Czwartek 8 listopada

 

„Tak samo powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca…”

 

Bóg musi z wielką miłością patrzeć na tę odłączoną od stada owcę, która „sama się prowadzi” na manowce. Pan, choć czasem pozwala na takie odejścia, to idzie krok w krok za zabłąkaną owcą. Kiedy przychodzi taki moment, kiedy czujemy się bezradni, nie umiemy już „sami się prowadzić”. To błogosławiony moment. Najlepszy, by przekonać się, że On zawsze jest tuż obok. Czeka na ciebie i szuka ciebie. On ma pewną słabość miłości wobec tych, którzy się najbardziej oddalili, którzy się zagubili… Idzie i ich szuka. A jak szuka? Szuka aż po kres, jak ów pasterz, który idzie w ciemno, szuka, aż znajdzie zagubioną owcę, jak kobieta, która gdy straci tę monetę, zapala lampę, wymiata dom i dokładnie szuka. Bóg cierpi, gdy człowiek gardzi łaską Jego przebaczenia. Mimo wszystko wytrwale szuka człowieka, idzie za nim jak cień. Nie męczy się grzesznością człowieka. To grzesznik zmęczony swą nieprawością, ogromnie cierpi, traci smak, wartość i sens życia. Bóg raduje się nawróceniem człowieka, jego nieustannymi powrotami z krainy zła, ciemności, lęku, osamotnienia i zagubienia. Wzrusza się pokornym wyznaniem człowieczej grzeszności i słabości. Właśnie wtedy uzdrawia, umacnia, uświęca i pociesza.  Pasterz znajdując zagubioną owcę nie zostawia jej tam, gdzie ją znalazł, ale przyprowadza do stada. Kobieta znajdując zagubioną drachmę nie pozostawia jej tam gdzie upadła, ale podnosi. A co robi Bóg, kiedy ktoś się rzeczywiście nawraca? Wyprawia w Niebie ogromną imprezę, bo Jego radość jest niesamowicie wielka. Zaprasza na nią wszystkich mieszkańców Nieba. Cieszą się z twojego powodu…