<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Niedziela 20 sierpnia

„On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.”

To jest wiara! Wystarczy tylko dostać od Pana to, co inni gdzieś gubią z obfitości łask. Dla tej kobiety wystarczyła tylko okruszyna łaski, a więc dobrego czynu Jezusa względem jej córki. Wielka była wiara tej kobiety. Tym bardziej miłość ją przynaglała do tego, aby wręcz krzyczeć o pomoc. Zobaczmy dziś tych ludzi, których uważamy za obcych względem Kościoła, na tych co nie chodzą co niedzielę do kościoła. Czy zbyt łatwo nie szufladkujemy ich, ze względu na ich światopogląd i wybory życiowe? Nie przekonamy ich do życia w Kościele, jeśli sami nie będziemy żyć według Ducha Świętego. Nie możemy być sędziami tych ludzi, bo nie znamy ich serc, ich tajemnic, ukrytej drogi do światła wiary. Obyśmy im tylko nie przeszkodzili w dojściu do Jezusa. Bo może okazać się, że właśnie oni lepiej poznali Pana, niż my, którzy mam tzw. prostą drogę. Bóg znajduje ich tak samo, jak i nas znalazł i prowadzi swoją drogą. Można by rzec, że każda sytuacja jest dobra do spotkania z żywym Bogiem. Jednak tym, co najbardziej wywołuje u ludzi potrzebę pomocy jest własne cierpienie bądź kogoś z rodziny. Bóg nie chce byśmy cierpieli, ale wykorzystuje nawet ten stan, by człowiek zbliżył się do Niego i poznał Jego miłosierdzie. Boże miłosierdzie jest niepojęte, a dzieła Jego wzbudzają jeszcze większe zadziwienie! Chwała Tobie, Panie, bo jesteś tak dobry i blisko naszych spraw, i prowadzisz nas do jeszcze większej zażyłości przez słowo i cuda w naszym życiu!


Sobota 19 sierpnia

„Wtedy przyniesiono Mu dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie.”

Dziecko odbiera świat bezpośrednio. Bardziej przez zmysły niż pojęcia. Jest wrażliwe na dotyk, uważne na słowo, cieszy się widząc kochane osoby i okazuję tę radość na twarzy. Dziecko nie ma gotowych schematów działania, nie postępuje według uprzedzeń. Ono po prostu pragnie miłości i obecności. Tym bardziej pragnie doświadczenia miłości Boga, błogosławieństwa Jezusa i Jego dotyku. Potrzebujemy wszyscy wrócić do takiej postawy w relacji z Bogiem, do prostoty, szczerości, zaufania w każdym położeniu, aby dać się poprowadzić przez każdą sytuację w życiu, tak jak małe dziecko trzyma mocno rękę swego taty. Do takich właśnie dzieci, młodszych i starszych, Bóg przygotował wspaniałe i niepojęte prezenty – radość i szczęście bez końca w niebie. Czy jednak myślimy o Nim i pragniemy z całego serca być blisko Jezusa? Duchu Święty, umocnij nasze serca, aby stale pragnęły jak najwięcej od Boga i z wdzięcznością przyjmowały błogosławieństwo na życie!


Piątek 18 sierpnia

„On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. (…) Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było.” 
Ile razy jeszcze będziemy słyszeć historie o rozpadającej się rodzinie, o dramacie małych dzieci, o sprawach sądowych, o statystkach w związku z rozwodami? Czy tak miało być od początku, że ludzie nie mogą ze sobą wytrzymać pod jednym dachem. Wydaje się, że bez właściwego spojrzenia na małżonka, bez postawy przebaczenia, nie da się zbudować mocnej rodzinny. A Jezus dwa razy podczas rozmowy z faryzeuszami wraca do początku, do Bożego zamysłu i wizji człowieka. W Bożym planie, który nie został zmieniony, to człowiek – mężczyzna lub kobieta – jest powołany do wspólnoty z Bogiem przez budowanie równie mocnej więzi z jedną wybraną osobą, na całe życie. Objawieniem Bożej chwały w człowieku jest jego jedność z drugą osobą, równą w godności, by byli wspólnotą życia, otwartą na przyjęcie nowej osoby. Nie można zbudować szczęśliwego małżeństwa od tak, bez zaangażowania, ofiarności, umierania dla swego „ja”, a przede wszystkim na własną rękę, z pominięciem Pana, Dawcy życia i miłości. Dlatego Jezus ukazuje nam Boży zamysł na szczęście człowieka. W dalszej części Ewangelii Jezus mówi, że wszelkie ustępstwa w dziedzinie oddalania żon od mężów za Mojżesza miały swoje źródło w zatwardziałość serc ludzi. A do takiego stanu dochodzi się na każdej drodze powołania przez lenistwo, opieszałość, niedbalstwo, a także przez brak rozmowy z drugim i skoncentrowanie się wokół siebie, swojego nosa. Na szczęście od początku tak nie było i tak być nie musi w naszym życiu, w drodze powołania i relacji, w których jesteśmy. Jezus chce dla nasz prawdziwego szczęścia, które płynie z przyjęcia do serca Bożej miłości i życia nią na wiele sposobów, w komunii z bliźnim. Przyjmij moc Ducha Świętego, aby On uzdolnił Cię do takiej miłości i wierności, jaką okazuje Ci Pan! Chwała Tobie, Boże, w Twoim planie miłości względem każdego z nas!

Czwartek 17 sierpnia

„Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. (…) Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.”

Dziś Piotr pyta Jezusa o minimum w przebaczaniu, a Jezus odpowiada w maksymalnej perspektywie. Nie tylko że siedem razy mamy przebaczyć winowajcy, ale że siedemdziesiąt siedem razy i to z serca! To jest wyzwanie przede wszystkim dla naszego dobra. Tak, przebaczamy bliźniemu, który nas skrzywdził, ale wpierw możemy siebie uwolnić przez ten akt przebaczenia winowajcy, nawet zanim dojdzie do spotkania z nim. Poczucie krzywdy, żalu, a dalej złe myśli, pragnienie właściwej odpłaty powodują bardzo szybką erozję naszego serca, która może zostać tylko naprawiona przez decyzję przebaczenia i to z całego serca. Dar przebaczenia jest najpierw potrzebny dla mnie, bo Pan zawsze mi przebacza każde zło, które pochodzi z mego serca. To na krzyżu Pan mi już wszystko przebaczył, a tym samym powołał, abym podobnie czynił w swoim życiu, w relacjach z bliskimi, z współpracownikami w zakładzie pracy czy w biurze. To jest niewątpliwe wyzwanie dla każdego z nas, ale nie jesteśmy w tym sami. Jezu, udziel nam łaski, byśmy nie nosili urazy i nieprzebaczenia w sercu, ale Twoją mocą zwyciężali postawę starego człowieka, który chce wyjść zawsze ponad swojego brata! Jezu, wypełnij nasze serca swoją miłością, ulecz wszelkie chore miejsca w tym sercu, byśmy byli zdrowi i mogli żyć w wolności i radości!


Środa 16 sierpnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa.”

Najciszej Bóg mówi w głębi naszego sumienia. Czyń dobro, unikaj zła. Gdy jednak ktoś nie słucha swego sumienia, albo kiedy zagłusza w sobie ten pierwszy głos od środka, to wtedy przychodzi łaska upomnienia przez bliźniego. Czy możemy sobie wyobrazić rodziców, którzy nie upominają swoich dzieci, gdy one źle postępują? Czy w takim przypadku możliwe jest, by rodzic już na pierwszej linii odpuścił sobie w wychowaniu swego skarbu? Gdy po raz pierwszy zauważy coś niepokojącego w zachowaniu swego dziecka, będzie mógł być spokojny w sumieniu i mówić, że przecież to nic takiego, każdemu się to zdarzyć może? Znamy dobrze słowa Jezusa: „Kto w małych rzeczach jest wierny, ten i wielkich będzie wierny”. Dziś Jezus pokazuje na ogromną wartość słowa upomnienia, po to, by wyciągnąć drugiego z błota grzechu. A im więcej osób będzie życzliwych i wierzących, tym mogą odnieść większy sukces na polu ratowania życia wiecznego człowieka. Po drugie, widzimy pewną stopniowalność w pomocy grzeszącemu. Najpierw samemu i w cztery oczy, później dwóch świadków, a w końcu instytucja Kościoła ma decydujący głos w przywracaniu do życia grzesznika. Warto dziś zlokalizować swoją rolę i miejsce w Kościele. Czy jestem tam gdzieś blisko filara jako obserwator, a nadto boję się zabrać głos, kiedy trzeba? Czy też odważnie i z miłością wychodzę do ludzi, chcąc im pokazać oblicze Jezusa, który zbawia grzesznika? Ta mowa Jezusa uwydatnia na nowo, jak wielką godność ma każdy człowiek i jak bardzo stan grzechu zniekształca prawdziwy i piękny obraz człowieka. Zatem warto bić się  tylko o człowieka, o jego wieczne dobro i szczęście, ale zawsze z rozsądkiem i miłością! Duchu Święty, użycz nam światła prawdy i mocy miłości w trudnych sytuacjach w naszych relacjach z bliźnimi, abyśmy zawsze pozyskiwali braci i siostry dla Jezusa!


Wtorek 15 sierpnia

„Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.”

Maryja była cała rozmiłowana w Bogu, że po wypełnieniu swej misji na ziemi, Bóg nie mógł się doczekać, żeby była już w niebie. Całe życie Maryi ogniskuje się w uwielbieniu Pana słowami: Wielbi dusza moja Pana. Zobaczmy, że w Maryi dokonało się przedziwne złączenie ducha wielkiej wdzięczności i uwielbienia z postawą uniżenia przed Panem. To oznaczało całkowite zdanie się Maryi na Boga, by On w pełni mógł działać przez Jej serce i życie. Pan wejrzał na jej uniżenie. Pokora Maryi i Jej posłuszeństwo Bogu zachwyca chrześcijan, a rozwściecza upadłych aniołów. W pewnym sensie, żyjemy już niebem w sercu, gdy stajemy przed Panem w prostocie i szczerości serca, gdy nie musimy przed Nim niczego udawać, pudrować się, nadskakiwać, żeby On nas zauważył. Bo Boga spotykamy w drodze uniżenia, czyli w głębi serca, w naszej niemocy, słabościach, a także w wołaniu o zbawienie. Bóg podnosi nas do Siebie, a nawet mocno przyciąga, szanując naszą wolność, gdyż tylko w Nim każdy z nas może odnaleźć spełnienie wszelkich pragnień, marzeń, tęsknot – właśnie w niebie, które jest życiem w miłosnym zjednoczeniu z Bogiem. Maryja już na ziemi żyła tym zjednoczeniem. My jesteśmy w drodze, każdy na swoim właściwym etapie i poziomie. Dziś radujemy się, że Maryja jest w niebie i jest naszą najlepszą Przyjaciółką i Obrończynią. Z tego względu warto częściej rozmawiać z Maryją o naszym życiu, o naszej rodzinie, planach, myślach, troskach i kłopotach, gdyż z pewnością zaradzi w najlepszy sposób naszej sprawie i przyjdzie z łaską, byśmy zawsze byli ludźmi radości, ludźmi uwielbienia! O Pełnia Łaski, Panno Przeczysta, Wniebowzięta, wspomagaj nas i prowadź do radości przebywania z Panem, na zawsze!


Poniedziałek 14 sierpnia

„Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: Szymonie, jak ci się zdaje: Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych? Gdy powiedział: Od obcych, Jezus mu rzekł: A zatem synowie są wolni.”

Z pewnością wchodząc do domu Piotr głęboko myślał nad sytuacją podatku świątynnego, którego nie płacił Jezus i on sam. W tej sytuacji sprawa wydaje się prosta dla Jezusa, ale nie dla Piotra. Dlatego Jezus zaczyna dialog od ogólnego pytania, by później sam Piotr uczynił to, co trzeba. W tym dialogu można zobaczyć, a właściwie doświadczyć czegoś ważniejszego niż rozwiązanie problemu podatku na rzecz świątyni. Otóż Jezus jako Syn Boga nie musi płacić podatku na rzecz własnego domu, bo jest dziedzicem. Do tej grupy synów włącza najbliższych współpracowników – apostołów. Jeżeli Chrystus nabył nas przez swoją krew, oddając za nas swoje życie, to możemy szczerze ucieszyć się godnością, jaką posiadamy. Jesteśmy dziećmi Boga, ukochanymi, upragnionymi, o które On troszczy się z największą czułością. Z tego względu Piotr doświadczył kolejnego cudu, kiedy wyjął monetę z pyszczka złowionej ryby. Można sobie wyobrazić jaką minę musiał mieć Piotr, gdy zobaczył statera. To jest dowód na to, że Pan Jezus miał poczucie humoru i w ten sposób wychowywał Piotra. Możemy nie raz doświadczać podobnych sytuacji, kiedy Jezus patrząc na nasze problemy, na naszą nieporadność, daje najlepsze rozwiązanie problemu, wtedy, gdy najmniej tego się spodziewamy. Wystarczy często wołać do Pana: „Jezu, Ty się tym zajmij, troszcz się Ty.”


Niedziela 13 sierpnia

"Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić."


Tego nam wciąż mało... czasu sam na sam z Bogiem. Nie recytacji w przelocie, odhaczenia chrześcijańskiego obowiązku, ale chwil w odosobnieniu, spędzonych na rozmowie z Panem i ciszy, w której Bóg chce mówić do nas. Dzięki temu dajemy sobie szansę na budowanie głębokiej relacji z Bogiem, a takie zakorzenienie się w Chrystusie pozwala nam przetrwać wszystko. Dajmy Bogu swój czas, byśmy usłyszeli: "Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!". Świadomość obecności Boga przy nas dodaje skrzydeł, nie pozwala zatonąć. To nie fale i problemy wokół nas zatapiają, ale nasz brak wiary i zaufania Jezusowi. Kochany Panie Jezu, prowadź nas i wypełniaj nasze serca zaufaniem Tobie, byśmy z Tobą dokonywali niemożliwego. Jezu, bądź uwielbiony na wieki!


Sobota 12 sierpnia


„Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?”

On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej.”


Bywa tak, że staramy się coś zrobić, osiągnąć, wkładamy w to wszystkie siły, ale nasz plan pali na panewce. I czujemy dezorientację, zawód, czasem wręcz rozgoryczenie. „Boże, dlaczego? Przecież chciałam/em dobrze”. Ale czy w naszej codzienności nie popadamy w rutynę, żyjąc z dnia na dzień, nie pamiętając, że tak naprawdę, niczego sami nie możemy dokonać a dzień dzisiejszy, na tym świecie może być naszym ostatnim. Może wpadając w taka rutynę zapominamy, żeby każdy nowy dzień ofiarować Bogu, bo aby dobrze żyć, potrzeba wciąż prosić Jezusa o pomoc, o Jego siły, nie licząc na własne. Bo właśnie wtedy, kiedy myślimy, że już jesteśmy w miejscu, w którym wszystko umiemy, jesteśmy już mocno „zaawansowani” w wierze, wiemy jak się modlić, ba!, nawet uzdrawiać, może okazać się, że brakuje nam najważniejszego… wiary. I wtedy nasze życie zaczyna być jakieś jałowe, płytkie, bez smaku, bez spełnienia. Bo modlitwa „nie działa”, bo tyle poszczę, a choroba nie mija, bo przyjmuję Eucharystię, a ten sam grzech wciąż nie chce się ode mnie odkleić. Ale… czy modlitwa jest głęboką rozmową z Bogiem, pełną otwartości na to, co ON chce DO NAS mówić czy jest to piękna recytacja? Czy to post dla postu, czy dla chwały Boga? Czy przyjmujemy do Eucharystię, by przemieniała nasze życie i wypełniała mocą Boga, czy odprawiamy rytuał? Panie Boże, który jesteś Miłością, wypełnij nas sobą, przenikaj nasze serca na wskroś, by nie zabrakło w nich wiary w to, że z Tobą wszystko jest możliwe. Daj nam łaskę wiernego oddawania się Twojej woli, wciąż na nowo, by każdy dzień naszego życia, każdy nasz czyn, był uświęcony Twoją mocą i przynosił Tobie chwałę. 


Piątek 11 sierpnia


„(…) Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.”


Co czujemy, słysząc, że Jezus przyjdzie do nas, by każdemu oddać według jego postępowania? Pokój serca, czy raczej lęk? Na co dzisiaj zasługujemy? Może jesteśmy spokojni, bo - choć to trudne -  staramy się iść za Bożymi wskazówkami  i dla chwały Boga potrafimy rezygnować z siebie, a może czujemy strach, że tak zaniedbaliśmy nasze życie, gdzieś pogubiliśmy to co najważniejsze, że już jesteśmy spisani na straty. To dobra okazja, żebyśmy zrobili sobie  rachunek sumienia, prześledzili to, co robimy, czym się na co dzień kierujemy, porozplątywali zagmatwane relacje. Niektórych spraw nie możemy cofnąć, nie mamy wpływu na  przeszłość, ale możemy albo się tym zadręczać, albo potraktować to jak lekcję od życia, wyciągnąć wnioski i ruszyć do przodu. Ku lepszemu. Jezus nas nie spisuje na straty. Jezus przyjdzie do każdego miejsca, w jakie się wpakujemy, jeśli tylko Go zawołamy. Panie, zabieraj od nas lęk. Wypełnij nas zaufaniem Tobie, pokojem serca i tęsknotą za Tobą. W każdej chwili naszego życia bądź uwielbiony Panie Jezu.  


Czwartek 10 sierpnia

"Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne."


Dzisiaj świat dodaje do naszego życia tyle sztucznych barwników i wzmacniaczy smaku, że w pewnym momencie przestajemy widzieć naprawdę ważne sprawy i czuć, jak smakuje prawdziwe życie. Jezus mówi: "Ten, kto miłuje swoje życie, traci je (...)". Chcemy "używać życia" bez ograniczeń, szaleć do utraty tchu, łamać granice. Zapominamy, że gdyby nie ograniczająca nas barierka, moglibyśmy spaść w przepaść i roztrzaskać się o skały. Docieramy do miejsca, w którym upodlenie się nie jest już dla nas powodem do wstydu, wszystko staje się obojętne, matowe, mdłe, bo pędząc za przyjemnościami teraźniejszości, tylko wpakowaliśmy się w kłopoty i uzależnienia, gubiąc kolejno wszystkie prawdziwe wartości. Może o tych, którzy potrafią stawiać sobie granice i wiernie trwać w Bogu, zdarza nam się myśleć, jako o kimś nudnym, naiwnym? Może zadajemy sobie pytanie, jak można przepuszczać życie przez palce bez używania go tak, jak proponuje to "nowoczesność"? Może oceniamy innych, bo nie rozumiemy, że obrali najlepszą drogę i właśnie oni chcą widzieć i czuć życie aż do głębi? Panie Jezu, nie pozwól nam gonić za dobrami materialnymi, które przesłaniają nam to, co naprawdę w życiu ważne. Nie pozwól, byśmy w imię powiedzenia "hulaj dusza, piekła nie ma" otumaniali się imprezowaniem, alkoholem, karierą, hazardem itp., zapominając o wierze, miłości, drugim człowieku. Jezu, dodawaj nam łaski wiary, byśmy potrafili stawiać sobie Ciebie za wzór.


Środa 9 sierpnia  

 

„(…) rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”.

 

Pismo Święte mówi, że będziemy sądzeni z miłości. A miłość - to wierność, nieustanna gotowość spotkania z ukochanym. Bez względu na to, czy jesteśmy w dobrym czy kiepskim nastroju, czy wyglądamy kwitnąco, czy może padamy z nóg po całym dniu pracy. Miłość to po prostu trwanie przy kochanej osobie niezależnie od warunków otaczającego nas środowiska. Raz na wozie, raz pod wozem, czasem słońce, czasem deszcz – tak jest też w naszej relacji z Panem. Zdarza się nam przeżywać duchowe wzloty, ale i upadki. Nie raz doświadczamy duchowej euforii, innym razem musimy ostatkiem sił i woli przywierać do wiary, jak do ściany stromej skały, aby nie spaść w przepaść. Czy dzisiaj jesteśmy gotowi na spotkanie z Oblubieńcem? Czy dbamy o to, by mieć potrzebną oliwę do podtrzymania światła, które będzie wskazywać drogę wiodącą do Boga, które nie pozwoli nam zawrócić, kiedy wokół nas zapanuje ciemność problemów, zniechęcenia i poczucia beznadziei? Każdy z nas jest jak lampa, której Bóg zapewnia całe morze oliwy Bożej miłości i łask, by nie przestała świecić, ale też każdy z nas osobiście musi tą oliwę od Boga przyjąć i gromadzić w sobie, pozwolić Bogu się nią wypełniać. Bo choć byśmy szukali wśród życzliwych czy najbliższych nam ludzi, żaden człowiek nie ma dla nas paliwa takiego jak Bóg, które nigdy nie pozwoli nam zgasnąć, ale płonąć wiecznym światłem. Panie, otwieraj nasze serca dla Ciebie i wylewaj na nas strumienie Twoich łask i miłosierdzia. Bądź uwielbiony Jezu.  


Wtorek 8 sierpnia

"To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadają”.

Człowiek nie jest samotną wyspą. Świadomie lub nie - ma wpływ na życie ludzi wokół siebie. Dzieci, współmałżonka, braci zakonnych, sąsiada, kolegów z pracy, pacjenta, klienta, ucznia... Relacja z każdym człowiekiem, nawet chwilowa, ma jakiś wspływ na nasze życie. Dlatego człowiek nie powinien tego bagatelizować, ale brać odpowiedzialność za to, jakim jest przykładem dla innych. Pytajmy sami siebie: jakimi jesteśmy przewodnikami dla innych? Czy wskazujemy drogę do Boga, do życia na Jego chwałę? Jeśli Pan postawiłby nas na świeczniku, czy rozświetlilibyśmy otoczenie blaskiej doświadczenia Bożej miłości? Czy może... nie chce nam się? Może za dużo z tym zachodu, może uważamy, że ciągła troska o zbawienie bliźniego jest zbyt męcząca? I w końcu: czy sami szukamy w swoim życiu Boga, aby nie błądzić na oślep, ale siebie i innych prowadzić drogą prawdy?

Dbajmy o to, by odkrywać Boże prawdy, bo "(...) jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadają”.

 "Jezus jest drogą, prawdą i życiem". Panie, wypełniaj nas Tobą, abyśmy byli tymi, którzy czerpiąc siłę z Bożej Miłości są drogą prawdy ku wiecznemu życiu.


Poniedziałek 7 sierpnia

"Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" A On rzekł: "Przyjdź!" Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: "Panie, ratuj mnie!" Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: "Czemu zwątpiłeś, małej wiary?"

Nie raz oczekujemy od Boga jasnej odpowiedzi, gromu z nieba, wyjaśnienia naszych problemów, tu i teraz. Nie raz nie wiemy, w którą pójść stronę w życiu - podjąć pracę, czy iść na studia, szukać żony, czy seminarium... I chcielibyśmy to wszystko wiedzieć JUŻ. Tylko czy wystarczyłoby nam odwagi, żeby pójść za Jezusem, gdyby ukazał nam od razu cały swój plan dla nas? Czy nie zaczęlibyśmy tonąć, jak Piotr, gdybyśmy zobaczyli, że nie zawsze będzie łatwo, że będą wokół huczeć fale? Ten czas niepewności, pytań, jest nam potrzebny. W tym czasie oczekwiania Jezus odsłania przed nami prawdy, jakie potrzebne nam są do dalszej drogi. Każdym doświadczeniem przygotowuje nas do czegoś, uczy. A w odpowiednim momencie poukłada nasze sprawy, o które tak się martwimy. W Ewangelii czytamy słowa Jezusa, w których zapewnia nas, że jeśli będziemy iść ku Niemu, nic nam nie grozi. Piotr, patrząc na Jezusa dokonywał rzeczy niemożliwej - szedł po wodzie. A gdy tylko pozwolił, by to lęk przejął kontrolę, zaczął tonąć. Tak samo my w naszej codzienności, z Jezusem dokonujemy rzeczy niemożliwych. Samotna matka wychowuje kilkoro dzieci, pracując na dwa etaty, drobna kobieta dzień w dzień zajmuje się swoim niepełnosprawnym mężem, uzależniony od alkoholu nie pije już od dwóch miesięcy, a małżeństwo, które planowało rozwód, zaczyna terapię małżeńską. Ale gdy tylko przestajemy patrzeć na Jezusa, stawiać Go sobie przed oczy w każdej sprawie, zaczyna brakować sił do walki o dobro, zaczynamy upadać i czujemy, że to wszystko bez sensu, że to zbyt trudne, że nie damy rady. A wtedy Jezus mówi do każdego z nas: "Czemu zwątpiłeś, małej wiary?" Jezus jest z nami, cały czas. Pamiętajmy o tym, wołajmy Jego imię, kiedy coś nas przerasta. Imię Jezus ma moc większą niż nasze problemy. Panie Jezu, zanurz nas w swojej Świętej Krwi, nasze wszystkie sprawy. Wylej na nas swoją Miłość, wypełnij nas Tobą. Przymnóż wiary, byśmy zawsze Ciebie stawiali sobie przed oczy.


Niedziela 6 sierpnia

 

„Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”

 

Uczniowie Jezusa mieli ten przywilej oglądania objawienia się chwały Jezusa jako Syna Bożego. Chrystus zaprasza każdego ochrzczonego jeszcze w głębszą relację. Wciąż aktualne są słowa Boga Ojca, który wszystko oddaje Synowi i poleca nam słuchać Go we wszystkim. Przebywanie z Jezusem przemienia, powoduje zmianę w myśleniu i działaniu. Każdy z nas może być uczestnikiem i naocznym świadkiem przemiany. Myślę tu o rozważaniu Słowa Bożego, uczestnictwo Eucharystii, Adoracji. W chwili spotkania z Bogiem, On udziela nam swojej mocy i chwały, dzięki czemu możemy działać w Jego Imię. On jest Słowem Bożym, gdy więc sięgamy po to Słowo i czytamy je, znajdujemy prawdę o nas samych i Miłość, która jest niezbędna. Im więcej nasiąkamy słowem Jezusa, tym bardziej dostrzegamy potrzebę przemiany naszej, a nie bliskich. Im częściej też czytam dobrą nowinę, tym jest więcej w nas radości i nadziei. Jako chrześcijanie jesteśmy posłani do ludzi. Jezu, przemieniaj nasze serca. Prowadź nas!