człowiek. Bóg kierował całą tą historią. Zaplanował każde wydarzenie, by doprowadzić do przyjścia Chrystusa. Historia ciągu narodzin, które doprowadziły do twojego i mojego pojawienia się na świecie, jest nierozerwalnie złączona z narodzinami, jakie miały miejsce 2 tys. lat temu w Betlejem. Po prostu nie byłoby ciebie i mnie, naszej historii, gdyby nie tamte Narodziny. Nowonarodzony Jezus jest prawdziwym człowiekiem, ale też jest prawdziwym Bogiem, Synem Bożym, który odwiecznie zrodzony jest w Bogu Ojcu. Nasz początek też wykracza poza ziemski porządek natury. W Liście św. Pawła do Efezjan czytamy: „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”. A zatem nasze poczęcie i narodziny mają swą ponadczasową, odwieczną perspektywę w Bogu. Nawet jeśli nie znamy naszej genealogii, to możemy powiedzieć, że początek naszego rodu jest w Bogu, w Jego odwiecznym zamyśle. „ Może mnie nie znasz, ale ja wiem wszystko o tobie... Wiem kiedy siedzisz i kiedy wstajesz... Wiem dobrze o wszystkich ścieżkach twoich...”(Psalm 139, 1-3). „Na moje podobieństwo zostałeś stworzony...” (1Moj 1,27). ”We mnie żyjesz, poruszasz się i jesteś...”(Dz 17,28). „Z mojego bowiem rodu jesteś...” (Dz 17,28). „Znałem cię zanim się urodziłeś...”(Jer 1,4-5). ”Wybrałem cię zanim zaplanowałem stworzenie...”(Ef 1,11-12). „Nie byłeś pomyłką i wszystkie twoje dni są zapisane w mojej księdze...” (Psalm 139,15-16). „Określiłem dokładnie czas twoich narodzin i miejsce w którym będziesz żyć...”(Dz 17,26). „Jesteś cudownie stworzony...Kształtowałem cię w łonie matki twojej...” (Psalm 139,13) .”Byłem ci podporą od urodzenia...”(Psalm 71,6)."Oddałem wszystko,co kochałem, by zdobyć Twoja miłość." (Rz 8, 31-32). Ale czy Ty "chcesz być moim dzieckiem?"(J 1, 12-13). Czy chcesz być dzieckiem Boga? 


Niedziela 16 grudnia

„Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.”

Wiele osób pytało Jana o to, co mają czynić. On odpowiadał im krótko i mocno, ukazując im formy przykazania miłości bliźniego. Każdy na swoim miejscu i sytuacji może zapytać „Co mam robić?”. Odpowiedź jest prosta, a jednocześnie trudna: Kochaj i przyjmuj miłość. Jan Chrzciciel kocha swój naród, dlatego, tak odważnie do nich przemawia, nie licząc się z tzw. poprawnością polityczną. On jest Prorokiem, a więc mówi słowa Boże, a jeszcze bardziej już wskazuje na Słowo Boga, którym jest Jezus. Do takiej postawy życia, do takich słów potrzebujemy mocy Ducha Świętego, aby przyjmować Słowo Boże, żeby ono w nas zamieszkało i zrodziło miłość opartą na mocnym fundamencie, czyli na postawie modlitwy i czynu. Najpierw pytam Pana na modlitwie, szukam tego, co dobre, i aplikuje to do swojego życia, do moich czynów. Duch Święty przychodzi do nas ze swoją mocą, z pokrzepieniem naszych słabych sił, z darami, aby oświecić nasz umysł, a serce obdarzyć radością synostwa Bożego. Potrzebujemy też ognia, by zapalić nasze serca boską miłością, aby wypalać nasz egoizm, lenistwo, zachłanność rożnych rzeczy, a tym samym uprościć nasze wzajemne relacje. To jest w nas dzieło Jezusa, który troszczy się i oczyszcza swój Kościół, tak, by był piękną Oblubienica na dzień Paruzji. Może nie raz nie rozumiemy działania w nas łaski Bożej, różnych form oczyszczenia, ale ufajmy mocno w to, że Bóg wie najlepiej czego nam potrzeba, a co nam szkodzi w drodze do pełni szczęścia. Święty Janie Chrzcicielu wspomagaj nas w drodze adwentowego oczekiwania i czujności na przyjście Pana, byśmy razem radowali się obecnością Emmanuela, Boga z nami! Pan jest blisko!


Sobota 15 grudnia

„On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”.

Prorok nie ma łatwego życia. On nie należy do samego siebie, bo został wybrany przez Boga na świadka wobec narodu. To świadectwo kosztuje wszelkie odrzucenie, lekceważenie, obraźliwe słowa, a do tego różne cierpienia. Taką ofiarę poniósł Jan Chrzciciel, który zwiastował przyjście Mesjasza. On miał niepowtarzalną role i misję w historii Izraela. Duch Eliasza rzeczywiście był obecny w jego posłudze nad Jordanem. Każdy z nas, na mocy chrztu świętego został wybrany do podobnej misji, by zapowiadać i wskazywać swoim życiem na przyjście Baranka Bożego – Jezusa, który uwalnia człowieka od grzechów i daje nowe życie, w wolności i miłości. Ogromnie ważne jest osobiste świadectwo życia w przyjaźni z Panem, bo nie można podważyć tego, co było darem od Boga we własnym życiu. Kto doświadczył tej miłości, która wyzwala od wszelkiego lęku, ten może przejść przez wszelką próbę, odrzucenie, wyśmianie, lekceważenie i inne cierpienia. Gdy będziemy przeżywać to w łączności z Panem, to nawet zło, którego doświadczymy od ludzi, On przemieni to na dobro. Nie od razu zobaczymy efekty naszego świadectwa. Jan Chrzciciel zapowiedział przyjście Mesjasza i tyle. Nie doczekał godziny Jezusa, ale swoją misję wypełnił. Postąpili z nim tak, jak chcieli tego możni dworu. Prośmy dziś Pana o taką wierność i wytrwałość w misji jaką każdy z nas otrzymał, byśmy wskazywali innym na Jezusa, Zbawiciela człowieka! Maryjo, prowadź nas po niełatwych ścieżkach wiary i świadectwa!


Piątek 14 grudnia

„Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: "Zły duch go opętał". Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”.

Adwent jest przestrzenią oczekiwania i spotkania Boga z człowiekiem. Dziś można to odkryć w ewangelii, w której to Bóg przychodzi do człowieka przez konkretne osoby – Jana Chrzciciela i Syna Bożego. Do każdego z nas Bóg ma swoją niepowtarzalną drogę, jakby jeden pas transmisyjny, który mieści w sobie różne wydarzenia, słowa, spotkania i inspiracje. Czy wystarczy człowiekowi pokory, by odkryć niezliczone zabiegi Boga, który krąży wokół człowieka, aby mu opowiedzieć o swojej miłości do niego? Mądrość Boga jest nieskończona w swych znakach, a najbardziej piękną okazała się w ludzkim obliczu Pana Jezusa, który najbardziej kochał przebywać z grzesznikami, z tymi, którzy się z różnych powodów pogubili w życiu, którzy nie doświadczyli prawdziwej miłości. A ta Miłość przyszła do nich w zwyczajnej szacie, w pięknie uśmiechu, w dobrym słowie, dotyku dłoni, w ciepłym spojrzeniu, w rozmowach o tym i owym, w rozmowie w cztery oczy jak przyjaciel z przyjacielem, jak w uroczej kolacji. Nie było potrzeba wielu słów, by przekonać się, że serce zaczyna inaczej bić, bo wystarczyła Jego Obecność. Czy dziś mam czas i otwarte drzwi swojego serca na Tego, który przychodzi właśnie do mnie? Co dziś czuję, kiedy pojawia się nowa szansa na odnowienie radości i miłości w moim życiu, w moim domu, w mojej historii, którą noszę w sobie? Może jakieś wydarzenie z przeszłości utrudnia mi spojrzenie na Boga, który przychodzi, by odnaleźć mnie zagubionego właśnie w tamtym dramacie, który jakoś jeszcze zaciemnia moje serce… Panie, przyjdź dziś do mnie jak i kiedy chcesz, abym ucieszył się światłem nowego życia w przyjaźni z Tobą!


Czwartek 13 grudnia

„Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.”

To zdanie Jezusa może szokować. Jan Chrzciciel był największym prorokiem, który poprzedzał bezpośrednio przyjście Jezusa. On wskazywał ludowi na Baranka Bożego. To był przyjaciel Oblubieńca, ktoś tak bliski przez tyle lat, a tu Jezus podnosi nam poprzeczkę do osiągnięcia królestwa Bożego. Czy nie jest to za trudne dla nas, skoro mamy tyle spraw wokół siebie, często z różnymi brakami, rozproszeni wieloma myślami i uczuciami, że nie starcza nam sił na zdobywanie tego Królestwa? Gdyby tak podejść po ludzku, to ten cel wydaje się być dla nas odległy. Do tego dystansujemy się od tego zdobywania, myśląc, że to jest sprawa tylko dla zakonników, sióstr zakonnych, którzy się poświęcają służbie w Kościele i mają czas na modlitwę. Tak można sądzić, gdyby nie fakt, że Jezus powiedział te słowa do wszystkich uczniów i do tłumów. To jest zaproszenie do walki o Królestwo Boże w sobie i wokół siebie z obietnicą, że Jezus da nam to, co potrzebne do zwycięstwa. Tym terenem walki jest serce każdego z nas, bo codziennie przez nasze serce przebiega setki myśli, a z tych część staje się czynami. Gdy tylko nasze myśli, pragnienia i czyny skierujemy ku większej chwale Bożej, możemy być pewni, że to będzie owocny dzień zmagania. Prosta i ufna modlitwa na początku dnia może umocnić nas do każdej sytuacji, próby i walki jaką będziemy toczyć. Z jednej strony nasz wysiłek, a z drugiej strony łaska Boża, która uzdalnia nas do odpowiedzi na zbawienie, które daje nam Jezus. Jak zawsze pozostaje pytanie o moja wiarę i zawierzenie. Czy dziś ufam Panu bardziej niż wczoraj? Maryjo, Bramo niebios, uproś nam łaskę żywej wiary i wytrwałości w pokonywaniu przeszkód w sobie i wokół siebie, abyśmy zawsze pragnęli przebywać z Jezusem i byli do Niego podobni w miłości i mądrości!


Środa 12 grudnia

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”

Jezus zaprasza każdego z nas do zażyłej wspólnoty ze sobą. Wejście pod jedno jarzmo oznacza wspólnotę przyjacielską, gdzie Jezus z miłości daje pewien ciężar przykazania, ale jednocześnie daje odczuć nam swoją obecność i łaskę. Chodząc razem z Jezusem, przeżywając różne chwile w ciągu dnia można utrzymywać z Nim szczery i serdeczny dialog. Wystarczy zacząć od prostych słów: „Jezu, mój Panie, dziękuję Ci, że jesteś ze mną. Cóż mogę zrobić bez Ciebie? Przede mną tyle spraw do załatwienia, mój mąż/żona, przeżywa trudności w pracy, jest zmęczona, jak mogę jeszcze lepiej jego/ją pokochać? W jaki sposób najlepiej okazać miłość?...” Ten serdeczny dialog, ramię w ramię jak z najlepszym przyjacielem, może być wspaniałym czasem pokrzepienia na duchu, kiedy są sytuacje, sprawy obciążające umysł i serce. Jezus otwiera do każdego z nas swoje ramiona, a tym bardziej Jego serce jest stale otwarte na nasze serce. To w tym Sercu można odnaleźć niekończące się zasoby miłości, łagodności i pokory, by Jezus był widoczny przez nasze czyny, słowa i postawy, by też nie bać się przeżywania swoich uczuć i mówienia o nich naszym bliskim. W ten sposób stajemy się sobie bliżsi przez otwartość na delikatną tkankę naszej duszy, tak jak Jezus otworzył się przed nami i zaprasza, abyśmy w Nim odkryli swoje miejsce, swój dom, nowe siły i radość życia. Panie Jezu, uwielbiam Cię w jarzmie, które razem niesiemy. Uwielbiam Cię w prostocie i zwyczajności mojego życia, które jest darem od Ciebie! Jezu, uczyń moje serce podobne do Twojego serca!


Wtorek 11 grudnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała?”

Ta historia o zagubieniu i odnalezieniu owcy świetnie pasuje do wymowy adwentu jako czasu oczekiwania na przyjście Jezusa. Warto by zwrócić swoją uwagę i pamięć na takie momenty w życiu, w których byliśmy w sytuacji zagubienia wewnętrznego, kiedy nie rozumieliśmy rodziców i po swojemu urządzaliśmy sobie życie. To może być stan aktualny, gdy przez dłuższy czas nie mieliśmy kontaktu z Panem, z bliskimi, ze wspólnotą, bo jesteśmy zajęci sobą, małymi i większymi problemami. Słowo Ewangelii pokazuje nam żywego Jezusa, który nie ustaje w poszukiwaniach tej jednej i niepowtarzalnej owcy – duszy. Odejście od stada wydaje się być proste, ale samemu już trudno jest wrócić, dlatego pasterz nie boi się podjąć ryzyka zostawienia prawie wszystkich, by odnaleźć tę malutką owieczkę. W ludzkiej logice takie działanie jest niezrozumiałe, ale nie dla Jezusa, który zrobi dosłownie wszystko, aby odnaleźć każdego z nas. Pytanie Jezusa: „Jak wam się zdaje?” jest nadal aktualne, bo stykamy się z różnymi historiami i problemami, a nasza postawa ma odzwierciedlać sposób i styl życia Jezusa, który nie zamykał się w strefie komfortu, ale szukał swoich zagubionych braci i siostry aż do skutku, aż po oddanie swojego życia. Czas adwentu ma nas uwrażliwić na Jezusa, który przychodzi do nas, aby nas odszukać, tych małych dzieci, gdzieś pochowanych, zalęknionych, zranionych przez czyjś grzech, aby ocalić nasze życie, by ono było radosnym uwielbieniem Boga. Jezu, Ty mnie zawsze szukasz, kiedy odchodzę od Twojej miłości, by taplać się w kałuży. Ty dajesz mi najlepszą wodę i sycisz mnie swoją miłością, bądź uwielbiony w Twoim przychodzeniu do mnie!