Czwartek 10 sierpnia

„Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.”


Dzisiaj świat dodaje do naszego życia tyle sztucznych barwników i wzmacniaczy smaku, że w pewnym momencie przestajemy widzieć naprawdę ważne sprawy i czuć, jak smakuje prawdziwe życie. Jezus mówi: „Ten, kto miłuje swoje życie, traci je (…)”. Chcemy „używać życia” bez ograniczeń, szaleć do utraty tchu, łamać granice. Zapominamy, że gdyby nie ograniczająca nas barierka, moglibyśmy spaść w przepaść i roztrzaskać się o skały. Docieramy do miejsca, w którym upodlenie się nie jest już dla nas powodem do wstydu, wszystko staje się obojętne, matowe, mdłe, bo pędząc za przyjemnościami teraźniejszości, tylko wpakowaliśmy się w kłopoty i uzależnienia, gubiąc kolejno wszystkie prawdziwe wartości. Może o tych, którzy potrafią stawiać sobie granice i wiernie trwać w Bogu, zdarza nam się myśleć, jako o kimś nudnym, naiwnym? Może zadajemy sobie pytanie, jak można przepuszczać życie przez palce bez używania go tak, jak proponuje to „nowoczesność”? Może oceniamy innych, bo nie rozumiemy, że obrali najlepszą drogę i właśnie oni chcą widzieć i czuć życie aż do głębi? Panie Jezu, nie pozwól nam gonić za dobrami materialnymi, które przesłaniają nam to, co naprawdę w życiu ważne. Nie pozwól, byśmy w imię powiedzenia „hulaj dusza, piekła nie ma” otumaniali się imprezowaniem, alkoholem, karierą, hazardem itp., zapominając o wierze, miłości, drugim człowieku. Jezu, dodawaj nam łaski wiary, byśmy potrafili stawiać sobie Ciebie za wzór.