<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

 

Św. Paweł, który przed sądem prokuratora Feliksa odwołał się do Cesarza został odesłany do stolicy Imperium. Pilnowany przez żołnierzy rzymskich wsiadł na okręt do Rzymu. Jednak po pewnym czasie żegluga stała się niebezpieczna. Paweł przestrzegał: „Ludzie – mówił do nich – widzę, że żegluga zagraża niebezpieczeństwem i wielką szkodą nie tylko ładunkowi i okrętowi, ale i naszemu życiu”. Ale setnik ufał bardziej sternikowi i właścicielowi okrętu aniżeli słowom Pawła. Niedługo jednak potem spadł od tej strony gwałtowny wiatr. Gdy okręt został porwany i nie mógł stawić czoła wiatrowi, poniosły go fale. Ponieważ miotała nim gwałtowna burza, żeglarze zaczęli nazajutrz pozbywać się ładunku, a trzeciego dnia wyrzucili własnoręcznie sprzęt okrętowy. Kiedy przez wiele dni ani słońce się nie pokazało, ani gwiazdy, a niesłabnąca nawałnica szalała, znikła już wszelka nadzieja ocalenia. A gdy już ludzie nawet jeść nie chcieli, powiedział do nich Paweł: „Trzeba było posłuchać mnie i nie odpływać od Krety, i oszczędzić sobie tej niedoli i szkody. A teraz radzę wam być dobrej myśli, bo nikt z was nie zginie, tylko okręt. Tej nocy ukazał mi się anioł Boga, do którego należę i któremu służę, i powiedział: „Nie bój się, Pawle, musisz stanąć prze Cezarem i Bóg podarował ci wszystkich, którzy płyną razem z tobą”. Bądźcie więc dobrej myśli, bo ufam Bogu, że będzie tak, jak mi powiedziano. Musimy przecież dopłynąć do jakiejś wyspy. Kiedy zapadła czternasta noc, a okręt rzucało po Adriatyku, zdawało się około północy żeglarzom, że zbliżają się do jakiegoś lądu. Kiedy żeglarze, usiłując zbiec z okrętu, spuścili łódź na morze pod pozorem zarzucenia kotwicy z dziobu okrętu, rzekł Paweł do setnika i żołnierzy: „Jeśli ci nie zostaną na okręcie, wy nie potraficie się uratować”. Wtedy żołnierze przecięli liny od łodzi i pozwolili jej spaść do morza.

Gdy zaczynało świtać, Paweł zachęcał wszystkich do posiłku: „Dzisiaj już czternasty dzień trwacie w oczekiwaniu, o głodzie i bez żadnego posiłku. Dlatego proszę was, abyście się posilili; bo to przyczyni się do waszego ocalenia; nikomu bowiem z was włos z głowy nie spadnie”. Po tych słowach wziął chleb, złożył Bogu dziękczynienie na oczach wszystkich i ułamawszy zaczął jeść. Wtedy wszyscy nabrali otuchy i posilili się. A było nas wszystkich na okręcie dwustu siedemdziesięciu sześciu (por. Dz 27, 1 –38). W dalszej części historii narrator opowiada, że pawłowym dziękczynieniu nastał dzień.

Teraz czas na interpretację wydarzeń w odniesieniu do naszego życia. Paweł płynie do Rzymu. Jakie znaczenie ma Rzym w czasach Pawła? W czasach Pawła Rzym jest symbolem potęgi. Przecież jest to stolica cywilizowanego podówczas świata. Jest to symbol potęgi, władzy i spełnionej kariery. To także symbol bezpieczeństwa, bo przecież Rzym miał najpotężniejszą armię świata. To także symbol estetyki: przepiękne świątynie i inne budowle komunalne i prywatne. Symbol dobrobytu, cywilizacji, wykształcenia. Symbol obecności Bożej mocy, bo było tam najwięcej świątyń różnego rodzaju pogańskich. Symbol zabawy i radości, co działo się nie tylko w Koloseum. Krótko mówiąc Rzym był symbloem szczęścia.

Paweł płynie do Rzymu. Również my jesteśmy na tym okręcie, ponieważ wszyscy płyniemy ku Rzymowi, bo naszym Rzymem jest pragnienie szczęścia. Czy jesteśmy wierzący, czy nie wierzący, każdy pragnie szczęścia. Różnie to szczęście nazywa. Zazwyczaj wspólny mianownik do szczęścia nazywamy miłością, ale później rozkłada się na rozmaite drobne rzeczy. Dla ciebie szczęściem może być to, że uda ci się zamieszkać w twoim własnym domu; albo, że dobrze wykształcisz swoje dzieci; że zabezpieczysz im byt; będzie ciebie stać opłacić im studia. Twoim szczęściem może być, to że będziesz zdrowa; że będzie w waszej rodzinie zgoda.

Płyniemy przez całe życie do szczęścia. Tak jak Paweł, który wypłynął z Ziemi Świętej, tam gdzie spotkał Jezusa, gdzie jego wiara się zrodziła, a płynął do miejsca, w którym tak naprawdę chciał swoją wiarę pokazać przed Cezarem. Każdy z nas płynie do miejsca, w którym okaże się, jak silna jest nasza wiara i będzie to chwila naszej śmierci. Czy nasza wiara była na tyle silna, że pójdziemy do Niego, czy była byle jaka?

Wszyscy płyniemy do Rzymu. Ale uwaga! Paweł nie wybrał tej drogi. Paweł jako więzień był wieziony do Rzymu. Paweł jest wieziony i więziony w tej drodze do Rzymu. Paweł zatem nie trzyma steru okrętu, to nie on wyznacza kurs. To nie on decyduje o trasie i całe szczęście, że nie Paweł, gdyż on nie był marynarzem. On by nie trafił do Rzymu.

My też nie raz chcielibyśmy decydować o wszystkim, ale nie o wszystkim jesteśmy w stanie decydować. Jesteśmy ograniczeni. Są ludzie, którzy w jakiś względach za nas decydują. Są przypadki losowe, które za nas decydują. Nie o wszystkim decydujemy. Co więcej, są ludzie na których powinniśmy się zdać i którzy powinni nam pomóc decydować, dlatego że w pewnych momentach mają autorytety, mają kompetencje. Jak Paweł musiał się zdać na sternika okrętu, że go nie zawiezie to Afryki, tylko do Rzymu, tak i my musimy się niekiedy zdać na mądrość innych ludzi. To są autorytety. To mogą być moi rodzice i powinni być. To też są kompetencje zawodowe, gdy ktoś jest ode mnie w czymś bardziej kompetentny. To są moi przełożeni w pracy, którzy czasami za mnie decydują w pewnych rzeczach. Czasem są to ludzie mądrzejsi od nas. Czasami są to ludzie, których uważamy za głupszych. To mogą być nasze dorosłe dzieci, które uznajemy, że są ciągle głupsze od nas, bo mniej doświadczone. My wiemy lepiej, więc my będziemy decydować. Nie znaczy faktycznie, że są one od nas mądrzejsze, ale czasami z góry, od razu nie chcemy ich wysłuchać. My decydujemy, bo my wiemy, nie wysłuchawszy, jakie jest ich zdanie. Czasami może to być nasza teściowa, czasami nasi rodzice, których uważamy za głupszych od siebie. Każdy może być tym, który ma nade mną władzę trzymania steru. A czasami jest tak, że w tej naszej podróży do Rzymu, pewne rzeczy są już zadecydowane. Wsiadłeś na okręt 20 lat temu żeniąc się. Miał być okręt turystyczny na Polinezję, a tymczasem zrobił się to rejs na karną kolonię do Gujany Francuskiej.... na zsyłkę. Istna galera. Nie o wszystkim decydujemy i pewne decyzje zapadły już wcześniej więc nie usiłuj wyskoczyć za burtę twierdząc, że tu nie ma dla ciebie miejsca. Wybrałeś? Płyniesz? Zatem wiosłuj, a dopłyniesz. Ta historia pokaże, jak można zupełnie odmienić zły los do tego stopnia, że ta podróż stanie się błogosławieństwem.

Płyniemy ku szczęściu, chociaż załoga nie zawsze nam odpowiada. Czasem chcielibyśmy kogoś, „jup” za burtę, albo byśmy chcieli komuś wręczyć wiosła w dłonie planując sobie, że my będziemy z góry krzyczeć: „Raz, raz, raz”, by równym rytmem wiosłował za nas.

Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo w tej podróży - zagrożenie z zewnątrz np. nieprzychylne wiatry. W takim przypadku to, co jest błogosławieństwem może stać się przekleństwem. Wiatr. Bez wiatru okręt ten nie mógł ruszyć, ale ten wiatr w pewnym momencie tak powiał, że okręt stał się jego zakładnikiem tego. To, co miało stać się błogosławieństwem, stało się przekleństwem. Są to sytuacje, w których to, co miało wiać i przywiać szczęście, czasami nawiewa nam problemy.

Jest jeszcze inny rodzaj niebezpieczeństwa z zewnątrz. Otóż, w pewnym momencie opowiadanej historii, na skutek szalejącej burzy marynarze chcieli uciec. Bez marynarzy ten statek nigdzie nie popłynie. Zdarza się w naszym życiu, że ci, na których najbardziej liczymy, chcą nas opuścić. Czasem nas rzeczywiście opuszczają. Wydaje się jednocześnie, że chcą całą odpowiedzialność zrzucić na nas. Wtedy czujemy się osamotnieni w tej burzy.

Jest jeszcze jedno utrudnienie w podróżowaniu. Paweł płynął na statku, ale ktoś go na tym statku związał. On był więźniem. Pawła związali Rzymianie. Nie miał pełnej swobody. Czasami w naszym życiu, wydaje się, że nas również pewni ludzie wiążą np. dzieci. Nie chodzi o dosłowne wiązanie, lecz prawdą jest, że mając dzieci pod pewnym względem rodzice stają się ograniczeni muszą to zaakceptować, bo nie mogą podjąć takiej decyzji, którą by podjęli, gdyby dzieci nie mieli. Jest tyle rzeczy, które nas determinują w życiu. Co robić? Potrzebne są ożywione dary Ducha Świętego. Chodzi o te siedem, które Pawłowi ocaliły życie.

Pierwszy dar, o którym słyszymy w tej historii to dar mądrości. W wierszu 10. są takie słowa. Gdy Paweł mówi: „Widzę, że żegluga zagraża niebezpieczeństwem i wielką szkodą nie tylko ładunkowi i okrętowi, ale i naszemu życiu”. Zobaczcie. Jaka jest definicja mądrości? Jest to zdolność przewidywania skutków działania i okoliczności, jakie mogą wywołać określone skutki. To dar odczytywania znaków czasu. Paweł przecież, nie był meteorologiem, nie znał się tak na żegludze jak marynarze, ani nie był marynarzem. A on rzekł kapitanowi okrętu, marynarzom, że są znaki zapowiadające niebezpieczeństwo, więc lepiej nie wypływać. Ani nie był astrologiem. Na gwiazdach nie znał się tak, jak ci, którzy przez całe życie pływali na morzu i musieli czytać z gwiazd kierunki. Tymczasem to Duch Święty daje Apostołowi taką pewność, że on już na początku tej podróży przeciwstawia się trzem autorytetom: doświadczeniu sternika, który wiele lat pływał i był odpowiedzialny statek. On staje wobec właściciela okrętu, który powinien bardziej martwić się o swoją własność, bo to kupa pieniędzy. On powinien najbardziej się martwić, żeby nie stracić okrętu. Paweł  przeciwstawia się wreszcie trzeciemu autorytetowi, który jest większością parlamentarną, demokratyczną. Słowo Boże mówi: „Ale większość nie wierzyła Pawłowi, tylko sternikowi okrętu i właścicielowi”. Okazuje się, że nie zawsze większość demokratyczna ma rację.

Paweł przeciwstawia się trzem autorytetom. Nie ma żadnego argumentu przeciw, jak tylko jeden. Ma dar Ducha Świętego tj. mądrość. Dlatego potrafi stanąć przed nimi i powiedzieć „nie”. Jednak oni podnoszą kotwicę i wypływają. Kotwica w Biblii to jest wiara. Oni podnoszą kotwicę i płyną. Tylko Paweł ciągle ma kotwicę wiary zaczepioną o Boga. Tylko Paweł ufa Bogu. Oni ufają swoim własnym zdolnością i wyruszają w podróż ku śmierci. Ponieważ, jak to dalej wygląda, będą naprawdę o tę śmierć się ocierać. Pierwsza rzecz, dar mądrości. Jeśli mamy dar mądrości niekiedy mamy odwagę i powinniśmy przeciwstawić się autorytetom, które wydaje się, że są od nas większe, bo to jest większość itd. Dlatego, że Duch Święty daje nam poznanie pewnych rzeczy, które jeżeli myślimy po ludzku, nigdy tak ich nie odczytamy. Zdolność przewidywania skutków działania. Komu tego nie potrzeba? Ojcom rodziny nie potrzeba mądrości? Matkom rodziny? Młodzieży nie potrzeba mądrości? Przewidzieć skutki tego, co zrobisz jutro? Co dzisiaj wybierasz: dobro, czy zło? Kto z nas nie potrzebuje mądrości? Ksiądz nie potrzebuje daru mądrości? Daru od Ducha Świętego?

Następny dar, który objawia się w działaniu św. Pawła w tym opowiadaniu to dar rady. Historia opowiada, że gdy zaczęło się robić bardzo niebezpiecznie, w pewnym momencie Apostoł, stwierdził: „Trzeba było posłuchać mnie i nie odpływać od Krety, i oszczędzić sobie tej niedoli i szkody. A teraz radzę wam być dobrej myśli, bo nikt z was nie zginie, tylko okręt”. Pawła nie posłuchano w chwili wypłynięcia. Dlatego jego i innych poniosły siły silniejsze. Tak jak i w życiu. Burza. Ile razy przeżyliśmy burzę w życiu, bo nie słuchaliśmy, co Duch Święty mówił do nas? Co gorsza, zarówno w historii pawła, jak i w naszym  życiu ta burza trwa często wiele dni. Burza, w której nie ma światła, by nas wyprowadzić z ciemności. Nie ma słońca. Nie ma gwiazd, w których złapalibyśmy orientację. Gdzie my w ogóle jesteśmy? Ile już takich burz w życiu przeżyliśmy, w których nie wiadomo właściwie czy do przodu, czy do tyłu, czy w prawo, czy w lewo. Historia mówi, że marynarze pozbyli się ładunku.

Często jest tak w naszym życiu, że my też chcemy zrzucić siebie ten ładunek. Zrzucamy z siebie odpowiedzialność na innych. Zaczynamy szukać winnych wokół siebie: „Wszyscy wokół są winni, tylko nie ja”. Zrzucamy cały ładunek, aby było lżej, mając nadzieję, że może to nas ocali. Dalej mówi św. Łukasz: „Marynarze zaczęli wyrzucać własnoręcznie sprzęt okrętowy”, tzn. zaczęli poświęcać najcenniejsze rzeczy czyli sprzęt nawigacyjny czyli to, dzięki czemu statek się porusza. To, co jest niezbędne na statku. Oczywiście, robili tak, bo uważali, że statek będzie lżejszy, a przez to trudniej będzie go zatopić itd.

Ale w życiu tak jest, że my zaczynamy wyrzucać podczas burzy rzeczy najcenniejsze. Wszystko, co się dla nas liczyło, przestaje mieć wartość, albo potrafimy to zdewaloryzować, dlatego, że jest burza. Mówi dalej historia, że marynarze i żołnierze, przestali jeść. Przestali jeść. Po co mieli jeść? Po co jeść jak zaraz się utopimy? Żeby rekiny się nami lepiej nażarły? No, po co jeść? Dla kogo jeść? To nie ma sensu. Gdy wszystko jest na nic, nawet jeść się nie chce. Gdy w życiu jest burza, to niczego się nie chce. Podstawowych obowiązków się nie chce robić. No bo, po co? Nie ma sensu. Paweł w tym momencie otrzymał dar rady i rzekł: „Widzicie, trzeba było słuchać mnie i byście sobie oszczędzili tej męki”. Za późno. Burza jest. Paweł nie kończy na wyrzutach sumienia, robiąc je dla nich. Paweł kontynuuje. Daje radę: „Radzę wam być dobrej myśli”. Paweł dwa razy to powtarza. Jak często my jesteśmy złej myśli. Trwa burza, a my wyobrażamy sobie najgorsze scenariusze. Wszystko jest w czarnych kolorach. Jesteśmy wtedy pełni złych myśli. Tymczasem Paweł mówi: „Radzę wam być dobrej myśli”.

Co to znaczy, być dobrej myśli? To znaczy wierzyć, że w tym, co jest „jutrem” jest już Pan. Każda dobra armia ma zwiad. Głupi jest wódz, który nie ma zwiadu i uważa, że ma tak silną armię, że zetrze wszystkich; każdą pułapkę rozwali i że idzie jak wał. Od dawien dawna. W cywilizacjach najprostszych, Afrykańskich, Indian Ameryki Północnej i najbardziej rozwiniętych. Każda dobra armia i każdy dobry wódz miał zwiad. Wysyłał kilku ludzi na początek, przed armią, którzy sprawdzali teren. Czy nie ma pułapki, czy w ogóle wielka armia może przejść przez ten teren, czy wróg nie czeka, czy można, czy tu, czy tam założyć obóz? Czy jest woda dla koni, dla taborów? Czy będzie jedzenie? itd.

Naszym życiu zwiadowcą jest Jezus. Idąc przez życie nie robimy ani jednego śladu w ciemno, ponieważ przed nami przeszedł Jezus. Powiesz, że cierpisz? Jezus przed tobą przeżył cierpienia. Powiesz, że czujesz się osamotniona? Jezus przeszedł drogę osamotnienia. Powiesz, że zostawili ciebie ci, na których najbardziej liczyłeś, najlepsi przyjaciele? Jezus został opuszczony przez swoich uczniów, najlepszych przyjaciół. Powiesz, że ci odbierają wszelką nadzieję, że się z ciebie naśmiewają, że nie możesz na nikogo liczyć? Z Jezusa się wyśmiewali. Gdziekolwiek nie pójdziesz w swoim życiu, Jezus przeszedł tą drogę. On jest zwiadowcą. Dlatego w każdym cierpieniu, doświadczeniu, gdziekolwiek nie idziesz, tam już czeka na ciebie Jezus i mówi: „Słuchaj wszystko jest sprawdzone, możesz tędy iść. Jest ci źle, ale Ja jestem w twoim cierpieniu, jestem przy tobie. Ja pierwszy przeszedłem tę drogę”. Być dobrej myśli, to wierzyć, że cokolwiek się nie stanie, czy musisz podjąć ważne decyzje, czy mniej ważne; i nawet, jeśli wybierzesz źle, Bóg będzie tam i będzie próbował wszystko poodkręcać. Owszem. Pomyśl jak wybrać. Ale co by nie było. Jutro czeka na Ciebie Jezus. Ty jesteś jeszcze dzisiaj, o tej godzinie, która teraz jest dwanaście po dwunastej, a Jezus już jest o godzinie szóstej rano jutro. I w południe i wieczorem. On już tam jest. Przygotowuje drogę. On jest Panem czasu. On jest poza czasem. On jest pierwszy w czasie, poza czasem, przed nami. Być dobrej myśli to mieć Jezusa za Zwiadowcę i wierzyć, że to On jest tym Twoim Zwiadowcą. A Duch Święty jest tym, który ci towarzyszy. Aniołowie Stróżowie zawsze idą za nami. Bo każda dobra armia, ma też ludzi, którzy zabezpieczają tyły, żeby wróg nie zaatakował od pleców. Każda dobra armia ma też kuchnie polowe. To Matka Boża jest naszą kucharką. To Ona troszczy się, by nam nic nie zabrakło jak w Kanie. By nam nie zabrakło tego, co nas karmi, tego, co jest pomocą, by iść naprzód. To Ona zabezpiecza nam to wszystko, co jest dla nas pokarmem na każdy dzień. Te łaski niezbędne: cierpliwości, pokoju, roztropności w życiu, w relacji z dziećmi, rodzicami itd. To jest dar rady. Aby jednak mieć dar dobrej rady, to trzeba być dobrej myśli. Jeśli nie jesteś dobrej myśli, nigdy dobrze nie poradzisz. Nie poradzisz sobie, ani innym, jeśli nie jesteś dobrej myśli, bo jeśli jesteś złej myśli to, jaką dobrą radę możesz dać komuś?

Gdy Paweł mówi po raz drugi: „Bądźcie, więc dobrej myśli, bo ufam Bogu, że będzie tak jak mi powiedziano. Musimy przecież dopłynąć do jakiejś wyspy”, Paweł wyraża zaufanie Stwórcy. To jest trzeci dar - dar bojaźni Bożej. Bojaźń Boża to nie brak lęku przed Panem Bogiem. Jednak akcent położony jest na szacunek. Tymczasem nierzadko nasze życie jest naznaczone bojaźnią Bożą w złym tego słowa znaczeniu. Słyszeliśmy od swoich rodziców: „nie rób tego, bo ci rączka uschnie”, „nie mów tak, bo język ci kołkiem stanie”. My sobie to skojarzyliśmy z bojaźnią Bożą. To nie jest bojaźń Boża. To nie ma nic z Ewangelii. Bojaźń Boża to szacunek do Pana Boga; Bojaźń Boża… Paweł mówi w tak dramatycznej sytuacji, gdy nie ma żadnego oparcia tzn. marynarze doświadczeni, mężni żołnierze, nawet właściciel okrętu uważa, że to statkowi już nic nie pomoże. Wszyscy są już zrezygnowani. A Paweł jest sam i ufa Panu Bogu: „Nic się nie stanie, musimy dopłynąć do jakiejś wyspy”. Musimy? Wcale nie musicie. Może macie bliżej do dna niż do wyspy. I tam szybciej dotrzecie. Musicie. Co to znaczy musimy? Paweł powiedział musimy dopłynąć do wyspy. Bóg mi powiedział, że musimy dopłynąć do wyspy i dopłyniemy i koniec. Zobaczcie, tylko jest to. On, któremu powinno najmniej zależeć, by dopłynąć, ponieważ on i tak płynie na śmierć; na sąd cezara. Głowę straci. On już ma najmniej do stracenia, bo właściwie już wszystko jest stracone w jego życiu. Paweł mówi: „nie, musimy dopłynąć do wyspy”.

Co jeszcze mówi Apostoł? „Anioł mi powiedział, że Bóg mi podarował wszystkich”. To jest kapitalna rzecz. Paweł płynie na okręcie z żołnierzami, którzy go pilnują. Z ludźmi, których on nie wybierał do składu ekipy w swoim życiu. To nie są jego uczniowie. To są marynarze: ludzie niejednokrotnie podli o złych charakterach. To są żołnierze. A Bóg jemu mówi: „To Ja ci podarowałem tych wszystkich”. My czasami płyniemy w życiu i niektórych byśmy chcieli za burtę wyrzucić; niektórych mamy dość. A Bóg ci mówi: „Słuchaj, ci ludzie są darem dla ciebie. To jest dla ciebie prezent. W tej całej burzy, ci ludzie są dla ciebie darem”. Odkryć bliźnich. Nie tylko tych, których chciałbym, albo wydaje mi się, że kocham. Ale każdego człowieka w życiu odkryć, że jest darem, że coś mi Bóg chce przez to powiedzieć; przez tych ludzi. Coś muszę dać z siebie. Wiecie, co dał z siebie Paweł? Paweł dał z siebie, to, że przejął władzę na okręcie i zaczęli go słuchać. Dał z siebie to, że tym ludziom ocalił życie. Po co Pan Bóg daje ci ludzi w twoim życiu? Jako ojcu, po co ci daje twoje dzieci? Jako mężowi, po co ci daje żonę?  Jak w pracy, po co ci daje innych ludzi? Czy tylko jako zło konieczne daje ci twoich kolegów, znajomych? Czy ty możesz coś wnieść w ich życie? Po co mi was daje? Po co mnie wam daje? Odkryć siebie jako dar. Oczywiście łatwiej zobaczyć jako dar tych, których lubimy; których darzymy sympatiom. W tym nie ma problemu, odkryć ich jako dar. Ale jeśli ktoś nas nie akceptuje? Jak wtedy odkryć „tego kogoś” jako dar. Wtedy dopiero będzie można zobaczyć, czy ja kocham jak chrześcijanin; potrafię przebaczyć jak chrześcijanin. Wtedy się zaczyna chrześcijaństwo. Kochać tych, którzy mnie kochają, to nie trzeba być katolikiem. Można nie wierzyć w Boga i kochać tych, którzy mnie kochają. Ale kochać tych którzy mnie ranią…a to już jest droga chrześcijaństwa. To jest odkrycie kogoś jako daru w moim życiu. To dar, który jest dla mnie wymagający. To jest dar bojaźni Bożej, szacunku wobec Boga. Ufam Panu Bogu w tym dramacie, w tej burzy. Wobec takiego składu, jaki mam w tym momencie, ufam Panu Bogu. Bojaźń Boża; szanuję Go i ufam Panu Bogu.

Jaki jest czwarty dar, którym posługuje św. Paweł w trakcie burzy? To dar umiejętności. Paweł mówi tak: „Jeśli ci nie zostaną na okręcie, wy nie potraficie się uratować”. Gdzie tu jest umiejętność Pawła? Na czym polega ta umiejętność? Ta umiejętność to zdolność oceny swoich możliwości. Czternaście dni są na morzu. Czy to dużo, czy mało? Morze Śródziemne to nie ocean, ale czternaście dni wałęsać się po takim morzu, to jednak jest dużo. To właściwie jest nie duża miednica wody, więc właściwie czternaście dni latać w prawo i w lewo, to żadna przyjemność. Normalnie rzecz biorąc, to powinno się wreszcie wpaść na jakąś wyspę, bo czternaście dni to jest dużo. Na Morzu Śródziemnym przez czternaście dni nie widzieć brzegu, to jest bardzo dużo. Normalnie to się robi w kilka dni całe Morze Śródziemne od końca do końca. A czternaście dni to jest jednak sporo. Czternaście dni bez snu, bez żadnego posiłku, bez golenia, bez Mszy Świętej, Komunii Świętej. Paweł czternaście dni bez komunii świętej pływał po morzu, ale z Duchem Świętym! Stąd Paweł rzekł do żołnierzy:„Jeśli puścicie wolno marynarzy, którzy chcą zwiać, bo biorą szalupę; łódź ratunkową i chcą uciec, to wy nie potraficie się uratować. Gdzie tu jest dar umiejętności Pawła? Dar umiejętności w tym momencie polega na zdolności ocenienia swoich granic. Paweł ocenia sytuację: Jego umiejętności kończą się na tym, że jest na tym statku. Jeśli marynarze uciekną nie będzie potrafił zapanować nad tym statkiem. To jest dar umiejętności ocenienia swoich granic umiejętności.

W tym momencie Duch Pawła przejmuje dowodzenie. Gdy zaczynasz słuchać Ducha Świętego, inni zaczynają słuchać ciebie. Paweł zaczął słuchać Ducha Świętego i inni zaczęli słuchać Pawła. Jeśli zaczynasz słuchać Ducha Świętego, inni zaczynają słuchać ciebie. Dlatego wy słuchacie mnie. Gdybym mówił od siebie; gdybym nie słuchał Ducha Świętego, nie miał bym wam wiele do powiedzenia. Jesteście ode mnie lepszymi marynarzami. Dłużej pływacie w tym życiu i lepiej znacie życie. I nawet byłoby to jakimś przemądrzaniem się, gdybym wam chciał coś powiedzieć od siebie; podać jakieś rady. Muszę sam zacząć słuchać Ducha Świętego, żeby inni zaczęli słuchać mnie. Ale to jest nie tylko recepta dla księdza. Jeśli w swoim życiu jako ojciec, matka zaczniesz słuchać Ducha Świętego, nie tylko, że ty będziesz wiedział co masz robić, ale inni zaczną u ciebie szukać rady, mądrości, rozumu, męstwa itd. Zaczęli Pawła słuchać, bo Paweł zaczął słuchać Ducha Świętego. Gdyby Paweł mówił od siebie, oni by go nie słuchali. Nie miałby on wiele do powiedzenia. Kiedy zaczynają słuchać św. Pawła, zaczęło świtać! Kiedy zaczynamy słuchać Ducha Świętego pojawia się światło. Światło w Biblii to jest Moc Boża, to jest Jezus, który jest światłością na oświecenie pogan. Kiedy zaczynamy słuchać Ducha Świętego i zaczynamy słuchać tych, którzy słuchają Ducha Świętego pojawia się światło. Kończy się noc. Jest wyjście. Widać ląd, jak w tej historii. Uwaga rozjaśnia się. Idziemy, ku dobremu. Płyniemy w dobrym kierunku.

Następnym darem w tej historii jest dar rozumu. Paweł mówi, po tych czternastu dniach: „Dzisiaj już czternasty dzień trwacie w oczekiwaniu, o głodzie i bez żadnego posiłku. Dlatego proszę was, abyście się posilili; bo to przyczyni się do waszego ocalenia”. Rozumne, to, co mówi, nie? Logiczne, jak się najecie, będziecie silni. Będziecie silni; dacie radę dopłynąć do brzegu; dacie radę trzymać żagle; dacie radę trzymać ster; dacie radę się uczepić skrzynki i wylądować na brzegu. Będziecie jeść, będziecie silni. Każdy rodzic to mówi dziecku; jedź będziesz silny, będziesz duży, będziesz ładny itd. Wiec, dar rozumu. Paweł przejmuje dowodzenie, a właściwie Duch Święty i tłumaczy im, że w najgorszej sytuacji są sprawy, z których nie wolno zrezygnować. W najgorszej burzy i beznadziei są sprawy, które musimy przetrzymać. Właśnie, dlatego, że sytuacja jest najgorsza. W najgorszej sytuacji nie możemy zrezygnować z pewnych rzeczy właśnie, dlatego, że sytuacja jest najgorsza. Patrząc po ludzku, nie możemy zrezygnować z tego, co jest jedzeniem; z tego, co jest snem; z tego, co jest pewnym odpoczynkiem. Właśnie dlatego, że jest źle musimy mieć siłę. Nie możemy zrezygnować też z modlitwy, dlatego, że jest źle. Nie możemy zrezygnować. I to jest rozum. To, co może mi w tym moim dramacie, w burzy mojego życia, dać siłę. Z tego nie mogę zrezygnować. To, co mnie karmi. Z tego nie mogę zrezygnować. Muszę przyjąć ten dar Ducha Świętego, co mi podpowiada rozum. To, co mnie karmi, to, co mi daje życie. Może to być coś, może to być ktoś, kogo kocham, kto mnie kocha i kto mnie zrozumie właśnie wtedy, kiedy jest burza. Nie mogę z tego zrezygnować. Bo to mnie karmi.

Następnym darem jest dar męstwa. Paweł mówi: „To przyczyni się do waszego ocalenia; nikomu, bowiem z was włos z głowy nie spadnie”. To jest męstwo w tym całym dramacie. Paweł jest pewien, gdy stwierdza: „Nic wam się nie stanie”. Jak dobry wódz armii, jak dobry kapitan na okręcie, bo on musi być pewien. Cała armia może drżeć, że przeciwnik ma dwa razy większą armię. Wódz mówi: „Słuchacie panowie wy jesteście najsilniejsi”. Ile razy oglądaliśmy na filmach? Ile razy taki wódz zmienił historię świata? Zmienił bieg kampanii; zmienił bieg bitwy w sytuacji beznadziejnej. Paweł mówi: „Słuchajcie: włos z głowy wam nie spadnie”. I co się dzieje?

Dwustu siedemdziesięciu sześciu facetów na okręcie bierze i zaczyna jeść. Jeden Paweł - więzień, jakiś opryszek dla nich, skazaniec, jakiś tam przestępca. Marynarze i wszyscy żołnierze, dwustu siedemdziesięciu dwóch facetów słucha jakiegoś tam Żyda i zaczynają jeść. Trzy zdania i we wszystkich wstępuje nadzieja. Ile, by nam potrzeba takich sytuacji, by mieć dar męstwa, by przywrócić nadzieję dla całej rodziny, w danej sytuacji. Zobaczcie często tego brakuje, daru męstwa; żeby w najgorszej sytuacji powiedzieć: „Włos wam z głowy nie spadnie”. Dlaczego? Bo już masz dar Boży, bojaźń Bożą, szacunku do Pana Boga i pewności, że Mu ufasz. Bo masz wszystkie inne dary; bo wiesz, że Jezus na ciebie czeka i dlatego jesteś mężny. Zobaczcie, Paweł cierpi tułaczkę, przez nich cierpi, bo to oni zabrali go na siłę na ten okręt i on chce ich ratować. Wiecie, w czym jest największe męstwo Pawła? Największe męstwo Pawła jest w tym, że Paweł potrafi stoczyć walkę z brakiem wynagrodzenia. Bo Paweł wie, że za to, że on ich ocali, ani go nie puszczą wolno, bo gdyby go żołnierze w ramach wdzięczności wypuścili na wolność, sami by stracili głowę. Ponieważ za więźnia, który uciekł żołnierz był skazany na karę śmierci. Paweł wie o tym, że go nie puszczą za to, że im ocali życie. Paweł wie, że nie zdobędzie sympatii ani marynarzy. Rozstaną się i nikt go nie ozłoci. To jest to. Męstwo, które polega na tym, że nie liczę na nagrodę, a mimo wszystko jestem gotowy komuś pomóc. Zobaczcie, Paweł nie liczy na to, że ktoś mu za to zapłaci. Ile razy my oczekujemy wdzięczności za jakieś nasze działanie? To jest logiczne i to jest normalne. Oczekujemy wdzięczności od dzieci; oczekujemy wdzięczności od rodziców, że im pomogliśmy; oczekujemy wdzięczności od znajomych, którym dobrze poradziliśmy; ksiądz oczekuje wdzięczności od ludzi, że ich wyspowiada, a oni przychodzą i mu za to podziękują i powiedzą, że jest on taki wspaniały itd. I to jest normalna reakcja, że oczekujemy wdzięczności. Ale cierpimy często, kiedy jej nie otrzymujemy. To też jest normalne, ponieważ włożyliśmy w to całe serce. Jaki jest jeden ratunek na to, by nie cierpieć? Wtedy, kiedy nasza miłość będzie naprawdę bezinteresowna. Rodzice, którzy naprawdę kochają swoje dzieci, mimo, że nie oczekują wdzięczności nadal ich kochają. Potrafią przebaczyć itd. Nie mówią: „Nie jesteś wdzięczny. Koniec. Wynoś się z domu”. Chcieliby wdzięczności, oczekują wdzięczności, chcieliby wdzięczności; potwierdzenia tego, że dzieci odczytują ich gesty jako miłość. Ale jeśli ich miłość jest czysta, bezinteresowna, a zazwyczaj taka miłość u rodziców jest no to kochają dalej. To jest dar męstwa. Kiedy dajemy się dla innych, nie wiedząc, czy to ktoś dowartościuje; zrozumie; czy ktoś mi będzie za to wdzięczny.

Został jeszcze jeden, ostatni dar, dar pobożności. Zobaczcie, w tej sytuacji, kiedy ciągle nie mają kontroli nad statkiem; kiedy robi się widno, ale ciągle morze jest wzburzone. Paweł, kiedy wszyscy się najedli bierze chleb, robi coś, co robił Jezus na ostatniej wieczerzy. Otóż Paweł bierze chleb (pierwszy czasownik), złożył dziękczynienie, połamał i zaczął jeść, a później jedli wszyscy. Czyli też dzieli. Pięć czasowników, które są użyte na ostatniej wieczerzy. Co Paweł robi w dramacie, kiedy przecież nie są jeszcze na brzegu? Paweł pobożnie dziękuję Panu Bogu. Czym jest Msza Święta? Dziękczynieniem. Paweł składa Bogu dziękczynienie, kiedy jeszcze nie są ocaleni. Paweł już Bogu dziękuje za ocalenie, kiedy jeszcze nie jest na brzegu. Zobaczcie, dzieli ten chleb między dwustu siedemdziesięciu sześciu ludzi. Aluzja do cudu rozmnożenia chleba. Czternaście dni nic nie jedli i raptem wszystkim się zachciało jeść i wszyscy się najedli bardzo smacznym chlebem dwutygodniowym, tak? To jest aluzja do jakiegoś cudu. Wszystko im zaczęło inaczej smakować. Bo już Duch Święty rządzi na okręcie. Jeszcze nie są na brzegu. Zobaczcie, to jest ostatnia rzecz, którą wam dzisiaj chciałem powiedzieć z rzeczy, które są dla mnie kapitalne. Jakąkolwiek byś sytuacje w życiu przeżywał. Czy jest ci dobrze, czy jest ci źle, dziękować Panu Bogu. Przez złe rzeczy; również przez cierpienie; również przez jakieś kłopoty, Bóg przez wszystko nas czegoś uczy. Nauczyciele w szkole nas przez dwóje też czegoś uczyli. Przez to, że nam nie podarowali jakiegoś materiału i kazali robić poprawkę. Też chcieli nas czegoś przez to nauczyć. Jakiejś obowiązkowości; jakiegoś wymagania. Bóg też w cierpieniu nas chce czegoś nauczyć. Nawet, jeśli On nie jest przyczyną cierpienia, tylko my sami żeśmy tak nakręcili w życiu. I już wtedy trzeba Bogu dziękować. Naprawdę, kiedy jest źle nie proście tylko Pana Boga o pomoc, ale dziękujcie Panu Bogu, że daje wam zmądrzeć również przez te trudne sytuacje. Że czegoś was uczy, nawet po szkodzie. Bo dziękczynienie Panu Bogu jest także prośbą, by Bóg nam to poodkręcał. Bo Bóg widzi, kiedy my dziękujemy, że zaczynamy rozumieć, dlaczego tak się stało; że my zaczynamy widzieć, że z tego też możemy się jakoś ubogacić.

Bóg mówi: „Ok, już koniec lekcji. Widzę, że nie muszę ciebie dłużej trzymać na tej lekcji”. I ja was dłużej nie będę trzymał na tej konferencji, już kończę, bo widzę, że już zaczynacie rozumieć. Oczy wasze zaczynają wam się cieszyć, uśmiechać, że wstępuje w wasze życie nadzieja. Że w burzy, jaką macie w waszym życiu, że pojawia się świt. To nie znaczy, że przed konferencją uważałem, że nie rozumiecie. Tylko, że robi się widno. Zatem we wszystkich sprawach ostatni dar, o którym powiedziałem jest bardzo ważny dla ojca rodziny, dla matki, czy dla dziecka. Dar pobożności, tutaj się wyraża w modlitwie, w spotkaniu, ale też w pobożności mojej; w codzienności, kiedy jestem gdzieś tam w zamęcie; bliżej tych spraw, w których jestem. Gdy zaczynam pracę, której nie lubię nie lubię zaczynać; kiedy nie wiem właściwie jak zacząć, wtedy westchnienie do Pana Boga. Też jest ważne.

Jak się skończyła ta historia? Wylądowali na Malcie. Paweł zewangelizował Maltę. Słuchając Ducha Świętego dotarł do wyspy, do kraju, który do dzisiaj pozostaje najbardziej katolickim krajem w Europie. Procentowo nawet większe tu jest uczestnictwo w życiu Kościoła niż w Polsce. Na tej malutkiej Malcie. Paweł ogłosił Chrystusa, który do dzisiaj jest tam wielbiony. Takie są owoce tej burzy. Owocami w naszej burzy, jeśli słuchamy Ducha Świętego mogą być większe rzeczy niż żeśmy się spodziewali przed wyruszeniem do Rzymu; przed wyruszeniem w tę podróż. Jeśli będziemy słuchali Ducha Świętego. Dlatego teraz nie pozostaje mi nic innego, skoro wam narobiłem apetytu, mam nadzieję; skoro wierzę, że pragniecie, aby w waszym życiu Duch Święty tak działał. Choć nie zawsze do końca wiemy jak to działanie ma w rzeczywistości wyglądać. Wiem, kto to jest Duch Święty; wiem co ksiądz do mnie mówił, bo mówił po polsku i wyraźnie i nie trzeba wykształcenia teologicznego, żeby zrozumieć o co księdzu chodzi. Ale proszę księdza jak to jest w życiu? W tym momencie, co mam czynić? Chce wam teraz na końcu zaproponować modlitwę o to, by Duch Święty istotnie teraz na nowo napełnił wasze serca. Bo ufam, że po tej konferencji zapragnęliście bardziej Go słuchać.

Ponieważ nie jest przyjemnie płynąć na statku, który miał być wycieczkowy, a stał się galerą. Nie jest przyjemnie płynąć na statku, kiedy chcemy liczyć na tych, którym zaufaliśmy, kiedy wyruszaliśmy, a oni chcą uciekać. Nie jest przyjemnie płynąć na statku, w którym wiele rzeczy miało być błogosławieństwem, a staje się przekleństwem, tak jak wiatr na tamtym statku. Nie jest przyjemnie płynąć na statku, kiedy jest noc i nie ma gwiazd, więc nie ma żadnego kierunku, żadnej orientacji. Nie jest przyjemnie płynąć, kiedy jest taka burza, że nie chce się jeść, nie chce się żyć; nie wiadomo czy możemy na kogokolwiek liczyć.

Ale czyż Pan obiecał nam łatwe życie na ziemi? A ponieważ to życie nie jest łatwe, On dał nam swojego Ducha!

Ks. Tomasz Bieliński