Poniedziałek 7 listopada

„(…) przebacz mu.”

Często pojawia się w głowie dylemat. Ile razy mam jeszcze przyjmować przeprosiny? Ile drugich szans dawać? Tak wiem, siedemdziesiąt siedem razy, to znaczy nieskończoną ilość. Kiedy ktoś przychodzi i prosi o przebaczenie, prosi o kolejną szansę, rzeczywiście mam czysty dylemat, wybaczyć czy nie? Wtedy wracają piękne słowa „nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy”. Dokonując tego czujemy się jak przykładni katolicy. Ale co, gdy ta osoba nie przychodzi do mnie z przeprosinami? Nie prosi o przebaczenie? Na taką sytuację Pan nas też poucza „upomnij go”. A co z usuwaniem belki z własnego oka? Dzisiaj coraz rzadziej używamy słowa przepraszam. Ale to nie znaczy, że nie mamy w sercu wybaczać. Ile razy moje dziecko wyprowadziło mnie dzisiaj z równowagi? Przyjaciółka znowu zrobiła coś czego nie miała zrobić, a żoną cały czas marudzi, a pani w granatowym volvo nie przepuściła mnie na pasach? Czy wybaczyłem już dzisiaj siedem razy? Czy stać mnie na to tylko w heroicznych sytuacjach? Panie, pragnę przebaczać jak Ty, wszędzie tam gdzie jest prośba, ale też, gdzie jej nie ma.