Poniedziałek 12 lutego
„(…) a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku.”
Pismo Święte wiele mówi nam o wytrwałości w cierpieniu, o tym, że trudny czas kształtuje nasze serce, że nas uczy, ubogaca. Często sami chcąc kogoś pocieszyć, wesprzeć w ciężkich doświadczeniach, prawimy o tym, że trzeba być niezłomnym, silnym mimo wszystko. I jest w tym wiele prawdy. Jednak w życiu każdego z nas przychodzi tak ciemna noc, że może nawet nie widzimy w niej Jezusa. Z mroku niepewności i lęku dochodzą nas tylko napełniające trwogą szmery: że nie może się udać, że prawdziwa miłość tak naprawdę nie jest prawdziwa bo istnieje tylko w filmach, że jesteśmy w grupie tych, którzy z chorobą nie wygrali, że nasz status bezrobotnego nigdy się nie zmieni, że wszyscy wokół jakoś potrafią radzić sobie z problemami, tylko nie my. Nierzadko w tym mroku dopada nas żal, poczucie, że tracimy grunt pod nogami i właśnie wtedy pojawia się w nas chęć dyrygowania Bogu: „pokaż mi, że istniejesz!”, „Boże, daj mi znak!”, „czy mnie w ogóle słyszysz Jezu? Wysłuchaj w końcu mojej modlitwy”. Ten sam moment, w którym chcemy sami interweniować, bo wydaje nam się, że Bóg jakoś się opóźnia, a tymczasem musimy uznać swoją totalną bezradność jest momentem, który uczy nas zaufania Bogu naprawdę. Moment, w którym nasze siły nie znaczą już nic jest momentem, który ukazuje nam rzeczywisty obraz naszej (nie)wiary. Na każdą trudną chwilę niech światłem na naszej drodze będą dla nas słowa Jana Pawła II: „Nadzieja zawiera w sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach”. Panie, wypełnij nas taką nadzieją i daj nam łaskę wierności Tobie, byśmy w chwilach ciemności naszego serca nie domagali się znaków Twojej mocy, ale byśmy z pokorą potrafili Ci dziękować.
Zostaw komentarz
You must be logged in to post a comment.