Poniedziałek 9 października
 
„Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.”
 </div> <div style="text-align: justify;”>Spróbujmy postawić się na miejscu tego pobitego człowieka. Ograbiono nas, sponiewierano. Leżymy na ziemi, kamyk wbija się w obolałą głowę, słońce z góry parzy, każdy promień światła wywołuje ból pod spuchniętymi powiekami, piach i kurz wdzierają się w zadane rany, a pokiereszowane kości nie są w stanie podnieść ani ręki, ani nogi. Nawet oddech sprawia ból, a tocząca się bezwiednie po poranionej twarzy łza powoduje pieczenie. W tym amoku, resztkami świadomości docierają do nas jeszcze dotkliwsze uderzenia, niż te fizyczne. Na wysokości naszego wzroku widzimy ludzkie stopy, który się zbliżają i… oddalają. Mamy ochotę wykrzyczeć coś dosadnego o znieczulicy społecznej? Jakie uczucia się w nas rodzą? Na pewno bezradność, ale co wobec mijających nas – gniew, nienawiść, żal, a może przykrość i wszechogarniające osamotnienie…? I nagle czujemy na twarzy delikatny dotyk. Ktoś uważając, by nie zranić, obmywa nasze rany. Silnie i bezpiecznie podnosi nasze zbolałe ciało, usadawiając nas na swoim bydlęciu i gdzieś nas wiezie… Osłabienie odbiera nam przytomność. Budzimy się w miękkiej, czystej pościeli, nasze rany są opatrzone, przy łóżku pożywne śniadanie, a nad głową czuły szept: „Już dobrze. Jestem, czuwam nad Tobą”. Próbujemy się podnieść, tłumaczymy, że nic nie mamy, że nie możemy się odwdzięczyć. I w odpowiedzi słyszymy: „Spokojnie, nie chcę niczego w zamian, tylko żebyś wyzdrowiał”. Czy można zapomnieć o kimś takim? O takim Przyjacielu – znajomym czy nie – pamięta się do końca życia. W takim razie, dlaczego wciąż zapominamy o Jezusie…? Tyle razy składa popękane przez zdradę serce. Tyle razy podnosi z kamienistej ziemi uzależnienia. Tyle razy w naszym życiu opatruje te miejsca, w które ktoś bezlitośnie zadał cios – drwiną, pomówieniem, wyzwiskiem. Tyle razy w nasze oczy wpuszcza krople miłości, byśmy bez osądzania patrzyli na drugiego człowieka i tyle razy dokonuje przeszczepu, by zamiast bolesnych wspomnień trudnych doświadczeń były w nas pełne mądrości życiowe lekcje. I po każdym zabiegu mówi: „Już dobrze. Jestem, czuwam nad Tobą. Nie chcę niczego w zamian, tylko twojej miłości, tylko Mnie kochaj, a wydobrzejesz”. Jezus. Czy doceniamy to, co nieustannie dla nas robi…? Czy nie myślimy sobie: „Aj, w końcu się wykaraskałem z tego grzechu, z tej mojej trudnej przeszłości, z mojej nędzy”, zamiast podziękować Jezusowi, że nas od tego uwolnił? Tak – to właśnie Jego zasługa. Dziś, teraz, dziękujmy Jezusowi, że jest Tym, który nigdy nas nie zostawia, który nigdy nie przechodzi obok nas obojętnie, któremu zawsze na nas zależy. Chwała Tobie Jezu! 
 
 

„”””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””