Niedziela 26 października
„Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.
Jezus opowiada przypowieść o dwóch ludziach, którzy przyszli do świątyni, by się modlić. Jeden był faryzeuszem — człowiekiem pobożnym, religijnym, znającym prawo i skrupulatnie je wypełniającym. Drugi był celnikiem – grzesznikiem w oczach wszystkich, kimś, kto zdradził swój naród, współpracując z okupantem. Obaj stają przed Bogiem, ale ich modlitwy są zupełnie inne. Faryzeusz modli się w sposób, który pozornie wygląda dobrze. Dziękuje Bogu, że nie jest taki jak inni, że pości, daje jałmużnę, zachowuje przepisy. Ale w jego słowach nie ma ani wdzięczności, ani pokory. Jest porównywanie się, wyższość, samouwielbienie. Jego modlitwa to nie dialog z Bogiem, lecz monolog o sobie samym. Faryzeusz nie potrzebuje łaski, bo uważa, że sam wystarcza. Celnik natomiast staje z daleka, nie podnosi oczu, bije się w piersi i mówi tylko: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.” To krótkie zdanie, ale w nim zawiera się wszystko – prawda o własnej słabości i wiara w miłosierdzie Boga. On nie próbuje się tłumaczyć, nie szuka usprawiedliwienia. Po prostu otwiera serce na Boga takim, jaki jest. I właśnie ten drugi, mówi Jezus, odszedł do domu usprawiedliwiony. Bo Bóg nie zachwyca się doskonałością, ale prawdą. Nie oczekuje od nas idealności, tylko szczerości. Miłość Boża dociera nie do tych, którzy udają, że jej nie potrzebują, lecz do tych, którzy z pokorą wyciągają ręce po miłosierdzie. Ta przypowieść jest lustrem dla każdego z nas. Bo w każdym człowieku żyje coś z faryzeusza – potrzeba bycia lepszym od innych, porównywania się, szukania uznania. I w każdym jest też coś z celnika – poczucie winy, świadomość własnych upadków, pragnienie przebaczenia. Jezus zaprasza, byśmy w modlitwie wybierali postawę celnika, czyli prawdę o sobie i ufność wobec Boga. Prawdziwa modlitwa rodzi się z pokory. Nie zaczyna się od słów, ale od uznania, że wszystko, co mam, jest darem. To modlitwa serca, które nie stawia siebie w centrum, lecz pozwala, by w centrum był Bóg.