BRZEMIĘ PANA JEST LEKKIE

3. Sportowy dynamizm, stanowczość i radość w konfrontacji z tym, co przeciwne naszym planom. Unikać zniechęcenia.


Od Pana otrzymujemy jedynie dobra. Kiedy dopuszcza cierpienie, przeciwności, problemy finansowe lub rodzinne, pragnie dla nas czegoś lepszego.

Często Bóg błogosławi tym, których bardziej kocha, za pomocą krzyża oraz swojej łaski, aby potrafili go dźwigać z ludzkim i nadprzyrodzonym dostojeństwem. Kiedy św. Teresa z Avila już pod koniec swego życia udawała się do jednej z powołanych przez siebie fundacji, musiała zatrzymać się w pewnej gospodzie, ponieważ z powodu powodzi droga była nieprzejezdna. Spędziwszy zaś noc w miejscu tak ubogim, że nie było w nim nawet łóżek, postanowiła w chłodzie i zmęczeniu podążać dalej; ponieważ tego domagał się Pan. Powiedział Jej; „Nie przejmuj się tym chłodem, Ja jestem prawdziwym gorącem. Diabeł dokłada wszystkich sił, aby przeszkodzić tej fundacji. Złóż jednak swoje siły w Moje ręce i nie rezygnuj z udania się tam osobiście, a będzie z tego wielki pożytek. Nazajutrz Święta postanowiła przekroczyć rzekę Arlanzón. Kiedy więc karawana przybyła nad rzekę, widać było jedynie wielką taflę wody, po której pływały ledwo dostrzegalne drewniane tratwy. Stojący na brzegu widzieli, jak jej wóz kołysząc się zawisł na skraju rzeki. Teresa wyskoczyła z niego i znalazła się po kolana w wodzie, a ponieważ nie była zwinna, potłukła się. Zwróciła się wówczas do Pana z delikatną wymówką: „Panie, pośród tylu szkód musiała spotkać mnie jeszcze ta!” A Jezus odpowiedział jej: „Tereso, tak traktuję swoich przyjaciół”. Na to błyskotliwie iż miłością odpowiedziała św. Teresa: „Ach, Panie, dlatego masz ich tak mało! Wkrótce też wrócił jej dobry humor, a kiedy nadeszli towarzysze podróży „minęło niebezpieczeństwo i pocieszająca była rozmowa o tym.

Pan chce, byśmy znosili przeciwności z pokorą, męstwem, radością i ufnością w Niego, pamiętając, iż „nigdy nie zawiódł swoich przyjaciół, zwłaszcza kiedy chcieli oni pełnić Jego wolę. Przekonajmy się, że gdy przed Najświętszym Sakramentem odmawiamy Adoro te devote. latens deitas… – Wielbię Ciebie… – to przy Chrystusie, nawet w najtrudniejszych i najcięższych przypadkach, ciężar staje się lekki, a brzemię przyjemne. On pomaga nam żywić nadzieje i pokonywać przeszkody ze sportową sprawnością i, w miarę możliwości, z dobrym humorem, jak czynili to świeci. Taka postawa przynosi wielkie dobro naszej duszy i wszystkim, którzy żyją obok nas.

Potrzebujemy tej sprawności ducha i radości w pokonywaniu wszelkich przeciwności i przykrości, tego, .co sprzeciwia się naszym planom albo ciąży i boli. Potrzebujemy także prostoty i pokory, aby nie wymyślać dla siebie problemów i cierpień, które nie istnieją w rzeczywistości, aby odsuwać od siebie podejrzenia, aby fałszywie nie komplikować sobie życia. Chociaż przeszkody bywają realne i należy się z nimi liczyć, istnieje pewne niebezpieczeństwo wykolejenia się, gdy będziemy przypisywać im nadmierne znaczenie. Może się zdarzyć, że będziemy myśleć, iż nic nie wychodzi dobrze, że wszystko jest coraz gorsze, że apostolstwo jest nieskuteczne, że środowisko nadmiernie utrudnia pójście pod prąd… Jest to zniekształcone widzenie rzeczy, nie biorące pod uwagę prawdziwej rzeczywistości. Jesteśmy przecież dziećmi Bożymi i nigdy nie zabraknie nam laski, aby iść naprzód i osiągać większe dobro. Wraz z Nim i przy pomocy Najświętszej Maryi Panny -refugium nostrum et virtus, naszej ucieczki i siły – potrafimy ustalić i określić, co wychodzi nam gorzej. Zwrócimy się wówczas o pomoc do kierownika duchowego, a to, co wydawało nam się tak trudne, okaże się lekkie. Ten duch optymizmu, radości i męstwa jest niezbędny, aby podążać naprzód w miłości ku Bogu i by doprowadzić do końca każde zadanie apostolskie. Dusza przeżywająca trudności hartuje się, staje się wielkoduszna i posłuszna. W trudnościach powinniśmy zawsze widzieć wielką okazję do stawania się bardziej rnężniejszymi i bardziej kochającymi.