Niedziela 24 listopada

 

„Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył.”

 

Śmierć Jezusa jest wydarzeniem, które zmienia wszystko. Rozsypuje się stary świat i robi miejsce nowemu. Śmierć, szczególnie osób bliskich pozwala inaczej patrzeć na ludzi i życie. Jaką masz postawę wobec śmierci Jezusa? Czy ja zasługuję na Jego miłość? Czy swoim życiem daję przykład miłości do Niego? Czy godzę się na krzyż i cierpienie którego doświadczam? Podobnie jak Jezusowi w czasie męki, tak i nam, życie nie oszczędza ciosów i ran. Mają one różny charakter. Od jakichś dolegliwości i chorób fizycznych po dotkliwe i ciężkie rany emocjonalne i psychiczne. Rany te pozostają nieraz długo otwarte. Najmniejsze dotknięcie ich powoduje dotkliwy ból. I choć każde cierpienie bardzo trudno zaakceptować, to jednak wydaje się, iż nieraz łatwiej radzimy sobie z cierpieniem natury fizycznej niż psychicznej. Trudniej jest nam pogodzić się z głębokimi ranami emocjonalnymi niż fizycznymi: z odrzuceniem przez najbliższych, z wieloletnią manipulacją, z wykorzystaniem w różnej formie, znęcaniem się nad nami. To tylko przykłady możliwych cierpień. Nasze niepokoje, poczucie krzywdy, smutki czy wręcz rozpacz są objawami istniejących w nas głębokich ran emocjonalnych. Samo jednak odkrywanie naszych ran oraz ich źródeł, nie zmniejsza poczucia bólu i cierpienia. Wpatrywanie się w nie, rozważanie ich powiększa jedynie zgorzknienie, odczucie beznadziejności i upokorzenia. Co możemy zrobić z naszymi ranami? Jak zaradzić, aby nie powodowały one w nas jakiejś wewnętrznej destrukcji: zamykania się w sobie, buntu wobec Boga i Jego woli, agresywnego nastawienia do innych? Na te pytania ostatecznie może nam odpowiedzieć tylko Krzyż Jezusa Chrystusa. Panie Jezu, Ty byłeś głęboko zraniony przez ludzi. Ty jesteś w stanie zrozumieć moje cierpienie, które obecnie odczuwam. Mój krzyż jest niczym w porównaniu z Twoim. Proszę, ulecz je, zabierz ciężar, którego już nie jestem w stanie dźwigać lub daj mi siłę aby go nieść jeśli jest taka Twój wola.