<< Listopad 2017 >> 
 Pn  Wt  Ś  Cz  Pt  So  N 
    1  4
  6  7  8
13141517
2021222425
272829   

Świadectwa

ŚWIADECTWA Z KURSU JAN

(Nowe Opole, 29.04-02.05.2016)

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia strony naszej diecezjalnej Szkoły Nowej Ewangelizacji, gdzie znajdują się ciekawe świadectwa naszych Sióstr i Braci z WJD, którzy brali udział w niedwanym kursie Jan poprowadzonym przez ekipę z SNE Diec. Drohiczyńskiej.

Aby przeczytać świadectwa prosimy kliknąć na ten link: http://www.sne.siedlce.pl/swiadectwa/

ŚWIADECTWO O NIEROZERWALNOŚĆ MAŁŻEŃSTWA

Po nagłej i niespodziewanej śmierci mojego męża Henryka wydawało mi się, że i moje życie się skończyło. Ogromna pustka, nieopisany ból i wszechogarniający strach. Bałam się, bardzo się bałam! Tylko w domu czułam się bezpiecznie. Dzięki moim siostrom ze Wspólnoty, ich obecności przy mnie i wspólnym modlitwom powoli wracam do życia. Chcę żyć, aby służyć Wspólnocie, Kościołowi i robić co tylko możliwe, aby mój Mąż jak najszybciej mógł oczyścić się i cieszyć pełnią szczęścia w Niebie.

Za radą mojego spowiednika sięgnęłam po Adhortację Apostolską Św. Jana Pawła II „Familiaris Consortio”, traktującą o rodzinie. Czytając odniosłam wrażenie, że w niej jest opisana moja historia. Święty Papież napisał, że bez miłości rodzina nie jest wspólnotą i bez niej nie można żyć.

Nas połączyła miłość, która przetrwała 57 lat. Poznaliśmy się jako 16-letnie, śmiało można powiedzieć dzieci. To było zauroczenie, które przerodziło się w miłość. Pokochaliśmy się czystą i niewinną miłością i pobraliśmy się między 20-tym a 21-szym rokiem życia. Nie powiem, że było łatwo. Bywało trudno i był czas rozłąki (wyjechałam na roczne studia do Kijowa), ale dochowaliśmy sobie wierności. W życiu mojego Męża nie było ani innej dziewczyny, ani kobiety. Dla mnie mój Mąż, a wcześniej chłopak też był jedyny. Może dlatego teraz tak bardzo boli jego nagłe i niespodziewane odejście do wieczności.

A wracając do Adhortacji, przeczytałam; „Rodzina opiera się na nierozerwalnym małżeństwie między mężczyzną a kobietą oraz jest środowiskiem, w którym człowiek może narodzić się godnie i rozwijać w sposób integralny. Małżonkowie obdarowują siebie całym życiem. Ich miłość przynosi owoce przede wszystkim dla nich samych przez pragnienie wzajemnego dobra, doświadczając radości przyjmowania i darowania. Jest ona także owocna wielkodusznym i odpowiedzialnym przekazywaniem życia dzieciom, w troskliwej opiece nad nimi oraz mądrym i starannym wychowaniu”.

Dziękuję Bogu za dar życia mojego Męża, za wspólnie przeżyte lata, które były dla mnie wielkim błogosławieństwem! Niech Bóg będzie uwielbiony, wywyższony i błogosławiony!

„BĄDŹ WOLA TWOJA…”

Miesiąc temu zmarł nagle i niespodziewanie mój Mąż Henryk, z którym w sakramentalnym związku małżeńskim przeżyłam 53 lata, wychowując wspólnie czwórkę dzieci. Mimo, że wiadomość o jego śmierci była dla mnie szokiem i niewypowiedzianym bólem, uwielbiałam Boga w tym cierpieniu, dziękując za dar jego życia i naszego małżeńskiego pożycia. Właściwie cały miesiąc, który upłynął od jego śmierci jest nieustanną modlitwą dziękczynienia i uwielbienia Boga, który jako kochający Ojciec daje to, co najlepsze i powołuje do swego królestwa w najodpowiedniejszym momencie.

Przez ostatnie osiem lat dobry Jezus przygotowywał mnie do przyjęcia tego krzyża, przyprowadzając do Wspólnoty, w której jestem formowana. Cotygodniowe spotkania, rekolekcje, konferencje, adoracje Najświętszego Sakramentu oraz Wieczory Chwały nauczyły mnie dziękować Panu za wszystko, co mnie spotyka i współpracować z Nim w realizacji planu, który przed wiekami dla mnie przygotował.

Dzięki gorącym modlitwom naszego Opiekuna Duchowego oraz Sióstr i Braci ze WJD mogę normalnie funkcjonować. Jestem otoczona serdeczną troską, a mój dom stał się domem modlitwy, gdyż codziennie, czasem do późnych godzin nocnych wspólnie modlimy się i uwielbiamy Pana. Spotkań tych nikt nie planuje a jednak, myślę sobie, że to dobry Jezus sporządził grafik i według niego przyprowadza do mnie siostry i braci, abym nie czuła się samotna.

Mój mąż odszedł do Pana, ale ja czuję jego obecność, troskę i opiekę. To jest prawda, na potwierdzenie, której mam liczne dowody. Ot choćby taki fakt: zawsze bardzo bałam się burzy i nie odstępowałam od mojego męża, gdyż w jego ramionach czułam się bezpieczniej. Tymczasem pewnej nocy obudził mnie silny grzmot (od śmierci męża mieszkam sama). Burza szalała, a ja byłam spokojna i bezpieczna, jakby w ramionach mojego męża; zasypiałam, budząc się tylko na chwilę przy kolejnym silnym wyładowaniu atmosferycznym. Przestałam bać się cmentarza i nie szukam towarzystwa, aby tam pójść. Codziennie chodzą sama i modlę się nad grobem. Nie byłam przy śmierci męża, gdyż tego dnia rano wyjechałam do córki. Jednak wchodząc z domu pobłogosławiłam go znakiem krzyża i czego nigdy dotychczas nie robiłam, pobłogosławiłam klatkę schodową, na której, okazało się, zmarł mąż, wchodząc do domu. Kilka dni po pogrzebie, gdy stałam nad grobem, modląc się i płacząc usłyszałam w sercu: „Czego płaczesz, on zmarł na miejscu, które pobłogosławiłaś”. Przestałam płakać i zaczęłam uwielbiać Pana.

Naszemu opiekunowi duchowemu, Ks. Tomaszowi, wszystkim Siostrom i Braciom ze Wspólnoty z głębi serca dziękuję za życzliwość, troskę i modlitwę. Dziękuję dobremu Bogu, że dał mi tylu prawdziwych i wiernych przyjaciół, którzy modlą się za mojego męża i za mnie! Niech Bóg będzie uwielbiony, wywyższony i błogosławiony.

ŚWIADECTWA Z PRZYSTANKU JEZUS 2015

Kochani, siódemka naszych młodych i dzielnych sióstr na czele z diakonem Kamilem dzieliła się swą wiarą na tegorocznym Przystanku Jezus podczas Festiwalu Woodstock w Kostrzynie nad Odtrą. Publikujemy poniżej ich krótkie świadectwa:

Magda Sipajło: "Po dwóch dniach przygotowania orszak ewangelizacyjny wyruszył z pieśnią i tańcem na pole Woodstockwe. Mijaliśmy pierwszych woodstokowiczów, a ja nie mogłam na nich patrzeć. Ich twarze zdawały się być okropne, wręcz ohydne. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Dwa dni biskup Ryś mówił o miłości Jezusa, a ja poległam na samym początku. Właśnie, „ja”. Po co tu przyjechałam? Z jakimi oczekiwaniami, założeniami, planami na ewangelizację? Pan przypomniał mi, że nie przyjechałam tam dla siebie, ani nawet dla woodstokowiczów, ale dla Niego, dla Jezusa. Dopiero kiedy to zrozumiałam, Bóg wlał we mnie miłość do tych wszystkich ludzi. Pozwolił mi w każdym z nich dostrzec Jego obecność, ale przede wszystkim to, że On sam kocha ich o wiele bardziej niż ja mogłabym kiedykolwiek. I to Jemu bardziej niż mi, na nich zależy. Dlatego nie muszę się martwić i biec jak szalona, aby porozmawiać z jak największą ilością osób, tylko otworzyć się na Pana Boga, zacząć Go słuchać i stać się autentycznym Jego narzędziem. Nie byłam tam po to, aby kogoś do czegoś namawiać, przekonywać ani nawracać, byłam po to aby, iść z Bożą miłością, którą jakimś cudem Pan wlewał w moje serce, a to co Pan z tym dalej robił było niesamowite. Ludzi, których spotkałam, historie, które wysłuchałam i działanie Pana Boga w konkretnych sytuacjach, zmieniło moje rozumienie ewangelizacji. Przystanek Jezus uczy pochylania się nad konkretną osobą, choćby wydawałaby się niemająca żadnych perspektyw na dojście do Boga. To nic, Pan sam wie co robić, ja nie muszę tego rozumieć. Jestem wdzięczna Wspólnocie Jednego Ducha, że przyczyniła się do mojego rozwoju w kontekście ewangelizacji i Panu Bogu za Przystanek, gdzie mogłam Go spotkać."

Kasia Wrzosek: "Woodstockowicze, z którymi rozmawiałam, wydali się być zagubieni, z brakiem wiary w siebie i nadziei na cokolwiek. Wszystko to, było ukryte pod wpływem alkoholu. Część z tych ludzi szuka Boga i jest ciekawa sfery duchowej. Dało się zauważyć, jak ewangelizacja, wspólna modlitwa i zwyczajne wysłuchanie przywraca im radość. Czas spędzony na "Przystanku Jezus" przybliżył mnie do Pana. Duch Święty działał niesamowicie przez nas wszystkich."

Marysia Grudzińska: "Tygodniowy pobyt na „Przystanku Jezus” był dla mnie przede wszystkim czasem wzrostu w wierze. Pojechałam tam w celach ewangelizacyjnych, a mimo to przez pierwsze dni pobytu na PJ zadawałam sobie i Bogu pytania: co mówić, i jak mówić o Jezusie. Jednak przekonałam się o tym , jak wielką moc ma modlitwa. Pan sam stawiał nam osoby na naszej drodze, dawał rozeznanie gdzie mamy iść i jak mówić. Niezwykły był dla mnie także „Wieczór Chwały”, podczas którego odczułam, że Bóg mnie kocha (wcześniej tego nie rozumiałam). Niezwykle poruszyła mnie rozmowa z młodym chłopakiem - sierotą, który rzekomo oddał swoją duszę złemu. Było w nim coś bardzo dziwnego, ponieważ w pewnym momencie poczułam, że jakby prześwietlił moje myśli. Dzięki Panu mogłam porozmawiać z tym chłopakiem (przy tym modląc się nieustannie) i zaprowadzić go do kapłana. Idąc z nim i moją koleżnką Kasią odczuwałyśmy jak ciężko jest nam dojść do bazy Przystankowej. Pomimo tego, dzięki Bogu udało nam się dotrzeć na miejsce. Podsumowując, pobyt nad PJ był dla mnie niezwykły i owocny. Chcąc ewangelizować, tak naprawdę sama się ewangelizowałam i doznałam jak wielki jest Pan."

Beatka Koczkodaj: "Na Przystanku Jezus byłam po raz drugi i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa! Czas wyjścia na Woodstock, rozmów z ludźmi jest dla mnie żywym doświadczeniem obecności Boga, Jego ogromnej miłości do mnie i każdego człowieka. Co chwile widać było, jak Pan dotyka serca i czasami wystarczyło się uśmiechnąć, z miłością spojrzeć na drugiego człowieka, okazać mu zainteresowanie. Ten Przystanek był dla mnie trudniejszy niż poprzedni ze względu na zimno, jakiego się nie spodziewałam w środku lata. Trochę było mi przykro, że w ciągu dnia byłam krócej na Polu Woodstockowym, a przez to przeprowadziłam mniej rozmów niż w ubiegłym roku ale zrozumiałam, że to nie o to chodzi, że właśnie ten swój trud mogę ofiarować za woodstockowiczów. Bardzo mocno wzruszyło i poruszyło mnie świadectwo jednego z braci z Przystanku Jezus, miałam wrażenie jakby sam Jezus przyszedł do mnie. Dziękuję wspólnocie WJD za konkretne przygotowywanie do ewangelizacji i przede wszystkim Panu Bogu za Jego MIŁOŚĆ i możliwość bycia na Przystanku Jezus."

Agnieszka Kulesza: "Krocząc ciemną nocą przez pola Woodstockowe można się przerazić. Porozrzucane wszędzie śmieci, unosząca się wokół nieprzyjemna woń pomieszanych ze sobą zapachów alkoholu, potu, kurzu… A dookoła fala ludzi – niektórzy pomalowani sprayem, inni półnadzy, jeszcze inni w przebraniach różnego pokroju. Wielu pod wpływem alkoholu bądź narkotyków. Ale w tym tłumie jest coś pięknego. To człowiek – każdy oddzielnie. Czasem niedomyty, czasem pijany albo naćpany, a czasem zupełnie przeciętny student czy pracownik biura, który po prostu przyszedł na jeden koncert. Każda z tych osób jest Dzieckiem Bożym. I to prawda – przerażający jest widok tak bardzo zbłąkanych dzieci, które nie potrafią wrócić do Domu. Często zlęknione, a czasem już obojętne no to, czy kiedyś uda im się wrócić. A jednak, gdy trafią na jakąś rozświetloną twarz, i którą poznają, że jest z Domu Ojca, wtedy dokonuje się coś pięknego, bo wielu z nich wraca. To właśnie widziałam w czasie Przystanku Jezus, gdy wraz z ekipą ewangelizacyjną kroczyliśmy po polach woodstockowych. Nie byłam tam po to, by nawracać, pouczać, zarzucać swoim „doświadczeniem”. Byłam tam po to, by spotkać swoich braci i pokazać im drogę do Domu. Ale byli i tacy, którzy nie chcieli wracać. Wtedy wystarczyło przypomnieć jak Ojciec jest dla nas dobry i wspomnieć o Jego Miłości, a oni już sami podejmą decyzję. Czy było warto? Nie przeprowadziłam wielu spektakularnych rozmów. Ale choćbym miała pojechać tam dla jednej spotkanej osoby – było warto. Od pewnego młodego mężczyzny usłyszałam słowa: „Dajesz mi nadzieję, że mimo wszystko, będę zbawiony.” Może Pan Bóg postawił mnie w tamtym miejscu ze względu na tego jednego człowieka? A może raczej ze względu na mnie samą? Bo Woodstock stał się dla mnie lekcją miłości, pokory i zaufania Panu Bogu, wbrew wszystkiemu."

 

ŚWIADECTWA Z OKUNINKI

 

Zgłosiłem swój udział w Ewangelizacji, ponieważ poczułem, że jestem do tego "wystarczająco słaby". To rozeznanie pozwalało mi wierzyć, że będę miał szansę doświadczyć mocy Tego, który mnie umacnia, a jednocześnie uchroni mnie przed teologicznym wymądrzaniem się. Jednakże w miarę, jak przybliżał się dzień wyjazdu zaczęły ogarniać mnie coraz większe wątpliwości typu: "co ja, siwy dziadek będę robił wśród młodych, spośród których niektórzy mogliby być moimi dziećmi, a inni nawet wnukami". Jednakże dzięki codziennej Eucharystii, nocnej adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i wspólnotowej modlitwie wstawienniczej przekonałem się, że "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia". W Okunince, Pan postawił na mojej drodze ludzi zarówno młodych, jak i starszych ode mnie;  w mniejszym lub większym stopniu poranionych duchowo. Dał mi spotkać bliźnich, którym pod natchnieniem Ducha Świętego mogłem głosić Dobrą Nowinę, że JEZUS DAJE [także] TOBIE NOWE ŻYCIE, nawet jeśli uważasz, że na nie, nie zasłużyłeś. Niektórym trzeba było zaświadczyć, że to NOWE ŻYCIE dotyczy również życia ziemskiego. Szczególnie zapamiętam rozmowę z pewnym zdeklarowanym ateistą przekonanym, że życie składa się z przypadków, a po śmierci nie ma nic. Nawet u niego udało mi się z Bożą pomocą, sprowokować refleksję z nad jego wiarą.
Wszyscy zaświadczyliśmy i doświadczyliśmy, że chrześcijanin to człowiek radosny, który nie zawsze chodzi po wodzie, ale może stojąc w niej po kostki tańczyć na chwałę Bożą.
Nigdy w swoim życiu, tak jak nad Jeziorem Białym i po powrocie do domu nie doświadczyłem tego, że wiara umacnia się w tym, który się nią dzieli z miłością. Okazało się, że dla ewangelizowania - co jest jedynym zadaniem Kościoła, do którego i ja należę nie ma ograniczeń wiekowych, czego doświadczyłem na własnej skórze, pomarszczonej przez czas. Jeśli Pan Bóg pozwoli, za rok również pojadę, aby jako "duchowy egoista" samemu się ubogacić. Boże, jesteś Wielki!

MOHEROWY JERZY

Czułam wielki pokój przed ewangelizacją jak tylko usłyszałam o tej inicjatywie to wiedziałam że tam muszę być i uczyniłam też wszystko aby tak się stało. Ufałam Panu w tej kwestii we wszystkim szczególnie że naprawdę nie wiem co mnie czeka, w szczególności jeśli chodzi o samą ewangelizację bo pierwszy raz byłam na takiej masówce w swoim miejscu pracy wiedziałam co kogo boli znałam tych ludzi to mogłam im głosić dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie ale do ludzi obcych? Było to dla mnie co najmniej trudne ale powiedziałam Ojcu Fiat, i wyruszyłam zwróciłam uwagę na osoby pokiereszowane przez życie a dla mnie to właśnie tam na początek trzeba zanieść Chrystusa aby jasniał i oczyszczal byłam w parze z Jerzym znaleźliśmy rozmawiać z człowiekiem który miał krzyż na piersi i on przyznał się od razu do Jezusa ale gdy opowiadał o swoim życiu to zobaczyłam że też ma ułożony już swój plan na to życie tak samo jak ja ma wybrane osoby które postanowił ze będzie kochał a resztę odrzuci wykasuje, podobnie jak ja i wtedy zrozumiałam że ten człowiek nie na darmo stanął na mojej drodze tutaj Jerzy przedstawił mu inny punkt widzenia na jego życie-Boży punkt widzenia, ja dopełniłam Kerygmatem.
W trzecim dniu czułam wielką radość widziałam że to co robimy jest dobre i podoba się Panu Bogu na plaży ludzie którzy tam wypoczywali też widzieli tą autentyczną radość jeden z płazówiczów krzyknął do mnie ze też by chciał dwie takie tabletki które my bierzemy pomyślałam czemu od razu ze to przecież Ciało i Krew Pańskie ale za daleko był żeby odkrzyczeć,ludzie byli bardzo pozytywnie nastawieni przechodząc koło nich można było usłyszeć szczęść Boże powiedziane z głębokim szacunkiem oraz Z Bogiem, pokazywano znaki chrześcijańskie. Kulminacyjnym momentem była Msza Święta niedzielna gdzie mówiłam świadectwo to było nie opisane uczucie jak tyle osób powierzyło swe życie Chrystusowi tak jak by ktoś w praktyce zorganizował Triduum Paschalne, inaczej żywa ewangelia przełożona na nasze czasy te konkretnie tu i teraz.

MAŁGOSIA

 

Bardzo się bałam tej ewangelizacji, gdyż nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w tego rodzaju inicjatywie. Myślałam, czy jestem godna, aby mówić o Jezusie Chrystusie innym ludziom, czy mam wystarczającą wiedzę? Było wiele wątpliwości i dużo strachu. Teraz nie żałuję ani jednej minuty! Bóg nie wybiera uzdolnionych, lecz uzdalnia wybranych. Ten wyjazd dał mi siłę i odwagę. Pozwolił zdobyć nowe doświadczenie i śmiałość,aby mówić o Jezusie swoim bliskim,przyjaciołom,sąsiadom jak i ludziom spotkanym na ulicy,w sklepie czy pracy.....poznałam całą masę cudownych i wspaniałych osób. Nie żałuję, że nie leżałam na kocyku wśród słonecznych promieni nad ciepłą wodą z zimnym napojem w ręku, lecz w pocie czoła, choć z uśmiechem na twarzy i radosnym śpiewem na ustach chodziłam deptakiem oraz po plaży wśród turystów, głosząc Dobrą Nowinę o tym, że JEZUS ŻYJE! Jeszcze do niedawna nie sądziłam,że na środku plaży, wśród ludzi których widzę po raz pierwszy będę z dumą klęczała i modliła się. Być może taki gest, czy rozmowa zmieniły czyjeś życie, lub przynajmniej dało komuś coś do myślenia. Moje własne zmieniło się ...

ANIA

 

Kolejny raz przekonałam się, że pomimo utrudnień, których doświadczałam i pustki w środku czułam, że mam być nad Jeziorem Białym w Okunince. Zrozumiałam, że sama droga do celu już mnie zmienia. Jezus uczy mnie, abym Mu ufała. Podczas ewangelizacji doświadczyłam bliskości Boga. Czułam się niesiona przez łaskę Bożą. Nasze działanie spotykało się z różnymi reakcjami: zaciekawienie, uśmiech, niedowierzanie, a czasem wyraźny głód Bożej Miłości. W podjętej posłudze ewangelizatora przekonałam się, jak wiele osób szuka Boga. Jezus pokazywał swoją moc, dając mi radość, pokój i równowagę duchową. Ewangelizacja nauczyła mnie też, większego słuchania, oddawania wszystkiego Bogu, a także odwagi. Bóg pokazał mi, że jesteśmy potrzebni sobie nawzajem. Wiara rodzi się ze słuchania i tylko On jednoczy, a ten skarb jest przechowywany w naczyniach glinianych, aby nie z nas była moc tylko z Boga. Dziękuję Bogu w Trójcy Jedynemu, za wszystkich ludzi, z którymi rozmawiałam. Rozmowy te duchowo mnie wzbogaciły. To był błogosławiony czas, który mi był bardzo potrzebny. Chwała Panu!

JUSTYNA

 

Ta ewangelizacja była dla mnie czymś zupełnie nowym, przez co na początku sądziłem, że będę czuł się nieswojo, ale było całkowicie odwrotnie. Atmosfera była naprawdę niesamowita i łatwo było mi nawiązać dobre relacje z osobami z innych wspólnot. Szybko dotarło do mnie to, że nie mogę czuć się nieswojo wśród osób, które tak jak ja kochają Chrystusa i przyjechały tu dla Niego, aby głosić ludziom jego miłość. Jednak największe wyzwanie przyszło w drugim dniu naszego pobytu w Okónince, w piątek. Wtedy zaczęła się prawdziwa ewangelizacja. To było naprawdę niesamowite, kiedy wyszliśmy na ulice z flagami i głośnikami, śpiewając pieśni i rozdając ulotki. Wszyscy ewangelizatorzy mieli w sobie tyle zapału, ile Izraelici podczas podbijania miast, w czasach starotestamentowych. Tak to wyglądało w moich oczach, jakbyśmy zdobywali to miasto i rzeczywiście myślę, że podbiliśmy serca tych ludzi, którzy się tam znajdowali. Później, gdy przeprowadzaliśmy bezpośrednie rozmowy z przebywającymi na plaży, wszystkie wątpliwości znikały. Pozostawało tylko pragnienie zaprowadzenia tych osób do Boga. Także ja sam byłem prowadzony przez Chrystusa podczas tej ewangelizacji, co odznaczało się tym, że kiedy sam szukałem osób do rozmowy, to rzadko mi się udawało, zaś gdy już sobie odpuszczałem dochodziło do najciekawszych spotkań. Te wszystkie wydarzenia, każda chwila, każda rozmowa, sprawiały, że doświadczałem tego, co głosiliśmy, że Jezus żyje. Bo chociaż spotkałem już Jezusa w swoim życiu, to jednak ciągle się od Niego oddalam i, tak jak apostołowie po zmartwychwstaniu, powracam do zwykłych, codziennych spraw. On zaś właśnie poprzez takie wydarzenia jak to staje przede mną i przypomina mi o swojej obecności. Ten wyjazd znacznie wzmocnił moją wiarę, moją pewność siebie i poczyniłem dzięki niemu kolejny krok naprzód w swoim rozwoju duchowym. Mam też przede wszystkim nadzieje, że przez moje uczestnictwo w tej inicjatywie, że przeze mnie działał Bóg i mogłem przyczynić się do powiększenia jego chwały.

TOMEK