ŚWIADECTWO ANDRZEJA PO EWANGELIZACJI

Jestem we Wspólnocie Jednego Ducha dopiero od początku tego roku, dlatego to była pierwsza ewangelizacja uliczna w moim życiu. Będzie to zatem świadectwo debiutanta.

 

Tego dnia, zanim zacząłem ewangelizować innych, ja sam doświadczyłem ogromnej łaski Ducha Świętego. Otóż, w czasie ewangelizacji miałem nosić na sobie tablice z napisami mającymi zwrócić uwagę przechodniów. Dzień wcześniej w rozmowie telefonicznej

z koordynującym to zadanie Arturem nie mogłem się zdecydować, jaki tekst wybrać. Chciałem taki, który nawiązywałby do mojego życia, abym potem w rozmowie mógł powiedzieć świadectwo, ale żaden mi nie pasował. Następnego dnia miałem dużo pracy i spóźniłem się kilkanaście minut. Artura nie było, a ks. Tomasz powiedział mi że wszystkie tablice zostały już rozdane. Niedługo czekałem, gdy jedna z sióstr poprosiła mnie, abym ją zmienił. Na jej tablicy był napis: “Co byś zrobił, gdyby ten dzień był ostatnim w Twoim życiu”. To było to, na co czekałem! Tego dnia bowiem rano, dokładnie w dniu ewangelizacji, byłem na Mszy św. zamówionej przeze mnie dokładnie w rocznicę śmierci mego brata, który zginął tragicznie w wypadku drogowym. Doświadczyłem wówczas, jaką straszną tragedią jest jest nagła i niespodziewana śmierć, bez możliwości pojednania się z Bogiem i chciałem przed tym przestrzec innych. Duch Święty dał mi teraz taką szansę.

Nie rozstawałem się z tą tablicą aż do godz. 17.00. Po ulicach chodziłem w parze z siostrą Ulą. Świetnie się uzupełnialiśmy. Ja nosiłem tablicę przyciągającą uwagę ludzi, a ona rozdawała ulotki i baloniki z napisem “Bóg Cię kocha” oraz dzieliła się z ludźmi Słowem Bożym, rozdając im karteczki z fragmentami Pisma Świętego. Reakcje przechodniów były na ogół życzliwe. Ludzie brali chętnie to co im dawaliśmy, a wielu zwłaszcza starszych chętnie zatrzymywało się na dłużej, aby chwilę porozmawiać. Niektórzy nawet dawali się namówić, aby podejść pod scenę przy dworcu PKP. Część osób, zwłaszcza młodych, mijała nas pospiesznie, bez zatrzymywania się, ale ani razu nie spotkaliśmy się z przejawami wrogości czy agresji.

Obserwując reakcje ludzi zauważyłem, że te tablice, to był strzał w dziesiątkę. Parafrazując hasło ewangelizacji („My nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy”) można powiedzieć, że ludzie na ulicach nie mogli przejść obojętnie i nie zauważyć tego, co widzieli i słyszeli. Nawet ci, którzy nie chcieli z nami rozmawiać i omijali nas szerokim łukiem, traktując jak nawiedzonych, nie mogli powstrzymać się od przeczytania napisów na tablicach. To one przykuwały wzrok i jak magnes przyciągały uwagę nie tylko przechodniów, ale również ludzi w samochodach. Gdy to zauważyliśmy z Ulą podchodziliśmy do samochodów zatrzymujących się i rozdawaliśmy cytaty z Pisma Świętego, a ludzie chętnie je brali. W ostatniej godzinie ewangelizacji brałem jeszcze udział w ulicznej pantomimie na skrzyżowaniu ulic obok tablicy z napisem “Nie przegraj życia”. Grałem w niej rolę człowieka z zasłoniętymi oczami miotającego się bezradnie w więzach złego ducha.

Ewangelizacja była dla mnie niesamowitym, radosnym przeżyciem, dzięki łasce działania Ducha Świętego. To On poprzez tablicę, którą nosiłem dał mi ogromną szansę podzielenia się z innymi świadectwem swego życia. Czy z niej skorzystałem?

Chyba nie do końca. Ten napis wręcz prowokował do dyskusji o tym, co najważniejsze dla człowieka, czyli Życiu Wiecznym. To jednak Ula, a nie ja, częściej rozmawiała z ludźmi. Ja tylko wtrącałem się do rozmowy. Ani razu nie zdołałem powiedzieć osobistego świadectwa ani kerygmatu, czego teraz żałuję. Chyba również za mało czasu byłem na ulicach wśród ludzi, a za dużo pod sceną przy dworcu PKP.

Chwała Panu za wszystko, co się dokonało w tym dniu w życiu moim i spotkanych osób.

Andrzej