Sobota 25 lutego

 

„Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.”

 

Dzieci często zachwycają ludzi wokół siebie swoją naturalnością. Mówi się, że dzieciom łatwo jest być szczęśliwymi, bo nie mają żadnych trok, jak coś się dzieje, biegną do mamy, która zawsze z otwartymi ramionami na nas czeka. Jeśli je boli skaleczony palec to płaczą, a jeśli podoba im się brat udający pajaca, to śmieją się do rozpuku. Nie ma tłumienia tego co się czuje. I nie ma głębokiego analizowania „Dlaczego ta szczepionka tak boli”, skoro obok są rodzice. Widocznie musi boleć, ale rodzice wiedzą co robią. Piękno zaufania. I właśnie tego pragnie od nas Bóg. Tego, byśmy szli wyznaczoną przez niego drogą- przecież daje nam drogowskazy, przykazania, potrzebne łaski. Naszym zadaniem jest otwarcie się na niego, nie stawiania sobie przed oczy tego, czego nie rozumiemy, jako muru między nami a Bogiem. Jeśli jest nam trudno- widocznie potrzebny jest nam takie doświadczenie. Dziękujmy Panu za to, którędy nas prowadzi i dziękujmy za łaski jakie nam daje i prośmy o nie. Musimy tylko zaufać naszemu Ojcu, Bogu. Bo On jest, cały czas czuwa. A tych, którzy do Niego przychodzą, bierze w swe ramiona i błogosławi.