Sobota 23 marca

“Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. (…) „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. (…)”

Tak często my sami na własne życzenie spadamy o kilka pięter w dół, jeśli chodzi o jakość naszego życia. Tak to jest, kiedy Bóg daje nam to, czego potrzeba i podpowiada, np. poprzez Dekalog, jak tym zarządzać, a my nieustępliwie dążymy do tego, by być panami swojego życia. I nawet, jeśli z początku z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, to jeśli ster naszego życia zechcemy zabrać Bogu, to prędzej czy później to się posypie. Niekoniecznie piękny dom, nowe auto, czy dobrze prosperująca firma, ale zawartość naszego serca, w którym jest takie miejsce, które całkowicie wypełnić może tylko Bóg. Jak w naszym życiu, w codzienności, w najdrobniejszych sprawach nie będzie Boga, to coś w nas zacznie gnić, tej dziury w sercu sami nie jesteśmy w stanie “zakleić”, a podążanie za tym, czego chcę JA może doprowadzić nas do punktu, w którym będziemy pragnąć choćby strąków, by tylko zapokoić głód. Głód miłości Boga – bo za tym w głębi serca tęsknimy. Mogą to być różne strąki – papierosy, prostytucja, alkohol, ślepe patrzenie w telewizor, byle tylko nie znaleźć się w ciszy i spokoju, które zmuszają do myślenia, do zajrzenia w siebie. Jezu, daj nam światło Ducha Świętego, byśmy potrafili wiernie trwać przy Tobie.