Poniedziałek 4 czerwca

„Miał jeszcze jednego – umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: „Uszanują mojego syna”. Lecz owi rolnicy mówili między sobą: „To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”.

Ta przypowieść Jezusa w pierwszym rzędzie skierowana była do tych najbardziej gorliwych, którzy znali dobrze Pisma Święte, przewodzili we wspólnocie ludu wybranego. Ta przypowieść adresowana jest także do mnie osobiście, bo w postawie i czynach nieraz doświadczyłem, że to ja chcę być panem i rządzić po swojemu. Ile razy mówiłem do siebie, gdy ktoś starszy dobrze mi radził, że ja wiem lepiej, ja mam swoją rację i będę jej bronił? Nawet mając nieraz obiektywnie rację, mogę kogoś skrzywdzić, jeśli nie wezmę pod uwagę historii jego życia, drogi rozwoju, dochodzenia małymi krokami do pewnych postaw. Czy nie lepiej być mostem z Bogiem dla kogoś z rodziny, ze znajomych, niż „gorliwym” w utrudnianiu spotkania z Miłością? Warto się zastanowić, czy moja postawa życia podoba się Bogu, czy może bardziej służy własnej chwale, by zdobyć po swojemu dziedzictwo? Co najciekawsze w tej historii – Bóg pragnie i daje nam dziedzictwo życia wiecznego, ale zawsze ze swoim Synem – Jezusem Chrystusem. Kiedy odkryjemy na serio Jego obecność w naszym życiu, że powielekroć wysyłaliśmy Jezusa na krzyż, bo taką mieliśmy zachciankę, to On nie odwołał swojej miłości do nas, pomimo niezrozumiałej postawy odrzucenia. Już wtedy przebaczył nam całe to zło, które wynika z choroby naszego serca. Czy nie jest to cud, który przemienia nasze życie w piękny ogród, winnicę pełną słodkich owoców, którymi mogą się nasycić nasi bliscy, przyjaciele, nieprzypadkowi ludzie – bliźni w naszym życiu? Niech Duch Święty ogrania nas w pełni, budując nasze serca na wzór serca Jezusa!