Sobota 10 grudnia

„Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał.”

W obecnym czasie dociera do nas mnóstwo informacji, a nawet sami chcemy być na bieżąco z wydarzeniami w naszym regionie i na świecie. Spora dawka wiadomości, często złych, ogranicza naszą perspektywę na świat ducha, na wieczność. W tym gąszczu przeróżnych informacji można nie dosłyszeć i nie rozpoznać głosu proroka, który ma przygotować każdego z nas do spotkania z Chrystusem. A nawet więcej, można postąpić z głosicielem wedle swego upodobania, okazując swoją niezależność i przewagę, wedle dewizy życia: „bo ja wiem lepiej i nikt nie będzie mnie pouczał”. Przy takiej dyspozycji serca trudno o życie prawdziwie szczęśliwe, no bo jak przyjąć szczęście, kiedy punktem wyjścia i celu jestem ja sam, moje małe sprawy i kłopoty. Gdy nie słuchamy proroka, a nim może być ktoś z rodziny, ktoś z przyjaciół, często też starsze osoby z doświadczeniem, to przypominamy osobę, której założono opaskę na oczy i wtyczki do uszu, która próbuje iść przez życie nie korzystając z pomocy przewodników. Można tylko narobić sobie krzywdy. No, ale gdy ja sam chcę decydować o swoim życiu, to muszę zaakceptować konsekwencje każdej mojej decyzji i później nie narzekać na świat, na ludzi i na Boga. Dziś Jezus pragnie być przyjętym przez nas osobiście jako najlepszy Przyjaciel, któremu zależy na naszym szczęściu, który oddał za nas swoje życie, i On prowadzi nas do pełni szczęścia i radości. Wystarczy nie raz zamilknąć, posłuchać Słowa Bożego i zacząć zmieniać nasze myślenie dzięki naświetlaniu przez światło Ewangelii. Owoce będą już niedługo! Jezu, przemień nas, tak jak przemieniłeś wodę w wino w Kanie Galilejskiej!